ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Grzmiąca Ścieżka była gorąca, Fala praktycznie od razu to poczuł, jednak to co wydarzyło się chwilę potem skutecznie odciągnęło jego myśli w innym kierunku. Kiedy Potwór Dwunogów nagle się pojawił niedaleko, biało-rudy kocur w jedno uderzenie serca zapomniał o pieczeniu i gorącej powierzchni, aż go zmroziło na chwilę odruchowo, jednak na szczęście Potwór zatrzymał się, a Falująca Łapa otrząsnął się z szoku i strachu, i pobiegł szybko na drugą stronę.
-Po takim czymś... mam nadzieję -przyznał szczerze, ruszając po chwili za Krwawnikowym Liściem.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Tym razem rokowania Krwawnika były bardziej sprawdzone, niż chwilę temu. Przeprawa przez Borsucze Pagórki była dla kocurów chwilą odetchnięcia od wcześniejszych, zdecydowanie mniej przyjemnych doświadczeń. Owszem, znad Grzmiącej Ścieżki wciąż dochodziły gardłowe odgłosy potworów, jednak żaden nie zamierzał wychylać się poza jej pas. Okolica była całkowicie spokojna, od czasu do czasu po niebie przelatywał jakiś pojedynczy ptaszek. Kadra medyczna Wichru mogła cieszyć się więc bezstresową wędrówką, która już niebawem miała dobiec końca.
Krwawnik: lvl: 6 | S: 13(9) | Zr: 15(10) | Sz: 10(7) | Zm: 25(17) | HP: 90 | W: 55/60 |
*Statystyki obniżone o 1/3 ze względu na wiek
•po zakończeniu wyprawy - ranki i pieczenie na opuszkach łap
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Być może chodzenie po pagórkach również nie należało do najprzyjemniejszych (przynajmniej dla niego) – był to jednak w pewien sposób wysiłek, a tereny klanu Wichru były bardziej przyjazne pod tym względem – niemniej dobrze było mieć Grzmiącą Ścieżkę za sobą. Na uderzenie serca w jego głowie zrodziła się myśl, czy potwory mogłyby dogonić ich tutaj, aczkolwiek nigdy o takim zdarzeniu nie słyszał, ani nie był jego świadkiem. Trzymały się one wytyczonej im drogi.
– Niebawem będziemy. Jesteśmy już niedaleko – poinformował jedynie podopiecznego, nie zwalniając kroku i nadal idąc przed siebie przez znane mu tereny. Szepcząca Sadzawka była na wyciągnięcie łapy.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Falującej Łapie z kolei chodzenie pasowało, był młody i w pełni sił, więc tutaj nie było większego zgrzytu, a w dodatku teraz, po słowach mentora, pamięć o Grzmiącej Ścieżce zrzucił gdzieś w tył umysłu i znowu wygrzebał z niego tę ekscytację, z którą wyruszał z obozu Klanu Wichru, więc chodzenie stawało się jeszcze mniej uciążliwe, bo myślami był już normalnie przy Szepczącej Sadzawce.
-Nie mogę się doczekać! -zawołał donośnie.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Z każdym kolejnym pagórkiem warczenie potworów cichło, aż w końcu stało się jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem.
Słońce znajdowało się wysoko na niebie, gdy kocury znalazły się u kresu ich podróży. Promienie słoneczne odbijały się od srebrzystej tafli wody. O ile przez całą podróż czuli na skórze skwar, tutaj ich futra owiewał delikatny wiaterek, który przy samej sadzawce posyłał pojedyńcze krople wody w ich stronę. Zupełnie jakby sami Gwiezdni nagradzali ich za bezpieczne dotarcie do celu.
Na jednym z kamieni wylegiwała się zielona żabka. Przybycie kocurów powitała krótkim rechotem, jakby właśnie zezwoliła im na pobyt tym mistycznym miejscu. Uzyskawszy pozwolenie od samego strażnika Szepczącej Sadzawki, nie pozostało im nic innego, jak spotkać się z przodkami.
Krwawnik: lvl: 6 | S: 13(9) | Zr: 15(10) | Sz: 10(7) | Zm: 25(17) | HP: 90 | W: 55/60 |
*Statystyki obniżone o 1/3 ze względu na wiek
•po zakończeniu wyprawy - ranki i pieczenie na opuszkach łap
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Wreszcie dotarli. Spokój, jaki w nich uderzył… tak, właśnie o tym mówił. Było to magiczne, niesamowite miejsce. Nawet na widok żabki lekko się uśmiechnął – w istocie był to strażnik. Uroczy strażnik.
– Jesteśmy na miejscu – oznajmił, czując wreszcie, że ciężar z niego spada. No niestety, musiał sam przed sobą przyznać, że był najzwyczajniej w świecie stary i takie eskapady nie były dla niego. Cóż, zapewne była to jego ostatnia. – Jak się czujesz? Jesteś gotowy na spotkanie z przodkami?
Zadał pytanie, wiedząc doskonale, jaka była odpowiedź. Fala był gotowy. Musiał być. I medyk ani chwilę w to nie wątpił. Pozwolił jeszcze-terminatorowi napić się pierwszemu, a gdy ten już to uczynił, Krwawnik również wziął kilka łyków. I powoli odpłynął w sen, w spotkanie.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
No i w końcu dotarli. Fala nie mógł się powstrzymać przed spojrzeniem się wszędzie dookoła jak tylko mógł. Jego uśmiech jedynie poszerzył się na sam widok Szepczącej Sadzawki. A potem spojrzał na żabkę, która pilnowała tego miejsca i ledwo powtrzymał się od śmiechu.
-Co tam żabciu? Jesteś jak jakiś strażnik gwiezdnych? Może jesteś też jakąś Gwiazdką? Nawet by ci chyba Gwiazdka pasowało całkiem, co? -zażartował, a potem spojrzał na medyka i kiwnął głową. Oczywiście, że był gotowy. Przygotowywał się do tego mentalnie przez całą drogę, która i tak zajęła im naprawdę dość sporo czasu.
Potem, biało-rudy położył się, żeby napić się z sadzawki. Sen, miał zapaść w sen. W sumie Fala myślał, że będzie ciężej w tym wypadku, bo taki był podekscytowany i nabuzowany, ale może coś w tej sadzawkowej wodzie jednak było? Bo po napiciu się kocur odpłynął w sen dość szybko, ledwo zdając sobie z tego sprawę.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Odkąd Krwawnik został jedynym Medykiem w klanie Wichru minęło już niemal półtora obiegu pór. Długo kazał czekać na swoje przybycie tu z terminatorem, jednak w końcu ten czas nastał. I to z tym właściwym, lepszym.
Prawdopodobnie było wielu lepszych przodków. Takich, których widok nie wzbudzi grymasu na białym licu, ale nie był to koncert życzeń i nie mogli wybrać tego, kto ich przywita.
Krajobraz bardzo przypominał wichrowe łąki, jednak sama aura tego miejsca była zupełnie inna. Mogli poczuć niezrozumiałą błogość i poczucie bezpieczeństwa, zupełnie jakby znów byli małymi kociętami przytulonymi do ciepłego brzucha swojej matki. Poniekąd tak właśnie było, tym właśnie było to spotkanie. Spotkaniem syna z matką, choć nie był to nawet poboczny cel tej podróży.
- Witaj, Falująca Łapo. Nigdy nie poznaliśmy się osobiście, nazywam się Lśniąca Sadzawka. Byłam Medykiem klanu Wichru przez ponad sto dziesięć księżyców. Życzę ci podobnego stażu. - przywitałam się w pierwszej kolejności z gwiazdą dzisiejszego wieczoru. Dopiero później przeniosłam wzrok na Krwawnika. Starego, zmęczonego. To niesamowite jak szybko ten czas mijał. Niedawno był mianowany na terminatora, był ze mną na wyprawie, a teraz... teraz szykował się do przejścia na Srebrną Skórkę. - Cieszę się, że cię widzę, synu. Nie rozstaliśmy się w najlepszych stosunkach, ale mam nadzieję, że przez ten czas wyzbyłeś się goryczy. - w tym momencie intensywny wiatr zaczął wiać wyłącznie w uszy rudo-białego terminatora, skutecznie zagłuszając dalszy przebieg rozmowy. To było przeznaczone tylko dla uszu Krwawnikowego Liścia. - Falująca Łapa jest dobrym wyborem. Ma twardy kark i stabilne barki, poradzi sobie bez ciebie. Niezapominajkowa Łapa natomiast... popełniłeś błąd. Ma imię zdrajcy i równie słaby charakter. Jest w stanie złamać ją lekki podmuch wiatru i powinieneś przemyśleć jej wybór, póki nie jest za późno. - powiedziałam, a wiatr przestał smagać, umożliwiając Falującej Łapie powrót do rozmowy. Nie czekałam na jakąkolwiek odpowiedź Krwawnika. Nie zamierzałam się z nim kłócić, było to jedynie ostrzeżenie. - Najwyższy czas rozpocząć. - oznajmiłam, wtapiając się w zebrany tłum. Przywitanie zakończone, moje zadanie zostało wykonane.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Zjawił się ktoś, kogo miał nadzieję nie ujrzeć, choć, znając upór Lśniącej Sadzawki, mógł jak najbardziej spodziewać się, że to właśnie biała kocica ich przywita – zapewne walczyła jak lwica, żeby być w tym miejscu. Jak nie po to, żeby rozpocząć ceremonię jako była medyczka, to na pewno po to, żeby spotkać się z nim.
– Witaj, Lśniąca Sadzawko – odwzajemnił przywitanie, nie racząc ją równie rodzinnymi określeniami. Dobrze przyswoił sobie już fakt, że w istocie, kocica była jego matką, niemniej nie był w stanie w ten sposób się do niej zwrócić. Zbyt wiele księżyców wmawiania, że była jedynie jego mistrzynią, żeby teraz wprost nazywać ją matką. Wysłuchał jej kolejnych słów z dystansem. Naprawdę miała tupet, żeby podważać jego wybór. Dała mu wiele powodów, żeby nie ufać jej osądom i zdaniu. Co więcej, miał ochotę się zaśmiać pod nosem, gdy nawet nie dała mu czasu na odpowiedź, jakby zakładając, że posłusznie się z nią zgodzi. Albo po prostu nie miała ochotę na konfrontację? Cóż, nie można było rzucać takich słów i liczyć na brak odpowiedzi. Krwawnikowego Liścia nie do końca teraz obchodziło, że jego część mógł usłyszeć Fala. Skoro kocica chciała załatwić to w ten sposób, nie było innego wyjścia.
– Nie dziękuję za twoją opinię. Niezapominajkowa Łapa nie jest żadnym błędem i nie zamierzam niczego przemyślać. Przykrro mi z powodu twoich doświadczeń, ale czasami warrto jest otworzyć głowę i nie oceniać kota z powodu kogoś innego, kto nie ma z nim nic wspólnego. Jest to dość płytkie, nie sądzisz? Niezapominajka jest dobrrym kotem, dobrrym terrminatorrrem i będzie dobrrym medykiem. Swojego zdania nie zmienię. – To powiedziawszy, spojrzał na Falę przepraszająco. Nie chciał psuć jego wielkiego dnia, ale nie zamierzał również pozostawać pasywny w kwestii jego drugiej terminatorki. Niezapominajka faktycznie była skryta i lękliwa, ale to nie oznaczało, że będzie złym medykiem. Jak dotąd nie miał do niej żadnych obiekcji. Z kolei Lśniąca Sadzawka musiała zrozumieć, że jej słowa nie pozostaną bez odpowiedzi jak to zwykle bywało. Najwyższy czas rozpocząć. Tak, z tym akurat mógł się zgodzić.
– Ja, Krrwawnikowy Liść, medyk klanu Wichru, wołam do naszych przodków, by spojrzeli na tego terrminatora. Ciężko trenował, by zrrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będzie mógł służyć klanowi Wichrru przez wiele księżyców. Falująca Łapo, czy przysięgasz postępować według kodeksu medyka, pozostawać z dala od rrywalizacji między klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
No i się zaczęło, zaraz Fala powinien stać się medykiem, jakież to było ekscytujące! Biało-rudy nie mógł się powstrzymać przed rozejrzeniem się dookoła. Pierwszy raz coś takiego w jego życiu się działo, więc chyba nie można było go winić, nie? Potem spojrzał przed siebie, kiedy przyszła Gwiezdna i zwróciła się do niego. Lśniąca Sadzawka, no, osobiście to na pewno jej nie kojarzył, w tym się nie myliła.
-Dziękuję, Lśniąca Sadzawko -powiedział ze swoim zwyczajowym szerokim uśmiechem.
I potem nagle rwący wiatr zaczął wyć w jego uszach, i Fala nie mógł się powstrzymać przed siądnięciem na tyłku i próbie przetkania uszu w jakiś sposób łapami, zwłaszcza, że widział, że dawna medyczka porusza pyskiem, mówiąc, ale chyba nie do niego tym razem. Dopiero po chwili wiatr przestał wiać mu po uszach, ale wtedy Gwiezdna już skończyła cokolwiek mówiła... ale jego mistrz nie, i Fala kiedy usłyszał odpowiedź na cokolwiek powiedziała Lśniąca Sadzawka, aż uniósł brew w zdziwieniu. Niezapominajka? Czemu ta dwójka kłóciła się o Niezapomnianą Łapę? Co w ogóle Gwiezdna miała do tego wyboru? Falująca Łapa aż przez chwilę pomyślał, że może w jakiś sposób przez nią, druga terminatorka była taka niepewna siebie? Ale to by było bez sensu przecież, nawet się nigdy nie spotkały, nie? No właśnie. Dziwne.
Dłużej jednak biało-rudy nie miał okazji się nad tym głowić, bo ceremonia na medyka ruszyła do przodu, więc Fala wstał i spojrzał na Krwawnikowego Liścia, który zaczął uroczyście przemawiać.
-Przysięgam! -zawołał entuzjastycznie.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Fala przysiągł, a Krwawnik nie spodziewał się niczego innego. Młodszy kocur od początku udowadniał mu, że ranga medyka to coś, na czym bardzo mu zależy, i czuł, że nie mógł podjąć lepszej decyzji wybierając go na swojego następcę. Medyk uśmiechnął się na przysięgę jeszczeprzezuderzenieserca-terminatora, a następnie odezwał się:
– Więc z mocy nadanej mi przez Gwiezdny Klan nadaję ci imię medyka. Falująca Łapo, będziesz teraz znany jako Brryzgająca Fala. Gwiezdny Klan uznaje twoją prracowitość i odpowiedzialność, a ja witam cię jako pomocnika medyka klanu Wichrru – ogłosił. Przez dłuższy czas bił się z myślami, jaką rangę mu nadać, ale ostatecznie stawił na słowa Roziskrzonej Gwiazdy, która przed wyprawą przekazała mu, że wolałaby właśnie takie rozwiązanie. I cóż, i tak był stary, wkrótce umrze, więc Fala wkrótce tym pełnoprawnym medykiem zostanie.
ogromny, masywny, puchaty, rudo-biały klasycznie pręgowany, futro czyste i ułożone, żółto-złote oczy, sierść w uszach przypomina dwie fale
energiczny, przyjazny, wiecznie uśmiechnięty, dobroduszny, szczery, ekstrawertyk do sześcianu; wręcz przerysowany, pewny siebie, ma tendencję do bagatelizowania niebezpieczeństwa, martwi się o zdrowie innych i często ich poucza na ten temat
Fala uśmiechnął się szerzej, kiedy usłyszał słowa mianowania i swoje nowe imię, chociaż z rangą miał trochę znaków zapytania w głowie, ale to będzie się w sumie mógł dopytać później, jak już wrócą czy coś, żeby nie psuć w tym momencie tej chwili. Na razie chciał się nią cieszyć, bez względu na swoje wątpliwości. Bryzgająca Fala, podobało mu się, chociaż w tym momencie nie był pewny, czy zwyczajnie każde imię by mu się nie spodobało, bo było już oficjalnie całe. Oh Gwiezdni. Fala ledwo powstrzymał się od skakania niczym mały kociak, bo w końcu jego marzenie się spełniło. Aż czuł się nierealnie w tym momencie, i chyba będzie się tak czuł jeszcze przez jakiś czas. Niesamowite. No, ale chyba pora wracać niedługo do Klanu... pewnie trochę ich nie było, a Niezapominajka pewnie czuła się niespokojnie tak siedząc samotnie w lecznicy, bo to już biało-rudy zdążył wywnioskować, że zwykle tak jest.
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Wszystko dobre co się dobrze kończy. Podróżnicy dokonali swego i mogą wrócić do obozu. Oby tylko nie zebrało im się zbyt wielu pacjentów przez ten czas.
Krwawnik: lvl: 6 | S: 13(9) | Zr: 15(10) | Sz: 10(7) | Zm: 25(17) | HP: 90 | W: 55/60 |
*Statystyki obniżone o 1/3 ze względu na wiek
•po zakończeniu wyprawy - ranki i pieczenie na opuszkach łap
+15exp