Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
No i fajnie, że Księżyc znalazło coś co lubi robić i miło, że zapamięta drogę do klanów. W odpowiedzi Płotka posłała szerszy uśmiech. - Przynieś kiedyś jakąś fajną pamiątkę - dorzuciła ciepło i pozwoliła sobie polizać ich po czole. Patrząc na to jak często odbywały się ich spotkania, raczej bura nie zdąży odebrać pamiątki, ale na pewno ci pra-bratankowie będą wdzięczni za jakąś fajną pierdołę.
Bratanica... Pra-bratankowie... A, no tak, bo przecież Zguba i Noc są rodzeństwem. Z innego miotu, ale rodzeństwem. - To sporo rodziny masz. Trzy mioty rodzeństwa, miot bratanków i pra bratanków. Ah, pozazdrościć aż... - dorzuciła w pół żarcie. Odkąd Wydma odeszła Płotka została sama. Nie miała żadnych innych krewnych... A przynajmniej żadnych, o których wiedziała. Ale jej to nie przeszkadzało, miała paru przyjaciół i sporo znajomych.
- Słyszaałam, ale nie byłam u niej. Przewidziała Ci coś fajnego? - zapytała zaciekawiona. Sama nie wierzyła w takie... Bajki, ale wizyta u niej brzmiała na miłą wycieczkę.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
— Przyniosę — przyniosłoby jej esencję chwil, gdy na chwilę kładziesz się w trawach i śpiew pszczół koi twoje napięte jak postronki nerwy, chwil, gdy układasz zmęczoną głowę na ciepłej ziemi i odpływasz w błogosławiony sen, chwil, gdy patrzysz za siebie i myślisz o tym, jak wiele mil już przeszłoś. Ale jak dać komuś chwilę? Niepowtarzalne doświadczenie? Myśl, uczucie, wstrząs? — Racja. Cała ferajna — zgadza się — mam nadzieję, że są szczęśliwi — bardziej niż Zguba, które mogłoby być wśród nich, ale nie będzie, bo tak potoczyło się życie. Źle i krzywo, nie po torze, którym powinno podążać, ale los był już zbyt daleko posunięty, by teraz choćby starać się go zawrócić.
— Nie. Nic mi nie powiedziała — tutaj westchnęło krótko, pazurem wydrapało w ziemi krótką linię. — Chciałom ją zapytać, gdzie jest mój... znajomy. Ale nie wyjawiła mi tego, niestety.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
O rany, co ją podkusiło żeby nagle wywędrować tak daleko od domu i zgubić się w kompletnie nieznanej okolicy? Długowłosa pointka nigdy jeszcze aż tak daleko nie odchodziła i nawet nie zamierzała, no ale w którymś momencie jakiś głupi kundel przegonił ją tak, że chociaż udało jej się uciec, to teraz nie miała pojęcia jak wrócić na osiedle. Poczuła głód, ale była zbyt wystraszona, żeby teraz rozglądać się za jakąś zwierzyną, to miejsce zdecydowanie nie było dla niej bezpieczne. Wszędzie pełno nieznanych zapachów, w tym także co prawda i kotów, ale dzikusy też mogły być niemałym zagrożeniem, więc wolała nie ryzykować. Była jednak zmęczona tym wszystkim, więc kiedy tylko znalazła jakąś pustą norę weszła do niej i położyła się z pyszczkiem opartym na przednich łapach. Bliska płaczu zastanawiała się co ma teraz zrobić, w każdej chwili mógł ją tu przecież wywęszyć jakiś drapieżnik, a ona zdecydowanie nie chciała zostać pożarta.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Od czasu wypadku z udziałem szczurów Cicha Noc miała zwyczaj chuchać na swojego jedynego ostałego (z pierwszego miotu) w Klanie syna. A mówiąc chuchać miał na myśli zakazywanie jemu samotnych wędrówek poza obóz, które niestety nasz dymny przyjaciel tak bardzo uwielbiał.
Tego dnia na całe szczęście matki nie było w obozie. Wyszła na jeden z patroli granicznych. Chrabąszcz korzystając z okazji wyłonił się z obozu, kierując się w stronę przeciwną do tej, z której docierał zapach dymnej kocicy. Krążył tak po terenie z nadzieją na natrafienie na swojego rudego przyjaciela. Niestety nie miał szczęścia. Zamiast natknąć się na charakterystyczny zapach zalatujący rybką, natknął się na coś innego, również znajomego, zapach piecuchu. Poruszył nosem, próbując wykryć dokładną lokalizację tejże woni.
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
Och, bynajmniej nie było to trudne, bo mocno przestraszona kotka w żaden sposób nie zdołała ukryć swojego zapachu przed zbliżającym się w tym kierunku kocurem. Nie chciała by dopadł ją wewnątrz nory, więc wyskoczyła z niej gwałtownie i rzuciła się do ucieczki. Sęk jednak w tym, że nie wiedziała gdzie uciekać i zahaczyła futerkiem o najbliższy krzak. W panice zaczęła się szarpać i miotać w różne strony, próbując się uwolnić, ale nie zdążyła się oddalić przed zjawieniem się rudzielca. - Nie zbliżaj się do mnie! – zasyczała, bardziej był to jednak strach, niż agresja, bo nie miała pojęcia co też ten o dwubarwnych oczach typ zamierza. Po głowie krążyły jej tylko same najgorsze scenariusze tego co może wydarzyć się dalej. Ech, przeklęty krzak!
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Zatrzymał się gwałtownie, gdy z nory wyskoczyła jakaś biała plama i to w dodatku jakąś napuszona biała plama. Spojrzał na rzucająca się kotkę z uniesioną brwią. Reakcja była jak na niego mocno przesadzona. Niemniej usiadł, spełniając jej prośbę, a może groźbę. - Prędzej wyrwiesz sobie całe futro niż się wyswobodzisz. Wyluzuj, nie wyglądasz apetycznie. -Zauważył pragmatycznie, nie trudząc się o chociażby najmniejszy ruch w jej stronę. Był przyzwyczajony do tego, że pieszczochy często uważały koty z lasu, dla potwory, albo najgorsze zło chodzące po tym świecie.
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
Zmęczona przestała się szarpać i stała przy tym nieszczęsnym krzaku, łapiąc oddech już spokojniejsza, że kocur nie zamierza jej skrzywdzić, choć jej ciało wciąż trochę jeszcze drżało z emocji. O ile pierwsze stwierdzenie miało sens, tak drugie już ją wyraźnie ubodło. - No wiesz! Nie muszę ci się podobać, ale nie musisz mnie z tego powodu obrażać! – zezłościła się, bo dotychczas nikt otwarcie nie wypowiadał się nieprzychylnie na temat jej urody, a to było chyba gorsze od zostania pożartym. Przyjrzała się uważniej krzakowi i tym razem znacznie ostrożniej próbowała wyplątać z niego swoje futerko. Parę gałązek jakoś puściło, inna się złamała i pozostała w jej sierści, jednak nadal nie było to wystarczające, żeby mogła w pełni oderwać się od krzaka. - Cudownie po prostu, teraz z pewnością przyjdzie mi zginąć na tej niedorzecznej uwięzi. – westchnęła zbolałym głosem.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Zmarszczył brwi. Nie miał tego na myśli w ten sposób, chciał jej po prostu dać do zrozumienia, że nie zamierza jej robić krzywdy. Chociaż, nie przyznając tego na głos, nieznajoma nie była w jego typie. Nie miała krótkiego rudego futerka, upstrzonego czarnymi plamami więc do ideału brakowało jej naprawdę dużo. - Miałem na myśli, że nie zamierzam robić ci krzywdy, twój wygląd nie ma nic do tego. -Przyglądał się marnym próbom nieznajomej, zastanawiając się, czy po prostu stąd nie odejść, bo panikowała bez powodu, a jemu nie chciało się z tym męczyć. Ostatecznie jednak empatia, a raczej jej resztki wzięły górę.- Jaka jest gwarancją, że jeśli podejdę i spróbuję cię z tego ściągnąć to nie dostanę w pysk? -Jeśli niska, to nie miał po co ryzykować.
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
Z jednej strony to dobrze, że ze strony kocura nic jej nie groziło, z drugiej jednak nie ślinił się na jej widok, więc przypuszczalnie był odmieńcem, który woli tę samą płeć. Ona nie była takim rzeczom otwarcie przeciwna i nie próbowała ich w żaden sposób zwalczać, no ale jakoś nie rozumiała tego i wolała od takich trzymać się z daleka. Niech sobie będą, ale gdzieś poza jej zasięgiem, bez wzajemnego wchodzenia sobie w drogę, no ale niestety wylądowała jak wylądowała i nic nie mogła na to poradzić. Po raz kolejny przypatrzyła się gałązkom i ostrożnie spróbowała samodzielnie się z nich wyplątać jednak w pojedynkę było to dla niej chyba faktycznie zbyt trudne. Raczej wątpiła, żeby odmieniec lepiej sobie z tym poradził, ale gorzej i tak już chyba nie będzie. No chyba, że zaraz zjawi się tu jakiś drapieżnik i ją zje, miała jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. - Cóż…jeśli faktycznie możesz mi pomóc to spróbuj, nic ci nie zrobię. – odpowiedziała, rzeczywiście stojąc już teraz spokojnie, by nie utrudniać mu zadania. W żadnym wypadku nie miała ochoty dawać mu w pysk czy nawet komentować to czym był, pragnęła jedynie móc wrócić do domu i swoich państwa, którzy na pewno bardzo się martwią. - Jestem Markiza. – przedstawiła się krótko.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Mógłby ją zastraszyć, że odda jej, gdyby jednak go uderzyła, ale uznał, że to jedynie sprawi u niej kolejny atak paniki, więc postanowił zrezygnować z dolewania oliwy do ognia. - Chrabąszcz. -Przedstawił się, po czym zbliżył się do Markizy. Przez chwilę przyglądał się krzewowi, zastanawiając się jak powinien się za to zabrać. Gdyby zaczął ją odpychać to istniało ryzyko, że straci trochę sierści, a patrząc na jej wcześniejsze zatroskanie wyglądem, nie mogłaby tego znieść. Postanowił więc poprzegryzać gałązki, które uczepiły się pieszczoszki. - No to zaczynam, postaraj się mnie nie pobić, jeśli zaboli. -Nie powinno zaboleć, w końcu będzie obgryzał gałązki. Jedna za drugą.
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
- Jestem damą, a poza tym dbam o swoje futro więc staram się nie walczyć jeżeli nie ma ku temu potrzeby. – odparła z godnością. - Nie mam też w zwyczaju łazić po lesie i gdyby nie jakiś głupi kundel, to w ogóle by mnie tu nie było, a teraz nie wiem nawet jak mam wrócić do domu. Ty wiesz może w którą stronę jest osiedle? – spytała. Lubiła przygody, ale jednak las był miejscem, które zdecydowanie się jej nie spodobało, wszędzie podobne drzewa i krzaki, o które łatwo zaczepić futrem, o innych rzeczach nie wspominając. Jak te klanowe dzikusy mogą tu w ogóle mieszkać i jeszcze być z tego zadowolone? Co prawda jej się w willi nieraz nudziło, jednak przynajmniej miała tam miękkie poduszki, przysmaki i zabawki, a jej państwo bezgranicznie ją kochali. Mogła sobie wędrować po urokliwym miejskim parku czy innych okolicach osiedla, ale tutaj gdzie od razu się zgubiła i mogła zginąć pożarta przez jakiegoś drapieżnika to nie było dla niej. No i wolałaby spotykać na swojej drodze kocury, które by ją adorowały tak jak Zmierzch czy Torisław. Ten tutaj nawet imię miał okropne. Chrabąszcz, kto normalny nazywa swoje dziecko od robaka? Robaki są obrzydliwe, fuj. No, ale oczywiście jak na kulturalną kotkę przystało zachowała te wszystkie przemyślenia dla siebie i jedynie czekała, aż będzie wolna, żeby mogła już sobie stąd pójść.
Księżyce: 68 Mistrz: Tupocząca Salamandra, Pustynna Róża Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Cicha Noc Ojciec: Danieli Trop Partner: Zatopiona Wyspa Trwałe urazy: Blizna po borsuczym ugryzieniu na prawym barku
Wysoki, pulchny, szeroki w barach kocur o czarnym krótkim dymnym (ghost markingi) tygrysio pręgowanym futrze. Ma białą końcówkę ogona i podeszwy tylnych łap. Lewe oko - pomarańczowe, prawe - niebieskie. Oklapnięte uszy typu fold.
Egocentryk, narcyz, plotkarz i gaduła. Bardzo nieudolny w żartach. Bardzo łatwo go zdenerwować - ostatnio jednak zrobił się nieco bardziej markotny.
Przewrócił oczami na jej wymyślanie. Znaczy się, on też nie lubił się bić, jeśli nie było potrzeby, bo było to zwyczajnie niepotrzebne i męczące, ale on to on, on może, ona narzeka. - To damy wdają się teraz w potyczki z kundlami? Z tego co pamiętam dwunożni trzymają je za płotami. Chyba, że dama zapuściła się na ulicę, hmm? -Nie mógł się powstrzymać przed leciutką prowokacją. Niemniej jednak nie zamierzał znęcać się nad Markizą i zdecydował jednak wskazać jej drogę.- Idziesz cały czas na prawo, w górę rzeki. Droga jest za prosta, żeby się zgubić więc raczej szybko trafisz. -Wyjaśnił najprościej jak się da. Właściwie to nie wiedział, czy jest tam jakieś przejście rzeki, ale musi być skoro kotka się tutaj znalazła. Po tym zamilkł całkowicie przegryzając gałązki, aż w końcu dotarł do jednej z ostatnich.- Twoi dwunożni będą musieli pozbyć się pozostałości po kolcach. -Mruknął widząc, że pomniejsze utknęły w jej sierści, a on nie zamierzał ich wyciągać i wątpił, żeby ona zrobiła to sama.
Jest dużą, ale niezbyt umięśnioną i raczej szczupłą pod futrem kotką o wdzięcznych, pełnych gracji ruchach i głębokim spojrzeniu. Ma długie i puchate, bardzo przyjemne w dotyku futerko, które oprócz tego zawsze jest lśniące, zdrowe i zadbane. Z umaszczenia to niebieska zwykła colorpointka z bielą, której to posiada na sobie zdecydowanie dużo. Biel pokrywa u niej prawie całe ciało za wyjątkiem części głowy i uszu, zaś ciemny nalot na jej głowie świadczy o tym, że kotka jest pręgowana klasycznie. Typ pyszczka u niej jest zwykły europejski o średniej długości i różowym nosie, zaś ogon długi i wyraźnie puszysty. Natomiast oczy ma ona błyszczące o mocnym odcieniu błękitu.
Niesamowicie inteligentna kotka, która bardzo szybko się uczy, nabywając wiedzę zarówno z samodzielnych obserwacji jak i tego, co ktoś jej przekaże. Nie zawsze stosuje nabytą wiedzę, jest to zależne od stopnia przydatności dla niej, a w parze z inteligencją idzie również spryt oraz dar psychologicznej manipulacji innymi. Z tych względów potrafi czasem mieć zbyt wysokie mniemanie o sobie i tym samym ignorować cudze pomysły, uważając je za gorsze od własnych, co często nie jest właściwą decyzją. Dużo też marudzi i wyraźnie daje o tym znać kiedy coś ewidentnie jej się nie podoba. Mimo to jest lojalna wobec bliskich jej kotów i jeśli trzeba jest w stanie nawet pobrudzić swoje śliczne futerko dla dobra sprawy. Oprócz tego jest odważna i mimo niewielkiej siły bez wahania puści w ruch swoje zręczne ostre pazurki jeżeli sytuacja będzie tego wymagała.
- Niektóre damy lubią wędrówki i przygody, chociaż ja osobiście wolę, żeby miały one nieco przyjemniejszy przebieg, niż ta. I niestety niektórym dwunożnym zdarza się też puszczać kundle luzem, miałam niestety pecha trafić na takiego i zagonił mnie aż tutaj. – ton jej głosu stał się znacznie łagodniejszy i spokojniejszy. Mimo przykrego wspomnienia i tych wszystkich przeżyć leśny kot jej pomagał, chociaż…czy aby na pewno on rzeczywiście był dzikusem? Było w nim coś, co tak jakby wydawało jej się w jakiś sposób znajome, choć zapewne to tylko takie wrażenie. Wątpiła by jakikolwiek pieszczoch pragnął żyć w lesie, zdecydowanie nie było to odpowiednie miejsce dla takich jak ona. - Dziękuję. – skinęła lekko głową. – Gdybyś też kiedyś potrzebował ode mnie przysługi to mieszkam w takiej dużej willi z basenem, gdzie w ogrodzie też stoi taki sam domek, tylko mniejszy. – dodała, po czym odeszła w swoją stronę.
Wyjątkowo niska i drobna kotka. Jej długie, białe futro niemalże zawsze jest w nienagannej kondycji - bardzo dba o to, żeby było czyste. Jest sprawna, więc pod futrem kryją się mięśnie, ale są one proporcjonalne do jej filigranowej budowy. Intesywnie niebieskie oczy.
ciekawa świata - pewna siebie - odważna - flirciarska - zabawna - egocentryczna - przygodowa
Ważka rzadko się boi - wszelkie niepowodzenia traktuje jako wyzwania i stara się im sprostac. Lubi dowiadywać się nowych rzeczy, żeby zaspokajać swoją ciekawość, ale tez po to, żeby móc błyszczeć wiedzą i ciekawostkami w towarzystwie. Lubi bowiem być w centrum uwagi i czasami można odnieść wrażenie, że wręcz żywi się komplementami czy po prostu zainteresowaniem jej osobą. Jest pewna siebie, nie boi się wyrażania swojego zdania czy próbowania nowych rzeczy. Nawet jeśli jej coś nie wychodzi - stara się obrócić to w żart lub po prostu olać. W jej stylu jest flirtowanie czy rzucanie dwuznacznymi tekstami - nawet w stronę kotów, którymi nie jest zainteresowana, a co. Niech też mają i niech się głowią nad tym, czy powiedziała im coś na serio czy tylko w żartach. Czasami jest lekko przewrażliwona na punkcie swojej osoby, zwłaszcza jeśli chodzi o temat jej wyglądu. Lubi przygody, rutyna ją nudzi - więc zgodzi się na każdą propozycję ciekawego spędzania czasu.
Nadgryziony Maślak
***
Ważka czuła się już całkiem swobodnie na terenach Klanu Rzeki oraz tych sąsiadujących. Miala więc w zwyczaju urządzać sobie wycieczki, dłuższe lub krótsze. Głównie szukała towarzystwa - była ciekawa, kogo można spotkać poza granicami... ale czasami przy okazji polowała, bo to też stanowiło dla niej jakąś rozrywkę. Niespiesznie chodziła sobie w okolicach Króliczych Nor, pozostając w stanie czujności, gdyby jednak ktoś spróbował ją zaatakować. Miała jednak nadzieję, że jej prezencja zachęci potencjalnych nieznajomych do innego rodzaju interakcji.
Standardowy pysk, długi ogon, wysoki, atletyczna budowa, długa sierść, czarny bimetaliczny, pręgowanie w cętki, kokardka żółto pomarańczowa, białe znaczenia na: szyi, części pyska, końcówkach przednich łap (blizny; na przednich łapach, na tylnej lewej łapie, na tyle, na grzbiecie)
Wolny duch, chce się dobrze bawić przede wszystkim, kieruje się własnymi zasadami/zachciankami, nie lubi nudy, ryzykant, ciekawski, chaotyczny w działaniach, jednak sprytny i świadomy ewentualnych konsekwencji
Wronia Łapa [KC]
Dyrektor byli znani z długich wypraw. Przebywanie w jednym miejscu stawało się hm, dość nudne można powiedzieć; szczególnie jeżeli nie mieli nowych zadań, co biedni mieli tak na osiedlu robić? Gnić i czekać aż coś wielkiego się wydarzy? Otóż nie, wypadałoby zmienić scenerię, nawet jak na dzień albo dwa, może trzy - kto tam wie, nie mieli ograniczenia czasowego. Tak łapy go zaprowadziły w okolice czterech klanów, choć może nieco nieświadomie, gdyż nie znał ich dokładnego położenia. Tym jednak nie musiał się przejmować, byli bowiem na ziemiach niczyich, w okolicach również i króliczych nor, które go nieco zafascynowały - a bardziej ta jedna oddalona, dużo większa od innych. Wślizgnął się do dziury bez problemu, lecz ku zawodowi okazała się dość płytka. Nie szła dalej, nie rozgałęziała się, ble. Niezadowoleni wychylili głowę spod ziemi, otrzepując ją też z ewentualnego piasku, a wtedy dotarł do jego nozdrzy inny rodzaj zapachu. Och? Z tym się jeszcze nie spotkali, a bardziej - zwyczajnie się nie spodziewali tutaj go spotkać.
- U, a ty co tak rybą i wodą pachniesz, hm? Czyżby podróżniczka co znad morza przyszła? O albo rybak znad jeziora, to też dobre, heh - zgadali swobodnie z uśmieszkiem na pysku, gdy tylko zobaczyli wojowniczkę. Nie wychodzili jeszcze z dziury, a przynajmniej nie w pełni, tylko sam przód był na zewnątrz. Na tyle ich zjadła ciekawość nieznajomą, że postanowili nie ukrywać się, nawet jeśli to była idealna okazja, by kotkę wystraszyć w taki sposób. Dobra zabawa by była to fakt, ale nie było gwarancji, że ta w ogóle zajrzy tutaj, czyż nie? Mogła pójść dalej, a Dyrektor nie mogli sobie odpuścić - jak po raz pierwszy coś ich nos czuje, to musi się dowiedzieć przecież, z czego to wynika; rzadko co już spotykali nowe rzeczy. Co prawda byli na statku nie raz, sam zapach to nic specjalnego, ale czemu ta jest nim wręcz przesiąknięta, to było lepsze pytanie zaprzątające im głowę. Nie spotkali się jeszcze z kotem rybakiem w takich okolicach. Widział wiele i raczej tylko Ci znad morza lubili się pluskać i zajadać świeżo złowione ryby.