Logo Artemidy
Pajęcza Nora
#31
Patrząc na szlochającą kocicę z nienawistną wyższością, pozwoliła, by gniew stopił racjonalne strzępki uczuć, jakie ongiś łączyły obie siostry. Zdradziła ją. Wyparła się jej. Odezwała się jak zapomniana dawno kontuzja, przytłaczając Sasankę wirem wściekłych emocji. To właśnie w tym stanie była najsłabsza - podatna, bezmyślnie porywcza, agresywna. Skłonna do głupich decyzji, łasa na ryzyko, a także nieprzewidywalna, nawet dla samej siebie. Wykalkulowana chłodno zemsta była daleka od rękoczynów i wrzeszczenia prosto w przerażone, niebieskie oczy. Jednoczenie wykalkulowanej zemście nie sprzyjało to, co miała zamiar niebawem usłyszeć.
Pierwszy wrzask Plamki był pierwszym wymierzonym celnie policzkiem. Sasanka w nieudolnej próbie uniku podskoczyła, podrywając głowę, kiedy zwężone wściekle źrenice zaokrągliły się, a obnażone groźnie szczęki rozwarły niekontrolowanym szokiem. Łani Krok... mama...
Nie była w stanie przetworzyć tragicznej, niepasującej w żaden sposób do minionych wydarzeń wersji o nagłej śmierci Zastępczyni, zwłaszcza z łap samotników, bowiem ogłuszona pierwszym ciosem, naiwnie wyeksponowała się ku następnym. Imiona Żółtego i Lampart śmignęły gdzieś między uszami, podczas gdy wspomnienie gwałtu uderzyło ją pięścią prosto w brzuch, sprawiając, że odsunęła się na krok, ledwo opanowując drżenie kończyn z odruchem wymiotnym. Stan Błękitnej Toni po kombinacji tych wszystkich tragedii mogła sobie łatwo wyobrazić, a każde kolejne słowo o tym, jak ledwo minęła się ze śmiercią, dobijało ją, raz po razie. Kolejne dwa kroki wstecz, splątane, płonące spojrzenie, zduszony syk...
Wtedy też wygrała, prawda? Pomimo skutecznej prowokacji, starsza siostra wymierzyła decydujący cios, raniąc Sasankę, nim zostały rozdzielone. Teraz nie czuła się pobita... a zrównana z ziemią, siłą, której nie doświadczyła nigdy przedtem. Szarpnięciem głowy próbowała pozbyć się tych myśli... Kłamstw! Kłamstw! To wszystko kłamstwa!
- TEN JEDEN RAZ! - ryknęła, zapierając się całym ciałem, ale dygoczące kipiącą złością łapy odmówiły wykonania susa prosto na Wojowniczkę, by ją uciszyć. Zamiast tego rozjechały się, ryjąc trawę i zziębniętą ziemię, do której przypadła buro-biała, dysząca kocica.
- Gdyby... Gdyby nie to... Ona by żyła! Gdyby mnie wysłuchała! NIE POZWOLIŁABYM JEJ UMRZEĆ! - wrzasnęła, najbardziej wstrząśnięta śmiercią znienawidzonej matki. Przecież Plamka pobiegła za nią niemal od razu! Jakim cudem zdążyła umrzeć? Jakim przeklętym cudem wyimaginowani samotnicy zdołali dopaść ją tak szybko, mając tylko mord w głowie?! Łani Krok, zwłaszcza rozhisteryzowana, to łatwa ofiara, ale żaden zdrowy na umyśle włóczęga nie planował zabijać wszystkiego, co się rusza! Nawet ONA, wbrew temu, jakim potworem zdążyła zostać!
- Kto! Powiedz mi KTO! Nie dopuściłabym do TEGO! I ty to DOSKONALE WIESZ! - gdyby została w Klanie, zabiłaby niedoszłego gwałciciela własnymi pazurami jeszcze na granicy, przed przybyciem patrolu. Wydrapałaby mu oczy i pozbawiła przyrodzenia, żeby krwawił długo i boleśnie. Zamiast tego straciła nie tylko bezwartościowy dom, ale prawie dwóch członków własnej rodziny, na zawsze. Gdzie był wtedy Trzmiela Gwiazda? Zajęty ruganiem nieposłusznych Terminatorów?!
- NIE! - krzyknęła wręcz rozpaczliwie, defensywnie kuląc się na łapach, zjeżywszy niemal każdy włosek na ciele. - NIE ROZUMIEM! NIC NIE ROZUMIEM! Obie oskarżyłyście mnie o coś, czego nie zrobiłam, a teraz ona nie żyje!? I ty... i ty też jesteś dla mnie martwa. - po raz pierwszy od długiego czasu w kącikach mosiądzowych oczu zamigotały łzy. Odmawiała zrozumienia tego, co zostawiła po sobie w Klanie Gromu, a co po księżycach wyparcia sprawiało jak tak niewyobrażalny ból. Nie była w stanie tego pojąć. Nie zrobiła nic złego. Nie zasługiwała na to! Wygnanie? Może. Osierocenie? Nie. Na to nie zasługiwał nikt.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Obraz rozmył jej się prawie całkowicie, przez nieustannie napływające do błękitnych oczu łzy, ale tak długo jak była w stanie rozpoznać buro-białą plamę, odczuwała swego rodzaju ulgę. Była wściekła, zrozpaczona, bezsilna. Targało nią tak wiele emocji, powiedziała tak wiele rzeczy, których normalnie nigdy by z siebie nie wydusiła, a mimo to czuła swego rodzaju ulgę, mając świadomość, że Sasanka nadal tu jest. Bo pomimo wszystko nadal chciała się pogodzić, po to tu przyszła. Nie miała tylko pojęcia jak do siostry dotrzeć.
Pokiwała przecząco głową, chcąc wyprowadzić siostrę z błędu. Nie, nic by tego nie zmieniło. Nic nie mogły poradzić. Ani jedna, ani druga.
— Nic nie mogłyśmy zrobić. M-mama do mnie przyszła we śnie. Ona... o-ona chyba była chora. Chciała uciec. Od tego wszystkiego — powiedziała, z przerwami podczas zanoszenia się płaczem. Nieważne jak bardzo by się nie postarały, nie zmieniłyby losu Łani. Nieważne co by zrobiły, ona i tak by uciekła, i tak by je zostawiła, prawdopodobnie i tak prędzej czy później z jakiegoś powodu by umarła i choć dla Plamki było to bardzo ciężkie, zrozumiała to i przynajmniej za tę jedną rzecz przestała się obwiniać. Bo na to nie miała wpływu.
— NIE WIEM. Nie powiedzieli mi. Ja-jakiś terminator, który podawał się za wojownika. Zapomniałam już nawet jak wygląda. Chciałabym o tym w ogóle zapomnieć — wykrzyczała początkowo, a każde kolejne słowo wypowiadała coraz ciszej, czując, jak oprócz łez, za moment zacznie się dławić także swoimi wymiocinami, które zebrały jej się w gardle. Przez moment widocznie ze sobą walczyła, by nie zwrócić uprzednio skonsumowanego posiłku i po sukcesie, przełknęła nerwowo ślinę.
Doskonale wiedziała, że Sasanka by do tego nie dopuściła. Poszłaby z nią szukać Żółtego, byłyby wtedy razem i cała ta sytuacja nie miałaby w ogóle miejsca. Ale tak się nie stało. Niestety.
— NIGDY cię o nic nie oskarżyłam, Sasanko. ZAWSZE byłaś moją ukochaną siostrzyczką, którą chciałam mieć przy sobie, która miała mi pomagać przy kociętach, z którą miała mieć jak najwięcej miłych wspomnień. Po prostu nie potrafiłam do ciebie dotrzeć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie byłaś jedyną winną śmierci Ognistego Żaru. Wszyscy byliśmy winni. Ale... nie miałam dość odwagi, by po raz kolejny zabrać głos. Zachowałam się egoistycznie, PRZYZNAJĘ. Ale nigdy nie pogodziłam się ze stratą i z tym, co zrobiłam. I dlatego przyszłam przeprosić — przyznała się do wszystkiego, licząc się z tym, że rozsierdzi tym siostrę jeszcze bardziej. Przed chwilą miała dość nadstawiania policzka i była gotowa stoczyć z Sasanką bój, a teraz... znów gotowa była przyjąć cios. — Bardzo cię kocham i za tobą tęsknię, ale rozumiem, że nie chcesz mnie już więcej widzieć. Proszę cię tylko o jedno: wybacz mi za to wszystko, a obiecuję, że już nigdy mnie nie zobaczysz, tak jak sobie tego życzysz. Nie chcę się rozstawać w kłótni.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Roztrzęsiona i odchodząca od zmysłów, dyszała łamliwie, niezdolna opanować targających nią emocji. Nikt nie mógł być gotowy na takie wieści. Nikt. I wbrew wszystkim potwornościom, które życzyła Klanowi Gromu każdego dnia, nigdy nie podejrzewała, że Łani Krok zginie zaraz po fakcie. Że Plamka zostanie kompletnie sama, bez nikogo, bez żadnego wsparcia, a patrole przygraniczne tropiące samotników nawet na okolicznych ziemiach niczyich nie upilnują ani ich, ani Klanu Cienia. Czując płynące wzdłuż policzków łzy rozsierdziła się jeszcze bardziej, kłapnąwszy szczękami z impetem, a rozpłakana postać Błękitnej Toni oraz jej raniące słowa nie ustawały, nie ważne, jak bardzo pragnęła się ich wyprzeć. Miała nic więcej nie czuć! Chciała zemsty! Została zdradzona! Nienawidziła ich wszystkich, co do jednego! Życzyła im śmierci!
- Do CIEBIE!? - czyli jednak, ostatnią decyzją Łaniego Kroku naprawdę okazała się ucieczka. Zdrada Klanu, rodziny, obowiązków, problemów.
Wszystko, w co wierzyła, okazało się fałszem, gdyż matka nie podołała rzuconemu przez dziadka wyzwaniu, uginając się pod ciężarem odpowiedzialności. I... i macierzyństwa. Najwyraźniej odrzuciła Sasankę również po śmierci, nie dając żadnego znaku, zupełnie jak martwy ojciec, który nigdy nie zainteresował się osieroconym w tak młodym wieku potomstwem i nigdy nie raczył ich odwiedzić. Jako Gwiezdna powinna znać prawdę, dostrzegając niewinność córki. Nie otruła Ognistego Żalu. Powiedziała to, co musiało zostać powiedziane. Zapobiegłaby wszystkim tragediom, gdyby tylko... została wysłuchana. Gdyby tylko KTOŚ ją wreszcie posłuchał!
- Chora!? CHORA!? Niech zgadnę, to też moja wina!? Bo o to TEŻ mnie oskarżono! - wrzasnęła w momencie, w którym łzy popłynęły wartkim ciurkiem, a dwa wbite w stwardniałą mrozem ziemię pazury pękły boleśnie, choć drżąca kocica nawet tego nie poczuła. - Trzmiel ogłosił Klanowi, że jestem zarazą. Że to ja doprowadziłam swoją matkę do SZALEŃSTWA. Zamiast pozwolić mi zapobiec tej śmierci, wygnał mnie za morderstwo, którego NIE popełniłam! - tak, twój kochany, opiekuńczy dziadziuś wyczuł pismo nosem, równie dobrze mogąc nazwać własne dziecko wariatką w obliczu całego Klanu. Ale zamiast ruszyć za nią, swoją Zastępczynią, zatrzymać ją, opamiętać, wesprzeć... wolał upamiętnić tę chwilę wygnaniem. Zdążyłaby ją obronić. Dogoniłaby ją. Gdyby nie odwróciła się od niej po raz kolejny i chociaż wysłuchała tego, co ma do powiedzenia... żyłaby. Z Sasanką w Klanie czy bez niej, ale żyłaby, do stu szczurów! Nie musiała odchodzić na Srebrną Skórkę, by nie musieć patrzeć jej więcej w oczy.
- Pytałam KTO! KTO!! Mów! - warczała, kuląc się przy ziemi jak zwinięta do ataku żmija. Po opuszkach łap spłynęło kilka kropel krwi, a bezdźwięczny szloch wstrząsnął nią niczym spazm.
- KTO ją zabił! KTO cię skrzywdził! GDZIE ONI SĄ! - wiedziała, że każdy kolejny, ochrypły krzyk sprawia siostrze niewyobrażalny ból. Widziała płacz, widziała bezdenną rozpacz, wystające żebra, ogarniające ją fale mdłości. Zamierzała jednak wydusić z niej każdą informację, by wiedzieć, kto jeszcze zasługiwał na jej gniew. Słuszny, nienawistny, głęboko zakorzeniony gniew.
"Kochana siostrzyczka" podniosła się finalnie, wyprostowała boleśnie jak struna, strzepała ostentacyjnie łzy, pomimo napływu kolejnych. Nie znalazła stosownej odpowiedzi ani reakcji. Nie znała dokładnego celu, ale wiedziała, że ktoś zapłaci za wszystkie krzywdy, które je dotknęły, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką uczyni.
Czego właściwie spodziewała się po Błękitnej Toni? Zawsze była słabym tchórzem. Zawsze brakowało jej odwagi oraz krytycznego myślenia. I zawsze, nie ważne od okoliczności, zawsze bardzo ją kochała. Miała do niej słabość nawet tu i teraz, nawet jako wyjęta spod Kodeksu, nawet żądna zemsty.
- Nie zostawię tego. Zrobię to, co powinnam zrobić dawno temu. Wydrę tę prawdę siłą i pokażę ją całemu światu! - odwróciła się plecami od czarno-białej Wojowniczki, gotowa odejść od Pajęczej Nory i jej rozpłakanego oblicza... lecz zatrzymała się w pół kroku, oglądając po raz ostatni przez ramię, kiedy po burym policzku spływała ostatnia, samotna łza.
- Nie wiem czy to ty mnie jeszcze kiedyś zobaczysz. Tu, na końcu świata... albo na Srebrnej Skórce. Nie wiem.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Przez moment przez myśl jej przeszło, że być może nie powinna siostrze mówić o tym, że mama odwiedziła ją we śnie, ale z drugiej strony... dlaczego? Najwidoczniej nie miała Sasance nic do powiedzenia, albo po prostu nie miała siły na konfrontację z drugą córką i zrobi to w swoim czasie, albo po prostu dostała pozwolenie na odwiedzenie tylko jednej z nich i wybrała tę, którą wybrać chciała. Plamka czuła się podobnie do Sasanki, gdy ojciec spędził z nią chociażby dwa uderzenia serca podczas nauk, ale wówczas miały jakieś pięć księżyców.
Otworzyła pyszczek, tworząc literę: "o", słuchając kolejnych słów Sasanki. Nie było jej już w obozie, kiedy buro-biała została wygnana, więc nie miała pojęcia, że to właśnie w ten sposób została przez dziadka nazwana. I oskarżona o takie okropne rzeczy. Poczuła, jak jej serduszko łamie się i kruszy na miliard kawałków, tak bardzo współczując siostrzyczce tego wszystkiego. Zrobiła nawet krok do przodu, chcąc ją przytulić, ale ostatecznie się z tego wycofała, będąc przekonana, że ona sobie teraz tego nie życzy. — N-nie wiedziałam. Taki mi przykro... — wyszlochała, przymykając na moment piekące od nieustannie płynących łez oczy.
— NIE WIEM, Sasanko, nie wiem — krzyknęła na początku, by następnie przejść do rozchwianego, załamanego szeptu. — O-on chyba został wygnany, nie wiem. A oni... kiedy przyszłam, mama już nie żyła. Zemdlałam od razu po tym jak ją zobaczyłam — przyznała, czując palący wstyd, że nawet takich informacji nie potrafiła udzielić.
— Nie rób niczego głupiego, proszę... — wymruczała, bojąc się zapytać, co siostra miała przez to wszystko na myśli. Nie potrafiła rozczytać jej słów, nie miała pojęcia o co jej chodzi i jak powinna to odebrać. Czy to oznaczało, że powinna już iść, bo buro-biała nie chce jej już oglądać, czy...?
Stała więc w bezruchu, szlochając co chwilę i patrząc się na Sasankę, jakby oczekiwała dalszych instrukcji.
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆ choćby los sypał w oczy piach
choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span>
nawet tęczy jest potrzebny deszcz
więc <span class="plm1">nie możesz</span> teraz poddać się</div></div>
<style>.plm{height:98px;width:333px;background:url('https://64.media.tumblr.com/ffe51413c6cce3feb381766c77498ffb/tumblr_ogc158bjKy1qf8em3o7_400.jpg');border-bottom:solid 2px #B2AB51;border-radius:0px 8px;box-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);} .plm1{font-family:'Dancing Script';font-size:16px;line-height:11px;color:B2AB51;} .plm2{font-family: 'Poppins';font-size:11px;color:C9BBA6;text-shadow: 0 0 5px #000000;width: 230px;line-height:11px;text-align:center; background-color: rgba(0,0,0, 0.3);padding:8px;border-radius:8px 0px;} .plm3{font-family:'Dancing Script';font-size:18px;line-height:15px;color:B2AB51;text-shadow: 0 0 8px rgba(0,0,0, 0.6);}</style><link href="https://fonts.googleapis.com/css2?family=Dancing+Script&family=Poppins" rel="stylesheet">
LVL 6 280 / 500
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
21
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
*****

Dni mijały mu szybko. Szybko do tego stopnia, że już nawet ich nie liczył. Pogubił się w kontrolowaniu ile księżyców temu uciekł z klanu lub chociażby kiedy opuścił swoją norę przy Siedlisku Koni. Stwierdził, że to wszystko nie ma sensu i niepotrzebnie zajmuje sobie tym głowę. Dobrze, że się pogubił, przynajmniej mógł zapomnieć. Tak jakby... Odciął się do Klanu Gromu już całkiem. Jedyne, co go z nim to Kuna i więzy krwi. Tego drugiego nie mógł się całkiem pozbyć, natomiast tego pierwszego... Nie chciał. Bury kocur w dalszym ciągu był dla niego najbliższy, mimo, że mieli taki słaby kontakt. Cały czas mówił sobie, że to tylko chwilowe i znowu będzie tak jak dawniej. Nie będzie. Głupi, nie chciał wziąć tego do siebie. Były dni, w których myśli przytłaczały go tak bardzo, że nie był w stanie funkcjonować. Co go od tego odciągało? Polowanie. A raczej próby. Bo nie zawsze wychodziło. Dzisiejszego dnia miał... Szczęście. Udało mu się upolować naprawdę dużego zająca, którego postanowił skonsumować właśnie teraz, w jakiejś norze, w przerwie między wędrówką. Gdzie tym razem szedł? Do Łanu Rzepaku. Po co? Sam nie wiedział. Taka o, wycieczka. W końcu może sobie pozwolić, nie ma nic innego do roboty. Rozsiadł się wygodnie we wspomnianej norze, po czym wziął się za jedzenie. Co może mu przeszkodzić w taki piękny, słoneczny dzień?
/Biała Burza
[Obrazek: jYFXncw.png]
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
⠀⠀⠀Rzeczna wojowniczka miała bardzo nietypowe doświadczenia z samotnikami, którzy postanowili polować tuż przed jej nosem. Ostatniego takiego po prostu zaszlachtowała na miejscu, a później, po kilku zaledwie krokach, zrobiła to samo ze stadem gawronów, jakie zleciało się do stygnących zwłok. Dziś jednakowoż nie poszukiwała pożywienia i po prostu wracała z długiego spaceru. Nie patrolowała już granic Klanu Rzeki, a zamiast tego odbywała kolejny już zwiad ziem niczyich, podczas gdy gorejące na czystym niebie słońce dawało jej się we znaki bardziej, niż kiedykolwiek indziej, aczkolwiek nie planowała wracać do siebie. Zamierzała przeciąć swoje terytorium wzdłuż rzeki, aby dalej przemknąć przez Grzmiącą Ścieżkę i zabawić nad jeziorem, które wielbiła bardziej niż cokolwiek i kogokolwiek innego. Nie żyła już w jednym punkcie i miejscu, a wszędzie. Chadzała gdzie chciała, robiła co chciała, a jednocześnie wciąż godziła to ze swoimi obowiązkami, choć tylko i wyłącznie dla świętego spokoju.
⠀⠀⠀Minęła szorstkie skały, których twarde podłoże nieprzyjemnie uwierało jej zmęczone już poduszeczki łap, a następnie przecięła królicze nory, odbijając odrobinę na bok. Do jej nozdrzy dotarł nietypowy zapach i dźwięk za którymi to natychmiastowo podążyła, zawieszając się nad jedną ze szczelin. Nie zamierzała pakować się do środka, nie wiedząc do końca co czyha we wnętrzu, lecz była gotowa na walkę. Spodziewała się każdego potencjalnego niebezpieczeństwa - od małego psa, przez lisa aż po borsuka, lecz nosa ani jej się śniło wściubiać do środka i tracić.
⠀⠀⠀Zawisła nad wejściem do nory i postanowiła po prostu je zasypać, a to, co znajdowało się wewnątrz albo wypłoszyć, albo pogrzebać żywcem. Jednym ruchem pazurów strąciła nieco gleby niżej, a kolejnym ruchem jeszcze więcej. Czas mijał. Grób się zamykał.
[Obrazek: m9ny7ej.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 5 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Morwa nie sądził, że ktoś, a może... Coś, przeszkodzi mu w posiłku. Miał wrażenie, że w okolicy nikogo nie ma, że jest sam jak palec. Czy zawsze musi się mylić? Chwilę po tym, gdy zaczął jeść, nora zaczęła się... Zawalać? Na początku tak pomyślał. Ziemia nagle zaczęła spadać mu dosłownie przed nosem. Bardzo się zmartwił. Przecież lada moment może zostać pogrzebany! Rozejrzał się szybko, zatrzymując wzrok na posiłku. Brać go ze sobą, czy lepiej nie? Nie zostawi tak tłustego i w dodatku dobrego zająca! Nie ważne jak bardzo miałby ryzykować, MUSI go ze sobą zabrać. Szybko chwycił zwierzynę w zęby, a następnie wyskoczył szybko z nory, ostatecznie lądując na mordce. Trochę zabolało, ale to było tego warte. Stłumił to i natychmiastowo się podniósł. Ciekawość nie dawała mu spokoju, musiał dowiedzieć się, co dzieje się z norą, w której właśnie siedział. Gdy się obrócił, jego futro się zjeżyło. Zobaczył kota. Kota, który w dodatku śmierdział na kilometr klanem Rzeki. Cóż to za spotkanie.
- Co jest - powiedział najpierw, wpatrując się w obcą ze wściekłością. Czy właśnie chciała go zabić? Odpowiedzi na to pytanie niestety nie znał. Czy będzie dane się mu dowiedzieć? Byłoby super... - Chciałaś mnie zakopać - zapytał, lecz bardziej brzmiało to jak stwierdzenie, niż pytanie. Nie przypuszczał, że nora waliła się tak sama z siebie. Dziwna kocica na pewno ma z tym co wspólnego!
[Obrazek: jYFXncw.png]
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
***

Czy uważał samotne spacery poza tereny Klanu Rzeki, z zerowym doświadczeniem, za swego rodzaju głupotę? Możliwe. Ale czy on był głupcem bez doświadczenia? Nie uważał się za takiego - miał za sobą parę sparingów, z których wyszedł nawet zwycięsko... znał parę ataków, które umożliwiłyby mu wyciągnięcie się z nieprzyjemnej sytuacji, gdyby w owej się znalazł - co jakiś czas spacerując upewniał się, że pod jego łapami znajduje się ruchome podłoże, mogące w każdej chwili stać się dla Krwawej Łapy możliwością oślepienia prawdopodobnego zagrożenia.

Obecne miejsce nie pachniało już typowym, rzecznym zapachem - a do tego było o wiele bardziej rozległe, zapierające liliowemu kocurowi dech w piersi. Odetchnął głęboko, przymykając na chwilę oczy, ciesząc się krajobrazem. Świat był rzeczywiście zaskakujący i potrafił odnaleźć na ziemi coś, czego jeszcze wcześniej nie widział. Zastanawiał się, czy przy granicach innych klanów również były takie inspirujące miejsca...?
Szedł powolnym krokiem między norami, które już dawno nie trzymały zapachu żadnego mieszkańca, dzięki czemu oriental nie musiał się martwić o wkraczanie nieproszonym na czyjś teren. Zerknął przelotnie, czy nie znalazłby tam czegoś interesującego, po czym ponownie powrócił do przeczesywania pobliskiego terenu.


//orion<3
[Obrazek: kBB5gvQ.png]

liar beyond that light, we fade in to reality
between these lies, we dive into this real life
and i walk like a lion, i’m making my own history
i don’t know answers, i just go my own way
goes on and on
LVL 2 75 / 150
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
6
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Ostatnio postanowił trzymać się nieco dalej od wichrowej granicy. I było to podyktowane tym, że chciał poznać inne klany, bo kontrolowanie jedynie jednej grupy badawczej zaburzało mu wyniki. I tyle. Nie było to nijak powiązane z niedawnym spostrzeżeniem, że mogło się tak zdarzyć, że nieco pogubił się we własnych żarcikiach i może jednak nie do końca był szczery w swoich intencjach z samym sobą. I nieco za bardzo angażował się w ten cyrk.
Nie, to była zupełnie inna sprawa. Był na misji poznawania kotów z przeciwnego końca okolicy. Przypadkiem. Bo tak akurat dzisiaj wyszło. No i nie do końca też aktywnie próbował kogoś napotkać, bo zamiast kręcić się przy granicach, wyruszył w kierunku okolic Szorstkich Skał. Szukał w trawach oznak wiosny, żeby zdobyć kolejne kwiatki do ozdobienia swojego legowiska, ale okolica była uboga, więc skończył jedynie z paroma sztukami, które sobie tymczasowo powplatał w starannie ułożone futro. Gdy ponownie podniósł spojrzenie znad podłoża, dostrzegł ruch liliowej sylwetki kawałek dalej. Poruszył wibrysami, przyglądając się jej pobieżnie i nie był w stanie powstrzymać cisnącego się na mordkę uśmiechu, w chwili gdy skojarzył kształt z konkretnyn kotem. Kotem, który go zasadniczo nie zauważy i minie, jeśli by miał oceniać spodziewany tor ruchu. Cóż miał więc zrobić Orion jak nie ruszyć w ślad za nim? I gdy zbliżał się w pośpiesznych, długich krokach, pierwsze co mu się rzuciło w oczy to schludniejszy stan krótkiej szaty.
– Co ci się stało? Skąd taka zmiana? – spytał z serdecznym rozbawieniem, chcąc na siebie zwrócić uwagę, by jakoś skrócić ten niemy pościg.


Otóż jednak nikogo nie dostrzegł pochłonięty zbieraniem kwiatków. Tak też bywa.

[sesja wygaszona]
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Nie planował się z nikim spotkać. Bardziej po prostu przejść, poznać nowe terytoria. Terytoria Nowego Świtu mu nie wystarczały. Był bardzo ciekawy świata, a jako, że nikt jeszcze mu nie powiedział w Nowym Świcie nic na temat jego wyjść, nie widział w swoich małych wyprawach problemu. Na razie kręcił się niezbyt daleko od zapoznanych jakkolwiek okolic. By się nie zgubić. I tego wieczora, gdy nie było jeszcze bardzo ciemno, ale zaczynało już ciemnieć i oczy nie bolały go aż tak, udał się za ulicę, przechodząc Kłującym Gąszczem znajdującym się blisko granicy z którymś klanem, a potem szedł dalej, w nieznane, pilnując jednak, by nie odszedł na tyle daleko, by wciąż widzieć charakterystycznego Łanu Rzepaku. Kiedyś zajdzie dalej. Nie teraz.

Minął okolicę, w której czuł intensywny zapach zajęczaków, które musiały być poukrywane w swoich norach. Gdyby nie był ograniczony do polowania wieczorami i w nocy i gdyby w ogóle potrafił już polować, pewnie spróbowałby coś tutaj złapać. Potem odszedł trochę dalej i zauważył wejście do jakiejś nory. Mogła to być nora jakiegoś zwierzęcia, więc podszedł do niej ostrożnie, wytężając węch. Ale nie poczuł świeżego zapachu, jakby była opuszczona. I gdy zajrzał do niej, okazała się faktycznie opuszczona, bez śladu, że jest aktualnie zamieszkana. Gdyby była, byłoby jakkolwiek to czuć. Wyszedł z niej, postanawiając na razie tu zatrzymać. Porozglądać się po najbliższej okolicy po ziemi, w nadziei, że coś znajdzie. Może jakieś kości. Może stary właściciel tej nory zmarł i leżał gdzieś, przykryty warstwą ziemi. Zawsze chciał mieć na własność czaszkę drapieżnika. A nie miał zamiaru odbierać przyszłym pokoleniom Nowego Świtu tej, która znajdywała się w Ukrytej Pieczarze. Musiał więc znaleźć sobie własną. Więc rozglądał się, uważnie badając ziemię wzrokiem.

// strzępek
LVL 4 10 / 300
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
Jak zwykle udał się na poranny spacer, bez pozwolenia. Ruszył w innym kierunku niż zwykle, bardziej w prawo. Z zaciekawieniem oglądał przyrodę nowych okolic, starając się wszystko zapamiętać. Bawił się kroplami rosy, które dawały orzeźwienie w ten upalny dzień. W końcu natrafił na trudniejszy fragment trasy, już za linią śladów zapachowych rzeki. A jednak ruszył dumnie, z uniesioną głową, naprzeciw gęstym krzewom. Dopiero później, już za gąszczem, podczas wyjmowania cierni z drobnego ciała zrozumiał, że w przyszłości musi być bardziej ostrożny. Po chwili jednak przestał o tym myśleć, kiedy rzucił się na główkę, w stronę łan rzepaku.
Kiedy opuścił porośnięte pole, dostrzegł w oddali przytulnie wyglądającą norę. Łapy zaczynały go piec, więc uznał, że położy się tam na chwilę. I tak przypadkiem wpadł na nieznanego kota. Wylądował na ziemi. Jeszcze przez kilka sekund analizując co się tu wydarzyło, wymyślił, że powinien się wytłumaczyć.
- Przepraszam, wybacz mi za to - miauknął do obcego kocura. - Tak w ogóle to cześć, jestem Postrzępiona Łapa, z klanu rzeki. A ty jesteś pewnie z... [Zawęszył] nie mam pojęcia, nigdy nie czułem tego zapachu.
Czyli to był albo pieszczoch, albo samotnik. Chyba, że... przypomniało mu się, jak kiedyś rozmawiał z kimś o piątym, niby-klanie. Jak on się nazywał... jakieś Nowe "coś".
LVL 1 35 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
OHOHO!!! A cóż to? Szpon poza obozem, nie, TERENAMI, znowu? Jak najbardziej! Nie ukrywał, wyjścia były dość ciekawe. Śmieszne, fajne, kto wie na co trafi na swojej drodze! A taka niewiadoma była dość ekscytująca. Po śniadaniu od razu wybiegł, lecąc przed siebie i szukając... w sumie bóg wie czego. Niczego konkretnego! Świat po prostu był ciekawy, a on lubił oglądać wszystko co obce i nieznane.
A taka nora była idealnym miejscem do odwiedzenia. Wyglądała jakby ktoś tu był... baaaardzo dawno temu, ale był! I gdzie jest teraz, co?! Nigdy się nie dowie, ale! Mógł obwąchać to miejsce, poprzesuwać mech i po prostu poszukać, czy dawny właściciel tego miejsca nie zapomniał wziąć ze sobą czegoś ciekawego, co biały może mógłby sobie pożyczyć na... na zawsze, bo jak nikogo tu długo nie było, pewnie zgubą i tak się nieinteresuje!

[Barwna Historia!]
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Na dziś miał być to już koniec jego włóczęgi. Dlatego też szukał jakiegoś miejsca do odpoczynku. A co było najlepszym schronem w zimę? Nory. Nawet, jeżeli coraz ciężej było je zauważyć, bo chowały się pod białym puchem. Z resztą, wszystko było schowane. Ukryte. Trzeba było przetrzepywać najmniejsze zakamarki, aby nakarmić swoją ciekawość czymś nowym. Czymś innym niż chłodny śnieg i zawarty w nim brud, skrywany w jego bieli.
Uniósł głowę do góry, stając przed osamotnioną norą. Albo i może nie taką osamotnioną, bo zapach wskazywał na zupełnie co innego. Wilgotny, dziwny. Nie pasował ani do Nowego Świtu, ani do... Nijakości samotników, których spotkał. Tak dziwnie charakterystyczny, ale nie przynoszący mu na myśl niczego konkretnego. Frustrujące. I właśnie on był też pewnym popchnięciem do tego, aby jednak obrał właśnie tę norę jako swoje tymczasowe legowisko. Wszedł do niej, lustrując łagodnie wzrokiem nieznajomego. Białego, tak samo jak śnieg. Oczy, chcące się przyzwyczaić do ciemności nory, odrobinę go zabolały, od razu przypominając sobie intensywność śniegu. Uniósł kącik ust, postanawiając się tym samym przywitać i niebezpośrednio przeprosić za swoje niespodziewane przybycie.
— Masz wyjątkowo piękne futro, białe niczym śnieg. Albo i płatek śniegu. Mam tylko cichą nadzieję, że nie jest tak samo delikatne jak on. Nie spadnie mi na czubek głowy i nie spłynie później po policzku niczym łza. Z pewnością nie masz problemu z polowaniem zimą, ale czy warto plamić tak nieskazitelne futro szkarłatem krwi? Czy warto zostawiać brudne ślady w śniegu? Szkoda tylko, że życiu brak tej artystycznej imaginacji i wraz za swoje towarzystwo każe niszczyć piękno, czystość. Skalaniu niewinności krwią, brudem przypisuje konieczność. Jedyne wyjście. Ale i taka niedoskonałość wynikająca ze zwykłej kolei rzeczy jest piękna. Bo to, gdzie spadnie płatek śniegu jest niezależne od niego. To, kiedy zakończy swoją podróż, albo kiedy ją zacznie... Więc tutaj nasuwa się moje pytanie. Skąd jesteś, płatku? Z jakiego nieba spadłeś? — uśmiechnął się ciepło, zdobywając na pytanie odnośnie jego... No właśnie, przynależności. Ogon szylkreta lekko opadł, a mięśnie się rozluźniły. W oku za to było widać drobny błysk... Ciekawości. Iskierka, która z każdym ruchem kocura coraz bardziej się tliła. Tak, jakby każdym swoim drgnięciem coraz bardziej ją rozniecał, dmuchał na nią.
[Obrazek: podpis.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Głos sprawił, że czegokolwiek by nie robił - od razu skupił się na nim. Nie bał się, zaciekawił. Bo temat zaczęto od najciekawszego, co mógł usłyszeć. Jaki to on ładny nie jest! Już się odwrócił, z zamiarem przyznania racji, ale nieznajomy nadal mówił i... O boże, czyżby to był jakiś brat Czarta? Nie przerywał, jedynie skrzywił się, słuchając kolejnych i kolejnych słów. Aż w końcu, znów zakończył bardzo ładnie - sugerując że spadł z nieba.
- Z żadnego, ale fakt, ktoś taki jak ja mógłby z niego spaść! - zaśmiał się wesoło. Arogancja, wystarczyło powiedzieć parę miłych rzeczy, i już. Szpon był kupiony. - Totalnie nie mam pojęcia o czym gadałeś, ale miło mi poznać, tak sądzę. Jestem Szpon, przyszły Wojownik Klanu Rzeki! I teraz, zwiedzam tę norę. To nie teren Klanu Rzeki, żeby nie było, możesz sobie tu być... jak się nazywasz?
Uniósł jedną brew do góry.
- Aha! No, i właśnie, widziałeś jakie oczy mam fajne?! To jest coś, nie to co futro! - zimne, jak zamarznięte jeziora... a mimo to, biło z nich przyjazne ciepło. Ot, Szpon był śliczny. I tego się nie wyprze. - No, i co robisz! Szukasz przygód jak ja?
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Oho, czyli trafił. Swoimi słowami wycelował prosto w serce łaknące komplementów, i to w dodatku niezbyt świadomie. Mimo tego, że najwidoczniej minęli się w rozmowie, Szpon odpowiedział mu na wszystko, co oczekiwał. Huh. Kiwnął głową.
— Nie martw się o zrozumienie. Nie warto jest trudzić się zbędnie, doszukując głębi. Jeżeli tak ci wygodniej, na moje słowa patrz z wierzchu. Z resztą – tam gdzie woda jest najpłytsza, najłatwiej dostrzec ryby. To ty obecnie jesteś odbiorcą moich słów, a nie żadna szersza widownia, więc ich interpretacja zależy tylko od ciebie — zapewnił go, że jego brak zrozumienia wcale nie jest zły i w żadnym stopniu mu nie przeszkadza. Szpon. Jednoczłonowe… Imię. Zmieszał się odrobinę. Dowiedzenie się, co było źródłem jego specyficznego zapachu wcale nie przyniosło ulgi kocurowi, bo momentalnie znalazła się kolejna niepasująca dla niego część, przez którą nie mógł w pełni ułożyć sobie w głowie wszystkiego, co zdążył się dowiedzieć o kocurze. Ale przemilczał to licząc, że może wszystko zgra się w późniejszej części rozmowy.
— Nie miałbym odwagi zapuścić się na wasze tereny, nie jestem samobójcą. Jeszcze nie śpieszy mi się do skonania pod czyimiś pazurami za wtargnięcie na ziemię, na której nie powinno mnie być. Nawet, jeżeli cały świat jest mym domem… Zowią mnie Barwną Historią, Szponie — kiwnął głową sam do siebie, chcąc jeszcze bardziej przypieczętować swoje słowa, po czym się przedstawił, powtarzając jego imię, aby lepiej je zapamiętać.
Oczy… Spojrzał na nie, momentalnie znajdując w nich potwierdzenie słów białego kocura.
— Chłodne… Ale idealnie współgrają z twoim futrem. Wyglądasz jak chodzące uosobienie pory nagich drzew, lecz… Nie wywołujesz dreszczy z powodu chłodu. Wręcz przeciwnie. Prędzej ocieplasz swoją pozytywnością. Jesteś niczym jezioro przykryte warstwą lodu, które po pęknięciu zamiast witać jeszcze większym zimnem, rozgrzewa… — kontynuował więc, niemalże na jego prośbę. Podczas swojej wypowiedzi nie utrzymywał z nim kontaktu wzrokowego, zamykając oczy. Na chwilę oddając się własnej wyobraźni. Ale zaraz to wrócił do świata żywych, słysząc kolejne pytanie, które padło z jego ust.
— Przygody? Ach, nie, już nie. Zdążyłem już odbyć przygodę. Teraz… Szukam odpoczynku. Jeżeli chcesz mogę opowiedzieć ci o tym, co mnie spotkało. Może to jakoś pomoże ci w odnalezieniu własnej wędrówki — wszedł głębiej do nory, kładąc się pod jej ścianą. Ciągle utrzymywał głowę w górze, nawet, jeżeli teraz wydawała mu się nieco ociężała.
[Obrazek: podpis.png]
LVL 1 15 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości