Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Nie miała pojęcia co zrobić. Ani jej terminator nie chciał współpracować, ani klan nie odpuści mu tak łatwo, jak nie za morderstwo, to za okropne zachowanie. Bo nie ma co się oszukiwać, było karygodne. Może zrobili kroczek w przód, ale czekała ich cała wyprawa dookoła granic, na którą wojowniczka nie była pewna czy jest gotowa. Ale na pewno tak łatwo się nie podda! Jeśli oczywiście sam kocur tego chciał. Do jej głowy wpadła dość okrutna i smutna myśl. Może to rzeczywiście będzie jedyne rozwiązanie z tej sytuacji?
- Zmora, czy ty chcesz w ogóle być dalej w tym klanie? Widzisz siebie w roli wojownika czy opiekuna? Bo terminatorem wiecznie nie będziesz - spytała, łagodnie choć z powagą w głosie. Nikt honorowy nie cieszyłby się na krzywdę drugiego kota, nieważne w jakich okolicznościach. A tym bardziej nie byłby dumny z zranienia własnego rodzeństwa. Nawet gdyby przekonała cały klan, że kocur jest niewinny, to życie w miejscu gdzie tobą gardzą, nie brzmiało przyjemnie. I klan na tym ucierpi i sam terminator.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Wściekłość. Tyle poczuł. Pytanie jak do zwykłego gówniarza, jak do kogoś kto nie miał żadnych ambicji, obrażenie go na wszystkich możliwych płaszczyznach. Zarzucenie mu morderstwa było mniej… bolesne? Nie było to uczucie bólu, a może raczej właśnie poczuł jak jego ego spada z najwyższej gałęzi i roztrzaskuje się? Syknął w stronę Płotkowego Potoku z żywym ogniem płonącym w jego oczach, nie wierzył w to co słyszał.
— Nigdy nie zamierzałem być wiecznym terminatorem — wypowiedział agresywnie. — Zawsze dążyłem do bycia Wojownikiem. Brzmisz jakbyś pozamieniała się na łby z jednym z tych pchlarzy tam. Myślałem, że jesteś mądrzejsza — wyrzucił z siebie, nie zważając na słowa, które ostatecznie ugryzły go lekko w język. Nie żałował ich, nie obawiał się zrobić szylkretce przykrości, ale też wiedział, że nie da rady w taki sposób cokolwiek zdziałać. Wbijając pazury w ziemię stanął jak pokonany, pierwszy raz w życiu czując się tutaj bezradnym. Nie mógł powiedzieć, że Płotka nie miała racji z tym, że nie poprawia swojej sytuacji, co było absurdalne patrząc na to, że nawet nic nie zrobił. — Jak można w ogóle być wiecznym terminatorem? — zapytał w przestrzeń, patrząc się w jakiś oddalony punkt, szukając… wyjścia z tego wszystkiego. Docierało do niego, że coś było nie tak, że chyba naprawdę nie uda zepchnąć tego gdzieś. Smętny obraz rzeczywistości. Miał ochotę coś zrobić… Kasztanowi najlepiej albo temu drugiemu pchlarzowi, który się wtrącał bez powodu. Sobie też. Czuł wewnętrzną potrzebę bólu, ale powstrzymał się przed ruszeniem chociażby uchem. Nawet nie był pewien, czy Płotka nadal stała obok.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Wojowniczka skrzywiła się lekko. Cóż, obstawiała raczej, że... Nie zależy mu. W końcu tak dotychczas pokazywał swoim zachowaniem i odpowiedziami. No ale skoro jednak CHCIAŁ nim zostać, to czemu trochę bardziej się nie postara?? Życie w klanie polega na interakcji z kotami, co kocur chciał osiągnąć zachowując się w ten sposób? A już myślała, że udało jej się go rozgryźć... No trudno.
Uśmiechnęła się lekko, choć w jej oczach było już widać zmęczenie. - Przepraszam, po prostu musiałam się upewnić, że chcesz tu być... Wiesz, bez sensu dążyć do zostania wojownikiem, jeśli nie podoba się to co ma do zaoferowania ta ranga. Tak samo Łabędziej Gwieździe może być ciężko cię mianować, jeśli dalej będziesz tak ostry wobec innych... Możesz i nawet zostać najlepszym łowcą czy najsilniejszym kotem w klanie, ale to i tak będzie za mało, jeśli brakuje ci opanowania - przyznała szczerze. Na obecną chwilę Blada Łapa był bliżej wyrzucenia z klanu, niż kontynuowania tu życia, już nie mówiąc o mianowaniu i przysiędze przed Gwiezdnym Klanem....
- Cóż, oficjalnie nie można, ale można przedłużać trening do pewnego stopnia... Oraz jak mówiłam, przywódca czy zastępca mogą zdecydować, że kot nie zasługuje, by zostać wojownikiem - dorzuciła jeszcze spokojnie na koniec. Przynajmniej w tym drobnym pytaniu nie było obelg rzucanych w stronę kolorowej. Juhu, więcej progresu!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
Tak jak powiedział, tak zrobił. Sopel przystał bez problemu na zaproponowany układ, co więcej, zdawał się być do treningu bardzo entuzjastycznie nastawiony...choć to w przypadku dziecka Śnieżnego Płatka nie musiało od razu znaczyć czegoś dobrego. No i nie rozwiązywało w żadnym stopniu głównego powodu nerwów kocura, kwestii ich pokrewieństwa, która z jakiegoś powodu była przez jego matkę ukrywana...a wojownikowi ciężko było sobie wyobrazić nagłe oznajmienie bratu tego faktu po księżycach udawania, że przyrodnie rodzeństwo nie istnieje. Zakładając, że ten by w to w ogóle uwierzył...
Zresztą, nieważne. Sam zasugerował Kropli wspólne spędzenie czasu, więc powinien skupić uwagę na koleżance. A umierać z nerwów będzie z pewnością nieco później. – No, to jakie plany? Jestem ci winien rybę, pytanie, czy jesteś cierpliwa, czy chciałabyś ją otrzymać już teraz – zarzucił, kiedy tylko wyszedł za nią z obozu. Teoretycznie nie miał nawet okazji zgodzić się na zakład, ale tak naprawdę co mu szkodziło.
Przeciętna budowa ciała, długa, płowa sierść o tygrysim pręgowaniu, białe palce na tylnych łapach. Oczy w typowym dla kociaków, niebieskim kolorze.
Kocię niezwykle bezproblemowe i spokojne, a jednocześnie dosyć wesołe. Równie chętnie korzysta z długich drzemek, co wspina się z rodzeństwem na najwyższe możliwe drzewo, by następnie zorientować się, że nie wiedzą, jak bezpiecznie zejść na dół. Zamiast przestraszyć się lub rozpłakać, Piórolotek skomentuje sytuację zwykłym Ups!, może ewentualnie zawoła do kogoś na dole, czy nie chciałby pomóc młodzieńcowi.
Przez Piórolotkowe usposobienie bywa ciężko faktycznie do niego dotrzeć albo wytłumaczyć konsekwencje działań, znaczenie pewnych zasad - w końcu nic się nie dzieje, prawda? Nie jest jednak konfliktowy, nie ma problemu z tym, by ugiąć się i przyznać komuś rację, a następnie postąpić zgoła odmiennie od deklaracji. Bardzo niewiele jest w stanie sprawić, że delikatny uśmiech spadnie z jego pyszczka, a jeszcze mniej - jeśli cokolwiek - że wyrazi na głos jakikolwiek problem. Gdy coś naprawdę go dotyka, trzyma w sobie ten większy czy mniejszy kłopot, uparcie wypierając negatywną część emocji.
W ogólności więc łączy stoicyzm i hedonizm, bowiem dodatkowo lubi interesujące doznania - dla zmysłów, dla głowy, dla ciała. Mały uciekinier, lekkoduch i smakosz.
Tak jak sobie założyli, Barwna i Lotna Łapa faktycznie skutecznie urabiają Rześką Pszczołę, na tyle, że patrole z nią zawsze stanowią dobrą okazję do dalszych, samotnych spacerów. Jednak to nie wszystko - Piórolotek wreszcie odhaczył tę najbardziej upierdliwą część treningu, walkę, i słyszał już, że i Barwie się to udało. Więc teoretycznie ich rozmowy z wojowniczką można uznać za bezsensowne... Jednak co się nachodzili przed tym po terenach, to pewnie ich.
Jak można się spodziewać, Lotkowi powoli zaczynają nudzić się Rzeczne tereny i coraz tęskniej wypatruje wyobrażonych terenów Nowego Świtu. Dlatego podczas wyjścia kieruje się właśnie w stronę, po której rzekomo leżała droga z tymi... samochodami. Zwanymi potworami. Nie chce zabierać Najlepszej do swojego miejsca pochodzenia, ale okolice chętnie z nią zbada, jeśli będzie chciała.
Ale lipa, że gdy tylko wyszli parę razy z Rześką Pszczołą, to nagle Woda postanowiła wyzdrowieć i pierwsze co to nauczyć ich walczyć. No i całe planowanie i kombinowanie poszło wraz z nurtem… Ale w sumie było teraz lepiej niż za urabiania Pszczoły, bo mogli wychodzić bez zaciągania jej na patrol! Gdzie chcą i kiedy chcą! Wspaniałe uczucie.
Najlepszej też szybko się znudziły. Wraz z pierwszymi wycieczkami była taka… Ekscytacja nowością. Że mogą pójść gdzie chcą, ale gdy już dostało się wolną łapę to ehhhh, jakaś magiczna iskierka zgasła. Wciąż było to lepsze niż gnicie w obozie, ale ugh. Teoretycznie nie musiała już zaciągać Lotka na swoje spacery, alee jego towarzystwo na pewno było lepsze niż żadne.
- Ej myślisz że dalibyśmy radę przejść przez Grzmiącą Ścieżkę? Czy boisz się potworów - zapytała z zaczepną nutą, tak na temat ich dzisiejszego celu podróży. Bo ona z wielką chęcią zbada te potwory i ścieżkę po której pędzą!
Przeciętna budowa ciała, długa, płowa sierść o tygrysim pręgowaniu, białe palce na tylnych łapach. Oczy w typowym dla kociaków, niebieskim kolorze.
Kocię niezwykle bezproblemowe i spokojne, a jednocześnie dosyć wesołe. Równie chętnie korzysta z długich drzemek, co wspina się z rodzeństwem na najwyższe możliwe drzewo, by następnie zorientować się, że nie wiedzą, jak bezpiecznie zejść na dół. Zamiast przestraszyć się lub rozpłakać, Piórolotek skomentuje sytuację zwykłym Ups!, może ewentualnie zawoła do kogoś na dole, czy nie chciałby pomóc młodzieńcowi.
Przez Piórolotkowe usposobienie bywa ciężko faktycznie do niego dotrzeć albo wytłumaczyć konsekwencje działań, znaczenie pewnych zasad - w końcu nic się nie dzieje, prawda? Nie jest jednak konfliktowy, nie ma problemu z tym, by ugiąć się i przyznać komuś rację, a następnie postąpić zgoła odmiennie od deklaracji. Bardzo niewiele jest w stanie sprawić, że delikatny uśmiech spadnie z jego pyszczka, a jeszcze mniej - jeśli cokolwiek - że wyrazi na głos jakikolwiek problem. Gdy coś naprawdę go dotyka, trzyma w sobie ten większy czy mniejszy kłopot, uparcie wypierając negatywną część emocji.
W ogólności więc łączy stoicyzm i hedonizm, bowiem dodatkowo lubi interesujące doznania - dla zmysłów, dla głowy, dla ciała. Mały uciekinier, lekkoduch i smakosz.
Zaczepna nuta to to, czego zdecydowanie potrzebuje Piórolotek tego wschodu słońca. No, może trzyma się ostrzeżeń wuja i nie popada w pułapkę popisów ani pokazywania swojej nieskończonej odwagi, ale uśmiecha się do Barwy równie zaczepnie.
- Wiesz, potwory to tak naprawdę samochody. A Grzmiąca Ścieżka to droga. Samochody i droga już nie brzmią tak strrrasznie, więc... odpowiedź to nie. - kończy ten przydługi żart, w którym oczywiście wykorzystuje okazję szerzenia swojej wiedzy o słownictwie przejętym od wuja. - Oczywiście i tak mogą nas zabić... Ale koty normalnie przez nią przechodzą, po prostu musimy uważać. Nie wezmą nas przecież z zaskoczenia. - w końcu odpowiada, z jednej strony nie stawiając na nadmiar brawury, ale z drugiej nie chcąc wyjść na bojaźliwego. W końcu nic im się nie stanie od samego podejścia i zbadania.
A jeśli okaże się, że wszystko to jest banalnie proste... Tylko lepiej dla nich.
Aha. Samochody… Cóż, brzmiało to jak jakiś konkretny gatunek zwierzęcia, na pewno brzmiało to lepiej niż potwór… Ale wciąż! - Potwory mogłyby się nawet nazywać naprawdę słodziakami, ale to nie zmienia faktu, że są ponoć głośne, wielgachne i mordercze. Ale hmmm, masz jeszcze jakieś ciekawostki? Opowiedz mi coś jeszcze, czego nie wiedzą koty w klanie - uśmiechnęła się przymykając oczy. Bo oczywiście coś tam kojarzyła, że stara Lotka miała pochodzenie pozaklanowe więc… Na pewno musiał mieć jeszcze jakieś ciekawostki.
- Czyli myślisz, że moglibyśmy przejść na drugą stronę? Wiesz jak to zrobić i nie zdechnąć po drodze? Dawaj zróbmy to! - wyrzuciła podekscytowana. Była zadowolona z samego obczajenia jej, ale skoro Lotek znawca świata powiedział, że istnieje sposób na bezpieczne przejście to niech się pochwali! Przyspieszyła nawet tempa, wykonując parę susów. Ahhh, już się doczekać nie mogła!
Przeciętna budowa ciała, długa, płowa sierść o tygrysim pręgowaniu, białe palce na tylnych łapach. Oczy w typowym dla kociaków, niebieskim kolorze.
Kocię niezwykle bezproblemowe i spokojne, a jednocześnie dosyć wesołe. Równie chętnie korzysta z długich drzemek, co wspina się z rodzeństwem na najwyższe możliwe drzewo, by następnie zorientować się, że nie wiedzą, jak bezpiecznie zejść na dół. Zamiast przestraszyć się lub rozpłakać, Piórolotek skomentuje sytuację zwykłym Ups!, może ewentualnie zawoła do kogoś na dole, czy nie chciałby pomóc młodzieńcowi.
Przez Piórolotkowe usposobienie bywa ciężko faktycznie do niego dotrzeć albo wytłumaczyć konsekwencje działań, znaczenie pewnych zasad - w końcu nic się nie dzieje, prawda? Nie jest jednak konfliktowy, nie ma problemu z tym, by ugiąć się i przyznać komuś rację, a następnie postąpić zgoła odmiennie od deklaracji. Bardzo niewiele jest w stanie sprawić, że delikatny uśmiech spadnie z jego pyszczka, a jeszcze mniej - jeśli cokolwiek - że wyrazi na głos jakikolwiek problem. Gdy coś naprawdę go dotyka, trzyma w sobie ten większy czy mniejszy kłopot, uparcie wypierając negatywną część emocji.
W ogólności więc łączy stoicyzm i hedonizm, bowiem dodatkowo lubi interesujące doznania - dla zmysłów, dla głowy, dla ciała. Mały uciekinier, lekkoduch i smakosz.
Zdecydowanie nieźle czuje się w roli nieformalnego nauczyciela, który może rozszerzyć te bardziej sensowne słowa na swoich pozostałych znajomych, tych uznających Klan Rzeki za swój jedyny i wyłączny dom. Piórolotka zdecydowanie bardziej ciągnie do tego, co mogą odkryć za Grzmiącą Ścieżką, szczególnie terenów, o których opowiadał mu wuj.
- Hm... Wiesz, znam trochę słów, którymi posługują się koty spoza klanu. Wiesz, pory roku, czyli to, co tutaj się nazywa Porą Zielonych Liści i tak dalej, to są wiosna, lato, jesień, zima. Takie tam. Ale mnie przede wszystkim interesuje Nowy Świt. Stamtąd pochodzą moi przodkowie. O nich wiem dużo, i niedługo pójdę znaleźć ich dawne tereny! - deklaruje w przypływie szczerości. Szybko stracił ekscytację wynikłą z poznawania słówek i choć wciąż często ich używa, to jego myśli zupełnie kierują się już w stronę nadchodzącej wyprawy.
A propozycja przejścia przez drogę, choć z początku go trochę niepokoi, w końcu zostaje przyjęta. Przecież musi zdobywać doświadczenie już teraz, a nie kiedy komuś uda się przyszpilić go z powrotem w obozie!
- Sama mówiłaś, samochody są głośne i ogromne. Więc musimy po prostu pilnować, czy żaden nie nadchodzi, i się przekraść. I tyle, o! Zobaczymy jeszcze, jak tam dojdziemy. Patrz, już widać koniec lasu!
Sam także stawia kroki nieco szybciej, udziela mu się nastrój Najlepszej.
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
***
Minęło już trochę czasu od jego zostania wojownikiem. Dalej czuł przyjemne szczypienie w gardle, kiedy myślał o swoim imieniu. Wspólnie, razem z Topolą mieli takie... podobne.
Podobało mu się to.
Krokus umarła, ale zostawiła go z wiedzą. Wiedzą, którą... miał nadzieję, będzie mógł przekazywać dalej. I wiedzą, która mu się przyda w życiu. I chciał teraz o tym porozmawiać razem z Listek. Więc zaprosił ją na spacer i wyszli razem, spokojnym krokiem. W fakcie, on był już wojownikiem. Mogli... sobie chodzić.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Nadal nie mogła trochę uwierzyć w to, że jej przyjaciel tak szybko został wojownikiem! Znaczy, nie zrozumcie jej źle, to nie było tak, że mu zazdrościła, czy uważała, że nie jest zbyt mądry, by to osiągnąć, ale jakoś tak... szybko jej zleciał ten czas, nawet nie ogarnęła, że to legalne, żeby go mianować na wojownika! No i, hej, Jesionowy Las jeszcze dziwnie układał się na języku, to nie było to, co Jesionowa Łapa. Choć nie, żeby go nie nazywała po prostu Jesionem, co nie?
W każdym razie; zaproszenie na spacer przyjęła chętnie, bo chyba znaczyłoby, że jest chora, gdyby tego nie zrobiła, ale tak poważnie, że już jedną łapą byłaby w Gwiezdnym Klanie, bo nawet przeziębienie, obolała i stłuczona łapa, czy cokolwiek innego nie były w stanie utrzymać ją w obozie. Jakby koty znały sposoby związywania innych, to na pewno tak by właśnie siedziała w lecznicy, gdyby kiedykolwiek poważniej zachorowała; na przykład na biały kaszel, albo coś w tym stylu.
Póki co tuptała obok wojownika, lekkim truchtem, rozglądając się dookoła. Robiło się coraz cieplej, duszniej, ale przy okazji, o rany, jak ładnie! Zawsze słyszała, że pora zielonych liści to wyjątkowo ładna pora, z kwiatkami, zarośniętymi krzewami i drzewami, oraz dużą ilością zwierzyny, ale teraz dopiero doświadczała to pierwszy raz, wszak urodziła się idealnie, by pamiętać tylko porę opadających liści, nim nie wyszła z obozu, czy chruśniaka!
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Był wojownikiem. Dziwnie mu było z byciem wojownikiem. Nie miał już Liść obok siebie w legowisku, więc spał we własnej norze. Z dala od wszystkich, nowych. Pamiętał rady Wodnego Wiru.
Szli przed siebie, jego ogon delikatnie falował na wietrze. Szedł, rozglądając się dookoła. Spojrzał na swoją przyjaciółkę, zastanawiając się, czy to faktycznie dobry moment na rozmowę na ten temat. Ale z drugiej strony... jeśli nigdy się nie zapyta, to nie będzie wiedział. Chyba. Miał tylko nadzieję, że w razie czego zawsze będą przyjaciółmi.
- Chciałbym o czymś porozmawiać z tobą - zaczął, mrużąc oczy. Dalej szedł. Mogli iść i rozmawiać. Tak mu się lepiej myślało. - Ale możesz mi obiecać na pazur, że... będziemy przyjaciółmi?
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Jej było dziwnie o tyle, że nagle nie miała obok siebie legowiska, do którego tak bardzo się przyzwyczaiła. Czuła smutek i żal, że nie ma obok niej Jesiona, do którego mogła zagadać o każdej porze dnia i nocy, albo bezczelnie wepchnąć się którąś częścią ciała na jego mech, żeby go podenerwować. Albo podrzucić mu coś, żeby się zastanawiał czemu jego mech jest tak niewygodny. Teraz nie miała kogo irytować. Brata dawno nie widziała, żeby mu podokuczać, a poza tym... też niespecjalnie nie miała z nikim takich kontaktów, by porobić sobie z nich jaja. Ale z drugiej strony jej trening szedł opornie i szczerze niespecjalnie chciała go przyspieszać, bo bawiła się dobrze jako terminatorka, ale...
Nagle Jesionowy Las się odezwał, więc skierowała w jego stronę ciekawski wzrok, lekko przechylając głowę.
- Nie wiem, co musiałoby się stać, żebyśmy nie byli! - powiedziała ze zdziwieniem. O co mu teraz chodziło? Chciał jej powiedzieć coś niemiłego? Ale chyba wtedy nie pytałby o pozostanie przyjaciółmi, nie? - EJ, nie chcesz zrobić nic głupiego, nie? Nie odchodź z klanu, błagam - jęknęła, bo to było pierwsze, co jej przyszło do głowy. Niby obiecał, że już nigdy nigdzie nie zniknie, ale co, jak zmienił zdanie? Co, jak przyszła do niego jedna z tych kotek, co to się z nimi wtedy trzymał i on za nią pójdzie?!
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Otworzył szerzej oczy na słowa Liść na temat jego zniknięcia. Prędko podszedł do niej, chowając nos w złotym futerku na policzku przyjaciółki.
- Nie, nie chcę zniknąć - odparł, ciszej.
Odsunął się, zmarszczył brwi.
- Ja myślałem... o emocjach. Rozmawiałem z Krokusowym Pląsem, kiedy jeszcze żyła i kończyła mój trening. I myślę, że... podobasz mi się, Liść. Że lubię ciebie bardziej, niż kogokolwiek innego. Bardziej niż przyjaźń. I chcę być przy tobie... tak zawsze. I to jest partnerstwo, i miłość - mówił. Nagle przez jego ciało przeszedł dreszcz. Nie chciał stawiać Liść pod ścianą. Spojrzał na nią.
Pewnie tego nie czuła tak jak on. A może on był jeszcze trochę zagubiony w tym co czuł?
- Ale tylko jak ty chcesz. I dalej... chcę być twoim przyjacielem - dodał, prędko.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Rozluźniła się nieco po jego słowach, przyjmując je z zadowoleniem, bo naprawdę nie zniosłaby, jakby Jesion znów ją zostawił na tyle księżyców. A gdyby go tylko znalazła, albo on by znów wrócił, to tym razem chyba rozszarpałaby go na strzępy, a nie po prostu przyprowadziła do obozu.
Po chwili jednak znów nieco się spięła, a jej oczy rozszerzyły szeroko, bo nie spodziewała się tego, co po chwili powiedział do niej kocur. Nawet otworzyła nieco pyszczek w szoku. Bo, szczerze, nigdy nie zastanawiała się wcześniej nad takimi kwestiami, jak takie przywiązanie do kota, o jakim mówił Jesion. Nigdy nie miała żadnego przykładu z góry, jak wygląda miłość, nigdy nie przypatrywała się innym kotom, nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w takiej sytuacji, jaka miała miejsce teraz.
- Y - wydobyło się tylko z jej pyska, gdy kocur skończył mówić, a ona zwyczajnie się zacięła, zapominając nawet, jak się oddycha. Poczuła, że robi się jej gorąco, a język nie potrafi się poruszyć. - Ale... jak dokładnie... jak dokładnie to wygląda - zaczęła powoli, przełykając ślinę z takim trudem, jakby co najmniej próbowała walczyć z potworem dwunożnych. - Jak do tego... doszedłeś...? - spytała niepewnie, przestępując z łapy na łapę. Bo nie była pewna, co powinna czuć. Jak powinna to czuć. Bo, hm, z Jesionem naprawdę była blisko. Cieszyła się za każdym razem, jak go widziała, traktowała go jak najlepszego przyjaciela, któremu może wszystko powiedzieć, ciepło jej się na serduszku robiło, jak mieli okazję porozmawiać, czy spędzić razem czas, lubiła to naprawdę, ale czy to było to, co on czuł? Czy to było coś więcej? Co dokładnie powinna czuć?! Ona nigdy z nikim nie rozmawiała na ten temat! - Ja... też cię lubię. Bardzo! Bardziej niż kogokolwiek innego na świecie, ale czy to jest dokładnie to co czujesz...? - spytała niepewnie. O rany, poczuła, jak robi jej się gorąco w każdym zakamarku ciała, a jakby tak się dało, to jej futro chyba stanęłoby w żywym ogniu. Nie tak wyobrażała sobie ten spacer!!