Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Był synem Psa.
Nie dało się być synem Psa i nie mieć Klanu Cienia w sercu. Kochał ojca, a kochanie kogoś polega na tym, że nie można pozwolić umrzeć jako idei. Nie było nigdzie widać Grzmiącego Nieba ani Spopielonej Polany - podczas jego spaceru skazańca widział skrawek obozy, ale nie widział nikogo wiernego ze swojego rodzeństwa. Och, jakie to było żałosne. Czuł, że rozkłada go katar i rana na szyi. Ugh.
Oni mogli sobie myśleć co chcieli - że Glina był nieważnym rodzeństwem z pierwszego miotu szczeniąt, więc nie był wartościowy. Oni się wszyscy pomylą, grubo pomylą.
Punkt pierwszy: przekonać matkę, że nie stanowi zagrożenia. Żeby nikt nie mógł o nim pomyśleć. Nie musiał o nim myśleć. Żeby zgodnie z wersją matki odszedł daleko na osiedle, na wyprawę, gdziekolwiek, z daleka od domu.
Punkt drugi: zebrać wsparcie od zewnątrz. To było trudniejsze. W Klanie ostała się żałosna ilość Wiernych Cieni, a więc jego wsparcie było nieistniejące. Miał zaledwie jeden ratunek - Niepylaka. Kim był Niepylak? Tchórzem. Ale tchórze lubili być po zwycięskiej stronie, czyli po stronie Gliny. Przez straże pilnujące go cały czas nie mógł nic mu przekazać konkretnego. Rzucał więc kocurowi, podczas ich pobytu w lecznicy, błagalne spojrzenia.
Liczył, że wojownik zrozumie. Zrozumiał.
Pysk Gliny od dawna uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył go na terenach niczyich. Były wojownik Klanu Cienia błyskawicznie zgarnął go dalej, obawiając się patroli śledzących. Wyszli w kierunku Małego Grądu, a następne słowa do niego wypowiedział dopiero, gdy upewnił się, że są sami w promieniu przynajmniej paru odległości lisa.
- Mam złe wieści, przyjacielu - mruknął cicho. - Klanowi Cienia zagraża niebezpieczeństwo. Duże niebezpieczeństwo. Muszę je powstrzymać, ale gdy starałem się to zrobić na pogrzebie mojego ojca, nikt nie chciał mnie wesprzeć. Dobrze widzieć, że chociaż ty mnie rozumiesz. Jesteś moim wsparciem - musiał mu mówić, że jest ważny, niezbędny. Że muszą ratować Klan, choć w rzeczywistości chciał go zniszczyć. - Nie zrobimy tego sami. W obozie nie można nikomu ufać; jesteśmy z tymi sami. Nie możesz powiedzieć nikomu, że mnie spotkałeś. Jeśli już ktoś zacznie ten temat, skłam i powiedz, że widziałeś, jak odchodziłem w kierunku Siedliska Koni. Widzisz, obmyśliłem, kto może nam pomóc. Jest pewna grupa kotów, która czasami się tu pojawia. Są silni. Pomogą nam zwyciężyć. Nie wiem, czy ich spotkamy, ale mam taką nadzieję. - Westchnął. - Trzymaj się blisko mnie. Szukaj samotników. Gangusów. Nie odzywaj się niepytany i zostaw rozmawianie mnie.
Odkąd umarł Psia Gwiazda, zaraz po nim Czosnkowy Kwiat, potem dwoje rodzeństwa, a na sam koniec Pchli Grzbiet, Pyląca Jabłoń nie może zagrzać sobie nigdzie miejsca. Wie, że wedle logiki powinien posłusznie pozwolić ranie na łapie się zaleczyć, ale nie wytrzymuje długo w lecznicy. Ma w sobie nieprawdopodobnie wielki niepokój, strach, złość, frustrację, wszystko, i boi się, że jeśli będzie siedzieć z tym wszystkim w Korzennej Jamie, nie mogąc dać żadnego ujścia duszącym myślom, to zwyczajnie oszaleje, rozniesie składzik w pył, zabierze wszystkie zioła, i te trujące, i lecznicze, i zrobi dokładnie to samo, co zrobiła Rwąca Zawieja.
Wędrowanie po terenach przynajmniej na chwilę pozwala odwrócić myśli od tego, co czai się w głowie Pylącej Jabłoni. I to dobrze, że Martwa Dusza daje Wiernemu Cieniowi pretekst do wyjścia, bo przynajmniej dzięki temu ten może zadusić w sobie poczucie winy, że nie tylko lekceważy pracę Ciernistego Gąszczu, ale i nie pożytkuje czasu na nic ważnego. Spotykają się na terenach. Niepylak nie patrzy w pysk syna Psiej Gwiazdy, gdy idą przez Mały Grąd, nie mówi. Myśli za to intensywnie. Niebezpieczeństwo. Wojna. Psia Gwiazda wiedział, oj, wiedział.
— Psza Gwiazda i ja przewidywaliszmy, że dojdże do czegosz w tym rodzaju — mówi, nie wiedzieć czy do siebie samego, czy do towarzysza. Potem milknie na powrót, chłonie jego słowa.
Jest uprzejmy. Cholera. Jest miły, taki miły. To ten sam smak, który miały słodkie, zatrute słowa Psiej Gwiazdy. Czy Niepylak nie wiedział, że Psia Gwiazda kłamie, że próbuje tylko przeciągnąć na swoją stronę choć jednego stronnika? Czy nie grał w tę grę bez wyrachowania, próbując jedynie znaleźć się w zwycięskiej drużynie? Przymyka oczy, drżą mu powieki. Czosnkowy Kwiat. Czosnkowy Kwiat mówił, że życie jest poza Klanem Cienia. Że tam będzie inaczej, lepiej, piękniej, że tam Niepylak może wreszcie poczuć ukojenie.
Broń swojego Klanu, nawet...
— Zrozumiano — mówi zwyczajnym, obojętnym tonem. Serce mu wali. Może to jest ten moment. Ten moment, gdy nędzny tchórz wreszcie stanie się czymkolwiek więcej – lub umrze, próbując osiągnąć chwałę.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
AN UNIT // wysoki, muskularny, bury w tygrysie pręgi, złote ślepia, biała końcówka ogona, niskie biała skarpetka na prawej tylnej i przedniej łapie. // pozioma blizna, która przechodzi przez jego lewe oko, brak czwartego palca u przedniej prawej łapy, łysy placek na prawym barku, wielkości ugryzienia kota, rozcięte lewe ucho.
Życie w gangu nie jest znane z swojej lekkości, fakt który Łom nie miał wyboru ale poznać gorzką prawdę w najbrutalniejszy możliwy sposób. Przemoc nie jest mu obca, widział rzeczy straszne, a jeszcze gorsze był zmuszony wykonywać w imię lojalności. Jest precyzyjny i zdyscyplinowany, nie znosi lenistwa ani robienia rzeczy na odwal się. Jest bystry, kieruje się logiką — w końcu głupota to przywilej tych, którzy nie muszą walczyć o przetrwanie. Zbyt wiele razy widział, dokąd prowadzi impulsywność. Nie jest kotem wylewnym; nauczył się tłumić emocje, by nie pogrążyć się w obłędzie.
Nie znaczy to jednak, że jest nudny. W odpowiednim towarzystwie potrafi rzucić żartem, uśmiechnąć się czy nawet pogadać o pupie maryny. Jego lojalność wobec Gangu jest niezachwiana — zawsze chce dla niego jak najlepiej. Członków traktuje jak rodzinę i jest gotów wskoczyć za nimi w ogień. Właśnie dlatego zdrada niektórych z nich zabolała go mocniej, niż sam chciałby przyznać.
Kogucia Łapa, Dżdżownica, Krzemienna Łapa [gk]
– ...długie, ma włochatą łodygę, ile razy mam ci to jeszcze mówić?! – warknął, jego cierpliwość i tak już była na wyczerpaniu, kiedy musiał po raz kolejny tłumaczyć Kłopotowi, jak wygląda kocimiętka. Byli daleko od domu i choć Łom wolałby zostać na własnym terytorium, dobrze wiedział, że zima się zbliża i najwyższy czas dopiąć interes z dachowcami ze stajni. Samemu szło się szybciej, jednak wędrowanie w towarzystwie miało swoje plusy. Pech chciał jednak, że jedynym kotem, który akurat nie miał nic do roboty, był właśnie jego osobisty wrzód na tyłku; Kłopot. Po krótkiej refleksji Łom jednak stwierdził, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło; gdyby trafili na jakiegoś drapieżnika, zawsze mógł użyć rudziecla jako mięsnej tarczy. Rozwiązałoby to dwa problemy za jednym zamachem – wróciłby cały i zdrowy, a do tego bez gangusowego błazna. Łom widział w tym absolutne zwycięstwo! Im dalej jednak zapuszczali się w obce terytorium, tym nadzieja na spotkanie wściekłego lisa malała, a Kłopot wykorzystywał to, trajkocząc mu za uchem jak wyjątkowo upierdliwy komar.
I nagle nie byli już sami. Wchodząc na Mały Grąd, dostrzegł w oddali dwójkę kotów. Łom zmrużył ślepia, natychmiast milknąc. Nadal był wkurzony? Oczywiście. Ale lata spędzone na ulicy nauczyły go trzymać emocje na wodzy. Wyprostował się, a jego ucho drgnęło, gdy reklamówka którą niósł na plecach zaszeleściła.
– Myślisz, że to te szajbusy? – Mruknął do Kłopota, przyglądając się sylwetkom, które powoli się do nich zbliżały. Wiatr uderzył mu w pysk, niosąc ze sobą zapach krwi, co tylko wyostrzyło jego czujność. Łom nie zwolnił; jego krok pozostał ciężki, pewny i prosty, niezmieniający kierunku. lan miał prosty: nie zamierzał zmieniać kierunku, spokojnie mijając nieznajomych i czekając na jakąś reakcję z ich strony.
Krótkie biało-rude futro | średniej wielkości | szczupły | złoto-pomarańczowe ślepia
wesoły, skory do zabawy, wręcz no można by powiedzieć, że figlarny haha
Rdest, Szczurza Łapa i Kurza Łapa
- A wiesz co jeszcze pasuje do tego opisu, Łom? Pokrzywa! Wysoka, włochata łodyga i jak się w taką mordą wpadnie, to boli - parsknął, odskakując o kilka susów, tak żeby trzymać się w bezpiecznej odległości od kocura. Dwie długości lisiego ogona były rozsądną granicą i w razie czego Kłopot miał czas uskoczyć, gdyby buremu zachciało się mu przyłożyć za śmieszkowanie.
No bo hej, czy to jego wina, że natura obdarzyła go wrodzoną niechęcią do nauki? Gdy ktoś próbował mu coś wytłumaczyć, a robił to bez przykładów, bez odrobiny kreatywności czy chociaż szczypty zabawy, Kłopot zwyczajnie nie potrafił nie chcieć zapomnieć co się do niego mówiło. Prawie tak jakby jego mózg traktował to za potencjalne zagrożenie i próbował pozbyć się go z ciała, zanim zalęgnie się tam na dobre. Czasem Kłopot nawet nie słyszał połowy tego, co się do niego mówiło. Słowa zlepiały się w jedną papkę, a myśli odpływały w jakieś zupełnie inne, ciekawsze miejsca, albo zaczynał nucić piosenkę..
- Zbiorę sam cały kram kasztanów, sam! Tidididi! Czekają bym... co? - Urwał, przestając machać łbem na boki, kiedy Łom, ku jego zdziwieniu, nie kazał mu się zamknąć po dziesiątej powtórce tej samej strofy, a zadał pytanie.
W końcu Kłopot podniósł spojrzenie w kierunku, na który patrzył bury kocur. Dopiero wtedy dostrzegł obce sylwetki. Jedna większa, druga mniejsza, obie niosące na futrach charakterystyczny zapach klanowych kotów. Ale oprócz tego w powietrzu było jednak coś jeszcze, metaliczna woń krwi. - Ta - rzucił krótko, nie spuszczając wzroku z obcych. Mimo, że cichy głosik w kącie łba podpowiadał mu jak zabawnym byłoby podrażnić tą dwójkę, to resztka instynktu zachowawczego sprawiła, że nie podbiegł wetknąć łapy w ranę kocura, a wciąż stąpał za Prawą Łapą gangu.
My snails got humor They’re the sniggle at a funeral Knows everybody's disapproval I should've worshiped snails sooner! If the snails ever did speak She's the last true snailpiece Every Snailday's getting more bleak A fresh snoison each week "We were born snick" You heard them say it
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Zagrożenie przewidywane przez jego ojca?
Glina szybko przeanalizował potencjalną sytuację. Żaden z Klanów nie był od nich liczniejszy, mało tego, wszyscy wydawali się być równie żałośnie i słabi w porównaniu do potęgi zbudowanej przez Psią Gwiazdę. Nie zagrażali im również samotnicy ani dwunogi. O co więc mogło chodzić? Kocur głowił się przez moment, jednak odpuścił sobie, doszedłszy do wniosku, że to najprawdopodobniej wewnętrzny rozpad Klanu Cienia. Już się zaczął - Glina miał zamiar pochować dzieło ojca razem z nim. Albo je ocalić. Obie opcje brzmiały dość podobnie.
Zjawili się obcy. Glina nabrał powietrza do pyska.
Pamiętał coś o gangowcach. Spotkał się z jednym - z tym, co dziwnie mówił. Oferowano mu kocimiętkę. Kocur miał rozcięcie na uchu i wyglądał groźnie. Dobrze zapamiętał, że jakoś tutaj czasowo musi ich spotkać. Gangowcy żyli na osiedlu, ale musieli tu też przychodzić rozprowadzać swój towar.
Kocur przeanalizował, czy to na pewno mogli być oni; mieli specyficzny zapach, który kocur sklasyfikowałby jako zapach osiedla. Przypominali także tamtego dziwnomówiącego. Wyglądali dziko; nie byli obcych.
Z początku sądził, że podejmują interakcję, ale nie. Wyminęli ich. Przynajmniej tak mu się wydawało.
- Hej! - zwrócił ich uwagę i machnięciem ogona rozkazał Niepylakowi, by ten poszedł za nim.
Glina zachował od nich bezpieczną odległość. Nie usiadł, ale rozluźnieniem mięśni dał tamtym sygnał, że rozmowa będzie trochę dłuższa. Lekko kiwnął głową, na znak, że uznaje ich sobie za równych.
- Nazywam się Szare Niebo - kocur podał oczywiście fałszywe dane, dla własnej protekcji. - Jesteście z gangu, prawda? - wiedział, że są. Mieli te same wcięcie w uchu. - Słyszałem, że niektóre koty z gangu można poprosić za przysługę, a następnie sowicie im za to zapłacić. Mam dla was pewną propozycję; przyda mi się wasza siła i przebiegłość. Poszukuję kotów, które wzięłyby udział w grupie uderzeniowej. Ten tutaj - wskazał na Niepylaka - Zaprowadziłby was w głąb terenów tamtego Klanu, Klanu Cienia - Wskazał na ledwo widoczne już tereny Klanu Cienia. - Przeszlibyście w oknie między patrolami, więc będziecie bezpieczni. Z ów punktu w głębi terenów, jako przybrani Cieniści, udawalibyście atak na inny Klan. Zaledwie imitację, na krótko, by jeszcze inny Klan uważał, że jest atakowany. Gdy ten jeszcze inny Klan, Klan Wichru, rzuci się do ataku, rozproszycie się i odejdziecie, zanim dosięgnął was pazury przeciwników. My weźmiemy na sobie uwagę przeciwników i przeprowadzę to, czego potrzebuję. Wy bezpieczni, a ja usatysfakcjonowani, że zrobiłem to, czego potrzebowałem. - Wyjaśnił pokrótce. Mówił dość oóglnikowo, ale w zasadzie tyle im wystarczało. - Nie wiem, czego żądacie w zamian, ale na pewno jestem was w stanie czymś zadowolić. Podajcie swoją cenę.
AN UNIT // wysoki, muskularny, bury w tygrysie pręgi, złote ślepia, biała końcówka ogona, niskie biała skarpetka na prawej tylnej i przedniej łapie. // pozioma blizna, która przechodzi przez jego lewe oko, brak czwartego palca u przedniej prawej łapy, łysy placek na prawym barku, wielkości ugryzienia kota, rozcięte lewe ucho.
Życie w gangu nie jest znane z swojej lekkości, fakt który Łom nie miał wyboru ale poznać gorzką prawdę w najbrutalniejszy możliwy sposób. Przemoc nie jest mu obca, widział rzeczy straszne, a jeszcze gorsze był zmuszony wykonywać w imię lojalności. Jest precyzyjny i zdyscyplinowany, nie znosi lenistwa ani robienia rzeczy na odwal się. Jest bystry, kieruje się logiką — w końcu głupota to przywilej tych, którzy nie muszą walczyć o przetrwanie. Zbyt wiele razy widział, dokąd prowadzi impulsywność. Nie jest kotem wylewnym; nauczył się tłumić emocje, by nie pogrążyć się w obłędzie.
Nie znaczy to jednak, że jest nudny. W odpowiednim towarzystwie potrafi rzucić żartem, uśmiechnąć się czy nawet pogadać o pupie maryny. Jego lojalność wobec Gangu jest niezachwiana — zawsze chce dla niego jak najlepiej. Członków traktuje jak rodzinę i jest gotów wskoczyć za nimi w ogień. Właśnie dlatego zdrada niektórych z nich zabolała go mocniej, niż sam chciałby przyznać.
Kogucia Łapa, Dżdżownica, Krzemienna Łapa [gk]
Zignorował trajkotanie Kłopota, skupiając się na obecnej sytuacji. Jego ucho drgnęło, kiedy rudzielec potwierdził jego przypuszczenia. Gdyby o tym dłużej pomyślał, mógłby się zdziwić, czemu ten jego wrzód na dupie był tak pewny swojego zdania. Nie wiedział, że tamten urodził się i wychował w jednym z klanów, w końcu młodszy buremu o tym nie powiedział, a jego relacje z rudzielcem były na tyle wrogie, że Łom nie chciał go poznawać lepiej. Wszystko, co wiedział poza jego imieniem, było wiedzą narzuconą mu siłą, zajmującą cenne miejsce w jego pamięci. A jednak wyglądało na to, że teraz może im się to przydać.
Miał na dziś inne plany, ale plany miały to do siebie, że zawsze mogły się zmienić. Zatrzymał się, kiedy lilijowy kocur zawołał ich, przygotowując się na interakcję. Był pewny, że młodziaki chcą ich zaczepić o ziółko, może szukają też guza, jednak nic nie przygotowało go na to, co miało się wydarzyć. Nigdy wcześniej nie był tak wdzięczny swojemu stoicyzmowi jak teraz, ponieważ ukryło to jego zaskoczenie, które rosło im więcej mówiło Szare Niebo. Utrzymał neutralny, chłodny wyraz pyska, stojąc i wysłuchując jego monologu. Zlustrował ich ciała, jego złote ślepia notując każdy detal, by potem znów spojrzeć Martwej Duszy w pysk.
– Przysługi, które są wykonalne, owszem – rzucił krótko, potwierdzając tym samym, że są z Gangu. Czerwone lampki świeciły i piszczały mu w głowie i Łom wiedział, że nie może ich zignorować; nie stać ich było na to. Syn Psa powiedział za dużo, za szybko, odkrywając karty w taki sposób, że był na przegranej pozycji. Gangusy nie chcieli mieszać się w klanowe sprawy, nie chcieli bawić się w wojny ani podburzać hierarchii lasu, którą sami sobie wymyślili. To nie ich małpy, nie ich cyrk; najwyżej chcieli uzależnić te małpki, by wciskały im zioło w zamian za coś. Mieli swoje problemy i Łom nie chciał narażać ich na większe.
– Nie takie, które nie są zbudowane na ślinie, puszkach po piwie i byle jakim g**nie – burknął chłodno, podnosząc łeb ku górze i marszcząc nos. – Widzę, "jak weźmiecie na siebie uwagę". Kaleka i pół trup, który ledwo na gały widzi i w dupie mu się poprzewracało – zauważył, wytykając opatrunek na łapę Jabłonki, a u Duszy jego szyję i zaropiałe ślepia. Łom widział tu jedynie za dużego ryzyka, szczególnie że rozmówca był nie tylko młody, ale jeszcze mógł majaczyć przez gorączkę. Poza tym coś takiego faktycznie kosztowałoby Duszę sporo, a Łom nie robił niczego na kredyt.
– Weź go i zaprowadź do uzdrowiciela, czy jak ich tam nazywacie, bo nie myśli trzeźwo – zwrócił się do Jabłonki, widząc w nim teraz bardziej racjonalnego kota. Przynajmniej się nie odzywał. – Jak przestaniesz charkać, to wówczas nas znajdź ale jeżeli chcesz nas prosić o przysługę to na naszych terenach, na omówionym spotkaniu – na takim, na którym będzie miał kogoś sensownego u boku, a nie takiego debila jak Kłopot. - Jeżeli przeżyjesz.
Posłuszna glina w rękach rzeźbiarza. Nędzny tchórz. Sprzedawczyk, który odda duszę za oznakę czegokolwiek, co nie jest pogardliwym kopniakiem. Żadnych pytań. Żadnych wątpliwości. Ta osoba w tle. Ten pomocnik, który nigdy nie powie „nie zgadzam się”. Ten głupszy. Na lepszą rolę w farsie życia Niepylak chyba liczyć nie może. Tytuł Wiernego Cienia nie znaczy nic. Zupełnie, zupełnie nic.
Posłusznie, sztywno wyprostowany, słucha tego, co ma do powiedzenia Martwa Dusza. Pysk ma obojętny, może jedynie odrobinę przygnębiony – jak zawsze. Oczywiście, że syn Psiej Gwiazdy nie wprowadził go w całość planu. Nikt nigdy nie wprowadza Niepylaka w całość planu. Nigdy, bo przecież Niepylak to tylko użyteczne – lub nie – narzędzie, któremu nic się nie tłumaczy, a które można rzucić w kąt, gdy przestanie być użyteczne. Kolejne splunięcie w pysk, jedno z wielu. Jedno z tak wielu, że Niepylak nawet przestaje je liczyć.
I właśnie w tym, w tym jednym momencie, czuje po raz pierwszy w życiu króciutkie, niesłychanie krótkie i natychmiast przemijające, ale jakimś sposobem doskonale znajome, ukłucie dzikiej, rozpaczliwej wściekłości na to, że funkcjonuje w tym chorym układzie, który dusi, niszczy, przytłacza, odbiera siły. Wściekłości na Martwą Duszę, który dokłada swoją cegiełkę do brzemienia, które Pyląca Jabłoń niesie odkąd od ziemi odrasta. Wściekłości na Psią Gwiazdę. Wściekłości na Zgniłe Jabłko, która nigdy, nigdy nie powiedziała swojemu dziecku jednego dobrego słowa. Wściekłości na Pchli Grzbiet, który wolał udawać, że wszystko jest w porządku, niż cokolwiek zrobić. Wściekłości na Skruszone Serce, który odszedł, gdy Niepylak w jego oczach popełnił błąd, cholera, ile Pyląca Jabłoń mógł liczyć się dla mentora, skoro ten na widok jego jednego fałszywego kroku go opuścił?! Wściekłości na Gwiezdnym ducha winnego Czosnkowy Kwiat, który nie żyje, który, cholera, nie żyje, który nie pomógł, kiedy miał taką szansę. Wściekłości na siebie, że w ogóle do tego wszystkiego doszło.
Iskra gaśnie równie szybko, jak zapłonęła. Pysk Niepylaka nie drga o milimetr.
Wytrzymuje spojrzenie nieznajomego, a gdy ten się oddala, po długiej chwili zwraca się do Martwej Duszy.
— To racja, że powinienesz to zaleczycz — mówi, nie patrząc mu w pysk. Źle się czuje. Ma ochotę zacząć wrzeszczeć, płakać, kląć na czym świat stoi Gwiezdny Klan, błagać Glinę o pomoc, choć nawet nie wie już, jakimi słowami, prosić o azyl w Klanie Rzeki, nie, jak mógłby patrzeć komukolwiek w Klanie Rzeki w pysk, uciec z Klanu Cienia, rzucić go na pastwę losu, przyjąć nowe imię, zamieszkać gdzieś daleko, nigdy więcej nie wrócić. Cokolwiek, byle nie trwać w tym niewyobrażalnym stanie.
— Chczałbym... — zaczyna niepewnie, urywa.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Gangowicze mieli do siebie to, że nie byli głupi.
Glina wytrzymał wszystko, ze stalowym wyrazem pyska. Słyszał, że byli ostrzy i nieprzyjemni, ale to mu nie przeszkadzało. Spodziewał się tego. Choć wiedział, że znacząco utrudni mu to plan i tak w zasadzie zrobił tym sobie pod górkę, poniekąd był zadowolony, że chociaż podszedł do tej próby. Odczekał dogodni moment, wcześniej kiwając lekko na każde ze zdań i cofnął się do Niepylaka.
- Dobrze, więc - zaczął pasywnie. - Do zobaczenia.
Dotknięciem ogonem boku kocura dał znać, by zwijali się w inne miejsce. Poczekali, aż tamci odejdą na dogodną odległość i aż będzie mieć pewność że ani Cień, ani inni samotnicy nie będą im zagrażać.
Przyjrzał się uważnie Niepylakowi - był głupcem, ale o głupca mu teraz chodziło. Glina zauważył, że ten był jakiś nie swój, jakiś niechętny do gadania i rozwiązywania spraw. Ugh. Dlaczego Wiernymi Cieniami musieli być tacy idioci.
- Co się dzieje? Co byś chciał? - spytał, dość łagodnie, chcąc wyciągnąć od kocura jak najwięcej, zanim przyjdzie mu zamknąć temat.
Przymyka ślepia, bierze oddech i w krótkiej chwili pomiędzy wdechem a wydechem czuje w pełni lodowato zimny płomień przed chwilą wznieconej iskry gniewu. Gniewu, frustracji, wściekłości. Od której decyzji, którego momentu, którego fałszywego kroku wszystko przestało funkcjonować tak, jak powinno? Od którego?
Zaciska na chwilę zęby, a gdy znowu się odzywa, nadal nie rozluźnia w pełni mięśni pyska. — Chczałbym dowiedżecz szę, na czym polegaTwójplanratunkuKlanuCzenia — mówi zniekształconym głosem, pierwsze słowa cedząc, ostatnie wypowiadając szybko, niemal niezrozumiale.
wróć, coś działo się i podziało gdzieś, teraz chowasz się jak mysz, twoje echo odbija się od ścian, więc wróć, morza burzą się, rozrywają brzeg, teraz lecisz gdzieś, więc fruń, wracaj tu, gdzie ulice chodzą spać i wróć do przyjaciółcoprzebaczylici, doradców złych, ███ ████ ████████ ██████ ███, więc wróć, miałeś dobre sny, teraz stary śnieg odchodzi gdzieś, a ty masz garnitur pełen wielkich dziur
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Było tu... całkiem przyjemnie. Tak by to określił. Ciszej niż na osiedlu, spokojniej. Tylko to gadanie o klanach go niepokoiło. Ponoć znajdował się już blisko, ale jak dotąd żadnego klanowego kota nie widział. Nie wątpił, że istniały – w końcu trzech losowo spotkanych przechodniów mówiło mu o ich istnieniu, po co mieliby kłamać? – ale może nie były tak blisko, jak mu się dotąd wydawało. Albo wyniosły się na zimę w cieplejsze rejony. Parsknął cicho do siebie na tę myśl. To byłoby właściwie na łapę dla niego i dla jego rodzeństwa. Pierwsze dwa księżyce już niemal upłynęły. Mógłby ich tu ściągnąć. Ten lasek wyglądał nieźle.
Kocur siedział pod rosnącym tu jesionem, czyszcząc sobie futerko na grzbiecie i myśląc. Wcześniej złapał tu dwie myszy z rzędu. Nie było to złe miejsce na przezimowanie.
Przeciętnego wzrostu kotka, może nawet niższa od standardowej. Jej kolor przywodzi na myśl słonecznik bądź piasek. Oprócz zawijanych pręg pokrywających jej ciało ma na sobie wiele białych plam i kropek. Jej oczy są koloru żółtego.
[spoiler] Twój stary foliarz ale woke [/spoiler]
Energiczna, pogodna, zbiera śmieci dwunożnych, wymyśla i głosi teorie spiskowe
Klany były bliżej niżby się tego spodziewał, bo tuż pod jego nosem i już zaraz miał się o tym przekonać. Bowiem w jego kierunku już zmierzała Słonecznik, która podczas patrolu zgubiła gdzieś matkę, ale w ogóle się tym nie przejęła.
— Witaj nieznajomy, co tutaj robisz. — Zgadała, gdy była na tyle blisko, że ten był w stanie ją usłyszeć.
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Poderwał się i momentalnie przerwał czyszczenie, słysząc zbliżające się kroki. Prawdopodobnie niepotrzebnie, sądząc na pierwszy rzut oka, bo przybysz był raczej młody i nie stanowił zbyt dużego zagrożenia. Nabrał powietrza w płuca. Kotka, oczywiście że kotka. Kocurów w tej okolicy nie było żadnych, poza tym jednym wyszczekanym z wielkimi uszami i długą mordką. Sądząc po braku innych świeżych zapachów, sama. Rozluźnił się trochę.
— Witaj. — Odpowiedział w swój typowy lakoniczny sposób, układając sobie futerko na plecach ostatnim pociągnięciem języka. — Czyszczę futerko. Zwiedzam okolicę. A ty co tutaj robisz? — Uniósł lekko kącik pyska żeby nie brzmieć aż tak oschle. Jak zwykle.
Przeciętnego wzrostu kotka, może nawet niższa od standardowej. Jej kolor przywodzi na myśl słonecznik bądź piasek. Oprócz zawijanych pręg pokrywających jej ciało ma na sobie wiele białych plam i kropek. Jej oczy są koloru żółtego.
[spoiler] Twój stary foliarz ale woke [/spoiler]
Energiczna, pogodna, zbiera śmieci dwunożnych, wymyśla i głosi teorie spiskowe
Młody? Niegroźny? Kotka? Już ona by mu pokazała, gdyby tylko spróbował powiedzieć jej to w pysk. Kto jak kto, ale ona była jednostką wybitną i bez problemu poradziłaby sobie z jakimś podstarzałym przybłędą. A na tą kotkę to w sumie sama nie wie czemu by się oburzyła, ale z jakiegoś powodu by tak było. Z resztą nie umiała czytać w jego myślach, więc nie miała jak doświadczyć tych wszystkich przemyśleń.
Phi, nie dość, że gościu zakłóca jej spokój, to nie patrzy na nią, tylko czyści swoje futro. Ugh, z chęcią by mu wyjaśniła to i owo, ale jeszcze było na to za wcześnie. Poza tym starała się unikać niepotrzebnych starć, a to być może takie by było.
— Cóż, też po części zwiedzam. Jednak na układanie futerka szkoda mi czasu. — Dość niespodziewanie zaczęła mu się uważnie przyglądać. — Chyba nie jesteś stąd, co?
Księżyce: 98 Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Wierzba [poza grą] Trwałe urazy: sześć drobnych blizn wokół lewej łopatki, niewidoczne pod futrem
standardowa budowa, długie futerko, bury pręgowany klasycznie; brązowy nos, żółte oczy, czarne poduszeczki łap
Ten starszy pan w sklepowej kolejce który wpuści ciebie przed siebie widząc że kupujesz tylko jedną rzecz, jednocześnie opowiadając ci o pogodzie i życząc miłego dnia
Mrówczy Szlak [KW], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
— Skąd ta myśl? — Uśmiechnął się nieco szerzej. Ciekawe co też go zdradziło? Chyba klanowe koty nie znały składu każdego innego klanu? Właściwie nigdy nie wnikał ile tych klanów w ogóle było, ale nawet gdyby były tylko dwa... To dużo roboty. — Szkoda ci czasu na układanie futerka? Mi nie, zawsze znajdzie się chwila pomiędzy jednym a drugim zwiedzaniem.
Otrzepał się lekko, pozwalając każdemu kłaczkowi z osobna wpaść na swoje miejsce. Teraz wyglądał bardziej reprezentacyjnie i mógł rozmawiać dalej. Szczególnie kiedy kotka tak intensywnie mu się przyglądała.
Przeciętnego wzrostu kotka, może nawet niższa od standardowej. Jej kolor przywodzi na myśl słonecznik bądź piasek. Oprócz zawijanych pręg pokrywających jej ciało ma na sobie wiele białych plam i kropek. Jej oczy są koloru żółtego.
[spoiler] Twój stary foliarz ale woke [/spoiler]
Energiczna, pogodna, zbiera śmieci dwunożnych, wymyśla i głosi teorie spiskowe
— Nie pachniesz znajomo, samotnicy żyjący w tych okolicach mają trochę innych zapach. W sumie to bardziej, w twoim jest coś więcej. — Spojrzała na niego z zaciekawieniem. — A może jednak jesteś Pieszczoszkiem? — Takiego to akurat jeszcze nie spotkała. Jeśli tak to byłoby wspaniale! Mogłaby się dowiedzieć tyle nowych rzeczy o dwunożnych. Och, to całkowicie zmieniało jej podejście do sprawy.
— Pewnie jakbym miał, znaczy miała — skorygowała się. Co to za przejęzyczenie było? Jak można potknąć się na czymś tak prostym. Jej umysł zaczynał się psuć przez tą całą pogodę czy co? — No mniejsza, jakby moje futro było tak długie i gęsta jak twoje, pewnie też wymagałoby czyszczenia. A tak to od czasu do czasu wytarzam się w piasku i jest dobrze.
— Mówisz, że zwiedzasz, czyli nie poszukujesz niczego szczególnego? — Takie wędrówki bez celu były fajne, jednak jeśli kocur czegoś szukał, to może mu pomóc poszukać. Oczywiście nie ma nic za darmo i z chęcią wykorzystałaby to, aby zdobyć co nieco informacji.