Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Oho, w końcu: coś żywego.
Mysz. Małe, ale będzie. Napiął delikatnie mięśnie, przeniósł ciężar ciała na tylne łapy i zaczął się skradać. Powoli, w pozycji łowieckiej, pod wiatr, w ciszy. Uważał na każdy swój krok... a gdyby doszedł wystarczająco daleko, bliżej ofiary... rzuciłby się, wyskakując w stronę myszy z pazurami. Z zamiarem prędkiego zabicia, oczywiście.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Byłby to z pewnością imponujący skok, jednak zanim wojownik zyskał szansę go wykonać, mysz rzuciła podgryzane nasionko w bok, a siebie – do ucieczki. Nie zniknęła jednak natychmiast w długiej trawie, do norki najwyraźniej został jej jeszcze kawałek... Pytanie, czy pokona go szybciej, niż wojownik zdąży zareagować?
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Cholera.
Oczywiście, łatwo być nie mogło. Od razu rzucił się w pościg, aby doskoczyć jak najszybciej do myszy. Chciał ją szybko dogonić i zabić. No proszę no.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Syknął w momencie, kiedy mysz mu uciekła. Był sfrustrowany, więc przez moment stał obok tych źdźbeł i milczał. Po momencie głośno westchnął i ruszył dalej. Na pewno coś zaraz będzie, co nie? Cokolwiek.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
No i było... Z naciskiem na czas przeszły. Kawałek dalej wojownikowi mogło się rzucić w oczy gęste, ciemne futerko rzęsorka. Niestety właściciel już w nim nie mieszkał i próżno by nad nim pytać, skąd wziął się na łące kretów kawałek od wody. Nieszczęśliwie zakończona wizyta u teściowej? Jakkolwiek by było, nie potrzebował pomocy Jesionowego Lasu, żeby przestać się poruszać, chociaż jednocześnie nie pachniał też starością.
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Kolejna... martwa?
Jego futro na karku się delikatnie zjeżyło na widok zwierza. Było to... dziwne. Postanowił rzęsorka zabrać ze sobą i zakopać. Ruszył dalej. Czy coś powie Łabędziowi? Albo swojemu ojcu? Tak, musi, bo to było...
Ruszył dalej. Aby była to żywa zwierzyna.
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Chudy kociak o buro-białej sierści i brązowych ślepkach.
Biegający gdzie popadnie mały gnom, przy którym ciężko zaznać spokoju. Głośny, natarczywy, głodny wrażeń i nieskory do przestrzegania zasad.
Dziki Czart [KW] | Rzepik [KG]
Niestety dla Jesionowego Lasu... zwierzyna może i była żywa – ale kiedyś, kiedy słońce było trochę wyżej na nieboskłonie. Teraz mógł co najwyżej bezwysiłkowo pooglądać sobie pióra martwej wrony, którą znalazł niedaleko kolejnego kopczyka. Nie ulegało wątpliwości, że rozsiane wokół drobne pagórki to ślad aktywności kretów, ale dziś można było odnieść wrażenie, że wyznaczają one jakiś piszczkowy cmentarz, na którym paru delikwentów czekało jeszcze na swoją kolej pod ziemię.
Większy kociak, powyżej średniej wysokości rzeczniaków. Jest to masywny kot, o szerokich barkach, trójkątym, podłużnym pysku, maswynych łapach i długim, puszystym ogonie. Dość smukły w budowie, mimo masywności. Futro długie, zadbane, lśniące, duże w objętości. Kocur posiada jasne futro z czarnymi pręgami na pysku, łapach i ogonie, z pojedynczą pręgą na grzbiecie. Na jebo bokach widnieją również czarne cętki. Na łapkach, kryzie oraz na pysku widnieją białe plamy. Różowy nosek i uszy kontrastują się z jego oczami. Teraz bladoniebieskie, w przyszłości jasnozielone.
Kociak spokojny i cichy. Obserwuje wszystkich i wszystko, chcąc tak się nauczyć jak najwięcej o świecie. Małomówny. Z tych powodów może wyjść na kota dość chłodnego, tym bardziej, że zazwyczaj nie okazuje za wiele swoich emocji. Przykładny, zawsze to, co robi zostanie wykonane ze stuprocentową starannością. Chętnie się uczy. Stroni od zabaw, które nie wymagają wysiłku. Sparing czy łapanie ruszających się robaków jest bardzo dobrym ćwiczeniem, jednym z ulubionych Jesionu. Jest to kot lojalny, kot opiekuńczy wobec swojej rodziny. W przyszłości wyrośnie z niego perfekcjonista, o zbyt dużej pewności siebie z powodu dobrze postawionej rodziny.
Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Szumiący Wodospad, Skrząca Łapa [KC], Rdzawa Wiewiórka [KRz], Sol [S] | Nawałnicowy Ryk i spółka [GK]
Co...?
Futro Jesionowego Lasu się nastroszyło. Zwierzynę zakopał, nie zabrał ze sobą. Zabrał poprzednie, po czym poszedł do obozu. Musiał powiadomić o tym swojego ojca.
zt
what planet are you on?xxxxxxxxxxxxxxxxwhatconstellation? YOU'RE FLOATING LIKE A GHOST INTO THE UNKNOWN whatplanetareyouon?cosmicphenomenon xxxxxxxxxxxxxxxxstars by the millions, oh holy, golden sun
Księżyce: 53 Mistrz: Rześka Pszczoła Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Śnieżny Płatek [npc] Ojciec: ??? [npc] Trwałe urazy: -1 Zr, -1 Sz na stałe Urazy mechaniczne: -1Zr, -1Sz na stałe (powód: złamanie kości promieniowej)
czarny srebrny cętkowany; z białymi znaczeniami na tylnych łapach, brzuchu i brodzie; zielone oczy;
"Miał całkiem ładne, srebrzyste futerko i głupie oczka. Dla niej wyglądał zupełnie jak rybka, którą ktoś wyrzucił na brzeg." ~Pustynna Róża
trochę people pleaser, trochę idealna owieczka Śnieżnego Płatka, która bardzo chciałaby być wilkiem, ale nie ma ku temu predyspozycji
Roziskrzona Gwiazda, Traszkowy Grzbiet [KW], Wędrujące Światła [S]; Ruletka [P]
Patrol z Białym Jeleniem i Krętą Łapą był całkiem w porządku. Wręcz można powiedzieć, że był dla Popielatej Łapy jak dar od Gwiezdnych. Rozmowę ze Ścieżką miał w planach w zasadzie od... jej mianowania? Dalej mu było głupio, że nie przyszedł, naprawdę chciał, ale wyszło jak zwykle. Więc pomyślał, że chociaż zaczepi ją później, spyta jak tam i w ogóle... a tu minęło kilka księżyców na rozmijaniu się. A zważywszy na to jaki obóz i legowisko terminatorów były małe, można było się łatwo domyślić, że w rzeczywistości Popiołek więcej myślał o rozmowie niż faktycznie zmierzał do zrealizowania tego pomysłu.
Więc może wspólny patrol był tym czego potrzebował by nie czuć się jakby nękał kotkę. Albo ją osaczał. Albo po prostu był uciążliwy. Chociaż być rzepem na futrze to mógł być nawet i teraz, hm. Może nie powinien tyle myśleć, nigdy mu z tego nic dobrego nie przychodziło. Przy Kretowisku Biały Jeleń postanowił krótko zapolować, twierdził że ich dogoni i Popiołek w to nie wątpił. Co najwyżej nie rozumiał dlaczego akurat krety, ale nie musiał rozumieć. I gdy tak maszerowali we dwójkę, zaczepił w najprostszy możliwy sposób. A i tak zastanawiał się czy na pewno jest to w porządku.
– Jak twój trening? Łabędzia Gwiazda dobrze ci dopasował mistrza? – patrzył pod łapy pytając. Wstyd przyznawać, ale chyba nie kojarzył nawet kto prowadził treningi Krętej Łapy.
In the { fullmoon's } light — I listen. to the stream— andin between the silence. . . . . . . . . . . .ˏˋ°•*⁀➷hear you callingme But I don't know whereI am. . . . . . . . . . . .and I don'ttrustwho I've been ╭────── · ☾ · ──────╮ And if I comehome . . . how will I everleave? ╰────── · ☾ · ──────╯
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Okoliczne tereny znała już ze swoich, samotniczych tułaczek. Wcześniej musiała ich przecież unikać. Teraz szła wzdłuż wytyczonej drogi. Natomiast w głowie powtarzała sobie nazwy charakterystycznych punktów. Przewrotność losu, prawda? Jeszcze kilka miesięcy temu dbała o zdrowie, żeby móc uciec. Obecnie sama gotowa była przegonić intruza. Szczególnie w obronie Popiołka. Koci młodzi wyglądał na nieco zamyślonego. Raczej nie miał nic przeciwko wspólnej wędrówce. Może zbyt dużo mu powiedziała podczas nauk? Może kocurek miał własne problemy?
-Dziękuję za troskę Popielata Łapo. Myślę, że Wyjąca Wilczyca jest dobrą nauczycielką. Ma w sobie sporo cierpliwości. Szczególnie, że niektóre sprawy musimy powtarzać po kilka razy. Na przykład Kodeks, Opowieść o powstaniu Klanów, Opowieści o Gwiezdnych i Miejscu Gdzie Brak Gwiazd... Brzmią dość intrygująco, ale są prawdziwe. Wiem o tym.- Odpowiedziała spokojnie, jednocześnie ciesząc się z odwagi Popiołka. Wcześniej, podczas nauk, to ona zadawała pytania. Natomiast kocurek tylko odpowiadał. Obecnie nieco wydoroślał, więc była dumna z jego przełamania "strefy komfortu".
-A ty? Kiedy będę mogła krzyczeć i wiwatować twoje nowe imię? O ile dobrze słyszałam, to szkoli ciebie sam Łabędź?- Spytała z grzeczności, ale też nieco rozbawiona. Niecodziennie tak słuchać o przywódcy, który szkoli te trudniejsze przypadki. Była też ciekawa co kocur myślał o Gwieździe. Czy będzie narzekał? Czy go wychwalał? Ciekawe, ciekawe... Spojrzała na niego ukradkiem. Gdyby były lepsze okoliczności, to pewnie zrzuciłaby zaraz w niego śniegiem. Tak dla zabawy i rozluźnienia atmosfery.
Było źle. Naprawdę, naprawdę źle. Źle, źle, źle.
Niewiele dni po Zgromadzeniu, z pewnością dzień po lub parę godzin po nim, głowa Poety wybuchła. Poziom zdrady, furii i żałości, jaki kocur odczuwał, można było przyrównać do pożaru. Fizycznie czuł potrzebę burzenia. Niszczenia. Rujnowania. Jego oddech od za długiego czasu nie uspokoił się - potykał się o własne łapy, ogon mu drgał, a oczy wyglądały tak, jakby chciały się rozbiec w każdym kierunku.
To, czego dokonała Ważka, przechodziło kocie pojęcie. Nie miała prawa tak zrobić. Nie mogła. Nie powinna. To było zakazane. To miał być ich wspólny bunt. Ich przyjacielska jedność. Jedność, dla której Poeta zaryzykował wszystkim, ucząc ją, gdy sam nie miał terminatora. Kocur nie był głuchy ani ślepy: wiedział, że koty gadały. Był sercem plotek i kłamstw. Jego własny Klan go nienawidził. Jego jedyna przyjaciółka widocznie też go nienawidziła, skoro złamała tak ważną dla niego rzecz. Tylko Noc go jeszcze lubił. Może i nawet kochał.
Poeta obiecał mu, że spotkają się po Zgromadzeniu. Miał zamiar spełnić tę przysięgę, a jakże. Miał tez zamiar mu dać specjalny prezent. Dokmnie ten jeden wątek, który ich dzieli i wreszcie w ich relacji zapanuje spokoju. Eh. Oh, eh, eh, eh.
Srebrny czuł płomienie w głowie, które rozsadzały mu czaszkę. Nie, nie mógł tego zrobić. Nie, nie mógł wziąć terminatora medyka. To było zadanie nadziane ryzykiem. Z pewnością skończy się wygnaniem. Odsunięciem od roli. Klan Rzeki go nienawidził, ale przynajmniej nadawał sens jego życiu - jeśli będzie inny medyk, czystej krwi, rzeczny, sprawa się rozwiąże. Pozbędą się go. A on się starzał - z każdą nocą, dniem, z każdą sekundą. Pozostawało mu mieć nadzieję, że gdy już dojdzie do momentu skończenia treningu, Noc stanie w jego obronie. Noc - Noc był jego jedynym ratunkiem. Musiał nim być.
Poeta czuł, że ceremonia w Klanie Rzeki zbliżała się ogromnymi krokami. Kocięta wymagały mianowań, terminatorzy skończyli treningi. To była jego szansa. Moment. Nadzieja.
To przez Ważkę. Przez tą głupią, idiotyczną Ważkę.
Medyk krótko po Zgromadzeniu znalazł Sól w obozie i powiedział jej, że dziś pod wieczór wyjdą na zioła. Przyszła już wiosna, było cieplej, wszyscy byli szczęśliwi. Gdy wyszli, prowadził ją daleko od obozu, w milczeniu. Okazjonalnie tylko pokazywał jej zioła, które już znała. Nie mogli przyjść z pustymi łapami, prawda? Przeczesywał teren, sprawdzając, czy w pobliżu nie ma żadnych terminatorów, samotników, wojowników i innego ryzyka. Wybrał okienko czasowe, gdy słońce nie powinno już palić skóry Sól, a następny patrol graniczny wyjdzie z obozu za jakiś czas. Mieli moment dla siebie. Krótki, ale mieli.
- Zostajesz moją terminatorką - reszta słów ugrzęzła mu w gardle. Kocur poczuł, jak całe ciało zaczyna go palić, a jego oddech zaczyna nabierać naprawdę ryzykownego tempa. - Masz już podstawy wiedzy medycznej, a z twoimi dolegliwościami to jedyna rola, która pozwala ci dobrze służyć dla klanu. - Ponownie oddech i brak śliny w pysku. Zatrzymał się. - Sól. Koty w tym Klanie mnie nienawidzą. Nienawidzili mnie od początku, bo nie byłem ich. Jestem z Nowego Świtu, a nie z Klanu Rzeki i to się im nie podobało. Jestem Poeta, nie Senny Świt. Gdy mój mistrz zaćpał się na śmierć i osierocił mnie w lecznicy w wieku niewiele starszym od ciebie teraz, następnego dnia już miałem kandydatów pod lecznicą. - Wbił pazury w ziemię, by uspokoić serce. - A ja? Ja nie jestem potulny. Nie dam się stłamsić i uznać, że ich zachowania są właściwe. Potrafię się postawić. Być niemiłym. A oni chcą kogoś, kto ich wyleczy, ale nie musi słyszeć za to dziękuję.- Wszystko go teraz irytowało. Szum liści. Wiatr. - Wiesz, dlaczego tyle zwlekałem z wyborem? Bo to niebezpieczne. Gdybym wybrał kogoś z czystej krwi rzecznej, dzień po skończeniu treningu, byłbym wygnany. Oni mnie nienawidzą. I jedyne, co pozwala mi z nimi żyć, to ta rola. Nieważne jak miły i życzliwy staram się być, wciąż nie jestem w pełni zasymiliowany. I to się nigdy, nigdy nie zmieni. Musisz mi coś obiecać, Sól. - Spojrzał się jej bezpośrednio w oczy. Wiedział, że nigdy tego nie robiła. - Będziesz zawsze w mojej obronie. Będziemy współpracować, nieważne co. Jeśli coś się stanie jednemu, drugie zrobi wszystko, żeby przywrócić go do stabilności. Bycie medykiem to też funkcja polityczna. Musimy być jednomyślni. Zajmować jedno stanowisko wobec oszczerstw Klanu. Koty znienawidzą ciebie i mnie za to, że wybrałem kogoś jak ja. Z Nowego Świtu. Biorąc cię pod swoje skrzydła, chronię swoją przyszłość i przyszłość Nowego Świtu. Jesteśmy jednymi z niewielu, którzy dalej mogą nieść pamięć naszym przodkom. - Czuł, że zaczynał wariować. - Resztę istotnych rzeczy powiem ci podczas treningu. Mniemam, że przyjmujesz ofertę, prawda?
Nie mogło być innej odpowiedzi.
//Sól!!
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Oświadczenie Poety zaskoczyło mnie, ale szybko przeszło w zmartwienie. Nie byłam pewna co się stało, ale jego zachowanie było inne. Zgodziłam się bez wahania; w trakcie ziół będzie lepiej poruszyć ten temat. Jednak gdy przyszedł czas, nie byłam pewna jak zacząć i kiedy. Nie sądziłam, by starszy kocur chciał rozmawiać zbyt blisko Obozu, dlatego dałam mu się prowadzić. Poza tym, moja uwaga szybko przeszła na medykamenty, które zaczął mi wskazywać–uderzyło mnie, że naprawdę wreszcie zgodził się mnie wziąć. Gdyby nie nieustannie siedzący z tyłu głowy niepokój, nawet kiedy się na nim nie skupiałam, byłabym niezmiernie podekscytowana.
Kiedy zdanie "zostajesz moją Terminatorką" padło z pyska Poety, moja głowa odwróciła się w jego kierunku tak szybko, że prawie wdepnęłam w jego z kretowisk; na szczęście zdążyłam kątem oka zauważyć jego ciemny kształt i zejść nieco na bok. Zamarłam w miejscu razem z nim. Moje serce zaczęło bić szybko, a w głowie nastał chaos. Skąd taka nagła decyzja? Czy przyprowadził mnie tutaj specjalnie po to, by to powiedzieć? Przełknęłam ślinę i zmusiłam się skoncentrować na jego dalszych słowach, by mi nie umknęły. "Z twoimi dolegliwościami to jedyna rola, która pozwala ci dobrze służyć dla klanu" zakłuło nieprzyjemnie w mojej klatce piersiowej, ale nie miałam czasu przetrawić tego uczucia. Poza tym... coś było nie tak. W jego postawie. Jego kolejne słowa zaczęły nadawać kontekst do jego stanu.
Gdy wreszcie cisza nastała między nami, znalezienie głosu zajęło mi parę uderzeń serca; stałam tak chwilę z uchyloną żuchwą. Mój wzrok ani na moment nie opuścił szarej mordki; teraz w szczególności zmusiłam moje oczy do pozostania w miejscu. To było... dużo, bardzo dużo do przemyślenia, ale widziałam, jak ważne to było dla Poety, dlatego nie zwlekałam długo z odpowiedzią. Przykro mi było go widzieć w takim stanie. To, co mi powiedział... było smutne. Chciałam mu powiedzieć, że to nieprawda, że nie jest nienawidzony i nikt się go nie pozbędzie, ale byłam zarazem pewna, że nie był to dobry pomysł–ani teraz, ani kiedykolwiek indziej. Z całą pewnością długo mu to siedziało na sercu. I... nie wiedziałam ile w moich słowach byłoby prawdy. Jeśli naprawdę było ryzyko, że mógł zostać wygnany, ja–
Odetchnęłam głęboko, starając się samą siebie uspokoić.
— R- rozumiem. Zgadzam się — odpowiedziałam z powagą.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves
Nie spodziewał się innej odpowiedzi.
Kocur, mimo, raczkującej wiosny, poczuł ogromny chłód i wyrzuty gorąca jednocześnie. Zaczął się dusić, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo skoro dalej żył i nie zaczął się dławić, tlen jakimś cudem wpadał do jego klatki piersiowej. Medyk strząsnął, chcąc wyzbyć się parszywego uczucia stłoczenia i niepokoju. Nie pomogło. Zdobył się na to, by pokiwać Sól głową. To już oficjalne. Została jego terminatorką.
Przysięga. Musiała na coś przysięgnąć.
Gdy Poeta zaczynał swoją ścieżkę, Cis nie mianował go uroczyście, ale po domowemu, w lecznicy. Nie zmienił jego imienia, a przysięga, jaką mu dał, powoływała się na Gwiezdnych. Nie mógł jej tego zrobić. Po prostu nie mógł, nie był w stanie.
- Bycie medyczką--- - reszta zdania ugrzęzła w gardle kocura. Przełknął ślinę. - Oznacza, że Klan będzie wymagać od ciebie wiary w Gwiezdny Klan. Ja w niego nie wierzę i będę szanować twój wybór. Musisz jednak wiedzieć, że Klany mają własny kult przodków. I nawet jeśli nakłamią ci, że jest on otwarty dla wszystkich, zawsze mam w głowie to, jak dusiłem się dymem. Nie było wtedy ani jednego kota, który zmaterializowałby się z gwiezdnego pyłu i wyprowadził ku bezpieczeństwo. To samolubni, egoistyczni bogowie. Urojenie - westchnął i uciął część zdania. - Jako medyk powinienem wymagać od ciebie przysięgania na wszystkie słodkie wartości i to, że będziesz ich służebnicą. Ale ja, proszę ciebie, byś przyciągnęła na Nowy Świt. Byś przysiągnęła tego, że nigdy nie zapomnisz swoich korzeni i tego, byś nie uległa presji innych. Wiem, że pewnie brzmię jak wariat, ale kiedy ogłoszę twoje imię na ceremonii, mogę mieć pewność, że sama zobaczysz krzywe spojrzenia od połowy Klanu. Nie kłamię. Naprawdę. Ja... - Wziął głęboki oddech i wstał, nie mogąc usiedzieć w miejscu. - Nie będziesz moją pierwszą terminatorką. Niedawno skończyłem nauki Ważki z Wichru. Potrzebowała dostać wiedzę medyczną jak najszybciej, a ja zaryzykowałem wiele, przekazując jej ją w całości. Wydawało mi się, że szanowała mnie i zostaliśmy przyjaciółmi. Ale ona uległa presji. Nie pozwoliła mi się mianować na medyka. Nie powiedziała mi nawet o swoich zamiarach, choć do końca treningu łgała mi, że pójdziemy wspólnie na mianowanie. Musisz mi obiecać, przysiąc, że nie zostawisz mnie jak ona. Przysięgasz?
Tego od niej potrzebował. Wymagał.
- Mam nadzieję, że jestem tylko przewrażliwiony. Martwię się o to, że Klan Rzeki może chcieć zemsty na mnie, gdy dowiedzą się, że mam następcę. A potem i tobie mogą coś zrobić, bo nie jesteś czystej krwi, nie jesteś Rzeczna---Ale to pewnie tylko strach. Ja i Noc, Nocna Gwiazda, my... Jesteśmy ze sobą blisko. Mam nadzieję, że nasza bliskość, jego uczucie do mnie, jakoś załagodzi sytuację...
Miał nadzieję, że po prostu będzie dobrze.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Księżyce: 48 Mistrz: Rusałkowy Zagajnik, Mknący Strumyk Płeć: niebinarna [afab] Zaimki: ona/ono/jej Matka: Księżyc [*] Trwałe urazy: lekki oczopląs i krótkowzroczność[-1 zm, okazjonalne bóle głowy]; nadwrażliwość na słońce; rozległe blizny po poparzeniach[chroniczne bóle/swędzenie, lekko zniekształcona prawa strona głowy]; brak połowy prawego ucha
Budowa Soli jest przeciętna pod każdym możliwym względem-ani przesadnie krucha, ani jakoś specjalnie mocna. Jej sylwetka jest całkiem proporcjonalna, pokryta puchatą i miłą w dotyku sierścią. Grzbiet różowego nosa jest wyraźnie zgarbiony.
Od pierwszego lepszego białego kota Sól wyróżnia źródło owego koloru; wynika on z albinizmu, przez który łatwiej choruje i musi unikać słońca. Jej oczy mają bardzo bladą, błękitną barwę, ale przez większość czasu wydają się czerwone. Inną, jeszcze bardziej charakterystyczną cechą są rozległe, lekko wypukłe blizny na ciele Soli. Największe ciągną się przez grzbiet i prawą stronę tułowia. Trzy kolejne znajdują się również po tej samej stronie: na przedramieniu, łopatce i głowie- te ostatnie wraz z wiekiem nieco zniekształciły prawą stronę jej mordki. Brakuje jej też połowy prawego ucha.
Sól jest cicha, ze skłonnościami do izolowania się od innych kotów; mimo to zagadnięta nie unika interakcji. Nocny tryb życia nie ułatwia socjalizacji, choć pozwala jej unikać przytłaczającego, Obozowego gwaru. Stłumiona, ale już nie zastraszona jak kiedyś–coraz częściej przebija się na zewnątrz frustracja, która nie pozwala jej się w pełni zatrzymać. Stara się otwierać na ile może z bliskimi jej kotami, ale w stosunku do reszty jest dość zamknięta w sobie. Mimo to nie straciła swojej łagodności i empatycznego podejścia do innych kotów.
Niska samoocena trzyma jej się zawzięcie, szczególnie kręcąc się wokół blizn na mordce, które z upływem księżyców odrobinę zniekształciły jej głowę. Stara się funkcjonować nawet w gorsze dni, kiedy jej blizny swędzą nieprzyjemnie, ale jej nastrój jest wyraźnie gorszy. Strach przed ogniem i dwunogami podąża za nią nieustannie, co jakiś czas jawiąc się pod postacią koszmarów. Ma frustrującą tendencję do jąkania się.
Słuchałam z uwagą kolejnych słów Poety, decydując się wszelkie przemyślenia zostawić na później. To, co się liczyło najbardziej–to to, że mnie potrzebował. I tak jak on mi pomógł, tak ja nie zamierzałam się od niego odwrócić. Był jedną z ostatnich rzeczy, przez które miałam jakąkolwiek formę kontaktu z grupą mojej mamy, z Nowym Świtem. Był... rodziną. Klan Rzeki traktował mnie dobrze, ale tylko przy Poecie czułam się, jakbym do czegoś należała. Mój oddech zadrżał lekko, gdy wypuściłam powietrze z płuc. Nie byłam pewna swojego nastawienia względem Przodków Klanu Rzeki, choć czasem zastanawiałam się, czy koty spoza Klanów wchodziły w skład Gwiezdnego Klanu. Trudno jednak nazwać konieczność wyboru między jednym a drugim wewnętrzną rozterką.
Wspomnienie o innej Terminatorce sprawiło, że poruszyłam nieznacznie uszami, ale zaraz cofnęłam je lekko, gdy kontynuował temat. "Przykro mi", chciałam powiedzieć, ale nie chciałam mu przerywać; chwilę później otrzymałam kolejne pytanie. Wyciągnęłam usta w nieco bladym, aczkolwiek łagodnym uśmiechu.
— O- oczywiście, że przysięgam, Poeto. Niezależnie o- od wszystkiego — odpowiedziałam mu szczerze.
Nie byłam jeszcze pewna czym było to wszystko, jakie były konsekwencje, ale... jakie miało to znaczenie, gdy stojącym przede mną kotem był mój wuj? Choć musiałam przyznać, jeśli miał rację, nie brzmiało to dobrze. Przełknęłam ślinę z lekkim trudem, ale nie odwróciłam spojrzenia.
— Blisko...? — zapytałam cicho, ale zaraz potrząsnęłam głową. — A- ale czy naprawdę można wygnać Medyka? — dodałam szybko; myslałam, że ta ranga stawiała go ponad wszystkich oprócz Przywódcy.
x
x x ✩₊˚.⋆☾⋆⁺₊✧xxxxxxxxxxxxxxxxxxx
I want to spinsomethingoutofnothing lead to gold, spring from winter storyfrommotedsky
I wanna help mother upanorchard fromaseedup through sapling
the way theyencourageone another
to push high, touch the sunlight againsttheirtenderleaves