Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
xxxSmok chciał lepiej zapoznać się z okolicą. Nie tylko z samym osiedlem, ale również tym co poza nim. Nie chciał być przecież do końca życia, a może raczej obecności tutaj, tym nowym. Trzeba było wiedzieć o jakich miejscówkach jest mowa. Chociaż nie wiedział czy koty z osiedla, a już szczególnie te z gangu zapuszczały się tak daleko. W takim wypadku robił to dla własnej rozrywki. Po co siedzieć w jednym miejscu, gdy ma tyle do zwiedzania. Chociaż on i Alikorn z większego miasta niż to tutaj, jednak był zaznajomiony z końmi. Były tymi wielkimi, ale strachliwymi bydlakami, ale jednak miały w sobie tę odrobinę gracji. xxxPrzyglądał się im tylko chwile i miał już iść dalej, gdy wleciała w niego torpeda. Wielka, ale gówniara. Miała nietypową budowę, ale nic czego nie widział już wcześniej. Jej zapach, nie był typowy dla leśnego kota. Był w tym też zapach dwunoga, ale wywietrzały. Dawny pieszczoszek? Jego matka gardziła takimi najbardziej, ale Smok nie miał o nich wyrobionego zdania. Na pewno byli sprytni, wykorzystując ludzi, by mieć wszystko podane do pyska, ale czy takie życie nie było po prostu nudne? Może ona też tak uważała to samo? Jakoś średnio go to obchodziło. Musiało jej jednak być ciężko przestawić na napełnianie swojego brzucha samemu. Szczególnie patrząc na jej technikę łowiecką. Można by to wykorzystać. xxx- Och moja wina! Soraski - rzucił z głupkowatym uśmiechem, ale skruchą w głosie. - Mogę ci to wynagrodzić. Pokaże ci lepszą technikę, a w zamian podzielmy się czymkolwiek złapiesz. Co ty na to? -
xxxxPrychnęła. - No. Twoja wina! - potwierdziła to jeszcze, by nieznajomy nie miał wątpliwości. Na pewno nie takiego zachowania oczekiwał od niej Kokosanka, który mówił, że raczej ma uważać z innymi kotami, by ci przypadkiem nie zrobili jej krzywdy. A Strzyga bez problemu się naprzykrzała, pyskując do dużo starszego od siebie kota. Niewiele miała wcześniej kontaktu z innymi, może to dlatego nie miała pojęcia jak się zachować. Na propozycję bezimiennego kota podniosła jednak zainteresowana uszy, patrząc na niego z intrygą. Kokosanka nie chciał jej nauczyć polowania, pomimo, że prosiła o to praktycznie co chwilę. Zawsze miał jakąś durną wymówkę! Wydawało się więc, że szylkret spadł jej z nieba. - O! No! Dobra - zgodziła się niemalże od razu, stając przed kocurem, - SŁUCHAM UWAŻNIE.
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
xxxNo cóż nie dało się odmówić kotce braku instynktu samozachowawczego. Na pewno nie działało to na jej korzyść. Gdyby nie jej urocza mordka, pewnie przemyślałby jeszcze raz swoją propozycje. Jednak nie był z tych co łatwo się obrażają. W końcu spędził tyle czasu z Alikornem, że zdążył się przyzwyczaić. xxx - Może zacznijmy od tego słoneczko, że mi się przedstawisz i powiesz co już wiesz? W tedy będę wiedział na czym stoję i od czego zacząć. Wiesz jak wygląda pozycja łowiecka? Albo jak się poluje zależnie od zwierzyny? - zaczął. To była jakaś podstawa, chociaż nie spodziewałby się by pieszczoszek je miał.
xxxxSzybko zmieniła swoje nastawienie - teraz na jej łaciatej mordce nie było nawet krzty gniewu. Jej oczy błyszczały zaciekawieniem i absolutnym oczarowaniem kocurem, z którym przyszło jej rozmawiać. Był dla niej niczym bohater, dawał jej wiedzę, a ona jej pragnęła. Naprawdę bardzo. Wbiła w niego wielkie oczyska, kiedy zaczął zadawać jakieś durne pytania. Skąd miała to wiedzieć? xxxx- O! O! Jasne. Słoneczkoooo... ja Strzyga jestem, ale jak chcesz, możesz mi mówić słoneczko - uśmiechnęła się szeroko. Słodkie! Ksywka! Nigdy nie miała ksywki! Mogła być jego słoneczkiem, pewnie. - Pozycja... łowiecka? - przekrzywiła łeb w bok. Co. - Zależnie od zwierzyny????
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
xxxNa chwilę zgłupiał. Mógł nazywać ją Słoneczkiem? Jasna sprawa, mógłby ją nawet nazywać kurzym jajem, dla niego nie stanowiło to różnicy. Znaczy oczywiście nie taka była jego intencja, ale ostatecznie kogo to obchodzi tak długo jak dostał to co chciał, czyli coś by napełnić swój brzuch. Naiwniara, ale ten jej niepoprawny pozytywizm był mu w tej chwili na łapę. xxx - Mnie zwą Smok, zaczniemy więc od podstaw - powiedział dźwięcznie. Nie oczekiwał od niej niczego tak naprawdę niczego, więc jakoś nie szczególnie zawiodła go informacja że Słoneczko nic nie wie. - Pozycja łowiecka, moja droga, to ułożenie ciała, jakie należy przyjąć podczas podchodzenia ofiary. Uginasz łapy, tak by brzuch był blisko ziemi, ale po niej nie szurał, co jest cięższe jeżeli masz dużego brzucha, ale to nie jest coś czym ty musisz się przejmować. Przynajmniej teraz. Zrównujesz głowę i ogon z linią grzbietu. Z tymi twoimi króliczymi uszami, trzymałbym je blisko czaszki. Bez urazy oczywiście, mają one swój urok. Uważaj też by iść pod wiatr, tak byś ty czuła zapach zwierzyny, a nie ona twój, no i co oczywiste, uważaj na to co masz pod łapami. Brzmi prosto i wygląda mniej więcej tak - zaprezentował i przeszedł w ten sposób parę kroków. - Spróbuj -
xxxxSłuchała go bardzo uważnie, analizowała jego posturę ciała, gdy ustawił się w pozycję łowiecką. Dużo było tych zasad, ale to nie było nic, z czym sobie nie poradzi. Ale się Kokosanka zdziwi, jak przyniesie mu dzisiaj kolacje! Już się nie mogła doczekać, w końcu jak będzie znać już podstawy, to z praktyką nie będzie problemu. xxxx- Oookeeej - wymruczała na znak, że chyba załapała. Ugięła łapy, tak, że jej brzuch nie szurał po ziemi, ale była niżej. Ogon zrównała z grzbietem i głową, przynajmniej się starała??? ale to jakieś mega dziwaczne! Przycisnęła tez uszy do czaszki i spojrzała na Smoka. - I jak, i jak?? Już git? Głupio się czuję - przyznała, bo pewna była, że wygląda jak dziwak.
Smok to niski, ale długi szylkretowy kocur. Pod długą, lśniącą, miękką sierścią, kryje się warstwa tłuszczu i mięśni. Uważa się za przystojnego kocura i ciężko się z tym sprzeczać. Jego futro jest w stonowanych odcieniach kremowego i niebieskiego zalanych przez mleczną biel. Nos ma ciemno szary na płaskim pysku. Ma dwoje intensywnie bursztynowych ślepi.
Równe rozcięcie na czubku prawego ucha
Typ flirciarza i lekkoducha. Żywiołowy, łatwo odnajdzie się w każdej sytuacji. Lubi kwestionować idee i testować granice. Sam nie lubi brudzić sobie łap, od tego ma przecież Alikorna. Nie lubi jednak walczyć z innymi kotami. Nie czuje się w tym pewnie. Jedyne co ma dla niego równie duże znaczenie co urok osobisty, to on sam i może ewentualnie rodzina. To on jest mózgiem i gadułą z dwójki braci. Z jednej strony leniwy i wygodnicki, z drugiej ma w sobie ducha przygody. Potrzebuje wrażeń, szybko się nudzi. Często miesza kłamstwo z prawdą, ale nie boi się powiedzieć tego co leży mu na języku. Ma niesamowitą słabość do błyskotek.
- Tak, nie przejmuj się, przyzwyczaisz się - stwierdził. Słoneczkowa naiwność po raz kolejny się przydała. Nawet przez chwile przez głowę jej nie przeszło że robi ją w jajo. Lepiej dla nich obu, bo pomijają etap w którym musi jej tłumaczyć, że tak, tak się poluje. Czy uważał że wyglądała głupio. W ogóle, jako kot wychowany w lesie, było to dla niego najnormalniejsze rzecz w świecie. - Możesz się już wyprostować. Przechodząc dalej. Zależnie od typu zwierzyny różnie się do niej podchodzi. Uszaki, czyli zające i króliki, mają naprawdę dobry słuch, więc kiedy do nich podchodzisz musisz wyciszyć oddech. Następne niech będą gryzonie, jak myszy, nornice i krety, ale też jaszczurki, żaby, chociaż te dwa gryzoniami nie są to są na tyle małe i blisko ziemi że wyczuwają drgania podłoża. Podchodząc do nich musisz przenieść ciężar ciała na tylne łapy. No i zostają nam tylko ptaki, one mają bardzo dobry wzrok, no a przynajmniej do tego co się rusza. Gdy próbujesz takiego złapać, to spróbuj się chować za tym co masz w pobliżu, ewentualnie, jak jesteś na pustej polanie, po prostu zastygaj w miejscu. No i myślę że to tyle. Nie jest to jakieś bardzo skomplikowane, więc myślę że w praktyce się wyrobisz -
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Róża wymknęła się późnym wieczorem z obozu, czując, że potrzebuje odetchnąć świeżym powietrzem, a gnieżdżenie się z bandą terminatorów w jednym miejscu było dalekie od świeżości. Zapachy jej nigdy nie drażniły, ale ból po pustce pozostawionej przez brata i przyjaciela wcale nie malał, czasami miała wrażenie, że nabierał na sile, a to sprawiało że czuła, jakby dusił ją ciężki klimat utrzymujący się w Klanie.
Wyszła dalej poza tereny Gromu, udając się tuż pod drewniane ogrodzenie, by wskoczyć na nie i rozglądać się wokół. Niemal cała czarna sierść doskonale zlewała się z otoczeniem i Róża uznała, że może powinna częściej wymykać się wieczorami, choćby na polowania.
/omen!
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Pokraka, którą prowadził do Klanu Wichru akurat odsypiała coś... w środku dnia?... w kryjówce niedaleko, jednak Mord nie spał w tym momencie. Dlaczego? Bo miał problem. Nie wiedział w sumie, w którą stronę tak naprawdę powinien iść, żeby trafić do swojego domu, bo nie tędy go Dwunogi zabierały jak go porywały, więc przydałoby się pójść na zwiad i zobaczyć co będzie pasować. Tak więc syn Traszkowego Grzbietu postanowił łaciatą pokrakę zostawić na jakiś czas samą i poszedł rozglądać się za jakimiś wskazówkami dotyczącymi dojścia do Klanu Wichru, skoro już byli niedaleko terenów Czterech Klanów, i tak właśnie Mord zaszedł w okolicę Siedliska Koni. Może tu udałoby się mu kogoś spotkać, kogoś z informacjami? Miło by było.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
W końcu nadszedł czas by wybrać się na jakąś porządną wyprawę! Tereny klanu znał już wystarczająco dobrze, by mógł zapuścić się dalej. Te kawałek dalej nie były mu całkowicie obce, przez co wydawały się mniej interesujące. Podczas Pory Nowych Liści z pewnością byłoby więcej rzeczy do oglądania, ale nie było sensu czekać tak długo. Oprócz tego teraz też będzie w stanie odkryć coś fascynującego.
Wstał zanim zaczęło świtać, aby mieć jak najwięcej czasu na wyprawę. Słońce szybko opuszczało niebo, więc musiał się pilnować. Udał się w kierunku Bobrowej Tamy, tam przekroczył granicę Klanu Rzeki i ruszył przed siebie. Szedł wzdłuż rzeki, zastanawiając się, czy da się ją gdzieś przekroczyć. Niby mógłby ją przepłynąć, ale chciał oszczędzać siły. W końcu znalazł jakieś przewalone drzewo i przeszedł po nim.
W oddali zauważył dużą łąkę, po której chodził stworzenia przypominające sarny. Stwierdził, że musi się im przejrzeć. Po dłuższej chwili dotarł do długiej linii zbudowanej z pni drzew, wskoczył na jeden z nich i zaczął się rozglądać. Liczył, że któreś ze stworzeń będzie w pobliżu i uda mu się dokładnie je obejrzeć. Zamiast tego zauważył czyjąś białą sierść. Natychmiast podbiegł do obcego kota, nawet nie myśląc o tym, że może stanowić zagrożenie.
— Hej, jestem Chaber. A ty? — Przywitał się przyjaźnie, podchodząc do nieznajomego.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord kątem oka zauważył biało-niebieskiego kota biegnącego w jego stronę i odruchowo odskoczył w tył, na wypadek gdyby nieznajomy próbował go zaatakować. Biały kocur przygotował się do potencjalnego kontrataku, jednak pierwszy atak nigdy nie nastąpił. Co syna Traszkowego Grzbietu zaskoczyło, aczkolwiek nie sprawiło, że miał się mniej na baczności. Ten drugi miał szczęście, że biały od razu nie sięgnął po zamach z pazurami, bo by się polała krew. Nie wiedział jakie zamiary miał nieznajomy, więc musiał liczyć się ze wszystkim. Mord zmierzył tego całego Chabra bezemocjonalnym aczkolwiek w jakiś sposób lodowatym wzrokiem dwukolorowych ślepi, a dopiero po dłuższej chwili milczenia odezwał się krótko.
-Mord. Czego chcesz? -przeszedł od razu do konkretów. Biały kocur nie był z tych co go interesowały gadki szmatki- Kim w ogóle jesteś?
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Nastawił się na nowego przyjaciela, a wystarczyło, że zrobiłby o jeden krok za dużo, a oberwałby w nos. Wiedział, że samotnicy są różni, w końcu sami musieli sobie radzić z przeżyciem. Jednak liczył, że spotka takiego, który stara się żyć w pokoju z innymi, a nie wierzy w swoją siłę. Liczył jednak, że jakoś uda mu się z tego wyjść w całości. Nie był pewien co Poeta sobie o nim wtedy pomyśli i chyba wolał tego nie wiedzieć. Mord powtórzył w myślach, miał nadzieję, że nie była to przepowiednia. Mama chyba nie dałaby rady, gdyby straciła jeszcze jego.
— Jestem z Klanu Rzeki — ani mu przez myśl nie przeszło kłamać. Nie wpadł nawet na to, że mogą być samotnicy, źle życzące klanowym kotom. — W sumie to nie chce nic konkretnego. — Rozejrzał się wokół — Poznaję świat i szukam przygody.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Klan Rzeki, brzmiało znajomo. To chyba byli sąsiedzi, co prawda Mord mało kojarzył, bo mało słuchał opowieści dziwnych treści, a potem został porwany przez Dwunogi, ale brzmiało znajomo. Informacje w głowie białego kocura zaczęły się łączyć, a jego postura zrobiła się mniej groźna w stosunku do nieznajomego rzeczniaka Chabra, chociaż syn Traszkowego Grzbietu dalej miał się na baczności. To, że typek mógł mu się teraz przydać nie znaczyło, że nie był potencjalnie niebezpieczny.
-Szukanie przygód jest niebezpieczne -rzucił chłodno i beznamiętnie, a następnie dodał jeszcze- Którędy dojdę do Klanu Wichru?
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Kocur zmienił swoją postawę, zaczynało to iść w coraz lepszym kierunku. Może wystarczy poczekać jeszcze trochę i będą mogli normalnie porozmawiać. Liczył na to, więc rozsiadł się wygodnie i uważnie, jak na siebie, słuchał słów rozmówcy.
— Podobno, jak na razie się nic złego nie stało. Należy być dobrej myśli — uśmiechnął się. Życie było piękne i należało z niego korzystać. — Poza tym Gwiezdni mają mnie w opiece — nie tylko jego zresztą. Przez myśl przeszło mu Oby Sopla i wujka Kasztana nie było wśród nich. Zazwyczaj potrząsnąłby energicznie głową, jednak tym razem opuścił głowę i na moment zamilkł.
— A jeśli chodzi o Klan Wichru — odezwał się po kilku uderzeniach serca. — Znam do niego jedną drogę, jednak powinna zająć około dnia marszu w jedną stronę. Nie wiem czy jest jakaś krótsza.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord wpatrywał się uważnie dwukolorowymi ślepiami w Chabra, który mówił w sumie, że a co się tam takiego na przygodach może niby stać? Ano wiele. Na przykład jego porwali i próbował wrócić do domu, ale czy syn Traszkowego Grzbietu miał powody czy ochotę, żeby dzielić się tym wszystkim z kocurem, którego ledwo znał i nie miał do niego biznesu? Raczej niezbyt, więc postanowił sobie w dużej mierze odpuścić wywody i powiedzieć jedynie w tej sprawie:
-Głupia postawa. Sprowadzisz nią na siebie nieszczęście.
Biały kocur zastrzygł uszami, kiedy zrozumiał, że nieznajomy rzeczniak może jednak coś wie i będzie przydatny.
-Nie ważne. Powiedz -może gdyby Mord umiał w jakiekolwiek emocje to by się uśmiechnął jeszcze do tego zachęcająco i to wszystko brzmiałoby jakoś milej, ale niestety nie umiał i po prostu brzmiał i wyglądał jakby wydawał rozkaz, a nie rozmawiał z rówieśnikiem.