oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Ślimaczek miała rację co do tego, że dziwnooka była niezadowolona, jednak co do intensywności tego niezadowolenia... Już niekoniecznie. Zachowanie kocicy było bliższe zostaniu ugryzionym przez komara albo wpadnięciu w wannę, niż obrażeniu całego rodu Oleander. Może dlatego kocica westchnęła lekko na odpowiedź nieznajomej. - Mm, chyba już doszłyśmy do tego, że jeśli tak się dzieje, to nikt nie chce się do tego przyznać - odparła z drobnym, przyjaznym uśmieszkiem. To prawda, dziwnooka nie zapomni o tym, tak jest już w jej naturze. Nie znaczyło to jednak, że nie potrafi sobie odpuścić... zazwyczaj. Na szczęście tym razem była to sytuacja, w które odpuścić potrafi. Na kolejne słowa nieznajomej kocica parsknęła, nie potrafiąc nawet udawać, że jest zła. - Nie mogę powiedzieć, że nie masz racji - stwierdziła ze cichym śmiechem. - Oleander jestem, swoją drogą - dodała moment później, zdając sobie sprawę, że w tym wszystkim się nie przedstawiła. Najwyraźniej jej własne maniery też gdzieś wywiało razem z zimowym wiatrem. - Jesteś stąd? - dopytała z zainteresowaniem. Co prawda spędziła trochę czasu w okolicach z matkami i zdecydowanie nie mogła powiedzieć, że nie jest z terenem obeznana, ale na wylot siedliska koni nie znała. Winorośl zawsze kazała jej się trzymać od koni z daleko, ponieważ jeden kopniak - nawet przypadkiem - od takiego mógł wysłać kota na tamten świat.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ulga. Udało się i temat został rzucony w niepamięć. Ślimaczek odwzajemniła uśmiech i kiwnęła leciutko głową. Późniejsze parsknięcie nieznajomej już całkowicie utwierdziło ją w przekonaniu, że konflikt został zażegnany.
- Oleander? To chyba klanowe, masz tam korzenie? - Bo jednak zapach kocicy wskazywał na samotnicze życie. Albo to węch Ślimaczek zaczął już zawodzić. Wcale by się nie zdziwiła! W każdym razie, bezpośrednie pytanie o klany zdało jej się oczywiste, w końcu nie tak daleko stąd znajdują się tereny tych wielkich społeczności. Na ogół napotkane w tym miejscu koty mają jakieś połączenia z klanami. Tak jak ona, chociażby. - Moje Ślimak. Ale uprzedzając pytania, nie jestem klanowa. - Głupio wyszło, bo znów musiała kłamać. Ta myśl boleśnie wgryzała się gdzieś w jej umysł, jednak nie było innego wyjścia, niż próbować ją stłumić. Nie chciała przyznawać się do swojej przeszłości... Chyba z przyzwyczajenia. A skoro już została zapytana o pochodzenie, nie mogła milczeć. - Obecnie pomieszkuje na Topiołkach, bo mega mi się spodobało tamto wielkie jezioro. Ale przywiało mnie z osiedla... I raczej nie zamierzam tam wracać. Byłaś? - Jeśli tak, to prawdopodobnie kotka mogła zrozumieć to negatywne nastawienie... A jeśli nie, no to pewnie będzie trzeba nieco poopowiadać. Nie żeby było w tym coś złego!
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Póki co ulga, konflikt zażegnany, i tak dalej. Co prawda interakcja ich nie zaczęła się najprzyjaźniej, ale może jeszcze coś z tego będzie. Szczególnie, że Ślimaczek zapytała o klanowe korzenie, co spowodowało, że dziwnooka dumnie wypięła pierś, kompletnie przy tym zapominając o swoim obiedzie, który nadal leżał obok. Chyba jednak jej posiłek ciepły nie będzie, nie przy tych temperaturach. - Nie wiem czy klanowe, moja rodzina po prostu bardzo lubi kwiaty - tutaj, w przeciwieństwie do swojej rozmówczyni, kocica nie kłamała. - Ale co do klanowych korzeni masz rację! Po obu matkach w sumie - dopowiedział natychmiast. Zapytanie o rodzinę było bardzo łatwym sposobem na odwrócenie uwagi Oleander. - Ale matki w klanach się nie urodziły, klanowe korzenie są nieco głębiej w ziemi - wyjaśniła szybko. Był to poniekąd sposób na wyjaśnienie czemu Oleander w klanie nie jest. Nie przez jakiś wielki grzech, wygnanie czy ucieczkę. Po prostu urodziła się poza nimi. - Bardzo ładne imię - skomentowała dodatkowo. Ślimaki były całkiem urocze jak się je trochę poobserwowało, więc imię po nich również było ładne. - Oh, Topiołki! Bardzo ciekawe miejsce! Skoro tam mieszkasz to w sumie ciekawa jestem, umiesz łapać ryby? Bo to chyba bardzo przydatne w takim miejscu - kontynuowała rozmowę nie pozwalając na moment ciszy. - Z osiedlem kompletnie rozumiem, ludzie potrafią być straszni - pokiwała głową ze zgodą. - Ale bywam tam sporo, ciotka mieszka z ludźmi. Na szczęście ci jej są całkiem mili, nigdy się nas nie czepiają jak odwiedzamy! - odpowiedziała bez większego namysłu na pytanie. Osiedle było wielkie, nawet jeśli Ślimak okaże się być nieprzyjemna jednak to raczej nie znajdzie tam ani Oleander, ani jej rodziny. Z tego też powodu nieszczególnie martwiła się akurat tą informacją. Były inne rzeczy, którymi musiała się martwić w życiu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
No i strzeliła. Jak się zaraz okazało, kotka sama w sobie z żadnego z klanów nie pochodzi... Ale jej przodkowie już tak. Pytanie tylko, z którego. Albo których. Bo różnie bywa.
- Ah, więc tak. Pewnie dlatego nie wracasz? - Dopytała, wyłącznie z ciekawości. Dawno temu wydawało jej się, że życie w klanie, w dużej grupie, pośród wielu kotów, jest... Lepsze. Przekonała się, że nie do końca. Prędzej powiedziałaby, że łatwiejsze... I nieco ciekawsze, o. Bo gdy nie trzymają cię żadne zasady, gdy możesz chodzić gdzie chcesz i robić co chcesz... Prawdopodobieństwo tego, że w życiu wydarzy się coś niespodziewanego, znacznie wzrasta. Ślimaczek to wiedziała, chociaż chyba wolałaby nie wiedzieć... Bo przecież większość rzeczy, które zesłał jej los to totalne katastrofy i masakry. Przyjęła je na klatę.
Wdzięcznie się uśmiechnęła, gdy padł komplement dotyczący jej imienia.
- Łowić nie potrafię, niezbyt lubię się moczyć. Chociaż! Kiedyś pamiętam, że ktoś mnie tego uczył. Ale bardzo dawno, we wczesnej młodości. Teraz raczej nie potrafiłabym złapać żadnej ryby... Ale może warto by kiedyś spróbować? - Coś jej świtało, że Niedźwiedzi Ryk poświęcił chwilę na treningu, by ją tej umiejętności nauczyć... Ale nie była pewna. Równie dobrze to mógł być dziwny wymysł jej głowy... Albo wydarzyło się to we śnie. Ciekawe. - Dobrze trafiła w takim razie, ta Twoja ciotka. Moje wspomnienia z ludźmi są raczej negatywne. Z paroma wyjątkami, bo jest takie jedno jezioro, przy którym ludzie przygotowują do zjedzenia ryby... - Miała na myśli smażalnie, rzecz jasna, ale tego słowa akurat nie znała. Nie przeszkadzało jej to jednak w rozmarzeniu się na ten temat. - Te ludzko-jadalne są o wiele lepsze niż surowe. No i właśnie tam często jadałam, bo pracownicy na ogół nie mieli problemu z dzieleniem się. - Klienci też nie. Ale bywały wyjątki. A z tak charakterystycznym wyglądem trzeba bardzo uważać, by nie podpaść.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Zdecydowanie poprawnym pytaniem byłoby "z których", ponieważ drzewo genealogiczne Oleander rozrastało się daleko i wysoko. Dziedzictwo Porannej Rosy nadal było na tym świecie, nawet jeśli nie w jej klanie. Na pytanie o powrót do klanu dziwnooka przechyliła lekko głowę ze zdziwieniem. - Nie urodziłam się w klanie. Wątpię, żeby chcieli przyjąć dorosłego kota tylko dlatego że jego rodzina stamtąd pochodzi - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Nie była pewna czy klan byłby dla niej dobrym miejscem, nawet jeśli byliby skłonni ją przyjąć. Słyszała różne historie na temat tego, jak samotnicy byli w różnych klanach traktowani i jakie skojarzenia pewnie klanowe koty z nimi miały. - Chyba warto! Poza Rzeką mam wrażenie znajomość łowienia ryb jest dość rzadka, więc miałabyś mniej konkurencji w polowaniu! - skomentowała Oleander wesoło. Pomimo początkowej urazy miała aktualnie dość dobry humor. - W sumie to bardziej matki mojej ciotki dobrze trafiły! Bo moja ciotka w sumie się tam u tych ludzi praktycznie urodziła, ich pieszczoszka zaadoptowała kociaki naszej prababci, Bluszcz! - dodała, nie mogąc się powstrzymać od opowiadania historii swojej rodziny. Coś na tyle personalnego pewnie nie miało dla Ślimak znaczenia, ale Oleander miała długi język. - A to całe miejsce z rybami brzmi cudownie! Słyszałam od ciotki i paru innych samotników na osiedlu na temat zwierzyny przygotowywanej przez ludzi - liczba ludzi dobrych dla samotników była ograniczona, ale kotów na ogół było na tyle dużo, że i nie takie informacje czy plotki dziwnooka słyszała. To tylko pogłębiało wiarę Oleander w to, że ludzie są dziwni.
i cantellyouhowthestorygoes ifyoudieX..X✩.X.X★X.X.✩.XX.★ ★XX✩XX.★.XXif youjustgetold allXx.together.xXorXx.allXxalone likeyourmotherandyourfathertoo allgrown upbutthey'rejustlike you andyou'regoing todo itallanew ★ ★ ★ BETTERRUNFORTHEHILLS XXXXXXXXXXXXXXX↪RUN
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Ah, źle się określiła! To znaczy, błędem było założenie, że białowłosa, nie mając tak naprawdę żadnej styczności z klanami, będzie świadoma łatwości, z jaką mogłaby do któregoś dołączyć, gdyby tylko wyraziła taką chęć. Ślimaczek doskonale wiedziała, że więzi krwi w tej kwestii znacznie ułatwiają sprawę, nawet jeśli są tak dalekie. A gdyby się jednak nie udało... To zawsze można spróbować szukać szczęście w Klanie Cienia. W końcu tam szansa na przyjęcie jest praktycznie stuprocentowa, nie ważne kim jesteś i skąd pochodzisz. Tak przynajmniej było za czasów Psiej Gwiazdy, który bezmyślnie przygarniał do siebie każdego kota. Ale Ślimaczek wiedziała tylko tyle, tak właściwie. Bez szczegółów. Nigdy nie udało jej się poznać powodów i motywów okrutnego tyrana. Informacje były zasłyszaną plotką od okolicznych samotników. Wieści się roznoszą.
- Podobno przyjmują! Słyszałam, że masz o wiele większą szansę, jeśli Twoi przodkowie żyli w klanie. Nieważne, czy to matki, babki czy kuzynki. - Mogła ją uświadomić tylko w ten sposób. Przyznanie się wprost, że ma taką wiedzę z pierwszej ręki, nie wchodziło w grę. - A tak poza tym, ostatnio na granicy Klanu Wichru dwa razy (!!) proponowano mi dołączenie, pomimo że nie jestem w żaden sposób związana z tamtym środowiskiem. Zdziwiłam się, może rzeczywiście nie tak trudno jest się do klanu dostać. - Podzieliła się wspomnieniami, które w idealnym momencie pojawiły się w jej głowie. Nie kłamała, te sytuacje rzeczywiście miały miejsce i Ślimaczek do tej pory czasami zastanawia się, co takiego sobą zaprezentowała, że spotkał ją ten zaszczyt. A może po prostu brakuje im kotów? Odrzuciła tę myśl.
Oleander mówiła z sensem. Szylkretka skupiała się na jej słowach, delikatnie kiwając głową, nie tylko na znak zgody, ale również zapisywania tych wniosków w głowie. Coś z tym później na pewno zrobi, z pewnością!
- Racja. Tylko znaleźć teraz kogoś, kto postanowi bezinteresownie pomóc... Eh, w sumie warto spróbować. Na granicy z Klanem Rzeki jeszcze nie byłam, trzeba się przekonać jakie tam mają nastawienie do samotników. - Bo są tacy, co poświęcą chwilę na miłą pogawędkę... Ale i tacy, co z marszu ruszą dzikim biegiem, by intruza odstraszyć. Brakuje czasu, by się choćby przywitać!
Mogłoby się wydawać, że historia rodzinna dopiero co napotkanej samotniczki, nie będzie interesowała Ślimaczek... A tu proszę, szylkretka uważnie słuchała, reagując uśmiechem na słowa Oleander. Też mogłaby coś o swojej rodzinie opowiedzieć, ale to by się wiązało z wyjawieniem przeszłości, więc... Odpada. - Bluszcz? To teraz już nie mam wątpliwości, że Twoja rodzina lubi kwiaty. Chociaż to chyba bardziej... Roślina! Ale też zielone, chyba się liczy...! - Bo czy bluszcze miały kwiaty? Ślimaczek na naturze się nie znała. - No, trochę jest takich miejsc. Ryby są całkiem dobrze, ale ja bardziej lubiłam chodzić do takiej budki z kurczakiem przy drodze. Tam się zawsze dzielili. - A ileż to znajomości nawiązała w tamtym miejscu! Miłe wspomnienia, jedne z nielicznych, które pamięta z osiedla.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Nie do końca rozumiała, o co chodziło z Psią Gwiazdą do tej pory - nikt nie chciał o tym zbyt dokładnie mówić albo nie wiedział za wiele na ten temat. Najwięcej udało jej się dowiedzieć od starej dziwnookiej, kiedy ta klnęła pod nosem czasem na kundle w Cieniu. Z tego też powodu nawet jeśli szansa na dołączenie do tego klanu by się trafiła, a Oleander byłaby pewna, że chce do klanu jakiegoś dołączyć, to raczej nadal trzymałaby się od nich z daleka. Dziwnooka rozumiała tyle, że jeśli jej martwa rodzina odmawia cokolwiek o tym mówić, a plotki od innych samotników są niemalże tylko negatywne... nie jest to dobre miejsce dla samotnika. Może nawet nie dla cienistego kota. Przekręciła głowę na drugą stronę ze zdziwieniem, unosząc przy tym brew, na odpowiedź Ślimak. - Tak po prostu... zaoferowali ci dołączenie? Dwa razy? - odparła pytająco. Ciężko było jej w to uwierzyć. Szczególnie, że rozmowa z kocicą zaczęła się od kłamstwa, więc kto wie czy ta nie próbuje jej wrobić w zrobienie z siebie mysiego móżdżka na granicy. Dodatkowo nawet jeśli mówiła prawdę pozostawało pytanie czy dziwnooka w ogóle nadaje się do klanu, nawet takiego, z którym jej rodzina ma silne powiązanie, do klanu Porannej Rosy. Może pokręci się niedaleko wichrowej granicy, podpyta co nieco. Jeśli Wicher tak po prostu przyjmował pierwszych lepszych samotników to znaczyło, że klan pewnie nie trzymał się najlepiej. Bluszcz byłaby zbyt dumna, żeby się do tego przyznać, już pomijając fakt, że nie powinna udzielać swojej wnuczce zbyt wielu aktualnych informacji. - Z klanami nigdy nie wiadomo, to prawda - poruszyła wąsami ze stłumionym rozbawieniem. - Ale zawsze jest szansa, że cię nauczą, jeśli to znaczy, że będziesz polować dalej od ich terenów - dorzuciła pół żartem. Nie wątpiła, że klanowe koty pewnie wolały trzymać samotników z dala od swojej zwierzyny. - Bluszcz też kwitnie! Te dzikie nie są jakieś ciekawe, ale niektóre te u ludzi są śliczne! - dopowiedziała z uśmiechem. Dziwnooka z uwagą słuchała, co Ślimak ma do powiedzenia na temat ludzkiego jedzenia z nadstawionymi uszami. - Będę musiała się tam kiedyś zakręcić! - stwierdziła w odpowiedzi. Zazwyczaj nie interesowała się tak bardzo ludzkim jedzeniem, ponieważ w końcu z jakiegoś powodu nauczyła się polować, ale czasami chyba było w porządku takowe spożyć. Nie była to w końcu wbrew kodeksowi ani nic, prawda? Ostatnio jak sprawdzała, to kodeks wojowniczy nie zabraniał jeść ludzkiego jedzenia, ale kto wie, co się w nim zmieniło! Nadal nie udało się Oleander zbyt wiele dowiedzieć na ten temat. Chyba zawsze się jakoś mijała z klanowymi kotami, kiedy już bywała na granicy.
i cantellyouhowthestorygoes ifyoudieX..X✩.X.X★X.X.✩.XX.★ ★XX✩XX.★.XXif youjustgetold allXx.together.xXorXx.allXxalone likeyourmotherandyourfathertoo allgrown upbutthey'rejustlike you andyou'regoing todo itallanew ★ ★ ★ BETTERRUNFORTHEHILLS XXXXXXXXXXXXXXX↪RUN
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
W sumie to... Nie zdziwiły ją pytania, które padły z ust Oleander. Jej własne słowa brzmiały przecież całkiem irracjonalnie i absurdalnie... Ale jednocześnie prawdą jest, że wcale nie kłamała! Szkoda tylko, że z góry była na przegranej pozycji w kwestii wiarygodności, bo to spotkanie nie zaczęło się zbyt pozytywnie. Może uda jej się jakoś przekonać białowłosą co do swojej szczerości? Z jakiegoś powodu bardzo jej na tym zależało!
- Dokładnie tak. Dwa inne koty, w dodatku. Ale może za bardzo się pośpieszyłam, bo jeden z nich pytał, czy bym przypadkiem nie chciała do nich dołączyć... Odmówiłam, tak swoją drogą! No, a ten drugi powiedział mi coś w stylu, że zawsze przydadzą się nowi wojownicy i łapy do pomocy, a w dodatku idzie Pora Nagich Drzew, no i wiesz, że ciężko jest... - Czy to by oznaczało, że leciutko podkoloryzowała sytuację? Może! Osobiście by tak nie pomyślała, bo według niej ze słów tamtych kocurów coś wynikało, to znaczy przekaz był jednoznaczny. Ale może to tylko nadinterpretacja? Może sobie dopowiadała?
Przeciągłe 'hmm' wydobyło się z gardła szylkretki, a zaraz po nim kocica energicznie pokiwała głową. Szybka analiza i wysnucie wniosków; Oleander miała rację i Ślimaczek właśnie sobie to uświadomiła. Nigdy nie myślała o tym w ten sposób, że klany mogą być skore do pomocy, by pozbyć się intruzów ze swoich terenów. To znaczy, oddalić ich od nich, o. Raczej wydawało jej się, że nie będą dzielić się umiejętnościami... Bo nie. Bo samotnicy są źli i nie wolno ich niczego uczyć. Zabawne jest, że niektóre klanowe kicie naprawdę tak uważają.
- Ano, fajnie by było. Obrzucę się glonami żeby nie mieli wątpliwości, że jestem topiołkowa. - Zażartowała, ale tym samym zakończyła ten temat... Przynajmniej ze swojej strony. Skupiła się na następnym, tym kwiatowym. - A to może i nawet gdzieś już go widziałam, ale nie byłam tego świadoma. No, następnym razem się przyjrzę, może rozpoznam po liściach - Bo to chyba jedyna rzecz, którą mogła znać. - A z tym kurczakiem to uważaj, droga w tamtym miejscu jest całkiem ruchliwa. Dużo ludzi i potworów, łatwo się... Zagubić. - Rzuciła ogólnikowo, bo tak było najprościej. Ale za tym słowem kryło się znacznie więcej.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Oleander nie była ufnym kotem nawet na co dzień, a co dopiero w przypadku nieprzyjemnego początku spotkania z innym kotem. Matki zawsze ją uczyły, żeby nie działać bezmyślnie, nawet jeśli ich córka ma tendencje do zagapiania się. Może dlatego była bardziej świadoma, że powinna uważać na inne koty - ponieważ już i tak była do tyłu, jeśli chodziło o element zaskoczenia. - Może w takim razie popytam innych samotników czy też im coś proponowali. Może po prostu ty wyglądasz na wyjątkowo dobrego wichrowca - stwierdziła żartobliwie, poruszając z rozbawieniem wąsami. - Jestem zdziwiona, że odmówiłaś. Życie w klanie chyba byłoby prostsze, nie? Medyk na miejscu, nie trzeba ryzykować z ludźmi. Chyba że znasz gdzieś w okolicy jakiegoś samotnika, która zna się na ziółkach i chętnie się tym podzieli - kontynuowała temat klanów, zbaczając jednak z tematu dołączania do nich. Zawsze ją te ziółka zastanawiały - w końcu są bardzo przydatne, nawet ostatnio Babie Lato był zdziwiony, że nie wszyscy w klanie się na tym znają! Ale Cierń nigdy nie chciała jej na ten temat powiedzieć, wymigując się, że jej uczniowie zawsze źle kończą. Co to w ogóle znaczyło? - Bleh, glony - skomentowała z dramatycznym obrzydzeniem, śmiejąc się chwilę potem. - Tylko uważaj z tym bluszczem! Jak jest ładny to łatwo się zapomnieć z tym, że jest trujący! - dorzuciła tak na wszelki wypadek, gdyby kocica tego jakimś cudem nie wiedziała. - A z drogami to wiem, jakby ludzie nie byli wystarczająco straszni w takich ilościach, to jeszcze te przeklęte potwory! Nie wiem co gorsze, potwory czy konie - prychnęła z niezadowoleniem na myśl o samochodach na osiedlu. Starała się ich unikać jak mogła, ale czasami graniczyło to z cudem. Najgorsze jednak było pójście sobie na spacer i znalezienie kogoś, kto miał pecha przy przechodzeniu przez drogę. Czasami ledwo można było nazwać kotem to, co z takowych zostawało. Dziwnooka aż się wzdrygnęła na tę myśl.
i cantellyouhowthestorygoes ifyoudieX..X✩.X.X★X.X.✩.XX.★ ★XX✩XX.★.XXif youjustgetold allXx.together.xXorXx.allXxalone likeyourmotherandyourfathertoo allgrown upbutthey'rejustlike you andyou'regoing todo itallanew ★ ★ ★ BETTERRUNFORTHEHILLS XXXXXXXXXXXXXXX↪RUN
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Uśmiechnęła się z rozbawieniem, biorąc wniosek wysnuty przez Oleander za oczywisty żart. Wichrzak byłby z niej żaden! Ten klan kojarzył jej się wyłącznie z kotami chudymi i szybkimi, w końcu nie bez powodu mówi się na nich "ścigacze królików". Ona od tego opisu kompletnie odstawała. Ze swoją potężną tuszą nadawałaby się raczej do Gromu, bo to chyba tam można znaleźć tych potężnych i silnych? Ale tu nie była pewna czy to rzeczywisty stereotyp, czy raczej wyłącznie jej personalne skojarzenie.
- A gdzie tam! Tylko charakter mam taki wichrowy. To znaczy, według mnie typki są tam strasznie miłe i koleżeńskie. Nie spotkałam jeszcze żadnego opryskliwego furiata, jeśli chodzi o ten klan. Dziwne, co? - Albo po prostu miała szczęście. Bo czemu klan miałby narzucać swoim członkom sposób bycia? To już chyba... Ograniczenie wolności, w pewnym sensie! - Ale odmówiłam, bo mnie tam do życia w grupie nie ciągnie. Znaczy, nie miałabym nic przeciwko kilku towarzyszom, tak w sumie byłoby najlepiej i wiem, bo już raz to przeżyłam... Ale w klanie to jednak tych kotów jest cała masa, zdecydowanie za dużo. Nie sądzę, że mogłabym się zaklimatyzować... No i ta ich kultura, podobno jest dość rozbudowana. W moim wieku ciężko byłoby się tego wszystkiego od zera nauczyć i potem dostosować. Mają jakieś tam kodeksy, swoje rangi... A ja wolę być po prostu sobą. - Prościej mówiąc, nie chciała być ograniczana przez jakieś dziwne zasady i hierarchię. Ale, co ważne, tutaj musiała sporo się nagimnastykować, by brzmieć jak samotnik z krwi i kości! Nie była nim od zawsze, ba! Klanowe życie znała bardzo dobrze, bo przecież w Cieniu udało jej się zostać wojowniczką. Dobrze, że od tego czasu minęło naprawdę sporo czasu, bo o części rzeczy zdążyła już zapomnieć... I prawdopodobnie dzięki temu łatwiej było jej udawać, że nic ją z klanami nie łączy. - No, a medycyna... To akurat racja. Zielona jestem w tej kwestii. Na ogół staram się korzystać z czyjejś pomocy, u ludzi nigdy nie próbowałam. Słyszałam, że łapią koty, by zabrać im jaja, a potem wypuszczają znowu... Albo i nie. Nawet nie chcę myśleć co się dzieje z tymi, które nie wracają na wolność. - Dobrze, że sobie o tym przypomniała, bo istniała szansa, że Oleander będzie wiedziała co stoi za umiłowaniem dwunożnych do kocich jąder. Ślimaczek zawsze to ciekawiło, ale Książe, od którego się o tym procederze dowiedziała, nie potrafił jej dokładniej tego wyjaśnić.
Energicznie pokiwała głową na wzmiankę o bluszczu, że jest trujący. Wiedziała o tym, oczywiście, że tak... Ale była bardzo wdzięczna, że ktoś jej o tym przypomniał. Mogłoby być naprawdę nieciekawie, gdyby się zapomniała i zaczęła z tą dziwną rośliną wchodzić w jakieś interakcje. Musi zapamiętać, że lepiej unikać.
- Aaaaaa konie są nawet znośne, żaden krzywdy mi nigdy nie zrobił. Strachliwe z nich istoty... A to całkiem zabawne, bo przecież są takie wielkie! - Skomentowała krótko, uśmiechając się na samą myśl. W towarzystwie tych kopytnych stworzeń mogła poczuć się jak prawdziwa drapieżniczka. Wielki, groźny tygrys, który budzi postrach w okolicy. W trakcie polowania nie da się mieć podobnych odczuć, to nie to samo... A przynajmniej według niej.
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Klanowe stereotypy były jej w miarę znane, choć raczej były przestarzałe. Odkąd ktokolwiek z jej rodziny faktycznie był w klanie minęło sporo czasu, a o aktualnej sytuacji nie chcieli jej zbytnio opowiadać, więc już nawet przestała pytać. Musiała się przekonać na własnej skórze, jak ryzykowne by to nie było. - To dobrze wiedzieć, że tam mam najmniejsze ryzyko stracić uszy, mimo wszystko - skomentowała pół żartem. Wolała wiedzieć, gdzie najbezpieczniej szukać informacji, więc tak długo jak Ślimak była z nią szczera, ta wiadomość była bardzo przydatna... ale na wszelki wypadek dziwnooka pewnie skonfrontuje ją z innymi opiniami. Nie śpieszyło jej się na Srebrną Skórkę. - Ale w sumie rozumiem! Taki tłok nie jest dla każdego! Wiem, że moja ciotka by tego raczej nie zniosła, w sumie babcia pewnie też nie. Nie bez powodu wolały zostać z ludźmi, no nie? Chociaż co do zapoznania z Kodeksem i całą resztą to pewnie dałabyś radę. Na pewno dużo mniej dostosowane do tego koty dawały radę! W dodatku wcale nie wyglądasz tak staro! Poza tym to nie tak, że nigdy nie przyjmowali samotników czy kotów z innych klanów, wiesz? Chociaż nie wiem jak teraz. Przysięgam, z każdym miesiącem klany wydają się jednocześnie mniej i bardziej przyjazne! - tym oto sposobem język Oleander od niej uciekł, chociaż jak do tej pory Ślimak nie zdawała się mieć z tym problemu. - A co do tego pozbawiania jaj, to trochę prawda, trochę nie. Zależy od człowieka. Moja... ciotka, taka też klanowa, wylądowała u takiego który chyba sprawił jej odpowiednik dla kocic? Przynajmniej tak jej się wydawało. Ale mówiła, że w sumie jej to bez różnicy, bo i tak nigdy nie chciała kociąt. Za często to w rozmowie nie wychodzi, ale z tego, co zrozumiałam, to koty po czymś takim pachną trochę inaczej, ale to może być tylko plotka, nie znam się na tym aż tak. Osobiście wolałabym tego uniknąć! - zeszło im co prawda na dziwny temat, ale białą nieszczególnie to obchodziło. Czego się wstydzić w końcu? Przecież chyba nawet bez ludzkiej pomocy koty czasem nie mogą mieć kociąt. Albo po prostu nie chcą. A skoro nie robi im to za dużej krzywdy, to może dla niektórych kotów to nawet przydatne. Mogą powiedzieć, że nie mogą mieć kociąt i idioci, którzy by naciskali, powinni się wtedy odwalić, o. Taką przynajmniej Oleander miała nadzieję. - No właśnie przez to, że są takie strachliwe, to są takie niebezpieczne! Bo nigdy nie wiesz czy ich coś nie spłoszy, jak jesteś blisko, a spotkanie z takim kopytem chyba jest podobne w efekcie, co z potworem! Chociaż po potworze... czasami trudno rozpoznać czy to w ogóle był kot... - młoda kocica zadrżała na samą myśl. Słyszała opowieści i sama widziała skutki. Szybko zaczęła próbować zejść myślami na coś innego, chcąc się pozbyć okropnego widoku, który miała przed oczami. Tym też sposobem przypomniało jej się, jak to wszystko się zaczęło i że przecież ma szczura, którego miała zjeść i który pewnie już był mrożony. Szlag by to. - Na ostry i ciernie... Wybacz, ale mam tutaj zwierzynę, która pewnie zdążyła w tych chłodzie skamienieć, a do tego muszę znaleźć jeszcze miejsce na noc... - kocica westchnęła. - Miło było cię poznać, mimo wszystko! Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy, zapolujemy razem albo coś! - dodała z uśmiechem, następnie szybko się pożegnała i zniknęła za ludzkim wytworem, skąd wynurzyła się ze szczurem w zębach. Ostatecznie jeszcze raz spróbowała poznać Ślimak uśmiech zanim się stamtąd zabrała.
//zt (dziękuję bardzo za sesję!)
i cantellyouhowthestorygoes ifyoudieX..X✩.X.X★X.X.✩.XX.★ ★XX✩XX.★.XXif youjustgetold allXx.together.xXorXx.allXxalone likeyourmotherandyourfathertoo allgrown upbutthey'rejustlike you andyou'regoing todo itallanew ★ ★ ★ BETTERRUNFORTHEHILLS XXXXXXXXXXXXXXX↪RUN
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
Księżyce: 87 Mistrz: Ćmi Pyłek, Niedźwiedzi Ryk Płeć: kotka Matka: Astrowy Płatek [*] [Macaroni] Ojciec: Bluszczowe Pnącze [*] Trwałe urazy: blizna na prawej części twarzy, niesprawne prawe oko (-2zm), częściowy brak lewego ucha, blizny na: prawej łopatce, prawym stawie skokowym, lewym udzie oraz plecach; brak sporej części ogona (łysy kikut, -2zr), łysy kawałek zadu.
czekoladowy srebrny szylkret (pręgowany klasycznie) z niewielką ilością bieli. Krótkowłosa, złotooka, z wywiniętymi uszami.
Zdawałoby się, że przeżyte wydarzenia wyssą z niej całą pozytywną energię oraz radość z życia… Ale na szczęście nie! Pomimo napotkanych trudności Ślimaczek wciąż jest tym dużym, pięknym słonecznikiem, którym była za młodu. Po świecie chodzi z szerokim na twarzy uśmiechem, a jej głowa zawsze jest pełna kreatywnych pomysłów i wesołych myśli. Koteczka, pomimo groźnego wyglądu, zaraża otoczenie szczęściem i zdaje się, że w tym małym ciałku nie ma ani krzty negatywnych emocji. Buźka nigdy jej się nie zamyka, bo nawet, gdy nie ma o czym gadać to gada, by po prostu gadać! Wszystko tak jak dawniej… No ale z małymi różnicami. Zmieniło się chociażby to, że pod wpływem ciężkich warunków przyzwyczaiła się do samotności, której kiedyś nie potrafiła znieść. Nie można co prawda powiedzieć, że znajduje w niej totalne ukojenie, ale w pewnym sensie ją nawet polubiła. Osiedle nauczyło ją również ostrożności i całkowicie zabiło naiwność, która kiełkowała w niej niemalże od dziecka. Dawne przekonanie o cząsteczce dobra znajdującej się w każdej żywej duszy wyparowało, robiąc miejsce myśli, że po świecie chodzą również potwory, których umysły są pełne demonów. Nie ma już idei świata idealnego, pozbawionego wszelkiego zła. Zaufanie, którym wcześniej obdarzała każdą napotkaną istotę, ograniczyło się tylko do najbliższych jej kotów. To znaczy do rodziny, która, pomimo długiej rozłąki, wciąż zdaje się być ważnym fundamentem jej życia. Ale czy krewni w ogóle jeszcze o niej pamiętają?
Poza negatywnymi zmianami są, rzecz jasna, również te pozytywne, jak chociażby to, że znacznie wzrosła jej pewność siebie, a nieprzyjemne komentarze rzucane przez inne koty przestały robić na niej jakiekolwiek wrażenie. Nauczyła się dbać o własny zadek, sama, bez konieczności sięgania po pomoc. Podsumowując to wszystko, zdaje się, że w końcu dorosła.
Kornikowy Żer [KG], Tygrys [GK]
Chyba jej się udało z tym udawaniem prawdziwej samotniczki, bo Oleander nie wyczuła, by coś było nie tak. Podzieliła się swoim zdaniem, w dodatku rzucając komplementem, na który Ślimaczek zareagowała miłym uśmiechem. No, może i taka stara jeszcze nie jest, jak na ogół o sobie mówi... Ale to chyba poczucie, że przeżyła już wszystko, każe jej myśleć, że coraz bardziej zbliża się do ostatniej prostej. Połowę życia ma już za sobą, to z pewnością!
Gadka szmatka, temat za tematem. Samotniczki jeszcze przez chwilę wesoło gawędziły, ale spotkanie w końcu dobiegło końca. Zabawne, bo być może trwałoby o wiele dłużej, gdyby Oleander nagle nie zorientowała się, że stygnie jej posiłek, a w dodatku wciąż nie znalazła miejsca do spania. No, zdarza się i tak! Ślimaczek rozumiała to doskonale, bo nierzadko miewała podobne incydenty. Uśmiechnęła się ostatni raz, a potem pośpiesznie pożegnała, nie chcąc dłużej zatrzymywać białowłosej. Po tym oddaliła się w stronę stajni. Może to tam spędzi dzisiejszą noc? Sianko miękkie i sianko ciepłe. Niczego więcej nie potrzeba.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Podczas, gdy konie niedaleko niego się pasły, Mustang korzystał z okazji i chłeptał wodę przeznaczoną dla nich. Nie było to być może najlepszym, co mógłby mieć w pysku, ale jeśli mógłby być szczery... to było lepsze w lesie. W mieście wszystko miało taki brudny, gorzko-kwaśny posmak. Nie potrafił tego opisać, ale nie przypominał sobie tych rzeczy ze smakiem.
Samo miejsce, w ogóle, było całkiem urocze. Och, okropne, nie chciał tak o tym myśleć... gdyby jego matka w ogóle usłyszała, że coś tak opisuje, pewnie by go wyśmiała. Trudno jednak mieć inną opinię, kiedy widzi się tak spokojne, wielkie bestie i niczym niewzruszonych dwunogów. Ci, zresztą, usiłowali go wcześniej pogłaskać, na co zareagował tak głośnym syczeniem, że się opluł. Dali mu spokój. Teraz był zupełnie sam, przeskoczył na płot i obserwował jak konie żrą trawę. Wielkie, potężne bestie... sam taki był, dokładnie taki. Idealnie sobie dobrał imię.
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Był to pierwszy raz, jak spotykał na drodze innego kota. Po księżycach samotności, po jednym dojrzeniu przez okno Perliczki, szedł przed siebie w kierunku, w którym ostatni raz widział, że zmierzała. Nie był w stanie na nią trafić, a w końcu trafił poza obrzeża miasta, których nawet nie znał. Bez znaczenia mu była zmiana okolicy, jak każde miejsce go przerażało w takim stopniu, że zdarzało mu się wymiotować ze stresu po drodze. To natomiast go obrzydzało dodatkowo, krztusił się palącą treścią i nie raz i nie dwa miał wątpliwości co do swojej dalszej podróży. Każdy krok na nieodpowiednim podłożu był bolesny jakby mu wbijano szpile w kręgosłup. Szedł wtedy tak sztywno i niezgrabnie przez pewien czas, aż w końcu zaczynał płakać i godził się z nieprzyjemnościami. W najgorszych momentach przywoływał w głowie obraz Perliczki, bo tak też ją nazwał na cześć jednej z dorodniejszych kur swojego Pana, która była jego oczkiem w głowie i za której obdarcie piór z pewnością Bazyliszek skończyłby gorzej niż z przetrzepanym zadem.
Obcy kot był przerażającym spotkaniem, ale jednocześnie mógł być formą informacji, której tak usilnie szukał. Stanąwszy pod płotem, w miejscu gdzie rezydował samotnik, kociak zmrużył załzawione od ostrego słońca oczy, i wcisnął wzrok w ziemię, chcąc uniknąć dalszego bólu. Nie odezwał się słowem, nie bardzo będąc pewnym, jak zacząć, więc stał i myślał, czekając na natchnienie.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mustang, podobnie, mógłby go zignorować. Z jednej strony, bo nie umiał rozmawiać z obcymi, z drugiej bo niemal-rówieśnik był... żałosny. Od razu go zauważył jak przyszedł. To był pierwszy minus, bo nie był nikim godnym nawet próby walki. Co najwyżej mógłby mu pomóc odejść ze świata, żeby się biedaczek nie męczył z groźniejszym czy okrutniejszym przeciwnikiem. Chuda szkapka też zdawała się płakać? Co jedynie potęgowało jego wewnętrzną odrazę. Jak można było sobie pozwolić na bycie takim frajerem?
Nie pokazał tego po sobie, rzecz jasna. Obserwował go z kamiennym wyrazem pyska, raz po raz falując ogonem, jakoby oczekiwał aż ten się odezwie. Gdy uznał, że najpewniej tego nie zrobi, przygryzł na moment policzek od środka. - Jeśli będziesz płakał przy każdym samotniku, którego spotkasz, któryś może cię zaatakować - oznajmił, jakże przyjacielsko. Rzecz jasna, to... szczere słowa. Mustang absolutnie miał ochotę sprawić, żeby ta mierna istota miała faktyczny powód do płaczu - jakikolwiek obecny by nie był. I tak miłym było to, że w ogóle jeszcze siedział na płocie i jedynie z nim rozmawiał, zamiast faktycznie spełniać swoją groźbę. - Powinieneś być uważny, słuchać co się dzieje w okolicy i uważać...
Był pieszczochem. Teraz to czuł. Nie powiedziałby, że miał wobec niego mniej szacunku w tej chwili (bo miał i tak go dostatecznie mało), a jedynie tłumaczyło to czemu jest tak okropnie żałosnym przypadkiem.