Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
- O, tak, proszę!! - klasnęła łapkami o siebie w zachwycie. Uwielbiała historie i opowieści, a te stworzone z prawdziwych wypraw? Była bardziej niż chętna żeby je wysłuchać. - Ooo. Bardzo mi przykro z powodu twoich braci - powiedziała, przejeżdżając łapą po barku samotniczki w ramach wsparcia. Niewiele jednak mogła z tym zrobić. - Ale kocięta są super! Po prostu działają trochę inaczej. Mi też mówiono, że dziwna jestem. Jak zaczniesz rozumieć to, co one widzą, to wszystko nagle zaczyna nabierać sensu, wiesz? Strach przed ciemnym kątem kociarni to nie strach przed ciemnością, a przed tym co może się tam kryć. Chęć wyjścia z obozu też jest normalna!! Chcą wiedzieć wszystko! I chcą żeby je traktować jak dorosłych, choć są malutki kociakami. I to jest bardzo uroczę myślę - wypowiedziała się, z nadzieją, że Zaskroniec zmieni zdanie. Nie musiała i Świt zamierzała to uszanować, ale chętnie podzieliła się swoją perspektywą na temat najmłodszych członków społeczeństwa.
- Hmmm. W sumie to chyba nie? Widziałam raz prawie ducha. Znaczy chyba ducha, bo potem zniknął i go nie mogłam znaleźć.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
No dobrze, Artur mówił, że znajdziesz drobne jezioro a potem wzdłuż rzeki, tak, zdecydowanie szła wzdłuż rzeki... chyba nawet rozpoznawała tą rzekę, och, tak, to był Czarny Ogon!! A to znaczy, że była już blisko, ale robiło się ciemno. A Komosa bardzo nie lubiła podróżować, gdy było ciemno, co znaczyło mniej więcej tyle, że przed powrotem do Klanu poczeka jeszcze jeden dzień, odeśpi, tak, tak, na pewno... na pewno mama wytrzyma jeszcze jeden dzień. Ależ musi tęsknić, Komosa też tęskniła.
Wdrapała się na dziwne, wygięte drzewo z zamiarem zdrzemnięcia się, właśnie tutaj, z uśmiechem na pysku i akompaniamencie świerszczy i żab w oddali, gdzieś bliżej Szuwaru. Z podekscytowania jednak, Komosa zaczęła przekręcać się z boku na bok... i nie udało jej się zasnąć, nie, nijak. Tak się cieszyła, że już jutro będzie w domu, bladym świtem stanie na granicy, tak, dokładnie!
Usiadła. Usiadła, wpatrując się w linię horyzontu, w znajomą rzekę płynącą wzdłuż terenów Klanu Cienia. Już jutro. Tak, jutro, ale najpierw odeśpi, tak. Była strasznie zmęczona, a jednak tak nabuzowana, że nie potrafiła zasnąć.
thegroundwringsanunknownstrain,heartheprattleofthebirdsflyingourway,thetreesswaytotheyoungone'spiping,willyoustaytolistentomesing? seeker,doyouevercometowonder,ifwhatyou'relookingforiswithinwhereyouhold?willyouleaveatrailforthemtofollowapathyou'llsoonforget? home
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Na ryby jej jeszcze nie wyrwał, to może się uda na coś innego. Bo w sumie co innego mogły lubić baby jak nie ryby? Jego ojciec lubił ryby, on to miał gust. Ale kobiety... kobiety lubiły chyba kwiaty, jakieś takie piszczki lekkostrawne i takie tam. Jak to baby, bzdety takie i faramuszki jakieś, ale co to on, żeby oceniać. Na badylach się znał mniej więcej tak jak na polityce, czyli całkiem dobrze: wiedział, że są mlecze i barszcze jakieś, ładne to było nawet, w jego guście w sumie. To się nawet pofatygował barszcze zbierać.
A że go w imię miłości, czy czegoś tam jeszcze poniosło trochę dalej, to inna sprawa. Łaził sobie wte i we wte aż go pod jakieś drzewo przywiodło. Śmieszne, krzywe jak... na pewno nie jego nos, bo profil to on miał szlachetny, nie jak ten Topielisko, Psia jego mać, ale wracając, na drzewie siedział ktoś. Dziwnie znajomy, ale ten przeglądając w swej pamięci kartoteki i obrazy (nie było ich wiele) akurat nie znalazł tej konkretnej. Pamięć bywała zwodna i zawodna, ot co.
- Habazie tu jakie są?? - pyta - No, chwasty, badyle, tego typu??
Jak baba to powinna się znać na rzeczy. Tak myślał. A rzadko się mylił przecież. Tak myślał.
Komosa nijak nie spodziewała się towarzystwa, nie tutaj, nie o tej godzinie, choć może powinna. Zamyśliła się, wpatrzona w linię drzew za Czarnym Ogonem, w chmarę gwiazd na niebie, w świetliki tańczące wokół traw. Nawet nocą świat potrafił być piękny, tak, a ona chłonęła jego piękno niczym zasuszony, spragniony wody mech.
Nie, nie spodziewała się towarzystwa, to jednak było mile widziane - zawsze było mile widziane. Ujrzała jasnego, kościstego kocura na horyzoncie zanim ten podszedł bliżej i chwilę zastanawiała się, czy nieznajomy postanowi zagadać, czy ją ominie, czy to ona powinna zagadać. Na szczęście ją wyprzedził. - Dobry wieczór!!! - zatrajkotała wesoło, zeskakując z krzywego drzewa na ziemię, aby stanąć przed rozmówcą. - O rany, aleś ty wysoki! I jakie masz długie łapy i takie SUPER uszy, jeju, wyglądasz jak Gęsia Skórka, on też miał takie wielkie uszy i fajny pysk, i takie same oczy niebieskie! - skomplementowała szybko kocura radośnie, ot, przyglądając się dokładnie jego sylwetce wyjątkowej mordce.
- O, chwasty, badyle? A, że KWIATKI, tak?? No, no- na pewno! O, na przykład tam nieopodal jak się idzie, bliżej jeziora, to tam rosły kaczeńce. Takie ładne, żółte! Mogę cię zaprowadzić, jak chcesz? A szukasz dla kogoś, czy tak po prostu lubisz kwiaty?
thegroundwringsanunknownstrain,heartheprattleofthebirdsflyingourway,thetreesswaytotheyoungone'spiping,willyoustaytolistentomesing? seeker,doyouevercometowonder,ifwhatyou'relookingforiswithinwhereyouhold?willyouleaveatrailforthemtofollowapathyou'llsoonforget? home
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Coś tam dzwoniło, ale Spalony Bażant średnio wiedział, w którym kościele. Oby nie w tym, do którego pewnego razu wybrali się do niego najjaśniejszy Psia Gwiazda z wariatką, bo z tym by nie chciał mieć nic wspólnego, z cholernym Topieliskiem parszywym i tym przychlastem Rojstem. W każdym razie - skąd on to ją mógł kojarzyć? Nie z Cienia chyba, bo woń miała taką nijaką. Córka osiedlowego gangusa, jakaś taka za schludna jak na fanatyczkę śmieciarstwa. A potem padło to imię.
- Gęsia Skórka, hę? Skąd ty go znasz niby, co? - pyta - Słuchaj no, nie chce mieć nic wspólnego z tym sprzedawczykiem i kocimiętkarzem. Moja przeszłość to moja sprawa, co ty mi będziesz coś wywlekać teraz?? Ja ci zaglądam w rodzinne dzieje, co? Co wiesz? Mów!
Wiedział, że go to kiedyś dorwie. Ale to, co działo się w swoim czasie na śmietniskach i w kontenerach, to tam powinno pozostać. Aż oblały go zimne poty.
- Jest w moim życiu, rozumiesz, kobieta. - mówi - Ale to nie byle jaka. To taka kobieta, że jak ją zabrałem nad wodę, to tylko czasem patrzyłem na swoje odbicie, nie? Ale czaisz no, takiej to nawet szczupaka złowiłem i tak pomyślałem sobie, że babki to chyba lubią, no, te, chaszcze jakieś, nie? Ale, na osty i ciernie, na rybach się znam lepiej niż na zielsku...!
To akurat była kwestia dyskusyjna, ale jak nie przez żołądek do serca, to może zielenina by pomogła. Może medycy wiedzieli coś na ten temat, on to tak nie bardzo.
Rudo-biały kocur nagle jakoby wybuchł gniewem na dźwięk imienia Gęsiej Skórki, a Komosa zaskoczona nagłym przypływem złości cofnęła się pół kroku, choć na pysku jej nie gościł strach, w żadnym stopniu. Bardziej zaskoczenie. Wysłuchała tego, co mówił - a raczej czego żądał - chuderlawy kocur i dopiero wtedy, dopiero wtedy sama zaczęła mówić. - Znam go z Klanu Cienia! - zaczęła. - Bo- ja jestem z Klanu Cienia, jestem córką niejakiej Gasnący Dech i Wielkiego Stopy! O, jestem Komosa!! Ośmiooki był moim mistrzem, znaczy- był, jest, ależ on będzie zły jak się dowie, że się zgubiłam... - westchnęła. No nic, z Ośmiookim, z Ośmiookim jakoś da radę, nie o Ośmiookim teraz mowa. - No i będę wracać do Klanu Cienia, i stamtąd znam Gęsią Skórkę, tak. I- ty też jesteś z Klanu Cienia?? Zresztą, ojej, nic ci nie wywlekam! Naprawdę, po prostu wyglądacie podobnie, stąd moje skojarzenie!
Nie miała przez to nic złego na myśli, absolutnie nic, a jeśli kocur tak to odebrał, to zaraz go za to przeprosi, tak, oczywiście. Nie chciała mu zrobić żadnej przykrości czy coś w tym guście. Na szczęście temat szybko przeszedł na kwiaty, a Komosa odetchnęła z ulgą. - O, no to... no to nie wiem, wiesz, nie każda kotka lubi kwiaty! Ja bardzo lubię ale nie wiem czy ona będzie lubić ale mogę ci pomóc nazrywać dla niej tych kaczeńców i innych kwiatów, jeśli o to chodzi?? - mówił dziwnie. Tak, jak Gęsia Skórka, ale był tak samo przystojny. - Jak masz na imię, tak w ogóle?!
thegroundwringsanunknownstrain,heartheprattleofthebirdsflyingourway,thetreesswaytotheyoungone'spiping,willyoustaytolistentomesing? seeker,doyouevercometowonder,ifwhatyou'relookingforiswithinwhereyouhold?willyouleaveatrailforthemtofollowapathyou'llsoonforget? home
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Co tu dużo mówić - w pierwszej chwili nie kliknęło, nie zadzwoniło i tak dalej. W drugiej też nie i w trzeciej. Ale jak tu otwarte karty zostały zagrane, to jakoś zaświtało coś nawet.
- Ty no, mordzia, no to trzeba było tak od razu, nie?! Żeś z ty z tych samych śmierci, na osty i ciernie, ten! - wykrzykuje - Słuchaj no, nie mówiliśmy o żadnej kocimiętce, nie? To stare, ten, dzieje, a nie? Teraz to ja wyszłem... no, wyszedłem na koty, a co, nie widać? A żebyś ty widziała, co się w tym Cieniu wyrabia, głowa mała nos prosty!! Ja to ci się nie dziwię nawet, żeś ty uciekła, bo ja jak wychodzę na patrol jaki, to im wykrzykuję tylko: Trzymajcie się w tym Cieniu!!
Spluwa, chrząka i w ogóle się zachowuje jak kot wysokiej klasy i nienagannych manier.
- Ano, Gęś przebrzydły...! To brachol mój, nie? Tylko to ja ten ładniejszy, i wyższy, i mądrzejszy... i w ogóle!
Trochę pokornieje, bo tak z mordą wyskoczył i mu się jakoś głupio porobiło. A to był światowej klasy dżentelmen i w ogóle, każda (bo nie każdy) o tym wiedziała.
- No, jak możesz, nie? Ja se tu poczekam grzecznie, o i ładnie powyglądam. Bo to jest, rozumiesz, kobieta specjalna. Wiotka jak dzikie pnącze i w ogóle... Kurde, aż na serce schwyta, powiem ci!! Ale ten... słyszałem, że te barszcze są ładne, a nie? Baby lubią takie rzeczy. - stwierdza - No, Spalony Bażant! Tak, ten właśnie we własnej osobistości i wysokości nawet. A ty to... gdzie maniery moje!! Normalnie bym pamiętał, ale nienormalnie zapomniałem se. No, to...?
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Zawsze chciał zobaczyć to dziwne drzewo, które kryło się za terenami klanu wichru. Nic go nie mogło powstrzymać! Nawet "wypadałoby-zostać-na-terenach", które roznosiło się w jego głowie! W ten właśnie sposób Lisek przekroczył granice, udając się przed siebie i okrążając Szuwar Turzycy. Zbliżył się do drzewa, bacznie je obejrzał, a potem zaczepił o nie pazury i zaczął drapać.
//Oleander
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
oleander, podobnie jak większość członków jej rodziny, jest urodziwą kocicą o pokaźnych rozmiarach. jest smukła, wysoka i długa na wszystkie sposoby - długie łapy, długi ogon, dość długie uszy na kota o standardowej europejskiej budowie, nawet pędzelki na uszach. jej futro jest czysto białe, zadbane i miękkie w dotyku. jej prawe oko jest jasne, lodowo niebieskie, a lewe - bladozielone. w jej ślepiach oraz posturze można dostrzec pewność siebie, dumę godną jej rodowodowi. oleander porusza się z elegancją i (zazwyczaj) zwinnością, jej ruchy do złudzenia przypominają pewną starą medyczkę. wnętrze uszu i nos są szaro różowe.
pierwszym, co rzuca się w oczy przy spotkaniu kocicy, jest jej pewność siebie. jest dumna i żadne obelgi tego nie zmienią, jedynie spłyną po niej jak po kaczce. oleander jest wesoła, chętna do żartów, ale czasem nieobecna, jakby zawsze wysłuchiwała w poszukiwaniu kogoś, kogo przy niej nie ma. kocica sama przyzna, że może być nieco szalona, jednak nie przeszkadza jej to w życiu. jej pewność siebie ma niestety pewne minusy - głównie jej problem z trzymaniem języka za zębami. czasami nie zdaje sobie sprawy, że jej słowa mogą być niewrażliwe. nie jest zbyt chętna do przeprosin i pomimo generalnej przyjazności nie jest zbyt ufna. nie lubi przyznawać się do swoich problemów, głównie dlatego że większość z tych problemów powinna być na tamtym świecie. oleander ma bardzo dobrą pamięć - zazwyczaj tyczy się to historii, które chce przekazywać dalej, ale niestety dla innych tyczy się to też tego, co jej zrobiono. dziwnooka nie zapomina krzywd, które jej wyrządzono i niechętnie je wybacza.
Kręcenie się przy Krzywym Drzewie było ostatnio całkiem normalne dla młodej kocicy. Było to łatwe do rozpoznania miejsce i do tego zapewniało niezłą zabawę przy wspinaniu się po nim. Tego dnia nie planowała tego robić, ale wiatr przyniósł do jej nosa nietypowy zapach - przynajmniej nietypowy po tej stronie Czarnego Ogona. Skorzystała więc z tego, skąd wieje wiatr i przekradła się nieco bliżej aby sprawdzić czy interakcja z potencjalnym klanowiczem byłaby bezpieczna. W jej opinii wyszło, że tak - wichrowiec najpewniej, w dodatku chyba w podobnym do niej wieku. Podczas gdy kocur był zajęty drapaniem, dziwnooka wystawiła zza pnia głowę z uśmiechem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co robi. Przynajmniej miała taką nadzieję. - To chyba nie twoja strona Czarnego Ogona - stwierdziła z uśmiechem, wyglądając przyjaźnie. - Cześć! - dodała uderzenie serca później, przechylając głowę nieco na bok, pokazując, że nie miała złych intencji. To, jak zostanie to zrozumiałe, to już nieco inna sprawa.
i cantellyouhowthestorygoes ifyoudieX..X✩.X.X★X.X.✩.XX.★ ★XX✩XX.★.XXif youjustgetold allXx.together.xXorXx.allXxalone likeyourmotherandyourfathertoo allgrown upbutthey'rejustlike you andyou'regoing todo itallanew ★ ★ ★ BETTERRUNFORTHEHILLS XXXXXXXXXXXXXXX↪RUN
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Pora Nagich Drzew od zawsze rządziła się swoimi, surowymi prawami. Po pierwsze, a najważniejsze... dni bywały naprawdę krótkie i mało satysfakcjonujące. Druga sprawa, to ograniczenie dotyczące zwierzyny łownej. Należało też pamiętać, że pogoda dorzucała od siebie jeszcze trzy grosze. Wszędzie leżał śnieg, a wiatr potrafił przeniknąć futerko do szpiku kości. Dlatego koty nie miały łatwo. Skrócone szkolenia, patrole czy polowanie. Szukanie kryjówek czy spanie ogon w ogon stanowiły "nową normalność". Mimo wszystko Pomarańczowa Łapa lubiła zimę. Rano oraz wieczorem śnieg mienił się niczym rozgwieżdżone niebo. Ogólnie okolica wydawała się czystsza, jaśniejsza. Oblodzone drzewa przypominały rzeźby zamknięte na chwilę w czasie. Jeszcze ten charakterystyczny chrzęst pod łapkami... Pewnie to sprawiało, że kocica czasami wędrowała nieco dalej od klanowych granic. Po prostu chłonęła widoki, a czasami szła za dźwiękami ptaków. Momentami miała również nadzieję na spotkanie Żwira. Trochę minęło od ich rozmowy, więc... martwiła się. Czy miał się dobrze? Czy wrócił do rodziny? Czy potrzebował pomocy? Może znalazł sobie towarzystwo albo dołączył znów do Klanu Gromu? Pomarańcza miała cichą nadzieję, że po prostu kocur jakoś sobie radził.
Było zimno. Futro Żwira nie było dostosowane tak dobrze do temperatur tego typu i bądź co bądź, kocur raczej starał się leżeć w miejscu i tylko wychodzić na polowania, ale te czasem były żmudne i udawało mu się łapać tylko część tego, co by chciał. Na przykład wczorajszy dzień skończył się na zjedzeniu jednej badylarki kocur przymierał dziś głodem.
Szedł w stronę Klanu Wichru, co jakiś czas myślał o nowej znajomej, którą tam napotkał i tym, że jeszcze chcieli się zobaczyć. Jego myśli zostały nagle przegnane przez zająca. Biały zając skrył się w śniegu, przekopując jakiś kawałek ziemi. Najpierw Żwir dostrzegł jego, a za chwilę złotą kocicę, którą już tu wcześniej zauważył. - oh. - mruknął do siebie. To co teraz? Zając, czy Pomarańcza? No, nie chciał tracić możliwości rozmowy z kocicą, ale obiad też by się przydał... szczególnie, że burczało mu w brzuchu. uznał, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu.
Wyszedł zza drzew, pokazując się kotce z klanu wichru i miał nadzieję, że ta go dostrzegła. W pewnym momencie przyparł do ziemi i zaczął się skradać do zająca. Ściszył oddech, żeby ten go nie dosłyszał i... hops. Pierwszy soczysty posiłek od kilku dni. Biały długouchy chwilę szarpał się na ziemi, ale po trzecim mocniejszym zagryzieniu padł martwo. Żwir uniósł się wyżej z zającem i z nim w pysku zaczął zbliżać się do Pomarańczy.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Z początku kocica podziwiała dziwnie zakręcone drzewo. Po prostu fascynowało ją jak mogło tak urosnąć. Dopiero później usłyszała jakby chrzęst śniegu. Choć nie była stuprocentowo pewna. Śnieg leżał wszędzie, a jego biel potrafiła czasami oślepić. Natomiast drzew spadały niewielkie kupki puchu bądź suche gałęzie. Przez dłużą chwilę kocica stała bez ruchu. Obserwowała uważnie okolicę. Wreszcie mignęło jej białe futro. Trochę się przestraszyła... Lis? Kuna? Zając? Zaraz za nim śmignęła srebrna strzała. Czyżby kot? Zdążyła usłyszeć odgłosy walki i szamotaniny. Potem zapadła cisza, a Pomarańczowa Łapa przekrzywiła delikatnie łepek. Czyżby tym kotem był Żwir?
-Och!- Wymsknęło jej się, gdy kocur zaczął iść w jej kierunku. Teraz była już pewna, że odnalazła nowego kolegę. Ulżyło jej, bo przetrwał! Radził sobie jak tylko umiał. Kocica nie marnowała chwili i pokonywała śnieg susami. Lubiła zimę, więc wcale jej nie przeszkadzało ubrudzenie futra.
-Tak się cieszę, że się znów widzimy. Myślałam, że odszedłeś gdzieś dalej. Wcale bym się nie zdziwiła, bo trzeba sobie radzić. Szczególnie teraz...- Pomarańcza swoim zwyczajem zaczęła gadać od rzeczy. Wreszcie przystanęła kilka kroków przed Żwirem. Po pierwsze... szanowała jego przestrzeń. Po drugie zdobycz należała do niego. Ona sama nie była głodna. Zresztą mieszkała w Klanie Wichru, więc sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Dostrzegła go i także poleciała w jego stronę, ale sporymi susami, przemierzając śnieg. Ten odsuwał jej się spod nóg i sprzed klatki na boki, robiąc ładny efekt, jakby była Panią Śniegu. W sumie... pasował do niej śnieg i takie otoczenie, dobrze się w nim prezentowała. Było na czym zawiesić oko. usiadł na śniegu, bo i tak ten był wszędzie i zimniej to mu już nie będzie, a pod sobą położył zająca. Zdobycz byłaby idealnie biała, gdyby nie krew wypływająca z karku. - Cześć, Pomarańczowa Łapo. - Przywitał się i nim zaczął coś więcej powiedzieć, ta zaczęła mówić. Nie ciągnęła aż tak długo. Mógł całkiem szybko włączyć się do rozmowy. - Nie jest najgorzej, chociaż... - Czy powinien zwierzać się z tego, że w sumie nie podobało mu się samotne życie, bał się o jedzenie, nie mógł znaleźć sobie jednego porządnego legowiska i bezpiecznego miejsca tylko dla siebie, a co dziennie napotykał nowe koty albo te, które już spotykał, a które wiedział, że nie są najprzyjaźniejsze? Wyjdzie na słabego. A nie może wyjść, jakim kocurem byłby wtedy w jej oczach? - chociaż jest tak zimno. - Dociągnął po prostu do końca. - Pozwolisz? - Spojrzał na zająca. Był naprawdę głodny. - Podzielę się, jak jesteś głodna. - Nie chciał. Bardzo nie chciał. Inne koty zabierały mu zwierzynę sprzed nosa. Musiał być pierwszy albo zginie... ale też chciał wyjść na porządnego kota. Najwyraźniej w zamian za zdrowie.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Kotka coraz bardziej zaczęła przypominać swojego tatę, Słoneczny Brzeg. Po prostu urosła, a odziedziczona puchatość została. Długie łapy przydawały się podczas spacerów. Okazały ogon pomagał w trakcie skoków bądź pogoni za spadającymi liśćmi. Grubsza sierść pozwalała przetrwać zimne dni, a latem dawała przyjemne ciepło. Niestety nadal wielkością pozostała gdzieś "pomiędzy". Pomarańczy wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie! Nauczyła się cieszyć z kremowego futerka. Złoto w okolicach grzbietu, głowy i ogona dodały jej tylko szlachetności. Tymczasem biel na pyszczku, brodzie i piersi koteczki bardziej się uwidoczniła. Na pewno pojawił się zarys pręg oraz ciemniejszych miejsc. Gdzie? To pierwsze na łapach i głowie, a drugie na końcówkach uszu, paluszkach łap, końcówce ogona. Co więc się zmieniło? Na pewno Pomarańcza ma teraz ostrzejsze pazury, kły godne drapieżnika, jak również gęstą sierść w okolicy szyi i klatki piersiowej. Natomiast ogon mógłby służyć jej za zmiotę do liści. Jej ślepia nadal mają kształt jagódek, ale ich kolor pozostał gdzieś pomiędzy odcieniem niebieskiego, a zieleni.
Pomarańcza obecnie jest spokojną kotką. Mimo wszystko umie bronić własnego zdania. Zamiast przemocy i tak ostatecznie wybiera dyplomację. Choć strach nigdy na dobre jej nie opuścił, to stawia mu czoła jak tylko potrafi. W kocim życiu ceni sobie spokój i ciszę. Dlatego często spaceruje bądź szuka dobrego miejsca do leżenia. Nadal uwielbia jak promienie słońca ogrzewają jej futerko. Dla innych kotów może wyglądać to jak czyste lenistwo. Jednak kotka wywiązuje się ze wszystkich, powierzonych obowiązków. Może czasami ma problem, ale robi tak jak umie i zawsze próbuje do końca. W razie poważniejszych problemów chowa przysłowiową "dumę", żeby prosić o pomoc. Jeśli chodzi o towarzystwo, to tak... Pomarańcza lubi rozmawiać o świecie oraz swoich przygodach. Nadal też zadaje wręcz rozbrajające pytania. Pewnie ktoś z kotów mógłby pomyśleć, że jest naiwna. Jednak dawno z tego wyrosła. Teraz sama chce iść za przykładem Słonecznego Brzegu. Dzięki niedawno odkrytej odwadze chciałaby wreszcie pomagać innym w potrzebie...
Pomarańczowa Łapa tak nakręciła się na gadkę, że biedny Żwir wyczekiwał swojej kolejki. Dopiero po chwili kocica zorientowała się. Po prostu okazywała zbytni entuzjazm. Gdyby miała ludzie policzki, to pewnie przypominałyby obecnie czerwone pomidory. W przypadku bycia kotem... mogła jedynie położyć po sobie uszy. Taki stan rzeczy trwał raptem chwilę, bo kocur opowiedział co tam u niego. Na dodatek chciał się z nią podzielić zdobyczą. Bardzo doceniła ten gest, ale zaraz uniosła łapę w formie protestu. Po prostu rzuciła w niego małą kupką śniegu.
-Och, nie... O ile bardzo mi miło, że o mnie pomyślałeś... O tyle tobie ten posiłek bardziej się przyda. Zimą naprawdę trudno zdobyć dobrą zwierzynę. Mógłbyś też zachować futerko z niego, to ogrzałbyś nieco swoją kryjówkę.- Pomarańczowa Łapa odpowiedziała spokojnie, jednocześnie siadając tam gdzie stała. Najwyżej odmarznie jej kuperek. Zresztą długie futro dawało nieco komfortu teraz. Za to latem... skaranie gwiezdne... Zresztą uwagę o zimie potraktowała dość normalnie. Żwir nie był jedynym poszkodowanym. Dla niej proszenie o pomoc nie stanowiło też problemu. To nic złego... Każdy może mieć gorsze dni!
-Śnieg wcale nie jest zły. Najgorszy jest ten wiatr, bo przenika do szpiku kości. Mrówka zawsze się śmieje, że kiedyś dopadnie jej ogon. Też ma krótkie futro jak ty. Czasami śpię z nimi, żeby po prostu było im cieplej. Trzeba sobie pomagać, a każdy kot jest stworzony po prostu do czegoś innego. Mrówka na przykład umie malować futerka kociakom.- Złocista kocica mówiła całkiem poważnie. Pewnie brzmiała nieco naiwnie i dziecinnie. Jednak co mogła poradzić?! Lubiła Niezapominajkę i podziwiała talent do szukania kwiatów. Lubiła Czart i też podziwiała za otwarty umysł. Prędzej powiedziałaby kogo nie lubiła, a takowych kotów spotkała naprawdę mało.
Kiwnął jej głową i choć poniekąd uważał to za niedżentelmeńskie, to po prostu zaczął jeść. Przetrwanie było dla niego ważniejsze, niż maniery kiedy siedziało się głodnym od kilku dni. Zaczął więc zajadać. Nim odpowiedział Pomarańczy, najpierw zjadł z dobre 5-6 kawałków, żeby żołądek miał co trawić i mielić, a potem wyprostował się i skupił znów na niej. - Wiesz, niespecjalnie mam kryjówkę. Wiele miejsc jest zbyt niebezpieczna, żeby zostawać w nich więcej niż chwilę, bo jak przejdzie twoim zapachem, to okoliczna zwierzyna i nieprzyjazne koty wiedzą gdzie cię szukać. - Objaśnił jej. Co innego gdyby był z kimś, na przykład Ślimaczek, ale nadal - wychodził z założenia, że lepiej być w różnych miejscach, a nie jednym. - No i raczej nie będę w stanie ładnie go oskórować. - Posłał jej życzliwi, acz trochę rozżalony wzrok, bo pomysł miała dobry ogólnie rzecz biorąc.
- Oh, tak, tobie zdecydowanie jest cieplej. Moje futro to takie nic wielkiego na taką pogodę. Chłodną mamy zimę. A... Mrówka? To ktoś w klanie wichru, tak? - Dopytał, bo nie znał żadnej Mrówki. Znów zjadł kawałek zająca. - Po co maluje kociaki? - Dopytał jeszcze. W Klanie Gromu nie malowali kociąt, więc... po co?
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed