Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion spiął się, gdy kremowy się zachwiał, gotów skoczyć za nim i złapać za luźną skórę na karku zanim młody spłaszczy sobie jeszcze bardziej mordkę. Na szczęście Ośmiornica odzyskał równowagę w porę i oriental odetchnął lekko, rozluźniając barki.
Co się z nim działo?
– Jasna sprawa, jak nadal będę w okolicy to jak najbardziej możemy się tam razem wybrać. – zgodził się chętnie. Lepiej żeby kremowy poszedł z nim na drugą stronę jezdni, niż z Wichrzakiem, który Grzmiącą Ścieżkę widział dwa razy w życiu i drży z trwogą na samą myśl o przekraczaniu jej. Istniała jednak szansa, że zanim Ośmiornica będzie gotowy wyjść z obozu, Orion domknie już wszystkie okoliczne sprawy i ruszy dalej.
– Hmmm, a co ci Świt opowiadała o randze matki? – istniały spore szanse, że bura nieco zakrzywiła obraz rangi. Choćby dlatego że w jej przypadku zakres obowiązków i odpowiedzialności wyglądał nieco inaczej.
Powoli zbliżali się już do miejsca, gdzie będą musieli przejść na drugą stronę. Pojedyncze auta mijające ich dotychczas, raczej napawały optymizmem, jezdnia nie była zbyt tłoczna o tej porze.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-A gdzieś się wybierasz? -zapytał zdziwiony tym, że cynamonowego pointa mogłoby nie być w okolicy. W opowieściach mamy Świt było go na tyle dużo, że ciężko było sobie wyobrazić okolicę bez Wędrujących Świateł gdzieś w pobliżu. Nawet jeśli Ośmiornica ledwo go poznał to już aż miał takie wrażenie, że no bez niego to tak by nudniej zdecydowanie było, jeśli nie nawet że smutniej.
A potem padło następne pytanie, więc aż tak bardzo nie rozmyślał o tym poprzednim zagadnieniu więcej.
-Opowiadała mi, że się spędza czas z kociętami, że im można opowiadać różne historyjki... i wspominała też coś o malowaniu ich przed ceremoniami! -zaczął, przypominając sobie co Świtające Niebo mu opowiadała jak jeszcze spędzali czas razem- No i mówiła, że oczywiście można się z nimi bawić, też wspominała, że jest ciepło jak wszyscy śpią razem... no a potem w sumie temat się zwykle zmieniał, bo zawsze przychodziło jej do głowy coś co ją rozkojarzało z tematu rangi Matki i opowiadała o różnych innych rzeczach co akurat się nawinęły.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mm, gdzieś to dobre słowo. Owszem, wybieram się gdzieś. – potwierdził bez rozwijania tematu, bo i sam jedynie tyle na ten temat wiedział. Celował w świat za horyzontem, ale jak rozejrzeć się dookoła, oznaczało każdy możliwy kierunek. No, może poza jednym obszarem, którego chciał uniknąć. Uzasadniał to tym, że nie było sensu oglądać dwa razy tych samych krajobrazów w ciągu jednego obiegu pór.
– Tsaa, to by się zgadzało z jej postrzeganiem rangi. – oriental uśmiechnął się do siebie. Tak samo rozpraszanie się i schodzenie z tematu bez szans na powrót do pierwotnego zagadnienia. – To w takim razie nie miała okazji ci wspomnieć jakie odpowiedzialne to zajęcie. Trzeba pilnować by kociakom włos z głowy nie spadł, by ich liczba się cały czas zgadzała... A kociaki kochają się rozbiegać, każdy w innym zakątku obozu. I dopóki się trzymają jego granic to pół biedy, gorzej że wiele z nich łapie zew przygody i szukają szczęścia na Wichrowych łąkach, gdzie wielu drapieżników ma je za smaczny kąsek. Więęc też dobrze żebyś to brał pod uwagę, wiesz? Bo inne trudności jak niewygodne pytania to... – wzruszył barkami – Raczej nie powinny być przeszkodą.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-A wrócisz jeszcze? -zapytał jeszcze tak głównie z kurtuazji, bo potem się wsłuchał w dodatkowe informacje o randze, która Ośmiornicę interesowała. Szczerze? W sumie nie było to jakoś specjalnie coś co kremowego tickeda przeraziło, w dużej mierze miało to sens, że kociaki trzeba było pilnować, żeby się nie pogubiły czy sobie nic nie zrobiły. Tak jak mama Świt robiła z nim po tym jak go znalazła i pilnowała, żeby nie wpadł do jakiejś dziury czy pod koła Potwora, czy inne takie cuda.
-Nie brzmi to tak strasznie jak mogłoby się wydawać. W sumie gorzej jeśli byłbym sam tam z wieloma kociakami, ale chyba tak nigdy nie jest, nie?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to nie. – przyznał zgodnie z prawdą, chociaż przez dwa krótkie uderzenia serca kusiło go owinięcie odpowiedzi w bawełnę. Przynajmniej pominął dlaczego już nie wróci.
– Nie, raczej nie powinieneś. Przede wszystkim zwykle jest matka miotu i z tego co pamiętam to przynajmniej jeszcze inna matka klanowa. Nie jest to reguła, zależy ile chętnych do piastowania tej rangi jest w danym momencie, ale w teorii przywódca nie powinien dopuścić do sytuacji, gdzie ta tak zwana przyszłość klanu jest pod opieką tylko jednego kota. Ale wszystko się może zdarzyć. – nie było nawet co teoretyzować, scenariuszy w tym przypadku było wystarczająco wiele by od spisywania ich odpadła łapka. Może to i lepiej, że Orion nie posiadał przeciwstawnego kciuka, przynajmniej miał dobrą wymówkę by nie pisać.
Wreszcie dotarli do miejsca, gdzie rzeka przecinała ich dotychczasową trasę, a co za tym idzie...
– Świt albo ktokolwiek mówili ci cokolwiek o przekraczaniu Grzmiącej Ścieżki? Przechodziłeś kiedyś? Mam na myśli tak świadomie, nie z nieopisanymi pokładami szczęścia. – zaczął temat, skręcając powoli w stronę jezdni. Moment, dwa, a będą stali na skraju twardej nawierzchni. Dobrze by było się zorientować ile młody wiedział o podstawach bezpieczeństwa.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
-Oh... tak smutno będzie bez ciebie -powiedział, bo w czasie tego ich małej podroży Ośmiornica zdążył już cynamonowego pointa polubić- No to raczej nie ma co się martwić jeśli nie będę sam. Zawsze jest ktoś wtedy do pomocy i w ogóle. I bym mógł czasami chodzić na spacery jak mama Świt i może też bym poznał przez to dużo ciekawych kotów tak jak ona -a kiedy doszli do Grzmiącej Ścieżki kremowy ticked spojrzał w tamtą stronę a potem na Wędrujące Światła i pokręcił głową- Nuh uh -tak szczerze to nigdy chyba nawet nie przechodził w jedną stronę a co dopiero w dwie.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Taka cena za spokój. Spytaj Zajęcze Ucho, zaraz ci powie, że taki smutek jest dużo lepszy. – o ile stara zrzęda jeszcze żyła. Chyba bury oriental powinien jeszcze chodzić po tym świecie, ale kto go tam wie, wypadki chodziły po kotach. Na przykład zawał, gdy nagle padnie imię, którego mieli nadzieję już nie usłyszeć. Biedny Zając znowu by zaczął obserwować podejrzliwie wszystkie gałęzie czy nie czai się na nich Orion.
– No chyba faktycznie nie ma co. – posłał kremowemu asymetryczny uśmiech. Skoro on uważał, że nie było powodów do niepokoju, to kimże był cynamonowy oriental, by go przekonywać dalej do trudności spotykających matki? On swoją robotę wykonał. Ostrzegł.
Teraz co najwyżej mógł wywalczyć zmianę kodeksu. Może jak się będzie nudził po obiedzie, co to dla niego.
– Nic straconego. Najważniejsze to nie być bezmyślnym ślimakiem. – zaczął swój mały wykład. – Nigdy nie podchodź za blisko ciemnej nawierzchni bez potrzeby, niektóre auta zjeżdżają bliżej krawędzi. Rzadko, ale zdarza się. Pierwsze co robisz to oceniasz czy jest duży ruch. Z tego co słyszę, mamy szczęście, nie przejeżdżają zbyt często, jak co chwilę słychać auta to lepiej sobie darować przechodzenie w takim miejscu. Na osiedlu są czasami takie białe pasy, gdzie łatwiej przechodzić, bo zwalniają, ale tu jest dzicz, tu nie ma takich luksusów. Ogólnie najbezpieczniej przechodzić w momencie, gdy nie słyszysz i nie widzisz nadciągających aut z obu stron. Wiele kotów poleci ci gnać na złamanie karku w takiej chwili, ale no właśnie, jest ryzyko, że złamiesz sobie kark jak tak wystrzelisz. W spokojne dni starczy po prostu przebiec na drugą stronę, nie musisz od razu uciekać przed całym światem. W sumie wszystko jasne póki co? – zreflektował się nagle, że instruował kaczątko Świt, może trzeba było podzielić informacje na mniejsze segmenty, a nie tak sobie paplać.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
No to w takim razie dobrze, że Ośmiornica nie był bezmyślnym ślimakiem tylko okrągłym kaczątkiem. Miał q takim razie okazję przeżyć przejście przez Grzmiącą Ścieżkę i dostać się do Klanu Wichru w jednym, nierozjechanym na placek kawałku.
-Nie podchodzić za blisko do ciemnej nawierzchni. Musi być mały ruch -zaczął swoją uproszczoną wyliczankę, bo tego długawego wywodu instruującego go o technikach przejścia to pewnie inaczej w całości by nie zapamiętał, a przynajmniej nie w tym wieku i z jedynym wpływem na jego umysł to z tym Świtającego Nieba- albo wcale go nie być. Lepiej przechodzić przez pasy. Jak nic nie słychać i nie widać to przebiec -powtórzył do końca i spojrzał na Wędrujące Światła swoimi żółtopomarańczowymi oczkami w poszukiwaniu akceptacji słów, które właśnie wypowiedział. Może nawet i poklepania po główce, takie maślane te oczka zrobił.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A jednak kaczątko wykazywało się wolą przetrwania i dzielnie chłonęło wiedzę, która miała w tym pomóc. Ewentualnie wykazywało potrzebę aprobaty, patrząc po tym jak okrągłe oczka błyszczały w oczekiwaniu na reakcję orientala.
Kim on był by odmawiać tego kociakowi?
– Elegancko. – pochwalił i poklepał lekko kremowe czoło. Trzeba było korzystać, że Ośmiornica jeszcze nie wymagał zadzierania łapy wyżej dla takich gestów. – Chcesz przetestować wiedzę w praktyce i nas przeprowadzić czy innym razem?
Dzisiejsza cisza na drodze zachęcała do zdobywania pierwszych doświadczeń z przechodzeniem, ale nie nalegał. Właśnie przekroczyli rów i dzielił ich od jezdni tylko kawałek pobocza.
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
Oczy Ośmiornicy wręcz zaświeciły się niczym gwiazdki na niebie kiedy dostał pochwałę i poklepanie od Wędrujących Świateł. Najpierw musiał przeżyć to, dopiero potem mógł skupić się na pytaniu cynamonowego pointa i zastanowieniu się nad odpowiedzią, jak już się chociaż trochę uspokoił po fakcie, że po czole poklepała go żywa legenda.
-Mogę! -zarzucił a potem rozejrzał się jeszcze po Grzmiącej Ścieżce, żeby upewnić się, że nic nie jedzie. Nie widział też pasów, ale tak jak Wędrujące Światła mówił, w dziczy nie było takich rzeczy, więc trzeba się było bez tego obejść. Jak już sprawdził, że wszystko było bezpieczne to spojrzał się na Oriona i powiedział- Uwaga, będziemy teraz przebiegać -a potem ruszył przed siebie biegiem, ale nie takim na złamanie karku tylko po prostu sprawnym, żeby szybko znaleźć się na drugiej stronie, ale nie połamać łap i karku.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przez krótki moment oriental odnosił wrażenie, że Ośmkorniczka zaraz wybuchnie, zostawiając po sobie kupkę brokatu. Młody zdławił finalnie ekscytację i przyjął propozycję przeprowadzenia ich na drugą stronę. Orion zaczął się zastanawiać czy rozsądnie zrobił zawierzając swoje życie w takie niedoświadczone łapki, ale... trudno się mówi.
Nie żeby samotnik zamierzał umierać, albo bezmyślnie biec za młodym. Oczywiście, że zamierzał sam kontrolować otoczenie o w razie czego złapać za gąsienicowaty ogon i powstrzymać Ośmiornicę przed zostaniem plackiem. Ale okazało się to zbędne – warunki drogowe im sprzyjały. Orion ruszył u kremowego boku, w kilku susach przedostając się na drugą stronę. Jezdni, oczywiście. Nie na tamtą drugą stronę.
– Grratulacje, pierwsze przeprowadzanie masz za sobą, cała ekipa żyje i jest w jednym kawałku. Pełen sukces. – pochwalił i na moment opadł na przednich łapach by rozciągnąć grzbiet. Gdy się wyprostował, machnął łbem w stronę poszarzałych drzew. – Swoją drogą, niemal tuż za nimi znajduje się Klan Wichru. Już prawie dotarliśmy do celu. Jak się z tym czujesz?
krótkowłosy, kremowy, pręgowanie ticked, bardzo wysoki, pulchny, raczej taki okrągły w kształtach, standardowy pysk, dość krótkie uszy typu fold, małe oczy o kolorze żółtopomarańczowym
wesoły, towarzyski, przyjazny, energiczny, sympatyczny, pewny siebie, lubi pogawędki, pogaduchy i ploteczki (na które zwykle się nabiera), pomysłowy, chętnie zajmuje się młodszymi, uległy i pokorny wobec tych wyżej w hierarchii, nienawidzi wody i deszczu, ogólnie nie lubi być mokry, potrafi wpaść w panikę jeśli traci kontrolę nad sytuacją, potrafi być poważny, ale potem zwykle się tego wstydzi, bo woli być widziany jako sympatyczny i uśmiechnięty luzak
No to pierwsze osiągnięcie Ośmiornica mógł sobie odhaczyć. Kremowy ticked zaśmiał się tak dumnie z siebie pod nosem, wypinając pierś do przodu na całe zdarzenie i słowa Wędrujących Świateł. Jak to powiedział starszy kocur, pełen sukces, więc chyba syn Świtającego Nieba mógł się chwilę tym ponapawać zanim zaczęli iść dalej, nie?
No dobra, ale żeby nie było, że jest jakiś arogancki to nie robił tego zbyt długo.
-O?! To już niedaleko?! To musimy iść! Bo tam muszę się spotkać z mamą Świt! -zawołał, najpierw dreptając w miejscu, bo nie wiedział, w którą stronę powinien iść, żeby dotrzeć. Dopiero po tym jak cynamonowy point ruszył to Ośmiornica podążył za nim, żeby się nie zgubić na ostatniej prostej.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Można było czytać z kremowego jak z otwartej księgi. Takiej z dużymi literkami, małą liczbą słów i obrazkami na każdej stronie, więc nawet nie trzeba było doktoratu by zrozumieć treść. Nie żeby Orion kiedykolwiek zbliżył się do zdobycia tytułu doktora, wszystkie eksperymenty przeprowadzane na klanowych kotach były nieautoryzowane i wątpliwe moralnie. Na swoją obronę miał jedynie, że niejednokrotnie sam był własnym obiektem badań. Co również nie wpływało pozytywnie na profesjonalizm.
– Mhm, nawet bardzo niedaleko. Długość drzewa, może dwie. – potwierdził, chociaż równie dobrze mogły ich czekać i trzy długości. Albo pięć, jeśli oriental pójdzie nieco równolegle by opóźnić moment dotarcia. Czuł w kościach, czuł w każdym jednym włosku tworzącym jasną szatę, że Świt nie było w Wichrze. Że ryzyko jakie podejmował by zobaczyć córkę było nieuzasadnione, bo nie znajdowała się teraz po drugiej stronie granicy, a gdzieś w wielkim świecie. Chyba że dotarła na miejsce przed Ośmiornicą. Wątpliwe. Jeśli się rozdzielili jeszcze przed pozostałościami Nowego Świtu... mogły minąć księżyce zanim bura wyczerpie moc okolicznych atrakcji i przypomni sobie o swoim celu.
Orion raczej nie miał duszy. Więc to musiała odzywać się intuicja w tym momencie – nie spotka Świt na granicy. Ale to tym bardziej musiał dopilnować by wpuścili kremowego. Wpuszczali kogokolwiek, ale kto ich tam wie.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Po paru księżycach nieobecności nadszedł czas by wrócić do domu. Przygodny były fajne, jednak nie mogły trwać wiecznie, chociaż jakby ktoś podróżował razem z nim, pewnie jeszcze trochę zajęłoby zanim wróciłby do klanu. Niestety mimo wielu poznanych pysków, nikt nie został z nim na dłużej. Trudno, pewnie tak miało być. Wiesiołek, Lis i inni za nim tęsknią, musi wrócić. Niestety po drodze nie spotkał nikogo z zaginionych przyjaciół. Było to dość dołujące, ale starał się tym nie przejmować. Zawsze mogli pójść w innym kierunku niż on!
Z resztą, teraz miał większy problem na głowie. Czy przyjmą go z powrotem? Jak zareagują na jego powrót? Co powiedzą o jego zniknięciu? Niby nie zrobił nic złego, ale czy na pewno? Z jakiegoś powodu czuł się winny.
Powinien też się zorientować jak obecnie wygląda władza w klanach, przynajmniej w Rzece. Kiedy zniknął, Łabędź wydawał się być bliższy Gwiezdnym niż im.
Szedł powoli, w stronę Topiołków, rozmyślając nad tym wszystkim. Był już blisko klanów, istniała szansa, że znajdzie się ktoś, kto odpowie na chociaż część z jego pytań! Byle nie był z Rzeki, nie rozumiał czemu, ale nie był w stanie tam wrócić. Jeszcze nie.
Przymusowo wydoroślał. Księżyce z dala od domu sprawiły, że musiał choć trochę spoważnieć i zacząć traktować świat na serio, a konieczność zadbania o siebie wymusiła na nim myślenie. Ciągłe podróże nie zmniejszyły jego ciekawości świata, jednak teraz nie pcha się we wszystko, co wyda się interesujące, bez najmniejszego nawet zastanowienia. Zaczął w końcu myśleć, a nie tylko robić i przyjmować ewentualne konsekwencje. Nie przeszkadza mu samotność, bo zdążył do niej przywyknąć, ale towarzystwem nie pogardzi. Gdy tylko znajdzie sobie jakiegoś kompana, chętnie porozmawia, jednak nauczył się w końcu słuchać, a nie tylko mówić. Co prawda dalej wyraża swoje opinie głośno i dobitnie, ale zdarza mu się ugryźć w język, jeśli sytuacja tego od niego wymaga.
Problem Gniewosza polegał na tym, że jego nieobecność nie trwała paru księżyców, tylko... właściwie to więcej niż był w stanie zliczyć, nie tracąc w trakcie rachuby. Na początku, gdy tylko został zabrany przez dwunogów, to właśnie myśl, że uda mu się wrócić, napędzała go do działania. A przynajmniej do dnia, gdy zaczął tą nadzieję tracić, mimo, że nie przyznałby tego na głos. Wtedy zaczęły liczyć się przygody, bo... tak właściwie to były jedynym stałym element w jego życiu. Ciągła wędrówka w nieznane. Jego domu już nie było, a nie potrafił sobie innego znaleźć.
A może po prostu przestał szukać?
Ironią losu było to, że... mimo upływu czasu, ostatecznie go odnalazł. A przynajmniej miejsce, które kiedyś nim było. Dopiero wtedy, gdy minęło tyle czasu, że wspomnienia stały się niewyraźne, a marzenia powrotu odległe. A i tak... rozpoznał te tereny od razu.
Problem polegał jednak na tym, że Wicher... nie był już jego Wichrem, tak jak on nie był już do końca Gniewoszową Łapą. Czuł się bardziej... po prostu Gniewoszem. Wątpił, by ktokolwiek tęsknił za nim. Kiedyś, po zniknięciu... być może. Ale teraz? Nawet nie wiedział ilu jego starych znajomych wciąż żyło. A rodzina? Czy ktokolwiek na niego czekał?
Rozsądek podpowiadał mu, by iść dalej. Kontynuować życie, które teraz prowadził. Serce jednak kazało zostać. Może i nie należał już do tego miejsca, ale... czy było jakiekolwiek inne, które miało dla niego prawdziwe znaczenie?
Mimo, że kręcił się w klanowych okolicach od dobrych kilku dni, coś mu nie pozwalało pójść na granice z Wichrem. Czy chciał wrócić do klanu? Znowu należeć? Nie wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie. Teraz był już... obcym. Ostatecznie więcej życia spędził jako samotnik, niż klanowicz.
Z tego właśnie powodu był w kropce. Nie potrafił odejść, jednak wrócić do Wichru również nie. Takie rozmyślenia nie dawały mu spokoju, dlatego gdy w zasięgu jego wzroku pojawił się obcy kot, jego uwaga mogła być w końcu skupiona na czymś innym.
Nie myśląc zbyt wiele (ale wciąż więcej niż zrobiłby stary (młody) Gniewosz), postanowił podejść bliżej. — hej! — krzyknął, zanim całkowicie zbliżył się do nieznajomego. Nie chciał go przestraszyć, dlatego wolał zakomunikować swoją obecność wcześniej. — jessteśś może z... któregośś z klanów?