Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Potrafiła być jak woda, gotowa wpłynąć do każdego naczynia, dokładnie rozpoznać kształt i osiąść się w nim tak żeby żadna kropelka nie uciekła. Wydawało jej się, że właśnie tak przeszła przez życie. Dopasowując się. Zawsze wiedziała jak dobrać odpowiednie słowa, znaleźć odpowiednie ścieżki, spojrzeć w odpowiedni sposób. Od dziecka do starości, zawsze jej jedyną wiedzą było przetrwanie. I nic się nie zmieniło. Wiedziała jak się poruszać, mówić, myśleć – wszystko by wybrzmieć i wyglądać autentycznie. A mimo to w takich chwilach jak ta, nagle czuła chęć czegoś znajomego. Chociaż tylko na uderzenie serca, gotowa otrzepać je jak brud z futra. Uczucie to jednak nie znikało jak paprochy, raczej wgryzało się mocniej jak kleszcze, a Onyks po prostu po paru chwilach zaczynała je akceptować. Akceptować to, że nie doświadczy już prawdziwej więzi, która nie będzie powlekana kłamstwami i grą.
— Lubię myśleć, że moja wyjątkowość polega na nie byciu naiwną. Wszyscy zawsze mają nadzieję czy wiarę, my po prostu widzimy świat jaki jest. Inni zawsze szukają czegoś dobrego we wszystkim. — Czy naprawdę mówiła szczerze? Przypadkiem jej nadzieją nie było spotkanie Kukułki jeszcze raz? Mimo iż ta nie żyła od księżyców. Czy przypadkiem czasami nie ona była tym dobrem? Nieważne jak bardzo się do tego nie przyznawała. Czy to nie ona kochała naiwnych? Hipokrytka.
Intensywnie zielone oczy wyrażały zmęczenie, ale nie na długo, a kiedy tylko zrozumiała jak bardzo maska opadła, poprawiła się w tym samym momencie co kocica wróciła do rzeczywistości. Widziała to zamyślenie. Nie komentowała. Wykorzystywała.
Zgraja zdrajców, kochanka, plugawa siostra i zdradziecki ojciec. Nie miała żadnego z tych. Jedynym zdrajcą w jej życiu był brat. Kocur, który prawdopodobnie nadal chodził gdzieś po tych terenach, nosząc imię na tę samą literę co ona. Wybrała je specjalnie, by zawsze być blisko niego. Nie spodziewała się tylko, że oriental do końca będzie uważać ją za zbędny balast, ona? Z jakiegoś powodu nigdy się z nim nie rozstała, pomimo tego. Pogodziła? Nie sądziła.
— Niech gniją — odpowiedziała, praktycznie jak wiwat, coś co się krzyczy podczas wzbijania toastu. Nie było w jej głosie radości, ot, ledwo podniósł się o oktawę, a mimo to ewidentnie było wiadomo o co chodzi. — Spotkało ich to na co zasługiwali. — Nic więcej, nic mniej, tyle miała do dodania.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Księżyce: 58 Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Dziewanna Ojciec: Kruczopiór [*] Partner: Rosocha? Trwałe urazy: Spora blizna na lewym policzku, biegnąca tuż pod okiem i zakrzywiona; niewielka ale wyraźna pionowa blizna na górnej powiece prawego oka; nadwrażliwość na promienie słoneczne, niedosłuch
Albinoska o długim, puszystym śnieżnobiałym futrze. Budowa standardowa, smukła i zgrabna; oczy barwy lodowato błękitnej, wpadającej w róż; niewielkie pędzelki na uszach, zaróżowienia w okolicy łap, oczu i nosa; zakrzywiona blizna biegnąca pod okiem na lewym policzku
Ambitna i władcza, o zwichrowanej psychice spowodowanej przeżyciami; zimna, często porywcza i wybuchowa, często traktuje inne koty pogardliwie i patrzy na nie z wyższością; bezwzględna, uwielbia manipulować i być podziwiana
Przekręciła uchem. Ich spojrzenia na świat były zaiste, podobne. Ona również narodzona została bez żadnej wiary, a kroczyła przez życie nie ufając nikomu, nigdy. Same gwiazdy się od niej odwróciły, jej los został zbrukany, w tym świecie nie było dobra, dla nikogo. Pokiwała głową. - Zaiste. - miauknęła. - nadzieja.. czymże ona jest, niczym innym jak wymówką do tegoż, by pozwolić innym, kotom czy też wyimaginowanym siłom przejąć kontrolę nad twoim losem. - mruknęła, prychając. Ona nigdy na to nie pozwoliła. A jeżeli ktoś będzie chciał ten stan zmienić, będzie musiał walczyć o to do ostatniego oddechu, który wydobędzie się z rozdartej szponem białej łapy gardzieli.
Gdy kocica jej przytaknęła, na białym pysku pojawił się krwiożerczy uśmiech. Otóż to. Zasłużyli. I nie mają prawa upominać się o coś, co nigdy nie miało być ich udziałem. Lodowate oczy skupiły się ponownie na czarnej sylwetce kocicy. Przez chwilę wpatrywały się w nią nieodgadnionym wzrokiem. Kimkolwiek była.. z pewnością była ciekawą personą. Może kiedyś jeszcze się spotkają... Tymczasem robiło się późno, Zmierzch już zapadł, wypadało więc ruszyć w dalszą drogę. Balladyna wstała powoli, po czym kiwnęła puszystą kitą czarnej kocicy. - Intrygująca z ciebie postać. Czas już na mnie, ale może kiedyś się jeszcze zobaczymy... Dusze przeklęte zawsze na siebie natrafią. - miauknęła, ostatnie zdanie wypowiadając ze skrytym cieniem uśmieszkiem na pysku. Pożegnawszy się tymi słowami, rzuciła starej kocicy ostatnie spojrzenie, po czym wynurzyła się ze stodoły, rozmywając się niczym zjawa w zapadającym mroku.
Zt.?
✦ ✦ ✦
Gorzka wódka, gorzka wódka
Niech mnie ktoś zabije Gorzka wódka, gorzka wódka
Chyba już nie żyję
Niech mnie ktoś pochowa
W białej sukni sobie zblednę
Panną młodą nie zostanę,
nigdy nią nie będę
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Nadzieja była matką głupich, a Onyks nigdy głupia nie była – więc przytaknęła Balladynie z lekkim uśmiechem, zgadzając się z jej tezą. Nadzieja jednak była matką, a Onyks zawsze brakowało matczynego ciepła. Może dlatego też była hipokrytką, która prowadziła się całe życie tym uczuciem?
— Jak najbardziej, nie zatrzymuję — odpowiedziała z kiwnięciem głową na pożegnanie. — Miejmy nadzieję, że do tego czasu nie zatańczę ostatni raz ze śmiercią. Do następnego spotkania, Balladyno — mruknęła na pożegnanie i odprowadziła kocicę wzrokiem, zostając samej ze swoimi myślami i powoli zanikającym światłem, które wpadało jeszcze niedawno do środka budyneczku. Dziwna była samotność na stare księżyce. Inna. Czasem wtedy zastanawiała się jak robiły to inne koty? Kiedy nie było już nikogo? Też wtedy błądziły po ścianach wzrokiem i wspominały dawne czasy? Otrzepała się i wzięła dech, zatrzymując zimne powietrze w płucach. Bolało, ale przypomniało jej, że powinna się ruszyć. Wrócić do stajni. Tylko tam czuła się bezpiecznie ostatnimi czasy, nawet jeśli musiała unikać ludzkich spojrzeń.
zt
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
czarny dymny z bielą x rudy [chimeryzm], widmo tygrysich pręg, biel na mordce (okala lewe oko i policzek, nos, płaty wąsowe i brodę) i na końcówce ogona, krótka sierść, niebieskie oczy, uszy typu curl, wystające górne kły
poszukujący uwagi, zestresowany, niepewny, czasami złośliwy, niezręczny społecznie
Tak jak zachwyt Ruletką nie mijał, tak dość szybko po pierwszym leczeniu zaczął czuć doskwierające szczypanie z ran, niekomfortowy ucisk na szyi, gdzie momentami miał wrażenie, że tracił oddech już zupełnie, na tylną nogę utykał, gdy tylko poczuł ostry ból przy obciążeniu. Utykanie jednak sprawiło, że czuł się dziwnie niesymetryczny, a to wprawiało go we frustrację. Na domiar złego, zaszyli się w jakiejś zaplutej dziurze, gdzie bał się dotknąć niemalże wszystkiego z obawy, że wyjdzie spod tego jakiś karaluch i go pogryzie albo wleci do ucha. Wszystkie niedogodności jednak rozpływały się jak poranna mgła, gdy do gospodarstwa wchodziła Perliczka. Bazyliszek rozweselał się od ucha do ucha, jak tylko dostrzegał znajome futerko, i marniał w oczach w momencie, gdy znikała.
Tego dnia był sam, sapiąc głośno z nudy i bólu, pysk niechętnie kładąc na zapyziałym kocu. Dopiero co go porządnie przetrzepał i pozbył się najdrobniejszej faktury, która go niepokoiła, choć teraz czuł, jak łapy mu mrowieją w nieprzyjemnym uczuciu. Co za życie nie do życia.
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Posiadanie sekretów przed Feniksem było nienaturalne. Szczególnie, gdy w grę wchodziły takie ekscytujące informacje!! Ale jej pacjent potrzebował spokoju, a niestety jej rudy przyjaciel był antonimem spokoju. I tylko dlatego ukryła rannego w tej stodole na ostatnie dwa dni, totalnie.
Teraz znowu wpadła do środka z pyskiem zapchanym medykamentami – motki pajęczyny, liście pokrzywy i łopianu. Nie wprowadzała do leczenia niczego nowego, ponieważ była profesjonalistką. Te zioła służyły do leczenia ran, nie było potrzeby rozglądać się jeszcze za nagietkiem. To by zakłamało wyniki eksperymentu. I to nie tak by przekładała swoje badania nad życie Bazyliszka, ale!! Póki co nie było źle, prawda?
— I jak się czujesz?? — zapytała po uwolnieniu pyska z niesionych przedmiotów. I tak jak rzeczywiście chciała o tym posłuchać (musiała dbać o samopoczucie pacjenta!!), tak od razu wepchnęła się na koc by zmienić opatrunek na szyi i obejrzeć pozostałe rany. Zdjęła bandaż z szyi kocura i przyjrzała się uważnie naruszonej tkance. Pamiętała jak wyglądała dwa wschody słońca temu i widziała poprawę! Strupek wyglądał bardzo ładnie, więc powtórzyła dotychczasowe zabiegi na śladach po ugryzieniu. A potem przeniosła się do tych niewielkich zadrapań i...
Matko, jednak było źle. Zamrugała kilka razy patrząc na bok kocura, ale to nie omamy wzrokowe, to co było ledwo zauważalnym zadrapaniem, teraz odznaczało się na tle ciemnej sierści. Nie rozumiała tego. Łopian ją tak zawiódł?? Przecież na szyi się sprawdzał bezbłędnie, a tam miał dużo większe wyzwanie. Zerknęła jeszcze na łapę, starając się nie pokazywać po sobie tej drobnej paniki, która się w niej zbierała. Ale tam przynajmniej było bez zmian, ale kurczę, nie pomagało na określenie, które zioło lepiej się sprawdzało. W przypadku łopianu miała sukces i porażkę, więc wychodziło na zero – dokładnie jak w przypadku pokrzywy.
— Chyba jeszcze trochę czasu spędzimy razem, wiesz? Zanim będę mogła ciebie wypuścić z czystym sumieniem — zażartowała, ale dopóki Bazyliszek nie dopytywał o powód przedłużenia wspólnego czasu, nie zamierzała go informować o jego aktualnym stanie. To by go tylko zestresowało, a wtedy gorzej by się zrastał, prawda??
A nie było czym się stresować, pieszczoszka miała już plan. Zaczęła od tylnej łapy. Wyczyściła to zadrapanie jakby sama królowa pszczół miała z niego jeść, przeżuła jeden z przyniesionych liści pokrzywy i starannie go rozsmarowała. Może sama metoda nie była zła, a jedynie potrzeba było trochę więcej czasu?