W końcu, po długiej podróży rozpoznałem Szepczącą Sadzawkę przed sobą. Wzdrygnąłem się, aura tego miejsca zaskakiwała nawet teraz, choć nie byłem tu pierwszy raz. Spojrzałem na Wierzbownicową Łapę i kiwnałem jej głową. - Nie pójdę z tobą. Napij się wody, a potem... potem powitają cię już Gwiezdni. Będę czuwał - obiecałem, stając na straży.
Gdy tylko zobaczyła to miejsce, wiedziała, że oto dotarła. Ich oczom ukazał się cel ich podróży, gdy słońce chyliło się już powoli ku zachodowi. Kotka poczuła mocniejsze bicie serca, ogon lekko jej drgnął, gdy wpatrywała się w lśniąca taflę wody, taflę, przy której od nieprzerwanych księżyców Przywódcy i Medycy spotykali się z Gwiezdnymi przodkami. Nawet, jeśli nie była pewna ich mocy, czuła uroczystą aurę tego miejsca, która napawała ją jednocześnie fascynacją i dumą, jak i obawą. Co ujrzy? Co usłyszy? Wzięła głęboki wdech, strzygąc uchem na słowa kocura. Kiwnęła zastępcy głową. - Dziękuję, Ogniste Serce. - miauknęła kocurowi, który eskortował ją aż do tego miejsca. Teraz patrzyła, jak ten oddala się, zostawiając ją sam na sam z pradawnym miejscem. Odwróciła wzrok z powrotem ku sadzawce, chwilę jeszcze patrząc na refleksy światła odbijające się na jej powierzchni. Już za chwilę miała zostać prawowitą medyczką, według tradycji pobłogosławiona przez świetlistych przodków dawnych medyków. Co czuła? Wiele. A jednocześnie, z każdym kolejnym oddechem jej umysł wypełniała pewność. Co ma się stać, stanie się.
W końcu ukucnęła, kładąc się nad brzegiem wody, aż jej wąsy dotknęły jej powierzchni. Oto została sam na sam z przodkami. Powoli zaczęła pić, a lodowato zimna woda spływała jej do gardła. Nawet nie zauważyła, gdy nadszedł sen.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Nie zawsze podobał jej się kierunek, w którym zmierzał Klan Rzeki. Wielokrotnie zaciskała zęby z frustracji, ilekroć zaobserwowała nowy rozwój wydarzeń. Czasem... czasem miała wrażenie, jakby to, co nazywała niegdyś domem, zgubiło się gdzieś po drodze. W jego miejsce weszło coś obcego, jeżącego sierść na karku. Księżyc nie lubiła zmian. Nie lubiła rzeczy, które odbiegały od normy, która za życia była jej codziennością. Był to jednak powód, dla którego nie mogła ingerować–tak samo jak wielu innych Gwiezdnych. Podczas gdy ona zasilała szeregi przodków, świat pod jej łapami nie stał w miejscu; nieustannie się zmieniał, od początku czasów. Taka była kolej rzeczy. Choć bardzo jej się to nie podobało, nie miała prawa narzucać swojej woli klanowi. Musieli sami znaleźć własną drogę. Przynajmniej jeden z podjętych wyborów wyszedł na dobre–wygnanie z Rzeki Sennego Świtu. Żałowała tylko nieporządku, jaki to wywołało.
Sen przyszedł szybko do leżącej na brzegu Wierzbownicowej Łapy, a gdy po raz kolejny otworzyła oczy, nie ujrzała przed sobą Szepczącej Sadzawki; zamiast wody spotkała się z bezkresną łąką, łagodnie skrzącą się od srebrzystego pyłu. Choć pokryte niezliczonymi gwiazdami niebo sugerowało noc, okolica była znacznie jaśniejsza niż w czasie pełni. Kocie sylwetki zdawały się pojawiać na krawędziach pola widzenia Terminatorki, by zaraz zniknąć, jakby były zaledwie złudzeniem.
Minęło kilkanaście długich uderzeń serca, nim naprzeciw Wierzbownicowej Łapie wyszła niziutka kotka o piaskowej, lśniącej sierści i okrągłych, orzechowych oczach. Jej kark był wyprostowany, a wyraz mordki wręcz śmiertelnie poważny. Zatrzymała się kilka kroków przed Terminatorką Medyka.
— Witaj, Wierzbownicowa Łapo. Jestem Księżycowy Pył... dawna Medyczka Klanu Rzeki — przedstawiła się krótko.
Nie powiedziała na ten moment nic więcej, dając kotce czas na przetrawienie sytuacji.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Jej oczy otworzyły się, a ona z biciem serca zauważyła, że nie znajduje się już nad brzegiem sadzawki. Powoli wstała, rozglądając się po migoczącej w świetle księżyca polanie. Było jasno, mimo iż nad jej głową świeciła setka gwiazd. Chłonęła widok, z każdym uderzeniem serca utwierdzając się w przekonaniu, że słowa o przodkach były…. prawdą. Tym bardziej, gdy zobaczyła jak naprzeciwko niej wychodzi mała kotka, która zwróciła się do niej po imieniu. Wierzbownica skinęła głową. Księżycowy Pył..to imię nic jej nie mówiło, kotka musiała być medyczką Klanu Rzeki wiele księżyców temu. - Witaj. - miauknęła zwyczajnym spokojnym głosem, przyzwyczajając się do niezwykłości sytuacji. Mimo to jej wąsy drgały lekko ze skrywanych głęboko odczuć. Na skraju widzenia wyłapywała niewyraźne świetliste sylwetki kotów, lecz gdy zwróciła wzrok na jakiejś dłużej - ta znikała, jakby była tylko majakiem. Jej wzrok skupił się na niskiej kotce. Wyraz jej pyska był poważny, sylwetka wyprostowana. Budziła swoisty respekt, i Wierzbownica także wyprostowała się lekko, kremowy pysk wyrażał skupienie.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Księżyc przyglądała się jeszcze chwilę młodej kotce. Przez jej umysł przewijało się wiele skomplikowanych myśli, dlatego dała sobie moment na rozważenie dalszych słów, nie chcąc rzucić czegoś nieprzemyślanego. Wiedziała, że to ona wyjdzie naprzeciw Wierzbownicowej Łapie, ale nie mogła powstrzymać wewnętrzego rozerwania spowodowanego jej skomplikowaną sytuacją. Nie tak powinno być. Nie tak powinni zostać wybierani Medycy–nie przez Przywódcę, by mógł ich ustawić pod siebie. Z drugiej strony nie uważała, że Wierzbownicowa Łapa była złym wyborem. Wręcz przeciwnie. Z tego też powodu jej uczucia były tak skomplikowane. Sytuacja była delikatna w jej osobistym odczuciu.
Drobna zmarszczka wykwitła na piaskowym czole, ale wewnętrzna burza nie przebiła się na naturalnie neutralną–poważną ekspresję dawnej Medyczki.
– Zostałaś... wybrana przez Nocną Gwiazdę. Dlaczego? – zapytała, nieznacznie przechylając głowę na bok.
Oczywiście, wiedziała o sytuacji z Sennym Świtem–w końcu była Gwiezdną. Wiedziała, że Wierzbownicowa Łapa została wplątana w to wszystko po rozmowie z Przywódcą. Sama do końca nie wiedziała co chciała znaleźć w jej słowach, ale... nie mogła. Nie była w stanie od razu przejść do mianowania, bez odbycia rozmowy z Terminatorką.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Nie spodziewała się takiego pytania. Widać fakt, że wybrał ją Nocną Gwiazda wzbudzał konsternację nie tylko u żyjących kotów. Nie sądziła, że będzie musiała opowiadać wszystko jeszcze raz, myślała, że Gwiezdni widzą przecież co działo się na dole, w Klanie, i dlaczego wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Czy zrobiła coś złego, prosząc o rangę przywódcę, gdy obecny medyk był niegodny zaufania i rozsiewał na jej temat jakieś chore plotki? Mimo nieprzyjemnego odczucia odpowiedziała, jej ton był spokojny. - Nocna Gwiazda sam podczas zebrania powiedział, że kandydaci mają przyjść do niego. Na początku poszłam do Sennego Świtu, i zapewne wiesz jak potoczyła się ta rozmowa…..i wiesz, że próbował on zrujnować moją reputację.- miauknęła. Chyba Gwiezdny Klan widział jak nieodpowiednie było zachowanie Poety, delikatnie rzecz ujmując. Poruszyła nieznacznie ogonem. - Byłam zdeterminowana by zostać medyczką, chociaż zdaje sobie sprawę, jak dziwnie to wygląda. - kontynuuowała. Kot, który po odrzuceniu przez Medyka mimo wszystko idzie do przywódcy… ona też wolałaby, by wszystko wyglądało inaczej. Poprawnie, zgodnie z tradycją, normalnie. Ale wiedziała też, że musiała spróbować. I jak się potem okazało, Senny Świt i tak okazał się parszywym zdrajcą. Więc czy jego chore urojenia na temat jej osoby były w ogóle warte jakiegokolwiek rozpatrywania? - Nocna Gwiazda wybrał mnie, ponieważ nie ufał już Sennemu Świtowi. I jak się okazało, miał rację. - zakończyła. Czy Gwiezdna uważała, że jej kandydatura była niewłaściwa? A może sam sposób, w jaki została wybrana, nie tradycyjnie, dyskwalifikował ją w oczach Gwiezdnych? Czy po tym wszystkim, po całej jej ciężkiej pracy miała zostać odesłana z kwitkiem? Jej pysk pozostawał niewzruszony, mimo niepewności która rosła w jej wnętrzu. Z drugiej strony, nabierała coraz większego przekonania co do prawdziwości….wszystkiego. Pomimo wrażenia nierealności, mimo wszystkich obaw jakie zajmowały teraz jej umysł, do świadomości, która wcześniej wyrażała powątpiewanie wobec może nawet i istnienia przodków, coraz wyraźniej docierał fakt, że oto wszystko dzieje się naprawdę. Dzieje się naprawdę, i po raz kolejny musi walczyć o swoją rację, nawet w konfrontacji ze zmarłymi.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Wraz z odpowiedzią Wierzbownicowej Łapy piaskowa kotka zrozumiała, co chciała od niej usłyszeć. Gdy ostatnie słowa wybrzmiały w przestrzeni między nimi, zmarszczka na czole dawnej Medyczki wygładziła się, a wyraz jej mordki nieznacznie złagodniał. Księżyc kiwnęła sztywno głową i milczała jeszcze chwilę, mieląc w głowie słowa, które chciała przekazać Terminatorce.
– Ambicja... nie jest dziwna. – W końcu Księżyc sama została Medyczką dzięki ambicji i determinacji, których nie ukrywała przed Łososiową Łuską.
Wierzbownicowa Łapa nie została wybrana poprzez bycie zauważoną przez Medyka, a przez Nocną Gwiazdę, który wykorzystał sytuację po rozmowie z nią. Długofutra kotka ewidentnie rozumiała swoją sytuację i była w stanie to powiedzieć na głos.
Księżyc zacisnęła zęby na dwa uderzenia serca, a jej czoło ponownie się zmarszczyło w geście zamyślenia. Nie była najlepsza w dobieraniu słów i układaniu długich, ładnych wypowiedzi. Chciała jednak w pełni przekazać Terminatorce to, co siedziało w jej głowie. Oczywiście to nie tak, że nie myślała o tym wcześniej, ale zawsze miała problemy z werbalizacją swoich myśli. Wreszcie westchnęła cicho i przymrużyła powieki.
– Masz rację. Ale niezależnie od wszystkiego... wierzę, że będziesz dobrą Medyczką Klanu Rzeki. Nawet jeśli Nocna Gwiazda uczynił ciebie Terminatorką Medyka... bo nie ufał Sennemu Świtowi – powiedziała powoli, ważąc każde słowo; zaraz po tym, zdawałoby się, wyprostowała kark jeszcze bardziej, a jej głos stał się nieco donośniejszy. – Dziś zostaniesz pełnoprawną Medyczką. Nie jesteś dłużna Nocnej Gwieździe... otrzymania tej rangi. I nikt nie ma prawa tobie jej odebrać. Tak długo jak dobro Klanu Rzeki stawiasz na pierwszym miejscu – zakończyła finalnym tonem, przecinając raz i drugi ogonem powietrze. – Czy jesteś gotowa?
Była tylko jedna odpowiedź na to pytanie, ale i tak chciała ją usłyszeć od Wierzbownicowej Łapy; dać jej przy tym przetrawić słowa, które padły z mordki dawnej Medyczki.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Widząc, jak pysk kocicy łagodnieje, i jej brwi, wcześniej lekko zmarszczone wyprostowały się. Kiwnęła głową. - Też tak uważam. Aczkolwiek bycie wybranym przez przywódcę, nie przez medyka....to jest dziwne. Nie powinno tak się potoczyć. Ale stało się. I już nie ma odwrotu, przeszła całą długą drogę i mimo tego, że nie została wybrana tradycyjnie pracowała jak na medyka przystało, pracowała za dwóch.
Z każdym kolejnym słowem Gwiezdnej, jej serce biło coraz szybciej. A więc jednak. I ona wyprostowała się, ogon delikatnie unosząc. Aprobata dawnej medyczki Klanu Rzeki rozwiała jej wątpliwości. Nie była nikomu nic dłużna. Sama pracowała na wszystko, każdą nieprzespaną nocą, każdym powtarzanym setki razy w pamięci medykamentem. Pracowała, by być każdego dnia coraz lepszą. I tak też zamierzała postępować dalej. Klan Rzeki, mimo że nie zawsze aprobowała jego koty, zawsze będzie dla niej na pierwszym miejscu. Gdy padło finalne pytanie, jej odpowiedź była pewna i gorliwa. - Jestem, Księżycowy Pyle. - miauknęła, chyląc lekko czoła, po czym znowu kierując wzrok na Gwiezdną. Chociaż swoim zwyczajem nie mówiła wiele, gwiezdna kotka mogła wszystko wyczytać z jej poważnych, złocistych oczu. Czekała, a wokół niej migotały srebrzyste grzbiety przodków.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
– To prawda. Ale co się stało to się nie odstanie. Klan Rzeki będzie w dobrych łapach... i to jest najważniejsze – odparła bez chwili zawahania.
Wierzbownicowa Łapa miała cechy, które według Księżycowego Pyłu czyniły ją dobrym wyborem. Była silna, ambitna i mimo przeciwności losu stała tutaj przed nią, przed Gwiezdnym Klanem, gotowa otrzymać pełną rangę i trzymać pieczę nad zdrowiem Klanu Rzeki. Drobna część Księżyc... widziała w jasnofutrej kotce trochę samej siebie, nawet jeśli ich okoliczności bardzo się od siebie różniły.
Była Medyczka odchrząknęła cicho, powtarzając formułkę, którą niegdyś wypowiedziała przy mianowaniu Barwnej Wody; którą usłyszała od Łososiowej Łuski w trakcie własnej ceremonii. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej to zrobić po raz kolejny.
– Ja, Księżycowy Pył, dawna Medyczka Klanu Rzeki – zaczęła tak jak kiedyś; sylwetki kotów, które wcześniej siedziały na granicy pola widzenia Terminatorki zaczęły powoli gromadzić się dookoła, w większości nieznane długowłosej kotce, ale wszystkie skupione wyłącznie na niej. – Wołam do naszych przodków... by spojrzeli na tą Terminatorkę. Ciężko trenowała, by zrozumieć nasze ścieżki. Z naszą wspólną pomocą... będzie mogła służyć Klanowi Rzeki przez wiele księżyców. – Orzechowe oczy zogniskowane były na jasnozłotych ślepiach kotki, poważne, pełne oczekiwania. – Wierzbownicowa Łapo. Czy przysięgasz przestrzegać Kodeksu Medyka? Pozostawać z dala od rywalizacji między klanami... i na równi chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia?
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Sylwetki wokół niej stawały się coraz wyraźniejsze, i wśród migotania gwiazd kremowa kotka mogła już dostrzec pyski poszczególnych kotów. Nie rozpoznawała jednak żadnego z nich, wszyscy jednak znali ją. Wraz z gromadzeniem się dawnych Medyków Klanu Rzeki na świetlistej polanie, w uszach Wierzbownicowej Łapy wybrzmiewały kolejne słowa Gwiezdnej. Długowłosa terminatorka stała wyprostowana, z uniesioną głową a poważnym wzrokiem wbitym w te należące do Księżycowego Pyłu. Słowa mianowania wypełniały przestrzeń dookoła, a jej serce biło mocno. Odtąd stawała się częścią grona prawowitych Medyków Klanu Rzeki, a wraz z kolejnymi słowami Gwiezdnej w jej łapy powierzany był obowiązek całkowitego oddania Klanowi. I była na to gotowa. Gdy ostateczne pytanie zawisło w świetlistej przestrzeni, Wierzbownica odezwała się, a jej głos był czysty i dźwięczny. - Przysięgam. - padło z jej pyska, a błyskanie gwiazd wokół zdawało się być coraz to intensywniejsze.
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Niezależnie od wydarzeń i zbiegu okoliczności, które sprowadziły Terminatorkę Medyka na tę drogę, była to podniosła chwila i nikt nie miał prawa jej tego zabrać. Księżycowy Pył miała świadomość, jak ciężkie jest brzemię Medyka Klanu Rzeki, jak wielu z nich umarło przed osiągnięciem starości; w tym ona sama. Przynajmniej ona miała okazję być Pomocnikiem Medyka pod okiem Łososiowej Łuski, nim otrzymała pełną rangę... ale zbyt wiele kotów zwyczajnie nie otrzymało takiej opcji. Zostawiło swoich uczniów tak jak ona zostawiła Barwną Wodę i Gorzką Łapę, nawet jeśli ze wszystkich sił starała się to zadośćuczynić.
Wierzbownicowa Łapa nie tylko nie miała wsparcia Medyka, ale jej wybór odbiegał skrajnie od konwencji. Trudno przewidzieć reakcję kotów. Sama Księżyc za swojego życia... nie miała najlepszej relacji z wieloma Rzeczniakami, choć z innych powodów.
– Z mocy Gwiezdnego Klanu... nadaję ci prawdziwe imię Medyka, Wierzbownicowa Łapo. Od tej chwili będziesz znana jako Miodowa Łąka. Gwiezdny Klan uznaje twoje oddanie i determinację... i wita cię jako pełnoprawnego Medyka Klanu Rzeki – oświadczyła.
Jej mordka złagodniała do wyrazu, który sugerował cień uśmiechu. Z Barwną Wodą dotknęła się nosem, ale Miodowa Łąka nie była jej uczennicą, dlatego w zamian–na wzór swojego dawnego mentora–ukłoniła głowę w geście powitania. Dookoła nich koty zaczęły skandować imię nowej Medyczki, jedne głośniej, inne z cichą wzniosłością. Kontrowersje na ten moment poszły w niepamięć, a atmosfera dookoła stała się lżejsza, pełna rozmów i uśmiechów.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Miodowa Łąka. Jej pełne i ostateczne imię, już jako prawowitej medyczki. Chociaż nie spodziewała się, że przestanie już być Wierzbownicą, wybór podobał jej się. Ukłoniła głowę powtarzając gest Gwiezdnej, po czym wyprostowała się słuchając skandowania kotów dookoła. Polana jaśniała, a sama kocica czuła wewnętrzną radość i dumę, choć jej pysk nie oddawał tych emocji, nie licząc cienia uśmiechu. Została pełnoprawną medyczką, tak jak zawsze pragnęła. Mimo problemów, mimo ataków Sennego Świtu stała teraz tu, wśród Gwiezdnych. Wybrana przez przodków, z nienaruszalnym potwierdzeniem jej rangi i umiejętności, i będzie prawdziwą Medyczką Klanu Rzeki. Jej wzrok padł z powrotem na piaskową medyczkę. - Dziękuję..... zrobię wszystko co w mojej mocy, by Klan Rzeki miał odpowiednią opiekę. - odparła, a w jej głowie pojawił się obraz dawnej mistrzyni. Już nigdy nie pozwoli by taka sytuacja się powtórzyła. Odruchowo rozejrzała się po otaczających ją gwiezdnych, jednak nie dostrzegła nigdzie pyska Bzyczącej Muchy. Oby była teraz w lepszym miejscu..
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
Głosy zaczęły stopniowo cichnąć, aż na łące pozostały tylko dwie kotki–nowa i dawna Medyczka. Księżyc pozwoliła sobie na ciche westchnięcie, z którym resztki podniosłej atmosfery pozostały rozwiane. Zastąpił je spokój.
– Miód łagodzi podrażnione gardło... To zadanie, które ciebie czeka po powrocie. Z całkiem nowym imieniem, nadanym ci przez Gwiezdny Klan... i które tylko Gwiezdny Klan może ci odebrać – powiedziała poważnym głosem. – Wspieraj Klan Rzeki. Wspieraj Nocną Gwiazdę... ale nie bój się wyjść mu naprzeciw, jeśli zacznie gubić drogę. Od teraz stoisz obok niego... i obok Ognistego Serca. Pamiętaj o tym. – Właściwość wyboru w wygnaniu Sennego Świtu nie oznaczała, że Księżycowy Pył zamierzała tolerować próbę kontrolowania Medyka przez Przywódcę; nie potrafiła czytać w myślach aktualnego Przywódcy Rzeki, ale tu i teraz miała możliwość chociaż uświadomić Miodową Łąkę co do jej pozycji.
Zawahała się na moment, rozważając odesłanie świeżomianowanej Medyczki z powrotem na brzeg Sadzawki; jej myśli powróciły do kwestii Rzecznych Medyków, wypalających się przed osiągnięciem naturalnego kresu życia. Piaskowa kotka zmarszczyła lekko czoło. Nie mogła tak zostawić Miodowej Łąki, w swoim odczuciu praktycznie bez niczego. Nie lubiła dużo mówić, ale być może przez to, że dawno nie miała okazji rozmawiać z kotami ze świata żywych, nie była w stanie powstrzymać języka.
– Staniesz przed wieloma trudnymi sytuacjami. Nie da się przewidzieć... jakie to będą. Łąka przysypana śniegiem, pochłonięta pożarem... prędzej czy później się odrodzi. To prawda. Ale nie bój się zwrócić do nas o pomoc. Poradę. Tak długo jak nie odwrócisz się od nas... my nie odwrócimy się od ciebie. Gwiezdny Klan będzie oświetlał twoją ścieżkę. – Senny Świt nie był w stanie tego zrozumieć, mimo starań Barwnej Wody, jeśli jej pamięć nie myliła. – I jeszcze... niektóre koty rodzą się w niewłaściwych ciałach. Innych od tego kim są w środku. Nieraz przez to cierpią. Jeśli przyjdą do Szepczącej Sadzawki... możemy im trochę pomóc. By ich zapach odpowiadał temu, kim są... i by ich głosy brzmiały trochę bardziej naturalnie dla nich – dodała, czując lekką przykrość, że kwestia ta odeszła w zapomnienie, zdawałoby się, wraz z jej uczniem. – A teraz wracaj. Klan Rzeki was potrzebuje. Ciebie i Ognistego Serca. Dbaj o siebie tak jak dbasz o klan – powiedziała na koniec.
Krajobraz zaczął powoli się rozmywać, a wraz z nią sylwetka Księżycowego Pyłu. Nim jednak Miodowa Łąka całkiem powróciła do swojego ciała, jej uszy wyłapały jeszcze kolejne słowa, na które już nie miała czasu zareagować:
– Ciernisty Gąszcz dobrze cię wytrenowała... ale nie ufaj jej. Nie jest dobrym kotem.
Kiedy młoda Medyczka po raz kolejny otworzyła oczy, ujrzała tylko łagodnie falującą taflę Szepczącej Sadzawki.
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
Skandowania i mruczenie powoli zamilkły, a świetliste kocie sylwetki zaczęły rozmywać się z pola widzenia. Wkrótce na świetlistej polanie pozostały tylko dwie kocice. Świeżo mianowana medyczka słuchała w milczeniu słów Gwiezdnej przodkinii. – Miód łagodzi podrażnione gardło... To zadanie, które ciebie czeka po powrocie. Tak.. To było jej zadanie, zadbać o Klan, i nie pozwolić, by sytuacja z Bzyczącą Muchą powtórzyła się. Nigdy więcej, choćby miało ją to kosztować jeszcze więcej krwawicy wlanej w nauczenie się emocji i psychologicznej rozmowy z kotami, nie dopuścić już do tragedii. Łagodzić...nie tylko kocie ciała, ale i umysły. Na tyle, ile zdoła.
Zastrzygła delikatnie uchem, z powagą wsłuchując się w słowa kotki, gdy ta wspomniała o Nocnej Gwieździe. Wiedziała doskonale co dawna medyczka ma na myśli, a miała na myśli to, co wiele kotów przed nią. Kremowa kotka nigdy jednak nie chciała być ślepym pionkiem w życiu Klanu. Czyż nie dlatego między innymi aspirowała na bycie medykiem? Żywiła wobec Nocnej Gwiazdy wdzięczność, jednak nie oznaczało to, że będzie zamykać oczy gdyby robił coś nieodpowiedniego. Jak na razie jednak, nic nie wskazywało na to, by miało dojść do takiej sytuacji. I oby tak pozostało. Zamierzała wspierać przywódcę, i współpracować z nim, w przeciwieństwie do jej poprzednika. Skinęła głową, słowa były zbędne. Rozumiała.
Słuchała dalej, w gwiezdnej ciszy, a słowa byłej medyczki sprawiły, że w jej środku coś drgnęło.
Nie bój się zwrócić do nas o pomoc. Poradę. Tak długo jak nie odwrócisz się od nas... my nie odwrócimy się od ciebie. Gwiezdny Klan będzie oświetlał twoją ścieżkę. - te słowa nawet w kocie o tak niewzruszonej mentalności wywołały pewne uczucie...podniosłości. Gwiezdny Klan istniał, co do tego nie miała już złudzeń. Czy otrzymała odpowiedź na swoje wątpliwości, czy aby zmarli przodkowie mają aż taką moc w kierowaniu życiem kotów? Nie. Ale nie zamierzała się odwracać. Jej ścieżki strzegła teraz pradawna tajemnica dawnych przodków, z którą była związana przysięgą. Była prawdziwym medykiem Klanu. To odróżniało ją od Sennego Świtu.
Kolejne zdania, które padły z pyska Księżycowego Pyłu sprawiły, że brew kremowej delikatnie się uniosła. Koty, które urodziły się w niewłaściwym ciele... Jej dawna mistrzyni Jeziorna Bryza, Kałużowa Dolina...mimo zdziwienia kremowa kiwnęła głową. Nie sądziła, że...jest sposób, by na to zaradzić. Chyba zatem powinna zadbać i o to. Wyrywając się z zadumy, spojrzała na kocicę poważnie. - Dobrze. Będę pamiętać. O wszystkim. - miauknęła, a chwilę później polana zaczęła wirować, a obraz dawnej medyczki rozmył się w jej oczach. Gdy zapadła ciemność, usłyszała ostatnie słowa Gwiezdnej.
Nie jest dobrym kotem....
Jej oczy otwarły się, a ona poczuła, że z powrotem leży na zimnym kamienistym brzegu Sadzawki. Woda falowała łagodnie. Kremowa kotka chwilę jeszcze leżała, po czym powoli wstała. Czuła się, jakby wybudziła się z głębokiego i nierealnego snu, ale wiedziała, że wszystko było jak najbardziej realne. Była medyczką. Ta myśl sprawiła, że poczuła spokój i pewność. Udało jej się.
Przeciągnęła delikatnie zastałe kości, po czym odwróciła się od tafli, i ruszyła wprost do czekającego na nią zastępcy. Nie wiedziała, jak długo spała, ale na niebie świeciły już gwiazdy. Srebrna Skórka zdawała się teraz być dla kotki inna, niż wcześniej. Bliższa. -Jestem, Ogniste Serce. - miauknęła cicho. - Możemy wracać. Przed nimi długa droga.
xxxxZrobiło się chłodniej, gdy tylko Wierzbownicowa Łapa położyła się przy sadzawce i zasnęła. Wytężyłem wszystkie zmysły kręcąc się przy niej i czujnie sprawdzając okolice. Ostatnim razem nie spotkaliśmy niebezpieczeństwa, ale to nie oznaczało, że tak miało być i tym razem. Jeśli czegoś życie w lesie, w Klanie uczyło, to tego, by nigdy, ale to przenigdy nie być zbyt pewnym na terenie, które nie było obozem. Niekiedy nawet obóz przestawał być bezpieczny, gdy wokół były koty, które nigdy nie powinny zyskać zaufania. Ale Klan Rzeki nie był tym przypadkiem. Był silny jak nigdy dotąd, spokojny, stonowany. A gdy wrócą... gdy wrócą, będzie już tylko lepiej. W końcu staną całkowicie na nogi. Będzie Nocna Gwiazda, ja i medyk, któremu możemy powierzyć życie kotów. Kotów, które przysięgali chronić nawet za cenę własnego życia, kotów, za które bez wahania oddałbym życie, gdyby była taka potrzeba. Nic nie stało wyżej od Klanu Rzeki na mojej liście priorytetów. Od zawsze był to mój dom i koty, które chciałem chronić, które były ważniejsze od wszystkiego innego, nawet ode mnie samego. Zawsze tak było. Prawie. Z drobnym wyjątkiem. Spojrzałem na sadzawkę, a potem w górę, na niebo. Dalej nie znałem odpowiedzi na pytanie, czy potrafiłbym wybrać Barwnoskrzydłą ponad moją rodzinę. Kto wtedy był ważniejszy? Czy jeśli chciałaby uciec, schować się gdzieś tylko w dwójkę, zostawiłbym Klan Rzeki i wszystko to, czym dla mnie był? Nie wiedziałem. A może wiedziałem, ale nie potrafiłem się przyznać przed samym sobą, wstyd zbyt bardzo wżerał mi się w mózg i sprawiał, że odpowiedź zwłaszcza przed samym sobą była trudna do przedstawienia? Może. Teraz to już i tak nieważne. xxxxReagowałem na każdy szelest. Nic się jednak nie działo, nie na tyle poważnego, bym musiał interweniować. Ciekaw byłem, kogo spotkała? O czym rozmawiała? Zaakceptowali ją, jako medyczkę Klanu Rzeki? Znów wróciłem myślami do lepkiej Drogi Grzmotu, która wydawała się chcieć mnie zatrzymać, jakbym robił coś nieodpowiedniego. Jakbym prowadził do Szepczącej Sadzawki nie tego kota, którego powinienem. Ale to było złudzenie. Albo niedomówienie. Jeśli Gwiezdni uważaliby Wierzbownicową Łapę za zły wybór, odezwaliby się już wcześniej. Jaskółka odezwałaby się wcześniej. xxxxDrgnąłem, gdy usłyszałem głos młodej kotki. Spojrzałem na nią z lekkim uśmiechem - możemy wracać. A więc wszystko poszło dobrze. Całe szczęście. - Cieszę się. Jak masz na imię? - zapytałem luźno i ruszyłem powolutku w stronę domu. Jeszcze tylko trochę, a położę się w swoim legowisku i będę spać do rana. A potem obudzę się, by rozdać patrole, poprowadzić trening, zapolować... i tak każdego innego dnia. Już zawsze. Tak, jak jeszcze niedawno obowiązki zastępcy przywódcy wprawiały mnie w dyskomfort i zakłopotanie, tak... chyba zaczynałem naprawdę to lubić. Chyba faktycznie czułem się ważny, użyteczny, gdy to robiłem. Dziwne uczucie, czuć się ważnym. Czuć się jak ktoś, kto nie zabiera powietrza i ktoś, kto nie przeszkadza samą swoją obecnością. Dziwne, bo zawsze tak było. Bo gdy zostałem terminatorem, nie czułem szczęścia z powodu awansu, a stres związany z tym, że nie zasługuję, by zastępca mnie szkolił. Gdy miałem zostać wojownikiem, bardziej pozytywnie rozpatrywałem skok do na głęboką wodę, niż zjawienie się na wezwanie Łabędziej Gwiazdy. Długo po mianowaniu głupio było mi wchodzić do legowiska wojowników. Ciężko pracujący, wartościowi wojownicy... i ja. Ale od jakiegoś czasu już tak nie było. Robiłem coś i się w tym sprawdzałem, a jeśli robiłem błąd, szybko go korygowałem i... życie toczyło się dalej. Szkoda, że tak dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że błędy i lekcje z nich wyciągnięte to bardzo ważna część życia, może nawet najważniejsza. Może gdybym wiedział o tym trochę wcześniej, nie musiałbym się biczować za każdą pomyłkę, może byłoby mi trochę lżej oddychać, gdybym nie czuł, że to powietrze nie jest dla mnie. Stare, szare czasy. xxxx Wracaliśmy dokładnie tą samą drogą, co by się nie zgubić. Zagadywałem co jakiś czas do Miodowej Łąki, choć głównie szyliśmy w ciszy. Nie mogłem się doczekać przedstawienia Nocnej Gwieździe nowej medyczki. Wiedziałem, że to przyniesie ulgę i jemu - jedna sprawa mniej, którą nie trzeba się przejmować. W oddali widziałem już Borsucze Pagórki, co oznaczało, że byliśmy coraz bliżej domu. Jeszcze tylko Grzmiąca Ścieżka, po niej to zaledwie chwila, nim zaczniemy słyszeć szum rzeki. - Ta sama zasada co wcześniej, Miodowa Łąko. Na mój znak biegniemy od razu na drugą stronę - przypomniałem jej, gdy tylko usłyszałem już pierwsze warknięcia potworów z oddali. Niby tyle razy się już tu było, a jednak - niepokój zawsze był taki sam. Wzdrygnąłem się, słysząc kolejny warkot. Im szybciej, tym lepiej. xxxxŚcieżka była ruchliwa. Stanęliśmy oboje po jednej stronie i dłuższy czas po prostu czekałem, bo potworów wcale nie ubywało. Kiedy przejeżdżał jeden, zaraz za nim pojawiał się kolejny. Ruszałem ogonem na boki w niepokoju, ta chwila dłużyła mi się niemiłosiernie. Jeden potwór, drugi... w końcu, po paru dobrych chwilach czekania, Grzmiąca Ścieżka wydała mi się pusta. Upewniłem się, że jest bezpiecznie i krzyknąłem na znak, by ruszać. Sam jednak zawahałem się, bo dokładnie w chwili okrzyku usłyszałem warkot potwora. Czarny, ogromny potwór przemierzał drogę dużo szybciej niż my, czułem, jak nogi robią mi się miękkie, gdy tylko zrozumiałem, że kremowa kotka pobiegła zgodnie z moim znakiem. Otworzyłem szerzej oczy, wyciągnąłem się do przodu i pobiegłem tuż za nią. Potwór był coraz bliżej, słyszałem, jak w przerażającym tempie przemierza kolejne odległości. - Miodowa Łąko! - krzyknąłem w desperacji i czystej panice. Nie miałem czasu, by móc się w ogóle zastanowić co powinienem zrobić, widziałem jedynie świeżo upieczoną, młodą medyczkę, która pędziła tuż pod wielkiego i charczącego potwora. Niewiele myślałem. Byłem trochę za nią, nie dogonię jej... nie zdołam. Z łzami w oczach wybiłem się z miejsca i skoczyłem ku kotce, chciałem się na nią rzucić i wypchnąć na drugą stronę, poturlać się wraz z nią, jak najdalej od śmiertelnego niebezpieczeństwa. Dotknąłem łapami jej futra, cały naparłem na kotkę i odrzuciłem przed siebie, by mogła znaleźć się na trawie po drugiej stronie. Miałem wrażenie, że jestem tam z nią, nie do końca potrafiłem zrozumieć, czy to, co czuję pod łapami, to dalej jej futro, czy już miękka, zielona trawa. - Miodowa Łąko? Miodowa Łąko! - krzyczałem, rozglądając się dookoła, ale nie widziałem ani jej, ani potwora, ani niczego. Jedyne, co czułem, to miękkie coś pod łapami, coś co sprawiało, że czułem się, jakbym dalej tam był. Było ciemno, niczego nie widziałem, nie mogłem nawet stwierdzić, czy nam się udało. Łzy czystego strachu i szoku ciekły mi po policzkach, serce biło jak szalone. Gdzie była Miodowa Łąka?