Słuchał i notował. Tego było dużo, jeśli nie naprawdę dużo. Omawiali i omawiali i naprawdę ucieszył się, kiedy Cis zawiadomił go, że niedługo będzie koniec. Mózg mu się powoli przegrzewał, ale nie miał zamiaru się poddać. Skupiał się jak mógł. Odeśpi to później. Jest młody, nie wiekowy jak Cis, czas ów młodość wykorzystać.
- Żołądek łapiemy - powtórzył po mistrzu na znak, że rozumie, bo istotnie wszystko rozumiał. - Co się stanie, jak jednak pomylę? Jeśli podam komuś niewłaściwe zioło, które, powiedzmy, nie ma takich mocnych skutków jak wymioty?
Później kiwał głową i kiwał głową, bo wszystko rozumiał. Kolejne trzy choroby do zapamiętania.
- Nadążam - wymruczał, bo faktycznie nadążał.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Albo po prrrostu nie zadziała i będziesz musiał leczyć jeszcze rrraz, albo... gorrzej. Lepiej, żebyś się nie mylił - skitował tylko. To zależy co da, jeżeli da coś, co negatywnie będzie oddziaływać na organizm, może stać się wszystko. Nie dało się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. - Już kończymy, luzik. Będziesz mógł się z tym wszystkim prrrzespać na spokojnie - zaśmiał się. Wiedział, że tego było dużo, ale najwyraźniej dało się to wszystko ogarnąć. On ogarniał, Rybołów, Barwinek... i cała reszta medyków. poeta też da radę. - Ostatnia chorroba, swędziawka. Ją akurrrat rrroznosza pchły. Natarrrczywe drrrapanie się przez kota, a więc na ciele pewnie będzie miał sporro zadrrrapań. Duża chęć lizania, co powoduje czerwienie skóry. Kot też cały czas jest w stanie niepokoju. Do tego... nacierrranie poszczególne miejsca liściami szczawiu, rrrazem z czymś na uspokojenie. Okłady z szczawiu uśmierrzają ból. I... brrrawo Poeto, znasz objawy i leczenie KAŻDEJ chorrroby z jaką możesz się spotkać! jakie to uczucie?
No tak. Profesja medyka jest tą, która nie wybacza błędów. Żadnych.
- Spać - skwitował. I zaśmiał się.
Posiadał ogromną wiedzę. Przestał liczyć, może trzydzieści ziół już znał. Z ilu? Wolał nie myśleć. Dzisiejszy dzień był wyczerpujący, ale bardzo edukacyjny. Dał radę. Przebrną, miał wrażenie, przez najdłuższą część historii. Co teraz? Ile im tego zostało? Skoro Cis tak uroczyście to ogłosił, to znaczy, że musieli zbliżać się do końca, i ów koniec najprawdopodobniej nastąpi szybciej, niż by się tego spodziewał. Kiedy to minęło? Przecież niedawno rozpoczęli trening!
- Jestem wyczerpany, ale... - wziął głęboki oddech. Głowa zaczynała go już boleć od tego nadmiaru wiedzy. - Gotowy. Gotowy - powtórzył. Chciał, żeby to wybrzmiało. - Cieszę się, że uczę się pod twoim okiem. Cieszę się, że spytałem się ciebie wtedy o miejsce terminatora i że jesteś moim mentorem.
Cis mu odpowiedział i Poeta, zadowolony poszedł spać. Prosto do łóżka. Tak go to wyczerpało
***
Przeczuwał, że jego następny dzień treningu będzie też jego ostatnim. No bo co mogli omawiać? Ziół nie była nieskończona ilość. A wątpił, żeby Cis przyłożył taką uwagę do czyszczenia legowisk i pielęgnowania futer pacjentów. Wałęsał się po lecznicy i szukał jakiegoś zajęcia. Oczywiście, że liczył na kolejną dawkę wiedzy. Odsuwał na bok myśl, że już zaraz koniec. Wciąż nie wiedział, czy wypada wierzyć w gwiezdnych, co będzie później, jak zostanie medykiem... To później. Na razie żyjmy chwilą.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Sorki, już niedługo i nie będę cię męczyć - zaśmiał się. Wiedział, że tego było dużo, ale już naprawdę większość było za nimi. Nim się Poeta obejrzy, będzie latał z własnym imieniem, a nie z Łapą na końcu która czeka na rozpoczęcie treningu. Cis sam nie mógł uwierzyć, że tak szybko im poszło. Miał wrażenie, że wczoraj zaczęli, a już czuł, że będą niedługo kończyć. Straszne. - Ja też się cieszę. Jestem z ciebie bardzo dumny, Poeta - polizał go między uszami, posyłając mu uśmiech. Nie skończyli jeszcze, trochę się jeszcze pomęczą, ale ten robił i tak ogromne postępy, więc Cis był ogromnie dumny z swojego terminatora. Naprawdę bardzo dobrze mu szło, bardzo, bardzo.
***
- Sieeemson! - miauknął, gdy tylko wrócił do Królikarni. Z rana był u starszych by zobaczyć jak się czują i tak wyszło, że rozmawiał dość sporo z Słonym Wiatrem, dawnym kolegą z którym dość nieźle się znał, jednak Cis wycofał się z tej wiadomości przez poczucie winy po tym, jak wraz z Barwną Wodą nie zdołali uratować jego partnerki. Teraz jednak zrozumiał, że może niekoniecznie powinien wiecznie brać winę na siebie, każda śmierć w klanie nie mogła być przecież jego winą. - Uczymy się dalej, co? Dzisiaj... urazy. Parrrę już znasz: płytkie i głębokie rany, użądlenie. Słyszałeś kiedyś o jakimś innym urrrazie? Albo... domyślasz się jakie mogą być?
Tylko Cis mógłby przywitać się w ten sposób.
Poeta natychmiast rzucił wszystko, co robił - czyli nic - i pognał za mistrzem. Kiwnął głową. Tak, chciał uczyć się dalej. Tak, był gotowy. Myślał. Jakie mogły być jeszcze urazy? Było ich dużo. Gdziekolwiek mogą dosięgnąć pazury, tam może być rana. Są rany i rany głębokie, ale je już umiał i widział niestety, na Kasztanie. Co jeszcze? To musiało być przecież coś realnego.
- Coś... Z oczami? Może utrata oka? - szukał w głowie dalej. Jak wyglądały koty? Czego im brakowało? Co się z nimi działo? Co straciły w strasznych potyczkach. - Utrata ucha? Utrata ogona? - zgadnął. Na więcej nie miał pomysłów.
Ale wiedział, że takich przypadków jest o wiele więcej. Pytanie brzmi: ile, bo Poeta wątpił, żeby było to mało.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Wow, lecimy z grrrubej rrurrry, dobrra - zaśmiał się. - Zacznijmy od końca - uszy i ogon opatrrruje się tak samo, jak głębokie rrrany. Więc tu nie trrrafiłeś. Niemniej urrazy oczu faktycznie występują, dość często, więc przy tym możemy się zatrzymać. - podreptał do składzika, by od razu mógł pokazać mu zioła które potrzebne są do leczenia. Zatrzymał się w środku, odnajdując potrzebne zioła. - W prrrzypadku urrazu gałki ocznej, należy oczyścić i odkazić rrranę, oprrócz tego jaskółcze ziele - tu nie było ziół do pokazania, tu jedynie słowna informacja. Lećmy dalej. - Cofnijmy się trrochę do mniej poważnych rran: obicia i zadrrrapania. Na oba pomaga nawłoć, podobnie jak na bóle stawów i płytkie rrrany. Oprrrócz tego stokrrotka.
Poszedł za kocurem do składzika. Rany. Na rany, mimo wszystko, czekał najbardziej. Po tym, co zobaczył u Kasztana zapragnął mieć takie samo opanowanie jak Cis i równie wysoką wiedzę, by bez problemu i bez poczucia strachu operować poważnych rannych. Może kiedyś, kiedy spędzi całe swoje życie w zakątku lecznicy i będzie musiał leczyć takie przypadki co chwila, osiągnie taki stan.
- Każde obicie powinienem zaleczać? - wolał się upewnić. Nie były to jakieś poważne rany, ale skoro nieleczony katar prowadził do śmierci nie zdziwi się, jeśli siniak może zmienić się w coś podobnego. - Nawet jak uderzę się o korzeń? - o to było nietrudno. Przynajmniej dwa razy uderzył się już gdzieś tutaj w Królikarni i jeszcze żyje.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Wiesz co, obicia i siniaki często znikają same i nie zawsze ktoś prrrzyjdzie je wyleczyć. Ale jak ktoś prrzychodzi z poważniejszą rrraną i zobaczysz, że ma obicie, też warrto się tym zająć. Szybciej się wyleczy - wytłumaczył. Leczenie tak delikatnych ran nie było konieczne, ale jak ktoś już przyszedł, to Cis zawsze wolał opatrzeć - potem się roznosiły plotki, że medycy niekompetentni i bla bla bla. Wolał tego uniknąć. - Są też stłuczenia i poważniejsze uderzenia. Te mogą być albo delikatne, albo takie no, dość srogie, poważne. Tu przyda nam się coś takiego jak skrzyp - sięgnął po zieloną roślinkę, pokazując kocurowi. - Zwalcza infekcje, zakażenia, zmniejsza krrrwawienie i pomaga przy rranach, a co najważniejsze: nakładany jest właśnie na stłuczenia i uderrrzenia - ciężko było opisywac urazy bez pokazywania ich w praktyce, no ale co miał zrobić, pobić kogoś z klanu żeby Poeta mógł na własne oczy zobaczyć jak to wygląda? No nie, więc kocur musiał polegać na wyobraźni, niestety.
Poczekał, aż ten przyswoi wiedze. To nie były trudne rzeczy, najtrudniejsze - choroby - mieli za sobą. Choroby trzeba było znać od deski do deski, żeby można było dobrze zdiagnozować: rany widziało się na własne oczy, wiedziało się z czym ma się do czynienia. - Dobrra, pamiętasz jak mówiłem, że wężymorrd, ten od kleszczówki, ma jeszcze jedno zastosowanie? No właśnie! Jeśli wyłamiesz korrrzeń tej rośliny, wyleci z niej mleczny sok, którry dajesz na ukąszenia żmii. Bo w tych rrrranach jest jad, którrego trrrzeba się pozbyć. Tak samo działa maść z krrrwawnika, warrto pamiętać!
Skrzyp pamiętał i zadowolił się sam sobą, kiedy w jego głowie zaświeciła informacja o roślinie. Jeszcze dobrze pamiętał zastosowania! No, może coś z niego będzie? Miał nadzieję, nie po to uczył się i powtarzał przed snem zdobytą wiedzę, by teraz cała poszła na marne. Kiwnął głową, na znak, że mogą przejść dalej. Wysłuchał mistrza i pierwsze pytanie zaświeciło mu dopiero przy obiciach.
- Cisowa Gałązko, jak długo powinny leżeć chore koty? Te mniej chore, te z poważnymi ranami? Koty na pewno będą się mnie pytać, na jak długo muszą zniknąć z klanowego życia i kurować się - zdziwiło go to, że ani on nie zapytał o to wcześniej, ani że Cis mu tego nie powiedział. Zwłaszcza, że była to dość elementarna wiedza!
- Pamiętam! - ciężko by było, żeby nie pamiętał. Ćwiczył choroby codziennie, bo skoro były najtrudniejsze, to miały też pewnie największą częstotliwość. Potyczki z lisami były już rzadsze.
Ponownie kiwnął głową. Wszystko zrozumiał.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Hm... to zależy. Jeżeli chodzi o coś takiego jak obicia czy siniaki, możesz od rrrrazu wypuścić kota i powiedzieć, żeby po prrostu uważał na opatrrunek. W prrzypadku chorrrób zarrraźliwych - parrę dni pod twoją opieką, gdzie sprrrawdzasz jak prrrosperuje chorroba, czy rraczej w strrronę wyzdrrrrowienia, czy pogorrrszenia. Tak naprrrawdę ciężko powiedzieć taki ścisły czas, bo każdy orrrganizm kurruje się inaczej. Dlatego my, jako medycy, codziennie zaglądamy do chorrrych i sprawdzamy ich stan. Widzisz, że kot jest zdrrrowy - wypuszczasz. Nie, to nie. Jeżeli ktoś pyta o dokładny czas, możesz mu powiedzieć, że plus minus parrrę dni, ale wiadomo że wszystko się może wydłużyć - ciężko było powiedzieć jednoznacznie, bo przecież każdy kurował się inaczej, potrzebował więcej bądź mniej czasu. Najważniejsza była wręcz obserwacja i codzienna kontrola pacjenta, aż się nie dojdzie do zadowalających skutków.
Pokiwał głową zadowolony i posłał mu ciepły uśmiech. Oczywiście, że pamiętał. - Jest coś, co się leczy nawet i księżyc, nawet dwa, może więcej. Złamania kości. Zanim kość się zrrrośnie, mija naprrawdę dużo czasu, co nie zmienia faktu, że codzienna kontrrola pacjenta i jego samopoczucia zawsze jest ważna, nawet w takim wypadku. Pierwsze co trrrzeba zrrobić, to nastawić łapę, następnie usztywnić i nałożyć maść z żywokostu! I obwiązac pajęczyną, co nie. Na złamanie otwarrte, tak jak na norrrmalną rranę - łopian bądź nagietek, pajęczyna... i pokrrrzywa albo żywokost. Właśnie, żywokostu nie znasz, patrrz - mruknął i wyciągnął lekko wysuszoną roślinkę. - Żywokost generrrralnie pomaga przy rranach, zwichnięciach i właśnie złamaniach. Oprrócz tego zmniejsza swędzenie skórrry i... pomaga przy oparrrzeniach. Ale ty już coś o ich wiesz, co? - zapytał, bo ciekawy był, czy oparzenia które Cis niemalże od razu zauważył na jego ciele były tylko przykrym wspomnieniem, czy jednak może wiedział co powinien z nimi postąpić by dobrze się zagoiły.
Czasami nie lubił, kiedy leczenie nie miało widełek, ponieważ oznaczało to, że musiał pracować na swoje wyczucie. Nie czuł kompletnie, że miał jakieś wielkie wyczucie medyczne. Jak dobrze, że ma Cisa, który go wszystkiego porządnie nauczy. Nie chciał myśleć co będzie - i kiedy mogą nastać - czasy, kiedy nie będzie liliowego u jego boku.
- Kiedy poznać, że kość się zrośnie? - dopytał. Nie widział jeszcze nikogo ze złamaniem na oczy, a więc ciekawiło go niezmiernie, jak coś takiego mogłoby wyglądać. I brzmiało to naprawdę poważnie. No bo jak to, pęknięta kość?
Nie spodziewał się następnego pytania od mistrza. Wiedział, że to raczej niewinna zaczepka klasyczna dla trajktotania Cisa, jednak nie mógł od siebie odpędzić jakiegoś nieprzyjemnego uczucia. Strząsnął się. Ból zapulsował mu w sercu krótkim sygnałem. Czemu tak na to reagował? Tutaj miał dom, to co było, minęło, i to minęło wiele księżycy temu.
Uśmiech zszedł mu z psyka. - To... Mój dom. Po moim domu. Pożar. Nie miałem medyka u boku, stąd te blizny - strząsnął się znowu, kiedy przypomniał sobie palące ciepło na skórze i irytujące poczucie cierpkości, pieczenia. Nie miał tego mistrzowi za złe: w końcu mógł wiedzieć, że to akurat od tego? Przecież rozmawiali o tym niedawno... Zignorował rosnące poczucie złości, ponieważ nie miało ono racji. Cis nie chciał. Cis nie chciał. Cis nie chciał. - Są jeszcze jakieś rany?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
- Hm... gdy łapa staje się mocniejsza, twarrrdsza, wraca do norrmalnego wyglądu. Sam pacjent też to czuje, dlatego ważne są konsultacje. Wszystko jest na wyczucie, ale na tyle oczywiste, że ciężko się pomylić - wytłumaczył, bo choć nigdy przy leczeniu złamania nie był, tak widział jak zrasta się rana Sennej Łapy. Nie dopytał wtedy na jakiej zasadzie Barwna Woda stwierdził, że rana była wyleczona. Nie zmieniało to faktu, że po tylu księżycach doświadczenia Cis nieco się domyślał jak co rozpoznać, nawet jeśli nie było widoczne gołym okiem.
Widział, jak zmienia się mimika Poety. Wiedział, że poruszył ciężki temat. Może zrobił to specjalnie, nie wiedział. Niemniej domyślał się skąd na ciele kocura widniały oparzenia, domyślał się, wiedział, a jednak zapytał. Przy okazji po to, by dowiedzieć się, czy ten miał jakąś wiedzę na ich temat, ale też dlatego by sprawdzić jak bardzo niestabilny to był grunt. Bardzo. - Mmm.. Są jeszcze inne rrany, oczywiście - potwierdził, a jednak nie zaczął trajkotać o niczym następnym. Chwilę stał w ciszy, czekał na reakcje kocura. Kiedy ten nie pisnął ani słowem, Cis postanowił odezwać się ponownie. - Prrzeprrraszam, Poeto, jeżeli musimy porruszyć na trrreningu coś, co nie jest dla ciebie fajne. Wygodne. Prrzyjemne. Miłe - zaczął i westchnął cicho. Przecież sam musiał niedawno mówić o użądleniach. Nieprzyjemnych dla niego użądleniach. - Wiesz, od czego jeszcze jest medyk, Poeto? Nie leczymy tylko rrran fizycznych, psychiczne rrrównież. Każdy może się do nas zgłosić z prroblemem, z załamaniem, z trrudnością... taką życiową, wiesz! I twoim zadaniem jest pomóc. Chciałbym, żebyśmy pomagali sobie nawzajem tak dobrrze, jak będziemy pomagać innym klanowiczom. Niemniej nie rrruszę dalej, muszę z tobą omówić... oparrrzenia. Jeżeli nie jesteś gotowy, możemy się zobaczyć tu jutrro, za parrę dni, za księżyc, dwa. Aż będziesz gotowy - wytłumaczył. Nie wypuści Poety spod swoich łap bez omówienia oparzeń, a co ważniejsze - bez przegadanej traumy. Nie było takiej opcji.
Właśnie tą zmianą tematu starał się uniknąć czegoś, co Cis zrobił i tak. Czy wściekał się na to za niego? Nie mógł stwierdzić. Na pewno nie myślał trzeźwo i nie chciał ani bezsensownie wybuchać, kiedy Cis sam też niedawno płakał w jego ramionach. Wiedział, że rola medyka nie ogranicza się tylko do znajomości kolorowych katarków ani ziół: dochodziło do tego leczenie psychiczne i cała masa zajęć, których nie przewidział na początku zgłoszenia swojej kandydatury. To nie tak, że przez to rola medyka spodobała mu się mniej - właściwie to było przeciwnie - po prostu... Ach, nie chciał, żeby cała uwaga spadła na niego. Nie chciał tego teraz omawiać. Teraz jego życie obracało się wokół nauki, a nie... No właśnie. Mówienia o tym, co się stało z jego domem. I skąd ma blizny i jak bardzo bolą one, choć czas już powinien je zaleczyć.
- Opowiem ci o tym kiedyś, dobrze? - poprosił mistrza. - Nie teraz. Teraz... - nie wiedział właściwie, czemu nie chciał o tym teraz rozmawiać. Nie wiedział nawet, czy jest sens zadręczać o to kocura, skoro ten ma i tak swoje problemy. - Teraz skończmy rany. Czym były te zwichnięcia?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Patrzył na niego zmartwiony. Wcale mu się to nie podobało, jednocześnie wiedział, że nie mógł i nie chciał go zmuszać do odpowiedzi. Delikatne tematy były... delikatnymi tematami i Cis był nikim kto mógł twierdzić, że powinien znać takie historie. Nie chciał naciskać na kocura. Jednocześnie wiedział, że musiał z nim przerobić oparzenia czy teraz, czy później. - Olcha, ta od kleszczówki, jak dasz do żucia to pomaga na ból zęba czy dziąseł - miauknął, sięgając po szerokie liście olchy, której, swoją drogą, było dość mało. Chyba serio musiał się wybrać na jakiejś porządniejsze zbieranie ziół. - Z poważniejszych urrrazów... jest coś takiego jak wstrrząs mózgu. Zawrrroty głowy, osłabienie, momentami prroblem z widzeniem. Nie ma na to jednego zioła. Ja dałbym jednak coś na ból głowy, na prrrzykład wierrzbę. Może... jaskółcze ziele, którre działa właśnie na urrrazy oczu. W skrrrajnych prrzypadkach krrrwiściąg, choć to podawałbym po tym, jak jaskółcze ziele z wierrzbą zawiodą - szczerze nie wiedział, nie spotkał się z takim przypadkiem nigdy, a Barwna Woda nie zdążył mu powiedzieć. Najlogiczniej jednak myśląc: to mogło pomóc. Miał taką nadzieję.
Ulga gwałtownie spłynęła po pysku kocura, gdy medyk zmienił temat. Olcha. Olchę znał. Zanotował też informacje o wstrząsu mózgu. Widać był on dość dziwnym przypadkiem, ponieważ poza jaskółczym zielem, pozostałe zioła znał. Przyjrzał się uważnie nowej roślinie. Czy to będzie ostatnia? Rozejrzał się uważnie po składziku. Nie, mają coś jeszcze do omówienia. Ale co?
Poetę powoli zaczynała boleć głowa; od rozmowy o oparzeniach, o tym, że lada moment koniec, że... Ach, co z tymi Gwiezdnymi? Kiedy ma zacząć o nich myśleć? Co ma o nich myśleć? Co niby? Zostawili mu dom do spalenia, sprawili, że Cis musi go uczyć całego zestawu ziół na tak drastyczne przypadki jak gangrena i bulgotka. Nie życzył tego nikomu i wątpił, żeby takie przypadki w ogóle stąpały po ziemi.
Co teraz?
Nie potrafił sobie wyobrazić, że lada moment zostanie... Pomocnikiem medyka.
Kiwnął głową. Mogli kontynuować.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek