Logo Artemidy
Wyprawa Cisowej Gałązki i Harmonijnej Łapy
#16
Skoro wszyscy byli cali i zdrowi, czas kontynuować wyprawę. Na całe szczęście wciąż mogli liczyć na gwarne towarzystwo okolicznej przyrody. Ptasie trele przerywane były jedynie od czasu do czasu warczeniem przejeżdżających w pobliżu potworów. Z czasem do uszu kocurów mogło dojść także charakterystyczne klekotanie, a gdyby tylko odwrócili się w stronę wrzosowiska, im oczom ukazałby się skupiony na poszukiwaniu zwierzyny bociek. Ptak jednakże znajdował się daleko i nie zwracał uwagi na parę wędrowców, zbyt skupiony na wykonywanej czynności. Jednym słowem wszystko szło gładko, tak jak powinno. Wkrótce przejdą Borsucze Pagórki, a stamtąd od celu dzieliło ich ledwie parę kroków.

Cis: lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 22 | HP: 80 | W: 60 |
Poeta: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 7 | HP: 65 | W: 45 |
[Obrazek: fNKwMnS.png]
Słuchajcie CISZY...
USŁYSZCIE Mądrość
...Odnajdziecie SPOKÓJ

WŁAŚCIWY DYSTANS DO SPRAW

ludzi i przedmiotów
Znajdziecie CZAS

KTÓREGO WAM BRAKOWAŁO

Słuchajcie CISZY
I MÓWCIE ciszej
LVL 1 90 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Zapatrzył się chwilę na bociana. - Nigdy nie widziałem ich na żywo - przyznał się. Nie zwolnił kroku, nie zatrzymał się, choć naprawdę bardzo, bardzo chciał. Niemniej były ważniejsze rzeczy, musieli jak najszybciej znaleźć się przy Szepczącej Sadzawce, żeby zdążyć wrócić przed zmierzchem - Cisowa Gałązka naprawdę bardzo nie chciał wracać o późnym mroku, nie mając pojęcia co czyha w ciemności. Nad ranem były to bociany, ale w nocy? Wolał się nie przekonywać ledwie tego samego dnia, co jego jeden jedyny terminator uzyskał pełnoprawne imię i rangę.
- Jeszcze trrochę, Poeto, dasz rrrradę. Drrroga jest żmudna, ja wiem - przyznał mu rację, bo faktycznie można było już się delikatnie irytować. Szybkim krokiem pokonywali Borsucze Pagórki, a im bliżej byli, tym Cis czuł narastający niepokój w żyłach. Było mu głupio - nie powinien zachowywać się... tak. Powinien tryskać energią, wspierać swojego ucznia, który zapewne sam stresował się okropnie. To nie on powinien być tu z mętlikiem w głowie, jednak spotkanie z gwiezdnymi nie dawało mu spokoju. Naturalnie, cieszył się na zobaczenie Barwnej Wody po tak okropnie długim czasie, swoich rodziców, może już rodzeństwo...? Ale myśl, że miałby zobaczyć jeszcze jedną, niebieską mordkę przed sobą przyprawiała go o dreszcze. Nie chciał jej widzieć, nie chciał na własne oczy przekonywać się, że jej nie ma, że już nigdy do niego nie wróci. Choćby całe życie miał trwać w niepokoju, że może gdzieś tam jest, że może próbuje się do niego dostać - lepsze było to, niż świadomość, że doskonale wie gdzie jest i że z tego miejsca nie było ucieczki. Rybołowi Lot żyła, czuł to we krwi. Czuł, że jest na tej samej ziemi, co i on.
Szli jeszcze jakiś czas. Cisowa Gałązka stawał się coraz to bardziej niespokojny, jednocześnie nerwowo poruszał... jakiekolwiek tematy, byle tylko nie iść w ciszy. Tak Poeta dowiedział się o historii, jak pierwszy raz spotkał Barwinka - kiedy jako kocię ganiał za motylkiem, którego nazwał "bebech", nie mając pojęcia co on tak naprawdę znaczy. Kiedy razem z siostrą, Krewką, mieli nauki z Łabędzią Szyją i byli oburzeni, że ten nie pozwala im zrobić konkursu kto zeskoczy z wyższej części Mroźnej Skały. Historii, jak wraz z Rybołowim Lotem bawili się w 'kto dalej rzuci kamieniem', albo jak jego siostra wróciła do klanu z złamaniem, zwichnięciem..? Sam nie pamiętał. A potem znów zniknęła. I tyle ją widzieli.
- To tu - szepnął cicho, kiedy stanęli przed Szepczącą Sadzawką. Cis wpatrywał się w jej blask jak oniemiały. Już kiedy tu był. W innym towarzystwie, w... swoim towarzystwie. Wtedy wszystko wydawało mu się takie beztroskie, przepełniało go szczęście i ekscytacja. Nie miał ani jednej myśli wątpliwości. I miał nadzieję, że Poeta czuł się tak samo. - Hej, popatrrrz na mnie - rzucił do niego. Stanął tuż przed nim, patrząc na niego chwilę, tylko chwilę, aż nie przejechał szorstkim językiem po jego głowie, między uszami. - Jestem z ciebie barrrdzo dumny, pamiętasz? Będziesz najlepszym medykiem, jaki Klan Rrrrzeki potrrrzebuje. Barrrdzo w ciebie wierrrzę - szepnął mu cicho, ciepło, patrząc w zielone oczy kocura. Da sobie radę, Cis był tego bardziej niż pewny. - Napij się - poprosił.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Dla Poety bocian był po prostu dodatkową irytacją. Faktycznie, widział zwierzę po raz pierwszy i było ono niebywale zachwycające, ale co z tego? Całe piękne świata lada moment może zostać zaprzepaszczone, jeśli coś zrujnuje. Wszystko stawiał na jedno. Wszystko musiał wykonać dobrze. Wszystko mogła zostać zniszczone. Gdy na szali stawało całe jego dotychczasowe życie i radości, niewielkie szczęścia były po prostu ignorowane.
Kocury szły przez moment we względnej ciszy. Poeta nie czuł się zły na mistrza, wręcz przeciwnie, pocieszało go to, że wspólnie idą w udręce i nie jest sam w kiepskim humorze. Nie chciał niczego zaczynać. Nie wiedział, jak długa jest droga, ani co wartościowego mógłby mu odpowiedzieć. Zasadniczo, był zbyt zestresowany, żeby racjonalnie myśleć.
Nie zorientował się, że Cis zaczął odpowiadać. Poeta machinalnie potakiwał na jego opowieści głową, w odpowiednich momentach wymuszał uśmiech, pomrukiwał "Ale fajnie!" albo "Ciekawe". Przysłuchiwał się tylko historii Rybołów. Gdy kocur skończył, Poeta posłał mu pokrzepiające spojrzenie. Czego oczekiwał? Nie wiedział. Czuł, że mówienie o zaginionej siostrze jest dla niego wymagające i skoro zdecydował się na swego rodzaju intymne wyznanie w takiej chwili, Cis naprawdę musiał go kochać. Kochać. Uświadomiwszy sobie, że liliowy faktycznie kocha go jak młodszego brata czy syna, mimowolnie na jego twarzy wypłynął uśmiech.
Dotarli. I uśmiech Poety zbladł.
Kocur zafalował zszokowany ogonem. Było cudownie. Pięknie. Na sekundę czas i miejsce nie było realne, istniał on i sadzawka. Nic więcej. Światła migotały się w niej, niebo jaśniało srebrem, wyglądała jak wyrwany skrawek nieba na ziemi. Istotnie, była ona magiczna. Poeta to czuł.
Przywrócił go język Cis na głowie. Kocur z lekkim przerażeniem spojrzał na mistrza, wyzwalając powoli, jak naprawdę się czuje. Starał się uśmiechnąć, na marne. Nie czuł się jak medyk, jak obrońca Klanu Rzeki. Ale Cis w niego wierzy.
- Kocham cię, Cis - gładko przeszło mu przez gardło. Chciał powiedzieć to mistrzowi teraz, zanim ich relacja zrujnuje się. - Jak starszego brata, jak... Jak Tatę... Jeśli coś zepsuję, błagam, nie wyrzucaj mnie. - Wyszeptał. Bał się. Bał się, że lada moment zostanie kompletnie osamotniony.
Na drżących łapach po jakimś czasie podszedł do sadzawki i napełnił pysk wodą.
Czas dać przestawienie życia.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Wiara była czymś skomplikowanym. Czymś, czego na dobrą sprawę nie dało się oceniać obiektywnie, jak twardych faktów - ci medycy, którzy wierzyli, wiedzieli, że Gwiezdny Klan istnieje. Że jest nieodzowną częścią życia Klanowych kotów, że jest tylko kolejnym etapem kociego życia, nie jego absolutnym końcem. Ale byli też, jak widać, medycy niewierzący. I mieli do tego prawo - kim był, nawet jeśli potężny i pozornie wszechmogący Gwiezdny Klan, aby oceniać takie koty?

Barwna Woda dawno temu zrozumiał, że Gwiezdny Klan nie ma wpływu na decyzję żyjących. Cisowa Gałązka zdecydował się uczynić swoim następcą kota, który nie wierzył w fundament bycia medykiem, w ich przodków, w koty na Srebrnej Skórce, ale to nie Barwnej Wodzie było to oceniać. Ufał swojemu uczniowi. Ufał jego osądowi. Wiara lub jej brak nie skreślały Poety i nie oznaczały, że ten się przed nim nie pojawi.

Pojawił się. Najpierw dwójka kocurów, otworzywszy oczy spotkała się z ciemną pustką. Mroźny wiatr dął bezlitośnie w bezkresną czerń, rozwiewał ich wąsy i futro, zimno kłuło w oczy. Zaraz czerń rozjaśnił blask gwiezdnego pyłu, migocącego wokół Harmonijnej Łapy i Cisowej Gałązki. Jasne, oślepiające światło rozbłysło, wiatr się uspokoił - sklepienie nieba migotało nad ich głowami, setki, tysiące gwiazd lśniły, specjalnie dla nich. Gdyby spojrzeli w dół ujrzeliby, że stoją na tafli bezkresnej, Wielkiej Słonej Wody, którą znali z opowieści. Pod ich łapami tańcowały ryby z gwiezdnego pyłu.

Na tafli morza pojawiły się delikatnie fale, wytwarzane pod krokami medyka który kroczył w ich stronę. Jasny od pyłu jak same gwiazdy na niebie, jak księżyc w pełni, z ciepłym uśmiechem na bladym pysku i iskrzącymi, błękitnymi oczyma. Podszedł blisko. Widoczny zarówno dla Cisa, jak i dla Poety. Barwna Woda we własnej osobie. Młodemu medykowi skinął pyskiem, rejestrując jego obecność, jednak na początku skupił się na swoim uczniu. Westchnął cicho.

- Wyrosłeś, Cisie - zadeklarował z nutą melancholii w głosie; lecz wyraźnie, słyszalnie, pełen dumy. Pękał z dumy. - Jestem z ciebie tak dumny. Czekaliśmy na ciebie, ja, cały zastęp poprzednich medyków. Obserwują was, choć ich nie widzicie. Czekaliśmy na was, na ciebie i na twojego ucznia - Barwinek zwrócił się do Harmonijnej Łapy, lustrując go uważnym, mądrym spojrzeniem i uśmiechając się do niego nieco szerzej. - Witaj, Poeto. Nazywam się Barwna Woda, byłem mistrzem Cisowej Gałązki za życia... choć pewnie co nieco o mnie opowiadał? Mam taką nadzieję - zażartował. - Wiem, Harmonijna Łapo, że to miejsce jest ci obce. Wręcz abstrakcyjne i niewyobrażalne, ale Gwiezdny Klan cieszy się, że tu jesteś. Ja cieszę się, że tu jesteś. Nie mam wątpliwości, że Cisowa Gałązka mądrze wybrał swojego następcę.

Skinął głową ku Cisowej Gałązce, oddając mu w ten sposób głos. To był jego moment. Jego i Poety.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Starszy medyk wydawał się go nie słuchać. Wpatrzony jak oczarowany w Szepczącą Sadzawkę, czuł, jak przechodzą go dreszcze. Myślał, że skoro już tu był, ta nie wywrze na nim takiego wrażenia... a jednak. Miał wrażenie, że cicho wiejący wiatr wchodzi mu pod skórę, że chmury szepczą, a sama sadzawka lśni tak bardzo, jakby był bliski gwiazd, księżyca... całego nieba. To było magiczne. Piękne i naprawdę żal mu było, że ta nie była bliżej - by mógł podziwiać jej piękno każdego poranka, chociażby! I gdyby nie skala absurdu słów swojego ucznia, prawdopodobnie nawet by go nie usłyszał. Podniósł głowę gwałtownie i spojrzał na kocura, nie rozumiejąc... dlaczego miał takie wątpliwości? Jak przez jego mądrą głowę przeszła w ogóle myśl, że Cis mógłby go zostawić? Przecież, przecież...!
Ten jednak wziął łyk z magicznego źródełka, a liliowy uczynił podobnie. Była chłodna, sprawiła, że wielkouchemu od razu było nieco lżej, lepiej. Na chwilę troski dotykające go co dzień ustały, był tylko on - on i gwiazdy, które sprawiały, że głowa stawała się ciężka, a mrok przeszył jego głowę, umysł, oczy i całe ciało, aż do końcówki ogona.
Kiedy otworzył ślepia, wszystko jak grom z jasnego nieba do niego wróciło. Słyszał szum rzeki, świszczący wiatr i czuł chłód, który panował w miejscu, gdzie się obudził. Wzdrygnął się. Niemalże od razu zaczął się rozglądać - jakby panicznie, przestraszony, jakby nie wiedział co działo się wokół niego. Wokół jednak... nie było nikogo. Obok stał Poeta, tak, to się zgadzało, słyszał jak ryby pluskają się w wodzie, jednak nie widział żadnego kota. Nie widział tego konkretnego kota.
Stał cały spięty, na początku nawet nie zanotował, że coś dzieje się przed nimi. To nie delikatne fali tafli morza sprawiły, że zrozumiał co się dzieje. To zapach, który poczuł w swoich nozdrzach - delikatny, ziołowy zapach, który czuł całe swoje życie tuż obok siebie. Otworzył szerzej oczy i zamrugał szybciej, by nie pozwolić łzom płynąć, kiedy zobaczył srebrne futerko. Kiedy zobaczył młody pysk, może nawet młodszy od niego...? Zapach, który go uspokajał i sprawiał, że czuł się bezpieczny. Wiedział gdzie jest, wiedział kto stał przed nim i przez chwilę poczuł się tak, jak czuł się dawniej - jak beztroski terminator medyka, który wśród rodziny śmieje się i cieszy na widok motylka, mrówek czy też wiecznie spiętego Łabędziej Szyi. Uśmiechnął. Najzwyczajniej w świecie się uśmiechnął, tak szeroko, jak tylko miał w zwyczaju.
- Barrrrwna Wodo... - szepnął cicho. Co noc pragnął zobaczyć jego pysk choć jeszcze raz, co noc tak bardzo mu go brakowało. A teraz tu był, stał i Cis choć na chwilę mógł go zobaczyć. Otworzył pysk - chciał o coś zapytać. Wciąż rozglądał się niespokojnie, jednak nie było tu nikogo - nikogo oprócz jego... ojca, jego syna. Był z rodziną - czemu nie czuł się szczęśliwy? Kiedy dawny medyk klanu rzeki skinął mu głową, przeszyło go zgoła ciepłe uczucie, pełne dumy, pełne radości i pewności, że to co robią, to był dobry wybór. Wiedział, że tak będzie, od samego początku. Od kiedy tylko rozmawiał pierwszy raz z Poetą - wiedział, że dotrą do tego momentu.
Odwrócił pysk do ucznia i stanął tuż przed nim. Tym razem uderzyła go fala wstydu i to była chyba ta najboleśniejsza, ta najgorsza z wszystkich. Niemalże opadł z łap. Było mu głupio, wstyd, jednak nie za Poetę - ten był wszystkim, czego Cis mógł tylko pragnąć. Był idealny. Wymarzony. Było mu wstyd jednak za samego siebie. Jak mógł w takiej chwili... tak bardzo odbiegać myślami. To była najważniejsza chwila Poety, Harmonijnej Łapy. Coś, na co pracował długie księżyce, coś, dzięki czemu odnalazł cel, swoją drogę. Dlaczego, dlaczego Cis nie mógł skupić się jedynie na nim, na dumie, na jego szczęściu... a przed oczami widział jedynie niebieskie futro? Niebieskie futro, lśniące, niebiesko-zielone oczy. Dlaczego czuł jedynie jej zapach, dlaczego to jej jedynie szukał, nie mogąc w pełni ciesząc się wizytą Barwnej Wody? Dlaczego tak panicznie się obracał i próbował dojrzeć gdzieś w oddali jej smukły pyszczek, długie wąsiki, usłyszeć jej głos...? Dlaczego myślał jedynie o Rybołowim Locie, kiedy ta chwila powinna być w zupełności Harmonijnej Łapy?
- Ja, Cisowa Gałązka... - zaczął cicho, a jednak swoje imię wypowiedział dumnie, tak, by było go słychać. Patrzył na Poetę ciepłym, dumnym wzrokiem. Patrzył jak na swojego syna, który właśnie osiągnął coś wielkiego. Bo właśnie tak było - czuł się jak dumny rodzic, który sprawił, że jego syn wyrósł na kogoś dobrego, wartego. - ...medyk Klanu Rrzeki wołam dumnie do naszych prrrzodków, by spojrzeli na tego terrminatora. Na mojego terrrminatora. Prracował wytrrrwale, ciężko by pojąć wszystkie Wasze ścieżki i by z Waszą pomocą móc służyć Klanowi Rrzeki przez wiele następnych księżyców - przerwał na chwilę, czując, jak cisza przyjemnie wypełnia jego uszy. - Harrrrmonijna Łapo, czy prrrzysięgasz postępować według Kodeksu Wojownika, pozostawać z dala od rrywalizacji między Klanami i chrrronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Rozstanie w samotności nie było dobrym pomysłem. Oczekiwał od Cisa słów komfortu, tymczasem zobaczył jedynie skonfundowanie na jego pysku i milczenie. Czemu? Czyżby "magia'' tego miejsca uczyniła go takiego cichego? Dla Poety było to niemożliwe, gdyż sadzawka istotnie była ładna, ale nie niezwykła. Miejsce faktycznie było inne, wiatr spokojniejszy, gwiazdy bardziej lśniące, chmury piękne, a coś w oddali szeptało, jakby głos milionów kotów. Poeta strząsnął łbem. Nie było to realne. Wiatr dmą przez gałęzie, stąd szepty. Odbite gwiazdy to po prostu dobra optyka i położenie sadzawki w miejscu, gdzie nic jej nie zasłaniało.
Spodziewał się, że będzie skazany na czuwanie i poderwanie się z miejsca, gdy Cis uczyni to samo, jednak nie. Woda była ciężka w jego ustach, tak ciężka, że powieki samodzielnie zasunęły się w dół, a w głowie srebrnego pojawił się mętlik. Czuł się... Pusto. Był pusty. Pustka to dziwny stan, bo mimo że teoretycznie nie powinien czuć żadnych zmartwień, gdzie przeciwnie, jednocześnie czuł nic i wszystko. Myśli kłębiły mu się, później rozrywały. Wirował, stojąc jednocześnie w miejscu.
Sen czy halucynacje?
Gdy powieki wreszcie przestały mu ciążyć a pod łapami zachował twardy grunt, otworzył ślepia natychmiast. Oślepił się. Było jasno, zabójczo jasno, niebo wisiało tuż nad nimi. Poeta skulił się. Taka jasność przypominała tylko jedno: pożar. Wszędzie lśniące jęzory, migotanie, rozbłyski. Może i były to gwiazdy, kocur jednak widział płomienie. Nastroszył futro i bacznie zaczął badać teren, do którego zesłał go sen. Był... W powietrzu? Na tafli? Patyk pokazał mu, że woda go wciąga. Powinien więc się topić, a jego poduszki stykały się z dziwną nawierzchnią. W wodzie było gwieździste życie, wszystko było gwieździste, niebo, ziemia, teren, Cis... Cis?
Nie lśnił tak jasno, ale widział, jak w futrze mistrza błyskają pojedyncze gwiazdy. Przejrzawszy się w wodzie, widział je również u siebie, jednak słabsze.
Fizycznie czuł, że nie pasuje do tego miejsca. Gdy Cis zdawał się pochłaniać każdy skrawek z zachwytem, Poeta czuł, jakby wtargnął do obozu wroga. Wszędzie jasność. Wszędzie płomienie. Wszędzie obcość.
Na horyzoncie zalśnił kocur. Był lampą. Błyszczał najjaśniej, jakby sam był gwiazdą. Fizyczną, palącą na biało gwiazdą.
Miał ochotę rzucić się na niego. Przestał, gdy Cis wyszeptał dwa krótkie słowa. Barwna Woda. Mistrz Cisowej Gałązki stał dokładnie przed nim, lewitując na wodzie jak gwiazda.
Poeta wymusił słaby uśmiech. Nie wiedział, czy Cis również przeżywał podobne szaleństwa, jednak nawet jeśli nie, nie chciał zawieść mistrza we śnie. Może liliowy nigdy się o tym nie dowie. Może to wszystko nie jest realne...
Sądził, że konwersacja odbędzie się bez jego potrzeby, ale nie, został zawołany. Krótkie przywitanie medyków nie odciągnęło go od odpowiedzialności.
Czy go widzieli? Sadzawka miała istotnie dziwne właściwości, sprawiała, że sny były namacalne i realne, ale to były tylko sny. To dla Poety było dokładnie to: sen. Imaginacja, bardzo z resztą dokładna, tego, jakby wyglądało jego mianowanie. Widocznie przekartkował już tyle scenariuszy, że teraz jego głowa zaczęła odtwarzać tą najprawdopodobniejszą wersję. Musiał po prostu grać. I to robił. Grał. Udawał we własnym śnie. Nic tu nie było realne, nic nie miało sensu, nic nie będzie oddziaływało na niego, gdy wreszcie przebudzi się z tego koszmaru.
Jego uśmiech poszerzył się lekko, również z przerażenia. To nie było jego miejsce. Tu było ciemno, były gwiazdy, była noc, mrok, szarość, ciemności, cienie, strachy. Jego dom to słońce. Świt. Jeśli kiedykolwiek rozważał życie pozagrobowe i to, co stało się z poległymi, zdecydowanie widział jasność. Bieganie pośród promieni słonecznych po ciepłej powierzchni oślepiającego kółka, wśród błękitów nieba. Wylegiwanie się na chmurach, wyścigi z piorunami, polowanie na ptaki lecące tak wysoko, że nie widać ich z dołu.
Tutaj było przeciwnie.
Czas na przedstawienie - zaraz będzie po wszystkim, zaraz wrócą do dnia, do jasności - i nie może tutaj popełnić błędu. To nie jest realne. Nic się nie stanie.
- Witaj - skłonił łeb przed imaginacją Barwnej Wody. - Znam cię. Cis mówił mi o tobie. Dużo. - Wydukał powoli. Mistrz odpływał w nieobecność i Poeta pozwolił mu na to. Gdziekolwiek by teraz nie pływał, mniejsza uwaga skupiona na nim to mniejszy stres.
Czuł, że Barwinek kieruje słowa bezpośrednio do niego. Tak, to miejsce było dla niego obce. Tak, jest abstrakcyjnie i niewyobrażalne. Nie, nie cieszył się, że pozna Gwiezdny Klan. Te koty nie znają go. Nie mają jak go znać. Widzą go, o ile ich gwieździste pyski decydują się robić coś innego niż pieścić i doglądać koty wyłącznie klanowego pochodzenia, jedynie przez pryzmat Raniuszka. Barwinek kłamał. A te słowa, to jego głupia głowa układała, by go uspokoić.
Miał dość.
Nie znosił wszystkiego - ciemności, płomieni, pochwalnych tonów, gdy Poeta był nikim. Nie był Harmonijną Łapą, nie był wyznawcą, nie był posłańcem, nie był bogiem, był szarym Poetą starającym się zrozumieć jak ma żyć.
Spiął się. Przysięga. Nastroszył futro mimowolnie, pysk starał się utrzymać w kamiennej pozycji. Na jakich przodków wolał? Oby do Nowego Świtu. Do Pęda. Do Tundry. Do Sekwoi. Do Kos. Do Aury. Do Raniuszka.
Chciał napisać przysięgę własnym ruchem, własnymi myślami i własną ideą. Wszystkie słowa Cisa były trafne: gotów był przysiąc na to wszystko i więcej. Na to, że zostanie medykiem i będzie leczył każdego. Że będzie bronić Klanu. Że będzie pamiętał każde zioło i niósł rodowód Nowego Świtu, Klanu Rzeki i Cisowej Gałązki, jakby nic innego w życiu nie miało znaczenia.
Znał jednak tradycję przysiąg z ceremonii na wojownika i wiedział, że nie będzie to mile widzane.
Ach, naprawdę nie znosił obrazów, jakie podsuwała mu głowa.
- Przysięgam - wyszeptał cicho.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Nie potrafił się skupić. Z prawej lśnił mu ogromny Barwna Woda - młody i zdrowy jak nigdy... nigdy dotąd. Pragnął z nim porozmawiać, pragnął choć chwili kontaktu z utęsknionym mistrzem. Bał się, że nie wystarczy im czasu. Że po mianowaniu będzie koniec, że momentalnie się obudzą, znajdą się przy Szepczącej Sadzawce, kiedy Cis miał tyle do zrobienia...! Z drugiej strony tuż przed sobą miał młodego Harmonijną Łapę. Jego srebrne futerko lśniło przyjemnie, wydawał się być taki dorosły, taki poważny. Jednocześnie widział w nim stres, za dużo presji. Wiedział, że ceremonia była cholernie trudna i chciał go wesprzeć, a jednak teraz nie mógł się odezwać. Nie, kiedy czekali na przysięgę. Z trzeciej strony... Rybołowi Lot. Gdzie była Rybołowi Lot?
Kiedy ciche "przysięgam" rozbrzmiało na polanie wypełnionej wodą, w uszach Barwinka i samego Cisa Juniora, aktualny medyk klanu rzeki wyprostował się. Jego pomarańczowe ślepia iskrzyły wyraźnie, wpatrzone były w te zielonkawe tuż przed sobą. - Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję Ci prrrrawdziwe imię Medyka. Harrrrrmonijna Łapo, od tej chwili będziesz znany jako Senny Świt. Gwiezdny Klan uznaje twoje zaangażowanie oraz wytrrrwałość i dobrroć, a my witamy Cię jako prrawdziwego Medyka Klanu Rrrzeki - mówił głośno, dumnie. Wierzył, że każda gwiazdka go teraz słucha, że przedstawia swoje dzieło wszystkim przodkom, że pokazuje im co wspólnie dokonali. Wspólnie - on, Poeta i Gwiezdny Klan, ponieważ to on zesłał mu srebrnego kocura tuż pod łapy. To oni sugestywnie dali mu znać, że syn Raniuszka jest ich wyborem, a Cis posłuchał. I się nie przejechał, oczywiście, że nie.
Pamiętał o prośbie Harmonijnej Łapy - imię z świtem bądź słońcem. Szanował jego prośbę i choć nie wiedział skąd słońce w życzeniach kocura, tak nad powodem podsunięcia świtu nie zastanawiał się zbyt długo. Wiedział, że ten nadal jest wierny Nowemu Świtowi, że przepełnia całe jego serce i Cis nie planował go za to besztać. Wiedział w jak tragicznych warunkach wszystko co kochał zostało mu odebrane - nie chciał namawiać go do zostawienia tego, co było wcześniej, jeżeli nadal żyje tamtymi wydarzeniami. Cis znał to aż za bardzo. Człon Senny może mieć wiele znaczeń i interpretacji, Cis sam do końca nie wie dlaczego wybrał właśnie to... spośród miliona innych. Pierwszą myślą był Barwny Świt, a jednak nie chciał tak bardzo utożsamiać Poety z kimś innym - bał się, że to nałoży na niego niepotrzebną presje... i nie chciał do tego doprowadzić. Senny świt oznaczał wolno wschodzące słońce. Spokojne, ciche, stonowane. Senny świt oznaczał nowe, lepsze, bardziej rozsądne i ogarnięte. Właśnie taki był nowy medyk Klanu Rzeki - był nowością, która powoli odkrywa samego siebie, powoli uczy się kim powinna być i jak powinna działać. Jednocześnie wschodzące słońce było gwarancją tego, że jasność będzie, że nowy dzień... faktycznie nadejdzie. Senny Świt mógł dać gwarancje, że będzie dla Klanu Rzeki, że każdego dnia był by wspomagać, by świecić kotom, które widziały w życiu jedynie ciemność.
Cisowa Gałązka czekał, aż cała uroczysta atmosfera nieco opadnie, aż powietrze przestanie być już takie gęste. Wtedy... swobodnie przeskoczył nad grzbietem swojego ucznia. - I co! Fajne??? Widzisz, TWOJE IMIĘ NIE MA RRRR, w końcu!! Ile można, całe życie tylko ten BaRRRRwna Woda, RRRRybołowi Lot, HaRRRRmonijna Łapa! Dajcie spokój, zabić mnie chcecie? FAJNE, FAJNE? PODOBA CI SIĘ? - zaczął skakać wokół niego z ogromnym uśmiechem. - I co to za głupi pomysł, Senny Świcie, prrrzed wejściem co?? W życiu by cię nie zostawił, głuptasie, weź w ogóle! Kocham Cię najbarrrdziej na świecie i jestem TAK OGRRROMNIE DUMNY - zatrzymał się w końcu w miejscu, patrząc ciepło, radośnie na kocura. - Nie wygaduj mi więcej takich głupot - dodał już nieco spokojniej, a potem w czułym geście przejechał szorstkim językiem między uszami medyka Klanu Rzeki.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
Serce Barwnej Wody było przepełnione ogromem emocji - jak zawsze za życia. W głowie szumiły mu kolory, neonowy, jasny głos Cisa i stonowany, drżący, pełen strachu i niepewności blady głos Poety. Bał się - a Barwinek to rozumiał. Rozumiał wiele rzeczy i rozumiał, że ktoś może nie wierzyć w istnienie Gwiezdnego Klanu, zwłaszcza ktoś, kto w Klanie się nie urodził. I choć Poeta miał w swoich żyłach Klanową krew, ich krew, krew Klanu Rzeki - nie musiał żyć zamknięty w tej formie. Kota Klanowego. Może powinien, jako medyk, ale... nie musiał.

Według Barwnej Wody, przynajmniej. Barwinek przez księżyce spędzone na Srebrnej Skórce zrozumiał bardzo wiele rzeczy i jedną z nich było to, że Gwiezdni nie są wszechmogący, a tradycje Klanowe nie dla każdego muszą mieć ogromne znaczenie i być fundamentem ich życia. Poeta taki nie był - tradycje Klanowe nie były fundamentem jego życia, nie wierzył w Gwiezdny Klan i bał się tego, co widzi. Czy był przez to gorszy, niegodny miana medyka Klanu Rzeki? Nie.

Klan Rzeki miał być domem dla każdego i może właśnie to było Klanowi Rzeki potrzebne. Powiew świeżego powietrza w postaci Sennego Świtu.

Uśmiechnął się na brzmienie tego imienia. Uśmiechnął się na widok radosnego Cisa. Choć nie potrafił pozbyć się tego uczucia - że Poeta panicznie się boi. Że nie chce tu być. Że to dla niego straszne, obce, niewyobrażalne i wbrew wszystkiemu, w co dotychczas wierzył. Czy wątpił w decyzję Cisowej Gałązki? Nigdy. Kochał swojego ucznia, bardzo, i wierzył, że wybrał mądrze, sam tak sądził - że wybrał mądrze.

- Senny Świt to wspaniałe imię. Gratuluję awansu, Poeto. Klan Rzeki zyskał kolejnego wspaniałego medyka - stwierdził krótko Barwinek, robiąc krok bliżej do dwójki kocurów, gdy Cis już nieco się uspokoił, gdy emocje opadły. - Cisowa Gałązko, jeśli pozwolisz... chciałbym zamienić kilka słów, sam na sam, z twoim podopiecznym. Z tobą też, ale za chwilę. Twoi rodzice... czekają gdzieś, w dalszym zakątku tej części Srebrnej Skórki. Na pewno ucieszą się na twój widok. Poeto - zwrócił się do srebrnego kocura. - Czy mogę? Zamienić z tobą te kilka słów?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Senny Świt...
Naprawdę żałował, że nie może wrócić do zwykłego Poety. Imię może i było ładne - nie to mu teraz oceniać. Na co mu te dwa człony? Na co mu to inne imię? Jest Poetą. Nie Harmonijną Łapą, nie Sennym Świtem, po prostu Poetą. Miał dość coraz bardziej. Jego sen był coraz gorszy. Chciał się stąd wydostać jak najprędzej. Został medykiem, niech im będzie. Niech im będzie, że Gwiezdny Klan docenia jego to i tamto, ma to gdzieś. Nikt, poza Cisem i Klanem Rzeki, faktycznie niczego nie docenia. Gwiezdni nie istnieją. A nawet jeśli, Poeta nie ma do nich wiele szacunku.
Zmęczony pokiwał głową, wymusił na sobie uśmiech. Tak tak, był szczęśliwy, chciał skakać, chciał otoczyć Cisa ramieniem... Czuł się jak wydmuszka. Ledwo stał na łapach.
Obudziła go dopiero obecność Cisa. Mistrz zaczął wokół niego skakać, jak za starych, dobrych lat. Kocur uśmiechnął się wreszcie szczerze. Cis wreszcie był taki, jaki Poeta chciał, żeby był. Energiczny. Głupokwaty. Kochający. Cis powiedział, że go kocha i że go nie zostawi. Więcej nie trzeba mu było. Wtulił się głęboko w mistrza i wstrzymał szloch. Czuł się bezpiecznie, nawet jeśli wokół niego szalały płomienie. Tyle mu wystarczy. On i Cis.
Barwinek wszystko zrujnował. Oderwał ich od siebie, kazał mu odejść na stronę. Poeta, gdyby nie czuł się tak pusty, wrzeszczałby na byłego medyka. Nie chciał odchodzić, chwycił się rozpaczliwie w mistrza i pisnął, niechętny się od niego oderwać, jak kocię. Po chwili jednak mięśnie mu zwiotczały, a Cis odszedł ku rodzinie - szczęśliwiec, że jego rodzina jest tutaj i może ją poprzytulać we śnie. Jemu również śniła się rodzina, jednak nigdy nie w tak namacalnej formie, jak tutaj.
Powłóczył za Barwinkiem gdzieś daleko, gdzie imaginacja Cisa nie mogła go dosięgnąć. Byli sami. Sami pośród Gwiazd, pośród płomieni, pośród ciemności, cieni, wody. Poeta definitywnie tutaj nie należał. Nie należał do mroku. Był światłem. Nowym Świtem, Poetą, medykiem, niczym innym.
Wziął głęboki oddech. Skoro był to sen, a Cis nie miał prawa ich usłyszeć, mógł dać upust emocjom. Mógł krzyczeć i płakać ile chciał, nikt go nie miał prawa oceniać. Gdy wstanie, będzie po wszystkim. Barwinek jest martwy, o niczym więc nikomu nie powie. To jego prywatny worek treningowy, w dodatku podający się za guru dziedziny śmierci.
Poeta za dużo w sobie wstrzymywał, żeby teraz nie wybuchnąć.
- Zrujnowaliście mi życie - zaczął wyjątkowo spokojnie. Jego łapy mu drżały, trząsł się, było mu zimno, a ślepia bolały go od ciągłego mroku i wielkiego płomienia w postaci Barwinka. Zaważała mu krew. Wreszcie miał szansę na upust. Na uwolnienie się od zapłakanych nocy, od koszmarów, od strachu. To jego moment. Jego i nikogo innego. - Nie istniejesz. Nic tu nie istnieje. To tylko głupi obraz mojej głowy. Wstanę i nikt się o tym nie dowie. To koszmar. Istny koszmar. - Skoczył do przodu. Zjeżył futro. Rozejrzał się po Gwiazdach i parsknął na nie. - Widzisz to? Widzisz ten ogień? Widzisz, jak to wszystko płonie, jak parzy? Nie widzisz. Dla was to raj i wieczne marzenie żyć w ciemnościach. Lubicie to, jak widzę. Lubicie palić. Bo gdybym był klanowym kotkiem, gdyby tragedie mojego domu wydarzyły się w tym lesie po właściwej części drogi, wszystkie koty byłyby ostrzeżone. Wszyscy byliby bezpieczni. Nikt by nie spłonął. Mój dom byłby cały. Moje legowisko byłoby całe. Moja rodzina byłaby w jednym kawałku. - Wysunął pazury. Nie miał rzeczywistej racji atakować nikogo, co najwyżej powietrze i gwieździste ryby, ale nie koty. Zależało mu tylko na usunięciu złości, niczego innego. Kto to zapamięta? Nikt. Będzie mieć tylko wyrzuty sumienia, że nakrzyczał na imaginacje, ale nie skrzywdzi przy tym innego kota. - Czy ty wiesz, jakie to uczucie, kiedy czujesz, że płoniesz i nie masz żadnej ochrony? Och, pewnie, że nie, ty umarłeś pokojowo, bo jakieś pszczółki cię pożądliły! Widziałeś kiedyś płonącego kota? Widziałeś zwęglone zwłoki? A czułeś na sobie ogień? Jak się palisz? Jak cię wszystko piecze, a cała twoja rzeczywistość zmienia się w żałosny, szary popiół?!
Dyszał. Ciągłe krzyki nie były najlepszym pomysłem. Męczył się tylko bardziej, ale to dobrze. Jak się jest zmęczonym, to się oczyszcza ze wszystkiego. Ze złości, z radości, ze smutku.
- Dlaczego wy tacy jesteście? Dlaczego na krwisty wschód słońca, jesteście tutaj tylko wy?! Gdzie moi przodkowie niby? Gdzie ŁA3K?! Spłonęła i co, nie zasługuje, by tu być?! Dlaczego obchodzą was tylko wasze ukochane Klany, a reszta to co? Szczury?! Tylko wy macie magiczne dziewięć żyć, najlepsze imiona, a ja co?! Jestem gorszy, bo jestem Poetą?! Bo jestem z Nowego Świtu?!
Nie mógł złapać oddechu. Był tak wściekły, że nie był w stanie wymyślić już niczego innego. Żadnej innej obrazy, żadnego innego wyzwiska. Ale czuł się lepiej. Czuł, że wreszcie ktoś go wysłuchał, że wreszcie nie musi niczego udawać, że wreszcie jest sobą. Dyszał i parskał, mrużąc oczy od gwiazd wyglądających jak płomienie. Czuł, że ma mokre futro na policzkach, ale nie zwracał na to uwagi.
Wreszcie poczuł spokój.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Gwiazdy nagle zniknęły.

Zgasły. Pozostawał tylko gwiezdny pył migocący wokół Barwnej Wody i lśniące delikatnie fale na wodzie. Wszystko ucichło, był tylko Poeta i jego krzyki, i Barwna Woda - który mógł tylko słuchać. Sam chciał porozmawiać, więc to najmniej, co mógł zrobić: słuchać. Sylwetka Barwnej Wody okraszona gwiezdnym pyłem lśniła jasno, jak słońce - kojąco, nie parząco, jak płomienie, którymi Senny Świt czuł się osaczony.

Słuchał. I milczał, aż młody medyk się nie wykrzyczał. Aż nie wykrzyczał na wierzch swojego serca, aż jego intensywnie błękitny, lodowaty, wbijający się w martwe serce Barwinka głos nie ucichł, nie zbladł ponownie, nie przybrał z powrotem spokojniejszego, lżejszego tonu. Czy miał prawo oceniać Poetę? Czy miał prawo mieć pretensje do niego, o cokolwiek z wykrzyczanych przez niego słów? Nie. Nie miał do tego prawa. Nie miał prawa się złościć, nie miał prawa go oceniać, nie miał prawa mówić mu, jak powinien się czuć i nie miał prawa przepraszać za coś, co było tak niesprawiedliwe. Bo to, co spotkało Poetę było niesprawiedliwe. On nie mógł tego naprawić.

Gwiezdny Klan nie mógł tego naprawić. Nie mogli i tego nie zrobią.

- Nie jesteś od nikogo gorszy - odezwał się nagle medyk, spokojnie, gładko, łagodnie. Zrobił krok do przodu - i dotknął czoła Sennego Świtu swoim różowym, zimnym, iskrzącym nosem. Był namacalny. - Nigdy nie byłeś. Ani ty ani nikt z twoich bliskich. Żaden kot urodzony poza Klanami nie jest gorszy od kogokolwiek innego. Przepraszam. I choć wiem, że moje słowa nic nie znaczą w obliczu Gwiezdnego Klanu i twojego gniewu... mogę tylko mieć nadzieję, że znaczą coś, cokolwiek, jako słowa od medyka, dla medyka - westchnął głęboko. Powieki Poety powoli robiły się ociężałe, ale dalej miał świadomość, słyszał każde słowo Barwnej Wody głośno i wyraźnie. - Rozumiem twój gniew. Rozumiem twoją wściekłość, twoje wyrzuty i żadne "przepraszam", od nikogo, od żadnego kota ze Srebrnej Skórki czy poza nią, tego nie naprawi. Nie musisz wierzyć, że to, co tu widziałeś wydarzyło się naprawdę. Rozumiem, że to koszmar z którego chcesz się obudzić. Wiedz jedno, Poeto: wierzę, że twoi bliscy... są, gdzieś. Czekają. Nie tu, nie w Gwiezdnym Klanie, ale czekają, i jeszcze kiedyś ich zobaczysz. Rozumiem twój brak wiary w byt, który zniszczył ci życie - tradycja Klanowa, czy nie. Wierzę, że jesteś tym, co uświadomi Klany, a przynajmniej Klan Rzeki, że koty urodzone poza nimi są... takie same. Równe. Tak powinno być.

Powieki Sennego Świtu zrobiły się naprawdę ciężkie; wizja mu się rozmazała. Łapy pod nim się ugięły. - Cisowa Gałązka zaraz do ciebie dołączy. Obiecuję. Niech twój powrót do Klanu Rzeki będzie zwiastunem świtu nowych czasów - lepszych. Których on nie dożył, ale jego uczniowie mogli. Takich, gdzie koty jak Poeta nie muszą cierpieć, bo nie urodziły się w Klanach.

Barwna Woda westchnął ciężko, patrząc, jak sylwetka Poety się rozmazuje. Odwrócił się ku pustce, czarnej otchłani za jego plecami, gdzie gdzieś, wśród fal, był Cis z rodziną. - Cisie - zawołał w pustkę. Teraz jego kolej.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Jego głowa zdecydował się złagodzić obraz. Przygasł, za to pojawił się słoneczny, o wiele bardziej kojący odblask. Nie tego oczekiwał. Oczekiwał rosnących płomieni i wrzasków, że Barwinek rzuci się na niego i stoczą walkę. A Poeta dostanie preteksty, by krzyczeć tak głośno i tak brutalnie, by zabić medyka samymi tylko słowami. A gdy już wreszcie wszystko się skoczy i zostanie tylko on i słońce, poczułby wyrzuty sumienia, że pozwolił sobie na tak wiele. Tego oczekiwał, zamiast tego dostał kojenie.
Było to całkiem przyjemne. Barwinek jakby zatrzasnął go i pozwolił złapać spokojniejszy oddech. Poczuł nos kocura na głowie. Schował pazury. Nagle poczuł się bardzo, bardzo zmęczony i miał dość wszystkiego. Chciał spać. Tak bardzo, bardzo chciał spać.
Czy jego słowa coś znaczyły? Nie. Były tylko wymysłem. Imaginacją. Przepraszał w imię nieistniejących kotów o nieistniejące racje. Nigdy nie będzie tak, jak mówił. Ta utopia była nierealna. Miał dość. Senność znowu go zaatakowała do tego stopnia, że przestał chcieć krzyczeć. Nie płakał już, futro opadło mu. Zmęczył się. Naprawdę się zmęczył słuchaniem o marzeniach i obietnicach.
- Chociaż... Chociaż postaraj się, żeby było tak, jak mówisz. Póki nie ma czynów, słowa nic nie znaczą - parsknął sfrustrowany. Skusiła go myśl snu; a skoro śnił we śnie, znaczyło to dwie rzeczy. Po pierwsze, wybudzi się, po drugie, może zasnąć dokładnie przed swoim rozmówcą i nikt go za to nie oceni. - Przysięgam, jeśli.... Jeśli nie obejmiecie opieką moich bliskich, jeśli ich tkniecie, to....
Nie wydusił nic więcej. Groźba jednak rozbrzmiała i Barwinek mógł odczuć, że może mieć realne konsekwencje któregoś dnia.
Zasnął.
//zt.

HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?

jestem niewielki, ale ty jesteś mały
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek
szczerze to mało mnie to bawi
kto się śmieje ten się śmieje ostatni
w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.

[Obrazek: pBh6uZU.png]
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj
dalej swoje rób, Hejter to atencjusz
zawsze będą gadać, to nie ma znaczenia
wierz mi, mam sezon doświadczenia.
hejter, hejter, kogo my tu mamy?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały.
ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek


A TY GADASZ CO POWIE CI ŚNIEŻNY PŁATEK

LVL 7 315 / 500
MedLVL 11 17 / 1500
13
Siła
S
14
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
31
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
- i serrrio mamo, ona do mnie "ale jak to, nazwano cię tak jak medyka?" A ja na to COOO? Prrzecież to ja jestem medykiem! I ona w SZOKU, SERRRIO, a ja mówię no tak tak, uczyłem się i jestem, i... - mówił i mówił do czekoladowego pyska, jednocześnie mając splątany ogon z czarnym ogonem Kornikowego Konara. Czuł się jak dziecko. Znowu jak dziecko, które patrzyło w pysk ogromnej Zachodzącej Światło, które czuło zapach Kornikowego Konara. Byli prawdziwy, byli znowu razem - obok brakowało mu jedynie Mrozika, Piórka, Krewki, Kości... bo choć nigdy z żadnym z rodzeństwa - oprócz Krwistej łapy, nim jeszcze zniknęła - nie utrzymywał super bliskich relacji, to jednak bycie w pełni z rodziną... to było coś, czego potrzebował. Ultra bardzo. Nieraz miewał myśli, że dużo bardziej wolałby być tu, wśród gwiazd. Wśród rodziny, znowu... znowu wszyscy razem. Potem jednak szybko ta myśl znikała z jego głowy. Był głupi, że tak myślał. Nie mógł przyśpieszać tego procesu, nie mógł wymusić na sobie znalezienie się na niebie. Już ktoś tak zrobił i ktoś bardzo, bardzo cierpiał za życia z powodu tej straty. Cierpi do dzisiaj. Nie może zrobić tego samego... Poecie. Sennemu Świtowi. - ...ale jak to podważała moje kompetencje??? Nieee na pewno nie, no coś ty! Och Barrrwna Woda mnie woła!!! Zobaczymy się jeszcze, nie? Nie???? - zapytał głucho. Dobrze wiedział, że nie. Dopóki żył, dopóki sprawował piecze nad Klanem Rzeki... - Tak baaarrrrdzo was kocham... tak mi prrrzykrro, tak barrrdzo, że was nie ma - powiedział cicho, patrząc na pyski Zachodzącego Światła i Kornikowego Konara. Jeszcze chwilę, jeszcze troszeczkę...

Zajęło mu parę chwil, by odkleić wzrok od rodziców. Wstrzymał łzy i odwrócił się, by podejść do swojego mistrza.

- Gdzie jest Rybołowi Lot - zapytał głucho, jakby w amoku, jakby nagle mu się przypomniało czego musi się dowiedzieć. Nie zapytał jak według niego przeszła ceremonia, co sądzi o Sennym Świcie, o czym z nim gadał... to wszystko przestało być dla niego ważne. - Jest tu Barrwna Wodo? Jest? Ona... jest w Gwiezdnym Klanie, CZY ONA NIE ŻYJE? - pytał coraz bardziej dramatycznie. Bał się tego mianowania, tej ceremonii. Nie dlatego, że nie wierzył w Poete - wierzył bardziej niż w kogokolwiek innego. Rozglądał się jednak CAŁY CZAS za jej niebieskim futerkiem, za tymi pięknymi, odmiennymi oczami. Rozglądał się w panice, bo bał się, że tutaj ją znajdzie. A jeżeli tak, równoznaczne byłoby to z tym, że umarła. Że jej nie było. I Cis nie miałby już niczego, żadnej nadziei, nie miałby na kogo czekać. Nie miałby po co trwać w Królikarni, nie miałby za kim wypatrywać co dzień, co noc. Czekał w napięciu, kręcił się w miejscu i nie potrafił stanąć w bezruchu. To była za duża presja, za duży stres, za duże!!! Wszystko.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
Groźba, którą Barwna Woda wziął do serca, ale z którą choćby chciał - nic nie mógł zrobić. Stał w miejscu. Patrzył tam, gdzie przed chwilą stał Senny Świt ze smutkiem wymalowanym na pysku. Z wyrzutami sumienia.

A potem nadeszła pora, aby porozmawiać z Cisem, a negatywne emocje niemal ścisnęły Barwinkowi gardło. Odwrócił się do swojego ucznia, patrzył, jak ten pojawia się w jego zasięgu wzroku z powrotem, rozemocjonowany. Wiedział, o co Cis spyta - wiedział, za kim się rozglądał od początku, wiedział. - Nie ma jej tu - odparł krótko, robiąc kilka kroków do przodu, aby oprzeć roziskrzone od gwiezdnego pyłu czoło na szarawym czole Cisowej Gałązki. - Nie ma jej tu. Nie ma jej. Znajdzie drogę do domu, zobaczycie się jeszcze raz... ale jeszcze w świecie żywych, wierzę w to.

Nie mógł tego obiecać, ale bardzo w to wierzył.

- Jestem z ciebie tak dumny, Cisie. Przepraszam - miał za co. Nie był takim mistrzem, jakim chciał być. Ani partnerem. Ani medykiem. Ani ojcem. Ani kotem. - Przepraszam za każdy raz, gdy beształem cię za twoje zachowanie. Przepraszam... że zaniedbałem się do takiego stopnia, że ty i Rybołów zostaliście sami. Przepraszam, że nie byłem lepszym mistrzem. Ty dla Poety byłeś lepszym mistrzem, niż ja dla ciebie. Jestem dumny. Ogromnie dumny. Nigdy, ani przez chwilę nie żałowałem mojego wyboru, wyboru ciebie na mojego następcę.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Nie ma jej tu.

W jednej chwili cały stres, cały ciężar spadł z biednej Cisowej Gałązki. Od ukończenia treningu przez Senny Świt był sparaliżowany strachem, że przychodząc tutaj zobaczy jej smukły pyszczek. To było o tyle wszystko ironiczne, że medyk klanu rzeki zrobiłby wszystko, by zobaczyć ją ponownie, Móc ją dostrzec, dotknąć, usłyszeć. Ale nie tak. Nie chciał jej tutaj spotykać, nie chciał żyć z przekonaniem, że ona czeka na niego w Gwiezdnym Klanie. Rybołowi Lot wróci, kiedyś wróci. Zobaczą się za życia. Barwinek tak mówił, a Cis w to wierzył.
Słuchał go w ciszy, nagle pogrążył go smutek. Dlaczego... dlaczego najbliższe mu koty mówią dzisiaj tak przykre rzeczy? Dlaczego Harmonijna Łapa przed Szepczącą Sadzawką obawiał się, że Cis go pozostawi, jeżeli coś pójdzie nie tak? Dlaczego Barwna Woda go przepraszał? Dlaczego... czy Cis nie dał im wystarczająco dowodów na to, jak bardzo ich obu kocha? Że bez nich, bez nich!!! Cisowa Gałązka nie byłby Cisową Gałązką, nie byłby takim samym kotem. Chyba... dobrym kotem. To zawdzięczał Barwnej Wodzie - wychowanie go na dobrego kota. Poecie zawdzięczał... ponowną wiarę w miłość. W cel. Oboje byli mu potrzebni, na obu nigdy, nigdy się nie zawiódł. Czemu mówili do niego takie słowa?
Pomarańczowe oczy zaszły łzami, drugi raz dzisiaj, a jednak tym razem pozwolił im płynąć. - Nie mów prrzy mnie takich rrrzeczy - mruknął przez łzy, patrząc na niego z lśniącymi od wilgoci oczami. - Wszyscy jesteście głupcami jakich mało, serrio! Wszyscy się nie znacie i wszyscy jesteście dziwni - powiedział z wyrzutem, a jednak bardziej żartobliwie, niż faktycznie oskarżycielsko. - Kocham Cię, Barrrwna Wodo. Nigdy mnie nie zawiodłeś i prrzestać prrrrzeprraszać. Nie masz mnie za co prrzeprrraszać, nie powinieneś...! - mówił, choć łzy nie pozwalały mu na wyplucie z siebie tak długiej wypowiedzi jak chciał. - Gdyby nie twoje wsparrcie... nigdy by mnie tu nie było. To, ki-kim jestem to tw...oja zasługa. Nigdy sobie tego nie odbierrraj. Czasami... czuję twoją obecność tuż prrzy mnie, w Krrrólikarrni. Wiem, że nigdy mnie nie zostawiłeś - szeptał, a swój pysk wtulił w śnieżnobiałą pierś swojego mistrza. Pomimo płaczu uśmiechał się delikatnie. Mógł być zły na niego, że go zostawił, ale to nieprawda. Barwna Woda zawsze przy nim był. Zawsze tuż obok, zawsze kontrolował co robi, patrzył, pilnował. Cis nigdy nie został sam. - Czasami słyszę jak krrzyczysz na mnie, żebym się zamknął i nie darrrł w Krrólikarrrni - zaśmiał się. Tęsknił za tymi uwagami, tęsknił za beztroską zabawą i ciągle besztającym go Barwinkiem, który robił to z rozbawionym uśmiechem na mordce. Zaraz jednak radość zniknęła z liliowego pyska, kiedy odsunął się nieznacznie, tak, by móc spojrzeć na mistrza. - ...tęsknie za wami. Za nią. Chcę, żeby prrrzy mnie była - wyznał cicho. W oczach Rzeczniaków mógł być ich ogromnym medykiem od... wielu księżycy, mógł być tym, który był zawsze - trochę walnięty medyk z humorem i wiedzą. Ale Cis czuł się... czuł się słaby. Słaby bez swojej drugiej części, w słowie JA on był literą J, ona A. Razem tworzyli jedność, jego... życie bez Rybołów było w połowie wypłowiałe. Nigdy nie potrzebował nikogo bardziej niż jej. A tęsknił za wieloma kotami z swojego życia - za Piórko, Mrozikiem. Krewką, rodzicami czy za Barwną Wodą. A jednak budził się co dzień z nadzieją, że leżała tuż obok, co noc słał modlitwy i niemalże zawsze miał ją w głowie. Dla Cisowej Gałązki wszystko, co się liczyło to to, by Rybołowi Lot wróciła do Rzeki. Cisa. Królikarni. Do... domu.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Widząc smutek w oczach Cisowej Gałązki, Barwinek również chciał się rozpłakać. Neonowy głos liliowego kocura bladł od emocji, a to ściskało jego niebijące od księżyców serce bardziej, niż cokolwiek innego. Och, jak on chciał wierzyć w słowa Cisa - chciał, ale nie potrafił. Nie był dobrym mistrzem ani medykiem, choć bardzo się starał. Wiele rzeczy zawalił, zepsuł, wiele rzeczy mógł zrobić lepiej i gdyby dało się cofnąć czas - zrobiłby je lepiej. Nie chciał, aby Cis płakał z jego powodu. Cis nie powinien płakać.

- Nie do pyska ci ze łzami, Cisie - zażartował Barwna Woda, choć głos miał spuchnięty od emocji. - ... wiem, że za nią tęsknisz. Ona za tobą też, gdziekolwiek jest. Wierzę, że wróci do ciebie, do domu. I ty też nie możesz przestać w to wierzyć, w nią wierzyć. Pozostań tym, czym chciałem, abyś był dla Klanu Rzeki, gdy wybierałem cię na mojego ucznia - promieniem, światłem, iskierką nadziei. Masz rację: zawsze byłem, jestem i będę przy tobie - tyle mógł zrobić. Tak mógł próbować naprawić błędy, jakie popełnił za życia.

Chwila ciszy. Woda pod ich łapami zniknęła, rozpłynęły się gwiezdne ryby, zaraz zaczął rozpływać się również Barwna Woda. Piękny sen Cisowej Gałązki się kończył. Czas wrócić do rzeczywistości, do Klanu Rzeki. Barwinek jeszcze raz, czule, na pożegnanie otarł się mordką o klinowy pysk swojego ucznia. Ależ on był z niego dumny.

- Wracajcie do domu, Cisie - to mówiąc: Barwinek dotknął nosem czoła medyka... a Cisowa Gałązka zrobił się zmęczony, senny. Powieki mu opadły, wpadł pod powierzchnię czarnej wody. Chwilę tonął.

A gdy się obudził i ponownie złapał oddech, był wraz z Sennym Świtem nad brzegiem Szepczącej Sadzawki. Barwnej Wody nie było, zimnego wiatru i Wielkiej Słonej Wody nie było - był tylko szum wiatru, ich własne oddechy i bicie serca... i odbijający się echem w uszach Cisowej Gałązki cienki, wysoki krzyk rybołowa.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte


zostawię drzwi otwarte


[Obrazek: barwna_woda_ale_gwiazdki.png]
LVL 5 140 / 400
MedLVL 9 321 / 1500
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości