Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Nie spodziewał się, że zostanie zjechany przez Chabra już teraz, w tej chwili. Był gotowy na ten moment za chwilę, gdy powie co faktycznie chodzi mu po głowie i o co się rozchodzi. I poczuł się trochę lżej gdy niebiesko-biały go tak uspokajał, bo czuł, że chyba faktycznie jego serce wybrało dobrze i to, że chciał go mieć na co dzień, było po prostu tym razem dobrym sygnałem. Lis zatem odetchnął lekko, nabrał powietrza. Dotyk pyska o pysk go uspokajał psychicznie, ale jego ciało mrowiło, nie wiedząc dokładnie o co chodzi próbował to ignorować, ale... może to było to coś, co powinno być na liście, którą tworzył z Mrówczym Szlakiem? "Jak rozpoznać, że się zakochałxś". Była szansa, że takie dziwne mrowienie to też było to. Lub stan przedzawałowy.
Ciekawe tylko czy zostanie nadal, jak Lisek powie to co chciał. - Dziękuję. - Mruknął i zetknął się czołem o czoło. Ten gest był dla niego taki naturalny, a chyba nie powinien? Czy to nie był gest taki... dużo bliższy? A może Chaber wcale nie był aż tak oddalony uczuciami względem Lisa jak ten uważał? Ale i tak się zaraz dowie. Chyba. - No... to... - I tu zrobił pauzę, bo jednak łatwo sobie wymyślić taką sytuację, a ciężej ją wykonać. - Chaber. - Powiedział najpierw jego imię, bo to go uspokajało. - Wiem, że... nie chcesz spędzić całego życia w jednym miejscu. Że... że nie ciągnie cię do klanu. Że jesteś kotem czynu, podróży, wolnego ducha, a nie uwiązanych łap i serca przy jednym miejscu, konkretnym... kocie... ale!--- - Przełknął ślinę. - Gdybyś... ja... ty... gdy--- ugh, ciężko tak.... - Uśmiechnął się nerwowo i na bicie serca spojrzał w oczy Chabra, a te były piękne, dwukolorowe jak zawsze. Niezwykłe. Jego łapy w stresie wbijały się w ziemię, robiąc w niej dziury, których nie kontrolował. - Gdybyś chciał... może... - Jak miał to powiedzieć. Jak wymówić? Przecież był tylko głupim Liskiem, który nie umiał w takie bajery, a pewny siebie to był tylko, jak trzeba było gadać pierdoły i głupoty. W takich sytuacjach kocur kompletnie nie wiedział jak sobie poradzić. Znów nie umiał dobrać słów. Może inaczej... - Przepraszam, że taki byłem ostatnio. Po prostu... ja przy tobie czuję się tak lekko! - Uśmiechnął się, tym razem radośnie, po prostu zwyczajnie, jakby wcale nie miał żadnego ciężaru. Do tego jego głos nabrał takiej nowej pasji, której chwilę temu brakowało. - Pewny siebie, nie muszę myśleć jak postawić krok albo jakiego słowa użyć, bo ty po prostu jesteś i słuchasz. Nie oceniasz, nie doszukujesz się, nie muszę się bać, że powiem coś źle, bo przy tobie czuję się sobą i dobrze mi tak i to chyba jest to, o czym mówią, że to.... miłość... i ja bym... chciałbym cię mieć przy swoim boku.... budzić się rano obok, polować dla ciebie, cieszyć się z twoich osiągnięć... dlatego taki byłem, bo stresowało mnie to, co siedzi mi w głowie i że nie umiałem tego nazwać i określić długi czas... - Położył uszy na moment, a potem spojrzał na kocura spokojniej, ale z uśmiechem i maślanymi oczami. - Ale teraz... już wiem... heh?... Przy Jaskier tak nie mam. Lubię ją bardzo, to moja najdroższa przyjaciółka. I tez lubię budzić się obok niej, polować dla niej, lubię jej zapach i charakter, ale przy niej się stresuję, boję się mówić i stawiać kroki. Ona jest kochana, ale... m, nigdy nie powiedzieliśmy sobie "kocham cię", wiesz? Jesteśmy razem, wspieramy się, ale... czuję, że ona dobrze się przy mnie czuję, ja przy niej, ale chyba jesteśmy tylko na poziomie przyjaciół. Nigdy nie przeszliśmy na jakiś dalszy etap, wszystko kręci się wolno, w tym samym miejscu, ona nie zachowuje się całkowicie naturalnie, ja też nie... to czuć, oboje to widzimy, ja to wiem... tylko żadne z nas chyba nie umie o tym mówić, bo nadal czeka na jakiś przełom... Muszę z nią porozmawiać, ale teraz chciałem myśleć też o sobie i tym jak ja się czuję i... ci powiedzieć, bo... zależy mi... - Teraz reszta zależała już od Chabra. A nie, jeszcze jedna, mała, tyci, tyci, rzecz. -Bo ciebie czuję, że kocham. - Odwrócił pysk.
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Kiedy Lisek myślał o stopniu bliskości między nimi, Chaber starał się nie myśleć o najgorszym. Gwiezdni, ostatnio ich spotkania potrafiły być dość specyficzne, ale nie czuł się gotowy na tak poważne rozmowy. Może jakby rudy powiedział mu wszystko wprost, bez wstępu o nie uciekaniu, to byłoby łatwiej. Niestety wolał dołożyć Chabrowi stresu. Chyba nikt nie lubił jak przychodziło się do niego i mówiło Muszę ci coś powiedzieć. Jasne, nie musiało to być nic złego, ale jakaś część osobowości zawsze podsuwała najgorsze scenariusze.
Wdech i wydech, jeśli on zacznie panikować, to tylko wszystko utrudni. Miał być wsparciem, nawet jeśli po raz ostatni.
Po krótkiej wieczności wichrzak zaczął mówić. Mówić o nim. Czyli jednak, nie było to coś związanego z samym Lisem. Poczuł jakby ktoś ściskał jego serce, ale nie mógł dać tego po sobie poznać. Będzie dobrze, da sobie radę nawet jeśli to ich ostatnie spotkanie. Nie do końca wiedział co by wtedy ze sobą zrobił, pewnie musiałby unikać kolejnej granicy i z jakiegoś powodu obie były bliżej Topiołek niż pozostałe.
Przyjaciel skupiał się głównie na jego sposobie życia. Może zwyczajnie się o niego martwił? W końcu nie był medykiem, a żyjąc na własną łapę prościej o wypadki. Rozumiał i doceniał troskę Lisa, ale wcześniej raczej miał rację i pewnie do Rzeki nie wróci. Nie było sensu w namawianiu go do tego i kumpel doszedł do tego przed nim samym. O leczeniu też nie miał skąd, ani jak się uczyć. Im dłużej o tym myślał tym mniej sensu to miało. Nie wydawało mu się to tematem do, aż tak poważnej rozmowy.
Miał ochotę potrząsnąć głową, aby przywrócić się do porządku. Musiał skupić się na tym, co do niego mówiono, a to był jeden z najprostszych sposobów na odcięcie się od myśli. Potrzebował się ich pozbyć, aby mógł się lepiej skupić na Lisie. Niestety, gdyby potrząsnął łbem, to rozproszyłby Liska lub w inny sposób mu przeszkodził, a tego nie chciał, dlatego zamrugał szybko kilkukrotnie. To też była dość dobra metoda, słabsza, ale mniej dezorientująca niż przypadkowe machanie głową.
Następnie Lisek go przeprosił za ostatnie sytuacje, chciał mu powiedzieć, że to nic takiego i rozumie, ale wolał nie wchodzić mu w słowo. Dodatkowo, chwile później powiedział coś, co zbiło Chabra z tropu. Zachowywał się tak bo czuł się przy nim lekko? Trudno było mu to zrozumieć. Spojrzał na rudego i lekko przekręcił głowę. Jeśli wiedziałby, że to zrobił, to postarałby się powstrzymać, aby nie powodować dyskomfortu. Stety lub nie, nie zdawał sobie sprawy, że wpatrywał się w niego, szukając sensu jego zdania.
Potem zaczęło się robić coraz bardziej skomplikowanie, a Chaber czuł jak zaczyna zapadać się w sobie.
Wichrzak mówił o tym, że czuje się bezpiecznie i komfortowo. Ucieszył się, że nie zawiódł jako przyjaciel, ale uderzenie serca później usłyszał, że to może wcale nie być przyjaźń, przynajmniej ze strony Liska. Umysł Chabra zatrzymał się na tym jednym zdaniu, widział, że rudy mówi coś jeszcze, ale nie potrafił tego przyswoić. Wiedział o miłości kumpelskiej, ale wtedy raczej mówiło się Kocham cię stary, niż spotykało specjalnie po to, aby to wyznać. Tak samo, mówiło się Kocham cię, a nie, że czuje się miłość. Brzmiało to dość nie naturalnie w tym kontekście. Ale czy Lisek nie był z Jaskier? To wszystko nie miało sensu, chyba powinien się o nią spytać.
Otworzył pysk, aby to zrobić, ale wtedy padło jej imię. Lisek porównywał obie relacje, to tylko potwierdzało, że właśnie powiedział Chabrowi, że coś do niego czuje. Coraz ciężej było temu zaprzeczać i szukać wymówek.
Na koniec wprost, powiedział, że go kocha. Miał wrażenie, że wszystko się zatrzymuj, jest tylko on i rudy wichrzak oraz ciężar jego słów.
Gwiezdni, czemu to wszystko się działo? Nigdy nie myślał o związku, nie planował zakładać rodziny, nie wiedział nawet, czy to co czuje do Lisa to jest coś więcej. Jego relacje z innymi kotami bywały różne, ale chyba było w nich trochę mniej przytulania się, ale nie miał za bardzo porównania. Bliższych przyjaciół miał głównie w Rzece, nie widział się z nimi od księżycy. Czy tuliłby ich tyle co Lisa, gdyby ciągle się widywali? Niewykluczone. Czy mówiłby im o podobnych rzeczach? Też bardzo możliwe. Nie był tylko pewien czy czułby się przy nich tak samo komfortowo, ale teraz mógł tylko gdybać. Ehhh, nawet jak był kociakiem nikt nie wpadł mu w oko, więc miał zero punktu odniesienia. W tym momencie żałował, że nie rozmawiał dużo o takich sprawach.
Miał wrażenie, że powinien odpowiedzieć Liskowi, że też go kocha, ale nie wiedział na ile byłoby to szczere. Jako kupla? Z pewnością. Kochał go z całego serca i mógłby dla niego umrzeć. Tylko czy było to coś więcej?
— Ja, um — wdech i wydech, musisz zachować spokój — Jesteś dla mnie bardzo ważnym kotem. Jednym z najważniejszych, a teraz pewnie najważniejszym. Nie chce cię stracić, bo dużo dla mnie znaczysz. — Miał wrażenie, że mówi to całkowicie bez emocji, ewentualnie z lekko drżącym od emocji głosem. Chciałby czuć, że mówi z serca. — Kocham cię, jako przyjaciela, to na pewno. Jeśli chodzi o coś więcej to... to wszystko jest takie skomplikowane. Nigdy nie myślałem o nas jako partnerach, co najwyżej w zbrodni. — Zaśmiał się niemrawo. Partner w podróżach też byłby super, ale tego też za wiele nie rozważał. — Ja... nie wiem, mówiłem, raczej nikt nigdy mi się w ten sposób nie podobał. Nie wiem czy jestem w stanie odpowiednio nazwać swoje uczucia. Tak jak mówiłeś jestem też kotem, który nie nadaje się do życia w klanie. Ty masz w Wichrze całe życie, uczniów, rodzinę, przyjaciół. Nie chce abyś musiał z nich dla mnie rezygnować. Nie wiem też, czy w klanie byłbym szczęśliwszy na dłuższą metę. Nie chce zbudować tam życia, a potem ponownie wszystkich zawieść znikając. — Spojrzał na Lisa w poszukiwaniu jakiejkolwiek reakcji. — Ugh, przepraszam, to pewnie źle zabrzmiało. Jeśli już zobowiązałbym się do życia w klanie z kimś, to bym go nie opuścił, nie ważne jak mocno ciągnęłoby mnie do przygód. — Spojrzał w górę — Przepraszam, już sam nie wiem o czym mówię, hah. — Skierował swoją głowę ku Liskowi. — Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. Teraz, tak jak mówiłeś, warto, abyś porozmawiał o tym również z Jaskier. — Wbił wzrok w łapy i ściszył ton. — Przepraszam, że nie mogę dać ci odpowiedzi. Ja... nie wiem. Naprawdę nie wiem, nic nie wiem.
Wysoki, smukły, ze skłonnościami do niedowagi, rudy złoty pręgowany dziko, z oliwkowymi oczami, europejską budową i krótkim włosiem oraz bielą na pyszczku, klatce piersiowej, gardle, pachwinie i palcach
zapominalski | energiczny | przejmuje się tym jak inni go postrzegają i chciałby, żeby każdy go lubił | z wiekiem wydaje się coraz bardziej dojrzały i już nie robi głupich żartów na innych kotach
Niestety nie poszło tak, jak Lis by chciał. Nie mogło być tak łatwo. Wiedział niby, że to nie wyjdzie po jego myśli, ale chociaż spróbował. Posmutniał na pyszczku, bo jednak nadzieja okazała się zgubna, ale poczuł się lżej mimo wszystko. - Jasne, pewnie, rozumiem. Ale i tak nie żałuję... lżej mi. - Pokiwał głową łagodnie i choć poczuł rozdarcie w środku, to i tak przybliżył się do Chabra. Jeśli nie mógł go mieć w taki sposób jak chciał - dobrze. Ale w takim razie będzie korzystał z tego co faktycznie ma... a nuż kiedyś się coś zmieni. - Jak kiedyś się coś zmieni, to mi powiesz... jak nie... to będę dalej cieszył się, że jesteś moim przyjacielem. - Uśmiechnął się delikatnie obracając głowę w bok.
Jeśli serce miało mu nie wybuchnąć, to mógł jedynie robić dobrą minę do złej gry. A czuł ból. Ale nie chciał ranić Chabra.
Kocury posiedziały jeszcze trochę, zjadły to co Chaber przyniósł i rozeszły się. Gdzie poszedł Chaber? Gdzieś hen w tereny. A Lis? Wrócił do obozu, musiał porozmawiać z Jaskier. Nie mógł traktować jej jak opcji na zaś, bo cenił ją jako przyjaciółkę i czuł jakby ją oszukiwał.
//zt
✧・゚: *✧・゚:* ⨯ I'm not ⨯ a perfect person There's • many • things I wish I didn't do But I continue learning
I never meant | to do those things to you . . .
✧・゚: *✧・゚:* And so, I have to say before I go ◦•≫ That I just want you to know I've • found • a reason for me . . . To change who | I used to be . . .
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Czuł, że nie do końca wszystko jest w porządku. Miał wrażenie, że zawiódł i zranił Lisa, nawet jeśli nie miał takich zamiarów. Ale co innego mógł zrobić? Jeśli skłamałby co do swoich uczuć, to finalnie wyszłoby gorzej. Nie mógł oszukiwać innych, dla ich dobra. Starał się pocieszać słowami przyjaciela i tym, że jest mu teraz lżej na sercu.
Uśmiechnął się, chcąc dodać otuchy obojgu. — Tak... jeśli cokolwiek się zmieni, to powiem. — Tylko czy jest jeszcze szansa, że zmieni się to, w to samo co Lis czuł do niego? Skoro przez całą ich znajomość nie poczuł nic więcej, to czy było to możliwe? A co jeśli poczuje za późno i Lis znajdzie sobie kogoś innego? Czy wtedy powinien mu mówić o tych uczuciach? — Cieszę się, że dalej chcesz być moim przyjacielem. — Trącił go delikatnie pyskiem. Pytanie tylko jak długo będą w stanie się przyjaźnić? Czy nagle nie zrobi się niezręcznie lub tylko przyjaźń nie będzie Lisa zbyt ranić? Cóż, później będzie się tym zamartwiać, teraz miał do dokończenia wspólny posiłek.