Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Tak, będzie dobrze, musiała w to wierzyć... po prostu musiała, bo inaczej zwariowałaby. Wszystko się ułoży. Tak. I Brzózka pewnie miała rację, jakby miało się dziać jakieś nie wiadomo co, to pewnie papa Wąż by jej o tym powiedział, uprzedziłby ją, może nawet i by jej wtedy na swoją zastępczynię nie wybrał, bo by się zwyczajnie martwił o jej zdrowie i w ogóle... mała szylkretka pokręciła głową. Co się działo z tą wiecznie wesołą Salamandrą, która niczym się nie przejmowała? No, ale przecież zmarła jej tak bardzo bliska osoba... chyba mogła być trochę smutniejsza? Znowu pokręciła głową, upominając się w myślach, żeby się ogarnęła i myślała o dojściu do Sadzawki i poszarpaniu Wężowej Gwiazdy za ogon tak, że ten sam zejdzie z gwiazdek do nich znów.
-Zatopiony?! To jak my chcemy tamtędy przejść? Tutaj już mi się robi powoli tak ciężko, że ja to bym normalnie ci chętnie na grzbiet wskoczyła, żebyś mnie niosła! -zawołała, starając się nie brzmieć jakoś tak posępnie, tylko jak ta Salamandra sprzed śmierci papy Węża. Jeśli chodziło o prowadzenie, szylkretka musiała głównie polegać na Brzózce i jej wzroku, bo sama nie mogła się jakoś tak rozejrzeć i zobaczyć, że w innym miejscu nie było już takiej ciapy błotnej jak tutaj.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Lekko kładzie uszy po sobie. To problem?? Znaczy wydaje jej się, że to mała niedogodność, ale reakcja Salamandry trochę ją wybija z rytmu. Sprawia, że popielata uczciwie się zastanawia i hm, faktycznie może coś w tym... nie, w sumie nie. Wciąż odrobina wody to mniejsza niedogodność niż obchodzenie Klanu Rzeki! Tyle patroli przeżyła już, gdy Grzmiąca Rzeka wylewała przy tamtej granicy, że wie z czym to się je. To nie jest problem. Jest pewna.
– Patrole sobie tam radzą zawsze, damy radę. – zapewnia na wstępie i zaraz dorzuca dziarską ofertę. – Ale jak chcesz to wskakuj, zaniosę ciebie, nie ma sprawy!!
I nawet teraz nie żartuje, jak szylkretce ciężko się tu tupta to ona na spokojnie może tuptać za nie dwie. Założy się, że Salamandra nie waży nawet połowy tego co Pan Papa Wężowa Gwiazda, więc nawet się nie zmęczy z koteczką na grzbiecie. I nawet zatrzymuje się na moment, by podkreślić, że to poważna propozycja. W międzyczasie rozgląda się dookoła i- o!
– Ejj, a co powiesz na odsunięcie się lekkie od granicy. Tak parę króliczych susów tylko? Bo trafiłyśmy na najgorsze błoto, ale tu zaraz obok jest spoko ziemia sucha prawie!! I dalej widać będzie granicę dobrze z niej, więc to nie takie wchodzenie w tereny nawet chyba?? – wysuwa propozycję, gotowa od razu poprowadzić wycieczkę, gdy tylko Salamandra da jej zielone światło. Albo iść dalej przez błoto jeśli się uprze przy swoim!!
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Tak szczerze? Tupocząca Salamandra przez kilka uderzeń serca całkowicie szczerze zastanowiła się nad tą możliwością, żeby to Brzózka ją poniosła... ale potem zrezygnowała z tej pokusy, bo ona sama była zbyt mała, żeby się odwdzięczyć czymś podobnym dla Brzozowej Drzazgi, kiedy ta się zmęczy, a jeszcze trochę drogi im zostało. Nie, nie, musiała iść sama dopóki miała na to siłę.
-Skoro mówisz, że damy radę, to ci wierzę -powiedziała, a potem zastrzygła uszami, słysząc późniejszą propozycję Brzózki. Malutka szylkretka zastygła na chwilę w miejscu i mruknęła "hmmmm". Nie chciała za bardzo wchodzić na tereny Klanu Wichru bardziej niż to było potrzebne, to już zaznaczała od samego początku... ale jak to było tylko kilka króliczych susów obok to... nie mogło to zaszkodzić aż tak, co nie?... Prawda? W końcu dalej będą w miarę blisko granicy, a nie będą lecieć na skuśkę przez sam środek Wichru.
-Okej... ale jeśli to faktycznie nie jest daleko! -zaznaczyła jeszcze- I no jak się to najgorsze błoto skończy to znowu wrócimy pod granicę, nie? -dopytała, dając się poprowadzić Brzózce.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Decyzja więc zapadła! Nieco ryzykowna, a jak sporo ułatwiająca! Z każdym krokiem, który oddalał kotki od granicy, mogły czuć, iż z o wiele większą łatwością było stawiać kroki. W pewnym momencie weszły na grunt twardy, a żadna z ich łap nie spotkała się z zapadnięciem. Sukces! Przynajmniej pod tym względem. Teraz problem pojawił się taki, iż znalazły się dalej od granicy, tym samym wkroczyły śmielej na tereny nie swojego klanu.
Przechodząc wzrokiem po okolicy, żadna z kotek nie dostrzegła wichrowego patrolu, co najwyżej pojedyncze ptaszki, które prędko odfruwały. Dalszy spacer więc zapowiadał się - póki co - spokojnie. Połowę drogi przez tereny Wichru miały już w końcu za sobą!
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Jasne, że wrócimy! – zapewnia z przekonaniem. A już uderzenie serca później dociera do niej, że szanse na poprawę są niewielkie, patrząc na wysokość na jakiej się znajdują. Hm, już wkrótce Żabie Schronienie, prawda? A chwila, rozważała swoją moralność dopiero co, hm. Popielata nie ma pojęcia czy powinna sprostować jak sobie wyobraża czekającą ich trasę, czy może trzymać język za zębami, bo nie skłamała wcale. Decyduje się na drugą opcję, a myśli uciekają jej w stronę mijanego błota. – Szkoda w sumie, że nie ma czasu na przerwy. W tym błocie musi być masa dżdżownic, nie? – mówi pierwsze co jej przychodzi na język.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
No cóż, skoro Brzózka mówiła, że wrócą, to Salamandra ufała partnerce. Może przy okazji to wszystko pójdzie im szybciej, niż jakby musiały powoli przedzierać się przez to ogromne błoto. Szylkretka miała taką nadzieję, bo wyprawa do Szepczącej Sadzawki i tak była już długa, a jeszcze zastępczyni miała gdzieś z tyłu głowy też sytuację z Muchomorowym Borem, który gdzieś znikł i się nie pojawił. Kolejna rzecz do rozwiązania po powrocie... kolejna rzecz, która Tupoczącej Salamandrze ciążyła na sercu, duchu i umyśle.
-Na pewno! Ale może jak będziesz obserwować to błoto to po drodze wyjdzie jakaś akurat z ziemi, takim szczęśliwym trafem i w ogóle, i byłoby ją można wziąć na wycieczkę! -zasugerowała z lekkim rozbawieniem. W sumie nie wiedziała czemu, czy to za sprawą Brzozowej Drzazgi, czy może po prostu temat dżdżownic i ogólnie robaków Salamandrę wprowadzał w jakiś lepszy nastrój z automatu, ale taka myśl jakoś trochę odgoniła te ciemne chmury, które od śmierci papy Węża kłębiły się nad małą kolorową główką kotki.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Na lewo od kotek ziemia przez jakiś czas pozostawała jeszcze nieprzyjemnie mokra i miękka. Im bliżej były jednak Grzmiącej Ścieżki, tym zauważyć mogły polepszenie się stanu podłoża. Bez problemu mogły więc wrócić na poprzednią ścieżkę, by dalej iść bliżej granicy.
Na pewno jedną z bardziej nurtujących rzeczy było to, czy natrafią na jakiś patrol. Będzie trzeba wtedy tłumaczyć się z obecności na Wichrowym terenie, z nadzieją, iż owy postępek spotka się z przymrużeniem oka. Szczęście dla obu kotek było takie, iż na horyzoncie, w dalszym ciągu, nie pojawił się nikt. Również żadna dżdżownica! Najwyraźniej żaden robaczek nie był szczególnie chętny na wycieczkę.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– O!! To giga pomysł!! Wypatruję więc!!! – oświadcza radośnie i skupia całą swoją uwagę na obserwacji podłoża. Dlatego też nie umyka jej polepszenie stosunków glebowo-wodnych (a dżdżownic to jakoś żadnych). I jako, że w sumie idą ciągle równolegle do granicy zamiast faktycznym skrótem, wygrywa w niej uczciwość względem partnerki. Szturcha lekko Salamandrę w bok. – Jest lepiej, nie utoniemy w błocie.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Tupocząca Salamandra nie mogła się powstrzymać od cichego chichotu kiedy Brzózka tak entuzjastycznie zadeklarowała wypatrywanie dżdżownic w błotnistej ziemi. W sumie to może lepiej, że poszły we dwójkę... chociaż pewnie obecność Muchomorowego Boru by za wiele nie zmieniła w postawie drugiej kotki, ona zawsze była tak niesamowicie wyluzowana i była to jedna z rzeczy, które szylkretka w niej kochała.
-Jak myślisz? Ile jeszcze nam zostało? -zapytała, próbując nasłuchiwać i węszyć czy może są już w miarę blisko Grzmiącej Ścieżki, która była chyba najniebezpieczniejszą częścią tej całej wyprawy. Potem już chyba było w miarę prosto do Szepczącej Sadzawki? Przynajmniej jeśli dobrze zrozumiała instrukcje Gwiezdnego Nurtu, jakiegoś specjalnie odniesienia to nie miała i mogła tylko zgadywać, tak po prawdzie.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
No i nas Tupoczącej Salamandry wyłapał zapach… nieprzyjemny, odpychający i zdecydowanie inny niż te, które gwarantował im las, łąki, czy nawet woda. Zapach był wręcz drażniący… czyżby znak, że Grzmiąca Ścieżka była tuż, tuż?
Na pewno, w końcu obie kotki - bez zbędnych spotkań, zdołały dotrzeć do końca terenów Wichru. Nieopodal już dało się dostrzec nieprzyjemną i zdecydowanie niebezpieczną - Grzmiącą Ścieżkę… potworów jednak ani widu, ani słychu. Przynajmniej teraz. Co innego, gdy kotki się do niej przybliżą. Potwory Dwunogów charakteryzowało w końcu kilka cech. Między innymi to, iż były zabójczo szybkie. Pojawiały się znikąd, a zaraz potem znikały. Pozostawiając za sobą drażniącą woń, zanikający warkot… a czasami i poszkodowanych.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– E, już niedaleko! Jeszcze chwila, odrobinę i dotrzemy do granicy. – oznajmia z przekonaniem, bo lwią część terenów mają za sobą. Może nawet odrobinę więcej, bo nie mija chwila i opuszczają Wicher bez żadnego spotkania! Z jednej strony Brzózka odczuwa ulgę, a z drugiej... nie wie, trochę miała nadzieję zobaczyć jakąś znajomą mordkę chyba?? A tu nic.
No cóż, jest jeszcze droga powrotna! Teraz zresztą mają większe zmartwienia na głowie.
– Przed nami Grzmiąca Ścieżka. – informuje głośno, chociaż jest pewna, że nos szylkretki wyłapał gryzący smród dużo szybciej niż jej własny, ciemnoszary. Jest ciekawa czy bardzo ją drażni i czy jej nie przeszkadza zbyt mocno, ale na język ciśnie się jeszcze inne, chyba istotniejsze pytanie. – Jaaki mamy plan?
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Salamandra zdecydowanie mogła poczuć Grzmiącą Ścieżkę i musiała przyznać, że aż ją skręciło. Mała szylkretka pokręciła trochę nosem i zmarszczyła brwi, a potem przykryła na chwilę nos łapką, kiedy obie kotki przystanęły przy Ścieżce.
Zastępczyni pomyślała chwilę nad pytaniem partnerki.
-Chyba będzie można przebiec jeśli nic nie będzie biec w naszą stronę, w sensie żaden Potwór -Tupocząca Salamandra powiedziała i zaczęła nasłuchiwać, żeby sprawdzić czy cokolwiek się zbliżało w ich stronę, czy może droga była wolna i mogły przejść, żeby dostać się na ostatnią prostą do Szepczącej Sadzawki- Widzisz coś? -zapytała jeszcze w czasie nasłuchiwania.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《
Ach Ślimaczek… Cóż też można powiedzieć o tym niskim kocurku? Nie grzeszył wzrostem, jego masywne łapki wydawały się być krótsze, a jego tęga budowa tylko owe wrażenie potwierdzała. Ślimak jest kotem czarnym krótkowłosym, którego biel uraczyła w zdecydowanej mniejszości. Każda z łapek posiada swoją białą skarpetkę, przez brzuch przechodzi wąska, biała ścieżka, która poszerza się dopiero na piersi wędrując przez szyję, aż do brody kocurka. Na czarnej tafli odznaczają się jeszcze jasne wąsy i złote, świecące oczka.
Oto przed państwem mały dżentelmen! A dokładniej Ślimaczek, kocurek, który jest zwyczajnie w świecie kochliwy. Raz po raz znajduje coś, albo kogoś, kto też w jego głowie staje się czystym ideałem. Wszelkie cechy, aktualnego obiektu westchnień, sprawiają, iż Ślimaczek jest zwyczajnie zachwycony. Kocurek zdecydowanie patrzy na świat przez różowe okulary, których nie zamierza w najbliższym czasie ściągać. Zauroczony Ślimaczek idealizuje świat wokół obranego obiektu, a jego mały światek potrafi kręcić się wokół niego. Ciężko znaleźć kogoś bardziej pozytywnego i przy okazji naiwnego. Ślimaczek jest kotkiem czysto dobrym, a przynajmniej z reguły właśnie tak określa się takowe osoby. Przeogromna naiwność nie jest jednak zawsze czymś dobrym, a właśnie tym charakteryzuje się kocurek. Wierzy w wiele rzeczy, a już szczególnie w te, które brzmią przyjemnie.
Grzmiąca Ścieżka. Okrutne i bardzo niebezpieczne miejsce. Niestety jednak, inna droga była kotką nie znana, więc przejście czarną, śmierdzącą rzeką było nieuniknione. W całej sytuacji pojawiło się jednak światełko nadziei. Uszy Gromiaczek nie wyłapywały żadnego warkotu, na horyzoncie również nie malowała się żadna wielka, przerażająca postać potwora. Może to ten moment? A może to tylko cisza przed burzą!
Póki co, trzeba powiedzieć jednak - iż droga przez Grzmiącą Ścieżkę była czysta.
Krótkie, jednolite, szare futerko. Zielono-żółte oczy. Wysoka jak brzoza...
... głupia jak koza. Kabelki w mózgu nie do końca stykają i czasem jej wychodzi to na dobre, a czasem jak zwykle, czyli źle.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Brzózka kiwa z zapałem głową i zaraz podejmuje się postawionego przed nią przez Salamandrę zadania – wypatruje potwora. W stanie pełnej gotowości, ze spiętym każdym możliwym mięśniem wyciąga szyję by spojrzeć w obie strony. Czujnie przy tym nastawia uszy, chociaż nie wątpi, że w razie czego to szylkretka pierwsza chwyci sygnał zagrożenia.
– Czysto! – rzuca, oblizując nerwowo mordkę. Czy to znaczy, że w takim razie już? Ma biec?? Czeka na polecenie z zadartym ogonem. Jest gotowa biec najszybciej jak potrafi... o ile będzie mieć Salamandrę przed sobą. Nie chce sytuacji, w której krótkie łapki partnerki ją zawiodą, a Potwór zaatakuje jak Pana Papę Wężową Gwiazdę.
Księżyce: 66 Mistrz: Wężowa Gwiazda [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga [NPC] (papa Wąż, bo mama be [*]) Ojciec: Płonący Liść [NPC] [*] Partner: Brzozowa Drzazga Trwałe urazy: niewielka blizna na grzbiecie po ugryzieniu przez lisa, uszczerbione prawe ucho
niewielka; ledwo większa od małego terminatora, chuda, krótkowłosa szylkretka, czarno-ruda z białymi znaczeniami, sporadyczne cętkowane pręgi na rudych partiach ciała, oliwkowe oczy
energiczna, radosna, wszędzie jej pełno, sympatyczna, przyjazna, dziecinna, naiwna, najpierw robi a potem myśli, lubi słuchać opowieści, nie lubi kiedy traktuje się ją jakby nie umiała o siebie zadbać
Czuły słuch Salamandry jak na razie nie wyłapał niczego niepokojącego, żadnych odgłosów zbliżającego się Potwora. Partnerka też potwierdziła wzrokowo, że na horyzoncie na razie jest czysto, więc chyba nie było na co więcej czekać? Jeszcze by się coś pojawiło w czasie ich czekania i lipa z przeprawy, a nie ważne jak nie chciały, przebiec przez Grzmiącą Ścieżkę musiały. Nie było innej drogi, a przynajmniej Gwiezdny Nurt nic nie wspominała o innej, a pewnie jakby się dało to by zwróciła Sal i Brzózce na to uwagę. Mała szylkretka wzięła głęboki wdech.
-Okej... to trzy, dwa, jeden -zaczęła odliczać, żeby nie zaskoczyć swojej towarzyszki nagłym poleceniem- teraz! -zawołała i zaczęła biec, przyspieszając jak najbardziej tylko mogła, kiedy do jej uszu doszły kroki biegnącej razem z nią Brzozowej Drzazgi. Salamandra chciała już mieć Grzmiącą Ścieżkę za sobą, jak najszybciej.
✿✿✿
》Slept in all myclothes like I didnʹt care Hopped into a cab,takemeanywhere Iʹmin if youʹredown to get downtonight ʹCauseitʹsalways a good time《
☼ Good morningandgood night ☾
》Iwake up at twilight Itʹsgonna be alright Wedonʹtevenhaveto try Itʹsalways a good time《