Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- A kto to jest? - Miała wrażenie, że właśnie się z niej nabija, ale postanowiła przełknąć swoją dumę i spytać o wspomnianego kota. Nawet jeśli z niej żartował, to przynajmniej w pobliżu nie było nikogo kto mógłby to usłyszeć. No może poza zmarłym medykiem, ale sądząc po dalszych słowach Oriona, on raczej nie kwapił się nikomu tego opowiadać. - Hm, no dobra, to faktycznie dam mu odpocząć, chociaż trochę.
Niezapomniana Łapa nie wywinie się tak łatwo.
A może jednak, bo po chwili ciszy drugi oriental kontynuował temat.
- Ooo serio? Chętnie z nią pogadam! - I tak Nie. kontynuowała tradycję spędzania czasu z kotami wyłącznie trzy razy starszymi od siebie. Legenda głosi, że kiedyś pozna kogoś w swoim wieku.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Zajęcze Ucho? Taki jeden, wielkie uszy, długi pysk, cienki ogon i wiecznie stęka, bo coś mu nie pasuje. W normalnych warunkach radziłbym ci go unikać, zrzędliwy zgred, ale wizualnie wpasujesz się w jego rodzinkę. – przedstawił wojownika w najlepszym świetle w jakim się dało. To nie jego wina, że pręgowany oriental potrzebowałby cudu żeby wypaść pozytywnie.
Orion nieświadomie wyświadczył przysługę Niezapomnianej Łapie. Jeśli Jodłowa Gałązka pilnie śledziła losy żywych powinna teraz szepnąć o nim miłe słówko w zarządzie. W podzięce za to jak dbał o spokój jej córki. Totalnie świadomie i umyślnie.
– Serio, serio. Więc załatwione, zawoła się ją na granicę w najbliższym czasie. A skoro o granicach mowa, wróćmy do chwili obecnej. Czujesz ten piękny smród stęchlizny? To dlatego że zbliżamy się do Borsuczej Nory. Od dawna nie mieszka w niej żaden borsuk, ale czasem można spotkać w jej okolicach koty z klanu Cienia. Wicher nieszczęśliwie z nimi graniczy. Ogólnie Wicher nie ma szczęścia do sąsiadów, bo po drugiej stronie mamy Rzekę, która śmierdzi rybą, kolejny powód dla którego patrole są nieprzyjemne.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Mówisz? - Uniosła lekko brwi. Wciąż nie była całkowicie przekonana że był w tej chwili szczery. Pewnie, wydawał się szczery, ale właściwie kto go tam wiedział.
- O, to trzymam ciebie za słowo. Ale- smród? Hm. - Nabrała płuca pełne powietrza. - Faktycznie, śmierdzi trochę. - Zrządzenie losu że to akurat on napatoczył się wtedy na jej pole i teraz pachniała jak koty kwiaty, a nie jak stęchlizna. - Ale czekaj, to ile jest tych klanów w końcu? Świt mówiła tylko o rzece.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mhm. – potwierdził przeciągle. Nie do końca wiedział skąd się brała ostrożność kotki jeśli idzie o udawanie rodziny Zajęczego, ale na zdrowie. Może w tym wypadku faktycznie było to słuszne, jak Bławatek w roli matki była do przeżycia, tak jej partner był ojcem z kategorii lepiej by mi było bez ojca.
Ale patrzcie, jednak kojarzyła, że są inne klany. To chociaż jeden szok mniej.
– Całe cztery. Dawno temu przez krótki moment istniał jeden klan, albo raczej miał istnieć, ale szybko się okazało, że nie ma szans na zgodę i trzeba czterech klanów. Ale to jak wiesz, wylądowałaś w Wichrze. Tym najmniej irytującym klanie. Na drugim miejscu jest Grom, tam mieszka ta medyczka, z którą będziesz mogła sobie porozmawiać. Potem, tak jak Świt wspomniała, jest Rzeka. A na samym końcu jest Cień właśnie. Wiesz, że kiedyś szczury im prawie zjadły medyczkę? Opowiadała mi o tym i brzmiało odrobinę nieprawdopodobnie. Aż podczas spaceru, znaczy poważnego patrolu, trafiłem na ich terminatorkę medyka atakowaną przez stado szczurów. Zemdlała niewiele później, więc zgaduję, że akurat ze zjedzeniem jej szczury nie miałyby problemu. Ale ciekawa sprawa, że tylko tam szczury są takie agresywne. Pewnie przez te opary z rozkładających liści i woń bagnisk. Siada im na szczurze główki. – odbił w stronę Czarnego Ogona. Podczas marszu wzdłuż granicy, Mróweczka będzie miała wystarczająco dużo czasu na zapoznanie z charakterystycznym zapachem sąsiadów. I nie będzie im się pchała na trawniczek, przynajmniej nie nieświadomie.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Aż cztery? Na co wam tyle, nie możecie po prostu mieszkać wszyscy razem w tym lesie? - Westchnęła z niedowierzaniem. Koty z lasu to koty z lasu, co za różnica czym pachną. Przynajmniej odpadłoby im patrolowanie które tak bardzo go męczyło.
Posłała mu przeciągłe spojrzenie podczas gdy wspominał o najmniej irytującym klanie.
- Jakim cudem? Szczury nie są aż takie duże żeby zjeść dorosłego kota. Teraz to kłamiesz. - Prychnęła i zamachała ogonem, sztywno. - Nawet gdyby były, to po co mieszkać w ich otoczeniu?
Zebrała się wreszcie na wyrażenie swoich mieszanych uczuć dotyczących prawdomówności, ale Orion skręcił nagle, a ona, pochłonięta krytyką szczurów, Cienia i klanów ogólnie, nie zauważyła tego w porę i uderzyła go pyszczkiem w bark. Ouć. Na pewno wina duchowego medyka, który właśnie ją skarcił za krytykowanie starszych.
- Aj, wybacz. - Skrzywiła się i zmieniła ton. - W każdym razie, czym te klany tak bardzo się od siebie różnią, poza nazwą i zapachem?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Historia powstania klanów mówi, że nie mogą. Chcesz to mogę ci ją przybliżyć, ale lojalnie ostrzegam, że nie jest zbyt... kreatywna. Ale hej, idziemy, maszerujemy, więc chociaż nie ma ryzyka, że zaśniesz. – czy faktycznie chciał przedstawiać szylkretce wspomnianą historyjkę? Nie do końca, żaden szanujący się kot nie opowiadałby o niej z zaangażowaniem. Ale powinna ją poznać, dla pełnego klanowego obrazu. I najlepiej nie z pyska kogoś, kto wierzy, że to najlepsze co spotkało leśne kotki.
– Wypraszam sobie, ja unikam kłamstw. – obruszył się lekko; co innego przedstawianie prawdy w taki sposób by rozmówca wyciągnął mylne wnioski. To bardzo chętnie. Ale kłamstwa? Pf. – Szczury nie są duże, prawda. I nie są groźne gdy spotkasz trzy czy cztery. Ale gdy wpadniesz na dziesięć takich? No to już wygrywają ilością, a wybredne nie są, chętnie zjedzą kota jak już im się go uda powalić. Może nie całego na raz, ale wiesz, martwy i tak już nigdzie nie pójdzie, a szczury mają zapasy na kolejne dni. A czemu mieszkać w ich otoczeniu, hm, nikt się nie wprowadzał z zamysłem mieszkania obok, ale wiesz, jak klan siedzi w miejscu od paru pokoleń to różne zwierzęta się przewijają w pobliżu.
Długa mordka podjęła próbę dostosowania się do większości kociego społeczeństwa z pomocą Orionowego barku. Bezskutecznie, a na domiar złego, orientala teraz nieco swędziała skóra w miejscu zderzenia. To niemożliwe by pchły przeskoczyły tak szybko i by to one były powodem świądu, ale wyobraźnia robiła swoje.
– Mhm. – zbył temat, skupiając na dalszym marszu i pytaniu kotki. – Powiem ci w sekrecie, że niczym. Ale kotom z klanów wydaje się, że diametralnie się różnią. Że każdy ma jakieś swoje charakterystyczne cechy, wiesz. Że każdy jest inny, ale coś łączy każdego Wichrzaka. W ich wypadku jest to szybkość i umiłowanie do polowań na zające. Grom ma swoją siłę i koty, które jak przywalą to ukręcą ci kark. Rzeka ma swój tajny sposób łowienia rybek, którego nie zna nikt inny. Cień, oprócz posiadania smacznych medyków, przoduje we wspinaczce. W teorii. W praktyce? Sama możesz się domyślić jak to wygląda.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Jeśli faktycznie bierzecie do klanu każde porzucone kocię, a do tego Świt ma ojca z Rzeki, to chyba faktycznie nie bardzo. - Wzruszyła ramionami. Postanowiła nie wracać do szczurzego tematu, ale tyle dobrego, że chyba nie miał jej za złe kolizji na zakręcie. - Wiesz, skoro już mam tu mieszkać, to chyba wypadałoby znać oficjalną wersję. Chociażby tylko po to, żeby nie palnąć czegoś głupiego. Bo wydaje mi się, że w takim razie klanowe koty niezbyt entuzjastycznie przyjmują informację o tym, że klany są do siebie podobne, co nie?
Chyba już zaczynała rozumieć, co miał na myśli, mówiąc że klanowe koty są przewrażliwione i łatwo się obrażają. Ta kwestia wymagała dalszych badań, ale jakieś kropki zostały tu połączone.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– No raczej zachwyceni nie są, gdy im się to wytknie. – prychnął lekko. – Chociaż wiesz, wiele zależy tu od twoich intencji. Gdy mówisz o podobieństwach, bo ojej, na nas wszystkich patrzą te same koty ze Srebrnej Skórki to może i się zgodzą. Ale jak wspominasz o tym przy twierdzeniu, że ten podział to głupota to szykuj się raczej na gniewny bulgot i zaprzeczanie, że nie masz wcale racji. – chociaż i z tym zależało od tego na kogo wpadnie. Wiele kotów zdawało się udawać, że mają takie przytyki głęboko pod ogonem. – Uwaga, mijamy Dzięciole Drzewo, charakterystyczny punkt na granicy z Cieniem. – szli akurat środkiem lasu, więc ktokolwiek ustalał, które z elementów na trasie uznać za charakterystyczne, ten chyba nie do końca rozumiał definicję tego słowa. – Ale wracając. To prawda, oficjalną wersję dobrze by było kojarzyć. To co, gotowa jesteś na maksymalne skupienie?
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- A Srebrna Skórka to? - Wtrąciła, bo nazwa zdała jej się conajmniej komiczna, ale brzmiało jak coś istotnego dla lokalnych kotów. Jednocześnie przeszło jej przez myśl, że oriental może mieć spore doświadczenie z wykłócaniem się. Najwyraźniej za kwestionowanie ogólnie przyjętych historii nie wyrzucali z klanu.
Rozejrzała się wokół, szukając wzrokiem Dzięciolego Drzewa. Dzięciołów brak. Szkoda.
- Gotowa, dawaj. Nie może być aż tak źle.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Takie miejsce, gdzie te wszystkie duszki mieszkają, widoczne nocą na niebie. Właśnie, warto żebyś wiedziała, że klany nazywają swoich przodków Gwiezdnymi, bo wierzą, że po śmierci wszyscy dołączają do wspólnego Gwiezdnego Klanu. Więc jeśli będziesz rozmawiać z klanowiczami o ich przodkach, mów o Gwiezdnych, nie o duchach czy zmarłych, bo jeszcze się dowiesz, że to w żadnym wypadku nie jest to samo, a twoja ignorancja jest oburzająca. – ostrzegł koteczkę, chociaż sam nigdy nie miał takiego spotkania. Może dlatego że rozmowy o nieobecnych już kotach średnio go interesowały. Teraz czekał ich dość monotonny marsz aż do Czarnego Ogona, więc idealnie na opowieści. W najgorszym wypadku, jeśli się za bardzo wciągną w legendę, to wylądują w strumyku. Zimna woda prędko ich sprowadzi na ziemię i przynajmniej nie skończą daleko w lesie. Z koniecznością powrotu i masy nadprogramowych kroków.
– Zobaczymy czy będziesz tego samego zdania jak dotrzemy do końca. Ale trzymaj się tego optymizmu, przyda ci się. – a jemu faktycznie przyda się woda na końcu trasy, niechybnie zaschnie mu w gardle od tej paplaniny. Nawet jeśli całe życie ćwiczył beztroskie strzępienie języka. – Wszystko zaczyna się obiegi pór temu, nie wiadomo kiedy dokładnie, ale na tyle dawno, że nikt z żywych nie pamięta tych zdarzeń. Ani dziadkowie najstarszych teraz kotów nie doświadczyły ich na własnej skórze. Więc rozumiesz, dawno dawno temu, w lesie takim jak ten, żyły koty takie jak ty czy ja. Niezwiązane z żadną grupą. Czasami koty żyły w parach, czasem w grupkach rodzinnych, a czasami po prostu parę kotów postanowiło trzymać się razem. Tylko te grupy nie należały do najtrwalszych, przepływ kotów między nimi był niesamowicie płynny. Więc nikt nie myślał nawet o wyznaczaniu granic. Las był wspólny, tak samo jak i zwierzyna znajdująca się w nim. Wszystko było fajnie i pięknie, ale do czasu. Kotów przybywało, a zwierzyny ubywało, więc zaczęły się konflikty. Coraz częściej na jednego zająca zakradały się dwa koty i finał był taki, że koty biły się o to, kto zobaczył ofiarę pierwszy, a szaraczek uciekał, korzystając z okazji. Coraz więcej kotów chodziło głodnych, więc i kolejne takie spotkania były nie dość, że częstsze, to jeszcze bardziej krwawe. Aż pewnej pięknej nocy, gdy księżyc oświetlał las w pełni swojej okazałości, wszyscy koci mieszkańcy lasu zebrali się na ustawkę na wielkiej polanie. Tylko że widzisz, nikt nie przemyślał tego, że interesów i stron było niemal równie wiele co kotów zgromadzonych. Nie było jasnego podziału, każdy był wrogiem każdego, więc prędko polały się niezdrowe ilości krwi. Dużo kotów umarło i końca tej rzezi nie było widać. Obstawiałbym, że zamierzali się bić do ostatniego żywego, ale nie przewidzieli tego jak wycieńczające są takie walki. Więc zanim liczba trupów dwukrotnie przewyższyła liczbę żywych, wszyscy pozostali padali ze zmęczenia. I co się stało? Wszystkich z nich zmógł sen. Kropka w kropkę taki sam sen u każdego. – może jednak źle wyliczył stosunek odległości do długości historii, bo już dało się słyszeć szmer strumyka. – Jak tam twoje skupienie? Krótka piłka, dajesz radę czy nie? Wszystkie pytania i uwagi zostaw na koniec.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Dreptała dzielnie, notując wszystko w głowie. Zmarli są Gwiezdnymi - zapisano. Nie mówić o martwym medyku że jest martwy - zapisano. Co jeszcze? Ciąg myśli przerwał jej początek historii, więc skupiła się na dziejach klanowych, jednocześnie patrząc pod łapki, żeby znowu nie doprowadzić do kolizji na najbliższym zakręcie.
- Yyy, daję radę. - Potwierdziła, oderwana od notowania. - Wszyscy poszli spać. Lecimy dalej?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Lecimy dalej. – potwierdził, chociaż daleko mu było od wiary w słowa Mróweczki. Dawała radę to się nie potknąć o wystające korzenie, patrząc na to jak intensywnie zerkała pod łapy, a nie zapamiętać ciąg wydarzeń. Ale niech jej będzie, w razie potrzeby dostanie bardzo skondensowaną opowieść i jak czegoś nie będzie rozumieć, trudno. Mogła się postarać bardziej ze skupianiem. – Wszyscy zasnęli i w swoich snach zobaczyli koty, które dopiero co umarły na polanie. Tylko że te koty nie były potargane i z krwawiącymi ranami, a w wyśmienitej formie. I z futerkami migoczącymi jak gwiazdki na niebie. Swoją drogą, właśnie stąd wzięli się Gwiezdni i Gwiezdny Klan. Ale wracając. Te koty ostrzegły żywych, że jeśli się nie zjednoczą, wkrótce wszyscy dołączą do nich. Najwyraźniej nikt wcześniej nie wziął pod uwagę, że to on może umrzeć w tej wojnie, więc gdy tylko koty się zaczęły budzić, wniosek żywych był taki, że dalszy rozlew krwi nie ma sensu. I z tym wszyscy się zgadzali, ale pierwszy konflikt przyszedł niewiele później, gdy jedna z kotek zwróciła uwagę, że grupa potrzebuje przywódcy. Oczywiście, tym samym zgłosiła swoją kandydaturę, gotowa pokierować wszystkimi kotami. Nazywała się Cień. Nie wszystkim się spodobały jej słowa, trzy inne koty również sięgnęły po stołek. Domyślasz się jak się nazywały? Grom, Rzeka i oczywiście Wicher. – w tym momencie właśnie dotarli do zakrętu, więc miejmy nadzieję, że Mróweczka faktycznie uważała gdzie stawia łapy i maszerowali wzdłuż Czarnego Ogona bez żadnej kolizji. Tym samym oddalali się już od Cienistej granicy, ale do tego wrócą później. – W ledwo co zjednoczonej grupce doszło do ponownego rozłamu. Nie wszyscy popierali tego samego kandydata, ale każdy był przekonany, że jego zdanie jest jedyne słuszne, więc jeszcze tej samej nocy byli gotowi do kolejnej walki. Wiesz, zapominając zupełnie przed czym ostrzegali ich zmarli towarzysze. Tym samym wyczerpali ich pokłady cierpliwości, bo zanim padł pierwszy cios, Gwiezdni przesłonili księżyc chmurami i na polanie zapanował mrok. Nakrzyczeli na wszystkich, że się z badylarkami na mózgi pozamieniali i kazali im się podzielić na cztery grupy, zwane później klanami. Każdy z przywódców miał zebrać sobie koty o podobnych poglądach, stąd obecne przekonanie o tym, że klany się między sobą różnią. Kolejnym etapem był podział lasu pomiędzy cztery klany, tak by każdy miał podobny kawałek ziem i wyznaczenie granic między nimi. To już poszło żywym dużo lepiej, więc w nagrodę Gwiezdni podarowali przywódcom dar dziewięciu żyć, a reszcie kodeks, żeby wiedzieli jakimi zasadami mają się w życiu kierować. Wszyscy byli zadowoleni, Gwiezdni obiecali, że będą dbać o żywych i pomagać im w razie potrzeby, a ci obiecali, że co pełnię księżyca będą spotykać się na zgromadzeniach, aby uczcić powstanie klanów. Oczywiście na pokojowych zgromadzeniach. Ta da, koniec.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Brzmi trochę... nieprawdopodobnie. - Podsumowała, z braku lepszego słowa do opisania jej uczuć. - Jak coś co się opowiada kociakom, a nie w co wierzy cały klan...
Tym razem obyło się bez kolizji. Orion powien docenić brak dalszego opiaszczania jego futerka.
- Dobra ale - czy to w ogóle rozwiązało problem nadmiaru kotów? W końcu pewnie znowu było ich za dużo, co nie?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Delikatnie ujmując. – Orion by nie był tak uprzejmy jak Mróweczka, gdyby to on był dzisiaj w roli słuchacza tej opowieści. – Widzisz, moim zdaniem to raczej taka legenda. Jest w niej jakieś ziarno prawdy, ale oprócz tego cały kopiec wymyślonych zdarzeń. Ale są koty, które wierzą, że faktycznie tak było, od początku do końca, więc nie byłbym taki pewny publicznego, oficjalnego zdania na temat tej historyjki.
Nie namawiał jej do ankietowania każdego Wichrzaka czy wierzy w genezę powstania Czterech Klanów, ale też... nie zniechęcał, jeśli by sama na to wpadła. Był odrobinę ciekaw wyników, chociaż istniały szanse, że jego wybitnie niskie zdanie na temat klanowych kotków będzie musiało zejść na podziemne poziomy. A on tak bardzo nie lubił kopać.
– Widzisz, historia wygodnie o tym milczy, więc mogę ci opowiedzieć jedynie prawdopodobne teorie co się dalej działo i dlaczego to mogło rozwiązać problem nadmiaru kotów. Gdy utworzyły się klany ze swoimi ściśle wyznaczonymi granicami to już ciężej było się dostać do lasu kotom z zewnątrz. Był mniejszy napływ nowych, dorosłych kotów, ale też mniej sytuacji, gdzie jakiś okoliczny samotnik wpadał do lasu na przekąskę, a potem wracał na swoje pole. Możliwe też, że starczył fakt posiadania swojego, żeby koty zaczęły być rozważniejsze w polowaniach. Wyobraź sobie, teraz miały już swój kawałek ziemi, na którym występowała określona liczba zwierzyny. Oczywiście dalej trzeba jej złapać tyle by nikt nie chodził głodny, ale można nie łapać jej za dużo, by połowa potem zaczynała gnić i była wyrzucana. A wiesz, jest szansa, że gdy wszystko było wspólne i niczyje jednocześnie to nikt o to nie dbał i nie patrzył wcale w przyszłość i dużo jedzenia się marnowało. – było to mało prawdopodobne ze strony byłego samotnika. Raczej nie spotykał się z tym by koty spoza klanów mordowały masowo zwierzątka dla czystej rozrywki, ale kto tam wie praojców Czterech Klanów. Dla nich może to była świetna forma spędzania czasu.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Mogło tak być. I to dlatego te klany teraz nie mogą się zjednoczyć, hm. - Dalej nie była do końca pewna co o tym myśleć, ale argument za pilnowaniem swojego miał nieco sensu. - Ale i tak nie chce mi się wierzyć, że nikt wcześniej nie próbował zjednoczyć klanów, bo nie do końca wierzył w klanową historię. Może jakiś były pozaklanowy kot czy coś. Może nawet klanowy a mniej idealistyczny. Na pewno ktoś widział, że to trochę bez sensu.
Zamilkła na moment, bo chciała wrócić do tematu, o którym myślała wcześniej, ale nie mogła już sobie przypomnieć co to było. Kojarzyła, że przerwał jej historią o czterech klanach - ale o czym myślała, to tylko wiedzą sami martwi. Gwiezdni. Jak zwał tak zwał.
- Hmm, a wracając do rang. - Zaczęła, myśląc intensywnie nad początkiem spaceru. - To myślisz, że która z nich jest najmniej uciążliwa?