Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Podejrzana sprawa. Mróweczka jedynie grzecznie wykonała polecenie, bez żadnych dodatkowych komentarzy. Skupienie jej uciekało? Tak szybko? Czy tak bardzo skupiała się na zapamiętywaniu, że na nic innego nie starczało jej mocy przerobowej? Zerknął na nią kątem oka – nie ma mowy żeby to był skupiony w pełni kot. Odchrząknął więc by zaprezentować swoją najlepszą imitację znudzonego przewodnika.
– Zbliżamy się proszę państwa do Czterech Dębów, miejsca gdzie powinny odbywać się zgromadzenia, po lewej da się już zauważyć Płaski Kamień, charakterystyczny punkt graniczny klanu Wichru z jedynym obszarem nienależącym do nikogo znajdującym się pomiędzy czterema klanami. Następnym punktem w programie wycieczki jest Podnóże Pagórka, a za nim granica z klanem Rzeki. – utrzymywał płaski głos i przeciągał niektóre słowa. – Możliwy jest krótki postój przy Czterech Dębach przed dalszą drogą.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Poruszyła uchem gdy zmienił ton i obserwowała go kątem oka, gdy prezentował najbliższy krajobraz. Spodziewała się, że zaraz jej wytknie że nie uważa, ale chyba nie zamierzał tego robić. Podejrzane, nawet bardzo, ale mile widziane.
- Postój na sik? Wspaniale. - Puściła się biegiem do przodu, znikając między Dębami. Wróciła po chwili i położyła się na płaskim kamieniu, z chrupnięciem kości od przeciągania się. Był aż za ciepły od słońca, ale aktualnie było jej już wszystko jedno. Ważne że leży. Przynajmniej nie musiała maszerować dalej. - Czy u Rzeki będziemy pływać chociaż?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
I tyle ją widzieli. Chociaż Orion by przysiągł, że jak ostatnio na nią patrzył to wyglądała jak zainteresowany wszystkim, tylko nie nauką terminator. Nie jak kot, którego cisnął pęcherz. Ale nie wnikał, jak dla niego mogła zrobić nawet parę kółek dookoła drzewa w ramach przerwy, albo sturlać się z pagórka. Czekając, usiadł na płaskim kamieniu i zaczął poprawiać kłaczki. Jak zdąży doprowadzić do porządku całą szatę przed powrotem Nie. to kotka będzie wracać sama do obozu.
Nie zdążył.
– Tej, tej, nie rozkładaj się. Musimy dzisiaj przejść dwie granice jeszcze zanim będziesz mogła przekręcić się łapkami do góry. I pływania nie będzie, bo nie będziemy u Rzeki, jedynie będziemy przechodzić obok, a woda nie sięga granicy. – sam się podniósł i szturchnął kotkę pyskiem. Hop hop.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Duża strata.
- Ewentualnie mogę się jeszcze opiaszczyć i wtedy możesz powiedzieć wszystkim, że nie dałeś rady mnie przyciągnąć resztę drogi i zdycham sobie w strumyczku. - Przekulała się na plecy i uśmiechała się szeroko do niego. - Daj spokój, możesz tłumaczyć tutaj. Nie masz jeszcze jakichś legend do opowiedzenia?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Hmm, chyba spasuję. – odrzucił propozycję mimo promiennego uśmiechu koteczki. Dziwna sprawa. Szturchnął ją teraz dla odmiany łapą. – Wchodzących w zakres materiału? Obawiam się, że nie. Klanowych nie stać na zbyt wiele legend, za dużo miejsca zajmuje im w pamięci kodeks. A jak zaczniemy kodeks to tu uśniesz i coś ciebie zeżre. – nie ma mowy żeby ją pilnował w takim wypadku. A już z pewnością nie w pełnym słońcu.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Hmm drzemka przy kodeksie nie brzmi tak źle. Może nie w słońcu, ale. - Przekulała się na drugi bok, tak, że była teraz grzbietem do niego. Spanie czas. - Ile jeszcze tych rzeczy musisz mnie nauczyć, co? - Kontynuowała, nie patrząc w jego stronę. - Myślałam, że życie w lesie jest jakieś spokojniejsze i sensowniejsze- I no wiesz, mniej zasad. Na pewno mniej niż ludźmi, a wychodzi na to, że w sumie jest jeszcze gorzej.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O mróweczko, całą masę. A do tego jeszcze powtórki żeby ci się utrwaliło. – westchnął ciężko, cierpiętniczo wręcz, bo to on był tu największą ofiarą tej sytuacji. A nie narzekająca właśnie kotka. Mógł tylko pokiwać łbem, łącząc się z nią w cierpieniu. – Jest dopóki nie dasz się złapać do klanu jak ostatni frajer. – mógłby powiedzieć więcej w tym momencie, oczywiście że by mógł rozwinąć, ale ważniejsze było to, że Nie. nie wyrażała ani grama chęci podniesienia się do dalszego marszu. Więc zamiast ją szturchać patykiem w plecy, oriental padł niemal bezwładnie (ale niezupełnie, nie chciał przecież jej zgnieść na miazgę) na wypoczywającą szylkretkę. Tak w poprzek przez jej bok, żeby ją przynieść do nagrzanego kamienia. – Możemy zostać. – oznajmił łaskawie.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Westchnęła ciężko, a zaraz potem zwalił się na nią worek ziemniaków. Aż wydusił jej powietrze z płuc.
- Czy ty chcesz mnie zgnieść na śmierć! - Wypluła, wijąc się pod jego białymi kłakami. - Weź ten swój tyłek i połóż się obok chociaż, gwiezdni. Jak mnie udusisz teraz to obiecuję, że będę ciebie nawiedzać co noc. - Przez dzikie wicie się niczym dżdżownica po deszczu trochę zepchnęła jego ciężar, więc już przynajmniej nie miażdżył jej nerki. Teraz mogła się wywinąć jeszcze trochę na bok i pacnąć go łapką w nos. - Wygrałam. Jesteś ubity, zdechły. Jak gwiezdni i w ogóle.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nic nie mówił, nic nie komentował, jak na zwłoki przystało. Był tylko niemożliwie trudny do pozbycia się przez to, że przypominał właśnie worek ziemniaków, równie niewspółpracujący z każdym poza siłą grawitacji. W bezruchu czekał, a jego ofiara walczyła o powietrze i sprawiedliwość dla swoich nerek. Nic dziwnego, że udało jej się trochę wyślizgnąć. Pacnięty łapą i poinformowany o swojej śmierci, dramatycznie opuścił łeb na ziemię i z głośnym ble wywalił język.
I to by mogło być na tyle, ale uchylił na moment jedno oko by spojrzeć na kotkę. Była do góry nogami.
– Nie uwolnisz się i też zdechniesz. Chyba że odgryziesz sobie łapę. – nie schował języka do pyska, więc mógł być odrobinę mniej zrozumiały. I odrobinę mało pomocny, bo nie przygniatał żadnej z łapek jak głaz, nie było potrzeby się ich pozbywać.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Parsknęła na jego dramatyczną śmierć. Wspaniale, teraz jest wolnym kotem, nie ma treningu już. Teraz tylko musi się jakoś wydostać spod tej kupy kłaków.
- Może jakiś drapieżnik mi pomoże. - Podsunęła. - Lis albo puchacz. Albo zastanie nas jakiś patrol i ściągnie ze mnie martwe cielsko. - Westchnęła z udawanym smutkiem. - Krzyk będzie musiała dokończyć opowiadać mi o klanach, ale może pogoda będzie ładniejsza, to niech jej będzie. - Przestała się wiercić i po prostu położyła się na ciepłym kamieniu. Dalej odrobinę za ciepłym, ale teraz już nie miała wyboru.
Minęło, w jej mniemaniu, parę minut, a w rzeczywistości pewnie z pół minuty, gdy odezwała się ponownie.
- Ej Orion. - Zaczęła, mówiąc do trawy bo nie miała chęci się ruszać. - Co ty właściwie robisz w Wichrze, skoro tak ci się tu nie podoba i nie lubisz nikogo?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Usłyszał parsknięcie, cel osiągnięty, język mógł wrócić do mordki.
– Lis by mógł. Mają ze mną na pieńku. – poinformował szylkretkę. To była tajna wiedza, nie mówił o niej nikomu, ale śmierdzące rudzielce faktycznie coś dziwnie do niego lgnęły. I nigdy z przyjaznymi zamiarami – chociaż nie żeby był pod tym względem wyjątkowy, przecież nie bez powodu klanowym kotom jeżyła się sierść na grzbiecie na samo wspomnienie tych psowatych.
Trochę się smażyli na tym kamieniu, chociaż podejrzewał, że Mrówka bardziej odczuwała skutki okrutnej pogody. Już otwierał pysk, chcąc zasugerować przesunięcie się chociaż na pokryty wysoką trawą pagórek, jednak kotka odezwała się pierwsza. Cynamonowe uszy drgnęły w tył.
– O, skąd wniosek, że nie lubię nikogo, co? Po prostu mieliśmy okazję rozmawiać jedynie o niechcianych współlokatorach i władzy. – bez większego trudu wymusił klasyczny uśmiech na pysk. Jeszcze tak z obieg pór temu Nie. mogłaby usłyszeć faktyczną historię, o tym jak przekonywał Lawendę opowiadając jej o granicy rozdzielającej wielką miłość. Ale upływ czasu zabarwił jego zabawną przygodę dużo smutniejszymi kolorami. Obrócił się tak by nie trzymać głowy do góry nogami. I by nie opierać aż tak swojego ciężaru o Mrówkę. – Powiedzmy, że jest taki jeden, który widzi wady Wichru, a poza tym potrafi być zabawny. Uważam, że lepiej by mu było bez tego łańcucha. Ale jest uparty. I no możesz się domyślić, nieco to utrudnia sprawę.
Nie żeby Orion aktywnie, otwarcie namawiał do odejścia, aż tak głupi nie był. Ale każda subtelna propozycja spotykała się ze ścianą.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Mają? A taki podobny jesteś, może byście się dogadali. Hmm. Tłuściutki bąk przelatywał właśnie nad rosnącą zaraz obok białą koniczyną. Gdzieś w pobliżu skoczył pasikonik.
- No takie sprawiasz wrażenie, jakbyś nie lubił nikogo, poza Świt. I klany też ci się nie podobają, więc w sumie po co tu siedzieć, nie? Świt jest dorosła, poradziłaby sobie jakbyś poszedł do ludzi czy coś. - Przekręciła głowę, żeby patrzeć na niego kątem oka. A potem padła dalsza część jego wypowiedzi, więc poruszyła uchem w zainteresowaniu. - Może po prostu nie zna niczego innego. - Wzruszyła ramionami. - I po prostu się boi. Znam go?
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Wątpię, zazdroszczą mi ogona. – pacnął leniwie kitą o kamień. No i przede wszystkim śmierdzą. To zniechęcało orientala do zawierania bliższych znajomości z lisami.
– Świt sprawia wrażenie dorosłej. Ale nie wiem czy by sobie poradziła, lepiej żeby ktoś miał na nią oko, z jej słabą pamięcią i beztroską to... Ale wracając, widzę skąd twój wniosek, chociaż nie zgodziłbym się z tą częścią o nielubieniu nikogo. Korzeń nie jest zły, tylko ostatnio ciągle choruje. Pszenica też jest spoko, ale od kiedy Jodła z nim zerwała to trochę nie wypada się z nim otwarcie przyjaźnić. Ale no, Jodła. Pies ją rozszarpał niedawno. Właśnie, ona była matką Niezapominajki, tej terminatorki medyka, może ci się przyda ta wiedza. Ale co dalej... Krzyk jest spoko, ale raczej dogadujemy się w sytuacjach zagrożenia życia, poza tym to niezbyt jest o czym rozmawiać. – wyliczał Nie. Wichrowe koty warte nieco więcej niż kępkę mchu. Szkoda, że najwyżej z wymienionych znajdowała się akurat Jodła. I miała największego pecha. Jednego osobnika tylko nie wliczył w tę listę.
– Z pewnością, skoro całe życie tu spędził. – zgodził się z kotką, choć nie uważał by to było nie do przeskoczenia. Ale strach. Hm. Strach przed nieznanym mógł być też powodem, dla którego nie dało się przebić z niczym co odbiegało od jego światopoglądu. – Hm, zależy. A kogo zdążyłaś już poznać?
Szczerze wątpił. Rdzawy trzymał się albo na uboczu, albo poza obozem.
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46
Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga)
Płeć: kotka?
Zaimki: ona/jej, inne też ok
Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- W kociarni nic jej się nie stanie chyba, nie? To bezpieczniejsze zadanie niż mają wojownicy... - Urwała, bo wtrąciła mu się w słowo, a właśnie wyliczał które koty warto znać. Wszystkie zostały zanotowane; ale- - Jak to rozszarpał? - Jej ogon zadrgał na całej długości. - Ale jak to...
Zły pies nie kalkulował się w małej główce, bo nie miała jeszcze okazji spotkać żadnego, który nie byłby jej sąsiadem z poprzedniego życia, albo szczurem na uwięzi prowadzonym przez człowieka przez miasto. Wtedy szybko się nauczyła, że sznureczek oznacza bezpieczeństwo, a jeśli wyjątkowo sznureczka nie było, kilka ze szczurów zostało spłoszonych gniewnymi kocimi szczeknięciami i pokazywaniem zębów. Orion miał rację porównując ją do ratlerka.
Położyła się z powrotem na kamieniu, mentalnie otwierając papiery z informacjami na temat znanych kotów.
- Hm, oprócz ciebie to tylko Krzyk, Świt, Śledź i te dwie - Zakurzona Ścieżka i Mordka. I nasza czcigodna sąsiadka oczywiście.
Księżyce: 124
Mistrz: Jaśniejący Płomień
Płeć: kocur
Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Problem w tym, że Świt nie siedziała jedynie w kociarni. A wręcz nie byłoby kłamstwa w stwierdzeniu, że w Splątanych Korzeniach była tylko gościem. I jednocześnie to nie był problem, gorzej gdyby na stałe była zamknięta w klatce.
– Walczyła z psem. – zaczął powoli – I przegrała. – nie wiedział czy reakcja wynikała z faktu śmierci wojowniczki, czy z przyczyny, więc wolał nie powiedzieć zbyt wiele.
Kiwał głową, gdy wymieniała wszystkie koty, które zdążyła poznać. Nie umknęło mu, że jego sąsiadka stała się już ich wspólną sąsiadką.
– Hm, no to w takim razie nie znasz jednak.