Logo Artemidy
Wyprawa Ośmiookiego i Spopielonej Polany
#16
xxxxOglądał, jak siostra idzie kładką i schuldnie opada na drugi brzeg. Kiwnął głową, uśmiechając się do niej lekko, wręcz niewyraźnie. Był tak spięty, że choćby bardzo chciał, nie był w stanie pozwolić sobie na pełny uśmiech. Niemniej patrzył z uznaniem na siostrę - gdy byli młodzi, pewny był, że pozostanie nikim. I ona, i każdy z jego rodzeństwa. Teraz jednak twierdził, że jego siostra była bardzo utalentowaną wojowniczką, stworzoną do tego, by żyć i polować w lesie. Nie wiedział, kto przyczynił się tak bardzo do jej progresu, ale cieszył się, że miał przy swoim boku kogoś takiego. Oddałby obie łapy i nos, by to ona została jego prawą łapą, gdy tylko wrócą żywo z sadzawki. O ile jemu uda się zasiąść na szczycie Cienia.
xxxxSam też wskoczył na Kładkę, po której przeszedł równie bezproblemowo, co Błękitne Bajorko. Problemem jednak był zeskok, przy którym zahaczył o gałąź, a ta złamała się z hukiem. Syknął pod nosem. Ale... ale nikt za nimi nie szedł, więc nie musieli się tym martwić. Byli na tyle daleko od obozu, że nikt nie powinien podejrzewać akurat ich o taki hałas w lesie.
xxxxNigdy w życiu nie widział Grzmiącej Ścieżki. Jakoś go nigdy nie kręciła, więc też nie podchodził w jej stronę. Nie trzeba było jednak widzieć Grzmiącej Ścieżki, by wiedział jak bardzo niebezpieczna jest. Poznał także od razu głos potworów, który usłyszał z daleka - pasowały do każdego opisu, który już slyszał. Strasznie, przeraźliwie... tak, na pewno potwory.
xxxx- Oczywiście, że nam się uda - mruknął, gdy stanęli tuż przy brzegu. Wierzył w siebie jak nigdy, podobnie jak w siostrę. Płynęła w nich krew Żmijookiego, jeśli im się nie uda, to nikomu innemu też nie. Chciał zaproponować, że pójdzie pierwszy, ale... ale w momencie absokutnie ciszy, gdy na drodze nie było absolutnie niczego, Bajorko ruszyła, biegnąc ile sił w nogach. - Bajoro...! - krzyknął, ale ona już biegła. Jeżeli tylko udało jej się bezpiecznie wylądować po drugiej stronie, on sam także wyczekał na moment, w którym nic nie jechało, i ruszył pędem przed siebie, by do niej dołączyć. Jeśli jednak Bajorko z jakiegoś powodu nie wylądowała po drugiej stronie, Pająk się nie ruszył.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
- Stop. Cisza - rzuciła nagle Polana, urywając w pół dialog z Szumiącym Wodospadem, kompletnie zapominając o tym, że w ogóle go rozpoczęła. Trzaskająca gałąź mogła być równie dobrze po prostu spaść z drzewa, zrzucona przez jakiegoś ptaka czy inne zwierzę, ale mógł to być też drapieżnik... jednak w powietrzu unosił się zapach kotów, zapach kotów z Klanu Cienia. To nie mógł być patrol. Prawda?

Trwali chwilę w zupełnej ciszy, a Psia Córka nasłuchiwała, w pełnym skupieniu. Kocie szepty były oddalone i nie była w stanie zidentyfikować, do kogo należą. - Ktoś tu jest - ktoś tu był, ktoś tu jest, ktoś tu ciągle jest, ktoś idzie przed nimi. Musieli przyspieszyć, ktokolwiek by to nie był. Paranoja wgryzła się w zlodowaciałe serce Spopielonej Polany, płynęła w jej krwiobiegu, buzowała w jej żyłach i zakłócała jej stoicki spokój i skupienie na celu. Nikt w Klanie Cienia nie poruszał się po obozie jak i poza nim bez wiedzy Psiej Gwiazdy a tym samym bez jej wiedzy, była bowiem jego przedłużeniem... a jednak ktoś tu był. Czy szli w tym samym kierunku?

Czy noc w istocie zamiast wybaczyć jej to, co robiła, płatała jej figle, stała się dla niej przeszkodą i zaczynała mącić jej w głowie?

- Ruszajmy. Szybciej - i to mówiąc przyspieszyła, nie czekając już na Zbutwiałego Pnia i Szumiący Wodospad. Wiedziała, że zbliżają się do Grzmiącej Ścieżki, choć tą, w istocie, widziała pierwszy raz. Słyszała o niej jednak wystarczająco dużo. Gdy stanęli na poboczu twardej, śmierdzącej nawierzchni, Polana zaczęła się rozglądać, węszyć, lecz tutaj kocie zapachy znikały, pozostawał tylko smród potworów dwunożnych. Rozejrzała się w prawo, w lewo, upewniła się, że na drodze nie ma żadnych potworów, żadnych świateł, i mając pewność, że ścieżka jest pusta, zaczęła biec ile sił na jej drugą stronę.

Zbutwiały Pień i jej kuzyn na pewno podążą za nią. Nie byli głupi.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Czy naprawdę mogli nie być tu sami? Wiele było stworzeń, które mogli napotkać w noc taką jak ta. Od wszelkich drapieżników, przypadkowych samotników i wszelkich głupców, którzy nieostrożnie opuścili tereny swoich klanów. I ci, którzy z jakiegoś powodu mogli również wyruszyć do Szepczącej Sadzawki. Zbutwiały Pień wolałby nie spotkać żadnego z nich.
Wsłuchał się tym bardziej w otaczającą ich ciemność, by nie przegapić niczego, co mogło się w niej wydarzyć. Przez moment pomyślał jedynie o tym, by odezwać się chociaż tłumacząc przejście przez Grzmiącą Ścieżkę – sam to już robił, a nie był pewny, czy doświadczyli tego także jego towarzysze. Jednak nim zdążył nawet otworzyć pyk, Spopielona Polana rzuciła się już przed siebie. Teraz nie mógłby jej zatrzymywać, mógł tylko podążyć za nią.
Spojrzał również na obie strony drogi, upewniając się, czy nie zbliżają się żadne potwory i ruszył jak najszybciej na drugą stronę ścieżki. Nie było sensu się zatrzymywać na zbyt długo. Musieli się spieszyć. Nawet jeśli zbliżali się już do swojego celu, nie oznaczało to przecież, że wszystko miało wydarzyć się bezproblemowo.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Ruszył przed siebie za Polaną, upewniając się najpierw, ze nic nie jedzie.
🗲🗲🗲
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me get up and walk
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me sleepwalk

LVL 6 25 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
16
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
Tury:
1. Postaci docierają do granic terenów Klanu Cienia
2. Postaci docierają do granic terenów Klanu Wichru (aktualna)
3. Postaci przechodzą przez Grzmiącą Ścieżkę
4. Postaci docierają do Szepczącej Sadzawki

Dodatkowe rzuty związane z przejściem przez Grzmiącą Ścieżkę:
na takiej samej zasadzie jak rzuty co turę: jeśli drużyna prowadząca ma przewagę zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami, udaje im się przejść przez ścieżkę bez czekania. Jeśli to drużyna goniąca będzie mieć przewagę, drużyna goniąca czeka na dogodny czas przejścia przez ścieżkę, w wyniku czego zmniejszają się odległości.

Ośmiooki: 12
Błękitne Bajorko: 21
-------
Spopielona Polana: 19
Zbutwiały Pień: 10
Szumiący Wodospad: 11

21 (Bajorko) > 19 (Polana)

Rzuty co turę:
Ośmiooki: 22
Błękitne Bajorko: 15
-------
Spopielona Polana: 11
Zbutwiały Pień: 13
Szumiący Wodospad: 17

21 (Pajonk) > 17 (Szumek)

rzut dodatkowy wynosi 6

TEAM COPS (PROWADZĄCY):
Pająk i Bajorko długo nie musieli czekać na dogodną chwilę, bo już moment później pojawiła się chwila pustki. Nie było brzęczenia potworów ani świateł, więc drużyna ochoczo skoczyła w noc i błyskawicznie pokonała jezdnię bez większego ryzyka. Za sobą zostawili smród jezdni i tereny Klanów.
Droga do Szepczącej Sadzawki była spokojna jak na resztę wyprawy. Nie napotkali żadnych niebezpieczeństw, ani dwunogich, ani innych kotów, ani zwierzyny. Z początku błądzili, nie mogąc znaleźć właściwego kierunku, jednak po chwili na niebie zalśniła jasno gwiazda - ów gwiazda zachęcająco mrugała, a gdy wreszcie udali się w jej kierunku, zrozumieli, że to Gwiezdny Klan daje im wskazówki na drogę. Parę krzaczorów później stanęli na sypkim, ściółkowym brzegu sadzawki w lesie. Odbijało się w niej całe rozgwieżdżone niebo, a cisza towarzysząca jej była kojąca.
Dotarli.


ILOŚĆ ODLEGŁOŚCI: 3

TEAM ROBBERS (GONIĄCY):
Drużyna goniąca ledwo uszła z życiem. Przetransportowanie się w tak dużej grupie było ryzykowne i koty wiedziały o tym, zbliżając się do ścieżki. Niepokój związany ze świadomością, że ktoś przed nimi może się czaić był mocno niepokojący. Było napięcie. Było źle. Wszyscy byli na skraju szaleństwa i nieoczywiste było to, kto pierwszy mu się podda.
Pierwsza była Polana, a za nią pobiegła dwójka kotów. Niespodziewanie zza zakrętu wysunął się metalowy pysk potwora i głośno zawył. Oblepiły ich światła. Potwór przejechał po granicy ścieżki, dokładnie tam, gdzie sekundę temu były ogony kocurów. Było blisko, ale nie było obrażeń. Polana, jeśli miałaby okazję przyjrzeć się bliżej, zauważyłaby w lesie dwa znikające ogony i czyjeś stłumione szepty. Ktoś zdecydowanie przed nimi był i serce mogło podpowiadać jej kto to był.
Gwiazdy nie wskazywały im drogi do Sadzawki, ale znał ją Zbutwiały Pień. Kocur przeprowadził ich przez gąszcz. Gdy doszli do krawędzi lasu i przed nimi zaszumiała woda, zobaczyli ich. Dwie znajome sylwetki otoczone blaskiem gwiazd. Tuż tutaj. Tuż przed Sadzawką.


© Ośmiooki: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 65 | W: 75
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/4

© Błękitne Bajorko: S: 13 | Zr: 21 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5

® Spopielona Polana: S: 12 | Zr: 18 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 83/90 | W: 32/50
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/4
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję!

® Zbutwiały Pień: S: 27 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 70
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/6

® Szumiący Wodospad: S: 12 (16) | Zr: 12 (16) | Sz: 7 (9) | Zm: 8 (10) | HP: 83/90 | W: 44/60
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję!
» rana 1. stopnia: podłużna rana od lewego policzka przez nos (rana z poprzedniej akcji; zaleczona, ale wpływa na statystyki)
[Obrazek: NNUbiDJ.png]
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Obsesyjnie zafiksowana na myśli, że nie są tutaj sami Spopielona Polana nie zwróciła nawet większej uwagi na to, iż potwór dwunogów niemalże pochłonął jej kuzyna i Zbutwiałego Pnia. Nie miało to teraz znaczenia. Byli cali, a nic oprócz ich misji się nie liczyło. Nie obejrzała się nawet aby sprawdzić, czy dwóm kocurom nic nie jest, ledwo trzepnęła uchem w ich kierunku. Serce waliło jej tak, jakby miało wyskoczyć z piersi. Przeszli Grzmiącą Ścieżkę. Zbutwiały Pień powrócił na przód szeregu, prowadził ich dalej.

Widziała, na swego ojca mogłaby przysiąc, że widziała dwa kocie ogony znikające w gęstwinie. Widziała - i pobiegła przed siebie za tymże ruchem, tymże mirażem. Miała klapki na oczach, skupiona na jednym. To nie mógł być on, prawda? Nie mógł. Wydawało jej się, że był, jednak będąc tak blisko czegoś, do czego dążyła całe swoje życie, Polana widziała Ośmiookiego w każdym cieniu, w każdym ruchu krzewów i drzew, w każdym odgłosie i zapachu który nie był swądem Grzmiącej Ścieżki.

Dalej nie szli długo. Przeszli poprzez gąszcz, stanęli na skraju lasu, na Borsuczych Pagórkach, a Polana czuła się tak, jakby serce miało wydrzeć jej się z piersi. Krew zawrzała gdy będąc na szczycie pagórka, widząc Szepczącą Sadzawkę, zauważyła obok niej dwa koty. To miała być chwila, którą zapamięta na zawsze, chwila, o którą walczyła od swojego pierwszego wdechu. Osiągnęła cel. Dotarła. Ale on dotarł przed nią.

Co on tutaj robił?

Chciała go rozszarpać.

Jeżeli popełni teraz błąd i gdy dokona się jej żywot, Gwiezdny Klan przyjdzie ją osądzić i ześle do czeluści Ciemnego Lasu, pozostawiając ją na wieczne potępienie - ale w tym życiu Spopielona Polana robiła to, czego wymagało od niej brzemię rodowodu. Brzemię, jakim była krew Psiej Gwiazdy płynąca w jej żyłach, brzemię jakim były lodowate oczy, tak podobne do tych ojcowskich. W tym życiu, jeśli miało być ono jej ostatnim, lub też pierwszym z dziewięciu, Polana do ostatniego oddechu będzie mu przeszkodą. Wypełni wolę Psiej Gwiazdy.

Może i nawet, jeśli Ośmiooki miał choć odrobinę oleju w głowie, obejdzie się bez rozlewu krwi nad świętym miejscem.

Osiągnęła to, co chciała, to, co było jej pisane od dnia narodzin. Cokolwiek się tu nie wydarzy, była godna - godna chwały, potęgi i władzy w oczach swego ojca, a przecież tylko to się liczyło. Nie żadne wewnętrzne rozterki, nie kodeks wojownika, nawet nie sam Gwiezdny Klan w którego istnienie wierzyła, którego dowód na istnienie widziała już wielokrotnie w ciągu życia. Wiedziała, że postępuje niemoralnie - niemoralnie, ale właściwie.

Czy nieskończona, chora miłość córki do ojca naprawdę była grzechem godnym wiecznego potępienia?

Zeszła z pagórka ku tafli Szepczącej Sadzawki i dwójce zdrajców, nie kryjąc swojej obecności.

- Ośmiooki - mogła się do niego zakraść i skręcić mu kark. Mogła. Nie zrobiła tego; ogłosiła swą obecność, z Szumiącym Wodospadem i Zbutwiałym Pniem po swoich obu bokach. Serce jej kołatało jednak dusza nie pozwalała się zamrozić poprzez krew wrzącą w żyłach Polany. - ... i Błękitne Bajorko - mruknęła, bardziej sama do siebie, nie racząc kotki dłuższym spojrzeniem. Och, powinna się była jej tu spodziewać, powinna, a jednak widok siostry Pająka... cóż, jej obecność nieco komplikowała sprawy. Tylko nieco. - To wasza jedyna szansa, aby odejść stąd bez szwanku i żyć, z dala od ziem pod rządem Psiej Gwiazdy, tak, jak tego pragniecie. I na waszym miejscu nie zastanawiałabym się długo - nie mam bowiem żadnej kontroli nad tym, co w ciągu kolejnych pięciu uderzeń serca postanowi zrobić Zbutwiały Pień - jedna, łaskawa szansa, pojedyncza groźba. Zegar tykał.

Niech żyje Spopielona Gwiazda.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Radość zmieszała się z adrenaliną, gdy przejście przez Grzmiąca Ścieżkę się powiodło. Żaden potwór nie uraczył ich nagłym atakiem. Mogli więc iść dalej, prowadzeni przez samych Gwiezdnych.
— Pająk… — przerwała ciszę. Głos miała cichy, wręcz ledwie słyszalny. Zupełnie jakby obawiała się przerywać panującą wokół ciszę — …jak już będziesz na Srebrnej Skórce… to… to trochę egoistyczne — zaśmiała się, krótko. Musiała rozładować jakkolwiek rosnące emocje, które tłamsiła w sobie od dawna. Naprawdę dawna — …muszę wiedzieć czy Trzmiel tam jest… albo czy… czy żyje — nie potrafiła pójść dalej przez tę niewiedzę. Miała tego świadomość. Stała w miejscu już dobre kilkanaście księżyców. Może… może to nie będzie jedyny nowy początek tego wieczoru?
Ach, Naiwna Bajorko…
Wstrzymała powietrze, gdy cel ich podróży ukazał się jej oczom. Było tu… pięknie, kojąco. Odetchnęła wręcz z ulgą, zatrzymując się na kilka uderzeń serca. Udało im się.
Spojrzała na brata, chciała widzieć jego reakcję. Potem wraz z nim ruszyła do Sadzawki… chciała choć spojrzeć w jej tafle. Nachyliła się nad wodą, skupiając spojrzenie na własnym odbiciu.
Spojrzała prosto w swoje oczy… potem przeniosła wzrok na pozostałe elementy jej pyszczka, była… piękna. A od wielu księżyców nie potrafiła tego o sobie powiedzieć.
Ucho Bajorko drgnęło, obróciła się, a oczom ukazała się sylwetka nie do końca piękna. Wojowniczkę ścisnęło wręcz w żołądku, gdy dotarło do niej kto to ich zaszczycił… Trzy ślepe, zagubione, psie pionki.
Kotka nabrała powietrza, prostując się.
Ach, Głupia Bajorko…
— Podobno wasza jedyna gwiazda jest ponad Gwiezdnymi, a mimo to przychodzisz tu, by błagać ich o życia — Bajorko była przerażona, zupełnie jak w momencie, gdy przyszło jej robić pierwszy krok, sprzeciwiając się Psu. Znów ogarnęło ją uczucie zagrożenia. Cienie zaczęły przypominać lisie sylwetki i mogłaby przysiąść, iż czuje jak któryś z lisich potworów dyszy jej prosto w kark. Chciała się obrócić, pragnęła spojrzeć za siebie, byle tylko upewnić się, iż nic za nią nie było…
Wojowniczka wyprostowała się, wiedziała, iż oni przyszli tu w słusznej wierze. Prowadzeni przez Gwiezdnych… dlatego im się udało. Odetchnęła. Czy… czy w tym wszystkim taka była jej rola?
Spojrzała na Pająka. Mu pisane było zostać przywódcą. Naprawić Klan, który przez księżyce był rujnowany. Sprawić by Klan Cienia znów stał się miejscem wspaniałym... domem. Miejscem bezpiecznym, pozbawionym psiej zarazy. Taka właśnie była rola Pająka. Stanęli za nim inni. Dostrzegli to, co ona. Nie będzie więc sam, a może liczyć na pomoc kotów zaufanych, tych, którzy nie pozwolili by zepsucie ich sięgnęło.
A jej rola? Bajorko zacisnęła szczękę.
— Napij się — wzrok miała wbity w postać brata. Głos choć cichy… nigdy nie brzmiał tak pewnie, tak poważnie.
Ach, Słodka Bajorko…
Jej rolą było chronienie leku na Psią Plagę. Chronienie ostatniego z braci.
Z sercem na wierzchu, odsłoniętym i narażonym na każdy wymierzony cios, zrobiła pół kroku na przód.
Jeśli więc niepoczytalny Skała, będzie chciał rozlać krew w świętym wręcz miejscu… jej krew poleje się pierwsza.
Ach, Kochana Bajorko…
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
xxxxWszystko szło tak prosto. Przeszli przez Czarny Ogon bez większych problemów, teraz oboje pokonali w kilku susach Grzmiącą Ścieżkę. Czuł nieprzyjemne dreszcze, gdy jego łapy dotykały betonu - zdecydowanie nie było to jego ulubione miejsce, cieszył się, że jest już za nim. Teraz... teraz przed siebie. Do Sadzawki. Cały czas szli tak, jak zostało mu podane, wierzył, że są blisko. Im dalej szedł, tym bardziej spięty był. Nie pomagała już nawet obecność Bajorko, nawet ona nie była w stanie sprawić, by choć trochę się wyluzował. Zaraz miał stanąć przed obliczem Gwiazd. I pierwszy raz w życiu miewał myśli, czy w ogóle powinien, czy właśnie przed nimi powinien się znaleźć... powinien. Jeśli nie, niech go zabiją nim zdąży napić się wody.
xxxxBył tak zamyślony, tak skupiony na własnych przemyśleniach, na własnym, fikcyjnym świecie, że niemalże nie usłyszał siostry. Już do niej nie mówił od dłuższego czasu, chyba oboje rozumieli, że ta chwila... ta chwila potrzebowała ciszy. Niemniej jego kolorowa siostra się odezwała, a on podniósł łeb szybko, jakby się przestraszył. - Nie jest egoistyczne. Zapytam. Gwiezdny Klan jest też po to, by nam pomagać... jeśli to cię uspokoi... to zapytam - obiecał, posyłając jej uśmiech. Prawdą było to, że nic go Trzmiel nie obchodził. Ale jeśli to dla siostry było ważne... - Byliście razem? Zanim... zniknął? - zapytał po chwili, cicho. Kojarzył, że był czas, gdy Błękitne Bajorko spędzała masę czasu z swoim mistrzem, nawet po mianowaniu. Wtedy jednak Ośmiooki był zbyt zajęty sobą i ślinieniem się do Psa, żeby to zauważyć. Wtedy nic, co nie było nim samym bądź wujek go nie interesowało. Jak głupi wtedy był, jak głupi...
xxxxWidok Szepczącej Sadzawki faktycznie był zdumiewający. Zatrzymał powietrze w płucach, podchodząc bliżej. Czuł bijące z niej ciepło, choć wiedział, że woda była zimna. Mieniła się tak ślicznie... spojrzał w swoje odbicie. Miał wrażenie, że lekko migotało mu czoło. Ośmiooki i Błękitne Bajorko. Byli tu po to, by pozbawić Klan Cienia cierpienia, by sprawić, że Klan faktycznie będzie dla kogoś bezpiecznym domem, nie miejscem pełnym strachu, popłochu, płaczu i paniki. On i jego siostra, dzieci Bzyczącej Polany i Żmijookiego. Najwyraźniej zostali urodzeni, by pewnego dnia pojawić się tutaj i przeciwstawić się tyranowi.
xxxxBył tak zaaferowany tym widokiem, że jej nie usłyszał. Gdyby chciała, mogła go zabić od tyłu, po cichu - nie usłyszałby jej. A jednak, z transu wyrwał go głos... głos Spopielonej Polany, wypowiadającej jego imię. Zesztywniał cały. Podniósł łeb, spojrzał w oczy psiej córce. Zaraz obok pojawił się Zbutwiały Pień i Szumiący Wodospad. Trzy najgorsze ścieki Klanu, zaraz po samym Psim Królu. Trzy koty, których jako pierwszych należało się pozbyć. Psia córka, zgniła w środku niemalże tak bardzo, jak on sam. Zbutwiały Pień, szpieg i zdrajca, który wyrzekł się swojej rodziny na rzecz tyrana, który terroryzował koty od księżycy. I Szumiący Wodospad, który już raz zostawił Klan Cienia w spokoju, by wrócić i zacząć go truć od środka, razem z swoim plugawym przywódca. Trójka kotów tak zbrzydłych, że nie potrafił na nich patrzeć. To nie byli jego siostry i bracia, to były chwasty na polanie pełnej kwiatów, które trzeba było wyplewić. Bo każdy w Klanie Cienia zasługiwał na drugą szansę. Każdy, oprócz ich czwórki - tych, co stoją przed nim i ich Króla, Pana nad Panami.
xxxx- Jesteś kotem wyjętym spoza kodeksu, nie masz prawa rozmowy z Gwiezdnym Klanem. Zdradziłaś ich, stając po stronie ojca. Nie masz prawa tu być, ani ty, ani ta dwójka - miauknął chłodno, tak lodowato, że nie poznał własnego głosu. - Zabicie mnie nic ci nie da. Po śmierci pojawie się wśród nich, wśród Gwiezdnego Klanu, gdzie przecież idziesz - choćby z tamtego położenia, nie pozwolę, byś truła ten Klan dalej.
xxxxOśmiooki zawsze miał problem z wiarą. Na początku wierzył tylko w siebie, wierzył, że to jego zdanie jest dobre i poprawne, tylko jego. Był skupiony tylko na sobie, patrzył tylko na siebie i nikt inny się dla niego nie liczył. Potem... potem zaczął wierzyć w Psią Gwiazdę. Kocura, który miał zanieść jego i jego klan na wyżyny, miał mu dać możliwości, miał mu dać nadzieję. Nie wierzył w nic, w nikogo, nie patrzył na nic oprócz niego, Psiego Króla. Teraz... teraz został mu już tylko Gwiezdny Klan. Gwiezdny Klan i koty, które wierzyły w sprawiedliwość. Koty, które nadal wierzyły, które miały w sobie choć minimalne światełko nadziei. Zostały mu Gwiazdy i wiara w to, że nie dadzą go skrzywdzić, że nie pozwolą, by ktoś wyjęty spoza Kodeksu Wojownika stanął na drodze do światła. Nic mu już nie zostało... nic, jak tylko wierzyć. Nie będzie drugiej szansy,. Jeżeli i tym razem wierzył źle... to i jego, i życie wielu się zakończy. Każdy Wierny Cień był wyjęty spod Kodeksu Wojownika, każdy Wierny Cień wyrzekł się idei Klanu, wyrzekł się Gwiazd. Spopielona Polana nie mogła być dopuszczona do przodków. Wierzył, że Gwiezdny Klan... Gwiezdny Klan nigdy nie stanie po stronie cierpienia, strachu i paniki. Nigdy.
xxxx- Gwiezdny Klan nie pozwoli ci mnie zabić. Tym się różnimy - mówiąc to, zrobił krok w tył, w stronę sadzawki. Kolejny i kolejny. Napił się wody tak szybko, by nikt nie zdołał mu przeszkodzić. - Honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy. Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem... - recytował głośno kodeks wojownika. Zapadając w sen, był bezbronny. Ale Gwiezdny Klan go nie opuści. Gwiezdny Klan nie pozwoli Błękitnemu Bajorku umrzeć, Gwiezdny Klan nie pozwoli plugastwu dotknąć ich choć łapą... Żmijooki... Żmijooki nie da im umrzeć...

xxxxTato, nie dasz nam umrzeć. Prawda?

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Nie żałowała ani jednej decyzji która sprawiła, że znalazła się teraz w tym miejscu.

A nawet jeśli żałowała, to nie było to teraz istotne. Bądź mu przeszkodą. Nie sądziła, że zdarzy się to... w takich okolicznościach. Nie sądziła, że pająk umknie z obozu niepostrzeżenie, pod jej nosem, że przemknie jak szczur do Szepczącej Sadzawki. Niech żyje Spopielona Gwiazda. Och, czy to był ostatni raz, gdy rozmawiała z ojcem? Czy zobaczy go jeszcze, gdy stąd wróci, jeśli stąd wróci? Nie... nie było żadnego jeśli. Wróci. A jeśli nie, trafi do Ciemnego Lasu razem z Psią Gwiazdą. Tylko na taki los zasługiwała. Postępowała niemoralnie, ale słusznie.

Zgodnie z wolą ojca. Wypełni jego wolę. Tylko to się liczyło, nic innego nigdy się nie liczyło, nie liczył się kodeks, nie liczył się Gwiezdny Klan, nie liczył się Klan Cienia, nie liczyli się Szumiący Wodospad i Zbutwiały Pień u jej boku, nie liczyło się jej rodzeństwo, nie liczyło się nic poza wypełnieniem woli Psiej Gwiazdy. Po to została sprowadzona na świat i opuści go robiąc to, do czego ją stworzono, do czego ją wychowywano, do czego ją szkolono całe życie.

Cel uświęca środki. Robiła to, czego wymagał od niej jej przywódca, jej ojciec, Jedyna Gwiazda... Gwiezdny Klanie, dlaczego odwróciliście się od Klanu Cienia, dlaczego pozwoliliście, aby Spopielona Polana urodziła się córką Psiego Serca? Zaśmiała się gorzko, uśmiechnęła paskudnie do Ośmiookiego a w lodowatych oczach nie było widać ani krzty satysfakcji, choć chciała rzucić mu się do gardła i rozszarpać, splamić Szepcząca Sadzawkę jego krwią, zabarwić wodę na czerwono. - Nikogo nie przyszłam o nic błagać. Przyszłam po to, co mi się należy - odrzekła Bajorko dźwięcznie. Powieka jej nie drgnęła, nie zająknęła się, nie zawahała.

Prawdziwą władzę ma ten, kto zrobi wszystko, aby ją osiągnąć - tak, jak robił to całe życie jej ojciec. Robił wszystko, aby osiągnąć władzę, potęgę, i mu się to udało. Ona pójdzie w jego ślady. Krew płynąca w jej żyłach i błękitne, psie ślepia przypieczętowały jej los i choćby chciała (tak bardzo chciała) nie było tu odwrotu, nie było innej drogi, był tylko szlak utarty przez Psią Gwiazdę, szlak splamiony krwią i odłamkami gwiazd które przestały czuwać nad Klanem Cienia już księżyce temu.

- A zatem przekonajmy się, Ośmiooki. Zobaczymy, czy masz rację - Spopielona Polana nie poruszyła się, gdy Ośmiooki zaczerpnął na język wody z Sadzawki. Jej ogon drgnął; nic więcej. Nie dała sygnału do ataku któremukolwiek z towarzyszących jej kocurów, nie ruszyła się, ani jeden mięsień nie drgnął. Pozwoliła mu się napić, czekała na to. - Jakże miło z twojej strony... dziękuję za ułatwienie nam zadania, kuzynie - miauknęła głośno, dopiero wtedy zwracając się do Zbutwiałego Pnia, do Szumiącego Wodospadu. - Zabić ich.

Ich celem była Błękitne Bajorko stojąca jej na przeszkodzie, na pewno o tym wiedzieli. Jej celem był Ośmiooki, odurzony, na wpół śpiący Ośmiooki. Powinna była to zrobić dawno temu. Śniła o tym, o rozerwaniu mu gardła i były to koszmary na które zasługiwała, zasługiwała na potępienie i na sny tak okropne, zasługiwała na to, aby umrzeć tu razem z nim. Wyjdzie stąd żywa z dziewięcioma żywotami lub sczeźnie u boku Psiej Gwiazdy w Mrocznej Puszczy. Cokolwiek się nie wydarzy, na zawsze pozostanie córką swego ojca, jego cieniem, najwierniejszym cieniem.

Cokolwiek się nie wydarzy... Polana zwyciężyła. Została stworzona do wielkich rzeczy, do rewolucyjnych rzeczy, nawet, jeśli tą wielką rzeczą miało być morderstwo własnego kuzyna u stóp świętego miejsca. Niech żyje Psia Gwiazda, niech żyje Spopielona Gwiazda. Cel uświęca środki, noc wybacza więcej... nad Klanem Cienia zawsze świeciła tylko jedna gwiazda. Żółć podeszła Polanie do gardła, serce przestało bić na kilka chwil.

Próbując wyminąć Błękitne Bajorko, Spopielona Polana rzuciła się ku Pająkowi, chcąc przygwoździć go do ziemi, przycisnąć jego głowę pod powierzchnię wody Szepczącej Sadzawki i utopić.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Jeśli ci zdrajcy myśleli, że zdołają tu cokolwiek osiągnąć, musieli być w ogromnym błędzie. Nie obchodziły go ich słowa. Wysłuchanie każdego z nich byłoby jedynie niebezpieczeństwem, wiedział o tym od dawna. Tak samo jak od dawna wiedział, że należało się ich ostatecznie pozbyc, a teraz w końcu nikt nie mógłby tego przeszkodzić.
Jego wzrok był wbity w ich wrogów, wysunięte pazury ocierały się o ziemię oczekując tylko na sygnał do ataku. I tak trwało to zbyt długo, każde uderzenie serca bez przechodzenia do akcji było tylko niepotrzebnym marnowaniem czasu.
Aż w końcu moment nadszedł, a Zbutwiały Pień rzucił się w stronę Błękitnego Bajorka. Z pazurami wycelowanymi prosto w jej gardło, by przeciąć je jak najgłębiej. Tym razem nie było na ceremonii, nie było tu żadnych głupich kotów, wciąż wierzących, że ona nie zrobiła nic złego.

when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,
satanic and chained up, and until the end, that's how it'll be
LVL 7 160 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Obserwował dokładnie rozmowę Polany i szkodnika. Przymykał oczy, z bijącym sercem. Stał, w ciszy, a myśli... myśli mu szumiały.

W końcu jednak nadszedł ten moment. Rzucił się prosto w stronę Błękitnego Bajorka, pazury szerokie i otwarte. Wycelowane w jej oczy. Tak, aby jak najszybciej zabrać jej wizję i umiejętności walki. Przed tym chciał również nabrać kawałek piasku w łapy, aby rzucić w pysk wojowniczki. Aby to jak najszybciej się skończyło.

Przepraszam, Błękitne Bajorko. Miałaś po prostu wiele nieszczęścia w życiu.
🗲🗲🗲
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me get up and walk
Bad thoughts give me bad dreams
And my bad dreams make me sleepwalk

LVL 6 25 / 500
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
16
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Ją i Pająka prowadzili sami Gwiezdni……. a pozostałych szaleństwo i zgubienie.
Nie potrafiła pojąć skąd u tak dużej ilości kotów wykształciła się taka głupota, taka ślepota. Było to tak rzeczą niepojętą, iż z czasem przestała nawet próbować rozumieć. Tę chorobę należy zwalczyć i oni z Pająkiem właśnie dlatego stali tu gdzie stali.
Zacisnęła szczękę, gdy Polana wydała rozkaz psim pionkom. Sama takowym była, wyróżniała ją jedynie umiejętność rozmowy, nawet jeśli słowa nie reprezentowały sobą ni krzty rozumu.
Bajorko nabrała powietrza do płuc. Żmijooki nad nimi czuwa… właśnie te słowa Pająka rozeszły się teraz po jej głowie.
Każdy w życiu miał jakiś cel. Celem Pająka stał się ratunek Klanu… a jej? Zerknęła na postać brata. Jej celem było zrobienie wszystko, by ten rozwydrzony kociak przeżył? Zmarszczyła brwi. Droga którą przeszła doprowadziła ją w to miejsce. Kotka, którą zostawiła już sporą odległość czasu temu pewnie śmiałaby się z niej teraz.
Kim się stałaś? takie pytanie wypłynęłoby z jej pyszka, by zaraz potem znów zanieść się śmiechem, sporadycznie poprawiając futro… musiało w końcu być w stanie idealnym. Zadufana w sobie księżniczka, która jedynie czego łaknie to uwagi innych, pragnie być podziwiana, komplementowana i nie ważąca na innych. Czy teraz TA Bajorko przyniosłaby młodszej sobie wstyd?
Szarżujący na nią Skała poruszył w wojowniczce wspomnienia związane z walką z lisem. Właśnie to w nim widziała. Rudą, głupią bestie.
W porównaniu do trójki szaleńców, nie zamierzała plugawić tego miejsca. Z jej winy krew się nie poleje… Bajorko zamierzała więc odskoczyć na bok omijając pazury Zbutwiałego Pnia. Jak i przy okazji na ślepo minąć łapy Szuma
Nim Polana nie dobrała się do Pająka, nie musiała się nią martwić… przynajmniej w tej krótkiej chwili. Miała też rąbek nadziei, iż Gwiezdni wyciągną do nich pomocną łapę. Bo po to właśnie tutaj przyszli. Po ich pomoc. Pomoc, by uratować Klan Cienia. Ostatnia nadzieja.
jestem dla ciebie tylko lisem,
podobnym do stu tysięcy innych lisów.
lecz jeżeli mnie o s w o i s z,
będziemy się nawzajem
potrzebować
LVL 8 200 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
27
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
POLANA vs PAJĄK:


Było źle. Bardzo źle.
Ciało Pająka zaczęło łagodnieć. Mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, gdy obezwładniająca fala ulgi zalała jego łapy. Sen nadszedł natychmiast; kocur nawet nie zdążył usłyszeć okrzyków walki towarzyszy. Polana słusznie skorzystała z okazji i zaatakowała bezbronnego przeciwnika. Wybiła się z tylnych łap, jednak jej rozpęd przewyższył jej oczekiwania. Kotka nie tylko wepchnęła całe ciało Ośmiookiego do Sadzawki, ale sama również do niej wpadła. Kocie ciała zatonęły, a gwieździsta powierzchnia zamknęła się nad nimi.
***
XXXXWiele w swoim życiu żałował. Naprawdę wiele. I czuł wstyd, widząc poczynania jego własnego syna, tego, który miał być przecież jego dumą, a jednak okazał się zgubą Cienia. Początkiem jego końca.
XXXXSpopielona Polana i Ośmiooki znaleźli się poza światem, jaki znali. Lecz nie widzieli dookoła siebie galaktyk, jasności, ogromu gwiazd… były to raczej pojedyncze punkciki na czarnym niebie, lśniące słabo, niektóre wyglądały, jakby gasły, inne migały niemrawie. Gdyby chcieli się rozejrzeć, pozostawiali za sobą jasne smugi, a ich łapy były teraz niczym zanurzone w wodzie. I ciężkie, zdrętwiałe.
XXXXI w tej, na pozór nicości, ujrzeli kształt. A raczej, jak się po chwili okazało - sylwetkę kota. Oprószonego gwiezdnym pyłem. Skulony siedział między chmurami, z krótkim ogonem, wpatrując się w dół, w Szepczącą Sadzawkę, która znajdowała się daleko pod chmurami.
XXXX– Czas przypomnieć wam, kim tak naprawdę jesteście… – odezwał się. Z pozoru ciepłym głosem, jednak ochrypłym, z ogromnym trudem powstrzymując drganie mięśni pyska przed uniesieniem się i ukazaniem swojej złości, wściekłości, całej goryczy i zawodu, jaka w nim siedziała.
XXXX– Historia tak stara, choć wciąż przekazywana z pokolenia na pokolenie, niezapomniana, a jednak wy, ci, którzy uznajecie swoje prawa do dziewięciu żyć - zapomnieliście o jej sensie, o jej znaczeniu. Dawniej nie było podziałów, nie było terytoriów, koty żyły w grupach na terenach obfitujących w zwierzynę. Bez klanów, bez rang, bez zasad. Koty te były niczym więcej, jak samotnikami, żyjącymi w małych stadkach. Tak, jak samotnicy również, żyli w mniejszych lub większych grupach i nieprzerwanie rywalizowali ze sobą. O wszystko, o co można było tylko rywalizować. I również o zwierzynę i z obawy o to, że nagle jej zabraknie, oraz z… nadmiaru kotów na jednym kawałku ziemi, zdaje się - bowiem terytoria tychże grup na siebie nachodziły. Spory były nieuniknione i dochodziło do nich coraz częściej. Zmarło wiele kotów, wiele z nich na wskutek niepotrzebnych konfliktów.
XXXXPewnej nocy, gdy księżyc był w pełni, koty zgodziły się spotkać na polanie między czterema wielkimi dębami. Zaczęły się wtedy spory i kłótnie między nimi - o naruszanie terenów innych grup, o zwierzynę, aż w końcu doszło do walki. Ci, którzy tą walkę przetrwali, wycieńczeni zasnęli po niej na polu bitwy, a po przebudzeniu… ujrzeli duchy zmarłych kotów. Duchy tych, którzy zmarli w tymże sporze - nie upiory z opowieści starszyzny, żywcem z Ciemnego Lasu, a duchy połyskujące od gwiezdnego pyłu. Gdy duchy te przemówiły, ci, którzy ocaleli w bitwie ujrzeli straszne wizje przyszłości - zniszczenia które ich czeka, jeśli sporom nie nadejdzie kres.
XXXX"Zjednoczcie się albo czeka was śmierć", oznajmiły duchy. Spośród ocalałych pierwsza przemówiła czarna kocica, Cień, która zasugerowała, iż koty potrzebują, w takim razie, lidera. Cień sama chciała rządzić lasem, jednakże zaoponował temu kocur o imieniu Rzeka, wysuwając własną kandydaturę. Następnie Wicher - stwierdziła, iż to ona powinna objąć przywództwo. Wielki, potężny kocur o ognistym futrze, Grom, zabrał głos jako ostatni, nie zgadzając się z nimi i twierdząc, że to on jest najlepszym kandydatem na przywódcę.
XXXXJak zapewne łatwo się domyślić - wyniknął z tego kolejny spór. Spór, któremu tym razem świadkami były duchy zmarłych. Wtem nagle ciemne chmury przysłoniły księżyc: żywi zadrżeli, zlęknieni. Na szczycie wysokiego kamienia zobaczyli pręgowaną kocicę, jedną z poległych, której futro lśniło, mimo że wokół nie było żadnego światła. Ozwała Cień, Rzekę, Wicher i Grom głupcami myślącymi wyłącznie o sobie.
XXXX“Las jest wystarczająco duży, by wykarmić wszystkie wasze rodziny i wielu więcej”, oznajmiła. “Musicie znaleźć innych jak wy, obrać część lasu jako swój dom i ustalić granice”. Po jej słowach księżyc ponownie ukazał się zza chmur. Oczom kotów ukazał się stojący na skraju polany krąg rozgwieżdżonych duchów – Gwiezdny Klan.

XXXXI wtedy, jakby za sprawą jednego uderzenia serce, Spopielona Polana i Ośmiooki ujrzeć mogli za Polnym Chwastem sylwetki innych Gwiezdnych. Nie byli w stanie ich rozpoznać, błyszczeli niczym najjaśniejsze gwiazdy, a ich wzrok utkwiony był głęboko w nich, mogli poczuć ich piekące, wściekłe spojrzenie na swojej skórze. Polny Chwast jednak kontynuował, biorąc głęboki wdech.
XXXXWtem wystąpił biały kocur. “Jeśli to zrobicie”, miauknął duch, “nagrodzimy każdego z was ośmioma dodatkowymi życiami, byście mogli przewodzić swoim Klanom przez wiele nadchodzących księżyców”. Gwiezdny Klan obiecał również czuwać nad Klanami ze Srebrnej Skórki - pasma gwiazd widocznego na niebie nawet najciemniejszą nocą - i odwiedzać przywódców w ich snach, czuwać nad nimi.
XXXXPrzodkowie nakazali, aby cztery Klany zbierały się w czasie każdej pełni księżyca na polanie między czterema wielkimi dębami na noc rozejmu. Zebrane na takim zgromadzeniu koty będą wiedzieć, że patrzą, a jeśli podczas tej nocy zostałaby przelana krew, tak, jak wtedy, tamtej nocy – poznają ich gniew i dezaprobatę.
XXXX “Będziecie wojownikami!”, zakrzyknęła w końcu pręgowana kocica z wysokiej skały, a Grom, Rzeka, Wicher i Cień pochylili głowy. “Od teraz będziecie żyć według Kodeksu Wojownika. Wasze serca będą pełne odwagi i szlachetności, a jeśli już będziecie musieli ze sobą walczyć, to nie przez chciwość, ale dla honoru i sprawiedliwości.” Cała czwórka na to przystała. Powrócili do swych domów, odszukali koty o podobnych im cechach i umiejętnościach.
XXXXRzeka odnalazł koty zdolne łowić swoją zwierzynę w wodzie. Cień zgromadziła nocnych łowców o bystrych umysłach i ostrych pazurach. Grom zebrał łowców potrafiących tropić zwierzynę nawet w najgęstszych zaroślach. Do Wichru przybyli zaś najszybsi biegacze i koty kochające otwarte tereny. Koty podzieliły las tak, by każdy Klan miał wystarczająco zwierzyny, aby przetrwać i aby wszystkie koty mogły żyć w spokoju. Następnie przywódcy powrócili do czterech wielkich dębów podczas pełni, w pierwszą noc rozejmu, gdzie ich gwiezdni przodkowie podarowali każdemu z nich dodatkowe osiem żyć, tak, jak im to obiecali –
zakończył, pochylając łeb i przymykając na moment powieki. Podszedł do okna w chmurach i spojrzał… na las, na cały las, na wszystkie tereny, na każde drzewo, każde jezioro, na rzeki i ulice, i na obozy, ale na jednym z nich wzrok utkwiony miał cały czas.
XXXX– Co za bałagan… na wszystkie gwiazdy na niebie… – oddychał szybko. – Nawet po śmierci nie mogłem zaznać spokoju – odparł, kręcąc ze zmęczenia głową, jakby naprawdę spędził tu dziesiątki księżyców bez ani jednej sekundy snu. – Tak wiele przelanej krwi…a to wszystko przez mojego zbłądzonego syna – powiedział, podnosząc łeb i, jakby płynąc, powoli zbliżył się do Ośmiookiego i Spopielonej Polany. Choć sam Polny Chwast nie był wysoki, teraz wydawało się, jakby górował nad tą dwójką. Gwiezdny pył ulatujący z jego ciała unosił się dookoła, a jego błyszczące oczy utkwione były naprzemiennie w obu kotach.
XXXX– Ślepota to najgorsza choroba. Zwłaszcza powodowana przez najbliższych. On uczynił cię ślepą na prawdę i sprawił, że uwierzyłaś w kłamstwo, z którym teraz tu przyszłaś. Oczekujesz nowego imienia, władzy i potęgi, jaką miał Psie Serce, a musisz wiedzieć, że gdybym wiedział, jak potoczy się los Klanu Cienia po mojej śmierci… nigdy nie dałbym mu życia podczas jego ceremonii na przywódcę, nigdy nie dałbym mu zasmakować władzy, bo to ona go zgubiła. Tak samo, jak i ciebie. Nie taki Klan zostawiałem, gdy umierałem… – zwrócił się do Spopielonej Polany, swojej wnuczki, która zgubiła się w tym wszystkim. Tak samo zresztą, jak jej ojciec, a jego syn. Ale miała jeszcze szansę wszystko to naprawić. O ile tylko chciała to zrobić.
XXXX– Całe swoje życie poświęciłem jednej idei… próbie stworzenia Klanu, w którym każdy będzie czuł się bezpiecznie, w którym będzie panował spokój, a kot kotu nigdy nie będzie wrogiem. W którym każdy odnajdzie swój dom, bez strachu, bez nienawiści i pogardy względem drugiego – zaczął mówić, powoli, spokojnie, aby dotarło to do tej dwójki. Raz a dobrze, gdyż nie zamierzał się powtarzać. – Klan jest silny i mocny tylko wtedy, gdy jest zgodny, zjednoczony, kiedy nikt nie boi się poderżniętego gardła, kiedy będzie spał.
XXXX– Chciałem budować Klan bez podziałów, bez obopólnej agresji, bez dyskryminacji kotów, które nie pochodzą z Klanu i takich, które mają mieszaną krew. Aby to serce i duch liczyły się bardziej od krwi, a czyny były ważniejszym miernikiem lojalności niż to, skąd dany kot pochodzi. Sprzeciwstawiałem się poglądom rodu Tnącej Zawiei, który od wielu księżyców wyznawał wyższość czystej krwi ponad każdą inną… i próbował tworzyć podziały, które nie skutkowały niczym innym, jak krzywdą i cierpieniem – przycisnął oba uszy do czaszki, spoglądając na każde z nich z osobna. – I z dezaprobatą patrzę, jak wciąż to się dzieje. Nienawiść. Nienawiść dookoła, przeplatana tylko większą nienawiścią. I nieudolnymi próbami usprawiedliwienia jej tylko dla własnych korzyści – jego ruchy stawały się coraz bardziej chaotyczne, mięśnie mu drżały, choć na dobrą sprawę przecież nie miał fizycznego ciała… a jednak. Zmarszczył nos. – Klan pełen wiary w Gwiezdny Klan, który aby być silnym… musi być zgodnym. Inaczej trzaska, rozpada się, dokładnie tak, jak rozpadło się Martwe Drzewo, z którego przemawiało wielu przywódców przede mną… a teraz pozostały po nim zgliszcza, cień dawnej chwały i potęgi, jaką był ten Klan – zakończył, na koniec o mało nie kłapiąc zębami nad ich głowami.
XXXX– Czy obraz, który wam przedstawiałem, wizja, jaką się kierowałem, przypomina wam obecny Klan Cienia? Czy ma on w sobie… to coś, co chciałem osiągnąć? Zbudować? Czy koty wciąż mają tu otwarte, pełne dobroci i czystości serca? Ja widzę rozłam. Złamane serca, zdrady i paniczny strach przed przyszłością – powiedział, z dezaprobatą kręcąc głową. Gwiezdni za nim już dawno zniknęli, jakby zawstydzeni, oburzeni, zostawiając za sobą jedynie jasne smugi. – Śpiewająca Knieja próbowała wam przemówić do rozumu. Wszystkim. Zniszczyliśmy Martwe Drzewo, aby was ostrzec, a część w was uznała ją za wytwór Ciemnego Lasu, marę, która chce was omamić… daliśmy wam znak, a wy go zgnietliście. I wciąż kontynuowaliście swoje walki… o co, tak właściwie? Władzę? Potęgę? Ranga przywódcy to nie coś, co się należy, bo nie należy się ona nikomu. To coś, na co trzeba zasłużyć, udowodnić przed nami, Gwiezdnymi, że jest się godnym nowego imienia. I daru dziewięciu żywotów. Przewodzić musi ktoś, kto kocha koty, jakimi się otacza, kto gotów jest skoczyć za nimi w ogień… a nie zamordować z zimną krwią w świętym miejscu, tuż przy Szepczącej Sadzawce, zamiast spróbować dojść do porozumienia – skończył, posyłając Spopielonej Polanie pełne zawodu spojrzenie. To nie powinno mieć nigdy miejsca. I nie liczyło się dla niego to, iż była jego wnuczką, zachowanie takie było niedopuszczalne. - W lesie zawsze były Cztery Klany. Klan Cienia stoi na skraju rozpadu. Jeśli którekolwiek z was zostanie przywódcą i nie przebaczy przeciwnej stronie, może dojść podziału lub rozpadu. Do wojny. Gwiezdny Klan jest wściekły. Ja jestem wściekły - warknął. - Przodkowie nie są w stanie wpłynąć na waszą głupotę. Jeśli chcecie udusić las bezgwiezdnym niebie, pokój lub jego brak zależy tylko od was.

***
Ciała dwójki kotów po chwili amoku zrozumiały, że wciąż są w głębinach sadzawki. Ich ospane ciała wybiły się lekko nad powierzchnię, łapiąc do płuc łapczywe hausty powietrza.

© Ośmiooki: S: 17 | Zr: 12 | Sz: 10 | Zm: 6 | HP: 65 | W: 75
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/4

® Spopielona Polana: S: 12 | Zr: 18 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 83/90 | W: 32/50
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/4
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję!

SZUM&SKAŁA vs BAJORKO:

atak Skały -> krytyczny! -> nieudany :(
unik Bajorko na Skałę-> krytyczny!
atak Szuma -> krytyczny! -> słaby -> 1HP
unik Bajorko na Skałę-> udany
oślepienie Szuma na Bajorko -> krytyczne! -> 3 następne tury

Pozostała trójka wojowników, mogła tylko bezradnie oglądać, jak ich przywódcy wpadają do świętej sadzawki. Bajorko została sama przeciwko dwójce silnych przeciwników. Zapowiadało się, że pojedynek potoczy się na jej niekorzyść, ale prawda okazała się zupełnie inna. Pierwszy zaatakował Zbutwiały Pień. Kocur skoczył ku jej gardle, ale niesamowita zręczność Błękitnego Bajorka pozwoliła, by uniknąć ataku kocura całościowo. Później był Szumiący Wodospad; sypnął jej piachem w oczy tak celnie, że kotce zachciało się płakać od razu. Jednak, gdy skoczył ku niej, spudłował. Zaczepił Bajorko tylko na ułamek sekundy - wystarczyło to na małe zadrapanie. Ledwo zaczepił pazurem o nos przeciwniczki i poczuł, jakby ktoś zrobił to na nim. Na ciele Bajorko brakowało drobniutkiej rany zaś u Szuma - pojawiło się coś czerwonawego na nosie.

© Błękitne Bajorko: S: 13 | Zr: 19 (21) | Sz: 7 (9) | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60-5=55
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» statystyki obniżone ze względu na walkę 1:2!
» oślepienie przez 3 następne tury; -2 do celności; 0/3

® Zbutwiały Pień: S: 27 | Zr: 13 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 70-3=67
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/6

® Szumiący Wodospad: S: 12 (16) | Zr: 12 (16) | Sz: 7 (9) | Zm: 8 (10) | HP: 83-1=82/90 | W: 44-4=40/60
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję!
» W spada do 2/3! Od następnej tury obniżenie celności o -1
» rana 0. stopnia: zadrapanie na na nosie
» rana 1. stopnia: podłużna rana od lewego policzka przez nos (rana z poprzedniej akcji; zaleczona, ale wpływa na statystyki)
[Obrazek: NNUbiDJ.png]
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
8
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
tw - wyobrażenia samobójcze, derealizacja

Nie żałowała ani jednej decyzji, która doprowadziła ją do tego miejsca. Tak sądziła.

Robiła to, czego od niej wymagano. Robiła to, co musiała aby osiągnąć władzę - coś, do czego dążyła całe swoje życie. Czy w istocie tego chciała? To nie miało znaczenia, znaczenie miało to, że wypełniała wolę swego ojca, swej Gwiazdy, Jedynej Gwiazdy... jakkolwiek niepoprawna i niemoralna by ona była. To nie miało znaczenia. To, czego Spopielona Polana chciała, nigdy nie miało znaczenia. Było za późno aby myśleć o wycofaniu się. Była mu przeszkodą, tak, jak rozkazał Psia Gwiazda.

Nie sądziła, że chcąc go utopić, sama znajdzie się pod powierzchnią sadzawki. Nie sądziła, że tak bardzo źle wymierzy skok. Była pewna, że zdoła przycisnąć go pyskiem pod powierzchnię wody i to tyle. Czyżby przekorny los utrudniał jej zadanie i w istocie chronił Ośmiookiego? Czy to była ta kara, ta, na którą zasługiwała ona i cały Psi Ród, kara, która sprawi, że nie zdoła wykonać swojego zadania? Wpadli pod wodę oboje, serce Polany zabiło pierwszy raz od kilku, kilkunastu chwil, pierwszy raz odkąd się tu znalazła. Świat wirował, czas się zatrzymał. Widziała, jak wszystko robi się czarne, wiedziała, że zniknęła właśnie pod powierzchnią wody która wcale nie wydawała się być tak głęboka.

Otwierając oczy i biorąc wdech z powrotem, wyciągnięta spod wody, Psia Córka pierwszy raz w życiu w istocie, naprawdę poczuła strach.

Panika zawładnęła każdą komórką jej ciała na kilka uderzeń serca. Uniosła się, rozejrzała, oczy miała szeroko otwarte; nie widziała nic poza punktami na ciemnym niebie i Ośmiookim obok. Pustka. Umarli oboje, czy stanęli przed sądem Gwiezdnego Klanu, lub też kotów z Ciemnej Puszczy? Serce jej kołatało. Zrobiła krok do przodu, potem w tył, zrobiła koło wokół własnej osi próbując objąć rozumem to, co właśnie widziała. Czy to był koniec? Ze słabo ukrywanym szokiem wbiła błękitne ślepia w pysk Ośmiookiego. Nie chciała na niego patrzeć, nie chciała przyznać mu racji, jednak wyglądało na to, iż Gwiezdny Klan faktycznie nie zamierzał pozwolić mu umrzeć.

Potem ujrzała jego, na krawędzi otchłani. W dole znajdował się świat żywych i Szepcząca Sadzawka, a na skraju przepaści siedział kocur którego Polana znała, znała go dobrze, był z nią od początku jej istnienia - ale tylko w postaci opowieści Psiej Gwiazdy, w postaci znamienia które po sobie zostawił. Swojego śladu, tego, który przebijał się przez kruczoczarną sierść. Bura plama na barkach Spopielonej Polany zjeżyła się, gdy ta zrobiła kilka kroków bliżej kota, nieznajomego a tak dobrze znanego jej sercu. Podświadomie czuła przed kim stanęła, stanęli - ona i Ośmiooki - i czuła, jak robi jej się słabo. Do tego dążyła całe życie, od pierwszych chwil.

Historia którą opowiadał była jej znana równie dobrze co wszystkie nauki ojca - historia ta była częścią tych nauk. Opowiadana w jej rodzinie niczym bajka na dobranoc, tak samo, jak kodeks wojownika, jak wartości dyktowane przez Gwiezdny Klan... to wszystko przez księżyce straciło swoje znaczenie, razem z tym, jak Psia Gwiazda tracił rozum. Spopielona Polana nie poruszyła się i nie pisnęła ani słowem, z trwogą na pysku wpatrzona w Polny Chwast i zastęp Gwiezdnych którzy stali za nim. Gwiezdnych, którzy sądziła, że dawno opuścili Klan Cienia. Nie dziwiłaby im się wcale, Klan Cienia nie zasługiwał na opiekę i błogosławieństwa przodków, nie w tym stanie, nie pod przywództwem jej ojca, wiedziała o tym już od księżyców.

Nie mogła jednak podważać woli swego przywódcy, musiała zrobić to, co do niej należało - a jej zadaniem było pozbycie się przeszkody, jaką był Ośmiooki. A teraz on stał obok niej, w jednym kawałku, oboje słuchali tej samej, dobrze znanej historii, a Polny Chwast zamiast przywitać swoją wnuczkę, tą wybraną, tą, którą sam wybrał, tą, która została stworzona do wielkich rzeczy... był rozczarowany, wściekły, i zawód w jego oczach i słowach przekuł lodowate serce Polany na wskroś. Nie mogła oddychać gdy przemówił, gdy zwrócił się bezpośrednio do niej. Marzyła o tym dniu, czekała na niego, na to, aż spojrzy dziadkowi w oczy i usłyszy od niego, jaki jest dumny... nie był. I nie mogła go winić.

Żałował tego, że pozwolił, aby jego syn, Psie Serce, został przywódcą. Och, oczywiście, że tak - a jednak, Świat Spopielonej Polany wywrócił się do góry nogami. Tak, zapewne też by żałowała. Tak, nie zgadzała się ze swoim ojcem we wszystkim. Nie istniała jednak bez niego, była nikim bez Psiej Gwiazdy i jego rozkazów, jego woli, była jego przedłużeniem, równie zepsuta co on. Zaszła tak daleko i nie było już odwrotu, nawet teraz, szczególnie teraz, gdy stała oko w oko z dziadkiem.

Nieznane, obce, przerażające, sprzeczne z tym czego ją uczono emocje nagle wkradły się w jej krwiobieg, objęły każdą komórkę jej ciała i ścisnęły gardło.

- To ty mnie wybrałeś - głos Polany zadrżał niebezpiecznie, błękitne, psie ślepia zrobiły się mokre po raz pierwszy w życiu. Jakby znajdowanie się na Srebrnej Skórce sprawiło, że lód który skuł jej serce i duszę stopniał, choćby na chwilę, oddał miejsce emocjom które od siebie odpychała, których nigdy nie powinna i nie mogła okazywać. - To twoje znamię noszę na barkach od urodzenia, Polny Chwaście, to ty... powinieneś wiedzieć, że to wszystko- to, że tu jestem... robiłam to, czego ode mnie oczekiwano. To, czego on ode mnie oczekiwał. Tylko po to żyję, Polny Chwaście, tylko po to się urodziłam, aby być przedłużeniem Psiej Gwiazdy i jego woli- całe życie robiłam to, czego ode mnie oczekiwano...! - wola Przywódcy była bowiem wolą Gwiazd. Prawda? Czy miłość córki wobec ojca była grzechem godnym potępienia po wsze czasy?

Potrząsnęła głową, sens słów Polnego Chwastu przez chwilę w ogóle do niej nie docierał. Błękitna krew w jej żyłach była jej największym przekleństwem - nie istniała poza tym. Nie mogła się wycofać. Nie było innej drogi niż zabicie Ośmiookiego, zajęcie należnego jej miejsca jako przywódcy Klanu Cienia. To była jedyna droga, wyznaczona przez Psią Gwiazdę, zła, niemoralna... nie było innej.

Prawda? Co mogła teraz zrobić? Nie mogła tego odkręcić... nie mogła. Nie wiedziała, jak. Bała się, po raz pierwszy poczuła prawdziwy strach.

- Popełniłam błąd za błędem w tym życiu i jestem tu, aby je zakończyć. Jestem tu- aby uzyskać ich kolejne osiem, jestem tu, aby użyć ich do naprawienia tego, co zrujnował mój ojciec, jestem tu, aby Klan Cienia stał się lepszy niż za życia Psiej Gwiazdy. Wiem że mogę to uczynić - z oczu Polany wypłynęły łzy, pierwszy raz w jej życiu, spłynęły po policzkach. Dowód tego, że miała jeszcze sumienie, choć tak bardzo chciała się go pozbyć. - Ale w tym życiu... muszę wypełnić wolę mego ojca - wypowiedziała te słowa z mniejszą dozą przekonania, niż dotychczas, jakby chciała przekonać nie dziadka, nie Pająka, nie zastęp Gwiezdnych, a samą siebie. Przed Polnym Chwastem i obok Ośmiookiego stało uosobienie konfliktu, kryzysu tożsamości i moralności, kot, którego światopogląd został mu wyrwany z łap i którego świat został wywrócony do góry nogami. Wojna o której mówił Polny Chwast miała miejsce na ich oczach, w tym, co pozostało z duszy Spopielonej Polany.

Największym błędem, takim, na który nie miała wpływu, było urodzić się córką Psiej Gwiazdy. Była zepsuta do cna, przeklęta przez swój rodowód. Była potworem jak on, ale mogła być lepszym przywódcą niż on. Musiała być. Czy nie było na to jednak za późno? Władzę ma ten, który zrobi wszystko, aby ją osiągnąć. Czy nie zaszła jednak o krok za daleko? - Wybacz mi, Polny Chwaście - nigdy nie sądziła, że będzie kogokolwiek błagać o wybaczenie - było to bowiem przyznanie się do błędu, a całe życie Polana czuła, całą sobą, iż nigdy żadnego nie popełniła.

Aż do teraz. Dziadek bowiem miał rację, wiedziała to - odpychała to od siebie od księżyców. Klan Cienia stał na skraju przepaści, jeszcze chwila, a osiągnęliby stan bez wyjścia. Nie mogła na to pozwolić. Nie chciała na to pozwolić. W swej ostatniej rozmowie z Psią Gwiazdą rzekł jej, że wychodząc wtedy z jego legowiska zdradzi zarówno jego jak i samą siebie i miał rację. Tak się stało. Zdradziła to, za czym całe swoje życie stała murem, czego broniła, zdradziła swojego ojca i tym samym siebie. Nie istniała bez Psiej Gwiazdy.


Och, jak bardzo, bardzo chciałaby, aby Polny Chwast zabrał ją do siebie. Aby odesłał Ośmiookiego do świata żywych a ją skazał na Ciemny Las, tam, gdzie było jej miejsce. Wygrała aprobatę swego ojca, jednak jakim kosztem? Straciła wszystko inne, łącznie z samą sobą. Chciała krzyczeć i błagać dziadka o to, aby ją zabił. Nie chciała żyć dalej w świecie, gdzie tak spektakularnie zawiodła swojego ojca. Nie widziała gwiazd ani księżyca, widziała jednak migocącą powierzchnię Szepczącej Sadzawki i przez chwilę nie próbowała nawet się z niej wydostać.

Wypłynęła z trudem, łapiąc haust lodowatego powietrza w płuca. Wszystko było mgliste, świat wirował a czas dalej jakby stał w miejscu, choć była z powrotem w świecie żywych. I ona i Ośmiooki, choć miał na tej Srebrnej Skórce zostać - miał zginąć z jej łapy. Tego chciała... nie, nie ona, a Psia Gwiazda. Czym to się różniło? Była jego przedłużeniem, byli tacy sami.

Powróciwszy ze Srebrnej Skórki na ziemię powróciła zmieniona na gorszą wersję siebie. Polny Chwast przywrócił jej wzrok, wybudził ją, potrząsnął ją, a Spopielona Polana tak bardzo chciała, aby to nigdy nie miało miejsca. Wolała zginąć w swych urojeniach, oddana ojcu i jego dziełu, jego wizji, jego woli... ale po tym, co zobaczyła, jak mogłaby? Psie Serce zniszczył Klan Cienia a ona chciała, nie, ona przyłożyła do tego łapę. Czy dało się to naprawić? Nie chciała tego naprawiać. Musiała to naprawić. Wyrwana - choć częściowo - spod wpływu swego ojca i oswobodzona z urojeń które zaćmiewały jej umysł, Polana wolałaby umrzeć, niż żyć dalej z pełną świadomością swoich błędów.

Urodziła się i umrze jego córką.

Drżącym krokiem wyszła na brzeg i zwróciła się do Ośmiookiego. - Nigdy cię nie nienawidziłam - wychrypiała, wielkimi oczyma wpatrując się w ciemne lico kuzyna. Nigdy też nie chciała błagać go o przebaczenie. - Robiłam to, czego pragnął Psie Serce - nie była Psim Sercem, choć była równie okropnym potworem.


always.X.begging, Xp l e a s e
yet the outcome i would dread
i'veX.fallenXxtoXxmyXknees
letXmy prideXget to..my head
nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark
iX,wanderX throughXtheXpast
seeingXx.m e m o r i e sXx.afar
all stay strong, we live eternally
all is well.in the AftonXfamily
★ ★ ★ ★ ☆ ★ ★ ★ ★
lives, they fell to pure insanity
ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
LVL 6 250 / 500
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
21
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
xxxxxOśmiooki nie wiedział jaki był. To prawda, że był roztrzepany. Był dzieckiem nawet wtedy, gdy nazywano go już wojownikiem. To prawda, że niekiedy był niedojrzały, to prawda, że wiele kotów w Klanie Cienia nie uważało go nigdy za kogoś godnego miana zastępcy, gdy Psia Gwiazda ogłosił, że to on zasiądzie w miejscu Niedźwiedziego Ryku. Ośmiooki kiedyś stracił wszystko, na czym mu zależało, w imię tego... jaki był. Zależało mu na reputacji, na dobrej opinii... chciał być lubiany, bo od zawsze był dzieckiem bardzo trudnym i konfliktowym. W grubej warstwie samolubstwa i samouwielbienia krył się mały pajączek, proszący tylko o aprobatę innych. Kiedy stał wiernie przy wuju, który jako jedyny dał mu... dał mu namiastkę uczucia bycia przez kogoś lubianym, stracił wszystkich innych. Stracił poplecznictwo siostry, stracił dobrą opinię w klanie. Był czas, gdy nikt Ośmiookiego nie lubił - medycy patrzyli na niego z odrazą, wojownicy nie spali obok niego w legowisku. Gdy podchodził do Koziej Skarpy czy Grząskiego Bagna, odchodziły szybko, nie chciały z nim rozmawiać. Gdy próbował znaleźć bliższą koleżankę, każdą musiał prosić o randkę siłą. Nieważne, czy była to Żołędziowa Łapa, czy Pliszkowy Zagajnik. I to wszystko działo się... działo się, bo co? Bo w Klanie Cienia nie można było być głupim dzieckiem z głupimi marzeniami i z głupią potrzebą bycia lubianym. Nie można było, bo dzieciom wmawiano, że trzeba być silnym, dorosłym, nawet, gdy wiek na to nie wskazywał. Psia Gwiazda docenił go tak, jak Pająk chciał być zawsze doceniany, ale nie zrobił tego z dobroci serca, zrobił go, by go omamić, jak robaka w pajęczynie. Ośmiooki stracił wszystko, by zjadać okruchy chleba dawane przez wujka, nie widząc, że inne koty mają mu do zaoferowania cały bochenek, po który bał się sięgnąć... Nie chciał takiej przyszłości dla Klanu Cienia. Nie chciał, by którekolwiek z dzieci zmuszone było przezywać to, co on. Nie chciał, by były zdesperowane, by szukały tego, czego pragną tam, gdzie nie powinny. Psia Gwiazda zmuszał dzieci do dorastania szybciej, niż powinne, tak, jak zmusił Pająka wiele księżycy temu. I Pająkowi pierwszy raz w życiu było kogoś szkoda, tak szczerze, prawdziwie. Dopiero parę księżycy temu zaczął kogoś żałować, tak szczerze, prawdziwie. Każdego kota w Klanie Cienia - tych dzieci, Koziej Skarpy i Kudłatego Obłoka, że muszą żyć w takim świecie, jego siostry, i... i każdego innego, nawet Szumiącego Wodospadu, Zbutwiałego Pnia i Spopielonej Polany. Oni nie żyli swoim życiem, tak, jak Pająk nie żył jeszcze jakiś czas temu. I myślał o tym wszystkim, myślał, gdy jego nos zatapiał się w Sadzawce, gdy zasypiał szybko w niespokojny sen.
xxxxxGwiezdni byli jego jedynym ratunkiem. Jeśli ich nie było, Klan Cienia był stracony. Nie przyszedł tu po to, by zostać zaszczycony darem dziewięciu żyć. Przyszedł się przekonać, czy Gwiezdny Klan opuścił ich na dobre, czy jego bury wuj dopiął swego, czy wygrał, każąc wszystkich z cienistą krwią na zagładę. Kiedy więc otworzył oczy i zobaczył przed sobą migotającego Polną Gwiazdę, jego serce zatrzymało się na parę chwil. Nie istniała dla niego teraz Bajorko, pozostawiona na śmierć z dwoma agresorami, nie istniała Spopielona Polana, pragnąca go zabić, nie istniał już nawet Klan Cienia - w tej chwili Pająk czuł się sam, ale nie samotny - on i Polna Gwiazda, pośrodku miejsca, którego nigdy nie widział, a jednak czuł się w nim jak w domu. Biło mu serce. Nie podniósł się nawet na nogi, siedział obok swojej kuzynki, wpatrzony w Polną Gwiazdę. I słuchał, chłonął każde z jego słów. Potrzebował ich jak nic innego, potrzebował usłyszeć od niego wszystko, co tylko było wskazane dla jego uszu. Był tu, by zapytać o radę. Polna Gwiazda lśnił przed nim jak żywy. Słuchał posłusznie całej historii powstania Klanów. Znał ją, musiał ją znać. Jeśli jesteś bratankiem Psiej Gwiazdy, jego terminatorem i członkiem jego klanu, musisz ją znać. Klany były podzielone po to, by każdy mógł żyć. Klany miały trzymać się razem, dzielić las jako ich wspólny dom. Każdy miał troszczyć się o siebie nawzajem, Klan miał być dla jego klanowicza domem, bezpieczną ostoją i miejscem, gdzie powinno odnaleźć się spokój. Miejsce dla siebie, schronienie przed ciemnością. Pająkowi świeciły jasno oczy. Gdy Polna Gwiazda odzywał się z zawodem w stronę Spopielonej Polany, nie czuł wcale złości w jej stronę, nienawiści. Nie czuł potrzeby wyśmiania jej, powiedzenia 'a nie mówiłem?'. Nie czuł. Patrzył, jak Spopielona Polana się rozpada - jak wydawała się być bezbronna, wydawała się być puchatym królikiem, nie strasznym niedźwiedziem, jakiego w niej widział. Zabiło mu szybciej serce. Z jakiegoś powodu nie pragnął w tym momencie porażki, nie widział w niej rywalki, kogoś, kto stoi mu na drodze. Widział kuzynkę. Widział swoją kuzynkę, która nie miała swojego bezpiecznego miejsca, nie miała miejsca, gdzie mogła by się schronić. Ośmiooki przyszedł tu z zamiarem dania Klanowiczom spokoju i bezpieczeństwa. Jego plan miał w sobie element o wydaleniu Spopielonej Polany z Klanu. Jej domu. Jej domu, w którym nie miała wsparcia czy pomocy. Zabiło mu serce.
xxxxxSłuchał zrozpaczonej kotki. Nigdy w życiu nie widział jej w tym stanie. Wydawała mu się teraz taka... taka kocia. Przestała być robotem na wysyłki ojca, była... była sobą. Pierwszy raz w życiu widział ją otoczoną wśród kocich, normalnych emocji. Też była dzieckiem, której kazano dojrzeć zbyt wcześnie. Też była dzieckiem, której Psia Gwiazda zniszczył życie, zniszczył miejsce do życia, odebrał jej możliwość wyborów i prowadzenia własnego życia tak, jakby tego chciała. Spopielona Polana niczym się nie różniła od Ośmiookiego. Może tym, że była jeszcze bardziej zagubiona, samotna, zupełnie sama. I teraz taka bezbronna. Tak bardzo skupił się na kuzynce, zapominając gdzie jest i po co przyszedł. Otworzył pysk, chciał zadać tyle pytań. Co miał zrobić, jak miał uratować Klan Cienia...! Czy powinien zrobić to on, czy był dobrym kotem...? Ale nie zdążył. Nim spostrzegł, jego nos znów był w wodzie, obok jego siostra walczyła z dwoma olbrzymami, a Spopielona Polana... Spopielona Polana leżała tuż przy nim.
xxxxxPatrzył na kuzynkę ślepym wzrokiem, a jednak miał wrażenie, że po raz pierwszy widzi... że po raz pierwszy coś widzi, pozbawiony ślepoty. Tym razem nie względem Psiej Gwiazdy, a Spopielonej Polany. Szybko biło mu serce, za szybko. Podniósł się z wody, wolno, tak, by kotka się nie wystraszyła. Nie chciał jej zrobić krzywdy, już nie. Gardło zacisnęło mu się mocno, pierwszy raz... pierwszy raz nie wiedział co miał powiedzieć. - Wiem - szepnął cicho. - Wiem. On... on odebrał ci całe życie, Spopielona Polano - nie wywyższał się. Kotka mogła mieć wrażenie, że jego głos był smutny, przykry. - Byłaś wszystkim, czego on chciał. Byłaś jego spełnieniem marzeń, najwierniejszą wśród najwierniejszych. Spopielona Polano, byłaś kiedyś... byłaś kiedyś zaopiekowana? Byłaś kiedyś z tatą na spacerze, by pooglądać kwiaty, albo ptaki, jak byłaś mała...? Ja byłem, wiesz mój tata często mnie zabierał. I pozwalał mi robić to, co mi się podobało, bo... bo pozwalał mi żyć życiem Pająka, nie jego samego. To było najpiękniejsze co miałem, wiesz? A potem on mi to zabrał. Psie Serce zabrał mi możliwość życia... moim życiem, chciał, bym żył jego. I długo to robiłem. On robi tak każdemu. Każdemu, bo to jest dla niego wygodne, łatwe. Zabija nas wszystkich po kolei, odbiera nam życia, które są naszą własnością. Długo widziałem w tobie jego, Spopielona Polano, ale... ale wiesz, chyba paskudnie się myliłem. Wszystko, czego chcę, to to, by Klan Cienia był miejscem bezpiecznym, bez przemocy, nienawiści. Żeby ktoś, kto ma problem, miał kogoś wśród Klanowiczów, który byłby gotowy mu pomóc. Masz... masz kogoś takiego...? - mówił cicho, tylko do niej. Nie martwił się o Błękitne Bajorko, miał podświadome wrażenie, że nic jej nie jest. Teraz liczyła się dla niego tylko Spopielona Polana. - Oddałaś całe swoje życie dla Psiego Serca. Może czas... może czas żyć teraz swoim życiem. Co ty na to...? Jeśli nie masz nikogo, kto mógłby ci w tym pomóc... - zatrzymał się. - Jestem twoim kuzynem, jesteśmy rodziną. Możemy zacząć od nowa. Zupełnie od nowa. My, i cały Klan Cienia. Pomogę ci, Spopielona Polano, spróbuję. Nie jesteś złym kotem, po prostu zły kot bardzo cię zgubił - patrzył na nią z lśniącymi Oczami. Nie była potworem, ale była łapami potwora. I wcale nie musiała. Ośmiooki, choć sam był bardzo zagubiony, miał kogoś, kto mu pomagał. Jego siostra zawsze była przy nim. I Spopielona Polana też mogła mieć kogoś takiego.

•••
Everywhere I GO,
BITC―S always know,
That Charlie scene has got a WEENIE that
he loves to SHOW!

Lets get this PARTY started,
• LETS keep them 40s POPPIN, (What?!) •
So just get BUZZED and stay FUC―D up,
WE WILL keep them PANTIES droppin!

LVL 5 80 / 400
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
12
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości