Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Niestety, jak już ze swojego doświadczenia wiedział, pomioty bezgwiednych bywały całkiem zręczne i najwyraźniej Bajorko nie miała być inna. I zanim zdążył zwrócić uwagę na cokolwiek, co robi Szum, ani wykonać kolejny cios, usłyszał głos Spopielonej Polany. Jej słowa dochodziły do niego jakby rozmyte, jakby z innego świata, ale to wciąż wystarczało, by zrozumiał, co się stało – pod wodą otrzymała sen od tych oszustów, którzy chwilowo i ją zdołali omotać. - Nie wierz im, to zdrajcy klanu Cienia. – Warknął jedynie, nim wykonał kolejny atak. Nie należało ich słuchać, nie należało o nich myśleć, istniał tylko jeden sposób, by to zakończyć. I najwyraźniej po raz kolejny pozostawał jedynym kotem przy zdrowych zmysłach. Jak wszyscy inni tak łatwo tracili głowy, gdy tylko ktoś inny powiedział im kilka miłych słów, nawet zupełnie nieprawdziwych? Nie odbudują niczego w ten sposób. Ktoś musiał to zakończyć i najwyraźniej musiał to być on sam. Skoczył w stronę Ośmiookiego, chcąc chwycić jego gardło w swój pysk. Nie liczyło się w tym momencie, że poczuje jego okropne futro na języku, musiał jedynie powstrzymać go przed wypowiadaniem kolejnych kłamstw.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Syknął, czując jak mała ranka pojawia sie na jego pysku. Byl... zdziwiony. Bajorko nigdy go nie zaatakowała. Może akurat liść przeleciał i go zranił.
Po chwili jednak złote oczy Szuma zalśniły. Polana się obudziła, poczuł zwycięstwo... dopóki nie pojawił się szkodnik. Wojownik ciężej oddychał, przez moment obserwując sielankową scenerię. W końcu, w końcu dwie strony Cienia się dogadały!
Nieprawda.
Ślepia czarnego wojownika zabłyszczały, furią. Szaleństwem. Zgubieniem.
- Sprzeciwiasz mu się... - sapnął, wbijając wzrok prosto w ciało Polany. Psia Córka...
Psia Krew.
Sprzeciwiała sie swojemu życiu. Szumiący Wodospad stał przez moment, jakby jego mózg potrzebował chwili. I po tej chwili zdecydował.
Jeśli Spopielona Polana nie zamierzała zatrzymać Ośmiookiego, zamierzała się z nim bratać... oznaczało to, że była przeszkodą. Tylko kolejną przeszkodą, którą on musiał zutylizować.
Napiął mięśnie i bez słowa skoczył przed siebie. Chciał zaatakować gardło Spopielonej Polany. Nie zasługiwała na wszystko, co jej ojciec dał.
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Uroda jest formą władzy. Może i dlatego Bajorko z taką uwagą dba o swoją. Ładne umaszczenie to nie wszystko, liczy się wiele rzeczy. Chociażby czystość futra. Długie futro zawsze jest zadbane, starannie ułożone i pozbawione jakichkolwiek wad! Przynajmniej w opinii Bajorka. Kotka nie należy do wysoki, jak i do masywnych. Szczupła, wzrostowo poniżej średniej. Wracając jednak do futerka - jest to zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy u Bajorka. Niebieski point z bielą, którego charakterystyczną cechą jest biały fragment. Nos o dwóch odcieniach różu jest początkiem białej plamy, która wędruje aż do czoła kotki. Uwielbia owy element określać tiarą nałożoną jej przez Gwiezdnych. Niebieskie futerko rozlało się po jej całym ciele, miesza się tam z białą barwą. Niebieski zdecydowanie dominuje na ogonie, uszach i przednich łapach [poza paluszkami, które są białe] to tutaj są najciemniejsze części Bajorka. Wróciwszy jednak do jej “tiary”, nie można zapomnieć o intensywnym błękicie jej okrągłych oczu. Iście królewski kolor.
niska | długowłosa | niebieski point z bielą | błękitne oczy
Kobieta - rodzi się gwiazdom podległa i kwiatom. Uroda ewidentnie jest podległa jakiejś sile wyższej, bowiem Bajorko idealnie potrafi wykorzystać fakt, iż należy do kotów pięknych. Słodka koteczka, której chichot potrafi rozgrzać serca. Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, iż może wiele, z czego korzysta. Wykorzystując swoją urodę, słodki głosik i niewinne oczka, sięga po szpileczki, które następnie powolutku wbija. Nie czując się winna swoim uczynkom, powiela poprzednią czynność, posyłając słodkie uśmieszki. Bajorko określić można jako wzorową aktorkę, koteczka łasa jest na komplementy, atrakcje i uwielbia, gdy coś się dzieje. Do grupy uwielbienia przypisać można również wszystko co ładne - zupełnie jak ona sama! Otacza się wszystkim, co przyciąga wzrok i co sprawia, że czuje się przy tym dobrze. Nie omieszka powiedzieć, co siedzi jej w głowie - bowiem mówienie prawdy jest takie ważne! Szczególnie, gdy mówi ją ona. Gdy ktoś podzieli się swoimi obiekcjami, co do jej słów, Bajorko sprawnie odbija piłeczkę chichotem i stwierdzeniem, że ktoś tutaj nie zna się na żartach! Nudziarze. Całe więc szczęście, iż ona nie jest nudziarzem. Jest za to kimś, kto nie lubi być sam. Niemal zawsze stara się mieć kogoś obok siebie, najlepiej kogoś równie, bądź choć trochę, ładnego co ona.
Oczy zaszły jej łzami, a walka z próbą nie zamknięcia oczu okazała się być nieudana. Piach szczypał, drażnił i wszystko utrudniał. Przez kilka uderzeń serca nie widziała. Zmuszona została dosłownie NA ŚLEPO odskoczyć od łap Szumiącego Wodospadu. Poczuła pazury. Na nosie dokładniej... Ból był jednak inny, zniknął w tym samym momencie co się pojawił, a kiedy jakimś cudem udało jej się uchylić ledwie jedną powiekę, miała przed sobą rozmazany obraz kuzyna. Jednego z kotów, które zbłądziły. Zaślepione Psim szaleństwem.
Bajorko była przerażona. Można wręcz rzec, iż to co czuła w stosunku do lisów, było przy tym niczym. Lisy wryły się w psychikę wojowniczki, pozostawiając po sobie nieuleczalny ślad. Widziała je w każdym cieniu, czuła ich oddech na swoim karku, a przerażenie temu towarzyszące przez wiele nocy nie pozwoliło jej zmrużyć oka bez obaw, że ją w końcu dopadną.
To było właśnie to uczucie. Różnica polegała jednak na tym, iż nie widziała przed sobą lisów. Widziała współklanowiczów, ich obraz już nie był zastępowany rudą bestią. To byli oni - koty.
Nabrała powietrza do płuc. Były momenty, w których pozwalała przerażeniu sobą zawładnąć... To nie był jeden z nich, nie pozwoliła. Spięła wszystkie mieście, zginając łapy. Nie można było tracić czujności... Nawet gdy za swoimi plecami usłyszała plusk wody. Obróciła się, acz obraz wciąż pozostawał zamazany, załzawiony, a każde uchylenie powiek drażniło jej oczy. Spróbowała pospiesznie przetrzeć oczy łapą, kierując uszy ku dwójce przeciwników.
Musi... Musi zadbać o Pająka, wyłowić go! Nawet jeśli wszelkie moczenie futra tak bardzo przypominało jej o pamiętnym wieczorze. Burza naszła nagle, deszcz zmoczył jej futro, które tak nieprzyjemnie przykleiło się do jej ciała.
Wtedy jej głowa znalazła się w lisiej paszczy... Była gotowa? Była gotowa walczyć z owymi wspomnieniami, które już teraz uparcie pchały się na pierwszy plan, nie pozwalając skupić się jej na bieżącym wydarzeniom? Pokręciła głową.
Nie zdążyła zrobić nic. Pająk jak i Polana wynurzyli się sami. — Pająk... — nawet nie była w pełni świadoma, iż jakiekolwiek słowo wydobyło się z jej pyszczka. Ponownie przetarła oczy łapą. Uchyliła jedną powiekę.
Oddech był szybki, nierówny. Przeszła spojrzeniem po ciele brata. Był mokry, cały mokry... Nieprzyjemnie mokry. Każdy fragment ciała.
Rozmawiał z Polaną... Ona też tam była? U Gwiezdnych? Czyżby... Zrozumiała? Jak ona dała radę, to czy inni też by potrafili? Ucho Bajorko poruszyło się wraz z głosem Skały. — Błagam DOŚĆ — jej głos nie był głośny, nie miał w sobie ni krzty agresji, wyrzutów. Był błagalny, niczym ostatnia próba chwytania się pokojowego rozwiązania tego wszystkiego.
Nie miała jednak na co liczyć.
Zadziałał instynkt. Czysty instynkt i coś, co pojawiło się u Bajorko księżyce temu... Zaskakująca troska do innych. Ktoś, kto na pierwszym miejscu ma siebie? Dba o każdy fragment wizerunku bardziej niż o jakiekolwiek relacje z innymi? To... To nie o niej. Już od dawna to nie o niej... Już nawet nie pamiętała, że tak diametralnie zmieniły się jej wartości... Najważniejszy wygląd, histeryczna rozpacz, gdy takowy został naruszony... Gdy blizna oszpeciła jej bark już na zawsze... Bajorko skoczyła przed Pająka, gotowa zasłonić go swoim własnym ciałem przed zębami Skały.
Czy... Czy cała jej droga sprowadzała się do tego jednego momentu?
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Nie zasługiwała na Srebrną Skórkę. Nie zasługiwała też na nazywanie się córką Psiej Gwiazdy, nie zasługiwała na to już dawno temu, w momencie, w którym pierwszy raz miała czelność zwątpić w słuszność działań i woli swego ojca. Jedynej Gwiazdy, tej, która od zawsze nieprzerwanie świeciła nad Klanem Cienia, zniszczonej, oszalałej gwiazdy. Jej jedynym celem było przejęcie władzy po swym ojcu, zabicie Ośmiookiego, a teraz... teraz okazywała emocje których nie powinno w niej być.
Okazała słabość i to, co najgorsza, przed Ośmiookim ze wszystkich kotów. Widział ją, on i jej dziad, widzieli ją zdruzgotaną i odsłoniętą, najbardziej bezbronną jaka kiedykolwiek była. Nienawidziła się. Nienawidziła się za to, czyją jest córką, nienawidziła się za to, że odwróciła się od tego, który powołał ją do życia i dał jej cel. Ośmiooki mógł być jej kuzynem, mogła przyznać, że nigdy go nie nienawidziła - bo taka była prawda, chciała jedynie tego, co udało mu się uzyskać, stołka zastępcy - ale nie byli przyjaciółmi. Wstydziła się, że dzieliła z nim krew i wstydziła się, że widział ją w takim stanie i mówił teraz do niej takiej rzeczy.
Powinna była, chciała umrzeć na Srebrnej Skórce, odrodzić się na nowo z popiołów, odpokutować za to jedno zmarnowane, pełne błędów i krzywdy życie. Nie chciała odradzać się w ten sposób, nie chciała żyć ze świadomością tego, jak zdradziła Psią Gwiazdę, nie mogła żyć z tą świadomością, ani w tym ani w kolejnym życiu. Postąpiła moralnie ale niesłusznie. Nigdy nie była moralnym kotem, nie miała sumienia, nie straciła ani chwili snu przez myśli związane z zabójstwem Ośmiookiego, a teraz?
Powinna była umrzeć na Srebrnej Skórce. Chciała tam umrzeć, nie chciała teraz musieć go słuchać i przeżywać rozterek związanych z tym, co powinna a czego nie powinna zrobić. Fakt był jeden, niepodważalny - zdradziła ojca i tym samym siebie, a jeśli nie zostanie nawet przywódcą, jej życie nie miało już żadnego dalszego sensu i zasługiwała na wszystko, co się z nią wydarzy. Na gniew i kły Zbutwiałego Pnia, Szumiącego Wodospadu, potem Grzmiącego Nieba i każdego z Wiernych Cieni. W ostatniej rozmowie z ojcem ten sprawił, że poczuła, że osiągnęła cel, że była godna tytułu jego córki, jego pierworodnej, jego najwierniejszego, najlepszego dzieła. Niech żyje Spopielona Gwiazda, powiedział. Co by powiedział teraz widząc, jak brata się z tym, któremu miała być przeszkodą?
A on teraz prawił morały o tym, jak chciał czegoś lepszego dla Klanu Cienia, jak to Psia Gwiazda zrujnował jej życie. Nic nie wiedział o tym, jak wyglądało jej życie, jej dzieciństwo. Wszystko, co ojciec robił było dla jej dobra, dla dobra Klanu... prawda? Nie. Zostało jej udowodnione, że nie - wyrzekł się Gwiazd, tego, co sam niegdyś prawił jest najważniejszą rzeczą w życiu Klanowego kota, w życiu wojownika, wyklął przodków na których istnienie miała przed sobą namacalny dowód, których zobaczyła. Poznała własnego dziada, tego, o którym Psie Serce opowiadał, tego, który był rozczarowany zarówno swym synem jak i swoją wnuczką marnotrawną. A teraz Spopielona Polana zamiast gnić w trzewiach Ciemnego Lasu słuchała ckliwych morałów niedoszłego zastępcy.
Była żałosna. Psia Gwiazda by się jej wstydził. Najgorsze było to, że w głębi serca - lub tego, co z niego pozostało, bowiem jego popękane fragmenty wbijały się boleśnie pomiędzy jej żebra - nie mogła jednoznacznie stwierdzić, czy jeszcze ją to obchodziło, choć bardzo chciała, aby tak było.
Polana odwróciła wzrok od Ośmiookiego, wpatrzona we własne odbicie w Sadzawce. Wyglądała koszmarnie. Pokręciła głową, chrapliwy śmiech pełen goryczy wydobył się z jej gardła. - Mylisz się - warknęła cicho. - Mój ojciec jest najgorszym kotem w lesie a ja jestem jego ulubioną córką. Kim jestem, jeśli nie złym kotem? - była potworem tak jak ten który ją spłodził, nosiła po nim pamiątkę, jego krew w swoich żyłach, jego błękitne ślepia... plama na jej barkach wybijająca się spośród kruczoczarnego futra nie była znakiem od Polnego Chwastu a piętnem od Psiego Serca. - Nie nienawidzę cię. Chciałam tylko tego, co miałeś, twojego stołka. Chciałam uczynić Klan Cienia lepszym, wiem że mogę to zrobić... i chciałam wypełnić wolę mojego ojca. Nie istniałam- i nie istnieję poza tym - skierowała te słowa cicho, tylko w kierunku kuzyna, psia jego mać, choć nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Nie potrafiła nawet spojrzeć w swoje własne oczy w odbiciu. Wyglądała i brzmiała żałośnie i nie zasługiwała na to, aby tu stać, dalej oddychać. - Osiągnę to, po co tu przyszłam. Klan Cienia... nie rozpadnie się. Nie pozwolę na to, nie dopuszczę do tego - rzekła półszeptem. To była obietnica. Nie groźba, nie odmowa pomocy którą oferował Ośmiooki - obietnica, dla samej siebie. Takie było jej przeznaczenie. Prawda? - Nie jestem moim ojcem.
Nigdy nie była jak Psia Gwiazda. Nie miała na to nawet szans. Niestety.
Czy przeznaczenie w istocie istniało, tak, jak zawsze o tym sądziła? Była pewna, że jej przeznaczeniem było zasiąść na tym, co zostało z Martwego Drzewa, przejąć władzę po Psiej Gwieździe, pozbyć się każdego na jej drodze. Wiedziała, że to był jej cel, jej przeznaczenie, jej obowiązek, a teraz... teraz Polana nie wiedziała już nic. Wróciła odmieniona ze Srebrnej Skórki, powstała z popiołów i żałowała, że ogień który zatlił się w jej duszy od słów i widoku Polnego Chwastu nie pochłonął jej w całości.
Zasługiwała na to, co zamierzał zrobić Szumiący Wodospad. Widziała, jak pędzi w jej stronę i nie ruszyła się o krok. Nie spróbowała go odepchnąć, nie spróbowała go zaatakować, nie spróbowała wykonać żadnego uniku. Co miało się stać, niech się stanie - jeśli to jej krew miała zabarwić Szepczącą Sadzawkę czerwienią, a nie krew Ośmiookiego, niech tak będzie.
Teraz nic jej nie zostało poza wolą Gwiezdnego Klanu. Wola Psiej Gwiazdy... to po raz pierwszy w życiu Polany zeszło na drugi plan.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
xxxxxNie słyszał już własnych myśli. Czuł się trochę jak w amoku, a jednak widział więcej, więcej niż dotychczas. Chciał na tej wyprawie dowiedzieć się jednego - czy Klan Cienia może liczyć na choć małą namiastkę pomocy od Gwiezdnego Klanu? I dowiedział się. Dowiedział się, że jeszcze są, każdy z ich przodków czuwa, a jednak są wściekli. Wiedział, że niewiele brakuje, by Klan Cienia pogrążył się w zupełnej ciemności. Zacisnął oczy - nie mógł do tego dopuścić. Choćby miał zginąć, zginie z nadzieją, że księżyce bezpiecznej świetności są jeszcze przed Klanem Cienia. Zginie z nadzieją, że Psi tyran nie zdołał złamać tego, co budowane było od setki księżyców przed ich dziadów i pradziadów. xxxxxPatrzył na Spopieloną Polanę, pierwszy raz w życiu nie widząc w niej wroga. Pierwszy raz w życiu widział w niej kota, zwykłego kota, a nie Psią córkę. Poczuł dreszcze gdy słuchał, co do niego mówiła. Przepełnione zgnilizną słowa przeszywały go od środka, a jednak nie drgnął nawet na chwilę, nie zrobił... właściwie nic, Tylko słuchał. - Jeśli uważasz się za złego kota, dlaczego tak pragniesz bycia Gwiazdą? Nie robisz tego dla dobra Klanu Cienia, zły kot zastępujący złego kota doprowadzi tylko do zniszczenia, nie odbudowy Klanu Cienia. To, co mówisz się nie klei, nie masz racji. Jeżeli jesteś zła tak, jak on, nie robisz tego dla Klanu Cienia, a dla jego aprobaty - robisz to, bo on ci kazał. Myślisz, że bez tego nie istniejesz? Nigdy nie zrobiłaś niczego co ty chcesz, nawet teraz, wiedząc, że Psie Serce to potwór, wypełniasz jego wolę. Narzucił ci cel w życiu, a ty do tego dążysz, żyjesz jego życiem, nie swoim. Naprawdę tego nie widzisz? Naprawdę chcesz tak żyć? - mówił głośno, ale nie krzyczał. Był w emocjach, dużych emocjach. - Dlaczego walczymy, skoro chcemy tego samego? Jeśli chcesz przerwać tyranię, którą rozpoczął twój ojciec, to przestań, przestań biegać za celem, który on ci wyznaczył. Przestań słuchać się jego i kontynuować zniszczenie, które on sieje - mówił, ale wtedy zobaczył Szumiący Wodospad, który rzucał się na Spopieloną Polanę. Nie zauważył nawet Zbutwiałego Pnia i tego, że Bajorko go broni - był tak zaaferowany, tak skupiony na kuzynce i na tym, co dzieje się przed nim. Rzucił się na kocura, by udaremnić jego atak na ciemną kotkę, jednocześnie nie osłonił jej własnych ciałem, gdyby jednak jego atak doszedł do skutku.- Dojdzie do WOJNY, jeśli nie dojdziemy do porozumienia. Nie słyszałaś Polnej Gwiazdy? Klan Cienia się ROZPADNIE, Psie Serce uzyska to, czego CHCIAŁ. Przestań ślepo za nim iść, skończ te farsę. Jeśli naprawdę zależy ci na dobru Klanu Cienia, zacznij walczyć Z NIM, nie z nami. NIE PRZELEWAJCIE KRWI NAD SZEPCZĄCĄ SADZAWKĄ - mówił, desperacko krzyczał. Był gotów zrobić wszystko, by Spopielona Polana dojrzała swój błąd. Nikogo tu nie zabije - miał nadzieję, że jego ostatnie zdanie dotarło również do Błęktinego Bajorka. Mogła się bronić, mogła, ale niech nikogo nie zabija. Nawet, jeśli miałby być to Zbutwiały Pień, Szumiący Wodospad czy Spopielona Polana. Byli Klanem, pobratymcami. Ośmiooki nie zamorduje swojego pobratymca.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
ZBUTWIAŁY PIEŃ atakuje Ośmiookiego, jednak jego atak przyjmuje na siebie BŁĘKITNE BAJORKO
SZUMIĄCY WODOSPAD atakuje SPOPIELONĄ POLANĘ (pomijam odjęcie 3k6 zręczności przeciwnika, ze względu na brak reakcji Polany)
OŚMIOOKI atakuje SZUMIĄCY WODOSPAD
atak Skały na Bajorko -> krytyczny! -> 17HP!
atak Pająka na Szuma -> udany -> 10HP
unik Szuma na Polanę -> słaby -> 14HP
Na niewiele się zdały działania Gwiezdnych ani interwencja byłego przywódcy Klanu Cienia. Polny Chwast mógł tylko obserwować ze Srebrnej Skórki, jak święta atmosfera wokół Szepczącej Sadzawki zostaje zbeszczeszczona. Niebo zachmurzyło się tak mocno, że z powierzchni jeziorka zniknęły gwiazdki. Było pusto. Było jednocześnie cicho i hałaśliwie - głusza lasu pozostawała milcząca, jednak między pniami odległych drzew przemykał dudniący wicher, który marszczył taflę wody. Dwie strony - lub teraz było ich nawet więcej - stanęły do ataku. Polała się krew. Gwiezdni byli wściekli.
Zbutwiały Pień pierwszy wysunął pazury i rzucił się do ataku. Ośmiooki umknął mu, za to na jego miejscu pozostała Błękitne Bajorko. Wojowniczka nie chciała, by z jej winy polała się krew; i nie było to z jej winy. Gardło kocicy zostało poważnie draśnięte. Szkarłat spadł na ściółkę, a kocica poczuła znaczący ból. Było źle. Bardzo źle.
Pająk słusznie stwierdził, że stanie w obronie Psiej córki, ale nie zamierzał być pokojowy jak jego towarzyszka. Rzucił się na Szumiący Wodospad z pazurami, zadzierając kocurowi bok. Poza śladami krwi i kulkami futra, Szumiący Wodospad nie został całkowicie zatrzymany. Wytracił trochę impetu i dobrze, bo gdyby nikt go nie zatrzymał, Polana byłaby martwa. Kocur dorwał się wreszcie do swojej niedoszłej przywódczyni i wbił jej kły w gardło niezbyt głęboko, ale pojawiło się sporo krwi.
Wszyscy żyli. Pytanie na jak długo.
Gwiezdni jeszcze ponownie nie interweniowali. Pytanie na jak długo.
® Szumiący Wodospad: S: 12 (16) | Zr: 12 (16) | Sz: 7 (9) | Zm: 8 (10) | HP: 82-10=72/90 | W: 40-3=37/60
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję!
» W spada do 2/3! Od następnej tury obniżenie celności o -1
» rana 0. stopnia: zadrapanie na na nosie
» rana 1. stopnia: ślady pazurów na boku (co turę po 1HP)
» rana 1. stopnia: podłużna rana od lewego policzka przez nos (rana z poprzedniej akcji; zaleczona, ale wpływa na statystyki)
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Czuł się jak zwierzę w potrzasku. Nie widział, nie wiedział.
Polana do niego mówiła, ale nie słyszał jej. Nie chciał jej słuchać. Była zdrajczynią. Zdradziła swojego ojca bratając się z Ośmiookim. Jak każdy, jak każdy tutaj. Mieli plan. Po co marnował noce, po co nie spał myśląc o zabiciu syna Żmijookiego.
Po co?
Czuł furię. Czuł, jak w jego uszach świszczy, czuł, jakby jego świat wirował. Zdawało się, ze zaraz padnie na pysk. Ale nie. Tylko adrenalina pompowała kolejną krew w jego oczy, łapy, uszy. Poczuł futro Spopielonej Polany w swoim pysku, został jednak zaatakowany. Poczuł ból na boku swojego pyska. Jego chaotyczny wzrok od razu przeskoczył na Ośmiookiego. Na plagę, na szkodnika, na chorobę Klanu. Gdyby tylko wtedy nie zaginął. Gdyby tylko. Gdyby tylko los się inaczej potoczył, nie musiałby teraz tutaj być.
Ale jest. I zabije go własnymi łapami.
- Nie będziesz mi mówił czego mam nie robić. Jesteś plagą, Ośmiooki. Nigdy, NIGDY nie powinieneś się urodzić. Powinieneś zniknąć, dawno temu - syknął, kładąc po sobie uszy. Niedźwiedzi Ryk zginął, kiedy to ON wrócił do Klanu. To było przeznaczenie. To była samospełniająca się przepowiednia, ale Pies jej nie zauważył. I teraz płacił. Wziął piach w łapy, aby rzucić nim w pysk Ośmiookiego, po czym rzucił się do przodu z pazurami. Jego mięśnie były napięte, aby jak najszybciej zaatakować oczy szkodnika. Aby jak najprędzej pozbawić go wzroku. Perspektyw. Raz, na zawsze.
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Księżyce: 74 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Nie ona była głównym celem. I fakt, że wystawiła się na jego atak tylko to potwierdzał, chroniła Ośmiookiego. Więc to on był tym najważniejszym, tym, którego powinni się pozbyć. Jednak mimo wszystko wbicie zębów także w nią, pokazując, że jednak była realnym kotem, którego dało się zabić, było w jakiś sposób przyjemne. Jeszcze dało się to powstrzymać.
Jednak do tego pozostała jeszcze długa droga, podczas której nie mógł przerywać. Jego oczy utkwiły z powrotem w jego poprzednim celu, ze świadomością, że będzie musiał się do niego nareszcie dostać. Teraz tym bardziej nie było sensu się odzywać, każde wypowiadane słowo zabierało jedynie skupienie się nad tym, co rzeczywiście ważne.
Zbutwiały Pień widział, że Szumiący Wodospad atakował już pysk kocura, ale to nie uniemożliwiało całkiem również rzucenia się na niego. Wypuścił gardło Bajorka ze swoich szczęk, plując jej sierścią i starając się przedostać za nią. Postarał się znaleźć znów bliżej Ośmiookiego, chcąc teraz swoimi zębami schwycić jego ogon i mocno za niego pociągnąć.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Czy aby na pewno dalej pobratymcami - czy Klan Cienia w istocie nie rozpadł się już księżyce temu?
Spopielona Polana prawie nie czuła bólu gdy kły kuzyna zacisnęły się na jej gardle. Nie, nie czuła bólu - czuła się tak, jakby ciało w którym właśnie się znajdywała w ogóle nie należało do niej. Jakby była od niego oderwana, jakby to, co pozostało z jej duszy zniknęło już dawno temu, zostało na Srebrnej Skórce lub skończyło w Ciemnym Lesie, a po sobie pozostawiła tylko cielesną powłokę. Słuchała tego, co mówił Ośmiooki, tępo wgapiona w swoje odbicie w tafli Sadzawki i nie słyszała w pełni sensu jego słów. Wyłapywała pojedyncze sylaby.
Zdradziła ojca a tym samym siebie. Zrobiła to już księżyce temu, gdy pierwszy raz zwątpiła. Sądziła, że najważniejsze było w istocie to, iż Psia Gwiazda zaakceptował ją jako godną jego następczynię. Tak jej powiedział, to jej powiedział nim wyruszyła - niech żyje Spopielona Gwiazda. Ileż to jednak było warte teraz, gdy stała tutaj i bratała się z tym, któremu miała być przeszkodą? Czyja była to aspiracja życiowa, aby została przywódcą? Jego, czy jej własna? Nawet jeśli miała oderwać się od Psiego Serca, nawet jeśli miałaby całkowicie zdradzić krew która płynęła w jej żyłach, nawet jeśli nie robiła tego dla niego... nie miała w życiu żadnego innego celu.
Nawet wolna - ale nie wyzwolona, zawsze, na zawsze jego - spod jego wpływu nie miała innego celu niż przejąć jego miejsce.
Była potworem jak jej ojciec. Od ojca różniło ją jedynie to, iż ona nie oszalała. Psia Gwiazda oszalał i pomimo dowodów na istnienie i gniew przodków, on dalej usprawiedliwiał swe działania, on dalej brnął w zaparte i odmawiał zmiany. Polana robiła złe rzeczy świadomie, wielokrotnie wymawiając modły do przodków, prosząc o wybaczenie za coś, czego nie potrafiła przerwać - jednak widząc, słysząc, czując zawód swego dziada, tego, po którym otrzymała imię zrozumiała - zobaczyła, na własne oczy, doświadczyła tego gniewu na własnej skórze w najprawdziwszej, najczystszej, najboleśniejszej dla niej postaci, i zrozumiała. Zrozumiała, otworzyła oczy. To różniło ją od kota szalonego jak jej ojciec.
Szumiący Wodospad i Zbutwiały Pień oszaleli tak samo, jak Psia Gwiazda, nie było dla nich odwrotu - oni robili to, co robili, bo byli pewni, że jest to słuszne. Ona złe rzeczy robiła wiedząc, że są złe. Teraz miała szansę to naprawić. Jakaś część jej jestestwa, ta pierwotna, ta należąca dalej do Psiego Serca, nierozłączna z jego zgniłą duszą dalej chciała rzucić się z kłami i pazurami na Ośmiookiego, jednak Polana tego nie zrobiła. Patrzyła na kota, z którym wcale nie tak dawno temu spiskowała jak zabić Pająka.
To była jej jedyna szansa na próbę wyrwania się spod wpływu Psiej Gwiazdy. Nie dla siebie, nie dla aprobaty kogokolwiek innego - dla dobra Klanu Cienia, bo już tylko to pozostało. Tą część woli ojca spełni: zadba o przyszłość Klanu Cienia, nowego, lepszego Klanu Cienia, odpokutuje za swoje grzechy, choćby miało jej to zająć wszystkie dziewięć żywotów a potem nieskończoność na Srebrnej Skórce, o ile zostanie na nią kiedykolwiek wpuszczona.
Szumiący Wodospad przelał krew nad Szepczącą Sadzawką; ta spłynęła po kruczoczarnej sierści Psiej Córki, niebezpiecznie zbliżając się do tafli świętego miejsca w którym się znajdowali. Nie czuła bólu. Jeszcze nie, teraz nie. Odrealnienie, jej ciało nie było jej, jej myśli nie były jej a jakiejkolwiek decyzji by nie podjęła, ta byłaby zła. Nie było tu dobrej decyzji, ale nie było też odwrotu, nie w momencie, gdy prawdziwie, realnie straciła wiarę w swego ojca. Wzrok Polnego Chwastu pozostanie wyryty w jej pamięci po kres jej dni.
Oby Ośmiooki miał rację mówiąc, że Gwiezdny Klan nie pozwoli im umrzeć, jeśli w istocie jeszcze na nich teraz patrzyli, czuwali, w jakikolwiek sposób. - Polny Chwaście, Polna Gwiazdo, pomóż mi - chrypnęła z nadzieją, iż dziad usłyszał, iż czuwał, iż patrzył - i tym samym podjęła decyzję, ostateczną decyzję, oby dobrą decyzję, choć jedną w swoim życiu.
Skoczyła ku Szumiącemu Wodospadowi, chcąc unicestwić jego atak na Ośmiookiego, unikając przy tym jednak rozlewu krwi - o ile było to możliwe.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY
xxxxxPatrzył na własne pazury skąpane w krwi pobratymca, gdy spotkał się z skórą Szumiącego Wodospadu. Nie ochronił kuzynki, nie zdołał. Wielki zdrajca i jedna z łap Psiego tyrana był silniejszy, lepszy, zdołał dojść do Spopielonej Polany i ją zranić. Nie tak mocno, jak zrobiłby to bez interwencji posiadacza ośmiu oczu, a jednak dosięgnął swoją niegdyś koleżankę, kotkę, z którą działał do jednej bramki. Może to zemsta, zemsta na Polanie, nauczka za to, że kiedyś dzieliła plany i myśli z kocurem. A może to kwestia fizyczności, tego, że Szumiący Wodospad był starszy, silniejszy od ich dwójki. Nie wiedział, nie jemu było oceniać. xxxxx- Przepraszam - szepnął cicho, pod nosem, nie będąc pewnym, czy w ogóle ktoś tu usłyszał. Przepraszał, za krew, która rozlała się w okolicy sadzawki, na jego pazurach i w jego oczach. Przepraszał też Polanę, że nie zdołał jej uchronić. Widział, jak szkarłat mieni się na jej futrze. Przełknął ślinę. W głowie roiło mu się od myśli, bił się z nimi przez to, jak bardzo kontrastowe były. Jedne wrzeszczały, by dał spokój, bo się nie nadaje i to nie on powinien być tu, walczyć o każdego innego kota w jego Klanie, o błogosławieństwo przodków. A z drugiej strony, kto inny. Kto inny się tu pojawił, kto inny chciał zawalczyć, wierzył, że nie wszystko stracone i miał na tyle odwagi, by pojawić się przed obliczem mieniącej się wody sadzawki? Kto. Musiał bronić swoich pobratymców, dziedzictwo i dom przodków, rodziny. Nie mógł się poddać, nie teraz - jeśli zginie z łap pomocników tyrana, zginie z świadomością, że próbował, że chciał. Spojrzał na Szumiący Wodospad, jeżeli coś miało złamać teraz Pająka, na pewno nie był to on i jego puste, nic nieznaczące słowa. Nie był plagą. I nie zasługiwał na to, by się nie rodzic - urodził się w jakimś celu i, jak się okazało, to był jego cel. Żadne życie nie jest bezsensowne, każde odgrywa jakąś rolę. Rolą Szumiącego Wodospadu zniknięcie, zaprzestanie podtruwania od środka swoich pobratymców. Wiedział o tym. xxxxxPodniósł głowę. Jego siostra... jego siostra stała tuż przy nim, jakby go broniła. Spojrzał wściekłe, puste oczy Zbutwiałego Pnia. Żałosne, stracone oczy kogoś, kto nie miał w sobie duszy, nie było w nim kota. Był ktoś bez własnych uczuć, myśli i emocji. Wiedział, że Zbutwiały Pień był tak samo pusty i oszalały jak Pies. Wiedział to. Morderca, niewahający się podnieść pazury na własnego pobratymca, zresztą, jakiego pobratymca. Zbutwiały Pień nigdy nie był stąd i nigdy nawet nie chciał być stąd. Niszczył obcy Klan, niszczył obce środowisko. Chciał go zabić już po raz drugi, a teraz ranił jego siostrę. W żyłach Pająka płynęła czerwona wściekłość i szary strach. Mieszały się dwa kolory i wypełniały go całego, a serce było szybko oszalałe z żółtej nadziei. Świata. Dadzą radę. Spopielona Polana rzuciła się na Szumiący Wodospad, ku wielkiemu zaskoczeniu... zapewne wszystkich. Zabiło mu serce. Nie wszystko było stracone, nie wszystko. Pająk rzucił się na Zbutwiały Pień, tym razem nie pozwalając sobie użyć pazurów. Był taki sam jak oni, gdy rozlewał krew w świętym miejscu. Chciał przygnieść kocura do ziemi, stanąć z siostrą ramię w ramię w walce, nawet, jeśli miał być ich to pierwszy i ostatni raz. - Nie pragniecie pokoju dla Klanu Cienia, tylko jego zniszczenia. Naszego domu, dziedzictwa. Nie będzie pokoju bez zgody, a jeżeli i jej się sprzeciwiacie, jesteście wrogami Klanu Cienia, nie jego sprzymierzeńcami - miauknął chłodno. Polna Gwiazda wyraził się jasno, bez zgody rozłamie się cały Klan Cienia. Spopielona Polana, jeżeli jej atak na Szumiący Wodospad był szczery, prawdziwy, nie był szopką, wierzyła, że mogą dojść do zgody. Prawdopodobnie jej jedyną motywacją był ratunek dla Klanu Cienia. Jeżeli ani Zbutwiały Pień, ani Szumiący Wodospad nie wykazywali podobnej postawy, byli wrogami. Wrogami ojczyzny.
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Uroda jest formą władzy. Może i dlatego Bajorko z taką uwagą dba o swoją. Ładne umaszczenie to nie wszystko, liczy się wiele rzeczy. Chociażby czystość futra. Długie futro zawsze jest zadbane, starannie ułożone i pozbawione jakichkolwiek wad! Przynajmniej w opinii Bajorka. Kotka nie należy do wysoki, jak i do masywnych. Szczupła, wzrostowo poniżej średniej. Wracając jednak do futerka - jest to zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy u Bajorka. Niebieski point z bielą, którego charakterystyczną cechą jest biały fragment. Nos o dwóch odcieniach różu jest początkiem białej plamy, która wędruje aż do czoła kotki. Uwielbia owy element określać tiarą nałożoną jej przez Gwiezdnych. Niebieskie futerko rozlało się po jej całym ciele, miesza się tam z białą barwą. Niebieski zdecydowanie dominuje na ogonie, uszach i przednich łapach [poza paluszkami, które są białe] to tutaj są najciemniejsze części Bajorka. Wróciwszy jednak do jej “tiary”, nie można zapomnieć o intensywnym błękicie jej okrągłych oczu. Iście królewski kolor.
niska | długowłosa | niebieski point z bielą | błękitne oczy
Kobieta - rodzi się gwiazdom podległa i kwiatom. Uroda ewidentnie jest podległa jakiejś sile wyższej, bowiem Bajorko idealnie potrafi wykorzystać fakt, iż należy do kotów pięknych. Słodka koteczka, której chichot potrafi rozgrzać serca. Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, iż może wiele, z czego korzysta. Wykorzystując swoją urodę, słodki głosik i niewinne oczka, sięga po szpileczki, które następnie powolutku wbija. Nie czując się winna swoim uczynkom, powiela poprzednią czynność, posyłając słodkie uśmieszki. Bajorko określić można jako wzorową aktorkę, koteczka łasa jest na komplementy, atrakcje i uwielbia, gdy coś się dzieje. Do grupy uwielbienia przypisać można również wszystko co ładne - zupełnie jak ona sama! Otacza się wszystkim, co przyciąga wzrok i co sprawia, że czuje się przy tym dobrze. Nie omieszka powiedzieć, co siedzi jej w głowie - bowiem mówienie prawdy jest takie ważne! Szczególnie, gdy mówi ją ona. Gdy ktoś podzieli się swoimi obiekcjami, co do jej słów, Bajorko sprawnie odbija piłeczkę chichotem i stwierdzeniem, że ktoś tutaj nie zna się na żartach! Nudziarze. Całe więc szczęście, iż ona nie jest nudziarzem. Jest za to kimś, kto nie lubi być sam. Niemal zawsze stara się mieć kogoś obok siebie, najlepiej kogoś równie, bądź choć trochę, ładnego co ona.
Szczypanie w oczach wciąż było, zostało jednak skutecznie zagłuszone rozrywającym bólem nowo powstałej rany. Bajorko znieruchomiała, a spojrzenie miała tępo wbite w przestrzeń przed sobą. Obraz pozostawał rozmazany, a przedziwne kształty opatulały jej osobę.
Kaszlnęła, a kolejna fala bólu rozeszła się po jej ciele.
Cieniste kształty zaczęły mieć przewagę, a samej Bajorko coraz trudniej utrzymać się było na łapach. W jednej chwili stała się tym kocięciem, które na widok martwej Śpiewającej Gwiazdy zemdlało. Pierwsza jej styczność ze śmiercią, pierwsze dobitne zaprezentowanie, iż śmierć dosięgnie nawet najpotężniejszych. Cofnęła się, odsuwając od Skały, jak i od reszty. Bolało, bolało… ona nie chciała by bolało. Nawet jeśli właśnie po to tu była… by chronić Pająka, nawet jeśli przyjdzie jej osłaniać go własnym ciałem.
Bajorko zdążyła jedynie zacisnąć powieki, nim tak znajomy ból nie przeszył jej ciała. Zęby wbijające się w skórę. Ruchy szarpania, te okropne dźwięki, które wręcz raniły jej uszy. Gdy tylko została wypuszczona, odsunęła się pospiesznie, instynktownie ─ bez głębszych przemyśleń.
Nawet nie wiedziała kiedy. W jednej chwili stała stabilnie na łapach, w drugiej uderzenie i kolejna fala bólu. Tylne łapy Bajorko zgięły się, a jej tył wylądował na ziemi. Spojrzenie wojowniczki prześlizgnęło się przez koty, które nie zaprzestały walki… spoczęło prosto na Sadzawce.
Małe kroczki… zawsze robiła małe kroczki, a może to właśnie był błąd? Nawet pogodzenie się ze zniknięciem Trzmiela były małymi, drobnymi kroczkami. Nie potrafiła pójść dalej. Stała wręcz w miejscu, odmówiła komuś, kto tak bardzo starał się o jej względy. Komuś, kto kilkoma słowami potrafił sprawić, iż wszelkie zmartwienia znikały, a Bajorko śmiała się w najlepsze. Nie potrafiła rzucić się na głęboką wodę a fakt, iż nie lubiła wody nie miał tutaj za wiele znaczenia.
Skoro czekały ich diametralne zmiany, które nawet jeśli bardzo by chciała, nie potrafiły być wykonane małymi kroczkami… może i pora, by i ona przestała w końcu stać w miejscu. Niepewna siebie, wręcz bierna na większość rzeczy, które się działy. Może… może właśnie powinna być taka, jak podczas ceremonii, gdy jako pierwszy wychodziła przed szereg, głośno i jasno sprzeciwiając się przywódcy od siedmiu boleści, który tak otwarcie łamał Kodeks, niszczył Klan Cienia. Wielkie kroki… spontaniczne decyzje, działanie ─ to teraz było potrzebne.
Nabrała powietrza do płuc, zaciskając szczękę, gdy tylko ból z rany przybrał na sile.
Przestała myśleć, przestała analizować, przestała tak powoli kroczyć naprzód. Pewny, jeden ruch. Nie spodziewała się tego ani ona, ani nikt z tu obecnych. Może i nawet sami Gwiezdni? Bajorko nachyliła się i napiła wody z Szepczącej Sadzawki.
Czego oczekiwała? Czemu to w ogóle zrobiła? Liczyła, że święta woda uleczy piekącą ją ranę? Och… gdyby tylko wiedziała… gdyby miała w ogóle pojęcie co ją czeka. Acz była tylko niewiedza. Czysta niewiedza. Głupia Bajorko…
Śnieżna wyrosła na masywną, acz smukłą kotkę. Nadal jest pięknie biała, o krótkiej i białej sierści. Oczy niezmiennie niebieskie, wąsy dalej długie, podobnie jak łapy i ogon.
Gdzie jest Śnieżka? Nie wiadomo, teraz jest Mrok-samotniczka. Nie wierzy w Gwiezdnych, tylko w koty mądrzejsze, czyli Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Marzy o zemście na Rzece, stara się zbudować własną, silną gwardie. Nie lubi pieszczochów i słabeuszy
OŚMIOOKI chce przygwoździć ZBUTWIAŁEGO PNIA (bez użycia krwi)
ZBUTWIAŁY PIEŃ atakuje OŚMIOOKIEGO, ciągnąc go za ogon
SPOPIELONA POLANA dąży do tego SZUMIĄCEGO WODOSPADU, żeby zniwelować atak na Ośmiookiego (bez krwi)
SZUMIĄCY WODOSPAD oślepia OŚMIOOKIEGO oraz atakuje go w oczy
BŁĘKITNE BAJORKO pije wodę z sadzawki
GWIEZDNI atakują WSZYSTKICH piorunem!
PIORUN! (1d30+20)
PIORUN! bijący w Pająka -> 41
PIORUN! bijący w Polanę -> 37
PIORUN! bijący w Skałę -> 24
PIORUN! bijący w Szumka -> 42
Cisza przed burzą ma do siebie to, że musi się kiedyś wyładować.
Kocie móżdżki mogły poczuć, jak nadchodzące wydarzenia przypominały zbliżającą się do wybrzeża falę. Choć wydawała się odległa, w rzeczywistości zagrożenie już docierało do granic. Napięcie osiągało zenitu. Zbutwiały Pień i Szumiący Wodospad dalej walczyli w imię swojej racji. Spopielona Polana, po raz kolejny zmieniająca strony konfliktu, rzuciła się na dawnego pobratymcę. Z jej pyska uciekała modlitwa do dziadka i kotka już przez sam jej posmak czuła, że odpowiedź będzie raczej gorzka. Ośmiooki starał się, bez rozlewu krwi, uspokoić sytuację. Bajorko dobiegła do Sadzawki, licząc na ratunek; zamiast tego przyniosła kataklizm.
Koty najpierw poczuły, jak wszystkie ich włoski stają dęba. A później był już tylko swąd spalenizny.
Ogromna siła energii, zmagazynowana w postaci oślepiająco białej błyskawicy huknęła przeraźliwie o ziemię, dokładnie między wojujących. Wypalająca gałki oczna biel przecięła najjaśniejszym światłem pogrążony mrokiem nocy las, a koty nie słyszały nic, poza dzwonieniem. Nawet Bajorko, zdająca się tak odległa od reszty, poczuła, że mózg wibruje jej wewnątrz czaszki, a wszystko jest nienaturalnie białe i jasne.
Piorun rozgromił niebo i zniknął jeszcze prędzej, niż się pojawił.
Gwiezdni byli wściekli. Rozwścieczeni. Palili się ze złości w odcieniu niebiańskiej bieli. Ich rozpacz wylewała się w dudniącym huku; nie ich ręką było powstrzymać wszystkie krzywdy kociego świata. Koci świat był dziwny, ale posrebrzani bogowie widocznie sami mieli dość widoku przelewania krwi nad ich świętym miejscem.
Dzwonienie. Dzwonienie w uszach, i oślepienie. A później ból. Dużo bólu. Masakryczna ilość bólu. Swąd zwęglenia, woń palonych futer i dużo, dużo krwi. Zaczerwienień.
Szumiący Wodospad był najbliżej wybuchu. Biały ogień rozlał mu się po szyi, klatce piersiowej i boku. Kocur czuł, jak wszystko się w nim przygniata, a w głowie dźwięczą mu setki dzwonów. Było źle. Bardzo źle.
Ośmiooki niefortunnie oberwał niewiele mniej. Gwiezdni nie byli sprawiedliwi, ale wszystkich karali równo; niezależnie od przewinień, kocur czuł się równie rozwalony i zgnieciony przyjętą energią pioruna. Poczuł palącą plamę na szyi i wiedział, że wymagał szybkiej pomocy medyka.
Polana - och, Polana, co mieli ci powiedzieć Gwiezdni? Czego od nich oczekiwałaś? Dumy? - miała to nieszczęście, że mogła zobaczyć swoje ciało najlepiej. Piorun spalił jej niemal całe futro na boku.
Skała fortunnie stał najdalej i oberwał najsłabiej.
Ale gniew Gwiezdnych pozostawał jednakowy wobec wszystkich. Chmury burzowe przysłoniły wszystko; księżyc i gwiazdy. Nie było już w kim szukać wsparcia. Jeśli nie chcieli, by Gwiezdni opuścili ich całkowicie, musieli spieszyć się z godzeniem.
® Spopielona Polana: S: 6 (12) | Zr: 9 (18) | Sz: 4 (8) | Zm: 3 (7) | HP: 69-2-37=30/90 | W: 31-1=30/50
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/4
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję! » HP spada do połowy! Statystyki obniżone o 1/4! Obniżenie statystyk o 1/2 ze względu na uderzenie pioruna
» W spada do 2/3! Od następnej tury obniżenie celności o -1
» ogłuszenie i oślepienie od pioruna! (najbliższa tura -2 do celności + utrudnione zrozumienie potencjalnych rozmów)
» rana 1. stopnia: ugryzienie w gardło (co turę po -2HP)
» rana 3. stopnia: rozległe oparzenia na prawym boku (w pierwszej turze -8HP, w kolejnej -5HP)
® Zbutwiały Pień: S: 13 (27) | Zr: 6 (13) | Sz: 4 (9) | Zm: 4 (8) | HP: 90-24=66 | W: 63-1=62/70
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/6
» Obniżenie statystyk o 1/2 ze względu na uderzenie pioruna
» ogłuszenie i oślepienie od pioruna! (najbliższa tura -2 do celności + utrudnione zrozumienie potencjalnych rozmów)
» rana 2. stopnia: oparzenia na klatce piersiowej (w pierwszej turze -5HP, w kolejnej -3HP)
® Szumiący Wodospad: S: 8 (16) | Zr: 8 (16) | Sz: 4 (9) | Zm: 5 (10) | HP: 72-1-42=29/90 | W: 37-1=36/60
» wykorzystane przerzuty w walce: 0/5
» HP i W obniżone ze względu na wcześniejszą akcję! » HP spada do połowy! Statystyki obniżone o 1/4! Obniżenie statystyk o 1/2 ze względu na uderzenie pioruna
» W spada do 2/3! Od następnej tury obniżenie celności o -1
» ogłuszenie i oślepienie od pioruna! (najbliższa tura -2 do celności + utrudnione zrozumienie potencjalnych rozmów)
» rana 0. stopnia: zadrapanie na na nosie
» rana 1. stopnia: ślady pazurów na boku (co turę po 1HP)
» rana 1. stopnia: podłużna rana od lewego policzka przez nos (rana z poprzedniej akcji; zaleczona, ale wpływa na statystyki)
» rana 3. stopnia: rozległe oparzenia na szyi, fragmencie klatki piersiowej i fragmencie boku (w pierwszej turze -8HP, w kolejnej -5HP)
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Nagle piorun. Nie zdążył zaatakować, bo piorun. Dźwięczenie w jego uszach, dźwięczenie w kościach, zębach, w krwi i sumieniu.
Dlaczego... dlaczego tak sie stało? Czy nie robił zgodnie z ich wolą? Czy nie żył zgodnie z ich wolą? Zawsze. Zawsze starał sie być dobrym kotem.
A skończył cieniem.
Wziął głębszy wdech, zakręciło mu sie w głowie. Szukał znanego, dymnego futra. Jednemu mu wiernego. Pokrętnym krokiem podszedł w jego stronę.
- ZBUTWIAŁY PNIU - wyharkał. - ZBUTNIAŁY PNIU. ZABIJ MNIE. PROSZĘ. TYLKO TY... GODNY. PROSZĘ. Proszę. proszę. proszę, błagam
Nie miał siły walczyć, kiedy to była przegrana walka. Nie, kiedy jego kuzynka obróciła sie przeciwko mu i swojemu ojcu. Nie, kiedy najwyraźniej Gwiezdni ich nienawidzili. Tylko Zbutwiały Pień z tego grona mógł go zabić. Wolałby aby to była Kozia Skarpa, ale... chciał zginąć w walce. Nie widział dla siebie przyszłości.
Nie w tym Klanie, nie nigdy. Oh, jaka szkoda. Jak chciałby...
Legł pod łapami podbratymca. Gotowy.
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Księżyce: 75 Mistrz: [Nagły Grad/Trzmielopręgi] Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Bzycząca Polana / Żmijooki Partner: książę z bajki [Trzmiela Łapa] Trwałe urazy: blizna na gardle, blizna po lisich zębach na lewym barku, trauma związana z lisami Urazy mechaniczne: -2S na stałe (powód: komplikacje porodowe)
Uroda jest formą władzy. Może i dlatego Bajorko z taką uwagą dba o swoją. Ładne umaszczenie to nie wszystko, liczy się wiele rzeczy. Chociażby czystość futra. Długie futro zawsze jest zadbane, starannie ułożone i pozbawione jakichkolwiek wad! Przynajmniej w opinii Bajorka. Kotka nie należy do wysoki, jak i do masywnych. Szczupła, wzrostowo poniżej średniej. Wracając jednak do futerka - jest to zdecydowanie jedna z ważniejszych rzeczy u Bajorka. Niebieski point z bielą, którego charakterystyczną cechą jest biały fragment. Nos o dwóch odcieniach różu jest początkiem białej plamy, która wędruje aż do czoła kotki. Uwielbia owy element określać tiarą nałożoną jej przez Gwiezdnych. Niebieskie futerko rozlało się po jej całym ciele, miesza się tam z białą barwą. Niebieski zdecydowanie dominuje na ogonie, uszach i przednich łapach [poza paluszkami, które są białe] to tutaj są najciemniejsze części Bajorka. Wróciwszy jednak do jej “tiary”, nie można zapomnieć o intensywnym błękicie jej okrągłych oczu. Iście królewski kolor.
niska | długowłosa | niebieski point z bielą | błękitne oczy
Kobieta - rodzi się gwiazdom podległa i kwiatom. Uroda ewidentnie jest podległa jakiejś sile wyższej, bowiem Bajorko idealnie potrafi wykorzystać fakt, iż należy do kotów pięknych. Słodka koteczka, której chichot potrafi rozgrzać serca. Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę, iż może wiele, z czego korzysta. Wykorzystując swoją urodę, słodki głosik i niewinne oczka, sięga po szpileczki, które następnie powolutku wbija. Nie czując się winna swoim uczynkom, powiela poprzednią czynność, posyłając słodkie uśmieszki. Bajorko określić można jako wzorową aktorkę, koteczka łasa jest na komplementy, atrakcje i uwielbia, gdy coś się dzieje. Do grupy uwielbienia przypisać można również wszystko co ładne - zupełnie jak ona sama! Otacza się wszystkim, co przyciąga wzrok i co sprawia, że czuje się przy tym dobrze. Nie omieszka powiedzieć, co siedzi jej w głowie - bowiem mówienie prawdy jest takie ważne! Szczególnie, gdy mówi ją ona. Gdy ktoś podzieli się swoimi obiekcjami, co do jej słów, Bajorko sprawnie odbija piłeczkę chichotem i stwierdzeniem, że ktoś tutaj nie zna się na żartach! Nudziarze. Całe więc szczęście, iż ona nie jest nudziarzem. Jest za to kimś, kto nie lubi być sam. Niemal zawsze stara się mieć kogoś obok siebie, najlepiej kogoś równie, bądź choć trochę, ładnego co ona.
Futro Bajorko się zjeżyło, czas jakby zwolnił. Nie zdążyła dotknąć tafli wody, uniosła jedynie głowę i spojrzała za siebie. Oślepiło ją. Błysk i trzask, a następnie smród spalonej skóry.
Dźwięk sprawił, iż przez kilka chwil miała wrażenie, iż jej serce przestało bić. Nie czuła go. Zacisnęła powieki, próbując następnie je uchylić. Rana na gardle przy tym była wręcz ledwie wyczuwalna. — Pająk… — wychrypiała i miała wątpliwości, czy w ogóle cokolwiek powiedziała. Może to tylko jej myśli? Uchyliła powieki, obraz był niewyraźny, rozmazany i tak trudny do odczytania, wszystko było jaśniejsze niż powinno.
Poruszyła się. Jedyną ją ominął piorun… Z bólem gardła przełknęła ślinę. Zrobiła krok, następnie pociągnąła resztę łap za sobą. Trzęsła się, całe jej ciało drżało. — Nie widzicie tego?! — rozbrzmiał głos Bajorko. W uszach piszczało jej w dalszym ciągu i samą siebie słyszała ledwie co. Rana na gardle zapulsowała bólem, a sama poczuła krew na języku. Skrzywiła się — …Gwiezdni są źli… na wszystkich — nie było wyjątków… Oczy miała zaszklone, a głos łamiący się. Czuła się jak kocię. Bezbronne, zagubione, pozostawione same sobie — Klan Cienia należy zjednoczyć, nie skłócać go jeszcze bardziej — acz czy to możliwe? Podzielić jeszcze bardziej coś, co od księżycy było już podzielone. Jak przez mgłę pamiętała chwile, w których nie bała się chodzić po własnym obozie. Nie czuła na sobie spojrzeń pełnych nienawiści, tych podejrzeń… Nie musiała szeptać, bojąc się, iż jej słowa trafią do nieodpowiednich uszu. Z Pająkiem przyszli tutaj z nadzieją. Prowadzeni przez samych Gwiezdnych, by teraz wszystko zaprzepaścić…
Przeskoczyła spojrzeniem na Szuma… zaczął błagać. Zmarszczyła brwi, nie ruszając się o krok. Błagał o śmierć. Zupełnie jakby wszystko co się stało, nie zostało przez niego zarejestrowane. Rozlew krwi to błąd, zabijanie to błąd… a on tak poniżenie błagał.
Czuła jak bije jej serce, jak łapczywie łapała każdy oddech, jak pisk w uszach stał się głównym motywem muzycznym danej chwili. Wzrok kotki przeskakiwał po poszkodowanych.
Powstrzymywała wewnętrzną chęć podbiegnięcia do brata. Upewnienia się, iż wszystko z nim w porządku. Stała sztywno na łapach, odpychając ową chęć najbardziej jak tylko potrafiła. Spojrzenie Bajorko jednak co chwila padało na Pająku. — Przelewanie tutaj krwi to błąd. To… zhańbienie tego miejsca, Gwiezdnych… mówiła… acz tyle wcześniej miała przykładów, w których jej słowa nie okazywały się istotne, nie były ani trochę ważne. Inni słyszeli, acz nie słuchali. A jednak wciąż próbowała.
Podczas ceremonii, na której Pies mianował kocięta… odezwała się. Będąc zignorowaną przez wuja, wciąż trzymała głowę wysoko, wciąż była gotowa reagować. Odezwała się raz kolejny, słowa choć usłyszane, nie zrobiły w zasadzie nic… W wojowniczce wciąż jednak pozostawała ta nadzieja, której się kurczowo trzymała. Rozmowa… Każdy z jej terminatorów podkreślane miał, iż rozmową rozwiązuje się najtrudniejsze konflikty. Każdego z nich obdarzyła skrawkiem swojego serca, które nosiła wręcz odsłonięte, gotowe obdarzyć ciepłym uczuciem każdego, kto tego by potrzebował… równało się to z tym, iż narażała je też na każdy możliwy cios. Wszystko dotykało jej bardziej niż powinno, miała momenty, że wręcz czuła jak dławi się owym bólem… a potem widziała uśmiechy swoich bliskich. Słyszała ciepłe słowa, otrzymywała drobne gesty, które rozpalały w niej tak przyjemne ciepło… dla tego było warto znosić wszystko inne. Duma nie miała znaczenia, wcześniejsze wartości się nie liczyły. Ona już zrozumiała… przeszła pewną drogę, która sprawiła, iż stała tu teraz kotka, która na pierwszym miejscu nie miała siebie samej. Swojego nienagannego wyglądu. Na pierwszy miejscu miała… Szrona, Mgławicę, Moczara, Kózkę… i wszystkich innych, którzy byli jej Klanem. Klanem Cienia. Kącik ust Bajorko drgnął w lekkim, ledwie widocznym uśmiechu. Przed oczami miała swoich bliskich. To dla nich tutaj przyszli z Pająkiem. By oni, jak i każdy następny członek Klanu Cienia nie musiał się bać tego, co się może lada moment stać… łza spłynęła po Bajorkowym policzku. — Ratujmy Klan Cienia… — bo cóż więcej mówić. Po to tu przyszli… po ratunek.
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Księżyce: 35 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: wartki potok Ojciec: psie serce. Partner: ech. spróchniały ząb. :/ Trwałe urazy: naderwane lewe ucho; blizna po psich kłach ukryta pod sierścią na gardle; rozległa blizna oparzeniowa po uderzeniu pioruna na prawym boku ("pajęczyna" na skórze, wypalona w tym miejscu sierść)
Od nikogo nie oczekiwała już dumy. Nie było wśród żywych kota, który mógłby być z niej dumny, wiedziała to - był tylko Psia Gwiazda, a co z nim? Czy żył jeszcze, czy czekał na nią w legowisku, czekał, aż powróci, lub nawiedzi go jako duch we śnie, czy oczekiwał już jej w otchłani Mrocznej Puszczy? Nie oczekiwała dumy, na pewno nie od Gwiezdnego Klanu którego dobre imię zbrukała na rzecz swego ojca.
Nie poczuła na sobie kłów czy pazurów Szumiącego Wodospadu, nie znowu, nie tym razem. Trzasnął piorun.
Wizja zaszła jej bielą a następne, co do niej dotarło, to swąd palonego futra - poczuła ten okropny zapach jeszcze zanim do jej układu nerwowego dotarły inne bodźce, poczuła smród spalonej sierści zanim poczuła, jak kręci jej się w głowie, zanim zarejestrowała huk, trzask. Niebo spadało, czas się zatrzymał, świat się skończył. Własna krew huczała jej w uszach, mózg dudnił w czaszce a serce zabiło mocniej, eksplodowało, jego fragmenty wbiły się pomiędzy żebra. Potem poczuła ból, przeszywający, wydzierający oddech z jej płuc. Impakt uderzenia był tak jakby spadła z wysokości i złamała sobie kręgosłup. Jazgot który wbrew jej woli wyrwał się z czarnego gardła zagłuszył huk błyskawicy którą zesłali przodkowie, a Psia Córka po upadku przez kilka, kilkanaście uderzeń serca zwijała się w konwulsjach.
Czy umarła? Czy wszyscy umarli, trzaśnięci przez przodków gromem z jasnego nieba? Z trudem uchyliła powieki i jeszcze przez kolejne kilkanaście uderzeń serca widziała oślepiającą biel; wizja wracała stopniowo, choć zamazana i chwiejna. Przed oczyma tańcowały majaki, gwiazdy których już na niebie nie było, bowiem Gwiezdny Klan im je zasłonił. Tak, och, tak, tak właśnie kończą zdrajcy przodków i kodeksu wojownika, tak skończy cały Psi Ród, zdechnie w bólu i cierpieniu, przerażony, pod bezgwiezdnym niebem - tak zdechnie cały Klan Cienia.
Kolejny oddech wzięła z równym trudem, co otworzyła oczy. Kończyny miała sztywne a ból promieniujący z boku sprawił, że zapiszczało jej w uszach i wizja ponownie zaszła jej bielą. Krew znalazła się na jej języku, jej własna, w skutek przegryzionego z bólu i szoku języka chwilę po uderzeniu; ból ją otumanił, ból ją sparaliżował, ból wprawił ją w drgawki które trwały kilka chwil, choć dla samej Polany ciągnęły się w nieskończoność. Powinna była umrzeć, chciała umrzeć, czemu dalej żyła? Czemu wszyscy dalej żyli? Czy Gwiezdny Klan spudłował, nie wymierzył sprawiedliwości celnie, czy błyskawica ominęła ich specjalnie, czy przypadkiem?
Wstała, ledwo, dźwignęła się na łapy z jękiem bólu na pysku gdy postawiła ciężar ciała na kończynie po stronie spalonego, spopielonego boku. Smród palącej się sierści drażnił jej nozdrza i podniebienie do tego stopnia, że w błękitnych oczach migotały łzy, krew mieszała się ze śliną a z gardzieli Polany wydobywał się obrzydliwe, przeraźliwe harkotanie. Nijak nie miała się teraz do dumnej, dostojnej wojowniczki którą się kreowała całe swoje życie. Wyglądała jak oszołomione, spanikowane, ranne, wyłowione z dna bagien dzikie zwierzę i tak też się czuła, obdarta ze wszystkiego, co czyniło ją sobą.
- niczego nie da się tu zjednoczyć - szepnęła sama do siebie. Słowa Błękitnego Bajorka dotarły do niej z opóźnieniem i jakby rozmazane, jakby dobiegały z bardzo, bardzo dalekiego miejsca, spod ziemi lub też spod powierzchni jeziora, lecz zrozumiała ich sens, zrozumiała i odcharknęła swoją odpowiedź, kaszląc przy tym krwią; ta ciekła obficie z przegryzionego języka. Polana zadrżała, ledwo stojąc na łapach, musiała usiąść, choć i to nie niwelowało bólu, który czuła, bólu, który szargał całym jej ciałem i od którego widziała migocące gwiazdy ilekroć zaciskała powieki. - ONI NICZEGO NIE CHCĄ RATOWAĆ - krzyknęła, próbując uciszyć głosy pozostałych kotów jak i kołatanie własnego serca i huk w uszach.
Czy ona chciała coś ratować? ... co jej pozostało, jak nie próba ocalenia Klanu Cienia, choćby miało to równać się ze zhańbieniem dzieła jakie stworzył jej ojciec? Słowa Szumiącego Wodospadu sprawiły, iż jej serce zabiło mocniej nie ze współczucia, nie z jakichkolwiek pozytywnych emocji wobec kuzyna a ze wściekłości jaka nagle ją ogarnęła, wściekłości przez którą wpadła w histeryczny, przeraźliwy śmiech, wściekłości, która rozpaliła jej spalony, spopielony bok do czerwoności. Tchórz. Tchórz. Tchórz. - NIE UMRZESZ - wrzasnęła ku Szumowi, pomimo bólu, słaniając się na łapach, podchodząc do niego bliżej. - NIE UMRZESZ, kuzynie, NIE UMRZESZ, będziesz dalej ŻYĆ, będziesz żyć ze swoimi błędami, żyć ze świadomością tego, co zrobiłeś, TAK SAMO JAK JA, KUZYNIE, oboje przeżyjemy- jeśli kiedykolwiek, Szumiący Wodospadzie, ORAZ TY, ZBUTWIAŁY PNIU... jeśli kiedykolwiek czuliście cokolwiek wobec Klanu Cienia, albo mego ojca, zaprzestań... zaprzestańcie, oboje. WIDZIAŁAM Gwiezdny Klan, SŁYSZAŁAM ICH OSTRZEŻENIE na własne uszy, słyszałam mego dziada, słyszałam Polną Gwiazdę- to błąd, błąd, mordowanie się przy Szepczącej Sadzawce to BŁĄD i musimy to PRZERWAĆ - albo zginąć i sczeznąć w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Tam gdzie było ich miejsce. Spopielona Polana ledwo łapała oddechy. Zrobiło jej się niedobrze i omal nie zwymiotowała.
Majaczyła, bełkotała, wylewała swoje poczerniałe, spalone, spopielone, odrodzone z popiołów serce na zewnątrz, a czerń rozlewała się dalej, dalej, dalej, nieprzerwanie, i truła Szepczącą Sadzawkę.
- Nie zasługujemy na śmierć, Szumiący Wodospadzie, ani ty ani ja, nie z pazurów Zbutwiałego Pnia czy kogokolwiek innego, kuzynie- jeśli umrzemy, gdy już umrzemy, stanie się to z woli Gwiezdnego Klanu. I stanie się to teraz, jeśli przeleje się choć kropla krwi więcej. Drugi raz- och, drugi raz Polna Gwiazda nie spudłuje. Umrzemy, kuzynie, oboje, tak, jak powinniśmy, ale nie dziś, nie teraz, ja nie umrę dziś.
Niech żyje nowy Klan Cienia.
always.X.begging,Xp l e a s e yettheoutcome iwould dread i'veX.fallenXxtoXxmyXknees letXmy prideXget to..my head nowXXi'mXX.allXXa l o n e
hearingXwhispersXin theXdark iX,wanderXthroughXtheXpast seeingXx.m e m o r i e sXx.afar all staystrong,we liveeternally all is well.in theAftonXfamily
★ ★★★☆★★★★
lives, they fell to pure insanity ALL IS HELL IN THE AFTON FAMILY