Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Nastał świt i faktycznie, księżna nie spała tyle ile powinna. Ale nie odczuwała zmęczenia, to nie pierwsza jej taka noc.
Z lekką niechęcią wzięła szczura ze stosu. Nie przepadała za gryzoniami, zazwyczaj wzięłaby coś... Upierzonego, ale nie było czasu by oskubać to wszystko. A musiała zjeść coś większego, w końcu czekała je długa wędrówka. Wędrówka na którą nie do końca chciała się wybierać, wolała gdyby klan, a szczególnie Nurt po prostu odpuściły i pozwoliły jej zostać przywódcą. Ale też by skłamała, gdyby nie powiedziała że nie ma w niej iskry ciekawości. W końcu skądś Salamandra otrzymała wzrok. I skądś te wszystkie durnoty związane z Gwiezdnymi musiały się wsiąść. I może dzisiaj znajdzie odpowiedzi na te pytania.
Oczekiwała na pozostałą dwójkę w centrum obozu, aż również zjedzą i wyrażą gotowość do drogi.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
W jej głowie kotłowały się myśli; słowa, które mogła powiedzieć, nim została uciszona. Frustracja sprawiała, że sen nie przyszedł łatwo- był niespokojny i niedostatecznie długi. W pewnym momencie poddała się i podniosła, poszła na krótki spacer niedługo przed świtem. Powróciła z myszą przed wyznaczoną porą i wymieniła na inne truchło ze stosu, które zjadła szybko i mechanicznie. Mimo słabego snu rozpierała ją nerwowa energia, od której nie była w stanie pozostać w bezruchu. Kręciła się na obrzeżach obozu, aż zauważyła, że Rześki Zmierzch była najwyraźniej gotowa do wyjścia. Podeszła do niej; na jej spłaszczonym pysku wciąż malowała się frustracja, a negatywne emocje jeszcze nie opadły całkiem. Mimo to nie zamierzała spowalniać wyprawy, nawet jeśli nie była pewna jaki cel miała kocica we wzięciu akurat jej. Może nie miała żadnego. Nie powstrzymywało to jednak umysłu Lotki przed rozbieganiem się na wszystkie strony i wczepianiem się niczym rzep w każdy drobiazg.
- Jestem - odezwała się lakonicznie, z wymuszonym znudzeniem.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt kompletowała zestaw niewyspanych. Raczej na pewno udało jej się nieco pospać, chociaż ciemne ściany Wydrążonego Pnia nie dawały pewności. Pewne było to, że śniadanie weszło jej z trudem i nie zdołała do dokończyć, i że pomimo niewyspania nie czuła senności, a spięcie i gotowość do działania. Stres zdawał się nie opuszczać jej od poprzedniego dnia i jednocześnie chciała mieć tę wyprawę za sobą... oraz nigdy na nią nie pójść.
Dołączyła do oczekujących kotek niedługo po Lotce, ze zmrużonymi od światła oczami.
– Hej – przywitała się bez cienia energii, jaka buchała z niej podczas zebrania. Wręcz głupio było przerywać tę ciszę, która otulała spokojny Obóz. Oby tak samo spokojnie było podczas drogi, czekała ich przecież długa i... niebezpieczna podróż. O rany, żeby to tylko okazało się tego warte.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Żadna z kotek nie była dzisiaj w humorze. Pierwsza zjawiła się Lotka... wchodząc jednocześnie do obozu. Ktoś albo nie usnął, albo wstał wyjątkowo wcześnie by pokazać jak pracowitym się jest. Zmierzch skinęłą jej głową i niedługo później pojawiła się również medyczka. Długowłosa nie wiedziała na jakim etapie jest trening Gałązki, ale skoro była w stanie zostawić ją samą w lecznicy na dwa wschody słońca... nie było raczej czym się martwić. - Hej - odpowiedziała delikatnie, ale nie udało jej się wymusić uśmiechu na pyszczku. Pewnie by się jeden teraz przydał... Ale przez wczorajszy dzień nie było powodu do radości.
- Nie znam drogi do Sadzawki, więc liczę na ciebie - oznajmiła od razu, bo nawet nie wiedziała w którą stronę mają iść. Ale tak czy siak, wstała gotowa by ruszać dokądkolwiek medyczka poprowadzi.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Skinęła głową. Spodziewała się, że rola przewodnika przypadnie jej i miała nadzieję, że bez problemu doprowadzi ich na miejsce. Same słowne wskazówki wystarczyły, by Salamandra i Brzózka dotarły gdzie trzeba, więc chyba pamiętała drogę??
– Musimy kierować się do Grzmiącej Ścieżki – zaczęła, czyniąc kilka pierwszych, powolnych kroków w stronę wyjścia z Obozu, tak by wyczuć sytuację. Ruszą za nią od razu, a może najpierw było coś jeszcze do omówienia...? Dopiero jeśli zauważyła, że do niej dołączyły, przyspieszyła kroku. Nie było co się ociągać. – Tylko najpierw czeka nas przekroczenie rzeki. Chcemy ją przepłynąć czy skorzystać z Bobrowej Tamy?? Idziemy do Szepczącej Sadzawki, mamy pełne prawo przejść przez tereny Klanu Rzeki.
Osobiście raczej nie była fanką tego pomysłu. Jakkolwiek zwykle nie miała nic przeciwko, a nawet lubiła zwiedzać tereny innego Klanu oraz angażować się w drobne rozmówki z napotkanymi patrolami, tak dzisiaj nie zależało jej na zainteresowaniu Rzeki. Ani nikogo innego. Dopóki nie wiedziała, czym skończy się wyprawa, jakoś nie spieszyło jej się do rozsiewania plotek.
Tyle że to nie była jej decyzja, a inne rozwiązania zakładały pływanie bądź wydłużenie trasy o Śliskie Skałki. Niby nie tragedia, gdyby nie to, że właśnie zostawiali Grom bez trójki klanowej. Każde uderzenie serca się liczyło.
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Lotka spojrzała kątem oka na Gwiezdny Nurt, ledwo zmuszając się do bliżej nieokreślonego gestu powitania. Jej ogon zaczął drgać niespokojnie, a myśli pędziły z jeszcze większym zawzięciem. Cofnęła lekko uszy i zmarszczyła czoło. Miała ochotę się odezwać; wczoraj straciła okazję na ostatnie słowo, ale dziś był nowy dzień. Miała kilka wypełnionych intensywnym myśleniem godzin za sobą, i słowa pchały się na jej język z taką siłą, że musiała zacisnąć zęby, by zachować milczenie. Przynajmniej dopóki nie usłyszała o opcji przepłynięcia. Natychmiast nieduże uszy przykleiły się do czaszki. Co to w ogóle za propozycja? Byli Gromiakami, nie Rzeczniakami. Czy serio oczekiwała, że każdy zabrany na wyprawę kot potrafi pływać?
- Nie pływam - wycedziła przez zaciśnięte zęby, ledwo powstrzymując się przed antagonizowaniem medyczki.
Nie miała innej opcji niż ruszyć za nimi, niezależnie od ich decyzji; jeśli zmuszona byłaby płynąć, to choćby siłą własnej frustracji zamierzała się przedrzeć przez wodę, byle mieć tę wyprawę jak najszybciej za sobą. Zabawne, że planowała się tam wybrać, i tak nagle dostała okazję. Szkoda, że w takich okolicznościach.
- Może trzeba było też wziąć Krzyżaka. Skoro Salamandra już nie potrzebuje wzroku, to Wężowa Gwiazda na pewno byłby skłonny go dać komuś innemu. Jeśli jest taki dobroduszny - warknęła pod nosem gdzieś po drodze, w chwili nieuwagi puszczając nieco hamulce.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Grzmiąca Ścieżka... Zmierzch dość dobrze znała tereny za nią, szczególnie gdyby mieli iść od strony Bobrowej Tamy, ale nie mogła sobie przypomnieć by w tamtym kierunku znajdowała się jakaś... Wyróżniającą się sadzawka. Czyli faktycznie, czeka je długa wędrówka.
- Jeśli przejście przez Bobrową Tamę jest najkrótszą trasą, musimy w końcu wrócić najszybciej jak się da... Po tym jak dotrzemy do Grzmiącej Ścieżki w którą stronę idzie się dalej?- zapytała tak... W razie czego by się przygotować, jeśli mieliby przechodzić niedaleko spopielonych terenów Nowego Świtu. Oraz no, skoro Lotna Łapa nie potrafiła pływać to nie było co się pchać do rzeki. Księżna zresztą też, nigdy w życiu nie pływała.
- Spadająca Łapo proszę wstrzymajmy dyskusje o Gwiezdnych aż do momentu dotarcia do Sadzawki. Obie z Gwiezdnym Nurtem jesteśmy zmęczone wczorajszą dyskusją i nie musimy jej na nowo powtarzać - wyjaśniła spokojnie. Jeśli droga do Sadzawki ma w głównej mierze polegać na narodzeniu Lotki, to Księżna zaczynała coraz bardziej żałować jakiego wyboru doskonała.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nieprzyjemny gorąc spłynął po jej ciele. Ona też nie umiała pływać, czego prawdopodobne konsekwencje dotarły do niej w pełni dopiero po odpowiedzi Spadającej Łapy, i do czego na szczęście nie musiała się przyznawać ani teraz, ani tym bardziej tuż przed samą rzeką, uderzenia serca przed zanurzeniem się w niebezpiecznych wodach. Musiała wziąć się w garść. Jej pobudzony, rozbiegany umysł pędził we wszystkie strony naraz i nie służyło to niczemu dobremu. A to dopiero początek drogi. Ten najprostszy.
Nerwowo przecięła ogonem powietrze. Jakaś cząstka niej chciała powalczyć o przejście przez Śliskie Skałki, byle trzymać się od pozostałych Klanów z daleka, tyle że nie miałaby nawet jak tego uargumentować, w szczególności po słowach Zmierzch. Po pytaniu, po którym już nawet wizja przechodzenia przez Bobrową Tamę zatarła się niemal całkowicie.
Medyczka wydała z siebie przeciągły pomruk zastanowienia.
– Najszybciej będzie chyyba przez tereny Wichru – odparła z oporem. – Na pewno nie musiałybyśmy martwić się tym odcinkiem, gdzie rzeka styka się z Grzmiącą Ścieżką. Znaczy, tak czy siak samo przejście przez Grzmiącą Ścieżkę załatwia sprawę, na niej wody nie ma, ale... Ale w sumie i tak potem trzeba iść na Borsucze Pagórki, a to naprzeciw Szarych Topoli graniczących z Wichrem. Więc możemy od razu iść przez Cztery Dęby. To lepszy pomysł.
I choć już miała prowadzić je na Szare Głazy, po tych słowach obrała drogę na Lisią Norę znajdującą się w Gęstym Lesie. Koniec z nikłą nadzieją na wstąpienie i zaraz potem wyjście poza klanowe ziemie, jak to miało szanse zadziać się, gdyby zdecydowały się skorzystać z tamy. Czekało ich przejście idealnie pośrodku. A w każdym razie dostatecznie głęboko i daleko, by na pewno kogoś spotkać.
I jakby to nie były wystarczająco złe wieści, odezwała się Spadająca Łapa, która najwyraźniej postanowiła grać jej na nerwach i robiła to dobrze. Nurt już otworzyła pysk, gotowa sarknąć coś w odpowiedzi, gdy została wyprzedzona przez Rześki Zmierzch. Momentalnie się zamknęła, zacisnęła zęby i nie powiedziała nic, ostatecznie nawet nie patrząc na terminatorkę.
No więc szły. Wprost na Cztery Dęby, chyba że Rześki Zmierzch postanowiła inaczej.
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Nie wtrącała się w podejmowanie decyzji o drodze ponad swój poprzedni wkład; nie miała pojęcia jak się szło do Sadzawki, ani jakie były tego zasady. Sama ledwo wystawiała łapy poza granice Klanu Gromu, i jeśli już, to pozostawała bardzo blisko. Tylko perspektywa wędrówki do ich aktualnego celu sprawiała, że myślała o tym głębiej... i teraz brała w niej udział. Tylko nie z Borowikiem, a zastępczynią i medyczką.
Mięśnie na grzbiecie nosa drgnęły, gdy Rześki Zmierzch zareagowała na jej słowa. No tak, bo tylko one były zmęczone wczorajszą dyskusją, tylko na nich się ona odbijała. Lotka spojrzała na czarno-białą kocicę, potem na moment przesunęła wzrok na Gwiezdny Nurt. Chciała kontynuować, wyrzucić z siebie więcej słów, wylać choć fragment emocji, które w niej się kotłowały-
Zamiast tego czystą siłą woli rozluźniła mięśnie twarzy i odwróciła głowę w przeciwnym kierunku, wodząc wzrokiem po otoczeniu z wymuszonym znudzeniem. Jej mięśnie były napięte, a ogon świstał niekontrolowanie na boki, ale zdołała z trudem powstrzymać swój język, choć nieustannie palił do kontynuowania dyskusji. Sporu. Do rozładowania tej całej frustracji, tej wściekłości. Zacisnęła zęby z całej siły i tym razem utrzymała ten stan rzeczy dłużej, ignorując dyskomfort w dziąsłach. Miała dwójkę kocic w polu widzenia na tyle, by iść razem z nimi, zamiast się ciągnąć i oddalać.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Kojarzyła nazwę Borsuczych Pagórków, ale dopiero gdy Nurt wyjaśniła gdzie dokładnie się znajdują, Zmierzch ogarnęła, gdzie w ogóle idą. I na całe szczęście było to daleko od jej starego domu. - To na pewno oszczędzi sporo czasu - skomentowała krótko przy okazji przytakując. Pojawił się jednak inny problem... Wicher pewnie będzie chciał wiedzieć, dlaczego w ogóle chcą przejść przez granicę. Co wtedy im powiedzieć? Skłamać, że idą po życia? Czy ryzykować jakąś nieprzyjemną i niepotrzebną dyskusją mówiąc prawdę... Wtedy mogliby ich nie wpuścić, chociaż to pewnie zależałoby od kota, na którego by trafiły. Pomyślała nad tym dobrą chwilę, bo zdążyły bez wymieniania kolejnych słów dojść do Czterech Dębów, gdzie w końcu przerwała ciszę panującą między całą trójką.
- Jeśli Wichrowy patrol będzie chciał wiedzieć coś więcej, niż tylko, że wybieramy się do Szepczącej Sadzawki, to wspomnimy tylko o śmierci Salamandry, powinno im tyle wystarczyć. Nie muszą wiedzieć o tym, co się stało wczoraj, choć pewnie prędzej czy później plotki dotrą do reszty klanów. Chyba że macie lepszy pomysł. - Teoretycznie zastępca idący do Sadzawki po śmierci przywódcy oznaczało tylko jedno, ale już chyba wolała trochę skłamać niż przyznawać się do tego, jaki brud wybuchł na wczorajszym zebraniu.
Niedługo po tym dotarły na granicę. Nie wiedziała wcześniej, że można ot tak przejść przez tereny innego klanu, jeśli idzie się do Sadzawki... Wciąż, miała wrażenie że zrobią coś zaraz zakazanego. Ale jak na razie zniecierpliwiona usiadła i wypatrywała uważnie, aż ktoś się zjawi.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Ja rozumiem, że to może być trudne do zaakceptowania, ale Bagno i Klacz nie należą do najbystrzejszych jednostek, więc na twoim miejscu nie czekałbym zbyt niecierpliwie na ich mianowanie. – Orion cierpliwie tłumaczył ich matce dlaczego Bagienny Potwór i Krnąbrna Klacz powinni jeszcze trochę poczekać. Znaczy musieli poczekać ze względu na dziury w materiale, ale tego z szylkretką omawiać nie zamierzał. Już mu starczyło, że go podle obudziła na ten patrol, zamiast załapać aluzję i iść samej. Brakowało tylko by przez całą trasę mu rzęziła nad uchem, że powinien się bardziej przykładać, bo jej kocięta miały potencjał. I co jeszcze.
Momentalnie wygasił smęcenie kotki, gdy dostrzegł ekipę na granicy z Czterema Dębami. Po pierwsze, tam zwykle żadne towarzystwo nie czekało. Po drugie, w ich skład wchodził popielaty mikrob. Sprawa od razu stawała się ciekawsza, więc bez żalu porzucił swojego wiernego rumaka i ruszył do Gromowej trójki. Czarny Koń po raz kolejny nie załapała aluzji i deptała mu po piętach.
– Nurt, od kiedy chodzisz z obstawą? – omiótł spojrzeniem towarzyszące jej kotki, znacznie ją przerastające (nie żeby to było wyzwanie), nim zatrzymał wzrok na szarej mordce. Przechylił lekko głowę w bok. Uderzenie serca, może trzy i wrócił uwagą do towarzystwa jako całości. – Ktoś konkretny wam się naraził, że tu na niego czekacie? Taki bury, kościsty?
Mógł marzyć, chociaż spodziewał się dużo bardziej prozaicznego powodu.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Cisza nie była przyjemna, ale wydawała się Nurtowi lepszą alternatywą od tego, co czekało je w przeciwnym razie. No i kiedy miały zajęcie – przecież wciąż aktywnie przebierały łapami, pokonując kolejne lisie długości – nie sprawiała wrażenia aż tak nienaturalnej. A w każdym razie dopóki nie myślało się o niej zbyt wiele. Medyczka raczej miała teraz inne zmartwienia na głowie, a jej myśli podążały podobnymi ścieżkami co zastępczyni. Jak przebiegnie rozmowa z Wichrem?? Czy eskortujący je patrol będzie z tych ciągnących za język, czy raczej odprowadzą je z łaski, z cichym wyrzutem, że miały czelność zakłócać ich spokój? Jak nigdy wolałaby tę drugą opcję.
– Racja, tak będzie najlepiej – zgodziła się z tym planem działania. Sądziła, że bez poinformowania o śmierci Tupoczącej Gwiazdy się nie obejdzie – każdy głupi by się domyślił, widząc ich ekipę – ale cała reszta to niczyi interes.
Gdy dotarły do dobrze jej znanego początku terytorium Wichru, Nurt przysiadła wraz z resztą drużyny. Zastanowiła się, czy nie wspomnieć, że prawo do przekroczenia cudzych ziem nie szło w pakiecie z nakazem zachowania nadmiernej uprzejmości i wolno im iść jak po swoim aż do spotkania z Wichrzakami, zrezygnowała jednak. Nie czuła się butna. Może faktycznie wyjdą lepiej na odrobinie cierpliwości.
A cierpliwość doprowadziła je do spotkania... z Orionem i jego koleżanką. Na widok doskonale znanej sylwetki, oczy medyczki rozbłysnęły rozpoznaniem, ożywieniem zmieszanym z niepewnością. Uchyliła mordkę, by się przywitać, lecz nie wydobył się z niej głos. A kiedy odezwał się on, spuściła wzrok. Potrafił z niej czytać bez większego trudu i akurat w tamtym momencie było to wyjątkowo niekorzystne. Nie miała pojęcia, czego zdołałby się dowiedzieć po zwyczajnym spojrzeniu jej w oczy.
Że też musiało trafić na niego. Nurt miała ochotę wyrwać się do przodu, przytulić się do białej piersi i opowiedzieć mu o wszystkim, co się wydarzyło. Odpuścić tę całą wyprawę, nie przejmować się tym, co dalej.
Zerknęła na Zmierzch, która spojrzała na nią.
– Idziemy do Szepczącej Sadzawki – wyjaśniła. Nie sztywno, ale jej ton dałoby się nazwać bezbarwnym. – Odprowa...dzicie nas do Szarych Topoli?
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Pięknie, nie było żadnych sprzeciwów, więc... Mogły wrócić do przebywania w ciszy. W sumie myśląc tak o potencjalnych scenariuszach, jakie się mogły wydarzyć na granicy, przeprawa przez rzekę nie wydawała się aż taką złą opcją.
Parę chwil później zjawił się i patrol. Jakiś gość, który swoją samą obecnością przyćmiewał młodszą kotkę idącą tuż za nim. Większym zaskoczeniem było to, że najwidoczniej znał się z Nurt. Zmierzch spojrzała na medyczkę niemo pytając czy zna tego gościa, ale zamiast jakiegoś przywitania niebieska po prostu wyjaśniła, po co tu przyszły. Zupełnie jakby trafiła na kogoś obcego. Księżna wróciła wzrokiem do dwójki wichrzaków i skinęła głową w potwierdzeniu - Byłybyśmy wdzięczne - dodała, bo dalej fakt, że mogły przejść przez tereny innego klanu wydawał się jej... Dziwny i nie na miejscu.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Tylko głupi wypaplałby to, co się dokładnie zadziało w klanie. Dobrze, że chociaż w tym wszystkie trzy były zgodne. Lotka milczała resztę drogi do granicy, przesuwając wzrokiem po dobrze znanych jej terenach. Prawie jakby była na patrolu, a jednak zupełnie inaczej. Zaraz jednak stanęły na granicy między Czteroma Dębami i Wichrem... i tam czekały. Lotka nie spotkała nigdy żadnego Wichrzaka, i nie czuła też specjalnego entuzjazmu na tę myśl.
Patrol, który ich zastał, składał się z wysokiego starca i podobnie wysokiej, grubawej szylkretki. Terminatorka przesunęła po nich wzrokiem, ale szybko straciła zainteresowanie, wciąż zbyt podburzona i sfrustrowana, by ryzykować otwarciem pyska. Patrzyła tylko na nich z półprzymkniętych powiek, z cofniętymi uszami i kiwającym się niespokojnie ogonem. Milczała. I tak ani nie miała tu żadnego autorytetu, ani nie była w nastroju na pogaduchy; a poza tym, musieli jak najszybciej dotrzeć do Sadzawki.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Reakcja, brak reakcji, ze strony popielatej zapaliła lampkę alarmową w orientalnej głowie. Nie wyglądało mu na to by ich znajomość była jej nie na łapę przed resztą towarzystwa, w takim wypadku spodziewałby się raczej jawnego poruszenia, zahaczającego o panikę, a także potoku słów i gorączkowego wykręcania się tym, że musiał ją z kimś pomylić. Z inną Nurt, która żyła w Gromie i pachniała ziołami.
Może faktycznie pomylił.
Ta Nurt wyglądała jak zbity pies, a zachowaniem tylko dopełniała tego obrazu. Tym samym obstawa mająca chronić medyczkę, zmieniała się w strażników prowadzących skazańca. Prędko odgonił ten obraz, wymyślne porównania były w tym momencie ślepą uliczką. Nie było czasu na błądzenie po nich. A Szepcząca Sadzawka nie służyła do topienia kieszonkowych medyków. A jeśli do opisu zastępczyni nie pasowało więcej Gromiaków – zapewne nie popielata, a nakrapiana kotka obok była gwiazdą tej wycieczki. Przyszłą gwiazdą.
Przed udzieleniem odpowiedzi, wygiął szyję by zerknąć pytająco na szylkretkę. Samą Nurt poprowadziłby i pod obóz, ale skoro mieli świadków, wypadało upewnić się czy to standardowa procedura, czy jednak nietypowa prośba.
Pierwsza opcja.
Niech będzie.
– Jasna sprawa, w takim razie przez Wyjące Wzgórza będzie najszybciej. Chyba, że wolicie po płaskim. – błądził spojrzeniem po obu mordkach. Po dwubarwnej z grzeczności, chociaż to na niej się zatrzymał z kolejnym pytaniem. – Nie wybieracie się raczej tam na ryby, prawda?
Nie czekali jednak na odpowiedź, Czarny Koń ruszyła z kopyta, przyjmując na siebie rolę przewodnika wycieczki. Jednym uchem nasłuchiwała ewentualnych utyskiwań na zapowiedziane pagórki na trasie, by w porę zmienić kierunek. Zaś Orion liczył na to, że skoro Gromiakom do gazel było daleko, nie będą poruszać się zwartym stadem i będzie możliwość zbliżyć się do boku Nurt, bez stawania się jednością z resztą grupy.