Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– To ta Wichrowa homofobia, o której mówię, ale nikt mi nie wierzy. – zażartował, chociaż czy dla Nurt to nie wybrzmiało poważnie? Nie miała pojęcia, że w Wichrze kolorowo było nie tylko na łąkach, ale również w samym obozie. Cóż, trudno. Szanowna przywódczyni powinna docenić w razie czego, że rozsiewał plotki o nietolerancji, gdyż te były dużo mniej żenujące niż to co faktycznie się działo według domysłów orientala. – Właśnie nie wydaje się taka... a przynajmniej z zewnątrz. Bo jak się zastanowić, Bagno nie przepuści żadnej okazji do psioczenia na matkę, Klacz nie wspomina o niej ani słowem, ale strasznie narzeka na tempo treningu. Może to się jakoś wiąże.[/b] – głośno myślał. A raczej podsuwał popielatej dezinformację, żeby miała ciekawszą myśl do obracania w głowie niż nie no, Czarny Koń jest w porządku, po prostu martwi się tym jak sobie jej kocięta radzą na treningu.
Miał się zgodzić, spotykanie Nurt przy opuszczonym gnieździe brzmiało naturalnie, ale tknęła go jedna kwestia.
– Hm, no nie wiem, to nasze miejsce, którym się z reguły z nikim nie dzielę. – wyjątek stanowił Askeladd, gdy wrócił w okolice i szukał kąta na kilka nocy. Ale poza nim, od kiedy Orion dołączył do klanu, bażancie gniazdo przybrało charakter wspólnej kryjówki z popielatą. Może dlatego nadal odświeżał tam kwietne dekoracje, nawet po obiegach pór. W odpowiedzi na podejrzliwe spojrzenie, uśmiechnął się niewinnie. Nie krył rozbawienia w błękitnych oczach, ale z uprzejmości odwrócił wzrok. – Samą prawdę, nie przejmuj się tym.
Nic podejrzanego, nic a nic.
Przyszedł czas rozstania, bo dotarli już do Wydeptanych Ścieżek. Dało się stąd wyraźnie wyczuć smród Grzmiącej Ścieżki, jakby nie było, oddzielała ich jedynie ściana drzew i parę krzewów od niej. Niecodzienne bodźce dla Gromowej ekipy, dla Wichrzaków szum w tle standardowego patrolu. Czarny Koń poinformowała grupę o tym, że dotarli do celu. Orion ścisnął mocniej cienki ogon popielatej, zatrzymując się tuż obok.
– Hm, to co, wpadajcie czasem też bez okazji? Jak na sympatycznych sąsiadów przystało? – rzucił technicznie do całej grupy, w praktyce skupiał się na obu kotkach z trójki klanowej. Szylkretka przewróciła oczami, ale nie skomentowała, jedynie pożegnała się z resztą i była gotowa na powrót, gdy tylko ci ruszą w swoją stronę. Orion z kolei nie ruszał się, zamierzając poczekać aż znikną pośród zarośli. Bynajmniej nie dlatego że tak pilnie strzegł granic.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Zmierzch oczywiście zauważyła, że nieznajomy wichrzak i Nurt rozmawiają ze sobą. Nie wiedziała jak... głęboka była ich relacja, ale sądząc po tym, że całą drogę spędzili razem to na pewno się dość dobrze znali. Zmierzch to nie przeszkadzało, martwiła się jedynie możliwością, że Nurt zdradzi coś więcej i do klanu Wichru dojdzie już dzisiaj wieść, że Grom podzielił się na dwoje... Ale nie interweniowała. Sama podczas drogi została zaczepiona przez Czarnego Konia, której pozytywna energia i gadulstwo polepszyło trochę nastrój. Trochę usłyszała o jej dzieciach i innych pierdołach, ale jednak poza tym większość drogi spędziła w ciszy z oddaloną rozmową Nurt i wichrzaka w tle.
Aż dotarli na granicę i należało wrócić do rzeczywistości. Sympatycznych sąsiadów co... Nic sympatycznego nie było w obecnej atmosferze by powtórzyć spacer przez wichrowe tereny, ale wciąż, wypadałoby chociaż podziękować za skrócenie drogi do Sadzawki o potężny kawał.
- Jeszcze raz, jesteśmy wdzięczne za przeprowadzenie nas przez tereny. Gdyby Wicher czegoś potrzebował, Grom służy pomocą - odpowiedziała i przytaknęła z szacunkiem. Prośba o wpadanie bez okazji była... dziwna. A jak już to pewnie dotyczyła Nurt, więc nie odzywała się nic na ten temat. Po pożegnaniu odwróciła się i ruszyła dalej, w kierunku Grzmiącej Ścieżki.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Jak już będzie nie do zniesienia to wiesz, w Gromie znajdzie się dla ciebie miejsce – zażartowała, chyba głównie dlatego, że lekki ton Oriona nie wskazywał, by miał podchwycić tę propozycję. Nie żeby nie chciała go wokół siebie! Ale nie była pewna jak jego stała obecność wpłynęłaby na jej życie w Gromie i pod tym względem raczej doceniała fakt bycia sąsiadami. Nie żeby akurat teraz czuła się komfortowo stawiając ich ziemie otworem przed kimkolwiek. Czasy współpracy i dzielonego zaufania z Wężem minęły bezpowrotnie. – Noo, coś tu musi być na rzeczy!
Zastrzygła uszami na wątpliwość w jego głosie, a po zastanowieniu skinęła głową.
– Jasne, czyli w takim razie niepodejrzane wezwanie na granicę przez medyczkę innego Klanu – rzuciła beztrosko i raczej niepoważnie; los często wykazywał się niesamowitą zdolnością krzyżowania ich ścieżek, nie potrzebowali twardego planu. No a nawet gdyby, jak dotąd nikt nikomu nie robił problemów, kiedy Orion pytał o nią przechodzący patrol, więc co mogło pójść nie tak?
To znaczy, nie wliczając tej wyprawy, na której wszystko jeszcze mogło pójść nie tak.
Łypnęła na niego nieufnie.
– Jak tak mówisz, to brzmisz, jakbym powinna się przejmować – mruknęła, jednak na dociekanie, co takiego powiedział Mrówce, nie było już zbyt wiele czasu. A im bardziej ten się kurczył, tym bardziej Nurt czuła się rozproszona i mniej rozmowna.
– Pewnie wpadniemy lada moment. Nadal czeka nas powrót, nie? – zauważyła, ściskając mocno jego ogon, gdy niechybnie dotarli wreszcie do granicy. – Więc możesz nas wypatrywać.
Idąc w ślad za Rześkim Zmierzchem, ona również podziękowała za eskortę, uprzejmą formułkę kierując raczej w stronę wojowniczki. Oriona obdarzyła intensywnym spojrzeniem, po czym wyprostowała się i posłała mu dziarski uśmiech. Nie było czego się obawiać, odbywała tę podróż niejeden raz. Gwiazdy nad nią czuwały i tak dalej. Chociaż gdyby dzisiaj miała polegać na gwiazdach... Raczej nie miałaby dla siebie dobrych wieści.
Ruszyły dalej, zostawiając za sobą wichrowe łąki i kojącą obecność przyjaciela. Nurt rozejrzała się na boki, na rozciągającą się naprzeciw ścianę topoli, próbując na powrót umiejscowić się w rzeczywistości.
Odchrząknęła.
– Przyda się plan... na przekroczenie Grzmiącej Ścieżki. Podczas wyprawy Węża Muchomorowy Bór został potrącony, z potworami nie ma żartów – odezwała się niepewnie. Rześki Zmierzch nie urodziła się w Gromie, chyba przechodziła już przez grzmiące ścieżki?? Być może nawet więcej razy niż ona. Może powinna była po prostu milczeć.
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Szła za grupą, marszcząc jedynie nos w kierunku Gwiezdnego Nurtu i jej starego kumpla. Miała nadzieję, że medyczka nie miała na tyle siana w głowie, by gadać o tym co się działo w klanie z obcym kotem. Szybko straciła zainteresowanie rozmową, wodząc wzrokiem po otoczeniu. Z jej własnej głowy wyrwało ją dotarcie do końca granicy, gdzie pożegnali się z Wichrzakami. Skinęła im sztywno głową.
Nadstawiła uszu, starając się coś usłyszeć przez drzewa. Jeśli dobrze pamiętała, Chrabąszcza raz uderzył potwór, czy coś takiego. Przełknęła ślinę, po raz pierwszy od początku wędrówki- a nawet od ostatnich kilku dni- odrobinę podekscytowana. Oblizała nos i zerknęła w kierunku dwójki kocic. Lekkie zniecierpliwienie zaczęło podnosić swoją głowę.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Ah no tak jeszcze powrót... Była tak skupiona na samym dotarciu do ścieżki, że w sumie nie załapała, że najszybsza droga powrotna również będzie przez Wichrowe tereny. Ciekawe czy ta sama ekipa ich przywita hm... Oby, będzie wtedy mniej wyjaśniania.
- Wiele razy przekraczałam Grzmiącą Ścieżkę, ale nigdy w takiej grupie. Podejdziemy jak najbliżej jej krawędzi. Gdy okolica będzie czysta i nie będzie słychać potworów dam znak i prędko przejdziemy na drugą stronę. Biegiem, ale nie pędem. Za zwykłe potknięcie można przypłacić życiem - czego na szczęście nie doświadczyła, ale... Cóż, dalej pamiętała swoje pierwsze przeprawy przez nią i gdyby nie szczęście, pewnie by skończyła ze złamaną łapą albo pękniętą czaszką. Albo gorzej.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Ten plan wydawał jej się sensowny, minimalnie uspokajający. Podobnej otuchy próbowała dopatrzeć się we wspomnieniach z pobytu na Osiedlu wraz z Askeladdem. Byli młodsi i roztrzepani, a jakoś żaden potwór nie zrobił sobie z nich podpórki pod łapy. Wypadek Muchomorowego Boru to głupi, nieszczęśliwy incydent, jaki więcej się nie powtórzy. Na pewno nie dziś.
Nie potrafiąc zebrać się na słowa – czy w ogóle były tutaj potrzebne? – pokiwała szarym łebkiem, dziarsko przechodząc między Szarymi Topolami. Stety-niestety nie było ich wiele i nim się obejrzały, opuściły bezpieczeństwo roślinnej osłony, a ich oczom ukazał się widok Grzmiącej Ścieżki. Za nią będą już tylko tereny coraz bardziej oddalające je od klanowych, obce i nieprzyjazne.
Spowolniła, nie decydując się na podejście do samej krawędzi bez wyraźnego sygnału ze strony Zmierzch. Wlepiła w nią uważne spojrzenie. Pełne skupienie.
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Lotka wypuściła powietrze z płuc, gdy Rześki Zmierzch skończyła wykładanie swojego planu. Znalazła się obok kocicy, pozostając tylko krok w tyle- po przeciwnej stronie od Gwiezdnego Nurtu. Lekki dreszcz przeszedł przez jej grzbiet, na moment odwracając jej uwagę od paskudnego nastroju. Trochę lęku przed nieznanym, przez potencjalnym ryzykiem, ale też pewna doza ekscytacji. Jedno ucho zwrócone było nieustannie ku zastępczyni, wyczekując dalszych instrukcji, by następnie za nimi podążyć.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Żadna się nie odezwała, jedynie Nurt przytaknęła, a Lotka westchnęła. Miała nadzieje, że winą tego był jej dobry plan nie wymagający komentarza, a nie niechęć do otwierania pysków...
Z każdą chwilą coraz głośniej było słychać dźwięki przejeżdżających potworów oraz coraz wyraźniejszy był ich smród, aż w końcu pojawiła się przed nimi. Gdyby zdecydowały się pójść nocą, to pewnie zostałby je o wiele mniejszy ruch... Ale może będą miały odrobinę szczęścia i nie będą musiały czekać aż do zachodu, by nadarzyła się okazja. Zgodnie z planem ostrożnie, skradając się podeszła na jakieś dwie długości ogona od krawędzi. Teoretycznie nie musiała się czołgać, potwory nigdy nie zmieniały swojego kierunku, ale wciąż zawsze nuta strachu siedziała jej w sercu. Pozostało więc cierpliwie czekać, aż droga się oczyści i hałas pędzących potworów ucichnie z obu stron...
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Jeszcze przez chwilę dało się słyszeć powarkiwania potworów. Dochodziły one jednak z oddali, prawdopodobnie wydawały je te stwory, które już dawno tędy przebiegły, a chciały jeszcze dać o sobie znać. Po pewnym czasie okolica zrobiła się cicha. Rzecz jasna nie znaczyło to, że droga była bezpieczna, w końcu dwunożni i ich stwory były nieprzewidywalne, ale może był to ten jeden odpowiedni moment. Wszystko zależało teraz od decyzji Rześkiego Zmierzchu.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Niektóre potwory nie wydawały głośnych dźwięków. Niektóre były małe i ciche, wożąc dwunożnych na swoich grzbietach, a nie wnętrzach, więc oprócz nasłuchiwania również uważnie się rozglądała. Dźwięk nadchodzących, jak i oddalających się stworów również różnił się od siebie, dlatego gdy tylko wychwyciła tę zmianę, spięła mięśnie czekając aż nastanie całkowita cisza, gotowa w każdym momencie dać sygnał.
- Teraz! - Wyrzuciła, a następnie susem pokonała resztę odległości dzielącą ją od pobocza i spokojnie biegnąc ruszyła przed siebie. Wiele razy pokonywała tę drogę i jeszcze nigdy nie miała bliskiego spotkania z potworem... Ale mimo to lekka niepewność jej nie opuszczała. Oby cała trójka spotkała się bezpiecznie po drugiej stronie. Nie potrzebowały więcej zmartwień i opóźnień w tym momencie.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt sądziła, że obawiała się Grzmiącej Ścieżki dość... naturalnie. Tak jak powinien obawiać się każdy ceniący sobie życie kot, który stanie przy śmierdzącym pasie zagłady, gdzie niebezpieczeństwo mogło pojawić się w mgnieniu oka i nie pozostawić pola na reakcję. A jednak – stanąwszy na krawędzi, na ugiętych łapach, w gotowości na sygnał, poczuła uderzenie fali stresu, od jakiego mrowiły łapy. Oczami wyobraźni zobaczyła Muchomora, jego bliskie spotkanie z potworem. Widziała siebie bezwładnie leżącą na poboczu, zmiażdżoną przez masywne łapska bestii.
W panice pomyślała, że nie da rady się ruszyć. Jej towarzyszki ruszą, a ona tu zostanie na wieki. Mimo to na sygnał Rześkiego Zmierzchu momentalnie wystrzeliła przed siebie. Nie oglądając się na boki pędziła na drugą stronę, byle jak najprędzej znaleźć się na bezpiecznej ziemi.
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
Księżyce: 51 Mistrz: Rudzikowy Śpiew Płeć: kotka Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Trwałe urazy: drobne blizny po pazurach na klatce piersiowej, długie blizny po pazurach na prawej łopatce
bardzo wysoka, umiarkowanie umięśniona; perski pysk, małe uszy, zawinięte do góry wąsy; liliowa srebrna długowłosa o klasycznych pręgach i żółtych oczach; biel na brodzie, gardle, podbrzuszu i tylnych łapach do końca pięt; większość czasu ułożone, względnie ulizane futro
z wiekiem straciła część swojej młodzieńczej porywczości. Stara się trochę więcej myśleć nad tym co mówi i nauczyć się ostrożniej poruszać w kocim społeczeństwie, ale próby te są frustrujące i niezręczne, czuje się w nich niepewnie i jakby ciągle popełniała błąd za błędem. Empatia nie jest jej mocną stroną i wciąż ma problemy z trzymaniem języka za zębami, szczególnie w pełnych napięcia sytuacjach. Dużo czasu spędza wypełniając nadprogramowe obowiązki, by wyładowywać siedzące w niej emocje poprzez wysiłek fizyczny i zmęczenie. Mimo coraz częstszej, gburowatej postawy Klan Gromu jest dla niej najważniejszy–z tego też powodu próbuje nauczyć się nawigować społeczne sytuacje. Przejmuje się jego wizerunkiem.
Słona Łapa[KRz]; Zemsta[KW]; Księżycowy Pył[GK]
Lotka rozglądała się uważnie, nadstawiając uszu do odległych warkotów. Zmusiła się jednak do skupienia większości uwagi na Rześkiej, by zaraz obok niej przebiec Grzmiącą Ścieżkę i zatrzymać się dopiero po drugiej stronie.
x
x x x x x I never learned the proper ways and now the weight ispressing down I thought i’d be in a more stable place by now I’llnever straythough it may ache sometimes to put the pen to page no mistake isany end of any world
gossamer thin such a smallincision such an empty plenum ≡I am working with≡
Dzięcioł jest przeciętnej wielkości kociakiem o szczupłej sylwetce. Może teraz tego nie widać z powodu kocięcego tłuszczyku, ale w przyszłości kocur będzie mógł poszczycić się dobrze zbudowanym ciałem o widocznych dobrze zarysowanych mięśniach Całe ciało młodzika pokryte jest krótką, gładką śnieżnobiałą sierścią nie odznaczająca się żadnymi szczególnymi znaczeniami. Jak jesteśmy już przy ciele należy wspomnieć że jest ono utrzymywane przez długie, mocne, choć jeszcze nieco pulchne łapki. Dzięcioł posiada niebieskie oczka, które z wiekiem zabarwią się na kolor jasno zielony. Nie wiele wyżej nad oczami znajdują się średniej wielkości trójkątne uszka. Pysk kocura jest niemalże okrągły, można powiedzieć że praktycznie zawsze, choć mimowolnie wyraża on obojętność.
Charakter kocura można porównać z tym jego matki. Jest spokojny i jak na swój wiek dość cierpliwy lecz w przeciwieństwie do Jałowcowej Jagody nie stroni od towarzystwa. Chętnie zamieni słówko lub dwa z innym klanowiczem. Jeżeli już mowa o rozmowach trzeba przyznać że kocurek jest lepszym słuchaczem niż rozmówcą, ale gdy już ma zamiar się odezwać stara się być przy tym uprzejmy i odnosić się z szacunkiem do rozmówcy. Przez specyficzny sposób wychowania swoich rodziców uważa że Klan Cienia jest najważniejszy i najwspanialszy, ponadto ceni sobie zasady i dyscyplinę. Lecz mimo tych wszystkich poglądów i słów rodziców na temat brudnokrwistych nie wywyższa się ponad nich, ani nie czuje się lepszy, wręcz przeciwnie stara się traktować je niemal na równi z pełnokrwistymi członkami Klanu, jednak nie oznacza to że nie jest wobec nich czujny, bo jest i to bardzo, jeden fałszywy ruch i uprzejmość syna Zroszonego Pąku może przemienić się w zniewagę.
Zmierzch ruszyła jako pierwsza, a na jej sygnał wystrzeliły pozostałe członkinie wyprawy. W trakcie tego biegu okolica jakby ucichła, ptaki przestały trajkotać, nawet szum wiatru wydawał się znacznie cichszy. Jednak co było najważniejsze to brak warkotu, świadczącego o nadbiegającym niebezpieczeństwie. Wszystkie trzy bezpiecznie znalazły się po drugiej stronie. Może był to jakiś znak? Albo zwyczajny lut szczęścia.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Żadnych nowych dźwięków, okolica jak cicha się stała, tak pozostała. Nawet żaden dwunożny na małym potworze nie przejechał, świetnie. Gdy tylko księżna dotarła na drugą stronę prędko odwróciła się w stronę Grzmiącej ścieżki, gotowa w razie czego podbiec i pomóc jednej z kotek, gdyby coś się jednak stało, ale na szczęście obie prędko dotarły na drugi brzeg. Aż odetchnęła z ulgą na ten widok.
- Prowadź proszę dalej - poleciła Nurt, bo do Grzmiącej Ścieżki mogła sama zaprowadzić ich trójkę, ale dalszej drogi ani trochę nie znała. Nie pomyślała też nawet o chwili odpoczynku, chciała po prostu już dotrzeć na miejsce i mieć to wszystko z głowy.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Znalezienie się po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki było... nierealne i Nurt jeszcze przez chwilę patrzyła za siebie, jakby w niedowierzaniu, że dotarły tak daleko bez uszczerbku. Odetchnęła drżąco. Żadnych wypadków. Było dobrze. Czekał ich jeszcze powrót, ale to nie coś, o czym zamierzała aktualnie myśleć.
Drgnęła na dźwięk głosu Zmierzch, ale ten sprowadził ją na właściwe tory. Jasne, nie musiały myśleć o powrocie, bo czekała je jeszcze długa droga, nim dotrą do faktycznego celu. A do tego przydałoby się ruszyć tyłek.
– Musimy przejść przez Borsucze Pagórki – poinformowała drużynę o dalszym etapie ich podróży. – Szepcząca Sadzawka jest spory kawałek stąd, ale najgorsze za nami. Wbrew pozorom, Borsucze Pagórki nie są pełne borsuków!
Zdecydowanym krokiem ruszyła tam, gdzie poprzednim razem zaprowadziła Węża i Muchomora, a jeszcze wcześniej została poprowadzona przez Truskawkowy Gąszcz. Dziwnie było przemierzać te tereny ponownie; starsza, zmieniona, w okolicznościach, jakich nigdy by nie przewidziała. Mimo że jako tako je znała, nie wydawały jej się tego dnia ani trochę przyjazne. Chociaż teraz, gdy zabrnęły tak daleko, zwiększanie dystansu dzielącego ich od Obozu nie było równie przerażające co przed spacerem po wichrowych ziemiach i przedarciem się za Grzmiącą Ścieżkę i odrobinka, mała cząstka optymizmu wróciła na swoje pierwotne miejsce w sercu medyczki.
Przemierzanie pagórków wyraźnie zmęczyło i tak już przeciągniętą przez drogę i emocje Nurt, na szczęście za nimi czekały je łąki pachnące słodką obietnicą kryjącego się wśród traw celu. Kotka mruknęła do towarzyszek, że to jakoś tutaj i kierowała je dalej, raczej pchając się w wyższe trawy i pod drzewa, niż idąc w linii prostej, byle prędzej. Nie słychać było żadnego podejrzanego odgłosu, do jej czułych nozdrzy nie docierał powiew niepokojącej woni, ale... strzeżonego Gwiezdni strzegą, nie?
Wreszcie ich oczom ukazała się Szepcząca Sadzawka we własnej, mokrej osobie. Jakby na przekór swej nazwie, nie było w niej nic nadzwyczajnego – ot, przerośnięta kałuża, niedająca po sobie poznać specjalnych właściwości.
– Jest i ona – oznajmiła Nurt, czując, jak wszystkie przytłumione emocje uderzają w nią ze zdwojoną siłą. Nadchodził moment prawdy. Za chwilę miały przekonać się o dalszym losie Klanu Gromu i Gwiezdny Nurt znów poczuła to nieprzyjemne mrowienie w łapach. Tak bardzo chciała doprowadzić do tego momentu, uważała, że zaangażowanie Przodków to jedyne wyjcie. Od tamtej pory ta pewność jedynie topniała, obecnie będąc niczym więcej ponad promyk nadziei, że jakoś to będzie.
– Teraz powinnaś się napić i położyć na brzegu. Sen przyjdzie niedługo potem – zwróciła się do Zmierzch poważnie, z nerwowo podrygującą końcówką ogona. – Iść z tobą?
Wolałaby. I nastawiała się na to, że w pewnym sensie będzie tym łącznikiem między nią a Gwiezdnym Klanem, szczególnie gdyby... gdyby coś poszło nie tak i zastępczyni nikogo nie zobaczyła we śnie. Jednak kiedy stanęły nad wodą, przestało to być dla niej takie oczywiste.