xxxxStałem na skraju Grzmiącej Ścieżki i pusto gapiłem się na czarny szlak pokryty lodem. Czekałem cierpliwie, aż nadejdzie cisza, aż żaden z potworów nie będzie przecinał tego, co miałem przed sobą. Serce biło mi głośniej, szybciej niż powinno. Zacisnąłem łapy, czekałem na znak... a kiedy Nocny Szkwał go wydał, rzuciłem się pędem przez Grzmiącą Ścieżkę. Biegłem ile sił w łapach, nie zwracając uwagę na natrętne myśli zachęcające mnie do tego, bym przystanął. To nie był na to czas. Nie teraz. Nie dzisiaj.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Dotarli. Nocny Szkwał nigdy nie przechodził przez Grzmiącą Ścieżkę, ani nawet się do niej nie zbliżał, więc w zasadzie pierwszy raz był tak blisko niej, w dodatku z zamiarem przejścia. Milczał, nasłuchując nadjeżdżającego potwora. Próbował też wyczuć jego zapach i drganie podłoża. Kiedy był pewny ma milion % że nic nie jedzie, zarządził przejście na drugą stronę. Biegiem. Sprintem wręcz.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Podeszli. Kotka spróbowała złapać w nozdrza powietrze, które się tu unosiło. Grzmiąca Ścieżka pachniała ciężko, twardo, nieprzyjemnie. Zapach nie był aż tak mocny i mieszał się z zimnem oraz śniegiem, ale na ogół... wolała zapach lasu. Ten był cierpki, negatywnie.
Na znak ruszyła biegiem przez drogę.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Łabędzia Gwiazda, zdaje się, miał ich wszystkich w opiece.
Warunki pogodowe nie sprzyjały tej podróży. Mieli o tyle szczęścia, że Grzmiąca Ścieżka stała przed nimi otworem i świeciła pustkami. Nie było czuć choć krztyny wibracji które sugerowałyby, że nadciągają potwory, cisza jak makiem zasiał. Najgorsze w przejściu na drugą stronę było to, jak niesamowicie śliska była powierzchnia ścieżki; oblodzona i zaniedbana przez dwunożnych którzy nie fatygowali się od jakiegoś czasu, aby porządnie tutaj zasypać piachem.
Cała trójka ruszyła pędem na drugą stronę, bo choć teraz było pusto, nie wiadomo, jak długo tak pozostanie. Nic nie nadjeżdżało ani z prawej, ani z lewej. Jedyny drobny problem przy przekraczaniu Grzmiącej Ścieżki to fakt, że Rzeczniakom na lodzie nieco rozjeżdżały się łapy.
Mimo to obeszło się bez zaliczenia bolesnej gleby, bez jakichkolwiek potknięć, wywróceń, połamanych kości czy siniaków. Przebrnęli przez najtrudniejszą część tej podróży, cali i zdrowi. Dopiero niedługo po tym, gdy cała trójka znalazła się po drugiej stronie mogli usłyszeć odległy, leniwy warkot potwora.
Najgorsze już za nimi.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Przejście przez Grzmiącą Ścieżkę choć zakończone sukcesem i bez rannych, nie było tak łatwe jak mogłoby się wydawać. Droga była tak śliska, że mało brakowało, a Nocny Szkwał wylądowałby z pyskiem szurającym po ziemi. Na szczęście udało się tego uniknąć. Wszyscy w ekspresowym tempie znaleźli się na drugiej stronie drogi.
Potrzebował chwili by przypomnieć sobie instrukcje podane przez Łabędzia.
— Staruszek mówił że teraz trzeba iść tędy. — pomyślał głośno, zerkając na Ogniste Serce i Nadpływającą Ławicę. Następnie ruszył w stronę Szepczącej Sadzawki, a przynajmniej tak mu się wydawało. Dalej szli wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, ale teraz w dół, w stronę borsuczych pagórków.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
xxxxPrzemierzyłem Grzmiącą Ścieżkę najszybciej, jak tylko mogłem. Łapy rozjeżdżały mi się okropnie, a jednak udało się dostać na drugą stronę w całym kawałku. Nie było nawet drgania potworów, a jednak adrenalina robiła swoje - potrzebowałem chwili, żeby się uspokoić. xxxxTo, co powiedział zaraz po tym Nocny Szkwał, dało mi do myślenia. Zastanawiałem się, czy pytać, przez dłuższą chwilę się nie odezwałem... końcem konców jednak podjąłem ryzyka. - Nocny Szkwale... dlaczego... my. Yyy... w sensie. Czemu nie Poeta - zapytałem. Byłem pewien - i chyba Poeta też był pewien, patrząc, jak pewny siebie przyszedł na pogrzeb - że zastępca wybierze medyka na wyprawę, w końcu to on jedyny znał drogę do Szepczącej Sadzawki. Poza tym, odniosłem wrażenie, że się... lubią. Fakt, że nie było innego kota zdolnego wyleczyć kogoś nie byłby problemem, gdyby bardzo chcieli. Zwłaszcza, że nic nie powinno się stać w tak krótkim czasie... choć może nie chciał az tak ryzykować, nie wiem.
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Kotka przebiegła przez ścieżkę, chociaż momentami można by to było nazwać przejechaniem. Koniec końców znalazła się po drugiej stronie i skierowała tam, gdzie poszedł zastępco-przywódca. Póki co - lider. Nie odezwała się gdy Ogniste Serce zadał pytanie. Szła po prostu przed siebie.
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Mieli sporo szczęścia, że przeszli w tej chwili. Gdy kroczyli wzdłuż Grzmiącej Ścieżki minęło ich kilka potworów - niewiele, jednak teraz, gdy byli już po drugiej stronie, dopiero teraz stwory dwunożnych wróciły na swoją ścieżkę. Może był to po prostu łut szczęścia a może interwencja Gwiezdnego Klanu. Najważniejsze, że żaden z potworów, nieważne jak blisko, nie zamierzał zboczyć z asfaltowej drogi.
Wiatr dął nieprzyjemnie i rozwiewał im futra, mroził pyski, zlodowaciały od mrozów śnieg skrzypiał nieprzyjemnie pod łapami, chłód piekł ich w opuszki. Im dalej szli, tym ciemniej się robiło, słońce zniknęło najpierw za szarymi chmurami, potem za linią drzew, powoli zachodziło. W milczeniu, lub też tocząc krótkie, niezobowiązujące rozmowy o wszystkim i niczym Rzeczniacy szli dalej pomimo paskudnej pogody. Minęli Topiołki, przebrnęli przez zamrożoną Dziką Plażę, mocząc przy tym nieco futra...
I gdy słońce znikało za linią horyzontu, dotarli na Borsucze Pagórki. Stamtąd, Nocny Szkwał mógł ujrzeć migocącą szkarłatem zachodu taflę Szepczącej Sadzawki, niezamrożoną pomimo mrozów Pory Opadających Liści.
Dotarli. On dotarł. Był na miejscu - Srebrna Skórka stała przed nim otworem.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Zdziwiło go pytanie Ognia i nie spodziewał się go, ani trochę. Spodziewał się skąd się wzięło i ciężko westchnął, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Po prostu... nie miał na to siły. Chyba.
- Poeta to nasz jedyny Medyk. Trochę słabo jakby po drodze coś mu się stało, nie uważasz? Nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek w życiu walczył. Ty jesteś młody, silny i umiesz walczyć. Nadpływająca Ławica tak samo. Gdyby coś mi się stało, nawet za kilkanaście księżyców, wy nadal będziecie żyć by móc zaprowadzić tutaj następnego Przywódcę. Trudne warunki pogodowe są mniej straszne, gdy idą ze mną młode, silne jednostki. Jak zachorujecie potem to Poeta się wami zajmie. Nim nieszczególnie miałby się kto zająć. - wyjaśnił. Branie na tak daleką i niebezpieczną wyprawę jedynego kota, który potrafił leczyć brzmiało jak... głupota. Nie daj Gwiezdny Klanie coś by go przejechało i co? Klan byłby w beznadziejnej pozycji, a kadencja Nocnej Gwiazdy zapowiadałaby się co najmniej średnio. Taki wybór postawiłby go w złym świetle. Wzięcie młodych wojowników wydawało się mieć dużo więcej sensu i logiki.
Szli niestrudzeni przez Topiołki, Dziką Plażę oraz Borsucze Pagórki, aż dotarli. Na pewno dotarli. Aura tego miejsca była... specyficzna, nie dało się jej pomylić z niczym innym. Nocny Szkwał nigdy nie czuł w ten sposób, nie był w takim miejscu. Stanął nad Sadzawką i przełknął ślinę. Przytłaczała go ta niezwykła atmosfera.
- Ktoś jeszcze ma jakieś pytania? Chce o czymś... porozmawiać? - zapytał. Jeśli którekolwiek chciało jeszcze o czymkolwiek porozmawiać to to był idealny moment. Potem nie wiadomo czy kocur nie utonie, nie zachłyśnie się wodą, czy cokolwiek co może pójść nie tak nie pójdzie nie tak.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 36 Mistrz: Ogniste Serce [*] Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Ojciec: Jęczmienne Ziarno [NPC] Rodzic: Srebrzyste Jezioro [NPC] Trwałe urazy: ślepota na prawe oko (odjęte 2zr)
ŚLEPA NA PRAWE OKO (zachodzi mgłą). Cętkowany niebieski lynx point, krótkowłosa i wysoka kreatura o atletycznej budowie. Pysk standardowy. Końcówka ogona biała.
ciekawska || zna umiar w rozmowie || bardzo zaufana, trzyma sekrety i tajemnice dla siebie, jak również tematy ogólnie wydające jej się dość prywatnymi sprawami tylko dla jej ucha || ambitna || dostosowuje się do swojego rozmówcy, jeżeli uważa to za przydatne || łączy w sobie mieszankę dobroci i egoizmu, jak zwyczajna istota, więc w zależności od sytuacji może być super miła lub nieprzyjemna
Nocny Szkwał odpowiedział z jak największym sensem. Branie jedynego medyka nie brzmiało dobrze, a sama Przypływ nie znała relacji między Nocą, a Poetą, więc jedynie zastanawiała się skąd to pytanie, ale nie kuala żadnych podpowiedzi... To też uznała, że to pytanie w ramach "a co gdyby coś nam się stało", a nie "czemu nie wziąłeś swojego przyjaciela aka kochanka".
Szli w chyba dobrej atmosferze? Tak uważała. W końcu doszli do miejsca...Szepcząca Sadzawka. Przypływ wiedziała teraz jak tu dojść i na każde wspomnienie, że "będzie tym kotem, który przyprowadzi tutaj przyszłego przywódcę" stawała jej gula w gardle. Brzmiało to poważnie i odpowiedzialnie... a co jeśli do tego czasu coś jej się stanie? Co jeśli nie da rady dotrzymać tego zapewnienia?
Stali i przyglądali się miejscu. - Ja... chyba nie mam. Nie teraz. Czuję jakbym zapomniała wszystkich słów, piękne miejsce... dziwne? Jakby. - Odpowiedziała Nocnemu Szkwałowi, wpatrując się w taflę wody. Nie dotknęła niczego, nie zasnęła, nie widziała Gwiezdnych, ale sama bliskość miejsca jakby zmieniała... odczucia. Te fizyczne. No i psychiczne przy okazji. Wiedziała, że nie może się tam zbliżyć i dotknąć tego miejsca, nie mogła wejść do wody, nie miała prawa jej dotykać, ale była gotowa przyglądać się całemu procederowi, by ewentualnie wypatrywać jakiekolwiek nieścisłości
★ Otuliły mnie do snu ★
★ stare jak ten świat ★
☆ historie, w których Ogień zgasł ☆
★ . . . ciemno, burza, strach. . . ★
★ Oj dziewczyno ☆
★ Zaraz przeminą ☆
★ . . . Wszystkie gorsze dni . . .☆
xxxxKiwnąłem jedynie głową. Czyli tak jak myślałem, lepiej było zaryzykować zagubieniem się, niż pozostawienie klanu bez medyka. Oby tylko Nocny Szkwał pamiętał dobrze słowa Łabędziej Gwiazdy... jeśli się zgubimy, możemy nie wrócić. Ścisnęło mnie coś w środku. Ale ufałem mu. Wszystko będzie dobrze. xxxxI było. Wiedziałem, że droga będzie długa i męcząca... i była. Zwłaszcza, że po drodze jedynie co upolowałem, to żylastą wiewiórkę. Tak, jak od dłuższego czasu nie doskwierał mi głód, tak akurat dzisiaj chciałem zjeść coś tłustego... nieważne, zresztą. Wiedziałem, kiedy zaczęliśmy się zbliżać do Szepczącej Sadzawki, pomimo, że jeszcze nikt mnie o tym nie poinformował, nikt nie powiedział, nikt jej nie widział. Czułem to. Wiedziałem. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy ją widziałem. Miałem wrażenie, że była przy mnie - złudne, bardzo smutne wrażenie. Czułem, że byłem bliżej, czułem, jakby stała tuż obok. Myślami wcale nie byłem przy Nocnym Szkwale, nie było mnie na wyprawie po życia mojego mistrza, mojego... przywódcy. Myślami stałem obok niej przy Ckliwej Wierzbie, leżałem wśród źdźbeł traw, śmiałem się tak, jak dawniej... tak, jak nigdy więcej odkąd... odkąd jej zabrakło. Miałem wrażenie, że czułem jej słodki zapach, nawet, jeśli nie było jej przede mną. Nie było jej obok mnie, nie widziałem jej, a jednak czułem, że była. Zadrżałem, a łzy znalazły się w moich oczach, gdy podchodziłem bliżej do Szepczącej Sadzawki. Była piękna. Nie tak piękna, jak moja Jaskółka, ale... ale miała coś w sobie, coś, co hipnotyzowało, sprawiało, że zawieszałem wzrok. Jak omamiony, bezbronny, zagubiony kot. Nie 'doświadczony wojownik', nie 'mistrz'. Zwykły, zagubiony kot. Trochę durny, trochę niezręczny. Tyle. xxxxCzułem się źle z tym, że myślami tak bardzo odpływałem. Musiałem być tu dla Nocnego Szkwału. To nie był najłatwiejszy dzień w jego życiu - dla nas wszystkich - byłem tu, by być z nim. Dlaczego to było tak trudne...? - Idź rób swoje, Nocny Szkwale - dziwnie się czułem, wypowiadając jego imię w takiej formie po raz... ostatni. Czułem, jakbym się z nim żegnał. Jakby już miał nigdy nie wrócić. Nie taki. Jakbym już nigdy miał go nie zobaczyć. - Tylko... tylko wróć. Tylko do nas wróć - poprosiłem szeptem, spuszczając głowę.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Miał nadzieję, że młodzież zasypie go pytaniami i trochę przeciągnie w czasie nieuniknione, ale tak się niestety nie stało. Aura tego miejsca działała nie tylko na jeszcze Zastępcę, ale również i na młodych wojowników. Na każdego w inny sposób. Ogień wydawał się być... nieobecny. Jakby utonął w atmosferze tego miejsca, miejscami będąc gdzieś indziej. Zupełnie jakby nie potrzebował pić z Sadzawki żeby znaleźć się w innym miejscu. Nadpływająca Ławica za to uległa urokowi w zupełnie inny sposób, bardziej zbliżony do Nocnego Szkwału. Dostrzegła tu piękno, zawała się czuć niezrozumiały wręcz spokój. Noc pokoju co prawda nie czuł, ale musiał przyznać że było to miejsce niezwykle czarujące i piękne, wpływało w pewien sposób na wyobraźnię.
Nie dało się jednak dłużej odwlekać nieuniknionego, więc tylko kiwnął towarzyszom głową i napił się wody z Sadzawki. Czuł, jak jego powieki robią się coraz cięższe i choć próbował z tym walczyć z tylko sobie znanych przyczyn (prawdopodobnie z powodu obaw), ostatecznie się poddał. Stało się. Albo raczej: stanie się. Już zaraz.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Pierwszy łyk wody z Szepczącej Sadzawki był lodowaty, tak, jak można było się tego spodziewać po panującej od ostatnich księżyców temperaturze; Nocny Szkwał niemal wzdrygnął się od zimna na języku. Drugi łyk był cieplejszy, trzeci również, stopniowo, im więcej kocur siorbał świętej wody, tym czuł się spokojniej, tym więcej ciepła rozlewało się po jego ciele, rozgrzewało przyjemnie gardło, serce, sklejało jego powieki snem, któremu nie potrafił się oprzeć. Choćby chciał, nie było to coś, z czym dało się walczyć.
Przez chwilę, kilka uderzeń serca czuł się tak, jakby tonął, jakby wpadł pod powierzchnię jeziora i dryfował bezwładnie, porwany leniwym nurtem rzeki. Nie towarzyszyło temu jednak uczucie paniki a spokój. Opanowanie. Jakby... był zupełnie bezpieczny, choć nie potrafił nabrać w płuca tlenu, jakby był w domu, na miejscu, tam, gdzie powinien być. Po chwili Nocny Szkwał otworzył oczy, ujrzał przed sobą taflę Szepczącej Sadzawki... spod wody. Tak, jak gdyby do niej wpadł i teraz musiał wypłynąć.
Poruszył łapami raz, drugi - wydostał się z wody i dźwignął na grunt, wziął głęboki wdech. Nie czuł wilgoci przylegającej do jego sierści, woda zgromadzona w długim futrze mu nie ciążyła, wyparowała w chwili w której wynurzył się na powierzchnię, w chwili w której jego łapy dotknęły miękkiej, migocącej od gwiezdnego pyłu trawy. Szum wody, tak mu znajomy, w rytm którego od pierwszych chwil biło jego serce był wszechobecny. Znajdował się teraz na rozgwieżdżonej, niekończącej się polanie, pod gołym niebem pełnym gwiazd, choć poprzez szum wody czuł, jakby znajdował się cały czas pod powierzchnią.
I wtedy wzrok Nocnego Szkwału przykuł połysk bijący od zbliżającej się do niego sylwetki. Jako ktoś, kto przebył u jej boku niezliczone długości drzew na przestrzeni niemal całego swojego życia, nie potrzebował podpowiedzi ani nadmiernego przyglądania się, aby wiedzieć, że należała ona do Łabędziej Gwiazdy. Zmarły przywódca wyglądał znajomo, a jednak inaczej, niż dało się zapamiętać go przez ostatnie księżyce. W jego oczach nie dało się dostrzec zmęczenia. Szedł typowym dla siebie, ciężkim krokiem, jednak brakowało w nim oznak bólu czy słabości. Jego gęsty włos oprószał gwiezdny pył. Kocur wydawał się silny, mocny. Wydawał się zadowolony.
— Dotarłeś — odezwał się ciepło, znalazłszy się naprzeciw dawnego ucznia, terminatora... zastępcy i przyjaciela, a gdzieś w tym także członka rodziny. Trochę nazbierało się tych tytułów. Na moment ich czoła zetknęły się ze sobą, nim Łabędź odsunął się o krok i z dumą spojrzał na pysk swojego następcy. — Już kiedy przyszedłem po ciebie na nauki, a ty poprosiłeś mnie o to, bym pomógł ci pokonać Szpona w walce, wiedziałem, że mam przed sobą silną osobowość. Kogoś, kto obiera cele i niezłomnie dąży do ich zrealizowania. Wspólny trening tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził, a późniejsza współpraca pokazała, że nie brak ci również pokory, jaką cechować powinien się każdy kot u władzy. Masz oczy, które spojrzeniem sięgają głęboko, uszy wyczulone na najcichszy płacz, a przede wszystkim serce na odpowiednim miejscu, bijące w rytm Klanu Rzeki. Nie pytam, czy jesteś gotowy. Nie wątpię w to. Ty też nie wątp. To twój czas.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Usnął, a gdy usnął... tonął. Spadał na dno, jednak nie ciężko, jak kamień wrzucony do wody, a lekko osuwał się w dół, jakby dryfował. Tonięciu nie towarzyszyła temu też panika, ani szybkie, energiczne machanie łapami. Nie bał się, że braknie mu powietrza, że nie będzie mógł oddychać. Futro nie było posklejane od wody, nie było ciężkie. Nie było zimno. Był tam, gdzie powinien być. Czuł się bezpiecznie. Strach, niepewność, wszystko co czuł jeszcze chwilę temu nie miało znaczenia bo teraz czuł jedynie spokój. Błogi spokój.
Im dalej od powierzchni wody był, tym spokojniej się czuł. W końcu jednak wyszedł na brzeg. Nie było to jednak to samo miejsce, z którego przyszedł, nie. Przeszedł na drugą stronę tafli, zupełnie jakby na samym dnie Szepczącej Sadzawki znalazło się przejście na Srebrną Skórkę. Czuł, że jest w miejscu jeszcze bardziej niezwykłym niż to, z którego przyszedł.
Nie był pewien, czy to on powinien zrobić krok do przodu, czy może poczekać na zjawienie się kogoś. A może wszyscy zaangażowani zjawią się, gdy nadejdzie odpowiedni moment? Zamierzał wykazać się cierpliwością, ale nie był testowany długo. Szybko dostrzegł połyskującą w oddali sylwetkę, którą tak dobrze znał. Patrzył, jak dawny mistrz idzie w jego stronę. Starał się stać tak pewnie jak tylko potrafił, ale nie było sensu niczego ukrywać. Łabędź doskonale wiedział, że Noc się bał. Że nie był pewny, co będzie dalej, czy aby na pewno był dobrym wyborem, ale innych opcji na ten moment nie było. To on dwa obiegi pór spędził jako Zastępca. To on się do tego przygotowywał. Gotowy czy nie, nikt nie był lepiej przygotowany.
Uśmiechnął się ciepło na słowa Łabędzia. "Ty również", chciał odpowiedzieć, ale głos ugrzęzł mu w gardle. Starał się nie rozkleić, ale gdy ich czoła się dotknęły, kocur pękł. Całe życie starał się być twardy i nie płakać. Powstrzymywał się od tego, gdy tylko mógł. Przez ostatnie księżyce, liczne starty, zmiękł. I teraz nawet nie próbował się powstrzymywać. Nie wycierał cieknących po policzkach łez, pozwalając by wszyscy to widzieli. Kochał Łabędzia. Był jego przyjacielem, rodziną, najbliższym kotem. Jeszcze dziś rano widział jego sztywne ciało i pożegnał go, bez możliwości zrobienia tego osobiście by teraz móc prawidłowo domknąć ten rozdział i powiedzieć ostatnie słowo.
- Nie zawiodę cię staruszku. - obiecał jedynie, choć pragnął zapytać go jak się czuje, czy jest mu tutaj dobrze. Było wiele rzeczy, które chciał mu powiedzieć. Wiedział jednak, że nie było sensu. Widział po samym kroku że jest mu tutaj dobrze, że nie odczuwa starości i wszystko jest w porządku. Oboje wiedzieli, że to ich ostatnia rozmowa ale żadne nie chciało jej tak traktować i bawić się w czułe pożegnania. Na to jeszcze może przyjdzie czas.
- Jestem gotowy. - powiedział po chwili, ocierając łzy. Rozkleił się na widok przyjaciela, nie był to grzech, ale czuł że w trakcie faktycznej ceremonii nie powinien być zapłakany. To był moment, w którym spada na jego barki największy ciężar jaki kot może nieść. Powinien go przyjąć z dumnie wyciągniętą do przodu piersią, a nie spuchniętymi oczami i zasmarkanym nosem.
Bardziej gotowy już nie będzie. Jeśli Łabędź w niego wierzył i przyszedł tutaj jako pierwszy tylko po to, by mu to powiedzieć... nie miał powodu by również w to nie wierzyć. Już nie.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Emocje, które odczuwał Nocny Szkwał zdawały się być spotęgowane przez jego obecność na Srebrnej Skórce, wśród przodków. Jakby odczuwał się intensywniej, niż kiedykolwiek za życia, jakby aura tego miejsca i wzrok duchów zmarłych - choć nie było w nim krztyny oceniania, pretensji wobec emocji, które następca Łabędzia odczuwał i wyrażał - sprawiały, że wszystko odczuwał bardziej. Nie było to jednak nic złego. Wypłakał to, co musiał, zetknięty chwilę ze swoim mistrzem, przyjacielem, przywódcą czołami, i padły te słowa, te, które mógł i musiał wypowiedzieć do przodków, i samego siebie, tylko on. Był gotowy. Łabędzia Gwiazda to wiedział, zastęp przodków których duchy migotały wokół Nocnego Szkwału też to wiedziały. Poprzednia Gwiazda wycofała się kilka, kilkanaście kroków, a zaraz obok Łabędzia pojawiło się kolejne osiem kotów; ich sylwetki były rozmazane, iskrzące się od gwiazd, rysy niewyraźne... przynajmniej na ten moment.
Jedna z sylwetek zaczęła robić się wyraźniejsza, Nocny Szkwał im dłużej się przyglądał, tym lepiej rozpoznawał brązowe futro i biały pysk jednej ze swoich terminatorek. - Tak dobrze cię widzieć, Noc - rozległ się znajomy głos. Pierwsza naprzód wyszła kotka, która wyglądała i brzmiała jednocześnie tak samo, a jednocześnie tak skrajnie inaczej, niż za życia. Kotka, przy której Nocny Szkwał był niemalże od początku jej przygody w Klanie Rzeki i kotka która nigdy nie sądziła, że zjawi się na Srebrnej Skórce w ogóle, a co dopiero teraz, z takiej okazji. Krokusowy Pląs jednak nie była tylko terminatorką Nocy, była jego przyjaciółką. Był dla niej jak ojciec. Odeszła, zostawiła jego i resztę swojej rodziny nagle i bez pożegnania, i choć nie urodziła się w Klanie Rzeki, w jej żyłach płynęła rzeczna krew: oddała się temu Klanowi i wyglądała na szczęśliwą, że może tu być. Na Srebrnej Skórce, ze swoją partnerką i teraz, przed Nocnym Szkwałem, po raz pierwszy od księżyców, ponownie, w cztery oczy. Ciepły uśmiech rozciągał się na białym licu Krokus, a oczy skrzyły się nie tylko od gwiezdnego pyłu, ale też wzruszenia... i czegoś więcej, jakby smutku. - Noc. Nauczyłeś mnie wszystkiego, co sam wiedziałeś, wdrożyłeś w życie w Klanie Rzeki... to dzięki tobie stałam się tym, kim byłam, dzięki tobie odnalazłam prawdziwy dom i rodzinę. Dziękuję ci za wszystko, przepraszam, że nie zdążyłam ci tego powiedzieć za życia. Klan Rzeki będzie bezpieczny z tobą jako przywódcą na czele, i powinien być dumny z tego, że to ty lśnisz nad nimi jako Gwiazda - Krokusowy Pląs postąpiła kilka kroków bliżej, dotykając nosem czoła Nocnego Szkwału. - Wraz z pierwszym życiem dostaniesz ode mnie dar Pogody Ducha. Ranga, którą piastujesz to ogromny zaszczyt jak i wielka odpowiedzialność, ale nie zapominaj, aby cieszyć się z drobnych rzeczy. Aby czasem zwolnić, zatrzymać się, poszukać kształtów w chmurach, odpocząć, wziąć głęboki wdech. Żebyś pomimo trudów życia codziennego, pomimo wszystkich kłód jakie los rzuca ci pod łapy, potrafił się śmiać, żebyś nie dał się złamać i w dalszym ciągu czerpał radość z życia, doceniał piękno świata wokół - oddech Krokus był dziwnie ciepły gdy wypowiadała te słowa. To samo ciepło rozeszło się po całym ciele Nocnego Szkwału, wsiąknęło w każdą komórkę jego ciała; przyjemny spokój rozgrzał jego serce, uśmiech cisnął mu się na pysk. Wszystko nagle stało się spokojne, lekkie - chciało mu się biegać, śmiać, cieszyć, przez kilkanaście uderzeń serca.
Uśmiech Krokusowego Pląsu drgnął niebezpiecznie. Nie odsuwała się jeszcze przez kilka chwil od kocura. - ... i przepraszam, że muszę być źródłem złych nowin, w tym dniu, Noc, przepraszam. Nie mam dużo czasu - szepnęła nagle. - Gdy wrócisz... z Poetą dzieje się coś złego. Nie mogę się do niego dostać, chciałam. Wyszkolił terminatorkę medyka z Klanu Wichru, dzieli się wiedzą z kotami spoza Klanu, on wcale nie szuka kandydatów na terminatora, Noc... musisz wiedzieć. Przepraszam, że tak się dowiadujesz - z tymi słowami Krokus wymusiła kolejny, ciepły uśmiech, kilka srebrnych łez spłynęło po jej policzkach i wycofała się nagle, pospiesznie, nie spuszczając jednak wzroku z sylwetki Nocnego Szkwału. - Niech mój dar ci służy. Świeć Klanowi Rzeki najjaśniej.
Rozmazana, świecąca sylwetka obok Krokusowego Pląsu lśniła się jaśniej od pozostałych, była wyższa od Krokusowego Pląsu, przewyższała większość zebranych wokół Nocnego Szkwału przodków. Była to osobistość której nikomu nie trzeba było przedstawiać, a gdy wyszła mu naprzeciw, czas jakby się zatrzymał. Wszechobecny szum wody ucichł na kilka uderzeń serca. Jakby samą swoją obecnością, nawet po śmierci Czerwony Mak potrafiła zatrzymać czas, zawrócić bieg rzeki jednym ruchem łapy a spojrzeniem ognistych ślepi mogła burzyć góry. Wzrok poprzedniej przywódczyni, choć hardy, płomienny, spoczywający na pysku Nocnego Szkwału, był ciepły, pełen dumy. - Nocny Szkwale, k'ew z k'wi Łabędziej Pieśni - zaczęła, robiąc kolejne kilka kroków bliżej srebrnego kocura. - Nazywam się Cze'wona Gwiazda. Nie miałeś okazji poznać mnie za zycia, u'odziłeś się już po mojej śmie'ci. Cieszę się, ze widzimy się te'az tutaj. W'az z twoim d'ugim zyciem ofia'uje ci da' Siły - córka Łabędziej Pieśni pochyliła się nad Nocą, jej nos dotknął jego pręgowanego czoła: kocur natychmiast poczuł się tak, jakby był w stanie na swych barkach przenieść całą konstrukcję Błyszczących Głazów na drugi koniec lasu, jakby mógł jednym uderzeniem zburzyć wiekowy dąb, jakby był w stanie stanąć oko w oko z niedźwiedziem i nie poczuć przy tym ni krzty strachu czy wątpliwości. - Siły, abyś p'zewodził Klanowi 'Zeki bez st'achu, abyś był gotów stanąć p'zed kazdym wyzwaniem i wyjść z niego zwycięsko. Dbaj o nasz dom, Nocny Szkwale, świeć Klanowi 'Zeki jasno.
Czerwony Mak powróciła do szeregu pozostałych Gwiezdnych, zerkając ukradkiem na kota u swojego boku, następnego w kolejce, następnego, który miał obdarować Nocny Szkwał darem. Pieczareczka, Purchaweczka, ukochana wnuczka Nocnego Szkwału, ta, którą tak wiele w życiu ominęło, ta, która miała tak wielkie ambicje i nie zdołała ich spełnić, z której życie zostało wyrwane przedwcześnie... miarowym krokiem podeszła ku dziadkowi, a z każdym krokiem stawała się coraz wyraźniejsza, łatwiejsza do rozpoznania. Jaskrawe ślepia Poczerniałej Kory, bo chociaż pośmiertnie mogła zostać wojowniczką, na prośbę Nocnego Szkwału, skrzyły się od wielu trudnych do nazwania emocji. - Dziadku... - Pieczarka westchnęła, wyciągając szyję aby móc dotknąć ciemnym nosem czoła dziadka. - Ode mnie, z trzecim życiem, dostaniesz dar Gniewu - rozbrzmiał gorzko głos młodej kotki. - Gniewu na Niesprawiedliwości. Żebyś nigdy nie zwlekał, gdy kotom wokół dzieje się krzywda, abyś mógł natychmiast reagować i plenić z Klanu koty kłamliwe, koty podłe, niesprawiedliwe - z każdym kolejnym słowem własnej wnuczki Nocny Szkwał ogarniał gniew, żal, wściekłość. Umysł zaćmiła mu czerwona mgła, prawdziwa furia wobec tego, co działo się za rządów Psiego Serca w Klanie Cienia, wobec tego, co narobił jego rodzony brat, wobec tego, jak jego własny medyk ukrywał się z tak ważną rzeczą, robił co chciał za plecami jego i Łabędziej Gwiazdy... gniew był jednak krótkotrwały i zaraz się rozmył. Pozostał niesmak, gorzka żółć na języku i kołatanie serca oraz wypalone w umyśle rozżarzone spojrzenie Poczerniałej Kory. Ta wycofała się, wymuszając w kierunku dziadka ostatni uśmiech.
Kolejny kot wyszedł Nocnemu Szkwałowi naprzeciw krokiem pewnym, żwawym. Rozpoznał ją zanim rozmył się z jej futra gwiezdny pył, rozpoznałby ją wszędzie po samym tym, jak się poruszała, po tym, jak otrzepała się z resztek pyłu jak pies otrzepuje się z wody, po dziarskim uśmiechu na rudym pysku. Byli połówkami tej samej duszy w dwóch ciałach, już od dawna w dwóch zupełnie innych, odległych miejscach - Korę rozpoznałby zawsze, jakiejkolwiek formy by nie przybrała, a ona rozpoznałaby jego. - No, trochę ci to zajęło, ale... dotarłeś - zaczęła, dziwnie ckliwie, dziwnie drżąco jak na siebie, nie potrafiąc utrzymać profesjonalizmu: Dębowy Bór objęła brata łapami na kilka chwil, wciskając lodowaty nos w jego srebrzyste futro. Trwali tak w uścisku przez kilka uderzeń serca; rdzawa kocica wycofała się, wyprostowała, odchrząknęła dumnie, z ogonem uniesionym wysoko ku górze. - Jestem z ciebie cholernie dumna, Noc, rozumiesz? Wszyscy są. Jesteś tam, gdzie powinieneś być. Zawsze byłeś gotowy. Staruszek już ci to powiedział, a ja ci to powtarzam, a tak na dokładkę, bo tego nigdy mało: z czwartym życiem, ode mnie, od DĘBOWEGO BORU, twojej ULUBIONEJ SIOSTRY, otrzymujesz dar Pewności Siebie. Za młodu nigdy ci tego nie brakowało, z wiekiem było coraz gorzej, niech teraz też ci tego nigdy nie braknie. Wiesz, że podejmujesz dobre decyzje, wszystko dla dobra Klanu Rzeki: podejmuj je dalej, bez zawahania. Wszystko, co robiłeś, zawsze było dla dobra swojej rodziny i Klanu Rzeki. Nigdy w to nie wątp. Przestań wątpić w siebie, Noc - Kora dotknęła czoła brata nosem; zrobiło mu się gorąco, serce zabiło mu mocniej w piersi a równie dziarski uśmiech co ten, który nosiła jego siostra aż cisnął mu się na pysk. Jakby nagle połknął wszystkie rozumy świata i stał się nieomylny, pewien wszystkiego, co robił, co mówił. Spazmy szarpnęły jego ciałem, zalał go gorąc... i po chwili ochłonął, wziął kilka głębokich wdechów. Czuł się lepiej, pewniej, silniej niż jak nigdy dotąd. - ... dbaj o Klan Rzeki, Noc. Nie mam wątpliwości, że będziesz doskonałą Gwiazdą. I pilnuj się, miej oczy dookoła głowy. Przeszłość... ta, którą próbujemy uśpić, zataić, zakopać, dalej próbuje dręczyć naszą rodzinę - choć ostrzeżenie Dębowego Boru było bardzo mgliste, niejasne i nieco straszne, uśmiech i błysk w oku nie opuścił jej ani na chwilę. Kiwnęła bratu głową z uznaniem i wycofała się do reszty zastępu Gwiezdnych.
Zza Kory wychyliła się kotka tak olśniewająco piękna, nawet za śmierci, jak była za życia. Ta, którą Nocny Szkwał pamiętał mgliście, jakby była tylko odległym, rozmazanym wspomnieniem a nie jego rodzoną matką. Księżycowe Jezioro wyłaniając się spośród szeregu duchów, cała iskrząca się od gwiezdnego pyłu obdarowała syna nieco smutnym, przepełnionym matczyną troską i dumą uśmiechem. - Mój dzielny, mały wojowniku, mój kochany Noc - wydusiła z siebie ckliwie, pozwalając sobie dotknąć czołem kudłatej piersi syna, wciągnąć w niefunkcjonujące już płuca jego woń, tą którą dobrze znała i za którą tak tęskniła będąc na Srebrnej Skórce. - Kora ma rację, synu, wszyscy jesteśmy z ciebie tak bardzo dumni... ja jestem z ciebie dumna, tak mało to słyszałeś ode mnie, od ojca, za życia, będę ci to mówić chociaż teraz, bo zasługujesz aby to usłyszeć. Mama nigdy nie zapomniała, zawsze była przy was, nawet, jeśli nie ciałem, to duchem, myślami - Jezioro pociągnęła nosem, wyciągnęła szyję i dotknęła czule czoła swojego syna. - Wraz z piątym życiem ode mnie, mój wojowniku, moja Gwiazdo, otrzymujesz dar Opanowania. Abyś w każdej sytuacji, nieważne jak trudnej, zachowywał zimną krew która pomoże ci przezwyciężyć wrogów i rozwiązywać konflikty nie tylko pazurem, lecz słowem - matczyna miłość, tak namacalna i prawdziwa i rozsadzająca go od środka rozchodziła się po każdej komórce ciała Nocnego Szkwału, rozrywała go od środka, serce biło mu o żebra jak spanikowany ptak w potrzasku... ale zaraz nastąpił chłód. Na chwilę krew w jego żyłach zamarzła, wziął kilka głębokich wdechów, opanował buzujące w nim emocje i mógł klarownie, czystym, jasnym wzrokiem spojrzeć w zapłakany pysk Księżycowego Jeziora. - Lśnij im najjaśniej, synu - uroniła ostatnią łzę przed rozmyciem się, wycofaniem ku reszcie duchów.
Gdy tylko Księżycowe Jezioro zniknęła sprzed oczu Nocnego Szkwału, stał przed nim prawdopodobnie ostatni kot, jakiego chciał zobaczyć. Skrzące Słowo pierwszy raz wyglądał na skruszonego, choć przede wszystkim niesamowicie dumnego ze swojego syna, niesamowicie dumnego z tego, że mógł tu teraz być, towarzyszyć mu na początku nowego etapu jego życia, podarować jedno z żyć. Jednak rdzawy pysk wojownika wykręcony był w żalu, oczy pełne były, oprócz dumy, wyrzutów sumienia. - Nocny Szkwale, mój synu - rozpoczął hardo Skra, panując nad głosem najlepiej, jak był w stanie, aby wyjść przed synem na jak najbardziej profesjonalnego, niezniszczalnego kocura jakim go zapamiętano, zanim odszedł na Srebrną Skórkę. Z trudem zbliżył się do Nocnego Szkwału i z trudem dotknął nosem jego czoła. - Jestem z ciebie ogromnie dumny. Tak przepraszam, że nie usłyszałeś tego ode mnie nigdy za życia. Z szóstym życiem, mój synu, daję ci dar Przebaczenia. Coś, czego sam nauczyłem się dopiero po śmierci. Abyś mógł, kiedyś, przebaczyć tym, którzy wyrządzili ci krzywdę... abyś kiedyś mógł przebaczyć mi, za to, ile krzywdy wyrządziłem tobie, naszej rodzinie. Jestem dumny, że jesteś moim synem i dumny, że stoisz teraz tu przed nami - dziwne wzruszenie, nagłe ckliwe emocje, chęć rzucenia się ojcu na szyję przeszyła Nocny Szkwał na wskroś niczym wściekła fala wzburzonej rzeki podczas odwilży. Poczuł się lekko, poczuł, że Skrzące Słowo mówi szczerze i z głębi serca, jakby pierwszy raz od zawsze był w stanie nawiązać z ojcem jakąś więź. Ta lekkość już z nim została, rozprzestrzeniła się po jego duszy, choć gorycz na widok Skrzącego Słowa dalej piekła go w język. Rdzawy wojownik kiwnął synowi pyskiem z uznaniem, z dumą, kąciki jego pyska drgnęły, zanim się wycofał.
Ceremonia zbliżała się ku końcowi. Rozpoczęła się od kotów spoza rodziny, lub kotów których nigdy Nocny Szkwał nie poznał, a potem, stopniowo, każdy kolejny kot z zastępu Gwiezdnych okazywał się być najbliższą rodziną kocura. Rodziną którą stracił, musiał zakopać, musiał się z nimi pożegnać. Miał tej rodziny wiele, było pośród nich wiele niewypowiedzianych słów, niezałatwionych spraw... Topik, Topikowa Nić, Spalona Łuska, jego córka, kolejna z kotek które utracił za wcześnie, w tragiczny sposób, wystąpiła mu naprzód z bladym uśmiechem na pysku, spokojna, opanowana, uradowana na jego widok. - Cześć, staruszku - przemówiła czule wojowniczka. Na dobrze znajomym kocurowi pysku widniał rozluźniony, szczery uśmiech. - Gratuluję - dodała, schyliwszy głowę przed ojcem; zaraz ją uniosła, aby dotknąć nosem pręgowanego czoła Nocy. - Ode mnie, ze swoim siódmym życiem, dostaniesz dar Miłości. Nigdy nie zapomnij o tym, że potrafi być silniejsza niż wszelkie podziały, klanowe uprzedzenia, odległość i czas - kończąc te słowa, mocno otarła swoim policzkiem o jego policzek, a Nocny Szkwał razem z tym gestem poczuł zalewające go miłość i wdzięczność; wszystko, co czuła do niego córka, nawet po śmierci. Łapy się pod nim ugięły, niemal nie runął na ziemię przytłoczony tą emocją, tym ciepłem. Jakby jego serce miało wyskoczyć mu z piersi. Nie przestało oszalale bić, nawet, gdy Topik już przed nim nie stała, nawet, gdy cofnęła się z powrotem do tłumu srebrnych duchów.
Kolejną kocicę usłyszał, zanim dobrze ją zobaczył. - Noc, ja… - głos Przepiórczej Pieśni przeszył duszę Nocnego Szkwału na wskroś. Ledwo mrugnął, a zamiast rozmytej, niewyraźnej, srebrzystej zjawy widział przed sobą kocicę u boku której spędził pół życia, którą kochał, za którą tak tęsknił, pomimo konfliktu i atmosfery w jakiej się rozstali. Siniak westchnęła i zawiesiła oczy na Nocnym Szkwale, kontynuując. - Nie byłam pewna wielu rzeczy które robiłam, czasami miałam wątpliwości do chyba każdej z nich. Ale myślę, że są chwile, kiedy nawet jeśli zaczynasz się wahać, musisz pamiętać o tym, że był jakiś powód, dla którego chciałeś coś zrobić - kotka wyciągnęła szyję aby móc dotknąć nosem blizn na czole swojego byłego partnera. - Dlatego wraz z twym ósmym życiem chciałabym ci dać dar Wierności. Wierności twojemu klanowi, przekonaniom, Kodeksowi, rodzinie, miłości. Żebyś pamiętał, że musiało być w nich coś słusznego, coś, przy czym czasem warto jest zostać, nie ważne co by się działo - szepnęła. Nocny Szkwał zalał zimny pot, gardło ścisnęło mu się tak, że nie mógł przez kilka chwil nabrać oddechu, szumiało mu w uszach. To uczucie równie szybko znikło. Zastąpił je jedynie gorzki posmak żalu na widok i na słowa Siniak, na widok jej smutnych oczu i bladego uśmiechu, gdy znikała pośród tłumu, bez kolejnego słowa, bez pożegnania.
Zaraz Nocnemu Szkwałowi znów ukazała się postać Łabędziej Gwiazdy, równie gwieździstego, co pozostali na Srebrnej Skórce, i tak samo emanującego spokojem i dumą, co wcześniej. Jego wzrok wyrażał łagodne zainteresowanie, jakby on z kolei miał przed sobą innego kota, niż tego, którego witał chwilę wcześniej. Czyż po części tak nie było? Cały Gwiezdny Klan był dzisiaj świadkiem narodzin. Narodzin nowej Gwiazdy.
- Mam nadzieję, że nie liczyłeś, że wykręcisz się od daru ode mnie. Nie odpuszczę sobie zaszczytu podarowania ci twojego dziewiątego życia - powiedział z humorem i z cichym zrozumieniem wymalowanym na pysku. Przyjmowanie błogosławieństwa od Przodków było wspaniałym przeżyciem, lecz zarazem niezwykle wymagającym, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Ale dopływali już do brzegu, to naprawdę końcówka. - Chciałbym obdarować cię tym, co uznałem za kluczowe podczas swojej drogi, i nad czym starałem się pracować każdego dnia. Balans. Między tym, co słuszne mając na uwadze Klan, a co mając na uwadze jednostkę się na niego składającą. Między tym, co trzeba jako głowa wielkiej grupy, a co jest się winnym samemu sobie. Między noszeniem stada kociąt na swojej głowie i barkach, a władaniem poprzez strach, wszystko to w imię dobra Klanu. Niech twoja droga nie będzie ciągłym chodzeniem po Wilgotnych Skałkach. Znajdź stabilną, pewną ścieżkę. Och... i przytul ode mnie Piołuna, proszę. Przyda mu się odrobina rodzinnego ciepła - nie czekając na odpowiedź, dotknął nosem nosa Nocy, a ten momentalnie poczuł, jak łapy się pod nim zapadają i pada na ziemię, przytłoczony przebiegającymi po nim, rozkrzyczanymi kotami. Czegoś się domagały, ciągle czegoś chciały, a on nie miał już sił, aby wysłuchiwać ich napływających bez końca żądań, co dopiero by im sprostać.
Wtem znalazł się na szczycie, pełen trującej, wyżerającej go od środka siły, stał na Mroźnej Skale. Żywej Mroźnej Skale - utrzymywał go nie minerał, a koty leżące jeden na drugim. Przerażeni dorośli, płaczące kocięta, dobrze mu znane mordki skrzywione w bólu. Nagle znalazł się na solidnym gruncie, z każdym na równi. Rzeczniacy szli zgodnie u jego boku, wspierając go w podróży, a on czerpał energię z ich obecności. Ich uśmiechy napawały go mocą, a ich niezachwiana wiara w jego przywództwo przekonaniem, że to ta właściwa trasa, idą w odpowiednim kierunku. To właśnie tędy chciał zmierzać.
Kiedy wizja dobiegła końca, cała dziewiątka stała w pewnym oddaleniu, a za nimi widać było - zdawałoby się - nieskończony szereg Przodków, wszyscy uważnie w niego wpatrzeni. Jakby nikt, niezależnie od pochodzenia czy czasów, w których żył, nie chciał ominąć szansy na przywitanie, choćby z oddali, nowego lidera.
- Od teraz twoje imię to Nocna Gwiazda - Łabędź ponownie zabrał głos. - Noś je z dumą, nigdy z żalem. Gwiezdny Klan wita cię jako nowego przywódcę Klanu Rzeki! - poprzez szum wody przebijało się nieskończone, przeszywające echo dziesiątek srebrnych duchów, skandujących imię nowej Gwiazdy.
dziękuję właścicielom wszystkich wymienionych postaci za pomoc, za wspaniałe dary i dialogi dla Nocy ♥