Wysłuchał kotki trochę jednym uchem, bo już się zmęczył tym kodeksem, nie był wcale tak interesujący, a wcześniejsze zapowietrzenie się omal kotki było najbardziej interesującym jego aspektem, podczas gdy teraz... no, nie było śmieszne nawet w połowie, więc zapomniał już, że miał sobie robić jaja i przestał trochę słuchać. Nawet zapomniał, że spytał o bycie pieszczochem i dopiero kwestia wspinania go nieco rozbudziła.
- O. No pewnie - rozbudził się od razu. Wspinaczka była akurat ciekawą rzeczą do odbębnienia, więc nie mógł się doczekać, aż to zrobi, nawet ruszył pędem do najbliższego drzewa, by zacząć, jak tylko dowie się jak.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
Mżawka uśmiechnęła i wskazała łbem terminatorowi, aby poszedł za nią. Kotka przez chwilę rozglądała się, po okolicy, aż wreszcie wybrała odpowiednie drzewo i stanęła przed nim. Tak, to się nada idealnie.
– No dobra, no to ogólnie wspinanie się nie jest aż takie trudne. – Zastanowiła się przez chwilę. – Noooo... O ile nikt nie spadnie. Ale spadanie też nie jest takie straszne. – Ponownie się zamyśliła. – Nooo o ile się nie umrze przy tym, ale szanse są małe. Po prostu uważaj, bo inaczej twoi rodzice mnie zabiją, dobrze?
Pomyślała przez chwilę jak w ogóle to wszystko ugryźć.
– Więc tak. Jak pewnie już zauważyłeś wszystko zaczyna się tak naprawdę od dużego skoku, czy raczej wyskoku. Wspinanie tak naprawdę w pewien sposób w wbieganie na drzewo. Najpierw wyskakujesz, potem obejmujesz drzewo jakby było twoim przyjacielem i chciałbyś je przytulić. A potem podciągasz się i wybijasz tylnimy nogami. I tak w kółko.
Nie przejął się szczególnie ostrzeżeniami; zawsze kpił sobie z tego, że można zrobić sobie krzywdę. Zrobi to zrobi i co z tego? Przynajmniej wspomnienia będą bardziej radosne!!
Dlatego wysłuchał do połowy, a gdy tylko usłyszał, że trzeba wziąć wyskok - od razu to zrobił. Wyskoczył w powietrze, w stronę takiego drzewa i złapał się za korę pazurami, a następnie zaczął radośnie pełznąć w stronę góry nadal słuchając, ale już tak bardzo wybiórczo.
- Pff, to nie jest trudne - stwierdził w połowie drogi do gałęzi, którą sobie obrał; nie najniższą, ale też nie najwyższą, nie był idiotą.
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– Tylko trzymaj się mocno – powiedziała, a czesto rozkojarzone oczy kotki teraz w pełni skupiły się na krewniaku. No i czemu on już skoczył? Czy ona pozwoliła mu tak szybko skakać? Nie wydawało jej się. – Tak, dobrze, bardzo ładny wyskok. Dobrze ci idzie. Pamiętaj przytulaj się mocno. Jakbyś chciał je przytulić. Teraz podciągnij się za pomocą tylnich łap.
Kot radził sobie... Nawet dobrze. Oczywiście zapewne było w jego ruchach coś lekko nieporadnego, skoro nigdy wcześniej tego nie ćwiczył, ale Mżawka uważała, że naprawdę nie było czego się wstydzić.
– Widzisz gałąź na którą chcesz wejść?
Na pewno nie szło mu wybornie; co jakiś czas jakaś łapa mu się ślizgała, jego ruchy nie były zdecydowanie wprawione, a on czasami tracił przyczepność, albo trafiał w pustkę, tak o, po prostu, ale czy go to obchodziło? Nie. Właśnie pierwszy raz był poza obozem i od razu mógł poćwiczyć wspinaczkę - nie było nic lepszego, niż to, o. A jak spadnie i złamie kręgosłup, to przynajmniej będzie mógł wszystkim mówić, że było warto.
Na pytanie ciotki tylko krótko przytaknął mruknięciem. Wybrał sobie swoją gałąź. Choć była całkiem wysoko, to nie przewidywał żadnych problemów z tym, by się tam dostać i zasiąść jak król.
- Rany, jakbym wiedział, że to takie proste, to już dawno bym siedział na drzewach w obozie, czy nawet kawałek za - oznajmił z prychnięciem, okręcając głowę ku ciotce... i zamarł na uderzenie serca. Bo... no, było wysoko. To trzeba było przyznać. A jego móżdżek był przyzwyczajony do oglądania świata z pozycji niewielkich w sumie łapek. Dlatego zamarł, musząc się nieco przyzwyczaić i, o Gwiezdni, czy może przestać mu się tak kręcić w głowie z wrażenia?!
Na razie jest to mała kotka, która pewnego dnia wyrośnie na średniego rozmiaru kocicę o żółtych oczach i długim futrze. Jest dumną posiadaczką biało-niebieskiego umaszczenie z tygrysim pręgowaniem. Białe znaczenia oplatają ją niemal całą z wyspami mniej lub bardziej ciemniejszego koloru futra w okolicach oczu i uszu. Boki i grzbiet kotki również zdobi ciemniejsze umaszczenie chociaż jest ono umieszczone raczej bliżej, równie ciemnego, ogona. Można powiedzieć, że przednia i tylna część grzbietu Mżawki "wymieniają się." Ta pierwsza jest białą z dwiema ciemniejszymi plamami, a ta druga ciemniejszą z większymi lub mniejszymi kępkami bieli.
Kotka-marzycielka, która często daje się ponieść wyobraźni, a bujanie w obłokach sprawia jej niemal taką samą frajdę, jak zabawa w gronie rówieśników. Mżawka oczywiście nie zostawia swoich pomysłów jedynie dla siebie samej, a zamiast tego od razu dzieli się nimi ze światem - czy to w postaci głupiego wierszyka, wymyślonej bajki, czy też strasznej historyjki, takiej do opowiedzenia rodzeństwu przed snem, rodzeństwo oczywiście bardzo kocha, by je odrobinę przestraszyć. Ktoś nie znający Mżawki, widząc ją zamyśloną, mógłby nieopatrznie założyć, że to naprawdę grzeczne i spokojne kocie, jednak nic bardziej mylnego! W momentach, gdy nie jest skupiona na świecie swoich wewnętrznych fantazji, kotka potrafi być prawdziwym wulkanem energii, chcącym zobaczyć jak najwięcej i to jak najszybciej, jako że cierpliwość nie jest jedną z jej najmocniejszych cechą. Zachowywanie spokoju zresztą też nie. Zazwyczaj jest miła i życzliwa dla każdego, nawet jeśli czasem bywa nieco złośliwa dla kotów, które darzy szczególną sympatią. To się jednak szybko zmienia, gdy ktoś ją zirytuje, a o to nie aż tak trudno, wtedy pokazuje, że potrafi być uparta i łatwo nie daje za wygraną, a jej wkurzony słowotok da się usłyszeć z daleka.
– To nie jest szczególnie skomplikowane, ale i tak uważaj proszę – powiedziała, bo co to było? Czyżby kotka, która raczej podchodziła do życia dość lekko nagle zaczęła się wręcz absurdalnie martwić, gdy chodziło o zdrowie i życie dziecka jej własnego brata? Czy jej się wydawało, czy Głeboka Łapa był jakiś taki... Zbyt pewny siebie? A może to po prostu była już ta sławetna starość? Ugh... Oby nie. Nie czuła się przecież jakoś szalenie stara. Bez przesady!
Nagle jej bratanek jakoś tak dziwnie zamarł. Może to było nic. Może jej się tylko wydawało, ale...
– Ej młody? Wszystko w porządku tam na górze?
Najpierw nie zareagował na pytanie Mroźnej Mżawki, zbyt skupiony na tym, by obserwować ziemię i fakt, że ta była jakoś tak wyjątkowo daleko od niego, dopiero po chwili decydując się odpowiedzieć, jakby fakt, że otwiera pysk, automatycznie miał go zabić, czy coś w tym stylu.
- Nie, jest w porządku, tylko po prostu świat tak śmiesznie wygląda z góry - zapewnił, nie do końca szczerze, ale hej, przed chwilą tak bohaterował, że nie zamierzał teraz przyznawać się, że trochę, ale tylko trochę, speniał.
Księżyce: 54 Mistrz: Modliszkowy Gaj Płeć: niebinarne (zapach kotki) Zaimki: ona/jej, ono/jego, on/jego Matka: Krokusowy Pląs, Płochy Świetlik Partner: :( Trwałe urazy: dość długa blizna na prawym barku
wysoki i dobrze zbudowany. długie, czekoladowe futro, z bielą na łapach, piersi, szyi i mordce. złote oczy. długa blizna na prawym barku, częściowo zakryta futrem.
dobroduszne, nieco zagubione stworzenie, starające się podchodzić optymistycznie do świata, który stawia mu kłody pod nogi.
Kawkowy Wzlot, Igła [KG], Kurz [KW], Knedlik [S]
Dostała nowego terminatora, co przyjęła bez większego zaskoczenia - ot, taka kolej rzeczy. Trochę inną kwestią było to, że był to wnuk Nocnej Gwiazdy i to, że nie było go na ceremonii/pogrzebie, przez co oczywiście nie mogli od razu się umówić na trening. No cóż.
W dzień po ceremonii udał się rano do legowiska terminatorów, żeby namierzyć Głęboką Łapę.
- Um. Dzień dobry, Głęboka Łapo. Nie wiem czy słyszałeś, ale mam przejąć twój trening, także... co robiliście do tej pory z Mroźną Mżawką? - Spytał, uśmiechając się delikatnie.
My insides all turned toash,so slow ⋆⋆⋆ And blew awayas I collapsed,so cold⋆⋆⋆ A black windtook themawayfrom sight And held the darknessover day thatnight⏾⋆.˚
⁀➷And the clouds abovemove closer,looking sodissatisfied But theheartless wind kept blowing,b l o w i n g
XXXXI used to bemy own ₊⊹ protection ⊹₊butnot now 'Cause my➴ pathhaslost directionsomehow Ablack windtook youaway from sight◄┈╯ Andheld the darknessoverdaythatnight
Jakoś tak wyszło, że znalezienie go w obozie często graniczyło z cudem, bo mimo wszystko lubił aktywnie spędzać czas gdzieś poza obozem. I nie to, że unikał obowiązków; jak miał jakiś do wypełnienia, to... no, zdarzało mu się go wypełnić. A na trening i tak nie miał z kim chodzić, bo Mroźna Mżawka po prostu pewnego dnia na jeden nie przyszła, a potem jakoś tak nie wróciła po niego, że ej, mordeczko, nie było mnie, czy coś, i chodź na trening teraz, więc... no co miał robić? Korzystał z wolności, nie?
Ale oczywiście dziadek zdążył zauważyć, że coś jest nie tak, że nie chodzi na treningi, że jego ciotka nie pojawia się w obozie i pewnego dnia zdecydował się zmienić mu mistrza... co doszło do niego dosłownie wtedy, gdy ów nowy mistrz złapał go w obozie.
- Och? A co z Mroźną Mżawką? Nie zdradzam jej teraz, czy coś? - rzucił pytająco, przekrzywiając głowę. - Nie mogę na nią poczekać? Co z nią? - dopytał. Może dziadek wiedział więcej? W sumie on nie interesował się, okrutnik, czy ciotka jest w lecznicy, czy jej po prostu nie ma, ot pewnego dnia się nie pojawiła, a on... no, przyzwyczaił się, że nie ma treningów. Ups?