Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– W porządku – zgodziła się łaskawie. Teraz zgodziłaby się na wiele, łącznie ze zjedzeniem zapyziałego listka z posmakiem potwora, byle dostać potwierdzenie, że będą szły dalej. Przed siebie, nie wstecz.
Odruchowo oblizała nos, widząc na swojej mordce uważne spojrzenie. Krytyczna obserwacja na szczęście nie doprowadziła do kolejnej zmiany zdania i... cóż, Nurt chyba już oficjalnie osiągnęła swoje.
Hurra.
I mimo że w momencie, w którym decyzja zapadła, jej brzuch zaczął zwijać się w kępkę rozmemłanego mchu, wydała z siebie mimowolne prychnięcie na uwagę dotyczącą Gwiezdnych.
– Spróbowaliby nie! Ale co nas obchodzi, co sobie myślą?? Zostaniesz medyczką! Dostaniesz pełne imię! Po całym tym wysiłku włożonym w trening i w ogóle, pracę w lecznicy. Nie cieszy cię to?? – spytała, w ślad za Krzewiastą Łapą podnosząc się do pionu.
Obejrzała się jeszcze tęsknie na pozostawione listki rumianku (kusiły, oczywiście, że tak, ale mimo że Nurt miała w swoim życiu sporo do czynienia z ziołami uspokajającymi, to nigdy nie sprawdzała ich działania na sobie; i raczej nie chciała przeprowadzać testów tuż przed wkroczeniem między potwory), no i co? No i ruszyły w drogę. Z powrotem za Szare Topole.
Widok Grzmiącej Ścieżki przyjęła z łomoczącym sercem. Chciało jej się płakać na myśl, że będzie musiała ją przekroczyć. Co jeżeli podjęta przez nią decyzja była najgorszą z możliwych? I następnym razem, innego dnia, faktycznie byłoby lepiej. Jasne, pewnie by było. Umysł zdążyłby jej odpocząć. Dotarłoby do niej w pełni, jak głupio się stresuje, kiedy nie było czym, nie do tego stopnia. To po prostu dzisiaj był jakiś... zły dzień. Może nie ma co tego forsować, w końcu to nie tak, że Gałązce jakoś wybitnie zależało na mianowaniu. Nie za cenę życia! A utrata życia była w zasadzie gwarantowana. I dlatego wcześniej strach ją zmroził; wyczuła to zawczasu. Intuicja, przeczucie, coś ją uprzedziło.
Uch. A gdyby jednak wrócić po ten rumianek?? Zaczekać, aż jej się poprawi. Zaczekanie brzmiało dobrze.
Podeszła do krawędzi, podobnie jak za pierwszym podejściem; może tylko o kocięcy krok czy dwa dalej od ciemnej nawierzchni.
Musi dać radę. Ale nie da. Nie ma wyjścia, powrót do Obozu to nie opcja. Czy nie lepiej w takim razie ratować się i wieść życie poza Klanem, ale przynajmniej... je zachować???
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Gdy żołądek Nurt zamieniał się w mokry mech, ten Gałązkowy raczej twardniał, może nawet wapniał. Prawie czuła, jak obija się o resztę jej równie twardych przez napięcie wnętrzności. Na zewnątrz nie tak łatwo było dostrzec całe to zmartwienie i niepewność - o to, czy mistrzyni nie poczuje się znów gorzej przez pył i chorobę, czy Potwory nie rzucą się na nie niespodziewanie, czy... nie powinna naciskać bardziej - bo każdy krok terminatorka stawiała z rozmysłem, jakby stąpała po cienkim lodzie. Jakby skradała się do zwierzyny.
A jeszcze musiała kontynuować rozmowę. Bo z Gwiezdnym Nurtem lubiła rozmawiać, owszem, ale także po to, by kontrolować jej stan. Więcej słów, więcej wiary w jej siły. Prosta sprawa.
- Może. Ale... to nie takie ważne. - nie takie ważne, jak życie jej mistrzyni, jak jej życie, jak bezpieczeństwo klanu. Być może jej ciekawość wróci, kiedy już bezpiecznie znajdą się przy Szepczącej Sadzawce? Na razie nie potrafiła prawie w ogóle uwolnić myśli od nadchodzących Potworów. W ich obliczu imię nie miało znaczenia. Nawet prawa i obowiązki związane z lecznicą mogła oddać - na jakiś krótki czas - w zamian za pełnię bezpieczeństwa ich obu.
Ale świat raczej nikomu nie dawał pełni bezpieczeństwa. I dlatego musiała o nie zadbać, jak tylko mogła, w tym konkretnym momencie. Przycupnęła koło jezdni, rozpoczynając ponownie nasłuch i rozglądanie. Na siłę spowolniła oddech, aby nawet on nie zagłuszał jej ewentualnego ryku. Zerkała na Nurt. Warunki wybiegnięcia na jezdnię były trzy: pusta Grzmiąca Ścieżka, gotowość kotki, własny sygnał.
Sporo.
Tymczasem Potwory coś wcale nie nadchodziły, gdy tylko kotki przycupnęły na krawędzi. W oddali rozległ się złowieszczy ryk, ale niedługo potem zaczął przygasać – jakby Potwór zmienił jednak kierunek swojego biegu. Niewiele później (chociaż czy w tym miejscu upływ czasu był wiarygodny?) rzeczywiście miały szansę zauważyć połyskującą, srebrną skórę jednego z nich. Nadbiegł z przeciwnej strony niż jego poprzednik i uderzenie serca później już go nie było.
Warunki nie były bliskie idealnych, ale Krzewiasta Łapa mogła zauważyć, że odstępy między kolejnymi Potworami były wystarczające by znaleźć się po drugiej stronie w jednym kawałku. Jeśli tylko nie dopadnie ich zawahanie w najgorszym możliwym momencie. Tym razem to czarny Potwór przebiegł im drogę. Kolejny kierujący się w stronę Łanu Rzepaku.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nastawienie Gałązki nie pomagało w zagrzaniu jej mentorki do działania, ale to nic. Nurt musiała po prostu kontynuować przekonywanie ich obu, gdzie problem??
– No i to będzie twoje pierwsze zetknięcie z Gwiezdnymi – kusiła dalej, chociaż w zasadzie nie było już po co, skoro zbliżały się nieubłaganie ku Grzmiącej Ścieżce i nic nie wskazywało na to, by młodsza z podróżniczek zamierzała nagle zastopować. Gadanie było jednak lepsze od ciszy, a każdy powód, by przeć naprzód, był dla szarej na wagę wszystkich gwiazd ze Srebrnej Skórki.
Na miejscu zamilkła, boleśnie śledząc spojrzeniem potwory, które oczywiście ani myślały dać im spokój na dłużej. Ilekroć kotkę łapała nadzieja, że po tym jednym nic więcej nie nadbiegnie... rzeczywistość uświadamiała jej, w jakim wielkim błędzie żyła.
Spojrzała na Krzewiastą Łapę. Trzeba po prostu jej zaufać. To bezbłędnie działało w drugą stronę, często zupełnie bezpodstawnie, a z ich dwójki to ta młodsza była godniejsza zaufania. I na co dzień Nurt przecież nie miała z tym problemu. Czemu dzisiaj miałoby być inaczej???
Zaufać Gałązce, prosta sprawa. A jak zaufać sobie?
– Gotowa – miauknęła z trudem. Albo teraz, albo nigdy.
Skoncentrowała spojrzenie na przeciwnej stronie. Nie mogła patrzeć na boki, pozwolić sobie oceniać, kiedy nastanie odpowiednia pora. Dostanie sygnał, to pobiegnie, niechby kosztowało ją to życie. Dokładnie tak. Była w stanie to zrobić. Żadnego uciekania, zmieniania danych i rozpoczynania nowego rozdziału z dala od wszystkich. Nawet jeśli to było obecnie najrozsądniejszym rozwiązaniem.
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Czy zrzucanie ciężaru rozgrzewania entuzjazmu drużyny tylko na Gwiezdny Nurt było uczciwe? Niezbyt... ale było też zgodne z ich dotychczasowymi normami. A Krzewiastej Łapie ciężko było odrywać się od norm. Zawsze jednak w swój subtelny sposób potrafiła dać się wciągnąć w temat za którąś próbą. I tym razem wspomnienie konkretnie o spotkaniu z Gwiezdnymi - takim bez śmierci, co musiała sobie ostro przypomnieć - przypomniało kotce o lekkiej ciekawości związanej z całym tym konceptem.
- I... Srebrną Skórką? Tak jakby. - w końcu nie była pewna, czy to one wchodziły tymczasowo na tereny Gwiezdnych, czy to oni odwiedzali je. Jeśli to drugie... wyprawy naprawdę nie były takie kluczowe.
Dywagowanie ustało, skupienie przeszło w całości na zbliżające się i oddalające Potwory. Tak jak Gwiezdny Nurt, Krzewiasta Łapa cały czas liczyła, że kolejny stwór utworzy w końcu odpowiednio bezpieczną lukę. Jej nadzieje burzyły się z każdym kolejnym. Zaczęła liczyć uderzenia serca, próbowała zmierzyć wzrokiem szerokość jezdni i wydedukować, czy mają wystarczająco czasu.
Jeśli żadna z nich się nie przewróci... to będą miały. I nikt nie opłaci tego życiem. Zerknęła na mentorkę w reakcji na sygnał gotowości. Upewniła się, że obie przyjęły odpowiednią pozycję. Kiedy tylko minął je Potwór w czarnym kolorze, a Gałązka słyszała następnego dopiero z daleka (i doszła do wniosku, że nadbiega on z jej strony, co stanowiło kolejną motywację, by wybrać ten moment), krzyknęła, jak nie ona:
- BIEGNIEMY.
Zawahała się na mniej, niż uderzenie serca po okrzyku, czuła, że powinna mieć pewność, że mentorka też ruszyła z miejsca, ale nie mogła wprowadzić chaosu sprawdzaniem. Ruszyła najszybciej, jak mogła, z głową prosto, wzrokiem na zmianę prosto i na bok, w stronę mentorki. Ale biegła.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Właśnie – zgodziła się, nie do końca wychwytując pytanie w tym małym pytajniku. Bo przecież miały jeszcze chwilę, mogła opowiedzieć o swoich doświadczeniach – jak to wyglądało zarówno przy Szepczącej Sadzawce, jak i w obozowym śnie dzielonym z Gwiezdną!
No cóż, przepadło, a i czasu na swobodne pogaduszki nie miały dużo. I może to lepiej, że Nurt nie miała pojęcia, jaka dogodna okazja na przedłużanie wymknęła jej się z łap.
Gapiła się na ziemię obiecaną po drugiej stronie, spięła mięśnie i z całej siły starała się uwierzyć w wyobrażenie, że wcale nie kucała właśnie przy Grzmiącej Ścieżce. Że to zwyczajny bieg do, w gruncie rzeczy, niezbyt odległego celu. A przecież na co dzień nie zatrzymywała się w środku sprintu. Nie potykała się na prostej drodze. Nie paraliżował jej strach. Minimalnie podwyższona temperatura nie sprawiała, że zrzucało ją na boki, traciła rozeznanie w terenie czy nie potrafiła odróżnić ziemi od trawy. Bez przesady. Przeszła już dzisiaj tyle długości, dlaczego akurat z tą konkretną miałoby być inaczej...?
Usłyszała sygnał i świat jakby się zatrzymał. A zarazem wcale nie – Nurt wystrzeliła z miejsca i rzuciła się dzikim biegiem przed siebie. Byle jak najprędzej stanąć czterema łapami na bezpiecznej trawie.
Zważywszy na to jak sympatyczny był dzisiejszy dzień dla obu kotek, można by się spodziewać, że usłyszany zawczasu Potwór, przyspieszy gdy tylko Gałązka da sygnał do biegu. Nic takiego się jednak nie wydarzyło, a ryk rozległ się dopiero, gdy Gromowa ekipa znalazła się w bezpiecznej trawie po drugiej stronie. Co prawda, będą musiały jeszcze przeżyć jedną taką wycieczkę w drodze powrotnej, ale hej, póki co Szepcząca Sadzawka była już niemal na wyciągnięcie łapy.
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Gałązka nie była sprinterką, ale jej kondycja stała na wystarczającym nawet dla porządnego wojownika poziomie. Przebiegnięcie krótkiego dystansu nie powinno wywołać zadyszki, a jednak po wylądowaniu na miękkiej, bezpiecznej trawie, kotka poczuła, że łapy lekko się pod nią uginają, jakby odbywała właśnie najcięższy trening w jej życiu. Muchomorowy Bór nigdy nie męczył tak dawnej terminatorki.
Ciekawe, czy po cichu pomógł im w przekroczeniu drogi. To byłoby miłe.
Prawie od razu, jeszcze bez oddechu, obejrzała się na mentorkę. Dopiero, gdy zobaczyła, że kotka ma się dobrze, i do jej nosa nie dotarł jakikolwiek zapach krwi, mogła w końcu dostarczyć trochę tlenu do płuc. Zrobiły to, przekroczyły Grzmiącą Ścieżkę. Spojrzała jeszcze na kolejne bestie zmierzające przez jezdnię. Wolałaby oddalić się od nich, tak na wszelki wypadek. I dotrzeć na miejsce. Szybko.
- Potrzebujesz odpocząć? Jak długa droga. Przed nami? - wypluła pytania kontrolne, zatrzymując się w połowie stawania z powrotem na wszystkie cztery łapy. Może i dochodziła do siebie po najtrudniejszym etapie, ale przecież Nurt dalej była chora. I nie powinny jej forsować, gdy już nie musiały.
Była jednak gotowa - i coraz bardziej chętna - by ruszyć dalej. Zjeżona po przygodzie sierść powoli opadała, a ogon zaczął drgać z innych powodów, niż dotychczasowy strach. Może to wpływ adrenaliny?
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Biegła w wewnętrznym oczekiwaniu, że zaraz poczuje ostre szarpnięcie i coś rzuci nią w bok; panująca wokół cisza nie zdołała zmienić tego głęboko zakorzenionego przekonania. A jednak, nic bardziej mylnego; po czasie, który zdawał się być wiecznością, wylądowała czterema łapami na trawie i dopiero wtedy ostrzegawczy ryk zaczął nadchodzić z oddali. Nurt obróciła się w niedowierzaniu i zaczekała, aż potwór przebiegnie. Wcale wybitnie mu się nie spieszyło. Zdążyłyby, nawet gdyby nie gnały na złamanie karku.
Przeżyły. Obie. Z wrażenia poczuła, jak łapy robią jej się dziwnie miękkie, i, po zrobieniu kilku dodatkowych kroków w głąb bezpieczeństwa, Gromiaczką przysiadła, oddychając głęboko.
Przeżyły.
– No... to kawałek stąd. Musimy jeszcze przejść przez Borsucze Pagórki. Nie ma co zwlekać, i bez tego pewnie nie uda nam się już dotrzeć przed zmrokiem – zauważyła, z niesmakiem marszcząc nos. Ale kontrastujący z tonem wypowiedzi radosny uśmiech silnie trzymał się szarej mordki. Bolące mięśnie? Zmęczenie?? Cieknący nos??? Proszę bardzo, niech próbują ją dobić! Przeszły przez Grzmiącą Ścieżkę, o ile nie napadnie na nie teraz jakiś lis czy inny borsuk, nic nie mogło jej złamać. Doczołga się na miejsce, jeśli będzie trzeba. – A ty jak?? Dobrze się czujesz?
Liczyła na odpowiedź twierdzącą, więc bez czekania zaczęła prowadzić ich dwuosobową wycieczkę dalej, na czekające je wzgórki. Tutaj były zgodne – im prędzej dotrą do Szepczącej Sadzawki, tym lepiej.
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Trafiła im się dobra pogoda, ale to nie oznaczało, że zachód słońca przyjdzie nagle później. Już teraz było bliżej zmroku, niż dalej, więc Gałązka w duchu zdecydowanie zgadzała się z mentorką. Ale wciąż czujnie obserwowała kotkę, sprawdzając, czy nie pogarsza się jej stan. Nawet, jeśli psychicznie wydawała się w dobrym miejscu... taki bieg po ich dzisiejszych przeżyciach mógł nie pomóc w zwalczaniu objawów przez ciało. Niemniej, oczy kotki dalej były żywe, ewentualny glut - przezroczysty, a ona sama po prostu stała tu, a nie leżała obok, odrzucona siłą Potwora.
Prawie zapomniała odpowiedzieć na pytanie, z taką werwą i dozą niecierpliwości ruszyła za kotką. Zajęło jej chwilę przyjrzenie się w ogóle własnemu stanowi. Gałązka stanowiła przecież najmniej narażoną część wyprawy.
- W porządku. - odparła dość neutralnie, ale pewnie, kiedy już z powrotem skupiła się wystarczająco, by układać zdania. W przerwach od swojego niezwykłego gadulstwa rozglądała się dookoła, jakby bardziej zainteresowana otoczeniem, niż przez pierwszą połowę wyprawy. Odpowiedzialność za przejście przez Grzmiącą Ścieżkę najwyraźniej sprawiła, że poczuła ją już także wobec całej reszty drogi.
A poza tym... naprawdę była zainteresowana otoczeniem, szczególnie tym, które już niedługo miały ujrzeć. I po jakimś czasie nawet wyraziła to słownie, ale nie zwolniła kroku.
- Jak będzie wyglądać? Szepcząca Sadzawka.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
No i fajnie, no i mogły iść. Teraźniejsza Nurt żałowała Nurt z przeszłości, która nie mogła wiedzieć, że dotrą do tego momentu – nareszcie stabilnego i całkiem pozytywnego. Szkoda tylko, że nie mogła zapytać Nurt z przyszłości, czy aby nie cieszyła się zbyt wcześnie. Bo przecież nawet nie osiągnęły celu wyprawy, a później należało przebyć tę samą drogę i wrócić.
– Dzięki – miauknęła jeszcze, nie rozwijając, jakie zasługi przypisywała Gałązce. Uważała to za oczywiste. Zresztą, lepiej było po prostu wędrować dalej, niż prowadzić niezręczne rozmowy. Już wystarczającej dozy niezręczności najadły się wcześniej.
Odzyskany optymizm i werwa swoją drogą, krótki przystanek przed drugim podejściem do Grzmiącej Ścieżki może i odrobinę podreperował siły starszej kotki, ale ta wiedziała dobrze, że musiała się oszczędzać w miarę możliwości. Dlatego nie inicjowała rozmowy, w ciszy prowadziła je w dobrze znanym sobie kierunku, maszerując przez nierówne tereny. Cóż, przynajmniej dopóki to Krzewiasta Łapa nie zagaiła rozmowy.
– Hmm... Tak zwyczajnie. Jak sadzawka. Kawałek wody pośród trawy. Nic specjalnego – odpowiedziała. – Jak widziałam ją pierwszy raz, to było naprawdę ładnie! Zachodzące słońce, ważki i inne owady latające po okolicy... Ale nie zawsze wygląda tak magicznie. Pewnie z reguły nie. Dałoby się ją pomylić z dowolną inną sadzawką. Ale bez obaw, byłam tam już trzy razy, odnajdę ją nawet po ciemku!
Taką miała nadzieję. Niedługo będą miały okazję się przekonać, każdy postawiony krok zbliżał je do celu. Jeszcze trochę i będą mogły zacząć wypatrywać. Kto by przypuszczał?? To naprawdę się działo; po tym wszystkim, co dziś przeszły.
Nie tylko przeprawa była obciążeniem dla Nurt, ale także i rosnąca gorączka. Nie zażyła śmierdzącego medykamentu, nie wygrzewała się aktualnie w legowisku, więc nie powinno jej zaskoczyć, że stan nie miał jak się poprawiać, a dreszcze i towarzyszące bóle jedynie się nasilały.
Słońce zaszło przed momentem, a z nieba znikały ostatnie ciepłe barwy. W tym krótkim momencie między zapadnięciem zmroku i złotym zachodem, Nurt mogła dostrzec znajome zarośla skrywające Szepczącą Sadzawkę. Sama woda zdawała się być dzisiaj czarna jak smoła (lepiej dla kotek, jeśli nie znały smoły i nie miały takiego skojarzenia – inaczej jeszcze byłoby im ciężko się napić), chociaż to zapewne sprawka późnej pory. Ale tak ogólnie? Zgodnie z tym co popielata powiedziała. Kawałek wody pośród traw. Nic specjalnego.
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Terminatorka, której składano podziękowania, tylko uniosła pytająco brwi w reakcji. Czy doczekała się odpowiedzi na swoje spojrzenie, ciężko powiedzieć. Niemniej nie drążyła tematu, skupiając się na drodze. Oddaliły się w końcu od Grzmiącej Ścieżki wystarczająco, by mogła zacząć rozglądać się ponownie za ziołem na przeziębienie Nurt. W końcu nie zapomniała o swojej deklaracji sprzed przekroczenia drogi.
No, może na tę chwilę, kiedy nie miała pewności, czy Potwór zaraz jej nie uderzy swoim wielkim cielskiem. Ale od momentu, kiedy przestała czuć smród jezdni, była w stanie starać się węszyć i poszukiwać wzrokiem pomocy na chorobę mistrzyni. Słuchała opisu Sadzawki przedstawionego jej przez Nurt, czasem kiwała głową na potwierdzenie, że słucha. Nadzieja, że w okolicy może odnaleźć ślaz, rosła.
Być może widok zbiornika bardziej by ją ujął, ale niestety ciemność ograniczała możliwość oglądania gry świateł na tafli wody lub dostrzeżenia ewentualnych Ważek. Pozostało jej jedno - oglądać otoczenie, szukając upragnionego ślazu, i wyczekiwać kolejnych poleceń mistrzyni. Czyli, mówiąc w skrócie, nie została straumatyzowana przejściem przez Grzmiącą Ścieżkę. Priorytety pozostawały na swoim miejscu.
Gałązka wzrok musiała mieć sokoli, że w takich warunkach dostrzegła ślaz! A może to sami Gwiezdni się zlitowali i podsunęli jej jedną dorodną roślinkę pod łapy, żeby Nurt im nie pociągała nosem w trakcie spotkania.
Księżyce: 68 Mistrz: Muchomorowy Bór, Gwiezdny Nurt Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Cicha Noc [*] Ojciec: Danieli Trop Partner: zmył się [*] Trwałe urazy: Wszyscy bliscy jej umierają.
Pomimo wzrostu sięgającego tylko trochę niżej od przeciętnego terminatora, proporcje ciała Gałązki sprawiają, że dalej da się ją pomylić z młodszym kociakiem. Tę część wzrostu, której brakuje jej do średniej, otrzymała bowiem w szerokości ciała, w wyniku czego od budowy kluski dzieli ją niewiele. Wciąż długa i wciąż rozczochrana, miękka sierść tylko pogłębia ten efekt, a także wyczerpane westchnienia Cichej Nocy, która już prawie poddała się w swoich zmaganiach z futrem córki.
Ta bura, klasycznie pręgowana sierść jest pokryta białymi znaczeniami na krótkim pyszczku, gdzie są usadowione bursztynowe oczy kotki, a wyżej - jej przyklapnięte uszy. Plamy bieli znajdują się także na szyi - skąd sięgają blisko karku, ale też do piersi, a następnie brzucha. Dalej biel występuje na całych przednich łapach, jak i na połowie tylnych kończyn.
Jeśli ktoś kiedyś stwierdził, że koty powinno się widzieć, nie słyszeć, to prawdopodobnie Gałązka bardzo dobrze spełnia te wymagania. Jej dawne wycofanie i małomówność nie wynikały wcale z kocięcej nieśmiałości, a braku potrzeby wysuwania się do przodu, i z wiekiem nie zmieniły się szczególnie. Zwiększyła się jedynie ciekawość świata. Kotka odkryła przez to, że komunikacja i kontakty ze społeczeństwem klanowym są kluczowe do zdobywania wiedzy i nie upiera się, by temu zaprzeczać, ale stara się minimalizować ilość używanych słów, gdy ma taką możliwość. Bardzo chętnie przebywa tam, gdzie może obserwować - czy to owady, czy to koty robiące coś równie interesującego, co budzącego jej pełen politowania śmiech. Chyba, że robi się zbyt hałaśliwie lub intensywnie dla jej innych zmysłów. Wtedy chęć wycofania się konkuruje z zaciekawieniem w wyrównanej walce.
Choć jej podejście do zasad jest dość elastyczne - w większości przypadków nie ma powodów, by próbować z nimi walczyć, ale podążanie za tymi regułami, których nie rozumie w pełni, wynika raczej z wygody i niechęci do konsekwencji - to nie można zaprzeczyć, że ma serce na właściwym miejscu. Jej troska o bliskich, choć subtelna, jest widoczna i stała. Lubi mieć świadomość, czy z każdym z ważnych dla niej kotów jest wszystko w porządku, a jeśli coś dzieje się nie w porządku, będzie czynić kroki ku zmianie tego stanu. Wobec kogoś bardziej obcego może być odpowiednio bardziej obojętna, ale i w przypadku takich kotów może zechcieć upewnić się, czy na pewno nie warto poinformować ich, że powinni coś ze sobą zrobić. Choć pewnie zaangażuje się nieco mniej.
Kiedy dostrzegła roślinkę, na którą liczyła, pospiesznie do niej podreptała, obejrzała z bliska i urwała wymarzony listek, chwilowo przestając oczekiwać na jakieś polecenia od Gwiezdnego Nurtu. Wróciła do niej równie pospiesznie, wręczając medykament z zadowoleniem zdecydowanie widocznym na mordce.
- Ślaz. Zjedz. - teraz to ona poleciła, krótko po wypluciu listka. - Wtedy będę gotowa. - na cokolwiek ją czeka. Chyba na sen - dobrze, bo drzemka na pewno nie zaszkodzi w leczeniu - i cokolwiek przyjdzie po nim. Zaczęła się jeszcze tylko rozglądać za najlepszym tymczasowym legowiskiem dla chorej.