Logo Artemidy
Pisklęce gniazdko
#1
Na uboczu stadniny rośnie stary, rozłożysty kasztan. Jego pień jest gruby i popękany a ponad jedną z niższych gałęzi znajduje się w nim spora wyrwa. Możliwe, że kiedyś była to dziupla, która wydrążona przez czas i pogodę stworzyła coś, w czym bez problemu zmieści się kocie ciałko. A może nawet więcej niż jedno.
To właśnie tu Pisklę urządziła sobie legowisko. W chłodniejsze pory roku sypia co prawda na poddaszu stajni, gdzie łatwiej o ciepło. Gdy jednak dni robią się dłuższe, a dwunogi zaczynają kręcić się po stadninie aż do wieczora, przenosi się do swojego gniazdka w drzewie, które wyścieliła sianem.


***

Mała Ptaszyna nie wróciła tej nocy na poddasze stajni. Mimo, że słońce chyliło się ku zachodowi, a konie odprowadzone zostały do swoich legowisk, to dwunodzy wciąż siedzieli przed długim budynkiem. Głośniejsi niż zwykle, chociaż jakby mniej ruchliwi. Pomiędzy nimi było coś czego wcześniej nie widziała - ogień. Kołysał się niespokojnie, jak coś żywego i nieposłusznego, raz przygasając, raz wybuchając jaśniejszym blaskiem. Trzaskał, sypał iskrami i rzucał na wszystko drżące, pomarańczowe światło. Brązowe ślepka Pisklęcia nie potrafiły oderwać się od tego dziwnego zjawiska, choć sama siedziała w bezpiecznej odległości na gałęzi kasztanowca. Otulając ciasno ogonem łapki, czuła jak wiatr jednocześnie niósł ze sobą drażniący nos zapach dymu, ale też... czegoś do jedzenia.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
Mustang - jak na ten moment - robił sobie stałe wycieczki w okolicy Siedliska Koni. Nie rozumiał dlaczego to miejsce tak go przyciąga, ale było w nim coś na tyle wyjątkowego, że każdego dnia chciał się tutaj pojawić. Z czasem pewnie mu to minie. Sentymentalne odczucia wobec jakiegokolwiek miejsca były wyjątkowo słabe, nie mógł sobie pozwolić na takie coś...Ale to z czasem, póki co, chyba jego głupia, kocia natura wygrywała nad logiczniejszymi, bardziej odpowiednimi wyjściami.
Pojawił się i dziś, naturalnie, patrolując tę okolicę. Nie umiałby uznać, że teren należy w jakikolwiek sposób dla niego, ale równie trudno było powiedzieć, że nie chciał tego miejsca bronić. Stąd też, widząc obcego kota, od razu podniósł uszy do góry. Momentalnie rozluźnił jednak mięśnie, intensywny zapach wskazywał na to, że to on był tutaj intruzem, nie na odwrót. Okropieństwo.
- Przychodzę w pokoju - odpowiedział twardo, lekko, minimalnie pochylając głowę. Nie miał zamiaru się kłaniać! Szacunek mógł okazać, ale to wszystko. Zaraz jednak, odruchowo przesunął wzrok w stronę, w którą ta patrzyła. - ...To nie pożar.
Stwierdził, jakoby nie było to czymś oczywistym. Może nie było? Nie umiałby inaczej zareagować. Nadal uczył się rozmowy z kimkolwiek, z kim się widział.
- Ludzie czasem robią takie.... coś. Nie lubią jeść piszczek jak my.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Ptaszyna drgnęła gwałtownie, gdy obcy głos wyrwał ją z wpatrywania się w trzaskający blask, wokół którego gromadzili się dwunożni. Pazury mocniej zacisnęły się na korze, a piórka na karku nastroszyły odruchowo. Dopiero kiedy brązowe ślepka odnalazły sylwetkę kocura stojącego pod drzewem, rozluźniła się odrobinę. Rozpoznała go. Nawet teraz, mimo że zabarwione pomarańczowym światłem zachodzącego słońca, plamy na jego futrze były zbyt charakterystyczne, żeby tego nie zrobić. Normalnie widywała takie same u pieszczoszków siedzących za oknami w siedliskach dwunogów, ale tego tu kocura widziała już kilka razu. Przemykał gdzieś w oddali wybiegu, zwykle, gdy sama siedziała wysoko na końskim grzbiecie. Nie wydawał się być agresywny, o czym świadczyły też jego słowa.
- ...Pożar? - Zmrużyła lekko ślepka, powtarzając po nim ostrożnie obce jej wyrażenie. - Co to pożar?
Brązowe spojrzenie na nowo powędrowała z powrotem ku ognisku. Płomienie poruszały się niespokojnie, raz malejąc, raz nagle wyciągając jasne języki ku górze. Coś w nich przyciągało wzrok w sposób, którego Pisklę nie rozumiała. Były straszne, ale jednocześnie trudno było przestać patrzeć.
- Pisklę wie - odparła na jego słowa. W końcu żywiła się odpadami ludzkiego jedzenia tak długi czas, że do niedawna mięso myszy śniło jej się po nocach. - Und du? - Mruknęła ponownie odwracając łebek i obniżając go, żeby móc na niego patrzeć. - Kto jesteś?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Miała nieco błędne pojęcie o Mustangu. Bardzo dobrze. Im mniej agresywny się wydawał, tym bardziej niebezpieczny mógł być, w razie gdyby było to potrzebne.
- ...Jak coś płonie. Wiesz, tak, że nie da się tego opanować - jak można nie wiedzieć czym jest pożar? To było tak niebezpieczne i... w ogóle, straszne, że nawet on - nie bojąc się nikogo i niczego - nie chciałby być w sercu pożaru. To pewna śmierć czy obrażenia nie do wyleczenia. Młodzieńcza brawura czy matczyne nauki nie sprawiły, że postradał zmysły. - Takie coś nie sprawi, że będzie pożar. Musieliby zasnąć, a ogień się rozproszyć. Zwykle się tak nie dzieje, a nawet gdyby - oni potrafią się tym zazwyczaj zająć.
Dorzucił jeszcze, jakby miała kolejne pytania. Na kolejne jednak znała odpowiedź. Tak przynajmniej zgadywał, bo... kim innym miałoby być Piskle, niż nią samą. Zaraz podniósł uszy do góry. Że co?...
- ...Mustang - żeby się nie rozproszyć i jeszcze bardziej nie pokazać, że nie wie co powiedziała. Bo to... to nie było nic, co rozumiał. Może nie mówiła wyraźnie? Tak... najpewniej tak. - Nie usłyszałem, co powiedziałaś przed pytaniem o to kim jestem.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Słuchając wyjaśnień kocura, powoli stawało się dla niej jasne o czym mówił.
- Brand... - mruknęła pod nosem bardziej do siebie niż do niego, wyciągając słowo gdzieś z zakamarków pamięci razem z obrazem stareńkiej i poranionej kocurzycy, która kiedyś doglądała jej i rodzeństwa. A to coś przy czym siedzieli dwunodzy musiało być ogniem. Ten czasem pojawiał się w klanowych opowieściach, ale pożar nie był ani tym o czym matki opowiadałyby kociętą, ani tematem luźnej rozmowy z kotami... A trzeba być szczerym, że Pisklę i tak nie prowadziła ich zbyt wiele, większość czasu przebywając z końmi.

Nie wiedziała czym był Mustang, ale też przyzwyczaiła się, że włóczędzy posiadali niezwykłe imiona. Dużo bardziej od imienia kocura, poruszyły ją jego ostatnie słowa, które sprawiły, że zwisający z gałęzi ogon, poruszył się nerwowo. Znała to aż za dobrze. "Powtórz". "Co powiedziałaś". "Nie rozumiem". A potem znowu i znowu, coraz głośniej, aż gardło bolało od tłumaczenia czegoś, czego nikt i tak nie chciał spróbować pojąć.
- Mustang musi słuchać lepiej - stwierdziła chłodno, prostując się odrobinę na swojej gałęzi. - Pisklę nie lubi mówić to samo kilka razy - mimo, że głos tego nie zdradzał to czuła gdzieś pod skórą znajome, przykre ukłucie. - Was… Co tutaj robisz? Pisklę widziała cię już kilka razy, ale dopiero krótko. Przyszedłeś z osiedla?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Brand. Kolejne dziwne, niezrozumiałe słowo. Czyżby sobie z niego żarty robiła? Zmarszczył brwi, chyba bardziej usiłując znaleźć możliwe znaczenie tego wyrazu w głowie, niż się po prostu irytując. Ale to było tak ciche, że może faktycznie jej nie zrozumiał. Na pewno, na pewno tak. Uh! Masakra.
Uczucie jednak poszło w stronę drobnej irytacji, gdy upomniała go, że ma lepiej słuchać. Phi. Niech będzie. Ona za to musi wyraźniej gadać, jak ma ją w ogóle rozumieć!
- Postaram się. Mam coś z jednym z uszu -[b] rzucił, wskazując na prawą stronę łba. [b]- Czasem mam wrażenie, że nic nie słyszę poza szumem. Pewnie to to. Jak czegoś nie zrozumiem, to będę zmuszony... dopytywać. Albo gapić się jak sroka w gnat, aż sama z siebie mi powiesz jeszcze raz to, co mówiłaś. Nie mam na to wpływu.
Rzecz jasna, nic mu nie było. Ale było to ładniejszą narracją, niż jak miałby powiedzieć jej, że mówi niezrozumiale i nie zna słów, które wypowiada. Na plus dla Mustanga, dobrze łgał. Sposób w jaki się wypowiadał bardziej wskazywał na faktyczny problem, który go trapił, smutek i żal, że ją zirytował, niż jego własną irytację. Dobra mina do złej gry, czy jakoś tak.
- Mhm - machnął głową. - Moja... rodzina, trochę się rozpadła.
To zaś kłamstwem nie było. Nie wiedział, czy ojciec wrócił do matki po odprowadzeniu Mustanga na granicę z lasem.
- Kręcę się tutaj, bo jest tu... chyba po prostu dobrze. Nie widzę tu Klanów, co jest na plus. Nie chciałbym, aby doszło do jakiejś... niepotrzebnej sprzeczki - do której, rzecz jasna, dojść mogło. Mustang był zbyt uparty, żeby odpuścić. Gdyby wszedł na teren, musiałby walczyć. Najpewniej by przegrał, skoro koty tam chodzą w grupach. Był silny i zdolny, ale bez przesady. - A...ty? Nie widziałem cię nigdy.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Brązowe ślepka śledziły ruch jego łapy w stronę własnego ucha, ale Ptaszyna nie zareagowała od razu w żaden szczególny sposób. Bo czemu miałaby się nad nim litować, albo czuć się źle bo niedosłyszał? Nie był jedynym kotem z problemami. Nie był też małym kociakiem potrzebującym pomocy ani kimś, o kogo musiałaby się martwić. Nad nią też przecież nikt się nie pochylał i nie głaskał jej współczująco po łebku!
…A przynajmniej tak próbowała sobie wmówić.
- Jesteś alleine? Nie masz nikogo? - Zapytała mówiąc głośniej. Bo mimo wszystko gdzieś pod żebrami ukłuło ją coś nieprzyjemnego. Małe i głupie poczucie winy. W końcu skoro naprawdę gorzej słyszał, to może wcale nie próbował wytykać jej sposobu mówienia i niepotrzebnie się zirytowała?
Przechyliła lekko łeb, przyglądając mu się uważniej. Ciężko było powiedzieć jej ile liczył sobie księżyców, ale w jego ruchach było coś lekkiego, szybkiego. Nie poruszał się jak koty, które znały już każdy ból swoich stawów i każdą pogodę po zapachu powietrza. Raczej jak ktoś, kto ledwie wyrósł z bycia podrostkiem.
- Dlaczego miałbyś mieć sprzeczki z klanami? - Zmarszczyła lekko nos, analizując jego kolejne słowa. - Pisklę tu mieszka. Może Mustang ma nie tylko problemy ze słuchaniem, ale też z sehen, hmm? - Rzuciła lekko złośliwie, ale jej wargi wykrzywiły się delikatnie ku górze, na znak, że był to żart.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Kolejne słowo którego nie znał. Przygryzł policzek od środka, dziękując w głębi serca losowi, że kolejne z jej słów chyba znaczyły to samo, ale po prostu w języku, jaki znał. Nie rozumiał czemu to robiła. Czuł się... dziwnie! Dziwnie, że nie potrafił zrozumieć co drugiego słowa. Jakby nie gadał z kotem, tylko z jakimś żbikiem, stąd ta bariera językowa. A może gadał ze żbikiem?...
- Moi rodzice kazali mi odejść. Wyrzucili mnie - podkreślił to. Nie było to kłamstwem - tak się stało. I było to właściwie smutne, ale Mustang - poza odgrywaniem smutku - chyba nie potrafiłby zrozumieć czemu właściwie jest to takie przykre. Może dlatego, że nigdy nie miał nawet cienia szansy poznać życia od innej strony, niż bycia odtrąconym. Głównie przez matkę, ale nie miał nawet odrobiny odwagi, by jedynie ją wytypować. Co, gdyby się dowiedziała jakimś cudem? Byłaby wściekła. - Więc radzę sobie sam. Idzie mi raz lepiej, raz gorzej... wiesz, jak każdemu.
Machnął łapą. Nie chciał robić też z siebie aż takiej ofiary. Jak miał pretekst do niedosłyszenia niektórych rzeczy, tak nie miał zamiaru udawać że jest żałosny i nieporadny. To nie dość, że głupie, to wypowiedziane do złego kota - śmiertelnie niebezpieczne. Nie był pewien dla której ze stron.
- Moi rodzice opowiadali mi, że zabijają samotników. Że nie chcą widzieć nikogo, kto nie jest z ich stron. Mają taki zbiór zasad, który mówi o tym wszystkim. Moja matka - pozwolił sobie, ale tutaj w pozytywny sposób. Przynajmniej tak właśnie jego matka by to odebrała. - Wspominała mi, że jedna z nich mówi o pozbyciu każdego, kto się zbliży do Klanu.
Na następne sam lekko się uśmiechnął.
- Może odrobinę - nie miał pojęcia na co się zgodził. Cokolwiek by to nie było, mimo cierpkiego posmaku w głębi serduszka że nie rozumie, chyba ten jej uśmiech oznaczał że jakaś nić porozumienia między nimi się zaczynała...?
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
Serduszko Ptaszyny zadrżało, kiedy usłyszała słowa kocura. Lekki uśmiech na jej pysku zgasł, zastygając na nowo w chłodnej masce. Przez łebek przeleciało jej teraz tysiąc myśli. Bo jak rodzice mogli kogokolwiek wyrzucić? Rodzice kochali swoje kocięta, nawet kiedy były dorosłe. Z drugiej strony... Co jeżeli był taki jak niektóre uliczne koty, które spotkała? Czujność i strach sprawiły, że nie potrafiła zaufać tak szybko, podobnie jak znaleźć odpowiedzi, czy gdyby ktoś wyrósł na tak okropną jednostkę, rodzicielska miłość byłaby na tyle bezwarunkowa, żeby pozostawić kogoś takiego przy sobie.

- Blödsinn! - Fuknęła pod nosem na kolejne wspomnienie o klanach. Jej brewki zbiegły się nad nosem, a zwisający z gałęzi ogon przeciął powietrze w irytacji. - Klany tak nie robią! - Dodała głośniej, twardo. - Oni zabijają nur jak Mustang się za bardzo reinmischen. Jak byś wchodził na ich tereny specjalnie, oder gdybyś groził komuś! O! Albo atakował ich! - Ptaszyna nie potrafiła nie bronić miejsca, do którego zabrała ją Kacze Piórko. W którym mieszkała jej przybrana mama i jej małe rodzeństwo, a które przygarnęło ją jako kociaka, mimo że nie była jednym z nich. Nawet pomimo to, że nie kojarzyła go z jedynie dobrymi wspomnieniami.
Musiało minąć uderzenie serca zanim wypuściła głośno powietrze przez nos, dając upust irytacji. W końcu nie była to wina kocura - przygłuchego, z problemami ze wzrokiem, a do tego samotnego - że wierzył w to, czego go nauczono.
- Deine matka nie wiedziała o czym mówi - stwierdziła już spokojniej, następnie lustrując go przez moment brązowym spojrzeniem w ciszy. - Mustang ma w ogóle gdzie być? Miejsce gdzie spać?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
Fuknięcie, mimowolnie, sprawiło że otworzył szerzej oczy. Zaprzeczenie chwilę później już uspokoiło chwilowy szok, a wprowadziło na jego pysk nieco zmieszaną mimikę, bo... wiadomo, jak to tak nie robią? W chwili, kiedy słyszy się coś od kocięcia, staje się to bezwarunkową prawdą. Stwierdzenie, że jest inaczej przez obcego kota nie sprawiło, że mógł nagle zmienić cały swój światopogląd. Zamiast to komentować na głos, jedynie w myślach sobie na to zafuczał. Brzmiało to jak stek bzdur. Czemu mieliby tylko wtedy go atakować? Mógł być cichym zagrożeniem, które tylko czyha na moment, kiedy się nie będą spodziewali ataku i wtedy by uderzył. Mógł sobie uzbierać całą armię sprzymierzeńców, która zgniotłaby Klan.
Z drugiej strony, postawa kotki była... chyba zbyt pewna, żeby tylko mu wmawiała bzdury? Ugryzł się w policzek.
- Skąd wiesz? - zagaił w końcu, znacznie delikatniej, niż jak o tym myślał chwilę temu. W końcu, nie mógł wprost zachować się tak jak chciał. Było to nie na miejscu... No, i na pewno nie wyglądałoby to zbyt dobrze. Poza tym - faktycznie, skąd mogła to wiedzieć? - Rozmawiałaś kiedyś z nimi?
Pociągnął jeszcze, zachęcając do jakiejś konkretniejszej odpowiedzi.
Następnie, dmuchnął nosem. Sam nie wiedział co ta reakcja mogła znaczyć. Być może jedynie tyle, że nie mógł się z tym sprzeczać, bo sam sobie w kolana by strzelił.
- Śpię po prostu... tutaj. Wiesz, gdzie jest siano - rozejrzał się na boki, ostatecznie wzrok zatrzymując tam, gdzie ludzie zostawiali konie na noc. - Cicho tam jest, w miarę spokojnie. Jak nie ma siana, to nie wybrzydzam.
Wzruszył lekko ramieniem.
- Wszędzie jest lepiej, niż w mokrym kartonie na osiedlu - teraz wbił w nią wzrok. Chociaż nic nie mówił, samo spojrzenie sugerowało że chciał spytać "a co?".
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Ptaszyna przyglądała się w ciszy zmianom na pysku kocura. Temu, jak wybałuszał ślepia, a następnie jak cienkie wargi układały się w dość głupim wyrazie. Przechyliła nieco łebek, mając wrażenie, że już coś takiego kiedyś widziała. U starej Omy, która opiekowała się nią i rodzeństwem. Wzrok kocurzycy tracił na sile, do tego stopnia, że czasami nazywała ją Muszką, mimo że futerko jej siostry było szare i poprzecinane ciemnymi pręgami. Więc Mustang nie kłamał i faktycznie niedowidział.
- Pisklę wie... - urwała nie kończąc zdania. Wspomnienia o łąkach targanych wiatrem przez które przechodziła z Kaczym Piórkiem i Korzenną Wonią, o zapachu królików, o obozie pełnym kotów i kociarni w której małe ciałka rodzeństwa wtulały się w nią podczas snu powróciły nieproszone do jej główki. Żadne z nich nie było jednak tym, co chciałaby wyciągać przed obcym kotem. Nawet takim, któremu współczuła jego niedoli.
Dopiero gdy Mustang wspomniał o sianie a następnie mokrym kartonie, jej uszy drgnęły lekko. Nie spodziewała się, że zdążył zagnieździć się w tym miejscu, choć wyjaśniało to dlaczego widywała go w okolicy. I najwyraźniej dalsze napotykanie nie było do uniknięcia, bo alternatywa, gdyby został przepłoszony brzmiała tak, że jej własne żałosne życie zdawało się być luksusem.

Po chwili zastanowienia mała Ptaszyna podniosła się ze swojej gałęzi, schodząc po pniu na dół. Wilgotna trawa ugięła się pod jej łapami, kiedy stanęła przy kasztanowcu, nie podchodząc jednak bliżej kocura.
- Pisklę wie, bo mieszkała kiedyś w klanie - odpowiedziała w końcu. - I nikt nie próbował zabijać Pisklęcia, tylko dlatego bo była obca - zmrużyła nieco ślepka, a chudy ogon ponownie przeciął powietrze. Tak jakby chciała tym podkreślić swoje zdanie. - A jak dwunodzy sobie pójdą, Pisklę pokazać Mustangowi może, gdzie najlepiej spać, tak żeby żaden obcy kot ci nie przeszkadzał.
W końcu sama spędziła na poddaszu stajni całą porę nagich drzew. Nawet mimo, że obecność dwunogów była dla niej zbyt niekomfortowa, żeby nocować tam dłużej, to kilka księżyców pozwoliło jej na obadanie każdego z kątów, znajdując te do których nikt nie zaglądał.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Pisklę wie. Mustang skłamałby mówiąc, że nie kusiło go teraz przyciskać by ta odpowiedziała co wie. Cierpliwość, chociaż była wymagana i matka go uczyła jej odkąd pamiętał, nie była jego mocną stroną. Musiał samego siebie w głowie upominać, aby siedzieć cicho i nie zacząć pytać się o nic więcej. A co śmieszne - minęło ile, kilka sekund odkąd przerwała wypowiedź? O kilka zbyt wiele. Dla kocura chyba szczególnie trudnym było siedzieć cierpliwie, bo... było to inne. Nowe. Nie takie, o jakim słyszał odkąd pamiętał. I chociaż miał w głowie mętlik, to chciał żeby rozmowa się toczyła. Nie do końca był pewien dlaczego. Żeby znać jej postawę? Żeby wyprowadziła go z błędu? Żeby raz jeszcze wspomniała, że jego matka nie wie o czym mówi? Żeby zaraz jej zaprzeczyć i powiedzieć, że to ona nie wie co mówi?
Przebierał jednym z pazurów w ziemi, chcąc w ten sposób zmusić się do trzymania jęzora za zębami. Jeśli temat by się zmienił, pewnie wtedy by i tak dopytał. Wiedział to. Może mniej namolnie, niż jakby teraz chciał, może usiłowałby zrobić to z jakąkolwiek gracją, żeby kolejny raz liznąć to w odpowiedni sposób i żeby rozmowa toczyła się na jego korzyść.
Niecierpliwość została przerwana jej ruchem. Mimowolnie napiął mięśnie, pozostając z tą samą mimiką na mordzie. Nie wiedział co teraz zrobi. Nie sądził, by miała zaatakować. Nic na to nie wskazywało. Z drugiej strony, zdrowy rozsądek podpowiadał mu, aby był czujny... Chociaż ta czujność, wbrew jego woli, rozwiała się na wszystkie strony świata gdy się znów odezwała. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi! Zmarszczył lekko brwi, otworzył mordę jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko moment się na nią patrzył nie potrafiąc dobrać odpowiednich słów. Potem łbem pomachał na boki, mając nadzieję że to go dosłownie otrząśnie z chwilowego szoku.
- Ty... - zaczął, moment jeszcze poświęcając na zebranie myśli. Nie miał ich. Lub inaczej - miał ich zbyt wiele i każda się zmywała ze sobą. W głowie mu huczało. - ...Czemu nie jesteś już? Skoro cię przyjęli, chyba nie mogli cię nagle wyrzucić?
Wbił w nią spojrzenie. Upartość - to była jego cecha, której nie mógł się wyrzec. Teraz była nieco nieporadna, bo szczerze mówiąc, sam nie wiedział co chciał swoją wypowiedzią osiągnąć. Chyba tylko potwierdzić, że Klany jednak są złe i okrutne, jeśli w końcu ją wyrzucili.
Na propozycję machnął ostrożnie łbem. Żałosne, był żałosny. Chyba nigdy nie czuł się tak zgubiony, nawet jak został pobity i wyrzucony z rodzinnych stron.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Milczała, wpatrując się w uważnie w kocura. Brązowe ślepka śledziły każdy ruch jego pyska, sposób w jaki kręcił głową i zdawał się szukać czegoś pośród własnych myśli. Nie wiedziała, co dokładnie działo się teraz w jego głowie, ale wydawało jej się, że zna to uczucie. Że tak wyglądał kot, któremu ktoś właśnie przewrócił kawałek świata do góry łapami. Bo sama kiedyś przez to przeszła. Kiedy miała wrażenie, że jest dorosła. Że jest wojowniczką. Że potrafi poradzić sobie sama i że wystarczy mocno czegoś chcieć, żeby okazało się prawdą. A potem życie ugryzło ją w kark znacznie mocniej, niż się spodziewała.
Jej uszy drgnęły lekko, na pytanie które padło z Mustangowej mordki, a chłodna maska założona na pyszczek na chwilę opadła. Ciemne ślepka rozszerzyły się, a wargi rozchyliły lekko.
- Pisklę... - urwała, marszcząc lekko brwi, zanim słowo "uciekłam" wyleciało z jej dzióbka. Nie chciała przyznawać się przed kimś kogo dopiero poznała, że zostawiła Kacze Piórko, małe rodzeństwo i miejsce, które zaoferowało jej dom, po tym jak dokładnie to samo zrobiła już wcześniej, tracąc swoją rodziną. Brzmiało to tak samolubnie i dziecinnie. - Pisklę niemand wyrzucił. Pisklę poszła sama - nie była pewna, kiedy jej wzrok powędrował w bok, spoglądając ponownie na ognisko, nie będąc w stanie patrzyć kocurowi w pysk, w tym momencie. - Ale klan i tak przyjął Pisklę. Und karmił ją też. Dał miejsce do spania, dał Sicherheit… Darum Pisklę wie, że twoja matka mówiła głupoty.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Niemand ją wyrzucił. Nie, poszła sama. Przekrzywił lekko łeb na bok, teraz usiłując zrobić jakiś sens z tej pierwszej części wypowiedzi. Przecież... przecież jak! Jeśli ktoś ją wyrzucił, bo Niemand to musiał być ktoś, to jak poszła sama? Broniła go? Wmówił jej, że to ona idzie sama? Mustang poczuł jak nieprzyjemna fala irytacji przebiega mu przez ciało. Tak samo zrobiłaby jego matka! Kazałaby mu wierzyć, że on coś zrobił, a ona jest niczemu winna! Jak... jak spotka tego Niemanda, to mu spuści taki łomot, że doczołga się do Pisklaczek, żeby ją przeprosić. Dmuchnął lekko nosem. Taki mały bodziec wystarczył, żeby Mustang całkiem zmienił swój punkt patrzenia. Bo Pisklak lubił. Była... dobra. Była dla niego miła. Nawet jeśli trochę ją bajerował i układał narrację pod siebie, mogła go już dawno kopnąć w zadek.
- ...Mówi! Masz rację! - buchnął w końcu, czując jak futro się mu na grzbiecie podnosi. - I... i każdy kto jest jak ona też!
Adrenalina przebiegła mu przez żyły. Gdyby to usłyszała... chyba bał się nawet myśleć co by się teraz stało. Miał jednak nadzieję, że ten cały Niemand to usłyszy. Jego się nie bał. Jemu chciał spuścić łomot. Okrutny! Poza tym, miał nadzieję że Pisklak poczuje wsparcie z jego strony. Bo inaczej nie umiałby jej wesprzeć. To wszystko, co mógł. Z czym czuł się jakkolwiek komfortowo.
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Ptaszyna jeszcze przed chwilą obserwowała, jak Mustang próbuje odnaleźć się pośród własnych myśli. Wyglądał, jakby składał w głowie wszystkie kawałki rozmowy w jedną całość, myślał. A potem... nagle nastroszył futro i niemal wybuchł. Drobne ciałko kotki odruchowo cofnęło się o krok. Uszy przywarły do łebka, a piórka na karku i grzbiecie stanęły dęba, niczym u spłoszonego ptaka, gotowego w każdej chwili wzbić się do lotu.
Dopiero po chwili sens jego słów przebił się przez szok. Mówił o swojej matce. Był zły na swoją matkę. Nie na nią. Głośny oddech ulgi zaświszczał opuszczając ceglany nos. Czując jak napięcie opuszcza ciało, jej wargi wygięły się nieznacznie ku górze, w drobnym uśmiechu.
- Mhm - przytaknęła mu mruknięciem i wizualnie łebkiem, jeszcze przez moment lustrując brązowymi ślepkami jego sylwetkę. Szczerze powiedziawszy nie spodziewała się, że uda jej się go tak łatwo przekonać. Że kilka słów wystarczy, by zachwiać czymś, co ktoś wpajał mu od najmłodszych księżyców. Sama wiedziała przecież, jak trudno było porzucić rzeczy, w które wierzyło się całym sercem. A jednak uwierzył. I z jakiegoś powodu sprawiło jej to radość.
Usiadła na wilgotnej trawie i podniosła łapkę. Przez moment widać było jej wahanie, zanim w końcu klepnęła nią ziemię obok siebie w zapraszającym geście.
- Chodź. Dupen klappen - rzuciła, a jej nieco płaski głos zadrgał w rozbawieniu, przykrywającym niepewność. Bo może ufała zbyt szybko? Może powinna być ostrożniejsza? Ale czuła z nim w tym momencie rzadką cienką nić porozumienia. Żadne z nich nie wiedziało w końcu, że została ona zbudowana z głupoty, błędnych założeń i wzajemnego współczucia z powodów na które nie zasłużyli. - Ile masz księżyców? - Zagadnęła zerkając kątem oka, w oczekiwaniu czy podejdzie bliżej.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
LVL 3 5 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości