krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Odetchnęła z ulgą. Nie do końca rozumiał czemu, ale jak uznał - musi być to spowodowane tym, że ją poparł. I że się domyśliła, jakie ma zamiary do tego Niemanda. Trudno powiedzieć, że się uspokoił, bo mimo że futro mu powoli opadało, nadal był zwyczajnie zły. Wściekły! Oddychał szybciej i głębiej, usiłując opanować emocje.
Mimowolnie uśmiechnął się na duppen klappen. To chyba uspokoiło złość. Śmiesznie to brzmiało... i poza tym, był nadal głupim szczeniakiem. Dupa było niesamowicie zabawnym słowem! Podszedł bliżej. Oczywiście, że tak. Bo czemu by nie. Na tym etapie, było chyba pewnym że oboje mogli się czuć w swojej okolicy bezpiecznie. On, przynajmniej, czuł się bardzo dobrze przy niej. - Koło... 14? - zastanowił się, łapę przykładając do brody. Nie wiedział. Szczerze! Wolał jednak iść w górę, co brzmiało nieco lepiej, niż jakby miał nazywać się smarkiem. - ....A co? Ty ile masz?
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Obserwowała jak Mustang uspokaja się stopniowo, następnie śledząc wzrokiem, gdy podchodził bliżej i zajął miejsce obok niej. Dopiero wtedy pozwoliła sobie rozluźnić barki. Nie całkiem. Nigdy całkiem. Ale na tyle, żeby nie wyglądać jak ktoś gotowy zerwać się do ucieczki przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Ptaszyna nie była w końcu pewna ile czasu minęło od kiedy siedziała tak blisko innego żywego stworzenia, które nie było koniem. Poza Zasadzką. Jego znała jednak w końcu jeszcze z Wichru i poniekąd widziała w nim wciąż to kocię zachowujące się jakby był najważniejszą jednostką w kociarni. - Czternaście - powtórzyła cicho, a ceglany nos zmarszczył się na moment lekko. Więc miała rację. Był jeszcze młodzikiem. - Also Mustang jest już stary... - w kącikach jej warg drgnęło coś na kształt rozbawienia. - Bardzo, bardzo stary.
Żartowała. W swój własny, brzmiący zawsze nie do końca szczerze sposób. Jednocześnie opuściła w końcu spojrzenie z mordki i jasnych oczu kocura, powracając mimowolnie myślami do wątku wyrzucenia go z domu. Z tyłu gardła załaskota ją "dlaczego?", które chciało uciec z jej dzióbka. Zdecydowała na razie jednak nie pytać. - Pisklę była ciekawa - odparła wymijająco, stwierdzając jednak, że skoro niewiele brakowało, żeby móc nazwać ich rówieśnikami i Mustang na razie przebywał w stadninie, to posiadanie znajomego pyska - takiego z którym można by było porozmawiać, a nie jedynie wymijać się, dzieląc terytorium - byłoby mniej samotne. Mogłaby nawet nauczyć go o ziołach tego co powiedział jej Babie Lato, albo pokazać gdzie w stadninie buszują myszy, jeżeli mimo ułomności zmysłów umiał polować. - Und Pisklę... - zamyśliła się na moment. Na pyszczku, na którym wśród zapadającego mroku tańczyły raz pomarańczowe refleksy ogniska pojawił się wyraz niepewności. - Pisklę myśli, że musi mieć circa dwadzieścia. Jak skończy się pora młodych liści to będzie miało dwa obiegi pora... pór... póre liści - zdecydowała się w końcu na wersję, która najbardziej jej pasowała. - Und mieszka sama od pory nagich liści - uprzedziła pytanie. - A ty?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
- Nie stary - miauknął oburzony! Bo jak to tak! - Tylko dorosły!
Chyba nie zabrzmiało to tak poważnie, jak chciałby żeby to brzmiało, szczególnie że głos mu się złamał przy głośniejszym dźwięku. Bycie starym było równie niefajne, jak bycie smarkiem. Był w idealnym wieku! I jak rozumiał, że to żart... chyba rozumiał?! Tak też... nie chciał, żeby tak go widziała! - No... to jak ja jestem stary, to ty jesteś ultra stara. Mega stara! - odpowiedział obronnie. No, ale... nie było co nad tym się zatrzymywać. Mógłby się wyzywać cały dzień i całą noc, byleby wyszło na jego. Mimo wszystko - bliżej było mu tego szczeniaka. I to takiego rozwydrzonego, co momentami nie potrafił nad sobą panować tak bardzo jakby jego matka tego chciała. - Pór, pór.
Miauknął, tutaj już spuszczając z tonu. Nie wiedział czy wypada poprawiać, uznał jednak że to chyba nie było nic niegrzecznego. W końcu jeśli się zastanawiała, to po prostu wyciągnął jej pomocną łapkę. - Kilka...naście dni? Nie pamiętam. Zdecydowanie nie tak długo... - chwilę myślał, by w następstwie pomachać głową. Zdecydowanie nie było to długo. - Gdzieś jak byłem blisko dwunastu, to musieli mnie wyrzucić.
Czyli ciut dłużej. No, ale nadal nie było to tak długo, jak Pisklę.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
- Staaaary Mustang - przekomarzała się z tą samą powagą, z jaką on przed chwilą upierał się przy swoim. Przez krótki moment miała nawet ochotę wysunąć końcówkę języka, w nieomal dziecinnym geście. Jak kiedyś, zanim tylko z końmi czuła się na tyle bezpiecznie, żeby pokazywać im tą stronę siebie. Bo może to Mustang był młodszy i jeszcze jedną łapą dzieckiem, ale czy i mała Ptaszyna była tak naprawdę dorosła? Pierwszy raz w życiu, ciesząc się z ewentualności nie bycia zupełnie samodzielną, zaczynała w to wątpić. - Jawohl. Pisklę jest mega stara - przytaknęła, starając się by kącik jej wargi nie zdradził rozbawienia. - Besser nie zostawaj zbyt długo, bo będziesz musiał się Pisklę zajmować, jak każdą Omą - spojrzenie wąskich ślepek przeniosło się na liżące ciemność języki ognia. Zdecydowanie mniejsze, niż kiedy zaczęli tą rozmowę.
Nieomal niedosłyszalne "pór" uciekło z jej dzióbka, kiedy ją poprawił, a brewki zmarszczyły się jakby starała się ze wszystkich sił zapamiętać. Gdy jednak Mustang wspomniał, jak długo był sam, zupełnie o tym zapomniała. Kilkanaście dni. Jej ucho drgnęło gwałtownie, a szczęki zacisnęły się lekko. Tak, żeby nie dać poznać po sobie, że żal, jeszcze bardziej rozlał się po ukrytym w chuderlawej piersi serduszku. Pierwsze dni były najgorsze. Noce wydawały się zimniejsze, bez bliskich futer i bez czegokolwiek, co odwracało by myśli o domu. - I nie masz rodzeństwa? - Zagadnęła po chwili, zerkając na niego kątem brązowych ślepek. - Siostry? Bruder? Kogoś?
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
- Każdą? - wtórował, marszcząc lekko brwi. Było to całkiem miłym odejściem od poprzedniego tematu, gdzie jeszcze moment wcześniej z ogromnym uporem odpowiadał "wcale nie" na jej zaczepki. Im dłużej o tym mówili, tym chyba bardziej chciał jej udowodnić, że się myliła. Taka natura. - Nie opiekowałem się nigdy żadną.
Kimkolwiek Oma w ogóle była. I ile ich musiało być, skoro każdą należało się opiekować. Nie, żeby miał zamiar. On nie będzie się opiekował nikim nigdy. Było to strasznie lamerskie, jego nieskromnym zdaniem. - Mam siostrę - przyznał. - Ale ona... chyba została z rodzicami.
Przynajmniej nie przypominał sobie, aby i ją wyrzucili. Nie z nim. Może się mylił? Ugryzł policzek od środka. - Nie byliśmy blisko - pomachał głową na boki, przyjmując lekki, nieco niezainteresowany ton głosu. - Po prostu wiesz, mieszkaliśmy w tym samym miejscu. Nic więcej.
I po co mu taka siostra? Jeszcze byłaby kulą u nogi...
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
- Każdą - skłamała, udając powagę.
Nie miała w końcu pojęcia czy tak było. Nigdy nie spotkała przecież wystarczająco wielu starych kotów, żeby mieć pewność. Może wszystkie z czasem robiły się kruche i nieporadne. Może trzeba było dla nich polować, poprawiać im posłania, pilnować, żeby nie oddalały się zbyt daleko od bezpiecznych miejsc. Pomagać im prawie tak samo jak kociętom. Tylko takim bardziej marudnym i zrzędliwym, bo obolałym i świadomym własnej słabości.
Co jednak wiedziała na pewno, to że nie każdy dożywał starości. Ucho Ptaszyny drgnęło gwałtownie, a oddech świsnął cicho przez nos, kiedy pomyślała o tym, że koty z chorymi oczami i słuchem, wyrzucone nagle na bruk, raczej nie miały wielkich szans na długie życie.
Brązowe ślepka ponownie odnalazły pysk Mustanga. Musiała lekko zadrzeć łebek, żeby przyjrzeć się mu w półmroku. Dostrzegła, jak przygryza policzek od środka. Przez moment zastanawiała się, czy naprawdę nie tęsknił za siostrą, czy może po prostu łatwiej było udawać obojętność. Tak czy inaczej, rodziców Mustanga lubiła coraz mniej. - Pisklę zmieniła zdanie. Besser, żeby Mustang został tu trochę dłużej. Jak Pisklę jest już taka stara, to może nauczyć cię paru rzeczy. Wtedy, jak Pisklę się w Omę entwickle, będziesz wiedział, jak się nią zajmować - kącik przeciętej wargi powędrował ku górze, a w głośnie pobrzmiewała ledwie dosłyszalna nuta rozbawienia. - Und - wzięła, oddech zanim kontynuowała, wahając się przez uderzenie serca, czy mówić dalej.. - Pisklę ma dużo rodzeństwa. Dla Mustanga auch może być jak siostra.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Poruszył uchem na jej kłamstwo. Trudno było mu stwierdzić czy jest szczera, czy też nie. Postanowił więc, dla bezpieczeństwa i własnego spokoju, uważać na to zdanie i na te całe Omy. Nie będzie się nimi opiekował. Nie wiedział kim są, ale nie miał zamiaru robić za służącego dla kogoś. To była bardzo upokarzająca myśl. Poza tym - patrząc na to jakie miał doświadczenie z opieką, chyba lepiej żeby nie maczał w tym łap. Szkołą Gwiazdy, pewnie jakąś Omę by dorwał i kazał jej walczyć na śmierć i życie, żeby zobaczyć jak sobie w życiu radzi. A jakby nie przeżyła, to znaczy że przysługę jej zrobił, bo i tak by sobie nie dawała rady.
Chwilę ciszy między ich dwójką przerwała Pisklę. Mógł zostać... wziął krótki oddech. Gdyby chciał, to i bez zgody by został. Nie potrzebował pozwolenia. Mimo tej drobnej irytacji, komentarz zostawił dla siebie. Zbyt dużo energii włożył w to, żeby się dogadać pokojowo. Musiałby być skończonym durniem, aby teraz to zepsuć. Uśmiechnął się więc półpyskiem. - Mm? Czego możesz mnie nauczyć? - zapytał zupełnie szczerze. Walczyć potrafił jak mało kto. Polować również - nie był worem kości. Na ziołach się nie znał, ale medycynę dało się obejść - wystarczyło dbać o siebie i nie pakować nosa tam, gdzie go nie powinno się pchać. Nie było więc nic, czego mógł się nauczyć. Chyba, że go zaskoczy.
Kolejne, zaś, zmiotło go z planszy. Nie do końca rozumiał jak to w ogóle... no... co miał myśleć. W końcu wprost mówił, z rodziną miał relacje żadne. Jak miał chcieć w ogóle mieć więcej rodziny? Cmoknął pod nosem, lekko kręcąc głową. - Może - nie przeczył. - Ale powinniśmy zrobić to wolniej. Jak naturalnie przyjdzie, będzie łatwiej, niż jak powiemy sobie że teraz jesteśmy jak rodzeństwo.
A i jemu będzie łatwiej. Mustang nie rozumiał takich rzeczy. Nie potrafił przemielić we łbie, że jeśli ktoś jest obok niego teraz, to za kilka wschodów słońca też będzie. Ba - spodziewał się wręcz, że oficjalne potwierdzenie skończy się tym, że szybciej się rozejdą. W końcu, nie miał powodów by myśleć inaczej - ponownie, wyjaśnił swoją sytuację. Nie miał też żadnych innych kotów, na których mógłby polegać i... zwyczajnie, bał się że skończy się tak samo jak poprzednio. Łatwiej więc było wciskać kit i mówić pięknie, że potrzeba im czasu i naturalnie musi wszystko przyjść, bo wtedy czuł że chociaż miał to pod kontrolą, w pewien sposób przynajmniej.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Ptaszynie nie przyszło nawet do głowy, że kocur mógłby potraktować jej słowa jak przyzwolenie na zostanie, a nie żart. Gdyby wiedziała, że tak je odebrał, pewnie uznałaby to za kolejny dowód na to, że naprawdę niedosłyszy. No bo w końcu stajnia nie należała do niej. Mieszkał tam przynajmniej jeden inny kot, jakieś czasem też pojawiały się i znikały. Gdyby Mustang chciał zostać, zostałby tak czy inaczej. To nie był klan, nie był jej teren, mimo że traktowała go jak dom. - Hmmm - mruknięcie uciekło z dzióbka, gdy zastanawiała się nad jego pytaniem. - Pisklę może cię nauczyć, aber nie wie jeszcze, czy chce - stwierdziła po chwili. - Erst musi zobaczyć, czy Mustang nadaje się do uczenia. Może być w końcu za głupi - drażniła się z nim, przechylając łebek na bok, jakby w znudzonej pozie. Tak naprawdę jednak chowając w ten sposób wykrzywiony w rozbawieniu kącik wargi w chudym ramieniu.
Kocur odezwał się ponownie, sprawiając, że pomiędzy brwiami Ptaszyny pojawiła się zmarszczka. Jej plecy wyprostowały niczym struna, a barki zesztywniały, kiedy wąskie ślepka wpatrzone w dwukolorwy pysk mówiący o czasie, naturalności i całej reszcie zwęziły się odrobinę. Wiedziała, że nie próbował jej urazić. Jego głos tak nie brzmiał. A mimo to coś nieprzyjemnego poruszyło się w jej żołądku. Może dlatego, że nie pamiętała, kiedy ostatnio sama wyciągnęła do kogoś łapę przez ostatnie księżyce żyjąc mottem: nie przywiązywać się, nie oczekiwać, nie potrzebować. A teraz, głupia, powiedziała coś takiego. Oczywiście, że nie chciała od razu ogłaszać go rodzeństwem! Nie była kocięciem! I przecież powiedziała "kiedyś!". Powiedziała? Chciała wmówić sobie, że tak. W jakiś sposób przykryć to dziwne uczucie jakby po raz pierwszy od bardzo dawna pozwoliła sobie odsłonić miękki kawałek brzucha, a ktoś zdecydował się w niego uderzyć. - Natürlich nie od razu! - Prychnęła. Jej głos brzmiał oschle. - Mustang jest jakiś Dummkopf? Pisklę nie mówiła o teraz! - Złość przyszła szybko. Wygodna. Dużo łatwiejsza od zawstydzenia, które mimo to wciąż czuła pod skórą. - Und chodź - podniosła się na łapy, mimo że dwunodzy jeszcze nie odeszli od ogniska. Wolała się koło nich skradać, niż siedzieć teraz z kocurem. - Pisklę miała pokazać ci, wo możesz spać - nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę ciemnej sylwetki stajni.
z/t
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
- Ph - to była jego jedyna reakcja na stwierdzenie, że mógłby być zbyt głupi. Oczywiście, że NIE był. Nawet jeśli była to głupia przegadywanka, nie miał zamiaru tak po prostu się z nią zgadzać. Ani nawet odpowiadać! Ciche parsknięcie było chyba dostatecznie dobrym sygnałem, że nie jest głupi. Ani w żartach, ani poza nimi.
Ona chyba podzieliła jego humor. Na prychnięcie zareagował strzepnięciem ucha. Oschły głos też jedynie odnotował gdzieś z tyłu głowy. Mustang nie był typem kota, który przepraszałby czy dopytywał czy zrobił coś nie tak. Nie lubił się w ten sposób zachowywać. Było to... poniżające.
Nie musieli komentować niczego - on mówić nic, a ona się irytować na niego. Po prostu za nią ruszył, licząc na to że ludzie skupią się bardziej na sobie, niż na ich dwójce.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
***
Kiedy Ptaszyna próbowała przypomnieć sobie swój powrót do stadniny, wydawało jej się jakby patrzyła na coś ukrytego za gęstą mgłą. Wiedziała, że wsunęła się do swojego gniazdka, ukrytego w wysokim drzewie, że zwinęła się w ciasny kłębek. Wiedziała, że myśli o jastrzębiu, osiedlowych alejkach, o kotach z gangu, Zasadzce i Koguciej Łapy kłębiły się w jej głowie. Nie chciała jednak płakać. Albo nie potrafiła. Zamiast łez czuła jedynie narastający ucisk, jakby wszystkie emocje próbowały wydostać się jednocześnie, ale żadna nie znajdowała drogi na zewnątrz. I kto wie, może w końcu uduszą ją od środka?
Sen był dobrą ucieczką. W nim nic nie bolało aż tak mocno.
Czy po przebudzeniu było lepiej? Ptaszyna sama nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. W nozdrzach łaskotał ją zapach siana i kurzu. Gdzieś w oddali rozległo się parsknięcie jednego z koni, a potem miarowe stuknięcie kopyta o podłoże. Było znajomo i bezpiecznie. Na tyle, na ile w ogóle potrafiła jeszcze czuć się bezpiecznie. Dominującym uczuciem pozostawał jednak głód. Ten przynajmniej był prosty. Nie zadawał pytań, nie przywoływał wspomnień. Domagał się tylko jednego - jedzenia.
Wyszła z dziupli jeszcze zanim słońce wspięło się wysoko ponad dachy stadniny i niedługo później wracała w kierunku drzewa, z dwoma gryzoniami zwisającymi z jej dzióbka. Polowanie nie zajęło jej wiele czasu. Stajenne myszy były tłuste, przyzwyczajone do łatwego życia między workami owsa i belami siana. Kiedy trochę poćwiczyła, okazało się, że do złapania ich wystarczyło jedynie odrobinę cierpliwości i brak w pobliżu kogokolwiek, kto zdążyłby je spłoszyć.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Został sam. Skłamałby mówiąc, że się tego nie spodziewał. Jeśli nauczył się o życiu czegokolwiek, to tego że nie może mieć pewniaka w postaci kotów obok siebie. Szczególnie takich, którzy chcą się nazywać jego rodziną. Nie tak dawno po ich ostatnim spotkaniu, gdzie zasugerowała że mogłaby być jego siostrą, zniknęła. I chociaż sam odpowiedział, że to za szybko, to i tak - nieprzyjemny ból i zawód zagnieździły się w jego łbie. Nie potrafił zrozumieć dlaczego nie może mieć rodziny. Dlaczego nawet jak ją delikatnie odrzuca, żeby nie było nic oficjalnego, to i tak los go chce zmiażdżyć i zabrać kogoś, kto mógłby być mu bliżej. Może taki jego los. Może po prostu niektórzy nie zasługują na to, żeby mieć rodzinę. Mustang, najwidoczniej, nie zasługiwał. Irytowało go to. Sprawiało, że miał ochotę płakać, a przy okazji spalić całe siedlisko koni. Na szczęście, nie potrafił wzniecać pożaru, więc co najwięcej mógł chodzić i kopać kamienie tak często, jak czuł się zbyt źle. Czy zaczepiać przypadkowe koty i starać się sobie wmówić, że nie ma mu tak źle, jak faktycznie było. Fałszywy uśmiech i odrobina pewności siebie działały cuda. Miał wrażenie, że większość kotów nawet nie kwestionowała tego, jak się faktycznie czuł. I słusznie. Bo pewnie skończyliby źle.
Ze stadniny nie odchodził, bo mógł tu spać. Było tu bezpiecznie i teren, jakoby nie patrzeć, stał się w pewnym stopniu jego własnym. Musiałby oszaleć, żeby go rzucić. Ostatecznie, nawet jeśli wychodził na spacery które trwały całe dnie, zawsze tu wracał. I tym razem wrócił do widoku, który wzbudził u niego więcej emocji, niż jakby chciał żeby się wzbudziły. Widok Pisklak był z jednej strony przyjemny. Tęsknił za nią, wiadomo. Z drugiej strony - był... wściekły. Czuł się zdradzony! - ... - przyglądał się jej moment, usiłując zachować neutralną mimikę twarzy. Kiedy poczuł, że takowa już jest na jego mordzie, cicho odchrząknął. - Długo cię nie widziałem. Myślałem, że nie żyjesz.
Co nie było kłamstwem. Faktycznie, przeszło mu przez głowę, że nie opuściła go, tylko coś się jej stało. To było - jakkolwiek okrutnie to nie brzmi! - lepszą wizją, niż myśl że zwyczajnie już go nie chciała. Nie powie tego. Wiedział, jak to odbierze. Już samo powiedzenie, że spodziewał się jej śmierci niespecjalnie dobrze brzmiało. - ...Ale wszystko w porządku, co nie? - dorzucił, chyba jedynie dla umilenia poprzednich słów. Nie wiedział, na ile faktycznie go to obchodziło. Jej nie obchodziło, czy go zostawia. Prawda? Tego był niemal pewien. Zagrzebał pazurem w podłożu, żeby trochę napięcia z niego zeszło. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej nie wiedział jak się czuje - stąd wzrok w końcu przeniósł na ziemię. Trudne się mu wylosowało...!
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Uszy, a raczej ucho i jedynie jego marny kikut drgnęły, kiedy znajomy głos odezwał się obok. W tym dziwnym, pustym stanie, jaki odczuwała, nawet nie zauważyła, kiedy kocur się pojawił i kiedy podszedł bliżej. Powoli przekręciła łebek na jego pysk, a następnie brązowe spojrzenie Ptaszyny utkwiło w kreślącym w ziemi ślady pazurze. Pamiętała ich rozmowę. Pamiętała własną irytację i to, że się na niego obraziła, chociaż nigdy przez to nie chciała łamać danej mu obietnicy pomocy, albo zniknąć na tak długo. Teraz jednak nie potrafiła odczuwać nawet poczucia winy. Przez grubą warstwę przebijała się jedynie odrobina ulgi, że ten jeszcze żył.
Myszy zwisające z jej dzióbka zakołysały się lekko, gdy ostrożnie położyła je na ziemi. - Pisklę nie umarło - mruknęła. Jej głos pozostawał zachrypnięty od długiego snu i nie używania go. Zamilkła na moment, słysząc kolejne pytanie kocura, oblizując mimowolnie ceglany nos. Bo czy wspomnienia ostatnich księżyców były w porządku? Czy jej zmasakrowany wygląd był? Poczuła jak serce w jej piersi zadrgało, zdradzając nadchodzącą falę rozczulenia nad samą sobą. - Chcesz jedną? Pisklę upolowała dwie - mruknęła, spinając mięśnie, żeby powstrzymać uczucia.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
- Tyle widzę - odpowiedział pod nosem, jakby to nie było oczywiste. Chyba jedynie dla uszczypnięcia, bo jakkolwiek musiał dać upust swojej irytacji. Trudno było być... neutralnym w takich chwilach. Trudno było mieć wszystko gdzieś i być profesjonalnym oszustem, kiedy czuł się tak... tak!!! Buchnął powietrzem przez nos, pomachał głową na boki. Miał zamiar kontynuować temat, ale chyba lepiej nie teraz. Był zbyt zły. I jak w normalnych warunkach nie miałby z tym problemu, tak przy Pisklak chyba... nie chciał. Nie potrafiłby po prostu jej wygarnąć i teraz iść. Chociaż chciał. Jakaś część jego wrzeszczała, żeby po prostu to zrobił. W końcu, skoro i tak raz go zostawiła, zrobi to kolejny. Nie łatwiej będzie samemu odejść przed nią?
Brak odpowiedzi na pytanie był dość jednoznaczny. Skrzywił się lekko pod nosem, podchodząc bliżej - mógł chcieć. Jeśli ta nie miała nic przeciw temu, jedną z myszy przysunął do siebie. - Gdzie cię w ogóle wcięło? - zapytał zaraz. Jak mu nie powie to... nie. Ale czuł się, jakby należały mu się jakiekolwiek wyjaśnienia!!!
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Cienkie wibrysy zadrżały, kiedy w odpowiedzi na słowa kocura, nos Ptaszyny zmarszczył się. Nie odpowiedziała jednak na jego słowa. Zamiast tego przyglądała się spod przymrużonych powiek, jak ciemne nozdrza rozszerzają się, kiedy fuknął na nią pod nosem. Jak wykrzywia pysk. A w końcu jak podchodzi i zabiera mysz. - Na osiedlu - mruknęła jedynie cicho, milknąc ponownie.
Nie znała może Mustanga długo, ale mimo to zdawała sobie sprawę, że był zły. W innej sytuacji może domyśliłaby się dlaczego i czuła poczucie winy. A może zareagowałaby złością. Bo w końcu sam odtrącił ją, kiedy chciała, żeby byli sobie bliżsi niż dwoje kotów mieszkającym na tym samym terenie. Teraz jednak nie zareagowała wcale. Nie wiedziała nawet dokładnie w którym momencie zaczęła patrzyć na własne, wbijające się w ziemię pazury i łapy, a tym bardziej kiedy zobaczyła na nich pierwszą ciemniejszą kropkę. A zaraz potem kolejną i kolejną. Musiało upłynąć uderzenie serca, zanim do główki Ptaszyny dotarło, że to jej własne łzy, które staczały się po policzkach. - Pisklę hat keine Kraft, na to - wysiliła się, żeby jej głos mimo, że pozostał cichy, nie drgał.
Może wymagała od świata za wiele, chcąc żeby przynajmniej na uderzenie serce, ktoś jej współczuł. Żeby ktoś ją pocieszył. Nie był zły jak Mustang. Nie atakował i nie gonił jak Kogucia Łapa. Nie fukał na nią jak Zasadzka, odwracając się następnie na pięcie i zostawiając samą. Nie straszył, jak członkowie klanu i dwunogi. Nie chciał zabić, jak Jastrząb. - Idź sobie... - dodała, zagryzając z całej siły policzek od środka, żeby nie rozkleić się jeszcze bardziej.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
- Osiedlu? A tam po co? - nie krył zdziwienia. Sam, całkiem niedawno, jeszcze się tam kręcił. W końcu miał tam dom... jakiś, tam się wychował, znał sporo ulic. Może to sprawiało, że niespecjalnie pozytywnie myślał o tym miejscu - było okropne. Śmierdzące, nudne, brutalne i... no, takie inne, niż wszystko co tutaj. W pewnym stopniu lepsze, owszem. Jego, takie jakie znał. Z innej strony - nienawidził go, bo przypominało mu się jak był młody i matka go tłukła za byle co. - Jest tyle miejsc do odwiedzenia. Czemu mi nie mówiłaś, że tam idziesz?
To inna sprawa. Chyba mu się należało i to wiedzieć. W końcu... w końcu tu był tak długo, że powinien to wiedzieć. Z szacunku!
Na sformułowanie w obcym języku nie zareagował. Wyuczył się, że lepiej było okazjonalnie tylko wbić w nią spojrzenie, czy lekko poruszyć uchem. Cokolwiek miała na myśli - on nie mógł odpowiedzieć poprawnie. Niektóre ze słów mógł powoli wyłapywać i rozumieć, ale tak długich zdań nie było opcji. Poruszył ogonem, samemu dopiero zauważając że ta płacze. I skłamałby mówiąc, że współczuje. Ciarki żałości po nim przeszły. Potem ciarki irytacji. To ona go zostawiła i teraz jeszcze zgrywa ofiarę? A może jej przykro, że go zostawiła? Ugh. Nie potrafiłby spytać. Było to nieco... słabe. - ...Wyganiasz mnie? - więc... nie było jej przykro, że go zostawiła? Na to wychodzi. Jego ogon drgnął nerwowo. Był o krok, o malutki, malusieńki krok od wyciągnięcia bardzo pochopnych wniosków. I o rety, jak bardzo musiał trzymać się na wodzy, żeby teraz jej nie powiedzieć co myśli.