Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Zęby Ptaszyny zacisnęły się mocniej, kiedy usłyszała kolejne pytania. Powinna mu wyjaśnić. Była mu to winna, skoro sama wcześniej roztoczyła przed nim obraz szczęśliwego życia w stajni. Takiego, w którym mógłby na nią liczyć. W którym miałaby dla niego czas, nauczy go tego, co potrafi i w którym nie będzie już sam. Tylko że teraz nie miała siły na altruizm i myślenie o tym, czego potrzebował Mustang, a co była mu winna. Nie, kiedy sama ledwo potrafiła utrzymać się w całości.
Mimowolnie jej myśli poszybowały do Kaczego Piórka... Do mamy. Ona nie pytałaby, dlaczego zniknęła. Nie wymagałaby od niej ułożenia wszystkich słów w odpowiedniej kolejności. Po prostu pozwoliłaby jej wtulić pysk w swoje futro, nawet jeśli Pisklę była już dorosła i nie powinna tego potrzebować. Ale może właśnie dlatego potrzebowała tego najbardziej. - Mustang nie może być taki ślepy! - Wyrwało się z niej nagle, głośniej niż zamierzała. Cienkie wibrysy zadrżały, a załzawione spojrzenie Ptaszyny w końcu odnalazło jego pysk. Nie było w nim złości na niego. Bardziej rozpacz kogoś, kto nie rozumie, dlaczego inni nie dostrzegają rzeczy, które dla niego samego są aż nazbyt oczywiste. - Siehst du nicht?! Pisklę jest szpetna! Pisklę prawie umarła! Czego jeszcze willst du wiedzieć?! Chuderlawe ciało spięło się gwałtownie, pazury ponownie zagłębiły się w ziemię i przez krótkie uderzenie serca naprawdę miała ochotę rzucić się na kocura. Nie po to, żeby go zranić. Po prostu dlatego, że nie wiedziała już, gdzie inaczej wyrzucić ten ból. Myśli w szarej głowie krążyły wokół blizn na pysku i szyi, wciąż zbyt świeżych, zbyt czerwonych. Nie zdążyły jeszcze stać się czymś odległym, co można było ignorować. Każdy podmuch wiatru przypominał jej o brakującym uchu. Każde spojrzenie przypominało, że nie wygląda już jak ta sama kotka... W końcu jednak odwróciła się od niego i skuliła, zaczynając głośno łkać.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mustang miał dwie proste zasady, których mógł się trzymać w swoim życiu. Pierwszą był szacunek do samego siebie, drugą... trzymanie się tej pierwszej. Stąd pierwszy krzyk już wytrącił go z równowagi. Cofnął łeb do tyłu, chyba bardziej zdziwiony, że uniosła na niego głos, niż z samego faktu, że krzyczała. Bo się ośmieliła. Znieważyła go. Machnął ogonem. - Widzisz, tam skąd ja pochodzę, raczej nie wypomina się takich rzeczy. Uważa się to za nietaktowne, bo może to urazić rozmówcę. Zupełnie jak nieuzasadnione krzyczenie - rzucił, nadal trzymając własne nerwy na wodzy. Strike 1.
Na stwierdzenie, że jest szpetna, jedynie uniósł brew do góry. Wymowne - można uznać jak się chce. Albo jakby plotła skończone bzdury, albo jakby chciał się zgodzić, ale nie wypadało tego robić na głos. - Prawie. Nie czytam w myślach. Wydaje mi się, że jeśli coś ci się stało, a chciałaś mnie uważać za rodzinę, powinnaś sama podjąć temat, kiedy będziesz na to gotowa. Chyba powinniśmy sobie ufać - co więcej - on nie wyobrażał sobie okazywać troski tak o. Nie umiał. Nie wiedział jak. Gdyby zobaczył, że jego matka jest ranna i cierpi, a on by się odezwał troskliwie, pewnie skończyłby gorzej od niej. Gdyby zrobił to do ojca, pewnie nie byłoby tak strasznie, aż matka by się nie dowiedziała. Co za tym szło - Mustang nauczony przeszłością nie potrafił dawać wsparcia tak... normalnie. Głupio mówić, że to strach. Łatwiej nazwać to przyzwyczajeniem.
Nie nazwałby tego drugim wykroczeniem. Może połową?... Chyba tylko dlatego, że sama się nazwała szpetną, a on nie musiał jej ubliżać. Chyba do pełnej dwójki doszło, gdy ta zaczęła ryczeć. Jedyna rzecz, której Mustang nie trawił. Dmuchnął nosem, czując narastający dyskomfort, teraz samemu mając ochotę po prostu się na nią rzucić i ukrócić jej tych...wszystkich cierpień. Nie musiałaby myśleć o wyglądzie, o bólu, o w ogóle - czymkolwiek. Zrobiłby jej przysługę. - Jak na początku pytałem, czy wszystko jest okej, to w ogóle nie odpowiedziałaś. A teraz masz pretensje, że nie dopytuję - zauważył, kładąc łapę na łapie. Nie miał pojęcia jaki ruch, szczerze mówiąc, jest odpowiedni. - Nie wiem czego ode mnie oczekujesz. Nie wiem jak mogę pomóc...
Hucznie powiedziane. On nie miał w ogóle ochoty pomóc. - Skoro jak raz chciałem zagadać, to to zignorowałaś.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Szloch zawładną całym chuderlawym ciałkiem. Każdy kolejny oddech przychodził z trudem, urywany i nierówny, jakby jej własne ciało próbowało wyrzucić z siebie wszystko, co przez ostatnie wschody słońca trzymała zamknięte pod żebrami. Słowa Mustanga docierały do niej, ale nie układały się w zdania, które byłaby w stanie sensownie przyswoić. Nie teraz. Ptaszyna emocjonalnie nie była już tu. Nie stała przed stajnią, nie patrzyła na znajomego kocura, który próbował zrozumieć. Była znowu tam. W miejscach, gdzie była sama. Kiedy bała się, kiedy bolało, kiedy jedyne co mogła zrobić, to czekać aż przestanie, albo uciekać.
Gdyby Mustang był na nią teraz zły, byłoby łatwiej. Mogłaby się bronić. Mogłaby krzyczeć, że jej nie rozumie. Mogłaby oddać mu całą tę złość, która paliła ją od środka. On jednak wybrał inną ścieżkę. Pozostał racjonalny. Mówił tak, jakby wszystkiego można było uniknąć odpowiednimi słowami. Jakby wystarczyło wyjaśnić, powiedzieć wcześniej, zaufać. A Ptaszyna czuła się przez to jeszcze mniejszym stworzeniem. Jak kocię, które zrobiło coś złego, w złości wytknęło nawet jego ułomność i teraz użalało się nad sobą i nie potrafi przestać płakać, chociaż wie, że powinno już przestać. Bo nie miało racji. - Pi-sk-lę ni-nie... był-a go-tow-a! Chcia-ała rozm-awiać... spä-ter - wyrwało się z niej między krztuszącymi ją szlochami. - Pis-ise-klę kaz-ała... ka-zała-a ci ge-hen... Ale Mu-sta-ang da... dalej py-ytał! - Ostatnie słowa praktycznie wypłynęły z niej razem z kolejną falą łez. Łopatki trzęsły się pod cienkim futrem, a łapa, którą próbowała wycierać mokre policzki, tylko rozmazywała łzy jeszcze bardziej.
Jakaś część niej chciała, żeby nie rozumiał jej usprawiedliwień. Żeby odszedł. Żeby udowodnił jej, że jest sama. Wtedy byłoby prościej użalać się nad sobą. Ale on tam był. - Wi-ll w og-óle Pisklę po-móc Mu-ustang?! - Prawie warknęła, ale zabrakło jej siły, żeby becząc i zalewając się łzami zabrzmieć groźnie. Wyszło z tego tylko rozpaczliwe pytanie kogoś, kto sam nie wie, czego oczekuje.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Machnął głową, raz, drugi. Jasne, nie była gotowa. Nie mógł się z tym sprzeczać. - Dlatego nie dopytywałem aż tak - proszę bardzo. Czy teraz łatwiej było to zrozumieć? Przecież jak miał... prowadzić rozmowę w chwili, kiedy tej rozmowy być nie miało? Zaczynał się gubić z każdym jej słowem coraz bardziej. Nie przez barierę językową, a przez to że Pisklę sama nie wiedziała czego chce.
Chwilę milczał, ogonem szurając po podłożu. Oczy miał skupione na niej, na tym jak dalej drżała w swoich rykach. Było to żałosne. Pełnię podziwu należało dać Mustangowi i jego cierpliwości w tej chwili. - Chcesz, żebym wiedział co się stało i zagadał o twój wygląd. Ale nie chcesz, żebym się dowiedział gdzie byłaś, czemu, co się właściwie zadziało. Nie wiem czy słyszysz, ale jest tu drobna sprzeczność, bo... nie mogę się dowiedzieć niczego, jak dosłownie nie chcesz żebym dopytywał, ale nadal dopytywał? - nie wiedział, czemu właściwie prowadzi tę rozmowę. Może powinien faktycznie dać jej spokój i poczekać, aż sama przyjdzie się wygadać.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Kolejne słowa, a każde z nich wbijało się w nią z dziwną, cichą precyzją. Czuło się jak porażka. Czy dlatego, bo Mustang nagle nie zmienił się zupełnie i nie przyznał jej racji? Czy może dlatego, bo wiele księżyców poświęconych hodowaniu twardej emocjonalnej skorupy nagle okazały się zupełnie i nieodwralnie stracone? Może z obu powodów, może przez coś zupełnie innego. Ptaszyna nie była pewna, a urywane sylaby, które przez jakiś czas uciekały bełkotliwie z jej dzióbka było jedynym co udało jej się wydusić między kolejnym i kolejnym szlochem.
Łkanie nie ucichło od razu. Jeszcze przez kilka długich uderzeń serca chude ciałko drżało od kolejnych spazmów, zanim oddech zaczął powoli zwalniać. W końcu po wybuchu emocji pozostały jedynie pojedyncze chwilę wzruszenia nad samą sobą, łapczywego łapania powietrza, które brzmiały nieco jak czkawka. - Prze-epraszam… - wydukała zachrypniętym głosem. Jedynym oprócz dziwnej pustki, co pozostało z plątaniny myśli było poczucie, że cokolwiek się tu stało, było najwyraźniej jej winą.
Tylko czy Mustang w ogóle tam jeszcze był? A może już poszedł i nawet nie zauważyła...
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Był. I czuł dziką, niezdrową satysfakcję, że to ona jego przeprosiła. Bo przecież wyszło na to, żeby on miał rację. Bo miał! Jak najbardziej miał! Wszystko co mówił, było prawdą. Ona zachowywała się nielogicznie... ale teraz może będzie już bardziej z górki. Taką miał, przynajmniej, nadzieję. Chwilę milczał, żeby w następstwie zabrać krótki oddech i cmoknąć pod nosem. - Nie szkodzi - mruknął w końcu, wbijając w nią wzrok. - Ale musimy się umówić, żeby sobie tak nie robić. Co nie?
Cokolwiek to miało znaczyć, chociaż chyba chodziło o całokształt. - Inaczej będziemy mieli.... wiesz, niepotrzebne spiny - których - ponownie - on nie chciał. Bo pewnego razu faktycznie nie wytrzyma i będzie... źle. Po prostu. Rzuci się, skrzywdzi ją, i tyle będzie z tego wszystkiego.
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Księżyce: 31 Płeć: kotka Matka: Stardenburdenhardenbart Ojciec: Wierzba Trwałe urazy: Blizny po pazurach jastrzębia po lewej stronie ciała - od policzka, przez urwane ucho, po dół szyi. || Kastracja
Pisklę zapowiadała się na naprawdę urodziwego ptaszka, jednak samotnicze życie pozostawiło na jej wyglądzie swój odcisk. Oscylujące raczej w niższej granicy średniego wzrostu ciało - niegdyś smukłe - stało się kościste. Okrywające je zaś niebieskie futerko o pręgowaniu ticked jest szorstkie i nieco matowe - jakby kurz i deszcz na dobre wpisały się w jej codzienność. Brzuch, dolna część ogona, podgardle aż po dół pyszczka, końcówki uszu i okolice brwi, jak również wewnętrzne części łap pokrywa rozjaśnienie, które przypomina kremowy kolor. Jedyna biała plamka na ciele kotki ukrywa się na spodzie jej ogona.
Pierwsze co rzuca się w oczy spoglądając na jej trójkątny pyszczek to zielonkawo-brązowe ślepia, które wydają się nieco za duże przez kontrast z chudą mordką i znajdująca się pod ceglanym noskiem cienka blizna, która przecina jej wargę - jedna z licznych pamiątek życia na ulicy. Kotka najczęściej pachnie sianem ze stadniny koni, gdzie spędza większość czasu.
Rzadko już szybuje na skrzydłach wyobraźni, a zamiast tego stąpa twardo po ziemi. Dawna dziecięca naiwność zniknęła wraz z trudnymi doświadczeniami życia na własną łapę, pozostała za to upartość, ostrożność i płochliwość, choć tego ostatniego stara się nie okazywać, ukrywając niepewność pod twardym, zdystansowanym wyrazem pyska. Kotka nauczyła się przede wszystkim polegać na sobie i nie ufać łatwo obcym. Mimo to nie utraciła ciekawości świata. Nadal lubi obserwować nowe miejsca i stworzenia, choć robi to już z większą rozwagą. Najwięcej spokoju odnajduje w stadninie koni, gdzie spędza większość czasu. Obecność tych dużych, spokojnych zwierząt daje jej namiastkę bezpieczeństwa i pomaga zagłuszyć samotność, która często jej doskwiera.
Wróbel (KW), Żabia Łapa.. (GK)
Słowa Mustanga zawisły między nimi, a Ptaszyna patrzyła jedynie gdzieś obok niego. Próbowała zrozumieć co właściwie powinna zrobić. Przeprosiła. To chyba było właściwe. Tak robiło się, kiedy zrobiło się coś złego. Tylko że nawet teraz, kiedy łzy powoli przestawały płynąć, nie pojawiła się żadna ulga. Nie poczuła się lepiej. Czuła się jedynie zmęczona. Pusta. Jakby cały ból, który jeszcze chwilę temu wyrywał się z niej razem z krzykiem i szlochem, został z powrotem zamknięty gdzieś głęboko pod żebrami. Tylko tym razem wiedziała już, że tam był. A teraz trzeba było wrócić. Zachowywać się normalnie. Rozmawiać normalnie. Być znowu tą samą Ptaszyną, która nie rozpada się przed innymi kotami.
Powoli skinęła łbem, bardziej przyjmując jego słowa niż naprawdę się z nimi zgadzając. - Pisklę... nie chciała krzyczeć - wyszeptała jeszcze, jakby musiała to powiedzieć. Jakby to była ostatnia rzecz, którą powinna wyjaśnić, zanim wszystko wróci na swoje miejsce. Potem jej wzrok przesunął się na kocura. - Było wszystko gut z Mustangiem, jak Pisklę nie było? - Pytanie zabrzmiało dziwnie zwyczajnie. Prawie tak, jakby przed chwilą nie siedziała drżąca na ziemi, zalana łzami.
Runaway train, never goin′ back
Wrong way, on a one way track
Seems like I should be gettin' somewhere
Somehow, I′m neither here nor there
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
I to wystarczyło. Kusiło go wspomnieć, że mogła o tym myśleć przed krzyknięciem, ale prawdopodobnie wtedy wszystko by poleciało z górki. Poza tym - nie był aż tak okrutny. Machnął więc głową w porozumieniu, że spoko, nie ma urazy, jest cool. Może innym razem, jak - nie daj bóg - raz jeszcze dojdzie do takiej sytuacji, będzie mógł jej wylecieć z tak siarczystym słownym plaskaczem. - Eee... - podrapał się pazurem po brodzie. Sam też starał się zachowywać, jakby nic moment temu nie było. Głównie dlatego, że on sam nie odczuwał tego zbyt bardzo od samego początku... a teraz, gdyby coś, znów znalazłby jakieś wyjaśnienie, czemu się nie przejmuje. W wymówkach i uciekaniu od problemów zdawało się, że był najlepszy. - Chyba trochę nie umiałem się tu odnaleźć. Było pusto, dziwnie. Myślałem, że...
Już nie wrócisz??? Brzmiało to strasznie lipnie, jak mówił to tak po prostu. Wystawiłby się uczuciami. Nie powinien tego robić, bo to... słabość. A słabości łatwo wykorzystać. Szczególnie, że nie powinien nawet o tym myśleć. Raz go zostawiła - i nawet jak jest teraz, najpewniej za jakiś czas znowu zniknie. Przyzwyczajanie się do niej i pokazywanie, że na jej obecności mu zależy może być jego zgubą. - No, umarłaś - skrzywił się pod nosem. Tę obawę już raz wyjawił. - Więc nie wiem...
Bo to chyba gut niezbyt było!