Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Kolorowe pszczele domy od zawsze fascynowały okoliczne koty. Terminatorzy z klanu Gromu i Cienia, na wieść o dziwnych konstrukcjach Dwunożnych, nierzadko prosili swoich mistrzów o wycieczkę poza granice klanu żeby mogli zobaczyć je na własne oczy. Jeden z takich pszczelich pni zwracał uwagę właściwie od razu, jeżeli nie swoim kolorem, to dziwnym kształtem. Dwunożni nadali mu intensywnie zieloną barwę, zazwyczaj zarezerwowaną wyłącznie dla młodych liści drzew, a do tego pokryli białymi kropeczkami. Z daleka wygląda niemalże jak przerośnięta biedronka, a obrazu dopełnia jego okrągły kształt.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Po rozmowie z Lisem, Chaber musiał trochę odpocząć. Miał za dużo myśli w głowie i czuł, że musi się czymś zająć. Polowanie odpadało, bo był zbyt rozkojarzony. Jakby poszedł na granice z Rzeką, to miałby większy problem niż wyznanie przyjaciela, a raczej nie było mu to potrzebne. Sen wydawał się dobrą opcją, ale wątpił, aby udało mu się szybko zasnąć. Postanowił więc, że przejdzie się w okolice Pastwisk. Ostatnim razem udało mu się tam spotkać Listek, a jeszcze wcześniej poznał Pisklę. Liczył, że i tym razem spotka tam kogoś, a rozmowa z nim pomoże mu uciec od myślenia o wichrzaku.
przeciętnego wzrostu, krótkowłosy, biało-czarny, grubszy od dziko żyjącego kota, ale nie pulchny czy gruby, smukłe nogi i łapy, trójkątne i długie uszy, standardowy pysk, czarny nos, żółte oczy
chaotyczny, ekscentryczny, beztroski, pewny siebie, towarzyski, lojalny wobec swoich, impulsywny, ale za to dziwnie spokojny w panikogennych sytuacjach (pewnie przez to jak naturalny jest dla niego chaos i dziwactwa), lubi się wygłupiać, z małą ilością zdrowego rozsądku, uparty, nieodpowiedzialny, ma skłonność do komplikowania wszystkiego bardziej niż trzeba
No cóż, tym razem Chabrowa Dróżka natknął się na Klaksona, który tego dnia nie pojechał w trasę ciężarówką swojego człowieka, bo widać było, że ten szykuje się na coś krótkiego. Łaciatek już zdążył się dobrze zaznajomić z tym co, gdzie, kiedy i jak w tych przypadkach, więc nawet nie zbliżał się do pojazdu, od razu robiąc w tył zwrot i idąc na swoją własną jakąś przygodę dzisiejszego dnia.
Jego uwagę przykuł zielony pień z kropkami wokół którego kręciły się pszczoły. Klakson nawet przysiadł blisko tego pnia i wpatrywał się w niego jak sroka w gnat, żeby odgadnąć może co poeta miał na myśli. On sam był do pewnego stopnia takim poetą, zawsze starając się zbudować coś z dostępnych mu materiałów, jednak jego konstrukcje nigdy nie były specjalnie trwałe. No i do tej pory nie miały specjalnych wzorków. Może powinien to zmienić?
Klakson przez to wszystko nawet nie zauważył pojawiającego się w okolicy starszego kocura.
Drobny i smukły, niebieski dymny kocur, trochę podrósł i z pewnością nie przypomina kulki. Pysk i budowę ma typowo Europejską, wzrostu również jest przeciętnego. Prawe oko ma niebieskie, jak matka, a lewe żółte, jak ojciec. Nosek ma różowy nakrapiany trzema ciemno brązowymi plamkami.
Mimo braku pręg, przy odpowiednim świetle, da się zauważyć lekko rozmyte wzory na futrze. Uroku dodaje mu duża ilość białych znaczeń, czynią go nietypowym. Znajdują się one na całym ciele, zaczynając od prawej strony pyszczka, ciągnąc się przez białą brodę i brzuch oraz ciapki na plecach, na końcówce ogona kończąc. Plamy są poszarpane i nieregularne. Również łapki ma pokryte bielą, wyglądają jakby przed chwilą biegał po śniegu. Skarpetki ma nie do pary, prawy przód zaczyna się robić biały, trochę poniżej łokcia, a prawy tył poniżej okolic stawu skokowego, lewy przód i tył chociaż podobnie w oko nadgarstka i stępu, to od tej ostatniej, wychodzi plama pokrywająca połowę długości łapy.
Długie futro ma wiecznie w nieładzie, często da się w nim znaleźć wplątane liście, gałęzie, pióra i wszystko inne co było po drodze.
Zauważył ciekawie nakrapianego kota przy ulach, cóż z pewnością nie był to nikt kogo by kojarzył, ale to nic złego. Zawsze mogli się poznać! Podszedł do kocura i usiadł obok niego. — Hejka, patrzysz na ule czy może szukasz pszczół? — Zagadał jak gdyby nigdy nic.