Logo Artemidy
Trening Sokolej Łapy
#31
  Dla niej widok nie był w żadnej mierze nowy, toteż jej wzrok, zamiast na dęby, powędrował w stronę samej Oczko. Jej pozycja też miała w sobie coś zabawnego; porównała ją w myślach do nasłuchującego gronostaja. Podążyła za jej spojrzeniem dopiero po chwili, chwytając jej kilka ostatnich słów.
   – Hm – odparła w krótkiej zadumie, przyglądając się najpierw pniom, a następnie rozrośniętym konarom. Ostatnie zdanie młoda najpewniej rzuciła retorycznie i na jakimś poziomie zdawała sobie z tego sprawę, ale mimo to zaczęła rozważać je całkiem poważnie. – Nie, wiesz, to chyba nie mogli być oni. Gwiezdni to w końcu nasi przodkowie, a klany żyły kiedyś na innych terenach. Słyszałaś opowieść Żabiej Łapy?
  Ona sama dowiedziała się o tym dopiero na ostatnim święcie. Nie kojarzyła, żeby Oczko była tam obecna, ale w jej głowie działo się wtedy wystarczająco, żeby mogła przeoczyć kocię w tłumie bez większego problemu.
   – I tak... no cóż, tak. Pewnie tak. Mogą. – Pogawędki. Mentalny obraz był dziwaczny i na tyle obcy, żeby sprawić, że się zawahała, ale przecież nie mogła zaprzeczyć. Całkiem prawdopodobnie tak właśnie się działo i tylko ona w tym nie uczestniczyła. Lekko zapiekło. Potrząsnęła głową i pośpieszyła dalej. – Dobrze słyszałaś, to neutralne miejsce. Każdy z czterech klanów może tu wejść. Czasami, bardzo rzadko, mogą się tu odbywać Zgromadzenia.... Ek-hem. To też miejsce, z którego można pójść na granice wszystkich klanów, więc pójdziemy tam teraz, żebyś mogła poznać ich zapachy. Inaczej nie dostalibyśmy się do zapachu Klanu Gromu, bo nie mamy z nim granicy... Zaraz przejdziemy przez naszą. Czujesz nasz graniczny zapach? – Chyba trudno było nie, tak blisko tej zasikanej linii.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
- Opowieść... Żabiej Łapy?
  Wstydem było głośno o tym rozprawiać, ale terminatorka wcale nie zjawiła się na święcie, ponieważ wykorzystała nieobecność sporej części klanu, by odkryć najskrytsze tajemnice straszliwego obozu. O istnieniu Nocy Cykad dowiedziała się dopiero po fakcie i pogłoski, jakoby polanę nawiedził sam najprawdziwszy gwiezdny, odebrała z wielkim rozczarowaniem oraz smutkiem, jakiego długo nie potrafiła się pozbyć. No bo co, jeżeli przegapiła jedyną okazję na rozmowę ze zmarłymi? W ich kruchym świecie, gdzie nikt nie mierzył czasu za pomocą wymyślnych jednostek, nie istniał konkretny moment nakazujący duchom interakcję z żywymi. Byli wolni - i przemawiali do potomków tylko wtedy, gdy uznawali to za stosowne.
- Nie słyszałam o niej. - odpowiedziała zgodnie z prawdą - Ale bardzo chętnie jej wysłucham! A zapach... chyba go czuję? Jest ostry i zarazem dziwnie łagodny. Jakby dla nas był przyjazny, lecz innych miał odstraszać.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
   – No cóż. Chyba dobrze, bo właśnie to ma robić. – Sama nie ujęłaby tego w ten sposób, ale może w słowach Oczka rzeczywiście coś było? Przyzwyczaiła się do ich zapachu na tyle, że trudno jej było rozmyślać o nim w kategoriach estetycznych, ale miał w sobie nutę ostrości, która jednocześnie nie raziła tak, jak na granicach innych klanów. Pomijając walory woni moczu, która się z nim nierozerwalnie wiązała.
   – Różne miejsca na granicach mają nazwy. To nazywa się Płytki Głaz. – Ruchem głowy wskazała jeszcze mijany przez nie kamień i milczała chwilę, zastanawiając się, zanim wreszcie na nowo podjęła temat.
   – Historia Żabiej Łapy to ta, którą opowiedział nam... Żabia Łapa właśnie, czyli Gwiezdny, który pokazał się nam na Nocy Cykad. Słyszałaś o tym na pewno? – Przekręciła głowę w jej stronę. – Powiedział, że Gwiezdnym podoba się, jak dbamy o tradycję i pamięć o innych, i dlatego on przyszedł podarować nam naszą historię. Opowiedzieć ją, kawałek. – Odchrząknęła, obracając w myślach szczegóły. – W skrócie: ziemie, na których teraz żyjemy, nie są naszymi pierwszymi ziemiami. Kiedyś nasze tereny były inne, z jego słów wynikało, że zmienialiśmy je – i to wszystkie klany – co najmniej dwa razy. Jakie były wcześniej, nie wiem, ale ostatnie... kh-hm, ostatnie były nad Wielką Słoną Wodą. Nad tą samą, w której podobno żyją ośmiornice i w której tonie słońce. Mówił, że jej fale potrafiły rozbijać kamienie... I ponoć nasz klan wtedy też żył w kamieniach, w grocie na szczycie klifu. Może trudno to sobie wyobrazić...
  O Oczku nie było co mówić, ale i ona sama, wychowana na łąkach, znała te rzeczy jedynie z nazwy. Zrobiła krótką przerwę, żeby upewnić się co do ich bezpieczeństwa. Opowiadając, zdążyła poprowadzić Sokolą Łapę obok Podnóża Pagórka; docierały już do miejsca, gdzie zaczynał się zgoła inny zapach.
   – Tu jest granica z Klanem Rzeki – poinformowała, unosząc nieco łapę, by odpowiednio wskazać kierunek. – Ciągnie się prostą linią przez łąkę, aż dociera do Grzmiącej Rzeki. Tam też pójdziemy, chociaż nie wiem, czy dzisiaj. Masz jakieś myśli na temat ich zapachu?
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
  Opowieść Dzikiego Czarta przywołała wizje dawnego świata, zaginionego jak dotąd wśród mgły przeszłości i mknącego czasu. Fale myjące nieostrożne łapy uderzały z hukiem o kamienie, na których odbite były poduszki zapomnianych przodków; Wichrzaków przystosowanych do życia wśród kłów twardego podłoża, u stóp wysokiego klifu. Siedzieli oni spokojnie na skałach, spoglądając ku horyzontowi zacierającemu się z Wielką Słoną Wodą, gdzie granatowe kolory łączyły się z sobą, tworząc całość. Ciężko było wtem stwierdzić, co jest taflą morza, a co niedosięgłym niebem upstrzonym tysiącem gwiazd i jedynie odwrócenie wzroku ujawniało, iż za plecami wznosiła się faleza, której cień kontrastował się z całym otoczeniem. Na jej szczycie znajdowała się z kolei osłonięta grota zapełniona wojowniczym życiem - wśród niej nieznany lider wyłonił swą ciężką, potężną głowę, by ujrzeć słońce tonące w przeogromnej, bezbrzeżnej kałuży bez dna. On, jak i reszta klanu, żegnali ciszą płomienistą kulę, podziwiając jednocześnie scenerię ciemniejących chmur; bowiem nigdy nie wiedzieli, czy zdoła się ona wspiąć na wierzch, łapiąc zbawienny haust powietrza w kolejnym dniu.
- Łał... Szkoda, że już tam nie mieszkamy! Wyobraź sobie polować na te... ośmiernice i inne nieznane zwierzęta. Aż mnie zazdrość bierze! - Podbiegła do mentorki i zaczęła niuchać ziemię jak pies wysłany na zadanie bojowe, bo w sumie... to było zadanie bojowe. Miała wyznaczoną nową misję - zapoznanie się z zapachem Klanu Rzeki. A jaki cel temu przyświecał? Tego jeszcze nie wiedziała. - Ciekawe dlaczego poprzednicy opuścili swoje tereny aż dwa razy... czyżby mieli ku temu powód? A może otoczenie im się znudziło...?
  Drepcząc powoli w stronę granicy Klanu Rzeki - tam gdzie wstydliwie wyłaniał się Zielony Pagórek zza Czterech Dębów - uderzył kotkę smród tak intensywny, że można by się pokusić o stwierdzenie, iż zwalił ją z nóg. Sokola Łapa, która nie spodziewała się o tyle ostrego bodźca, odskoczyła niezgrabnie na bok i zasyczała zaskoczona, gdy runęła cielskiem na wystający kamień obok. To miał być ten zapach ich sąsiadów?! Nie przypominał on niczego, z czym kiedykolwiek wcześniej obcowała.
- FUJ! CO ZA KWAS! - Miauknęła niezadowolona i wysunęła język na zewnątrz w desperackiej próbie pozbycia się nieprzyjemnej woni. - Śmierdzi przeokrutnie i nawet mnie nie ostrzegłaś! Czy to miała być kara za żywota? Przecież grzeczna jestem i skupiam swoje wszystkie uszy na tobie!
  Przejechała łagodnie łapami z kilka razy po ozorze i siarczyście splunęła na bok, trafiając śliną idealnie w źródło niezwykle rybnego odoru. Nigdy więcej się tutaj nie zbliży!
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
   – Mhm – odparła na te wyrazy zachwytu, sama skupiona już bardziej na poczynaniach Oczka, niż na wizjach pięknej przeszłości. Nie to, żeby jej samej nie nęciły tamte rejony, jednak nieprzewidywalny tok treningu nie sprzyjał długim rozmyślaniom.
  Na kolejne pytanie jej mina lekko zrzedła.
   – Raczej nie. O tym też powiedział Żabia Łapa i chodziło o to, że... – Urwała na chwilę, po raz kolejny znalazłszy się niebezpiecznie blisko tematów śmierci. Tym razem jednak krótkie poszukiwanie eufemizmów nie przyniosło rezultatów i z cichym westchnieniem kontynuowała, ostrożnie obserwując przy tym reakcję: – Pewnego dnia jaskinia, w której mieszkaliśmy, zawaliła się. Zniszczyło obóz. Inne klany też dotknęły jakieś kataklizmy, więc zdecydowały, że przeniosą się... tutaj, najwyraźniej. Pierwsze przenosiny miały podobne powody, podobno pożar.
  Tego już nie chciała sobie wyobrażać, co nie oznaczało, że podobne obrazy nie nachodziły jej w samotnych chwilach. Gdyby dzisiaj ziemia miała osunąć się i pogrzebać, nie daj Gwiezdny Klanie, mieszkańców Splątanych Korzeni... Otrząsnęła się, próbując odegnać tę myśl. Niczemu nie służyła, zdążyła dojść już do tego wniosku wiele razy. Ale nieprzyjemne napięcie nie słuchało rozsądku.
  Tym, co ostatecznie rzuciło je w niepamięć, był nagły odskok Sokolej Łapy. Dziki Czart wygięła grzbiet, szeroko otworzyła oczy, znów stanęła w gotowości do odparcia zagrożenia... którego znów nie było. Głośna skarga natychmiast posłała raz postawione uszy z powrotem w tył.
   – Co... – Dla pewności zawęszyła sama, ale ślad zapachowy nie groził niczym prócz zwyczajnej woni Klanu Rzeki. Zanim zdążyła odnaleźć się w sytuacji, gest młodej sprawił, że skołowanie pierwszej chwili ustąpiło w niej miejsca rozdrażnieniu.
   – Czy ty się możesz trochę ogarnąć? Co jakby ich patrol teraz przechodził? Co? Co ja bym im miała powiedzieć? Że czemu niby wichrowy terminator pluje im na granicę... Pomyślałaś o tym? – Odchrząknęła gwałtownie, znów czując podstępną suchość w gardle. – Poza tym, na litość, nie krzycz, kiedy nic się nie dzieje...
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
  Pod presją gniewnego spojrzenia oraz gwałtownej wypowiedzi, która zagrzmiała z pyska Dzikiego Czarta, kotka skurczyła się do wielkości małego, zbitego pieska. Nie przyszło jej nawet do głowy, że bezmyślne naplucie na bok można odebrać jako potencjalną prowokację!
- Przepraszam! Nie... nie pomyślałam. - Wstała z ziemi ze zwieszoną głową. Ledwo co wyszła za typowe granice obozu, a już przynosiła klanowi wstyd. - Ja... uh... po prostu jestem głośna i czasami nie potrafię inaczej. W kociarni uczono mnie, bym mówiła ciszej, ale źle się z tym czułam - jakby dorośli próbowali mi przekazać, że powinnam się zamknąć! A przecież po coś gwiezdny klan dał nam możliwość wyrażania emocji... co nie?
  Zamachała nerwowo niebieskim ogonem i przecięła nim powietrze, jak gdyby mógł on również rozerwać gęstniejącą atmosferę, która pomiędzy nimi powstawała. Nigdy nie rozumiała, dlaczego wszystkim zależało, by zachowywała się tak, mówiła siak - a najlepiej, żeby całkowicie wpasowała się w ogólnie przyjętą normę klanu bez pisku protestu! Spojrzała jeszcze raz ukradkiem na burą mentorkę, gdy poruszyła się w stronę granicy Klanu Rzeki; za milczącym przyzwoleniem podeszła do wystającego liścia trawy, na którym lśniła hańbiąca plama śliny, i pochłonęła go błyskawicznym zaciśnięciem szczęk na zielonej podstawie.
- No i po problemie! - mruknęła zadowolona, siadając w zasięgu łap Dzikiego Czarta. Z jej pyska nieznacznie wystawało źdźbło pożartej rośliny. - To co? Zgaduję, że teraz czas na kolejny klan?
  Jakby dłużej się zastanowić, być może przesadziła z wcześniejszą reakcją. W końcu Sokół nie wątpiła, iż mentorka pragnęła tylko, by lekcje przebiegały w najbardziej dogodnych warunkach.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
  Ostrzeżenie zadziałało lepiej, niż mogła się spodziewać. Widok skurczonej pokornie Sokolej Łapy powoli rozbroił jej irytację.
   – No cóż – zaczęła już bardziej ugodowym tonem. Gdzieś w tych słowach młodej usłyszała echo... czegoś, co odsunęła na bok. – Wyrażać się ci nie zabraniam, ale jest sens w tym, żeby nie krzyczeć, wiesz? Możesz nie usłyszeć drapieżnika, spłoszyć zwierzynę, ek-hem, wystraszyć innych bez powo...
  Głos uwiązł jej w gardle. To, co Oczko wzięła za przyzwolenie, w rzeczywistości było po prostu całkowitą nieświadomością tego, co zamierza zrobić. Z półotwartym pyskiem patrzyła, jak listek znika pomiędzy bielutkimi ząbkami.
   – ...du. – Nie wiedziała nawet, co ma począć. Skrytykować to? Uśmiechnąć się? Kąciki jej pyska drgnęły, ale na tym się skończyło. Zapach rozstroił ją na tyle, żeby pluć, ale na własnym języku już jej nie przeszkadzał? Gwiezdni. Co za dziecko. Przynajmniej, w rzeczy samej, problemu już nie było. – ...Tak. Teraz na granicę z Klanem Gromu.
  Oczko nie dopytywała już o przenosiny, chociaż nie była pewna, czy wynikało to naprawdę z braku ciekawości, czy po prostu z przejęcia rzeczniaczym zapachem. Obstawiała to drugie. I chociaż sama chętniej wróciłaby do innego z przerwanych tematów – zebrało się ich już nazbyt wiele – to wiedziała tez dobrze, że wśród kwestii dawnych dziejów była jeszcze jedna do obowiązkowego przekazania, a skoro już zahaczyły o ten temat, równie dobrze mogła zrobić to teraz.
   – Ktoś ci już opowiadał, skąd w ogóle wzięły się klany? – spytała, kiedy odeszły już kawałek od tamtego nieszczęsnego miejsca.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
  Klan Gromu? Chcąc nie chcąc o nim z pewnością słyszała najwięcej, zważywszy na to, że ich dotychczasowa zastępczyni wywodziła się z tamtego miejsca. Dotychczasowa, bo w tym momencie wraz ze Słonecznym Brzegiem i Turzycową Łapą przemierzała nieznane horyzonty, by odebrać tytuł przywódcy i dar dziewięciu żyć. Sokola Łapa była ciekaw, czy podróż do Szepczącej Sadzawki przebiegała pomyślnie; zastanawiała się, jakie przygody oraz problemy napotkają na swej drodze. Oby gwiezdni mieli ich w opiece - pomyślała, gdy ruszyła w dalszą wycieczkę dookoła granic. Ona również, na podobieństwo wybranej trójki kotów, odkrywała piękno krajobrazów wraz z czyhającymi za nimi niebezpieczeństwami.
- Ma to... sens. - odpowiedziała na krytykę mentorki. Nie mogła zaprzeczyć, że będąc głośnym, stwarzała ryzyko wywołania lawiny niefortunnych zdarzeń. - A więc od teraz zachowam ciszę! - krzyknęła głośno; natychmiast jednak zasłoniła pysk łapą, orientując się w swojej głupocie.
  Kolejna część lekcji zapoznawczej przeminęła na podziwianiu gwałtownie zmieniającej się scenerii puszczy. Wilgotne trawy i gęste krzewy zaczęły ni stąd, ni zowąd ustępować piaszczystej, gołej powierzchni, na której rosły kępki flory tak ubogiej, że aż nienaturalnej w porównaniu z bliskim sąsiedztwem podmokłego domu Klanu Rzeki. Niemniej nad głowami kotów wyrastały potężne, iglaste drzewa, których obecność dawała schronienie przed żarem lejącym się z nieba. Terminatorka, zachęcona ruchem łapy do zapamiętania następnego zapachu, schyliła pysk i zaczęła niuchać powietrze, próbując symultanicznie wyodrębnić z niego wonne walory. Odór gromowych wojowników drażnił w nozdrza, jednakże intensywnością nie równał się z tym, z czym niedawno miała okazję się zmierzyć.
- Mogło być gorzej. - stwierdziła i obróciła głowę, by móc zobaczyć pysk Dzikiego Czarta. Czekaj... czy ona o coś wcześniej nie pytała? Nie... chociaż? - A, historia czterech klanów! - przypomniało jej się - Przyznam że mamka co nieco mi o niej opowiadała, gdy jeszcze siedziałam w kociarni, ale już minął szmat czasu i niewiele pamiętam... Chcesz mi przypomnieć detale? Jeśli tak, to zamieniam się w słuch!
   Wreszcie, po tak długim oczekiwaniu i modłach mentorki wysyłanych do Gwiezdnego Klanu, Oczko zmęczyła się i postanowiła wygodnie usiąść na skraju Czterech Dębów, podziwiając Wysoki Pagórek majaczący się w oddali. Jego wzniesienie, pozbawione wszelkiego rodzaju roślin wyższej formy, nie wyglądało na często uczęszczane i tym samym skłaniało kotkę do rozmyślań, czy Klan Gromu w ogóle tam się zjawiał na patrole.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
  Kolejny okrzyk tuż obok niej jakby przejechał jej po głowie pod włos; w tym momencie była już skłonna uwierzyć, że Oczko robi to specjalnie, ale na widok przytkniętej do pyszczka łapy poprzestała na głośnym wypuszczeniu powietrza. Jeśli naprawdę się nie zgrywała, nie miała nawet co poradzić na to zachowanie. Mogła tylko liczyć, że szybko przeminie, wraz z adaptacją kotki do nowej sytuacji... a jeśli nie, chyba będzie musiała zasięgnąć porady wychowawczej. Właściwie niezły pomysł tak czy siak, zanotowała sobie w głowie. To było niesamowite szczęście, znów mieć Mrówkę obok, móc z nią porozmawiać, móc do niej pójść. Miała wrażenie, że dotąd rytm przewodni ich relacji zwykle nadawały wielkie, trudne do udźwignięcia problemy, ale przecież obok nich istniały też codzienne zmartwienia, które, nawet jeśli bardziej błahe, tak samo nadawały się, by się nimi dzielić. Lubiła to. Chciała pomagać jej częściej, główkować nad rozwiązaniami, być wysyłaną do załatwiania drobnych spraw; sprawiało jej to niespodziewaną radość, nawet jeśli wikłała się w ten sposób w zmęczenie i irytację. Zbyt długo nie przydawała się Mrówce do niczego. Nawet, jeśli zostało jej to wybaczone, dobrze było móc nadrobić ułamek z tego chociaż tak...
   – ...No, dobrze. – Deklaracja Oczka przywróciła ją do rzeczywistości. Nie zauważyła nawet, jak długo czekała na odpowiedź. – Historia... to właściwie bardziej legenda, bo to tak dawne czasy, że nikt ich już nie pamięta. Nie jest to coś, co brałabym tak, hm, bardzo na poważnie, ale jest przekazywane na każdym treningu... Nie siadaj, idziemy dalej.
  Myśl o zmęczeniu młodej nawet nie przyszła jej do głowy; coś innego zaprzątało ją na gromowej granicy. Idąc dalej wzdłuż niej, oddychała głębiej, wśród wielu podobnych woni mając nadzieję odnaleźć jedną konkretną. Ale nie znajdowała. Niepokój, który odczuwała już od paru takich wizyt, wzrósł. Jakąkolwiek miał teraz rangę, Kornik powinien przynajmniej czasem uczęszczać na patrole. Najwyraźniej jednak tak się nie działo. Choroba? Rany z walki? To były te lepsze scenariusze. Zdusiła w sobie chęć zerkania raz po raz na terytorium Gromu i nie dając po sobie wiele poznać, cichym głosem kontynuowała bajkę:
   – Zaczyna się od tego, że kiedyś, dawno temu, nie było klanów i koty żyły w nieładzie. Same, w mniejszych grupkach, większych, w każdym razie nie było żadnego porządku i nie mogły dojść do porozumienia. A to ktoś upolował gdzieś za dużo zwierzyny, a to jeden podszedł bliżej drugich, niż im się podobało, rozumiesz. Kh-hm. Dlatego często się bili. Nie dość, że zagrażało im mnóstwo niebezpieczeństw, to jeszcze sami sobie dokładali. Byli jak... takie kocięta kłócące się o zabawki, tylko z pazurami. I pośrodku lasu, bez obozu, bez matki. – Skręciła od linii zapachowej, żeby skrócić im obu drogę do kolejnej granicy. – I pewnego razu potłukli się naprawdę strasznie, tak że cała polanka, taka jak ta...
  Skinęła głową w kierunku Czterech Dębów, dając Sokolej Łapie chwilę na wytworzenie sobie wyobrażenia.
   – ...poczerwieniała od krwi. Wielu się pozabijało, a inni byli po tym tak zmęczeni, że szybko zasnęli. I kiedy tak spali, nagle objawiły im się duchy tych zmarłych, które błyszczały w świetle księżyca... Kh-hm, no tak, bo wtedy była pełnia. Ogólnie to samo, co się dzisiaj mówi o Gwiezdnych. Bo to był właśnie pierwszy Gwiezdny Klan, te koty, które zginęły, a potem przyszły, żeby przekazać żywym: "zjednoczcie się, albo zginiecie!". – Włożyła minimalny wysiłek w to, żeby te ostatnie słowa faktycznie wybrzmiały z nieco większym patosem.
  Zapach nie zdążył ich jeszcze o tym poinformować, ale znała te tereny na pamięć i orientowała się, że zbliżały się już do ostatniego ważnego punktu tego dnia – granicy z Klanem Cienia.
   – Tym razem cię ostrzegam: Cień śmierdzi.
╭ Co my tu mamy?
Nasz majestatyczny, zapyziały grajdoł.
Jesteśmy tak nisko w łańcuchu pokarmowym, że to już podziemie ╮
〰 〰 〰 ๑ï 〰 〰 〰
≽(•⩊ •マ≼

Kopcie, robiąc największy gest
Nasze życie tunelem jest
O kopaniu śpiewamy dziś
Ma kopanie do przodu iść ─╮

╰─ Glina tu, mokry piasek tam
Wcale to nie przeszkadza nam
A kiedy koniec zaskoczy nas
    To kopiemy kolejny raz
Kop!    
LVL 6 105 / 500
MedLVL 0 12 / 100
14
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
  Historia, a raczej legenda czterech klanów podziałała mocno na jej wybujałą wyobraźnię, malując przed oczami sceny wyjęte żywcem z horroru. Posoka lała się wśród trawy; rozrastała do formy rzeki, stawu, jeziora, morza, aż umoczyła łapy wszystkim winowajcom, którzy brali udział w tej pamiętnej rzezi. Dziki Czart napomknęła, że przodkowie przypominali pozbawione opieki, zagubione kocięta walczące o zabawki, jednakże dla niej, o dziwo, cała sytuacja przywodziła na myśl teraźniejszość, z jaką klany nieraz miały szansę się zmierzyć. Samotnicy, pieszczochy... czasami podróżowali sami, szukając cennej zwierzyny na nieswoich terenach, innym razem tworzyli zgraną drużynę złożoną z kilku bądź (rzadziej) kilkunastu kotów; ich obecność mogła zwiastować kłopoty, dla których rozwiązanie nie zawsze mieściło się w ramach tego, co uznawało się za pokojowe. A mimo to nie dało się zaprzeczyć, że obecne czasy otulały klanowiczów spokojem i pozwalały na rozmowy z obcymi bez poważniejszych konsekwencji. Spiżarnie jedzenia niemal przez cały obieg pór pozostawały pełne, wichrowe granice - nienaruszone. Pierwszy Gwiezdny Klan udowadniał na każdym kroku, iż jedność była kluczem do przetrwania. Ale skoro pierwszy...
-...to obecny Gwiezdny Klan jest... drugim Gwiezdnym Klanem? - zapytała zdziwiona, idąc gęsiego za mentorką - Co w takim razie stało się z poprzednim? Czy on również jak my... napotkał kataklizm po drodze i musiał zmienić miejsce, lecz nigdy nie dotarł na naszą Srebrną Skórkę? Lecz jeśli tak, to gdzie teraz się podziewa?
  Zmarszczone brwi naszły na zielone oczy. Nigdy dotąd nie rozszerzała konceptu szerokiego świata o tereny życia pośmiertnego, które blaskiem księżyca oraz licznych gwiazd rozjaśniały ciemność niemalże każdej nocy - aczkolwiek, de facto, ciężko było zarazem pojąć umysłem coś, co pozostawało słodką obietnicą na dobranoc, tajemnicą klanów przekazywaną z pyska do pyska niczym najświętsza relikwia. Ona przecież, jak wszystkie inne kocięta, słyszała opisy migoczącej polany pełnej pulchnej zwierzyny, gdzie wszyscy mają błyszczącą sierść i odpoczywają w nagrodę za dobre uczynki. Lecz poza tym? Niewiele się dowiedziała - nawet od medyków bądź samego przywódcy... przywódcy... który obecnie leżał w dole... zakopany pod piachem... martwy.
- Oj! - zapiszczała zdezorientowana. Nie zauważyła momentu, gdy Dziki Czart zatrzymała się przy granicy z Klanem Cienia, i uderzyła głową o jej półłysy bok. - Masakra. Tutejszy zapach... aż mi w głowie zamęcił, tak! - Wolała nie przyznawać się do grzechu, jakim była dekoncentracja na pierwszej lekcji. Szybkim ruchem nozdrzy nadrobiła straty i zapoznała się z ostatecznym smrodem Cienistych kotów, który okazał się o wiele gorszy niż tych z Rzeki. Mentorka nie kłamała. - Paskudztwo! Takiego oznaczenia na pewno nie zapomnę.
LVL 2 0 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
9
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości