Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
-Zostaniesz ze mną tu? Bo trochę się boje być sama na nie znanych terenach-miauknęła i rozglądnęła się po otoczeniu. Brzoza będzie się o nią martwić. Albo nie będzie, uśnie jak spała, nawet nie spostrzeże że jej ptak już o świcie opuścił klatkę. Machnęła wielkim, niemal lisim ogonem.
-Nikt nie wie. No, może ktoś widział że wychodziłam, ale na pewno nie wiedzieli że nie wrócę. Ja sama nie byłam pewna czy akurat wtedy wrócę.-mruknęła. Była nie wiele mniejsza od kocicy, a nawet kto wie, może trochę większa? No ale cóż było widać że jest te kilka księżyców młodsza, niestety. Zaczęła węszyć, czy nie ma przy nich jakiegoś kota. W końcu.. mógłby zaatakować z zaskoczenia, i wtedy obie byłyby na straconej pozycji.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
- Jeśli muszę, pewnie. - odpowiedziała szybko, również się rozglądając. Żaden Cienisty kot nie szedł w ich stronę, nie czuła też w pobliżu żadnego samotnika - jedyne kocie zapachy w okolicy, to były Ważka, Pustułka i zwietrzały zapach jakiegoś innego Cienistego kota. Ale był tu jakieś parę wschodów słońca temu, były same. Nie wyśpi się w ciepłym i ciasnym obozie - w sumie dobrze. Z siedzącej pozy przeszła na leżącą, sugerując, by terminatorka też się położyła. Pewnie rano będzie chciała szybko ruszać do obozu. Jeszcze chwilę mogą porozmawiać, a potem będą musiały się rozstać.
- Będziesz musiała szybko wracać do obozu, bo ktoś to zauważy i Czerwona Gwiazda wyśle patrole poszukiwawcze. - poleciła Rzeczniaczce. To co, pogaduszki, czy idziemy nyny, by rano wstać i uciekać do siebie?
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Dobrze że się zgodziła, nie wiadomo co by się stało ptaszynie bez nadzoru. Zamruczała przez to przyjemnie. Kotka była bardzo miła ale.. wiele by dała by zamiast niej leżała tam Brzoza. Mimo wszystko od czasu do czasu należy komunikować z kimś poza cętkowaną. No ale mówi się trudno.
Ziewnęła przeciągle, zwinęła się w kulkę. Ale nie spała!
-Wiem, Ważkowa Sadzawko. Niezłe by zamieszanie było.- zaśmiała się, i skinęła łbem. Przejechała szorstkim językiem po rudej, pręgowanej piersi. Spojrzała na starszą szylkretkę. Posłała jej nieśmiały uśmiech. Po tym zaczęła myć lekko zabłocone łapy, boki, i barki. Obmyje się lepiej gdy będzie dzielić języki z partnerką.
Oparła łeb na rozgałęzieniu.
-Od kilku dni nie mogę zasnąć. To.. męczące.- chrapnęła, wzdychając.
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Nic nie musiało. Ale skoro Pustułcza Łapa tak bardzo chciała, by Ważka z nią została, może się bała zostać sama, to cóż, nie mogła jej zawieść. Pozostanie tu z nią. Dlaczego by nie. Wojowniczka przyglądała się, gdy terminatorka ziewała, a potem ułożyła się wygodnie. Ważkowa Sadzawka przeciągnęła się leżąc, po czym wróciła do tej wpół leżącej pozy, którą miała wcześniej. Odwróciła się od Rzeczniaczki, patrząc w stronę Czarnego Ogona.
- Byłoby - odpowiedziała, odwracając się na chwilę do terminatorki, uśmiechając się pod nosem. Powróciła do wpatrywania się w stronę granic Klanów. Gdy słyszała liźnięcia językiem Pustułczej Łapy, zrobiła to samo, ale tylko parę razy przejeżdżając po czarno-rudym futrze na piersi wojowniczki.
Odwróciła się, gdy usłyszała, że Rzeczniaczka coś mówi. - Spróbuj... nie myśleć. Po prostu leż i nie myśl o niczym - poradziła, odwracając głowę i kładąc ją między łapy, obserwując otoczenie z przymkniętymi oczami.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Mistrz: Jaskółczy Śpiew Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Śpiew Partner: słodka jak agrest, cierpka jak bez
Te czasy gdy Pustułka była malutką minęły. Stała się wielką, umięśnioną kocią, o średniej wielkości szaro niebieskich oczach o kształcie migdałów. Jest wysoka, ma krępa łapy. Cały efekt masywności dopełnia kupa jedwabistego, bardzo długiego futra, które otula jej ciało. Owa sierść ma rudoczarny kolor, który dopełnia sporej wielkości biały pysk.
Towarzysz do browara
Źródlana Łapa [KC] Modliszka [KW] Ryk [KG]
Starała się nie myśleć o niczym. Ale jak ta zrobić? W końcu tyle się dzieje w jej życiu. Oficjalne zawarcie związku z Brzozą, dziwne objawy szaleństwa, kłótnia z bratem.. tak tego dużo. Zdecydowanie za dużo na kogoś w wieku Pustułki. I mimo miejscowego uspokojenia, można było dostrzec że ogon jej drga, podobnie uszy i liczne wibrysy. Powieki zacisnęła najmocniej jak się dało. Ale czarne myśli spowiły jej głowę. Odwiodły od nauczonej świętości, sprowadziły w wariactwo. Gdzie odeszła ta radosna ptaszynka spotkana przez Brzozową Łapę na skałkach? Można uznać że jest na wakacjach. Że.. odpoczywa. Gdzieś. I że kiedyś wróci. Minęło sporo uderzeń serca zanim objęcia Morfeusza porwały szylkretkę.
[...]
Obudziła się wczesnym rankiem o jasnym brzasku. W powietrzu dało się wyczuć łagodną i miłą dla nosa woń jutrzenki, rozjaśniającej dotychczas ciemne niebo. Podeszła ociężale do cienistej wojowniczki i szturchnęła łapą jej czarnyo rudy bok. Po tym machnęła lekko puchatym, wręcz lisim, rudym ogonem. Postawiła uszy na stroc.
-Ja już idę. Do zobaczenia.. Kiedyś.- zamruczała, po czym odwróciła się na pięcie, i ruszyła powolnym truchtem w stronę swojego terytorium. Ostatni raz odwróciła łeb.
-Do widzenia!- zawołała, i ruszyła powolnym biegiem ku końca granicy. Uśmiechnęła się pod nosem- teraz już wiedziała. Chce być samotniczką. Razem z JEJ Brzozą. Naprawdę dobrze spało jej się bez tych wszystkich szmerów które spotykała w legowisku uczniów. A w samotności? Wszystko było idealnie! Życie włóczęgi do niej pasowało. Teraz była tego całkowicie pewna.
//zt, dziękuję za sesje!
»Dziejesięzem n ącośbardzop i ę k n e g o«
≡
Śnimisięzamieć
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
W przeciwieństwie do terminatorki, Ważce udało się szybko zasnąć, tylko że później niż Pustułce. Gdy szylkretowa rzeczniaczka spała, trochę po tym Ważka postanowiła się położyć. Zasnęła szybko. Nie śniło jej się nic. Przez całą noc leżała w czarnej dziurze.
[...]
Wstała też wcześniej niż kotka. Leżała wygodnie obok, obserwując dalej teren. Trochę się nie wyspała, możliwe, że to przez tą kompletną czerń, która oblewała ją w każdej strony ostatniej nocy. Gdy wojowniczka poczuła szturchnięcie łapy, odwróciła się do Pustułczej Łapy.
- Pewnie. Do zobaczenia - odpowiedziała jej szybko. Wstała i strząsnęła z siebie trawę, która przykleiła się do jej futra. Posłała uśmiech kotce, po czym gdy za zniknęła z jej wzroku, a Ważka była pewna, że nie zjadł jej borsuk, sama ruszyła w stronę domu. Do Klanu Cienia.
Dla niektórych takie życie było fajne, ale wiązało się z tym, że musi się samodzielnie polować i robić wszystko, co robiło się z Klanem, czym się dzielono. Obowiązkami. Niektórym takie życie pasowało, byli do tego stworzeni. Ważce co życie nie przemawiało.
//zt!
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Pora Nagich Drzew skończyła się już dawno, a Toń, tak jak obiecał, zjawiał się na granicach, gdy tylko mógł. Nie zawsze udawało im się zobaczyć, w końcu wojowniczka miała swoje obowiązki, terminatorów do nauczania, polowania do przeprowadzenia i patrole do wykonania, więc nie było wcale tak pięknie, jak w jakiejś bajce, ale i tak było całkiem miło. Samotnik nie zamierzał narzekać, w końcu i tak otrzymywał wiele, gdy udawało mu się zamienić słowo z jakimkolwiek innym kotem, a od kiedy z Lawendą mogli spotykać się i opowiadać sobie jakieś głupotki - był naprawdę szczęśliwy. Nie chciał jednak odciągać ją od obowiązków, jakie miała, nie zamierzał wpychać się pomiędzy nią, a Klan, tego dnia jednak podszedł blisko granic i spotkał kocicę właśnie od razu, pokazał jej Krzywe Drzewo znajdujące się blisko terenów Klanu Wichru i spytał, czy mogliby się tam spotkać, gdy już skończy patrol i inne zadania, jakie miała. Był nieco zmęczony i wolał po prostu posiedzieć, posłuchać tego, co wojowniczka ma mu do powiedzenia, a wędrowanie za nią wzdłuż Czarnego Ogona nie było tego dnia tym, o czym dokładnie marzył. Chciał po prostu z nią pobyć, jeśli oczywiście ona miała na to ochotę.
W jego życiu nie działo się zbyt wiele, nastawiał się zatem, że będzie raczej słuchał, ale oczywiście nie zamierzał całkowicie milczeć. Miał jednak pełną świadomość tego, że to Lawenda może dostarczyć mu mnóstwa różnych ciekawostek, nie on jej. Gdy odszedł w stronę Krzywego Drzewa, niemalże pewien, że kocica do niego wróci, poszedł jeszcze zapolować i udało mu się schwytać dla nich po wróblu, co uznał za całkiem sympatyczny gest Gwiezdnego Klanu. Podziękował za zwierzynę, a potem ułożył się wygodnie w słońcu pozwalając, by ciepłe promienie ogrzewały jego ciało. Po zimie tego typu zabiegi były niesamowicie wskazane i bardzo przyjemne, Toń przyjmował je zatem z wielką radością. Cieszył się zresztą, że idzie na Porę Zielonych Liści, gdyż kochał ten czas, gdy wszędzie śpiewały ptaki, a świat pokrywał się zielenią, gdy można było drzemać w cieniu drzew słuchając brzęczenia pszczół.
//Lawenda
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Pora Nowych Liści w końcu nadeszła! Śnieg już dawno stopniał i zrobiło się dużo cieplej. Na łąkach pojawiły się różnego rodzaju kwiaty. Żonkile, krokusy, tulipany i zawilce cieszyły oczy. Nareszcie wszystko zaczęło żyć! Lawendowemu Kwiatu udało się parę razy spotkać z Tonącym Słońcem na Granicy, ale to zawsze były krótkie spotkania. Szybka wymiana najświeższych informacji i musiała wracać do obowiązków. Mimo to cieszyła się, że chociaż przez chwilę może widzieć Toń. Pewnego dnia przyjaciel pokazał jej Krzywe Drzewo i zaproponował dłuższe spotkanie, na co bardzo chętnie się zgodziła. Pomyślała, że nadszedł czas na wspólną naukę pływania i łowienia, dlatego przyjaciel się z nią umówił. Lawenda wróciła do Obozu cała w skowronkach i oznajmiła swoim terminatorom, że dziś mają wolne. Nie tłumacząc im niczego opuściła ich dom. Gdy tylko znalazła się na zewnątrz zaczęła biec, aby jak najszybciej znaleźć się przy Tonącym Słońcu. Dotarła do Granicy, gdzie zatrzymała się, żeby wyrównać oddech. Szybko oceniła swój wygląd i w paru miejscach przylizała futerko. W końcu stwierdziła, że jest gotowa na spotkanie. Wkroczyła pewnym krokiem na Ziemię Niczyje i po chwili dostrzegła przyjaciela delektującego się promieniami słońca. Uśmiechnęła się do niego i przyspieszyła kroku. - Tonące Słońce!- powiedziała cała uradowana i wtuliła się w jego futerko. Miała wrażenie, że serce jej wyskoczy z radości. Znów czuła jego kojący zapach i ciepło jego ciała. Tak bardzo żałowała, że nie mają czasu, żeby częściej się widywać. Niebieskiej kotce zdarzało się od jakiegoś czasu tęsknić za Toń i czasem czuła pustkę. - Mam ci tyle do przekazania!- oznajmiła i odsunęła się od pręgowanego kocurka. Zajęła wygodnie miejsce obok i rozejrzała się dookoła, podziwiając niezwykłe tereny, które ich otaczały.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wiedział, że nie może zabierać jej zbyt wiele czasu, w końcu Lawenda była odpowiedzialną wojowniczką Klanu Wichru. Miała swoje obowiązki, tym nie mogła po prostu stale uciekać, a on nie oczekiwał od niej, że dla spotkań z nim zacznie zaniedbywać całą swoją rodzinę i terminatorów, o których mówiła z takim entuzjazmem! Ciekaw był, jak idzie jej szkolenie, czy może pod jej skrzydła trafił ktoś nowy, a może wydarzyło się coś, czym koniecznie chciała się z nim podzielić. Zastanawiał się nawet, czy zagrała z bratem w te niemądrą zabawę, jaką dla nich wymyślił. Do tej pory, gdy spotykali się na granicy, nie mieli zbyt wiele czasu, by mówić o takich sprawach, Toń w większości zapewniał ją, że wszystko u niego dobrze, śnieg topnieje, że woda robi się cieplejsza, że okolica zamienia się w piękne pola kwiatów, a na drzewach goszczą już pierwsze liście, co daje mu przyjemny cień na przyszłość. Niewiele się zresztą u niego działo, a jeśli już kogoś udało mu się spotkać, wspominał o tym Lawendzie, jednak dłuższe opowieści zostawił sobie na dzień, kiedy znowu będą mogli siedzieć obok siebie i mówić, mówić i mówić! Miał również nadzieję, że będą mogli tak jak ostatnio zacząć się ścigać albo robić inne zdecydowanie kocięce rzeczy.
- Nie mogłem się doczekać, kiedy znowu będziemy mogli posiedzieć razem, Lawendo! - odparł na to i otarł się o nią głową mrucząc, a potem śmiejąc się ciepło i głośno. Jego oczy błyszczały mocno, a serce biło prędko, gdy tak na nią patrzył i nie mógł się już doczekać, co mu opowie. Gdyby stał, z całą pewnością zacząłby prędko przebierać łapami, jakby to miało mu w czymś pomóc, kiedy jednak kocica położyła się obok, przytulił się do niej właściwie od razu i przesunął w jej stronę jednego z upolowanych przez siebie wróbli. Miał przy tej okazji nieco niepewną, na pewno nietęgą minę, świadczącą o tym, że jest chyba nieco zawstydzony. Może jednak powinien przynieść jej zerwane kwiaty?
- Czyżbyś nie wiedziała aż od czego zacząć? To może ja coś wybiorę? - powiedział na to patrząc na kocicę z bliska i obserwując ją chyba uważniej niż wcześniej. Nie wiedział zupełnie dlaczego serce teraz mu tak wali, jak zwariowane, ale nie zwracał na to uwagi, całkowicie skupiając się na tym, co Lawenda będzie miała do powiedzenia.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka spojrzała na Tonące Słońce posyłając mu promienny uśmiech. Miała małe wątpliwości odnośnie jego słów. Posiedzieć? To do nich nie podobne! Lawenda zastanawia się, ile będą w stanie tak spokojnie być w jednym miejscu, znając życie na pewno wymyślą jakąś zabawę, która zmusi ich do ruchu. - Ja też!- zareagowała. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego jak bardzo tęskniła za jego uśmiechem, głosem i tym błyskiem w oku. Miała wrażenie jakby od ich ostatniego spotkania minęło z kilkanaście księżyców! - O jej! Dziękuje bardzo!- podziękowała zaskoczona patrząc na prezent od Toń. Jeszcze nikt nie upolował czegoś specjalnie dla niej! Lawendowy Kwiat od razu spróbowała tej apetycznej niespodzianki. Wzięła kęs i zaczęła powoli przeżuwać wydając charakterystyczne dźwięki i robiąc minę krytyka kulinarnego. W końcu przełknęła, zrobiła się poważna i zmrużyła oczy. Podniosłym tonem głosu oznajmiła, że jego zdobycz jest naprawdę wyborna, po czym zaśmiała się ze swoich wygłupów.
Tyle się działo w życiu Lawendy, że nie wiedziała od czego zacząć. Niby miała cały dzień na opowiadanie, ale ciężko było jej zadecydować, co powiedzieć w pierwszej kolejności. Chce podzielić się z Tonącym Słońcem smutnymi wiadomościami, tylko boi się, że popsuje atmosferę. Lawenda miała taki mętlik w głowie, ale na szczęście Toń przeszedł jej z pomocą. W odpowiedzi kiwnęła potakująco głową i dała sobie chwilę na przygotowanie odpowiednich haseł, czy też skrótów, aby Toń mógł je wybrać. - To jak to zwykle bywa, mam podział na dobre i złe wieści. Dobre to kategoria: kociaki i terminator, a ze złych to mam dla ciebie wiadomość od pewnej kotki i... - zaczęła z entuzjazmem, ale na końcu głos jej się załamał. Poczuła ucisk w gardle i łzy zaczęły napływać jej od oczu. Wzięła głęboki oddech i zamknęła ślepa. Wysunęła pazury, które wbiła w ziemię i wypuściła głośno powietrze. - Krzykliwa Mewa odeszła polować z Gwiezdnym Klanem... Tak bardzo mi jej brakuje...- powiedziała walcząc ze sobą, aby nie wybuchnąć płaczem. Odwróciła głowę, na wypadek gdyby łzy miały spłynąć jej po policzkach. Nie chciała, żeby Tonące Słońce widział ją płaczącą, słabą i bezradną.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Wiedział, że ich grzanie się na słońcu na pewno skończy się szybciej lub później, ale na razie miał wielką ochotę posłuchać tego, co może mu opowiedzieć. W końcu w Klanie na pewno działo się bardzo wiele, ciągle ktoś się rodził, odchodził, kończył swój trening i Toń z wielką przyjemnością o tym słuchał. To było życie, którego czasami mu brakowało, ale nie narzekał i nie krzywił się, bo co by mu to przyniosło? Nie mógł wrócić do Rzeki, a nawet gdyby ktoś mu to zaproponował, miałby chyba wątpliwości, czy go tam tak naprawdę zechcą i czy aby na pewno nie będą zachowywać się równie niestosownie, jak dawniej. Nie sądził również, by jakikolwiek inny Klan spojrzał na niego przychylnie, toteż pozostawało mu jedynie żyć na uboczu i słuchać tego, co mają do powiedzenia koty otoczone łaską Gwiezdnego Klanu. To też nie było do końca tak, że zazdrościł Lawendzie, chociaż może jakaś jego część czuła swoisty gniew, gdy musiał patrzeć, jak kocica odchodzi w głąb terenów Klanu Wichru. Miała całe życie poza nim, a on miał wiele pustki i przypadkowe spotkania z kotami, które czasem widział raz w życiu.
- Pomyślałem, że mogłaś zgłodnieć. W końcu na pewno masz od świtu pełno obowiązków... - zaczął, a następnie zamrugał widząc, co Lawenda robi. Uśmiechnął się, a jego oczy zabłyszczały, gdy patrzył, jak stroi dziwne miny, kosztuje mięso wróbla i chyba je ocenia. Ciekawe, czy nauczyła się tego od brata? Zapytał jej o to, gdy tylko skończyła się wygłupiać, co przyjął faktycznie z radosnym pomrukiem ubawienia, a potem dopytał jeszcze, czy zagrała z Miękkim w zaproponowaną przez niego grę. Zaraz jednak nastawił uszu, bo widać Lawenda miała mu jednak co nieco do poopowiadania. Spodziewał się, że nie wszystkie wiadomości będą dobre, w końcu życie składało się z tych lepszych i gorszych chwil, o czym nie wszyscy pamiętali. Gdy wspomniała, że ma dla niego jakąś wiadomość, domyślił się od razu, że to Lśniąca poprosiła, by przekazać mu, że nie będzie go uczyła. Spodziewał się czegoś podobnego i nawet jakoś szczególnie mocno się tym faktem nie zmartwił. Był, podświadomie, gotów na taki obrót spraw.
- Och. Z tego co mówiłaś należała do najstarszych kotów w Klanach, więc to na pewno wielka strata, tym bardziej, skoro była ci bliska. Bardzo mi przykro, Lawendo - powiedział dotykając delikatnie nosem jej ucha. Nie wiedział za bardzo, na ile może sobie pozwolić, ale odnosił wrażenie, że wojowniczka mimo wszystko nie chciałaby by był jakoś szczególnie nachalny, czy wylewny. Sprawiała wrażenie, jakby chciała skryć swoje uczucia i kocur to szanował.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
To był miły gest ze strony Tonącego Słońca, że specjalnie dla niej upolował wróbla. W sumie Lawenda nie pomyślała, żeby coś zjeść przed przyjściem tutaj. Po prostu wpadła do Obozu, oznajmiła, że nie będzie jej do końca dnia i od razu ruszyła na spotkanie z Toń. Nawet nie pomyślała, że później może być głodna. Całe szczęście ma przyjaciela, który dba o nią i rozumie. Domyślił się, że od świtu jest na łapkach i ma obowiązki. Głównie to treningi, od świtu do górowania słońca z Sikorczą Łapą, następnie z Mleczną Łapą i na końcu o wschodzie księżyca z Suchą Łapą. Na razie Lawenda daje sobie z tym wszystkim radę, zobaczymy jak długo. Jedno jest pewne, jak dostanie kolejnego terminatora to będzie prowadzić trening, co dwa dni i wtedy zyska więcej wolnego czasu, ale na razie uczy terminatorów pełną parą. - Rzeczywiście! zapomniałam o zjedzeniu czegoś! Tak bardzo spieszyłam się do ciebie, że nawet nie pomyślałam! Dzięki tobie nie padnę z głodu! - zareagowała śmiejąc się. Gdy Tonące Słońce zapytał czy od brata nauczyła się robić dziwne miny, Lawenda zaprzeczyła. Wyjaśniła, że to były tylko jej wygłupy, natomiast Miękki Obłok je w miarę powoli delektując się każdym kęsem, chyba, że jest bardzo głodny, wtedy pochłania swój posiłek. Następnie niebieska kotka opowiedziała o zabawie jaką wymyślił Toń. To było oczywiste, że Miękki szybko znajdzie zwierzynę i tak też było. Jego nos w tym aspekcie jest niezawodny. Ma chyba najczulszy zmysł węchu w Klanie Wichru! Nawet ptaka schowanego na wysokiej gałęzi znalazł! Nic się przed nim nie ukryło!
Córka Mknącego Ptaka postanowiła wziąć się w garść. Pokiwała potakująco głową i pociągnęła nosem. Przetarła łapką jedno oko, potem drugie i wypuściła głośno powietrze. Czuła ulgę, że Tonące Słońce nie jest jakoś zbytnio nachalny i za bardzo jej nie pociesza. Wtedy z całą pewnością by się rozkleiła, a tak jakoś się trzyma. Córka Czyżyka wiedziała już od dawna, że Krzykliwa Mewa odejdzie, ale mimo wszystko jej śmierć była dla Lawendowego Kwiatu bardzo bolesna. Znała ją od kociaka, była jednym z pierwszych kotów, które niebieska kotka poznała. Właściwie to wszystkie koty z jakimi rozmawiała do swojej ceremonii na terminatorkę odeszły już do Gwiezdnego Klanu. Pluskająca Kropla, Piaszczysty Brzeg i teraz Krzykliwa Mewa. Po paru uderzeniach serca Lawendowy Kwiat przełknęła ślinę, aby rozluźnić ściśnięte gardło. W myślach zganiła siebie, że ma to być wyjątkowe po południe, a nie wylewanie łez. - Kolejna zła wiadomość to jak już wspomniałam od Lśniącej Sadzawki. Prosiła, żeby ci przekazać, że nie poprowadzi tobie treningu oraz żebyś nie przekazywał tego, co już ci przekazała i nauczyła, w szczególności kotom z Klanu Wichru. - powiedziała opanowanym tonem głosu. Już powoli dochodziła do siebie i opuszczał ją smutek związany ze stratą. - Lśniąca Sadzawka miała ci poprowadzić taki prawdziwy medyczny trening?- zapytała z błyskiem w oku. Wiedziała, że już po ptakach, ale i tak ją ciekawiło, że w ogóle mogła być taka opcja. Naprawdę Medyczka musiała mieć bardzo dobry dzień, że zgodziła się na coś takiego, choć później musiała tego żałować skoro zdecydowała wycofać. Wielka szkoda. - A z dobrych informacji, którą najpierw chciałbyś usłyszeć?- powiedziała z charakterystycznym dla niej entuzjazmem. Teraz czas na dobre wieści z Klanu Wichru!
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Być może Toń nie był najmądrzejszą jednostką we wszechświecie i można mu było wiele zarzucić, ale na pewno nie był głupi. Nie miał również pamięci złotej rybki, toteż zdawał sobie sprawę z faktu, że Lawenda wypełniając obowiązki jakie na niej ciążą, może najnormalniej w świecie nie mieć czasu dla siebie. Poza tym bardzo chciał dać jej coś od siebie i kwiaty nie wydawały mu się najmądrzejszym wyborem, nimi w końcu nie mogłaby się najeść, a lepiej było je podziwiać, gdy dumnie wystrzeliwały z ziemi i przyozdabiały okolicę. Jak ostatecznie się przekonał - jego wybór był w istocie słuszny, bo nie tylko zaspokoił głód wojowniczki, ale i mile ją połechtał, a nie ma nic lepszego niż upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, co do tego Toń nie miał najmniejszych nawet wątpliwości. Uśmiechnął się zatem, gdy kocica jadła, w pełni zadowolony z tego, że są teraz razem, a on spełnia jej życzenia, nawet te, których jeszcze nie wypowiedziała na głos.
- Bardzo się cieszę, że chociaż tak mogłem o ciebie zadbać - powiedział na to przekrzywiając głowę, a następnie wysłuchał jej opowieści o Miękkim i tej niemądrej zabawie, jaką dla nich wymyślił. Widać jednak rodzeństwo było zachwycone, a Toń poczuł, że serce mocniej mu uderza, jakby on sam brał w tym udział. Być może zatem był przy nich chociaż myślami? Potem niestety Lawenda wypowiedziała na głos te przykre słowa, które na pewno nosiła w sobie już od jakiegoś czasu, Toń nie sądził bowiem, by starsza, o której wspominała, odeszła dopiero co. Kocica była bowiem zbyt pogodna, by mógł przypuszczać, że to kwestia ledwie kilku wschodów słońca. Ból jednak, bez wątpienia, pozostał i musiała się z nim mierzyć, co dla niego było całkowicie naturalne. Nie chciał się jednak w żaden sposób wtrącać uważając, że kocica powinna sama zadecydować, jak chce sobie z całą tą sprawą poradzić. Trącił ją delikatnie nosem na znak, że jest i jeśli chce płakać, to niech tak będzie, ale milczał, bo wiedział, że żadne słowa pocieszenia nic tutaj nie dadzą. Zamarł później, gdy usłyszał jej słowa i uśmiechnął się przelotnie, aczkolwiek dość gorzko pod nosem. Nie spodziewał się, by Lśniąca chciała go uczyć, ale dalsza część wypowiedzi Lawendy zabolała go szczególnie.
- Nie przekazywał? Jesteśmy samotnikami, którzy nie zawsze mają możliwość dotrzeć do jakiegokolwiek medyka, potrzebujemy pomocy i wiedzy, która postawi nas na łapy. Przykro mi, ale nie wypełnię polecenia Lśniącej, jeśli ktoś będzie potrzebował wsparcia albo mojej wiedzy, to mu ją przekażę - powiedział cicho. Nie rozumiał dlaczego kocica tak zazdrośnie strzegła swej wiedzy, a już zwłaszcza w stosunku do kotów z własnego Klanu, którym mogło uratować to życie. Czy wojownicy nie powinni wiedzieć, jak zabezpieczyć ranę nim do niej przyjdą? Czy nie powinna przekazać im, co jest szczególnie trujące i co spróbować zjeść, by sobie pomóc? Działy się różne rzeczy i trzeba było mieć to na względzie. Pod tym względem mimo wszystko zawiódł się na kocicy, a fakt, że nie chciała go uczyć, nie miał tutaj wielkiego znaczenia.
- Prosiłem ją, by mi pomogła. Cóż, pozostaje mi znaleźć innego kota, który mi pomoże. Kiedyś mogę nie dać rady dotrzeć do kota, który mógłby mi pomóc, kiedyś umrze również Krzywucha, a wtedy już samotnicy zostaną zdani na własną wiedzę. Chciałbym móc wtedy pomagać - dodał w formie wyjaśnienia, by Lawenda wiedziała, jak się sprawy mają. Teraz wiedział już, że będzie musiał spróbować udać się do starszej kocicy z wiedzą, jaką posiadał i prośbą, by ta mu pomogła. Nie sądził, by była nazbyt przychylna, ale musiał spróbować. Szukanie Łososia również byłoby trudne, ale co mu jeszcze pozostawało?
- Wybiorę terminatorów, bo chyba to bliższy ci temat - odparł jeszcze uśmiechając się do niej lekko i odsuwając na razie na bok swoje rozważania. Nie podobało mu się to, że Lśniąca potraktowała ich siłą rzeczy, jak gorszą kategorię kota, ale cóż mógł na to poradzić? Nic. Dlatego też nie zamierzał z tym dyskutować, ani teraz, ani nigdy. Swoje zdanie zamierzał zachować dla siebie i niekoniecznie dzielić się wszystkim z Lawendą, w końcu ona należała do Klanu i musiała żyć dobrze z medyczką, on zaś nie musiał jej wcale widywać i szukać pomocy gdzie indziej, jeśli nie chciałaby również marnować na niego ziół.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Dobrze, że Lawenda ma teraz Tonące Słońce. Przynajmniej ktoś o nią dba. Oczywiście, niebieska kotka nie może narzekać, ponieważ w Klanie również są koty, które się o nią martwią w szczególności Wilczy Pomruk i ostatnio Sucha Łapa. Ogólnie zawsze znajdzie się ktoś, kto ją pocieszy lub po prostu wysłucha i zrozumie. Lawendowy Kwiat uśmiechnęła się nieśmiało i jeszcze raz podziękowała za ten apetyczny kąsek. Naprawdę bardzo jej smakował i zaspokoił głód, który na pewno za jakiś czas by się odezwał, wtedy Lawenda spaliła by się ze wstydu. Nawet nie chce wyobrażać sobie, co by w takiej sytuacji zrobiła.
Niebieskiej kotce serce się krajało, gdy słyszała ciche wyjaśnienie Toń. Miał absolutną rację. Nie mieli Medyka więc musieli sami o siebie zadbać. Wiedza medyczna jest dla nich na wagę złota. W sytuacji krytycznej może nawet decydować o życiu czy śmierci. Lawendowy Kwiat była zaskoczona faktem, że Tonące Słońce zamierza postawić się prośbie Lśniącej Sadzawki. Niestety, ona nie może się sprzeciwić, ponieważ zapewne poniosła by tego konsekwencję. - Właściwie to jest małe prawdopodobieństwo, że Lśniąca Sadzawka dowie się, że komuś przekazałeś wiedzę. W moim przypadku się wydało, ale to zupełnie inna sytuacja - powiedziała łagodnym tonem głosu i westchnęła. Ogólnie wszystko zaczęło się od Ciemnego, który był tak zainteresowany Medykiem, że postanowił porozmawiać z białą kotką. Podczas rozmowy wygadał się, że Lawenda trochę mu opowiedziała o ziołach, co spowodowało, że Lśniąca zabroniła rozpowszechniania wiedzy medycznej.
Kolejne słowa bardzo przygnębiły niebieską kotkę. Dopiero teraz tak naprawdę zdała sobie sprawę jak samotnicy mają ciężko. Nie mają stałej opieki i w razie czego mogą liczyć tylko na pomoc Krzywuchy, która nie zawsze może być u siebie i jeszcze pozostaje problem dotarcia do niej. A najgorsze jest to, że jak jej zabraknie wtedy koty zostaną bez jakiejkolwiek pomocy. - Może zgodziłaby się wziąć ciebie jako swojego terminatora i nauczyłaby ciebie wszystkiego, abyś ją w przyszłości zastąpił?- zasugerowała. W sumie to dobry pomysł, aby Krzywucha znalazła jakiegoś zastępce. Tonące Słońce idealnie nadaje się do tej roli. Bardzo interesują go te sprawy i nie ma żadnych przeszkód, żeby zdobył wiedzę medyczną.
Temat terminatorów, owszem był Lawendzie bliski, jednak chwilowo ważniejsza jest kwestia kociaków, ale skoro Toń tak zadecydował to córka Czyżyka odpowie zgodnie z jego wyborem. Uśmiechnęła się promiennie do Tonącego Słońca i przygryzła wargę, aby zbudować małe napięcie. Następnie pokołysała swoim ciałem lekko trącając przyjaciela. - Wyszkoliłam swojego pierwszego terminatora! Moja podopieczna otrzymała imię Górski Strumień oraz od razu dostała swojego pierwszego ucznia! Jestem z niej taka dumna!- opowiadała z wielkim przejęciem. Była bardzo szczęśliwa mogąc pochwalić się pierwszym poważnym sukcesem. Właściwie można tu mówić o czymś wyjątkowym, ponieważ pierwszy jej podopieczny ukończył trening bez żadnych przeszkód. Często zdarza się , że ktoś zaginie albo gorzej, a tu wszystko potoczyło się pomyślnie, co daje ogromną radość.
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Och, Toń nie wątpił w to, że Lawenda ma w Klanie koty, które o nią dbają, są jej przyjaciółmi, ba!, kochają ją. Był przekonany, że nie jest samotna, a spotkania z nim są dla niej jedynie dodatkową przyjemnością. Być może, co oczywiście było jedynie jego domysłami, nie spotkała po prostu w Wichrze kota obdarzonego taką samą wrażliwością i pomysłowością jak on i właśnie z tego względu spotykali się na granicy, czy tak jak teraz, na ziemiach niczyich. Był dla niej dodatkiem, ona dla niego kimś bardzo ważnym i nie chodziło tutaj o jakieś pozyskiwanie informacji, ale o jej obecność, śmiech i to, że po prostu była, a on mógł opowiadać jej o bobrach i Klanach Karpi, z czego śmiała się w głos. To było coś, co niesamowicie go uszczęśliwiało i chociaż był samotnikiem, orbitował wciąż wokół Klanu Wichru szukając śladu Lawendy, znajdując ją, czuł się zaś o wiele spokojniejszy. Wystarczyło nawet, jeśli od kogoś usłyszy, że jest zdrowa, ma się dobrze i nie dzieje się z nią nic złego.
Rozmowa o ziołach i leczeniu nie była dla niego najłatwiejsza, ale nie zamierzał słuchać Lśniącej. Kocica broniła zazdrośnie swej wiedzy i jeśli nie mógł się wtrącać w Klan Wichru, tak ona nie mogła wtrącać się w to, co robił on. A nie zamierzał pozostawiać innych na pastwę losu, skoro dowiedział się już tego czy owego. Musiał spróbować zdobyć pełniejszą wiedzę, bo doskonale wiedział, tak samo jak Lawenda, że Krzywucha nie będzie wieczna, a może nadejść dzień, gdy nie zdoła przekroczyć Grzmiącej Ścieżki, by szukać u nich pomocy. Odetchnął cicho.
- Lepiej więc zachowaj wiedzę dla siebie, nie wiem dlaczego Lśniąca tak na to patrzy i nie chcę w to wnikać, ale nie będę jej słuchał, nie tutaj, gdzie dla każdego samotnika, a już zwłaszcza młodego, tak ważne jest, żeby wiedział, jak tamować chociażby krwawienie - rzucił cicho patrząc gdzieś przed siebie i marszcząc nieznacznie brwi. Nie, to nie było łatwe, nawet dla kogoś tak optymistycznego, jak Tonące Słońce. Kocur skinął lekko głową i uśmiechnął się przelotnie do Lawendy, spoglądając na nią uważniej. - Nie sądzę, żeby się zgodziła, ale nie zamierzam się poddawać. Zawsze w końcu jest jakieś wyjście z sytuacji - stwierdził w końcu.
Przyglądał się Lawendzie z rosnącym zainteresowaniem, a kiedy go szturchnęła zaśmiał się nawet cicho robiąc taką minę, jakby chciał jej oddać, ale zaraz się odezwała, a on nastawił swe śmieszne uszy, po czym aż podskoczył w miejscu lądując na łapach. Och! Więc to była ta ważna pozytywna wiadomość! Mógł właściwie powiedzieć, by mówiła od razu, bo na pewno rozsadzała ją aż duma i szczęście, był o tym przekonany, w końcu terminatorzy byli dla niej niesamowicie ważni, jak zdołał zauważyć w czasie ich poprzednich rozmów.
- Na Gwiezdny Klan! Gratuluję! To wspaniała wiadomość i strasznie się z tego powodu cieszę. Na pewno będzie wspaniałym wojownikiem, jak ty - powiedział na to, a jego oczy aż błyszczały.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight