Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
- Wyglądałbyś lepiej bez takich kołtunów, nie sądzisz? - zmrużyła oczy, patrząc uważniej na to poplątane, ubrudzone futro. - Aż dziwne, że nie masz tam żadnych robali. - mruknęła bardziej do siebie, ale jednak na tyle głośno, żeby Wirujące Pióro ją usłyszał. Cóż może i nie była zbyt miła, ale Puchacz nie mógł nigdy nie czyścić futra... Tak się po prostu nie dało.
Uniósłszy brew spojrzała na kocura z powątpiewaniem. Nie uważała, że to jakiś bardzo śmieszny dowcip, wprowadzać kogoś w błąd, dotyczący przechodzenia przez rzekę. Ale i tak lekko się uśmiechnęła, może trochę zadziornie. Zmierzyła syna Krogulczego Szponu wzrokiem. - Wiesz co? Chyba podziękuję. - odparła od razu, a jej wibrysy drgnęły. Poszła za Wirującym Piórem, przeskakując strumień paroma susami w węższym miejscu. Kiedy odeszli już kilka kroków od Czarnego Ogona, odwróciła się, żeby posłać terenom cienia ostatnie spojrzenie. Nie czuła się jakoś inaczej. Powietrze było to samo co po drugiej stronie.
- Huh. Nie wydaje mi się, żeby tereny poza klanem jakoś specjalnie różniły się od tych cienistych. - stwierdziła, rozglądając się dookoła z zainteresowaniem. To teraz pora zadać sobie pytanie. - Co dalej, panie przewodniku? - spytała i trzepnęła uchem, nadal z delikatnym uśmiechem. Jakie mamy atrakcje zaplanowane na dzisiaj? Posłusznie zmierzała za wojownikiem w niezbyt dużej odległości. Nie bała się, że się zgubi. Po prostu czuła się dobrze, wiedząc, że specjalnie się nie oddala od kota, który znał ten kawał terenów niepodważalnie lepiej od niej. Drzewa też nie różniły się od tych rosnących na terenach. Ale sama świadomość, że jest w miejscu, w którym nigdy nie była sprawiała, że nie mogła się nudzić.
- Jakiś czas temu byłam razem z prawie-zastępcą u przywódczyni. Próbowała odkryć kto jest kłamcą, ale zachowywała się jakby rozmawiając z nami miała przez cały czas zamknięte oczy na wszelkie bzdury, które ten kocur jej opowiadał. - westchnęła Sowiooka, zerkając na towarzysza wędrówki. Może jak zajmą się obgadywaniem kotów w klanie, umilą sobie chociaż odrobinę tę podróż. Co jak co, ale akurat temat Topielca przeważnie poprawiał jej nastrój.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Zwrócił ku kotce spojrzenie spod przymróżonych powiek, równocześnie wypuszczając ciężko powietrze przez nozdrza.
- Bo nie mają się już jak przeciskać - mruknął tylko, machając ogonem na boki parę razy. Nie rozumiał, co tak się wszyscy przyczepili do jego sierści. To prawda, nie była w jakimś specjalnie najlepszym stanie, sporo rzeczy się do niej przyczepiało, kołtun kołtunił się o kołtun, ale, jakby, to było jego futro? I jego problemy z nimi. Owszem, może nie wyglądało to jakoś super, bo samo popatrzenie na niego najpewniej sprawiało dyskomfort, ale hej, dopóki jemu to nie przeszkadzało jakoś specjalnie - to nikomu nie powinno. - Zresztą, ja się sobie podobam, a to najważniejsze, nie? - zagadał, wyszczerzając się. Wszak wyglądało się dla siebie, a nie dla innych, czyż nie tak szło to powiedzenie?
Zaś on uważał, że samo nabranie jej było przezabawnym pomysłem. W sumie, kto wie, czy gdyby jej nie poprawił, to postanowiła by się potaplać? Nie było wszak aż tak zimno, jednakowoż sam wolał nie ryzykować jakimś kaszlem, albo katarem. Życie było mu miłe. Zadziwiające, ale prawdziwe. Zresztą, wolał umrzeć z rąk drapieżnika, a nie pokonany przez czarny kaszel po taplaniu się w zimnej wodzie.
- Bo się nie różnią - odparł obojętnie. - Po prostu tu masz większą szansę spotkać samotnika, ot tyle - dodał, rozglądając się dla pewności. Sam nie odczuwał wielkiej różnicy, jednak mógł tutaj zażyć trochę spokoju od klanowego życia - w końcu jaki był procent szansy, że trafi tu na jakiegoś cienistego wojownika? Mógł tutaj krążyć do woli, nie zaczepiany przez nikogo, nie musząc wracać do obozu... Same plusy, nie? - Nic, idziemy przed siebie. Chyba, że masz jakieś życzenia co chcesz zobaczyć - rzucił, trzepnąwszy delikatnie uchem i odwracając łeb jakby naprawdę oczekiwał jakiś sugestii po kotce, której nigdy tutaj nie było. Zresztą, huh, w tych terenach naprawdę nie było specjalnie ciekawych rzeczy, które mógłby wpisać na listę "must see", gdyby umiał pisać.
Wtedy też Sowiooka zaczęła opowiadać o Topniejącym. I mimo iż bury towarzysz nawet na nią nie spojrzał, to mogła zobaczyć, że ucho drgnęło mu w jej stronę i ten uważnie nasłuchuje co ona mówi. Och, jak on uwielbiał obgadywać inne koty, a temat niebieskiego wojownika był nadal na topie - i był nadzwyczaj śmieszny i trochę... Żałosny.
- W sensie? - spytał, a jego pysk wykrzywił się w lekkim uśmiechu. Czyżby Płomykówka miała już swojego ulubieńca w tym klanie, i aż czekała, aż będzie mogła faktycznie zrobić z niego kogoś więcej? A to z wycofaniem się ze zrobienia z niego zastępcy było tylko na pokaz, żeby klan jej zaufał, że słucha się ich decyzji? Chociaż - faktem było, że wyszło zupełnie inaczej i nie tak, jak sobie pewnie kochana przywódczyni to wymyśliła.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
- Ble. - rzuciła żartobliwie, uznając, że kocur sobie żartuje. Przecież żaden kot nie mógł być na tyle niedbały jeśli chodzi o własne futro, żeby trzymać tam jakieś robaki. Uniosła brwi, słysząc jego odpowiedź. On sam się sobie podoba. Nawet z takim futrem? - Niestety masz rację. - stwierdziła, marszcząc nos. A potem przyjrzała mu się raz jeszcze, tylko dokładniej. Na jego pysku była... rana? - Komu się dałeś tak poharatać? - spytała bura wojowniczka, wskazując głową na jego pysk, a dokładniej ten ślad. Przy tak gęstym futrze nie zauważyła owej rany od razu.
- Z samotnikami da się jakoś normalnie porozmawiać? - czy to tylko żądne krwi bestie, jak nam mówiono. Pytanie zadała z całkowitej ciekawości, to niby nie była jej sprawa, ale skoro już Puchacz uprzejmie zgodził się ją oprowadzić po okolicy to co szkodzi spytać. Tym bardziej, że jeśli takowego spotkają to taka wiedza będzie całkiem przydatna. Uniosła lewą brew, słysząc słowa buro-białego wojownika i na jej pysk wpełzł kpiący uśmieszek. Przecież Wirujące Pióro wiedział, że była tu po raz pierwszy i nie miała pojęcia czego się spodziewać. - Ogrom życzeń. - mruknęła pod nosem, a jednak dość głośno, żeby towarzyszący jej kocur doskonale ją usłyszał.
Sowiooka położyła po sobie uszy i uniosła łapę z wysuniętymi pazurami w górę. Po czym jednym, bardzo szybkim ruchem zgniotła żuka, idącego tuż przed nią, bez skrupułów zmiażdżyła żyjątko i wtarła jego pozostałości w ziemię. Zacisnęła przy tym szczęki, a potem drgnęły jej wibrysy i spojrzała na Wirujące Pióro, zastanawiając się jak odpowiedzieć na jego pytanie. Czasem jeszcze lepiej było wyobrazić sobie Topielca jako oślizgłego żuka niż jako przebrzydłego szczura. - W sensie najpierw powiedział Płomykówce, że szedł moim świeżym tropem, a potem pytał się czy coś upolowałam. Kocie, chorujące na zielony kaszel czuje zapach krwi i samo umie to stwierdzić. A co dopiero prawie-zastępca. - prychnęła, rozluźniając nieco spięte mięśnie i trzepiąc uchem.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Och, co prawda trochę żartował, a trochę nie. Faktycznie miejscami jego sierść była tak posklejana błotem, czy innym świństwem, którego nigdy z siebie nie zmył, że takie kleszcze, czy mrówki, chociażby, miały by spory problem, żeby przebić się przez warstwy jego futra i innych... Mniej lub bardziej chcianych gości. Bo trzeba przyznać, że żeby wymienić wszystko, co dokładnie przylgnęło do jego futra, to trzeba się było trochę natrudzić. A tu gdzieś jakieś gałązki, a to liście, źdźbła, patyki, resztki błota, czy innej zbieraniny ze ściółki.
- No i widzisz - mruknął, delikatnie przekrzywiając łeb do tyłu i zerkając na Sowiooką. Sama mogła nie wiedzieć jak to jest zajmować się długim futrem. Sama miała krótkie i pewnie o wiele łatwiej było wyplątywać śmieci i inne obrzydlistwa z takiego, aniżeli długiego i poplątanego futra. Zresztą, czasami się mył, to nie było tak, że wcale! Tylko, z zasady nie robił tego często, bo i po co, skoro zaraz znowu się ubrudzi? To było tak nieopłacalne! I mogłoby wyjąć z jego życiorysu ponad połowę dnia na samą pielęgnację tych kudłów.
Na chwilę zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc o co kotce chodzi, ale po chwili sobie przypomniał. No tak, miał z tym iść do medyczki w najbliższym czasie. Cóż.
- To? Walczyłem sobie trochę z pewnym czarnym, olbrzymim ptakiem i zostawił po sobie tę pamiątkę - odparł obojętnie, nie chcąc wdawać się w szczegóły co do tego, że walka ta nie była najbardziej udaną w jego życiu, a wredne ptaszystko robiło zdecydowanie za dużo udanych uników.
- Zależy na jakiego trafisz - rzucił na pytanie o samotników. Nie spotkał ich co prawda dużo, bo zaledwie może z 3, ale żaden właściwie nie stanowił bezpośredniego zagrożenia. - Wszyscy opowiadają o nich krwiożercze wiadomości, jak to nie zabijają innych, ale właściwie - można powiedzieć, że mam szczęście do drugiego typu tych futrzaków - dodał, przypominając sobie między innymi spotkanie z Muszą Łapą, która była bardzo aktywną osobistością i ciągle skakała na boki, dopóki w końcu nie zdecydowała się usiąść, czy samotnika, którego raz napotkał, który o mało nie narobił pod siebie, jak go zobaczył, albo Niepokój, z którą całkiem... Ciekawie się rozmawiało. - Ostatnio na przykład, miałem okazję porozmawiać dosłownie chwilę z czystym tchórzem - rzucił, poruszając z rozbawieniem wąsami. Samo wspomnienie przerażenia na pysku tamtego kota, gdy go zobaczył do dzisiaj potrafiła poprawić mu humor!
Rzucił jej szybkie spojrzenie, gdy ta uniosła łapę, po czym wbiła ją w ziemię, przy okazji zgniatając żuka, ale tego nie miał okazji dostrzec, nim nie wylądowała na niej kończyna burej kotki. Zdziwił się więc co też ona zrobiła, ale nie skomentował, wiedząc, że pewnie cokolwiek teraz powie, do dzisiaj powodowało u niej swego rodzaju złość. Zastrzygł więc tym uchem, które miał bliżej do osoby kotki, ale odwrócił łeb w inną stronę, by skontrolować kierunek marszu.
A słysząc jej słowa parsknął ze śmiechu. I Płomykówka mu w to tak naprawdę uwierzyła? Ojej, pani przywódczyni, jak to jest, że z każdym słowem o tobie wypadasz coraz gorzej, zamiast lepiej, jak powinnaś?
- Są siebie warci - mruknął, wypuszczając powietrze przez nos. O Topniejącym Lodzie również znanie miał ostatnio mieszane. Fajnie się z nim plotkowało, ale ostatecznie Wirek odkrył, że jest on po prostu zwyczajnie nudny i zbyt poważny, żeby rozmowa z nim w jakikolwiek sposób mogła się kleić. Bo Pióro miał w zwyczaju dużo żartować, więc nie przepadał za kotami bez poczucia humoru - a prawie-zastępca był takim kotem. A teraz jeszcze wyszedł przed nim na idiotę. No, ładnie, ładnie.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Słysząc słowa Wirującego Pióra, Sowiooka po prostu trzepnęła uchem. Niech mu już będzie, zostanie w tym swoim długim, potarganym, brudnym futrze, a będzie czuł się dobrze. Świetnie. Za to wzmianka o walce zdecydowanie ją zaciekawiła, od razu nadstawiła uszu i podniosła nieznacznie podbródek. - Kruk? - rzuciła instynktownie, wyobrażając sobie dużego, czarnego ptaka. - Rozumiem, że za coś takiego wylądował na stercie ze zwierzyną. - zaśmiała się, przypatrując się dokładniej śladom po walce na ciele długowłosego wojownika. Szła przez chwilę za Wirującym Piórem w ciszy, czekając na jego słowa dotyczące sprawy samotników. Zaskoczyło ją trochę, że nie każdy "dziki" kot jest żądny krwi. Zawsze myślała, że samotnicy obawiający się innych nie przeżywają za długo w samotności. Nie dała jednak po sobie poznać swojego zdziwienia i jedynie z zaciekawieniem uniosła brew.
- Tchórzliwy samotnik? Zawsze myślałam, że te typy ciągle muszą walczyć o swoje terytorium. Taki tchórz raczej ma ciężko z przetrwaniem. Wyglądał na bardzo poturbowanego przez kolegów? - ostatnie pytanie zadała wręcz szczerząc zęby. Czemu miałaby się przejmować losem jakiegoś obcego samotnika, który w dodatku był tchórzem? Zastanawiało ją tylko czy ów osobnik miał jakiś powód, żeby kogokolwiek się bać.
Zdanie, które Wirujące Pióro wypowiedział na temat niedoszłego zastępcy i przywódczyni skwitowała jedynie słabym uśmiechem i skinieniem głowy. - Niestety nie jestem w stanie się nie zgodzić. - powiedziała z powagą i na uderzenie serca ucichła, aby po chwili unieść kąciki pyska w złośliwym uśmiechu. - Pióreczko. - mruknęła wystarczająco głośno, żeby kocur to usłyszał. A czy puści to mimo uszu czy zareaguje to już wyłącznie jego sprawa, nawet jeśli para trawiastych ślepi była zwrócona w stronę jego pyska jakby wojowniczka przykładała do jego reakcji sporą wagę.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nawet, jakby miała zamiar się z nim kłócić, to i tak zostałby przy swoim! A jakby chciała go widzieć w czystym futrze - to droga wolna, sama go może umyć, ha. Jemu nie widziało się codziennie czyścić tego futra na tyle, by wyglądać jakkolwiek poważnie i ładnie, nie było to w jego stylu i nie chciałoby mu się. Miał po prostu za gęstą sierść, żeby mógł się uwinąć w chwilę i pewnie normalnie musiałby siedzieć nad tym, by jego futro było jakkolwiek czyste i zadbane, jakieś... 3 wschody słońca, jak nie więcej. Bo jak tak chodził po terenach, to ciężko było nie wpaść w jakieś zadziwiająco głębokie futro, nie przedrzeć się przez krzaki, a przy okazji nie połamać jakiś drobnych gałązek, złapać parę liści, czy cokolwiek.
Na pytanie o rodzaj ptaka krótko skinął głową. Wyjątkowo wredny, żywotny i zwinny, musiał poważnie się natrudzić, żeby w ogóle go zabić, ale o tym średnio miał zamiar wspominać. Uznajmy wszyscy, że zabił go prawie natychmiast i wcale nie musiał się natrudzić, a ta lekka, niegojąca się dobrze rana, powstała gdy ten wydawał ostatnie tchnienia, czy coś, wcale nie był wtedy nadzwyczaj żywy i nie pikował radośnie w jego stronę, nie, ani trochę.
- Oczywiście że tak - rzucił, unosząc wyżej łeb i ogon. Jakże miało być inaczej, choćby miał umrzeć w walce z tym szczurem, to ten szczur umarłby razem z nim, o. Chociaż, musiał przyznać, że byłaby to nadzwyczaj smutna i wyjątkowo głupia śmierć tak zginąć od ptaka. - Mam nadzieję, że dobrze komuś służył, czy coś - dodał.
Gorliwie pokiwał głową, wyszczerzając się w uśmiechu. A i owszem, istnieli tacy samotnicy. Może nie każdy toczył pianę z pyska i nie rzucał się od razu na klanowe koty, ale nie zmieniało to faktu, że nie zmienił się sposób ich postrzegania przez Wirka - wszystkie miały coś nie tak z głową. Muszej Łapy nie wliczał, bo klanowa, i pewnie teraz, gdy rozmawiał z Sową, siedziała spokojnie w Klanie Rzeki i skakała dookoła jakiegoś randomowego kota. Zresztą, ona też była dość... Dziwna, huh.
- O dziwo nie. Jednak trzymał się blisko siedliska koni, więc pewnie samotnicy mało się go imali, bo zwyczajnie mało który tam przebywa, albo co - mruknął, delikatnie wzruszając barkami. Nie znał się co prawda na samotnikach ale nie sądził, by wiele ich tam przebywało, w końcu znajdowały się tam legowiska dwunożnych więc i pewnie się ich tam trochę roiło, a jaki samotnik miałby ochotę się z takimi zadawać? No, oprócz tego jednego, tchórzliwego. - Kto wie, może niegdyś był pieszczochem, albo coś? I nie wiedział jak sobie poradzić w lesie, więc jego reakcją było "Och, nie zabijaj, nie zabijaj!" - dodał, prychając ze śmiechem.
Tymczasem doszli do pierwszego przystanku, którym było krzywe drzewo. Niby nic, ale jednak mimo wszystko, dość ciekawe drzewo z wyglądu. Zerknął na Sowę, po czym na nie wskoczył by usiąść i na chwilę odpocząć, rozglądając się dookoła, by upewnić, że byli tu sami i żaden samotnik zaraz na nich nie wyskoczy.
- Sóweczko - odgryzł się, wyszczerzając szeroko, a pamiętając jej poprzednią reakcję, zależnie od reakcji, gotów był zrobić unik od jej łapy lecącej w jego kierunku.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka uśmiechnęła się delikatnie, szczerząc kły i w duchu odrobinę kpiąc z dumnej miny Wirującego Pióra. - Nie wiem jak można by myśleć inaczej. - mruknęła rozbawiona, strzygąc uszami i idąc dalej za buro-białym wojownikiem. Historii tchórzliwego samotnika wysłuchała z zainteresowaniem i utrzymującym się uśmiechem na pysku. - Może nawet nie tak dawno był pieszczochem i zgubił swoich dwunożnych. - dorzuciła w zamyśleniu. Oczy błysnęły jej gdy tylko syn Krogulczego Szponu skończył opowiadać. - Zabiłabym go. - powiedziała, całkowicie poważnie, a kąciki jej pyska uniosły się jeszcze wyżej. Zaraz powoli pokręciła głową, patrząc na Puchacza. - Ale jak mniemam, ty zostawiłeś go w spokoju, prawda? - zapytała, uderzając ogonem o ziemię.
Nigdy nie widziała podobnego drzewa. Ciekawe czy było takie skrzywione od początku czy coś wpłynęło na kierunek wzrostu tego drzewa. Może jakiś silny wiatr jest w stanie skrzywić takie drzewo? Nieistotne. Bura kocica bez trudu wspięła się na drzewo, tuż za Wirującym Piórem. Usadowiła się obok kocura, ziewając i wylizując futerko na piersi. Zastrzygła uchem, słysząc zdrobnienie własnego kocięcego imienia i poczuła chęć rzucenia się Puchaczowi do gardła. Dobre chociaż to że mówi to ten kocur, a nie ktoś z jej rodziny. Wtedy jej irytacja byłaby dużo większa. Teraz bardziej żartobliwie wyciągnęła łapę w stronę pyska wojownika. Szybkim pacnięciem w puchaty policzek chciała mu przypomnieć gdzie jego miejsce. Nie wysunęła pazurów, nie było takiej potrzeby. Poza tym nie chciała przypadkiem zepchnąć kolegi z drzewa.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Pieszczoszek czy nie, nie robiło to dla Puchacza ani trochę różnicy. Kocur ów, z którym wtedy się spotkał, o mało co nie zakopał się w ziemi, byle tylko uchronić się przed burym wojownikiem i chyba tylko cudem woli trzymał swój pęcherz pełen, nie opróżniwszy go jak za dotknięciem różdżki do końca. Zadziwiające jakim cudem dał radę to zrobić, skoro trząsł się niesamowicie, a Puchacz mógł tylko usłyszeć szczękanie jego zębów.
- Nie zdążyłem nawet do niego podejść, gdy ten zwyczajnie zwiał - prychnął z politowaniem. - Zresztą, nie jest dla nas zagrożeniem. Sam dla siebie nim jest, ale dla nas nie. Gdyby tylko przypadkiem przekroczył granicę, to cóż, nawet nie miałby szans nawet z Leszczynową Łapą - dodał, wspominając o swoim byłym uczniu, którego wspominał nie za dobrze - a skoro uważał, że bury terminator dałby sobie radę z tym samotnikiem, to cóż, faktycznie samotnik nie dałby rady zupełnie nikomu.
Sam niespecjalnie interesował się co też aż do tego stopnia wykrzywiło to drzewo. Było całkiem przyjemne do wspięcia się, albowiem zakrzywienie było dość nisko, więc nie trzeba było się mocno natrudzić, a i jego pień był całkiem gruby, więc nie trzeba było specjalnie balansować równowagą, jak na niektórych gałęziach.
Wiedział, że zaraz mu się oberwie, niemniej, do samego końca radośnie się szczerzył. Kiedy jednak jej łapa powędrowała w jego stronę, spróbował zrobić unik, ale jej łapa i tak go drasnęła, więc od razu się wydarł:
- Ejejejej! Chcesz mi jeszcze bardziej pogłębić moją ranę?! - sarknął, niby z oburzeniem, starając się za wszelką cenę dojrzeć swój policzek, jakby to jeszcze było możliwe. - A co jak rana się otworzy? I wykrwawię ci się na łapach? Co byś wtedy zrobiła?! - dopytał, mrużąc delikatnie oczy, jakby ze złością, aczkolwiek nie błyszczała w nich ani jedna iskra złości, raczej rozbawienia.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
- Z tym spasłym, leniwym nieudacznikiem, myślącym wyłącznie o królikach, który jakimś dziwnym sposobem stał się twoim terminatorem? Jesteś pewien? - zapytała od razu, przypominając sobie wszystko co Wirujące Pióro mówił na temat Leszczynowej Łapy. Pokręciła powoli głową, nie dowierzając własnym uszom. - Jeśli masz rację to kot, którego spotkałeś nie powinien w ogóle nazywać się samotnikiem. - prychnęła z nieukrywanym obrzydzeniem. Nie lubiła tchórzy. Bardzo nie lubiła tchórzy. Gdyby dostała takiego terminatora jak kiedyś jej kolega na pewno nie wytrzymałaby z nim tak długo i po prostu go zjadła na pierwszym treningu. Całe szczęście, Dzięcioł był w miarę przyzwoity jak na razie.
Siedząc na drzewie, nawet przez chwilę się nie zastanawiała, kiedy próbowała pacnąć długowłosego kocura łapą. Odczuła niemałą satysfakcję kiedy jej łapa uderzyła dokładnie tam gdzie miała. Słysząc podniesiony głos Puchacza spojrzała na niego zdziwiona. Ranę? No tak, przecież miał ślad po walce z krukiem na policzku. Odezwało się w niej poczucie winy, ale nie zamierzała tego po sobie pokazać. Popatrzyła na jego policzek niepewnie i uniosła brew, usiłując dokładniej przyjrzeć się ranie. - Nie wygląda tak źle. - burknęła od razu. - Nic się chyba nie stało. - stwierdziła, mrużąc oczy. - Zresztą łapą bez wysuniętych pazurów raczej trudno by mi było ci ją specjalnie pogłębić. - dodała, mimowolnie próbując się usprawiedliwić. W końcu Puchacz nie tylko nazwał ją jej kocięcym imieniem, ale jeszcze je zdrobnił! A to, że ona go wcześniej też przedrzeźniała nie miało żadnego znaczenia. Wcale nie zastanawiała się nad zadanym przez niego pytaniem. Odpowiedziała na nie od razu.
- Najpierw umyłabym łapy. - spojrzała podejrzliwie na jego długie, skołtunione futro, nie mając pojęcia co jeszcze może się w nim kryć. - Spróbowałabym cię dociągnąć przynajmniej do terenów cienia, pobiegłabym do obozu po pomoc z niesieniem ciała i urządziła twój pogrzeb. Myślę, że bym mruknęła coś o tym, że zaatakował cię lis czy coś i rana na policzku ci się otworzyła. A no i pewnie byłoby mi trochę smutno, bo jesteś jedną z nielicznych osób z którymi dogaduję się w tym klanie. A mój brat zostawił mnie dla swojego najlepszego przyjaciela, Topielca. - opowiedziała dokładnie Puchaczowi co by się wydarzyło po jego śmierci. Może to po części było żartem, całe na pewno nie. Zaraz zamrugała, wyrywając się z zamyślenia.
- Ale nie przejmuj się, jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś zmarł z powodu zadrapania na policzku.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Pokiwał głową ze śmiertelnie poważną miną. Oczywiście, że Leszczyna by sobie poradził. Nie to, żeby był jakoś wybitny, ale najpewniej nie musiałby nic zrobić, a ów samotnik od razu by się przestraszył i zwyczajnie uciekł.
- Mówię ci, zobaczyłby go, spojrzałby na jego brzuch i by o razu uciekł, bo pomyślałby, że zjada takie koty jak on w całości. A Leszczyna nawet nie dałby rady go dogonić - prychnął, kręcąc głową z politowaniem. Minęło wiele księżyców od kiedy jego pierwszy terminator zaginął, a on i tak nadal nie zapomniał o tym jakim ten był nieudacznikiem. Ciekawe, czy znalazł sobie swoich dwunogów, którzy go karmili i zajmowali nim, nie zmuszając do polowań? Cóż, takie były jego marzenia - leżenie i jedzenie królików, więc może udało mu się je spełnić? Puchaczowi było wszystko jedno, ale wiedział jedno - nie ma czego tutaj szukać z powrotem, a przynajmniej u niego i jakby kiedyś wrócił, w co bury szczerze wątpił, to mógł szukać nowego mistrza.
Sam zmrużył delikatnie oczy i nawet podstawił jej ten policzek by na pewno mogła odpowiednio ocenić szkody i już zacząć go przepraszać, najlepiej kajając się na brzuchu ze słowami "O PUCHACZU DROGI PRZEPRASZAM CIĘ TAK BARDZO". O. To brzmi bardzo dobrze. Oczywiście, że nawet go nie zabolało, bo z rany została sama blizna, a ta niespecjalnie dawała o sobie znak oprócz tego, że po prostu... Została. Widocznie przez to, jak długo się goiła postanowiła zostać na zawsze, pod postacią blizny. Wojownikowi ani trochę to jednak nie przeszkadzało - udało mu się wreszcie zdobyć pierwszą szramę do kolekcji.
- Wiesz jak nie wiesz? Mogłaś trafić w jakieś... Nie wiem, miejsce, gdzie jest gorzej zagojona, pociągnąć za mocno za skórę, nie wiem, nie znam się na ranach! - rzucił od razu, zupełnie nie przejęty, że jego słowa nawet nie miałyby sensu dla kociaka. Jak ciągnąć temat jego rzekomego zabójstwa, to ciągnąć, nie?
Spojrzał na swoje futro gdy kotka zrobiła to samo. Umyć łapki? Po tym pięknie? Pff. Zamerdał ogonem, przy okazji łapiąc kolejne brudy; tj. kawałki kory. Ale co tam, pf, same wylecą, a jak nie, to zostaną z nim na zawsze, a przynajmniej do tego, aż mu przyjdzie ochota choć trochę się umyć - a to się zdarza nieczęsto, oj nie.
- O jak miło, że zasługuję chociaż na pogrzeb, a nie wyrzucenie do rzeki by się mnie pozbyć - rzucił wyszczerzając się w uśmiechu. Cóż za poświęcenie, by zatargać go za kłaki do klanu, no proszę, nie spodziewałby się tego po Sówce. Na kolejne jej słowa nieco zmarszczył brwi. Och. Znał ten ból aż za dobrze, w klanie nie było wiele kotów z którymi mógłby się dogadać, bo znały się na jego poczuciu humoru, albo zwyczajnie, je lubił. Mógłby tak powiedzieć o... Szronie. I... Sowie. I coś jeszcze? Ojej, za dużo tych kotów by wymieniać! Ha, dobry żart. Właśnie również zdał sobie sprawę, że ma jakoś tak... Mało znajomych, huh. Ale nie przeszkadza mu to specjalnie - nie jest towarzyskim typem w sumie. - Kto by się chciał z nim zadawać? - prychnął, uderzając ogonem o drzewo. Skoro Sowa z ów bratem się zadawała, to nie mógł być aż tak zły. W porównaniu do prawie-zastępcy.
- To ja będę pierwszy! - mruknął, wypychając policzki jakby z oburzeniem, że tak łatwo zlekceważyła jego stan bliski śmierci.
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Sowiooka zaśmiała się, słysząc słowa Wirującego Pióra. Poczuła się odrobinę dziwnie z tym, że tak głośno się śmieje, a jednak kocur rozbawił ją do tego stopnia, że kiedy już zaczęła się śmiać, ciężko było jej przestać. Wreszcie zdołała się uciszyć i po prostu szeroko się uśmiechnęła. - Nie wierzę. - prychnęła. - Wielka szkoda, że nie będzie mi dane tego zobaczyć. - dodała z szerokim, wrednym uśmieszkiem, wyobrażając sobie jeszcze raz Leszczynę broniącego granic. - W sumie może coś by nawet było z Leszczyny... Gdyby ustawił się na granicy i wszyscy samotnicy mogliby zobaczyć jak to cieniste koty pożerają intruzów. - stwierdziła, a jej ton stał się bardziej rzeczowy, zupełnie jakby wcale nie żartowała.
- Raczej przez przypadek nie pociągnęłabym cię łapą bez wysuniętych pazurów za skórę na policzku...? - powiedziała, unosząc brwi i czekając, aż Puchacz się wygada. Pewnie, musiał ochłonąć po tej sytuacji, która jak się Sowa przed chwilą miała szansę dowiedzieć, zagrażała jego życiu, ale żeby rzucać takimi absurdami? Czerpała z tego ogromną przyjemność. Rzecz jasna widok cienistego wojownika, który się wydurnia nie był zbyt częsty, chyba że spojrzymy na Wirujące Pióro. A w dziwny sposób jego żarty poprawiały jej humor, także spokojnie, mogła go bardzo długo słuchać. - Polny Chwast, może kojarzysz. - odpowiedziała posłusznie na pytanie. - Bury, długie futro, biały brzuch, naderwałam mu kiedyś ucho. - opisała krótko brata.
- Hm. - mruknęła wyraźnie intensywnie się nad czymś zastanawiając i marszcząc brwi. - Mało kotów zasługuje na wyrzucenie do rzeki, żeby się ich pozbyć. Chyba, że weźmiemy pod uwagę samotnika "nie zabijaj, nie zabijaj" i cienistego prawie-zastępcę. - odparła, upewniając syna Krogulczego Szponu w przekonaniu, że nie, nie zasługuje żeby wyrzucić go do rzeki. Lista znajomych Sowy też wcale nie była długa. Z takich dobrych znajomych to... Chwast, chociaż on się zadaje z Topielcem, więc czy to się liczy?, Błyskawi- a nie on zaginął. Z Olchowym Szeptem się dogadywała, ale on miał własną rodzinę, żeby się nią zajmować. Czyli... czy to będzie tylko Puchacz? To było trochę przykre, ale Sowiooka nie przebywała raczej w towarzystwie wielu kotów, więc czy to aż takie dziwne?
- Śmiesznie wyglądasz jak tak robisz. - mruknęła, opierając głowę na łapach. - Jakbyś przechodził obok legowiska prawie-zastępcy i chciał zatrzymać dla siebie chociaż odrobinę świeżego powietrza. - dodała uśmiechając się półgębkiem. Wibrysy jej drgnęły. Od niechcenia wyciągnęła łapę w jego stronę , żeby pacnąć go w ten nadęty policzek i wypuścić z niego to biedne, uwięzione powietrze. Zrobiła to jednak na tyle powoli, że gdyby wojownik chciał, mógłby spokojnie się uchylić czy odsunąć. Poza tym, tym razem chciała go pacnąć w DRUGI POLICZEK. Także to się już chyba nie zalicza do prób zabójstwa?
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Uśmiechnął się delikatnie, słysząc i widząc, że ją rozbawił. O dziwo, fajne uczucie, tak kogoś rozbawić, zauważył to niedawno, huh.
- Niestety, nigdy nie będzie dane nam to sprawdzić - westchnął, jakby smutno, spuszczając delikatnie łeb. - Teraz jest w lepszym miejscu - dodał, kręcąc delikatnie głową na boki. Dla kogo lepszym dla tego lepszym; jemu tam pewnie z dwunogami, czy gdzie tam jest, o wiele lepiej się żyje niż w klanie, bo tam nie musi walczyć o pożywienie - w końcu podobno dwunogi karmili te koty mysimi bobkami, które widocznie dla Leszczyny musiały stanowić szczyt marzeń, doprawdy.
Uniósł łeb pewien swojego. Mogła go uszkodzić, nawet jeśli nie wyciągnęła pazurów, no raczej to oczywiste, prawda? Nie znał się co prawda na ranach, medykiem nie był, ale może jakby się mocniej pociągnęło taką skórę, to coś by się stało? W końcu, Szczypiąca Łapa mu mówił, żeby uważał na tę ranę, nie? Więc może takie rzeczy się, no, zdarzały?
- A ja tam nie wiem, może jednak mogłabyś mnie zabić, hm? Tak pyk, w jednym momencie jeszcze żyję, a w drugim wykrwawiam ci się na łapach, o! - rzucił, bardzo przejętym tonem, by po chwili machnąć łapą. - Zresztą, ważne że żyję, huh, ale było blisko, widziałem już Gwiezdnych przez moment.
Słysząc imię jej brata zastrzygł uszami. Och, tak Polny Chwast, był z nim kiedyś na polowaniu, bury wyciągnął go z obozu - znaczy, nie siłą, huh, Puchacz lubił sobie czasem wyjść i zapolować, więc nawet niespecjalnie narzekał na towarzystwo - szczególnie że ciężko polować w parach, więc jakby wyszli razem, polowali osobno, wrócili osobno, o. A słysząc że naderwała mu kiedyś ucho parsknął śmiechem.
- Powiedz mi, czy ty masz jakiegoś brata, którego nie uszkodziłaś kiedykolwiek? - rzucił, wyginając kącik pyska w uśmiechu. Ostatnio Sowa opowiedziała mu, jak to skrzywdziła kiedyś jednego ze swoich braci, a teraz wspomniała, że naderwała Polnemu ucho. Agresywna, jak nic, panie Medyku, do izolatki to! - Ale fakt, znam go. Myślałem, że jest bardziej wartościowy, a nie upadł tak nisko, że zadaje się z prawie-zastępcą. Znaczy, no wiesz, bez obrazy, czy coś - rzucił, mając nadzieję, że Sowa niespecjalnie obrazi się za to że delikatnie obraził jej brata. Niespecjalnie, czy coś, no.
Wyszczerzył się na kolejne jej słowa. Miło, że nie jest w tej samej grupie co samotnicy i prawie-zastępca, jakoś tak zrobiło mu się lepiej, ha. Przynajmniej trochę sobie jeszcze pożyje a i pogrzeb będzie miał godny. Chociaż, huh, czy miałby go ktoś opłakiwać? To kwestia sporna.
- Na szczęście tu go nie ma, ale robię to już zapobiegawczo - rzucił, wyszczerzając się, a gdy zobaczył jej łapę powoli sunącą w jego stronę na chwilę zamarł, by po chwili odsunąć się do tyłu, by ta nie mogła go sięgnąć. Nadal dotyk fizyczny od strony innych kotów nie działał na niego pozytywnie, a że mógł tego uniknąć, to wolał to zrobić. Nawet jeśli kotem, który próbował go dotknąć łapą był kot, którego darzył, cóż, sympatią. - Ejejejej - wykrzyczał od razu. - Już myślałem, że między nami jest pokój! A ty już mnie chcesz znów zabić?
Mistrz: Olchowy Szept Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Partner: po co to komu?
Ogromna, wysoka wojowniczka o masywnym karku i dobrze zarysowanych mięśniach. Ma długie łapy zakończone ostrymi pazurami. Jej ogon jest długi i gruby, przeważnie uderza nim o ziemię albo macha nim na boki. Jej futro jest krótkie i niezbyt gęste, bure w ciemniejsze, tygrysie pręgi. Jedyne jaśniejsze miejsce to biała plamka na brodzie. Oczy są w jasnym odcieniu zieleni, przypominającym trawę. Często je mruży. Nos jest ceglany, momentami ciemniejszy, a na jej szyi, od czasu walki z bratem, widać gęste zadrapania po pazurach i ślad po ugryzieniu. Nie próbuje zasłaniać blizn, nosi je jak trofeum.
Na pierwszy rzut oka Sowiooka może wydać się nieprzyjemna, zdystansowana i chłodna. No i przede wszystkim złośliwa. Ale jeżeli da się komuś bliżej poznać, okazuje się, że właśnie taka jest. Znaczy może dużo mniej obojętna, ale bardzo złośliwa i uszczypliwa. Lubi łapać innych za słówka i narzekać na wszystko na co tylko się da. Przeważnie jest niecierpliwa i spięta, ale ostatnio udowodniła samej sobie, że potrafi się trochę rozluźnić, a nawet rzucić jakimś głupim żartem. Jeżeli ktoś podejdzie do niej z powagą i będzie chciał kulturalnej i uprzejmej rozmowy, Sowa się dostosuje. Ale jeśli ktoś zagada do niej luźno, koleżeńsko, w ten sposób mu odpowie. Potrafi dbać i troszczyć się o koty, nawet jeśli okazuje to na własny sposób, ale zawsze mówi co myśli, nawet jeżeli rozgniecie tym czyjąś reputację jak robaka. Nie kłamie - najwyżej odrobinę nagina prawdę na własną korzyść. Poza tym rzadko kiedy wybacza i umie długo chować do kogoś urazę - nie bojąc się mu tego wytknąć. Uwielbia rozwiązywać problemy za pomocą walki i jest zwolenniczką krwawych, brutalnych rozwiązań, a mimo to najbardziej boi się śmierci. Szczególnie od kiedy wie, że koty umierają też przez sen. Tym bardziej, że kwestionuje istnienie gwiezdnych ze względu na zniknięcie wszystkich żyć Wężowej Gwiazdy w momencie śmierci. Nienawidzi widoku zwłok i jest jej od nich niedobrze, no i bardzo często zastanawia się co czeka koty po śmierci.
Rydzowe Futro(KG) Kwitnąca Łapa(KW)
Nic nie odpowiedziała na słowa Puchacza, bo zabrzmiało to tak jakby Leszczyna zmarł. A Sowa... nie była pewna co do wiary w gwiezdnych. Na tyle pewna, że gdyby okazało się, że istnieją, przyjęłaby to z ulgą, uśmiechem i "Od zawsze wiedziałam!". A na tyle niepewna, że gdyby okazało się, że nic takiego nie ma, mogłaby śmiało powiedzieć "A nie mówiłam?" Westchnęła cicho, uśmiechnięta, kręcąc głową, jakby próbowała coś wyjaśnić upartemu kociakowi, a jednocześnie sprawiało jej to przyjemność.
- Też coś. Te cieniste kocury wszystkie padają ot tak, jak muchy? - zapytała od razu. W końcu taka informacja była bardzo przydatna, na przykład gdyby miała małą konfrontację z prawie-zastępcą albo próbowała się zakolegować z innym kocurem i musiałaby uważać żeby przypadkiem go nie zabić. Kolejne słowa, wypowiedziane przez syna Krogulczego Szponu wprawiły ją w niemałe zakłopotanie. Zamrugała kilkakrotnie, po czym podrapała się łapą za uchem i zaczęła się nad tym poważnie zastanawiać. - Błyskawicowy Blask! - odparła z triumfem. Potem jednak w jej głos wkradły się wątpliwości. - Znaczy, groziłam mu utopieniem się... A potem ochlapałam mu pysk wodą z Księżycowego Jeziora... - zupełnie straciła pewność siebie, w pewnym sensie zawiedziona. - Później umówiliśmy się na pojedynek z pazurami, bo nazwał mnie mokrym, burym kretem. Ale przeszkodziła nam matka. - opowiedziała Puchaczowi i nagle zatęskniła za swoim wielkim, puchatym, srebrnym bratem. Kotem z którym najlepiej dogadywała się w całej rodzinie. - A potem przepadł jak kamień w wodę. Ale to się chyba nie liczy jako uszkodzenie, prawda? - zakończyła i skierowała wręcz błagalne spojrzenie na buro-białego wojownika.
Zmarszczyła brwi, kiedy Wirujące Pióro zaczął mówić o jej bracie - Chwaście. Machnęła jednak lekceważąco łapą, dając mu do zrozumienia, że nie powiedział nic niewłaściwego. - Też spodziewałam się po nim więcej. - westchnęła bura. Znowu zaśmiała się na słowa Puchacza, ale tym razem łatwiej jej było się powstrzymać od porządnego wybuchu śmiechu. Nachyliła się w stronę kocura, pewna, że siedzi na drzewie stabilnie. Zachowywała się tak jakby chciała mu powiedzieć jakąś tajemnicę, przy czym mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Od kociaka powtarzałam mu, że cuchnie. Zawsze odpowiadał, że nie wymyślam żadnej lepszej riposty, ale nigdy nie robił nic, żeby pozbyć się tego specyficznego zapaszku. - powiedziała półgłosem, a potem odsunęła się z powrotem i zaczęła czyścić swoją pierś. - Ale to tak nieładnie obrażać jedynego w klanie prawie-zastępcę. - wyjaśniła krótko, nie powstrzymując złośliwego uśmieszku. Jak ona kochała obrażać Topielca. Popatrzyła się, zaskoczona na Puchacza kiedy zarzucił jej ponowną próbę morderstwa. Wyprostowała się, jakby miała zdawać zaraz przed przywódczynią z powodu jakiejś poważnej sytuacji. - O co ci chodzi? To był inny policzek! Nie mów mi, że masz tu jakąś kolejną, straszną bliznę, ukrytą głęboko pod futrem! - wyrzuciła z siebie podniesionym głosem, pełnym oburzenia, ale w jej oczach nadal trwała iskierka rozbawienia.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
No cóż, stety czy niestety, Puchacz nie wiedział, czy ten zmarł, zaginął, czy co właściwie się z nim stało. W głowie jednak zawsze jak o nim myślał, widział takiego Leszczynę siedzącego pod jakimś drzewem, otoczony królikami i drapany za uchem przez dwunoga. Czy to była prawda i terminator został pieszczochem? Kto wie. Może dogorywał już gdzieś w lesie, niezdolny do samodzielnego polowania i czekający aż takie króliki wbiegną mu pod łapy, bo sam nie jest w stanie ich upolować przez niesamowite zwały tłuszczowe.
- Aha. A ja jestem z nich najsilniejszy, więc uważaj co robisz. - Pokiwał głową z pełną pewnością tego co mówi. Cień był słaby. Przynajmniej na razie. Więc nawet nie czuł się źle z tym, że tak sobie o tym żartował. Miał nadzieję, że nowe pokolenie wojowników podniesie trochę jego poziom, który niektóre jednostki, jak Płonący Las, skuteczne obniżały.
Już zamierzał pogratulować kotce, że brawo, jest ktoś kogo nigdy nie skrzywdziła, ale ta kontynuowała wypowiedź, wspominając o tym, że niegdyś mu groziła i właściwie byli o pazur od pogryzienia się na śmierć, gdyby nie ich matka, więc Puchacz spojrzał na kotkę z czymś pomiędzy rozbawieniem, a drwieniem w oczach i zaśmiał się.
- Jak dobrze, że nie jestem twoim bratem, jeszcze byś mnie zabiła - zażartował, strzygąc uszami. - Zależy. Jeśli to przez ciebie, to się liczy - wytknął jej, choć tak poważnie wątpił, by to było przez Sowę. Koty często znikały z klanu, czy to wojownicy, czy to terminatorzy, czy kociaki, wszyscy. Niektóre z własnej woli, inne niekoniecznie. Jedne wracały, drugie nie, takie życie.
- Oj, spłoniesz w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd za takie obrażanie tak ważnego kota w klanie. Tak niezwykłego, bo jedynego, który był zastępcą tylko uderzenie serca. Wiesz jakie to wyróżnienie? - mruknął, upominająco machając jej ogonem przed nosem, jednak w takim oddaleniu, by nie mogła go w żadnym wypadku ugryźć. jak nieomal ostatnio. - Wiesz, proponowałem mu się kiedyś umyć, nawet już oblałem go wodą, by było mu łatwiej, ale chyba nie przypadło mu to do gustu - oznajmił, szczerząc się głupkowato w uśmiechu.
- No wiesz co! Wyczułem twoje chęci morderstwa, nie wmówisz mi, że ich nie ma! - obruszył się, znów nieco nabierając powietrza i wypychając policzki. - W sumie, różne rzeczy skrywam pod tym futrem, więc kto wie, co tam jest? - zamruczał, pochylając się delikatnie w stronę Sowy.
Poranek może i był pochmurny, ale mimo to dość ciepły, dlatego Wydrza Łapa uznała, że to dobry czas, by ponownie wybrać się gdzieś poza oddzielony teren żeby... Może trochę się obeznać, pozwiedzać.
Tak więc wyruszyła - oczywiście będąc już po wymianie mchu z legowiska starszych - zabierając ze sobą burą popielicę ze stosu zwierzyny, bo jakby nie patrzeć - sama jeszcze nie potrafiła polować. Może i strona, w którą udała się ostatnim razem nie przyniosła jej za wiele zachwytu z życia, to spróbowała jeszcze raz - i tak wreszcie dotarła w miejsce, które jak się potem okazało, stało się docelowym. Szylkretka nie wybierała się nigdzie dalej, gdyż nie miała zamiaru się zgubić, a terenów tych kompletnie nie znała. Przysiadła na drzewie, które tutejsze koty nazywają też Krzywym Drzewem i położyła na ziemi mysz, by wrócić do niej dopiero wtedy, gdy poczuje taką potrzebę. Swoją drogą, chyba nie zostałaby tu, gdyby nie ta brzoza - nigdy wcześniej nie widziała nic podobnego, roślina wyglądała bardzo magicznie i interesująco. Hm, ciekawe, jak mogła ominąć to cudeńko poprzednim razem?
/Koni!
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>