Trochę wyższa niż przeciętny kot, krótkowłosa, bura, tygrysiopręgowana kotka o białych łapach, końcówce ogona, brzuchu i przy żuchwie. Płomiennooka.
Spokojniejsza niż kiedyś, całkiem radosna, miła, uwielbia kocięta.
Kozia Gwiazda, Śnieżyca [KC]
Oprócz spotkania z Ptaszek, Koni nie zapuszczała się na granice.
Zazwyczaj były to zwykłe wędrówki po terenach, do tego z kimś, kto jej towarzyszył. Ostatnio wybrała się na spacer z Promienną Łapą i właśnie wtedy spotkali swoją siostrę.
Dzisiaj jednak wybrała się wraz z Modliszką i wędrując spokojnie po granicach z terenami niczyimi, kotka spostrzegła kątem oka jakieś pstrokate futerko.
Wymieniła z rodzicielką spojrzenia, a następnie ruszyła powoli w stronę Wichrowej Terminatorki.
-Hej, jesteś samotnikiem?- Zawołała.
Zatrzymała się jednak przed granicą i przełknęła ślinę kładąc ostrożnie jedną łapę, potem drugą, trzecią i w końcu czwartą na terenach niczyich. Nigdy nie przekroczyła granic... Czuła się... Dziwnie. Ale też ogarnęła ją duża satysfakcja.
Podeszła bliżej Krzywego Drzewa, jednak zachowała odległość przynajmniej dwóch lisich długości od nieznajomej.
Wysłuchiwała w spokoju szumu rzeki, która znajdowała się niedaleko, aż nagle do jej kanałów słuchowych dotarł jakiś obcy dźwięk, zupełnie nie przypominający tego dochodzącego od ogromnej wstęgi wody. Rozejrzała się, gdy wreszcie spostrzegła dwie kocice zbliżające się w jej stronę. Serce mocniej jej zabiło. Za każdym razem, gdy spotykała kogoś z poza klanu Wichru czuła lekki niepokój. W końcu nie znała tych kotów, nie wiedziała, czy zgrywają tylko milutkich, a zaraz nie odgryzą jej łap. Wyprostowała się i machnęła delikatnie ogonem.
- Nie, jestem wichrzaczką. A wy jesteście... Z cienia, prawda? - pociągnęła nosem specyficzną woń unoszącą się wokół kotek. Swoją drogą, to nie znosiła tego zapachu. Ale... Zdążyła już rozmawiać z dwoma cieniasami, no i jeden był naprawdę fajny, więc liczyła, że Modliszkowy Zagajnik i jej córka będą miały przyjazne nastawienie. Wyderka nie chciałaby wpaść w kłopoty!
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
Trochę wyższa niż przeciętny kot, krótkowłosa, bura, tygrysiopręgowana kotka o białych łapach, końcówce ogona, brzuchu i przy żuchwie. Płomiennooka.
Spokojniejsza niż kiedyś, całkiem radosna, miła, uwielbia kocięta.
Kozia Gwiazda, Śnieżyca [KC]
Wichrzaczką? O rany, po raz pierwszy poznała kogoś z innego Klanu!
Ślepia kotki zabłyszczały z zaciekawienia, a ta od razu przytaknęła łbem na pytanie szylkretki.
-Tak! Jesteśmy z Cienia!- Miauknęła szybko. Po chwili odwróciła łeb w stronę Matki, która wróciła bliżej ich terenów.
-Ja jestem Czterolistna Łapa. A tam jest moja mama, Modliszkowy Zagajnik- Przedstawiła siebie i swą matkę, wbijając wzrok z powrotem na zielonooką Wichrzeczkę. Wydawała się być miła, ale buraska w razie czego była gotowa do ucieczki. Nie to, żeby od razu ją osądzała, ale wolała być gotowa na ewentualny atak z jej strony.
-A Ty?- Spytała.
I jak się okazało - miała rację. Po raz kolejny natrafiła na kogoś z cienistych terenów, ale jej to w sumie pasowało. Lubiła poznawać nowe koty, a zwłaszcza, gdy jest to ktoś z poza jej klanu. Jest wtedy bardzo zafascynowana, ale czasami przepełnia ją także strach, no bo nie wiedziała jak może skończyć się takie spotkanie... Zwłaszcza z zupełnie obcym osobnikiem.
- Jestem Wydrza Łapa, ale możesz mówić mi Wydra. - Uśmiechnęła się - Niezwykłe to drzewo, prawda? Nigdy wcześniej takiego nie widziałam... Ciekawe, czy od początku takie było, czy może skrzywiło się na skutek czegoś? - rozpoczęła luźny temat na pierwszą myśl, która wpadła jej do głowy. To była u niej zupełna norma, bo nie lubiła tej okropnej, niezręcznej ciszy, która nie raz zastała ją przy jakiejś rozmowie, gdy nie miało się o czym nawijać. powoli zeszła na ziemię i stanęła obok terminatorki, zachowując oczywiście odpowiednią odległość. Miała wrażenie, że się polubią... Bura wydawała się bardzo przyjazna.
<center><table><tr><td><center>
<br>i have a hero w h e never i need ONE
<br>i just LOOK up to you and i s e eone
<br> i'm a man 'cause you taught me to be o n e
<br>in case you don't live FOREVER, let me tell you n o w
<br>i LOVE you more than you’ll ever wrap your head around</center></td><td></td><td></td>
<td><img src="https://i.imgur.com/KBT0d3K.png" height="123px"></td></table></td><td></td><td></td>
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Pogoda w ostatnim czasie płatała figle. Raz było gorąco, dzień później deszczowo. Morwie to jak najbardziej odpowiadało, szybko zrozumiał, że źle znosi ciągłe upały. No i dzięki takiej różnorodności mógł więcej odpoczywać. W te cieplejsze dni zazwyczaj się obijał i uciekał przed słońcem, czekając aż to wszystko się skończy. W te chłodniejsze dni wychodził na jakieś dłuższe wycieczki, rozkoszując się idealną jak dla niego temperaturą. Jedyne co mogło mu wtedy przeszkodzić, to ulewa. Bo o ile mały deszczyk nie robił na nim wrażenia, to ulewa sprawiała, że automatycznie odechciewało mu się czegokolwiek. Głupio się spaceruje, gdy jest się całym przemokniętym, a deszcz ogranicza widzenie. Miał wrażenie, że gdy mocno pada, to widzi gorzej. Czy tylko on tak miał? Gdyby wiedział, to na pewno byłby spokojniejszy. Jak na razie miał gdzieś z tyłu głowy myśl, że jest dziwny.
Tego dnia mu się nie poszczęściło. Gdy wyszedł rankiem, było dosyć chłodno, był pewny, że się to utrzyma. Gdzieś około południa zaczęło się robić coraz cieplej, nie był z tego faktu zbytnio zadowolony. Musiał zmienić trasę i wybrać się do lasu, niedaleko Klanu Cienia. Drzewa były dobrym schronieniem przed upałem, który miał nadejść. Tak więc kocur już od dłuższej chwili szedł wolno przed siebie, wlokąc ogon po ziemi. Zatrzymał się dopiero gdy jego oczom ukazało się dziwne, krzywe drzewo. Pewnie kiedyś tu już był, widok był mu znajomy, takie miał wrażenie. Podszedł bliżej drzewa i usiadł pod nim. Nie miał siły żeby wskoczyć na gałąź, nie teraz.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Z reguły nie zapuszczał się na ziemie nienależącego do nikogo. Był zdania, że tereny klanowe są na tyle obszerne, że nie ma potrzeby dłuższych wycieczek bądź zwykłych spacerów. Ostatnio, zdaje się, trochę zmienił swoje nastawienie. Nigdy jakoś szczególnie nie wypełniał swoich obowiązków, zatem większość dnia spędzał w obozie, ewentualnie blisko niego, ale ostatnio zdał sobie sprawę, że pozwiedzanie okolicznego lasu to nie taki zły pomysł. Co prawda jakiś czas temu miał nieprzyjemność spotkać Złocisty Kłos, która zachowywała się jakby urwano ją z innego świata, a co za tym idzie: nie kleiła im się rozmowa… ale postarał się nie zniechęcać. Ponownie wybrał się w te obszary, bo tam było najbliżej. Mógł też dzięki temu przyjrzeć się terenom klanu Wichru z innej perspektywy i porównać ich terytorium to tego przypisanego klanowi Cienia. Słyszał, że większość ich ziemi to pola i łąki… ale zazwyczaj nie wierzył w coś, nim nie miał pewności, nim nie zobaczył tego na własne oczy. W pewnym momencie swojej wędrówki jednak przystanął, poczuwszy woń obcego kota. Zdecydowanie samotnik. Spojrzawszy w bok zauważył również właściciela tego zapachu. Niewielki, drobny. Nic szczególnego. Jedyne, co go wyróżniało, to kolor futra, który nie był za często spotykany. To i tak nie zmieniało faktu, że w żaden sposób nie zainteresował on spacerującego tutaj niebieskiego wojownika. Większe zainteresowanie wzbudziło krzywe, dziwnie pozawijane drzewo, ale skoro już ktoś obok siedział, nie miał ochoty spoglądać na nie z bliska. Przeszedł więc obok samotnika, udając, że wcale go nie widział. Zwykle stronił od towarzystwa i tak było tym razem.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa miał nadzieje, że niczego, ani nikogo tutaj nie zastanie. Chciał spędzić czas w samotności, bez żadnych pogaduszek. Pewnie rozmawiałby chętniej, gdyby nie fakt, że tego nie potrafił. Sam nie wiedział dlaczego, przecież to takie proste. Innym przychodzi to z łatwością, a jemu? Od razu zaczyna kręcić się w brzuchu. Zawsze chce wypaść jak najlepiej, a stres wcale mu tego nie ułatwia. W dodatku ta jego nieufność. To wszystko sprawia, że nie jest w stanie nawiązywać znajomości. A to mu się trafiło! Pojawienie się tutaj Topnieja to jego błogosławieństwo, czy raczej udręka? No bo z jednej strony, tak jak mówiłam, nie miał ochoty na rozmowy, a z drugiej... No wypadało by zagadać, niecodziennie ma okazje z kimś rozmawiać. Minus samotniczego życia. Albo plus... Widząc nieznajomego kota, westchnął ciężko. Kocur przeszedł zupełnie jakby go nie widział. Zrobił to zupełnie, czy naprawdę go nie zauważył? Morwa od razu pomyślał, że było to celowe działanie, bo będąc tak blisko niezauważenie jest niemożliwe. Wojownik musiałby być ślepy. Może jest? Kto wie...
-Skoro jusz tu jesteś, to mosze zatrzymasz sie i odpoczniesz ze mną, zamiast udawać, że mnie nie wicisz?- spytał, podnosząc obie brwi do góry. Był z siebie w pewnym sensie dumny, że udało mu się zebrać w sobie i odezwać się. Ale czy nie zrobił tego zbyt odważnie? Sam nie wiedział...
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Wojownik również nie potrafił rozmawiać. Nie chodziło o to, że się bał, jąkał, czy cokolwiek w tym guście – wręcz przeciwnie! Był aż nadto pewny siebie, obecność obcego kota w żaden sposób go nie onieśmielała czy zawstydzała; podczas gdy inne koty bały się spojrzeć mu w oczy, on robił to bez żadnego problemu. Zwyczajnie nie umiał prowadzić rozmów i jeżeli druga strona nie ciągnęła, najczęściej na tym się kończyło. Nie był zbyt kreatywny i to na wielu płaszczyznach, szczególnie że przyzwyczaił się do obecności towarzyskich i rozgadanych kotów, które mówiły za niego. Czasem zdarzało się, że mówił dość sporo, owszem, ale tylko wtedy, gdy miał w tym jakiś interes bądź pogawędka była wyjątkowo ciekawa. Ale tak? Niezbyt.
Stanął automatycznie, usłyszawszy głos samotnika, o którym przed chwilą była mowa. On mówił do niego? Instynktownie zaczął rozglądać się za kimś w pobliżu, ale byli sami. Szczerze… nie spodziewał się tego. Chociaż nie wiedział, czego bardziej. Tego, że taki niewielki, kruchy kocur będzie tak śmiały? Czy może tego, że będzie taki głupi? Uznajmy, że oba naraz.
– Słucham? – spytał zniesmaczenie, chociaż miał też ochotę wybuchnąć śmiechem. Jakie to… idiotyczne. Nie, tego się nie spodziewał. Kocur go zaskoczył, chociaż ciężko powiedzieć, że pozytywnie. Czy tak właśnie zachowywali się ci wielcy, niebezpieczni samotnicy? Też mi coś.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Jeśli kocur myślał, że Morwa jest jednym z tych groźnych samotników, to grubo się mylił. Właśnie miał przed sobą najmniej niebezpiecznego i zapewne najmniejszego samotnika jakiego kiedykolwiek spotka. No bo jak ktoś, kto nie potrafi walczyć, może być jakimś zagrożeniem? To się trochę kupy nie trzyma. Jedynym realnym zagrożeniem dla Topnieja może być jakiś niemiły pocisk ze strony Morwy. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, to mało prawdopodobne. Musiałby go bardzo wkurzyć. Nie warto...
Widząc, że nieznajomy się zatrzymuje, point wstał. No tak, lepiej być gotowym do ucieczki, w razie gdyby coś niemiłego się tu wydarzyło. Lepiej unikać walki, szczególnie jeśli nie ma się kogoś, kto mógłby wyleczyć rany.
-No co- spytał, a raczej powiedział, nie brzmiało to w żadnym stopniu jak pytanie. Jego głos był... Obojętny? Albo taki nijaki? Sam nie wiedział dlaczego. Może to dlatego, że czuł się dzisiaj tak dziwnie. -Śmiercisz klanem Cienia, klanowe kotki nie często wychocą posa swoje tereny, co cie skłoniło żeby przyjść asz tutaj?- spytał z lekką nutką zaciekawienia w głosie. Nie był przyzwyczajony do spotykania nie-samotników na terenach niczyich. Co go tu sprowadziło? Spacer, czy coś grubszego, no już, opowiadaj!
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Czy tak myślał? Niekoniecznie. Zwyczajnie zabawne były te stereotypy, że samotnicy są samowystarczalni, silni i niebezpieczni, a jak dotąd spotkał paru i mógł śmiało powiedzieć, że to tylko jakaś wymyślona bajka, żeby usypiać krnąbrne kocięta. Pierwszy raz miał tę przyjemność spotkać włóczęgów na feralnym polowaniu z Sowiooką – jeden puszył się jak paw, a druga, gdyż była to kocica, trzęsła się jakby miał co najmniej urwać jej łapę. Warto wspomnieć, że był wtedy młody i niezbyt doświadczony, więc najprawdopodobniej nie miałby w tym starciu szans, ale nie przyjmował tego do wiadomości. Później Złocisty Kłos… nieszkodliwa, jedynie dziwna. No, a teraz… bezimienny, bo nie miał pojęcia, jak się nazywa, proponował mu jakieś niesmaczne wspólne odpoczywanie… cóż. Już nie wspominając o tym, jak mało było tych samotników, chociaż wszyscy tak ich przeceniali i mówili, jacy to są groźni.
– Skąd wiesz o klanach – Typowo, zupełne ignorowanie zadanego mu pytania. Jego pytanie było ważniejsze. W jego głosie dosłyszalne było zaciekawienie, ale i… dystans. Albo to ktoś, kto odszedł bądź został wyrzucony, nieważne, albo ktoś niezwykle tym tematem zainteresowany. Wychodzi się na Ziemie Niczyje, a i tak trzeba rozmawiać o klanie. Jak żyć.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa miał podobne zdanie na ten temat. Znaczy to zależy... Z jednej strony uważał, że klanowe kotki przesadzają i przeceniają samotników. Po części była to prawda, on jeszcze nie spotkał w lesie samotnika, który od razu byłby w stanie mu coś zrobić, z chęcią zabić i gdzieś zakopać. Większość, których spotykał byli pasywni, może nawet trochę otwarci na rozmowę. Do żadnej walki nigdy nie doszło. To coś znaczy, no nie? Może nie taki straszny samotnik jakim go malują, czy coś? I tutaj kontrargumentem tego stwierdzenia jest osiedle. To tam Morwa spotkał o wiele gorsze i silniejsze koty niż w lesie. Tamte były bardziej agresywne i widac było, że z nimi się nie zadziera. Oczywiście nie każdy, ale znaczna większość. To był punkt, który zniechęcał go do powrotu do Siedliska Dwunożnych, ale to już mniejsza. Na rozmyślanie nad tym będzie miał czas później... Pierwsze, co mu się w uszy rzuciło, to fakt, że wojownik nie odpowiedział na jego pytanie. Huh, niezbyt rozmowny jakiś. Na twarzy Morwy pojawił się grymas. Totalnie stracił chęci na rozmowę, ale cóż... Liczył, że jeśli się już odezwał, to do kota który będzie ciekawy i jakoś pociągnie rozmowę. Co najważniejsze, będzie odpowiadał mu na pytania, a dopiero później zada swoje. Kultura, czy coś.
-A czy to waszne?- spytał lekko chłodnym głosem, o dziwo. Coraz rzadziej takiego używał. Praktycznie tylko wtedy, gdy miał zły humor, a coś jeszcze bardziej mu się nie podobało. -Jestem samotnikiem żyjącym w lesie, rasem z klanami. To raczej normalne, że wiem z kim mieszkam po sąsiecku. Z resztą spotkałem całą mase klanowych kotów, które o dziwo, chętnie dzielą sie ze mną informacjami o klanach.- odparł po chwili ciszy. Nie był do końca szczery, ale co tam! Nie chciał mówić wojownikowi swojej dokładnej przeszłości. Już od dawna nie ma już Morwowej Łapy, który jak tchórz uciekł z klanu. Teraz jest Morwa, który przywędrował z osiedla, tam się urodził. Albo... Mieszkał w lesie, ale porwali go dwunodzy i niedawno uciekł. W sumie to sam nie wiedział co mógłby powiedzieć kocurowi, bo każdemu mówił inną wersje wydarzeń. Gubił się już.
/przepraszam, że wychodzą mi dzisiaj same gnioty huh
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
No, wojownik nie miał tej przyjemności być na osiedlu i raczej się na to nie zbierało. Po pierwsze: było daleko. Po drugie i najważniejsze: co by mu to dało? Jakoś specjalnie go do tego nie ciągnęło. Już samo wychodzenie na Ziemie Niczyje nie sprawiało, że czuł się jakiś… usatysfakcjonowany, a na osiedlu zapewne było niebezpiecznie. Nie lubił się narażać, jeżeli nie było trzeba. Musiał chronić swojego nieskazitelnego, długiego, zawsze idealnie wyczyszczonego futra, i nie doprowadzić do tego, żeby przypadkiem pojawiła się na nim jakaś blizna. Mogły być ładne, czasami się zdarzało, ale uważał, że jemu było lepiej bez. To znaczy, jemu akurat we wszystkim byłoby pięknie, ale wciąż: wolał swoje nieskażone futro. I tak miało pozostać.
Do słów kocura podszedł… sceptycznie. Czy klanowi naprawdę byli tacy naiwni i dzielili się z jakimiś samotnikami informacjami? No, mądrze, naprawdę. Niektórzy to naprawdę nie mieli mózgu. Z drugiej strony – tak właściwie co w tym złego. Najwyżej zdemolowałby jakiś klan, powodzenia, wojownikowi to nie robiło różnicy. Składał przysięgę, ale nie był gotowy bronić klanu za cenę swojego życia.
– Po sąsiedzku – zacytował, na chwilę odwracając wzrok, usłyszawszy jakieś trzepotanie w koronach drzew. Dość szybko powrócił spojrzeniem do samotnika. – Mieszkasz blisko. I co jeszcze wiesz o klanach? – spytał, leniwie oblizując biały, zdradzający jedynie znudzenie pysk. – Spacer – dopowiedział jeszcze, odpowiadając tym samym na pytanie. Bardzo ważna informacja, warto było czekać, zdecydowanie.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa... Tak samo jak Topniej nie lubił się narażać. Adrenalina nie była czymś, czego potrzebował. W niebezpiecznych sytuacjach zazwyczaj zaczął boleć go brzuch, nie było to przyjemne uczucie. Zdecydowanie wolał prowadzić spokojne, zwyczajne życie. A więc co go tak skłoniło żeby iść aż na osiedle? No... Był młody i głupi. Chociaż... W jego sytuacji bezpieczniej było iść na osiedle, niż zostać w lesie i umrzec z głodu. Jeśli nie potrafi się polować, lepiej korzystać z usług dwunożnych. Jedzenie jakichś śmierdzących bobków jest lepsze niż głód. Według niego. Z resztą dwunodzy mieli też lepsze rzeczy, których miał okazje skosztować. Mleko? Resztki ryby z obiadu? Udko z kurczaka? Same pyszności, których zdecydowanie mu brakowało.
-Dosyć duszo. Chyba nie chcesz, żebym ci to wszystko opowiadał? Pszeciesz sam wiesz jak jest.- odparł. Czy wie dużo? Sam nie wiedział. Coś tam pamiętał ze swojego klanu, ale nie były to tak ważne informacje jak kodeks, czy chociaż władze w klanach. Nie miał najmniejszego pojęcia o aktualnych składach w klanach, no oprócz Klanu Gromu. Chyba, że coś się tam zmieniło, nie wykluczał. Będzie musiał spytać Kunę przy najbliższej okazji.
-A więc co z tymi wszystkimi obowiąskami wojowników, których podobno jest cała masa? Nie wykonujesz ich?- spytał. Spacer, hm... Miał wrażenie, że prawie każdy klanowy kotek, którego napotkał, przechodził po terenach niczyich w ramach zwykłego spaceru. Czy to dziwne? Chyba nie...
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
To on wolałby w takiej sytuacji metodą prób i błędów nauczyć się tego polowania, zamiast narażać się na osiedlu. Niby dwunożni mogliby mu pomóc, ale czy to było konieczne… szczególnie że nie był pewien, czy zdołałby im zaufać. Koty to jeszcze nic takiego, w przymusowej sytuacji byłby skłonny walczyć i wyjść zwycięsko, ale dwunożni to zupełnie inna bajka. Ponoć wysocy, potrafiący posługiwać się jakimiś dziwnymi rzeczami… zdrowy rozsądek podpowiadał, że to nienajlepszy pomysł. Z drugiej strony – może to też jakaś historyjka, żeby mieć co opowiadać kociętom? Nie wiedział, ale tutaj chyba nie chciał sprawdzać.
– Mhm – mruknął. Dużo. W porządku. Musiał przyznać mu rację – słuchanie o tym wszystkim byłoby zdecydowanie nużące i dobrze, że jednak go ostrzegł. Informacja, że gdzieś niedaleko mieszka samotnik, który ma spore pojęcie o klanach powinna mu wystarczyć. Przynajmniej na razie. Najwyżej kiedyś jeszcze do tego wróci. Zmrużył oczy, słysząc jego pytanie. Masa obowiązków, mówisz. Polowanie, patrolowanie, nauczanie terminatora… czy to tak wiele? Niby tak, nie wypełniał zbyt często obowiązków, ale daleki spacer nie był żadnym wyznacznikiem. Poza tym nie widział potrzeby do dzielenia się takimi informacjami.
– Skąd taki wniosek? – zapytał ozięble, a jego ogon drgnął nieznacznie. Zdał sobie również sprawę, że choć rozmowa nie była jakaś wybitna, nie denerwował się za bardzo. Miła odmiana.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
W tej historyjce dla kociąt było trochę prawdy. Morwa dobrze to wiedział. Może i spotkał na osiedlu naprawdę miłego dwunożnego, ale nie każdy taki był. Słyszał dużo z opowiadań kotów żyjących tam lub sam widział na własne oczy. Dwunożni w pewnym sensie go fascynują. Posługują się tymi wszystkimi przedmiotami, umieją poskromić swoje potwory, zwane samochodami. I w dodatku są tacy silni! Wiadome jest, że z łatwością mogliby zabić kota. Nawet ktoś tak mało inteligenty jak Morwa o tym wiedział i miał pojęcie, że nie może zbytnio ufać ludziom. Kto wie, czy nie trafi na złego człowieka? Mimo to, nie uważał, że dwunożni są gorsi od kotów. Częściej spotykał się z trudnościami właśnie ze strony kotów. Może widział za mało, a może jest zbyt naiwny, zapatzony w osiedle. Wypadałoby to zmienić zanim będzie za późno.
-Tak mówili popszednicy. Ci których spotkałem. Mosze w innych klanach jest tak duszo do roboty, nie wiem- albo to Cień się obija. Nie wypowiedział tego na głos. Zbyt się bał. Przecież może się okazać, że Topniej jest mocno przywiązany do swojego klanu i te słowa mogłyby go rozjuszyć. No bo zniewaga krwi wymaga, czy coś. A czy Morwa chciał dostać po mordzie? No niekoniecznie. -W kaszdym razie to chyba dobsze, że masz czas dla siebie. Przebywanie w takim skupisku kotów musi być uciąszliwe i irytujące.- stwierdził. Jeszcze przypominał sobie jak źle mu było w takim tłumie. Okropieństwo.