Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
No cóż. On najzwyczajniej w świecie wolał tego nie sprawdzać. W klanie było wygodnie, na osiedle poszedłby tylko w kryzysowej, wyjątkowej sytuacji, niemożliwej do zaistnienia. Właściwie sam nie wiedział, co musiałoby się stać, żeby tam poszedł… ale życie potrafi zaskakiwać i może jeszcze kiedyś postawi tam swoją białą łapę.
A więc jacyś klanowi mówili, że jest pełno obowiązków. W takim razie albo nie potrafili gospodarować swoim czasem albo męczyło ich byle gonienie za zwierzyną. Przychodził mu na myśl jeden kot – Leszczynowa Łapa. Ten to w ogóle był wyjątkowy pod tym względem. Nie robił zupełnie nic, poza jedzeniem oczywiście, a później chodziła taka kula żywej wagi i na wszystko narzekała. Jego zainteresowanie wzbudziły słowa samotnika o tym, że przebywanie w takim skupisku kotów musi być uciążliwe i irytujące. No, ktoś podzielający jego zdanie.
– Jest – potwierdził, kiwnąwszy najpierw głową. Czyżby jego rozmówca, z którym zaczął rozmawiać z bardzo głupiego powodu, również nie lubił uścisku? A może nawet lepiej: nie lubił towarzystwa? Ale wtedy zaczepianie wojownika byłoby bezsensowne, tak jak ta cała rozmowa, którą właśnie toczyli. No ale cóż, zaczął patrzeć na niego przychylniejszym okiem, chociaż jego wada wymowy z każdym kolejnym słowem stawała się coraz bardziej denerwująca.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
W razie gdyby Topniej nagle zechciał odwiedzić osiedle, Morwa służy pomocą! Gdyby tylko wojownik poprosił go o pomoc i towarzystwo w drodze do Siedliska Dwunogów, zgodziłby się bez dłuższego namysłu. Byłby w stanie zaprowadzić na osiedle nawet kota, z którym się nie lubi. Dlaczego był aż tak otwarty na tego typu pomoc? Może temu, że chciał coś pokazać klanowym kiciom. To, że mają zakrzywiony obraz postrzegania tego strasznego i śmierdzącego dwunogami miejsca. To, że wszystko wygląda całkiem inaczej, że może być w jakimś stopniu fascynujące. Jest tyle do zobaczenia, tyle do poznania! Hm, jak tak dalej pójdzie, to zorganizuje jakąś wycieczkę krajoznawczą. Osiedloznawczą. Na pewno znalazłby się ktoś chętny. Rzeczna wojowniczka, którą niedawno poznał. To ona przychodziła mu do głowy jako pierwsza. Powiedziała mu otwarcie, że z chęcią wybrałaby się na osiedle. Znaczy on to tak zapamiętał.
-No prosze. Nie sąciłem, że sie ze mną zgocisz- odparł z lekkim zadziwieniem. Gdyby ktoś jeszcze przed chwilą kazał mu opisać Cienistego, powiedziałby, że to raczej cichy, gburowaty kocur, który mimo wszystko nie potrafi wytrzymać w samotności. Bo podobno każdy potrzebuje towarzystwa, czy coś. Raz na jakiś czas fajnie jest z kimś porozmawiać. -Morwa- przedstawił się. Nie do końca wiedział, czy niebieski zrozumie o co mu chodzi, że to jego imie. No bo wypalić tak nagle to tak śednio, no nie? Ale lepiej późno niż wcale! Później może już nie być okazji.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Były na to zerowe wręcz szanse. Nie obchodziło go osiedle w żadnym stopniu. Było tam niebezpiecznie, wokoło pewno kręciło się wiele szemranych typów, nic szczególnego. Kiedyś gdzieś zasłyszał, że należy tam walczyć o jedzenie, a polowanie w tamtym miejscu jest znacznie cięższe niż w lesie, co również odejmowało osiedlu atrakcyjności. No i – dystans. Nie chciałoby mu się iść tak daleko, równało się to zapewne z wieloma przerwami, do czego on nie miał cierpliwości. Szedł przynajmniej na Ziemie Niczyje, które w gruncie rzeczy nie były tak odlegle, a i tak zazwyczaj nie miał na przychodzenie tutaj ochoty. A nawet jeżeli by poszedł, z pewnością nie poprosiłby o pomoc poznanego właśnie samotnika. O wiele bardziej preferował swoje własne towarzystwo, zresztą nie miał do kocura zaufania.
– Czemu? – spytał, gdyż słowa pointa wzbudziły w nim zainteresowanie. Czyżby na podstawie tak krótkiego spotkania zdołał wytworzyć sobie jakiś obraz? Oby był pozytywny. Na następne słowo, które miało być przedstawieniem się, wojownik uniósł nieznacznie jedną brew w pytającym geście. Wypalił tym tak bez kontekstu, więc nie zrozumiał, że chodzi mu o imię. W myślach nikomu nie czytał, a szkoda.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Pytanie kocura sprawiło, że Morwa przygryzł lekko dolną wargę. Nie do końca wiedział jak miał mu się wytłumaczyć. Nie sądził, że wojownik pociągnie ten temat. Miał nadzieje, że zacznie jakiś inny lub po prostu pożegna się i oboje rozejdą się w swoje strony. Ugh... I co teraz? Musi szybko ułożyć to sobie w głowie. No... Może nie szybko, bo wtedy wyjdzie tak chaotycznie i pewnie nie zostanie zrozumiany. Na pewno dłuższą chwilę mu to zajmie. Albo... W sumie po co ma się wysilać. Wystarczy, że nie powie za dużo, ani za mało. Wszystko tak, aby uniknąć tego stresującego momentu, gdy nie wie jak się wytłumaczyć. To zdecydowanie najgorszy moment, jaki może sobie wyobrazić. Przynajmniej jak na razie.
- No, nie wyglądasz na takiego. Na pierwszy rzut oka myślałem, że wobec obcych jesteś... Taki - po chwili ciszy w końcu się odezwał. Powiedział za dużo? Miał wrażenie, że tak. Ale nie chciał być gołosłowny. Przeskanował kocura wzrokiem, ostatecznie zatrzymując się na jego twarzy. Nie próbował być niemiły, czy w jakimś stopniu złośliwy. Jego intencje nie były złe. Jeśli Topniej poczuł się... W jakimś stopniu urażony to... Trudno. Czy coś.
- No imie. Tak się nazywam. Morwa - odpowiedział, patrząc na niego spokojnie. Rozumiał, że wojownik mógł nie wiedzieć o co mu chodzi. Przecież wypalił to tak nagle...
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
aaaaa nie zauważyłam D:
Kocur miał już to do siebie, że ciągnął temat, szczególnie jeżeli coś tyczyło się bezpośrednio niego, bo lubił o sobie słuchać, o ile rzecz jasna były to pozytywne rzeczy. Zauważył, jak samotnik w stresie przegryza wargę, co go lekko zaskoczyło, ale nie skomentował tego w żaden sposób, być może jedynie instynktownym uniesieniem brwi, sygnalizującym zdezorientowanie. No, dalej. Mów, co ci w duszy gra. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, którą skomentował z początku jedynie krótkim westchnięciem. Liczył na jakieś większe, emocjonalne fajerwerki.
– Aha. – Taki. No dobra, dużo to mówi. Miał przynajmniej nadzieję, że „taki” oznaczało „taki cudowny”, bo innej odpowiedzi by nie zniósł. Rozmowa z kocurem z każdą chwilą okazywała się coraz bardziej nudna, niepotrzebna i nieniosąca za sobą żadnych korzyści, toteż wojownik uznał, że to czas najwyższy się zbierać, bo tylko marnował w ten sposób swój czas. Jedyną ciekawostką w tej chwili było imię samotnika – pierwszy raz słyszał takie słowo, ale nie chciało mu się już pytać, co ono oznacza, szczególnie że nie mógł pokazać swej niewiedzy. – Spoko, to ja się już zbieram – rzekł, nawet nie racząc go swoim imieniem, a następnie skinąwszy mu głową, wrócił na klanowe ziemie. Szkoda czasu.
Mistrz: nie Płeć: kocur Matka: Zamarznięta Sadzawka [*] Ojciec: Lepszy Rydz niż nic Partner: cisza
Bury lynx point. Z budowy mały, kruchy, jego sylwetka jest zawsze zgarbiona. Ku chwale jego futro daje wrażenie jakby był trochę większy. Jak każdy point, ma niebieskie oczy. Nos jest czarny. Na uszach ma małe pędzelki, a w środku uszu jasne włoski.
Morwa doskonale widział, że rozmowa się nie kleiła. Co mógł na to poradzić? Nic. Nie uważał, że kontynuowanie tematu będzie dobrym pomysłem. Znaczy kontynuowanie tematu przez niego. Nie był w tym zbyt dobry. Wygodniej było mu, gdy ktoś robił to za niego. Narzucał jakiś temat, o którym mogliby gawędzić nawet i cały dzień. Bo o dziwo, nawet ze zwykłej rozmowy o pogodzie da się coś wyciągnąć. Dobrze o tym wiedział, tyle już miał takich sytuacji! Tylko no, przeważnie wtedy to nie on był tym, który ciągnął rozmowę. W obecnej sytuacji nie było chętnego. Ani on, ani Topniej. No trudno. Może kiedy indziej zdarzy im się spotkać i jakoś dłużej porozmawiać? Kto wie?
- Dobsze. Do zobaczenia- mruknął cicho samotnik, patrząc jak wojownik odchodzi. Szkoda, że się nie przedstawił... Chwilę po tym, jak niebieski odszedł, Morwa zrobił to samo. Rzecz w tym, że obrał inny kierunek. Bardziej w stronę Topiołek, aniżeli klanu Cienia.
/Zt
Niewysoka, o krótkim, idealnie wypielęgnowanym białym futerku z szarymi znaczeniami na uszach, czole, ponad różowym nosem i na końcu tępo oderwanego ogona. Puszysta, o przyjemnie zaokrąglonych boczkach, krótkiej kufie i okrągłej głowie. Ma oderwane kawałki uszu i pokaźną bliznę po prawej stronie pyska, ciągnącą się aż na kark i zahaczającą o oko, które jest nieznacznie przymknięte i ma wyraźnie ciemniejszą barwę.
Słońce coraz wcześniej kryło się za horyzontem, co było jasnym sygnałem, że niebawem nadejdzie pora opadających liści. Mimo to jednak pogoda wciąż jasno pokazywała, że to jeszcze nie był koniec pory zielonych liści; dni były duszne, gorące i zwyczajnie nieznośnie. Zaczęła więc częściej poruszać się po lesie wczesnym rankiem i późnym wieczorem, zaś najgorętsze części dnia spędzała drzemiąc w koronach drzew. Było to dla niej niezwykle niebezpieczne; brak ogona i nadszarpnięte nerwy, które poruszały jej tylnymi łapami, mogły przyczynić się do tego, że któregoś dnia zsunie się z gałęzi. Póki jednak nie znalazła dla siebie legowiska, które będzie na tyle bezpieczne, by w nim zasypiać - wolała przywyknąć do spania na rozgałęzieniach jak wiewiórka, kryjąc się przed większością drapieżników, ale też i samotników, którzy mogli szukać guza. Widziała, że w okolicy kręciła się jakaś dwójka młodych kotów, jednak nie wyglądali, jakby byli szczególnie zainteresowani szarpaniem się za kłaki - być może jednak będzie miała szansę na to, by kiedyś zamienić z nimi słowo bądź dwa. Nie było to jednak wysoko na liście jej priorytetów. Tak naprawdę niewiele spraw było wysoko na jej liście priorytetów.
Oparła przednie łapy na wygiętym pniu Krzywego Drzewa, a po krótkiej chwili wahania wskoczyła na nie. Wbiła pazury w korę, nim złapała równowagę, jednak rozluźniła się, gdy tylko stanęła pewnie na pniu; następnie położyła się w łukowatym zagłębieniu nieopodal korony drzewa, która zapewniała jej połowiczny cień. Przymrużyła powieki, po prostu ciesząc się ciepłem ostatnich promieni słońca, nim to zajdzie i zapadnie chłodny zmrok.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Tego dnia łapy naprawdę daleko ją zaprowadziły.
Praktycznie nigdy, NIGDY nie zapuszczała się na tereny niczyje. Ba! Ona prawie w ogóle nie wychodziła z obozu, tym bardziej samotnie. Zawsze twierdziła, że to za duże ryzyko, szczególnie teraz w Porę Nagich Drzew. Jej futro na zaśnieżonym tle wyróżnia się znacznie, głównie ze względu na swoją pstrokatość. Nie zna walki, nie zna okolic, zawsze jest szansa, że się zgubi albo coś ją pożre. Chciałaby sobie jeszcze pożyć, no... To raczej zrozumiałe.
Ostatnie dni były dla niej cięższe, nie tylko że względu na panujący mróz, ale również przez Gronostajową Łapę, z którym rozmawiała niedawno. Tak, w dalszym ciągu w głowie miała to spotkanie i jego okropne słowa. Zniknij, razem z twoją siostrą. Nikt nie będzie was szukał. Ile w tym prawdy? Za każdym razem się zastanawiała. Zdecydowanie potrzebowała czegoś co mogłoby odciągnąć jej uwagę od tych męczących myśli. Być może to dlatego zdecydowała się na ten... Niebezpieczny spacer. Tereny Klanu były jej całkiem znajome, czego nie można powiedzieć o terenach niczyich. Od razu, gdy tylko na nich stanęła, rozejrzała się. Postanowiła, że najlepiej będzie jeżeli po prostu pójdzie przed siebie, na wprost. Jest szansa, że na coś trafi. Albo... Na kogoś, chociaż zdecydowanie bardziej wolałaby spotkać jakiś ładny, interesujący przedmiot, niż żywego kota, który mógłby zrobić jej krzywdę. To zrozumiałe.
/Aleksander
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Białe, chude niczym tyczki łapy niosły go naprzód, wzdłuż Czarnego Ogona. Śniegu tam było nieco mniej niż w innej części okolicy, w jakiej się znajdował, poza tym podobało mu się tutaj. Szedł dalej, aż w końcu postanowił oddalić się od zmarzniętego strumyka. Jego oczom ukazało się dziwnie wygięte drzewo, ogołocone z liści stanowiło świetny punkt obserwacyjny i idealne miejsce do zdobienia sobie przerwy. Wdrapał się nań zwinnie i ułożył wygodnie, uważając, aby nie pobrudzić czy zniszczyć swojego ciemnoczerwonego sweterka, który jego człowiek zdecydował się dziś mu założyć. Świetny gust, doprawdy.
I leżał tak już dłuższy czas, odpoczywając i regenerując siły, a właściwie… po prostu leniuchując, jak to często miał w zwyczaju. Jego ogon swobodnie zwisał ku ziemi, a tylko końcówka co jakiś czas niemrawo podrygiwała. W pewnym momencie duże uszy zarejestrowały dźwięk czyiś kroków, lekkich i zwiewnych, ale coraz głośniejszych. Nie chciało mu się podnosić, dlatego jedynie obrócił łeb w kierunku źródła tego dźwięku, a to, co ujrzał sprawiło, że aż źrenice mu się rozszerzyły. To był kot. Huh, brawo za spostrzegawczość! Nie byle jaki kot w dodatku… a raczej kotka. Była… ładna, huh, no ba, pewnie, że była. On też był piękny ze swoim kręconym futrem i nie ukrywał dumy z posiadania go. Niemniej jeszcze nie widział kota w lesie, tak ciekawie wybarwionego i jeszcze z kolorowymi tęczówkami! – Ojej – wypsnęło mu się niechcący. Podparł się przednimi łapami i wyprostował, wlepiając złote patrzałki w sylwetkę przed nim. – Em, cześ? – przywitał się, niezbyt pewnie. Nie miał doświadczenia w rozmawianiu z kotami z lasu, bo te były z reguły raczej mniej chętne do rozmów niż te z lasu, mniej gadatliwe, o mniejszym poczucie humoru i praktycznie zerowym dystansie do siebie. Ta jednak wydawała mu się inna. Momentalnie zaczął wykonywać swój każdy ruch bardziej płynnie i szykownie, pokazując jednocześnie, że nie ma złych zamiarów i nie przyszedł tu na żadną walkę.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Przez ten cały czas, gdy spokojnym krokiem szła przed siebie nie pozwoliła sobie zapomnieć by być uważną. To ważne. Była przekonana, że gdyby choć na chwilę pogrążyła by się w myślach, mogłaby całkowicie stracić orientację w terenie i prędzej czy później by się zgubiła. Wtedy coś by ją pożarło. Oj tak, zdecydowanie ma talent do wymyślania najczarniejszych scenariuszy. Jest w tym mistrzem, zapewniam.
No i w końcu, po dłuższym czasie spacerowania natrafiła na dziwnie wyglądające drzewo. Miała wrażenie jakby wyrosło tuż przed nią! Jak to możliwe, że nie zauważyła go z daleka? A może... Zauważyła, ale wcale nie miała zamiaru się tutaj zbliżać? Nie wiadomo. W każdym razie, znalazła się tutaj, stojąc w niedalekiej odległości od drzewa, wpatrując się w nie z zaciekawieniem. Szybko, oj bardzo szybko pożałowała, że się tutaj zapuściła. Najpierw usłyszała obcy głos, zaraz po tym dostrzegla... Kota, chyba? Tak, to na pewno był kot. Wysoki, szczupły, o białym futrze. Interesujący, byłaby w stanie nawet powiedzieć, że... całkiem przystojny. Na sobie miał czerwone... Coś. Nie potrafiła tego w żaden sposób nazwać. Czyżby miała do czynienia z pieszczochem? Tylko dwunodzy byliby w stanie założyć na kota coś tak dziwnego. Ale... Szczerze powiedziawszy, nie to zwróciło jej uwagę najbardziej. Była to rzecz całkiem inna, na którą zwróciła uwagę dopiero, gdy trochę się zbliżyła. Wtedy była w stanie dokładniej przyjrzeć się kocurowi.
- O rany, Ty wyglądasz jak ja... - wymknęło jej się, gdy wpatrywała się w kędzierzawe futro nieznajomego. Nie sądziła, naprawdę nie sądziła, że spotka kota o takim futrze jak ona. Nawet nie wpadło jej to do głowy, nigdy... Gdy tylko dotarło do niej, że wcześniejsze słowa praktycznie same wypłynęły z jej ust, a w dodatku mogłyby sie wydawać troche... Niemiłe (takie przynajmniej miała wrażenie), spuściła głowę, czując lekki wstyd. Wspaniałe przywitanie, no nie ma co ukrywać. - Cze...eść - Powiedziała w końcu, niezwykle nieśmiało, nawet jak na nią. Zaraz po tym momentalnie ucichła. Przez cały czas obserwowała ruchy kocura, zerkając na niego co chwilę. Nie była pewna, czy aby na pewno jest tu bezpieczna. W razie zagrożenia będzie uciekać, no. Co innego mogłaby zrobić? Musiałaby być naprawdę głupia, gdyby zdecydowała się walczyć. Już sam fakt, że jest tutaj, a nie w obozie stawia ją w złym świetle. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie mogła jednak zrobić nic z jej kocięcą ciekawością, która zdawała się nie odpuszczać. Nigdy.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Wcale nie był taki trudny do zauważenia. Fakt, miał białą sierść, a dookoła i tak było biało od wszechobecnego śniegu, ale to jego szkarłatny sweter przyciągał najwięcej uwagi i naprawdę nie zdziwiło go to, że w końcu jakiś kod do niego podbił, a to, że był chyba z jakiegoś Klanu, to inna sprawa. Pachniała podobnie, co jedna część lasu za strumykiem, więc nietrudne było się domyślić, a on nie był wcale taki głupi. Spędzanie mnóstwa swojego czasu na osiedlu nauczyło go hartu ducha i upartości, a przy okazji kurczowego trzymania się przy życiu, bo umieranie było słabe i przereklamowane. Na zdecydowanie żeński głos strzygnął uchem kilka razy. – To raczej ty wyglądasz jak ja – stwierdził, mrużąc złote ślepia. Przyglądał się uważnie nieznajomej kotce, jednak nie zdecydował się w końcu zejść na ziemię. Wciąż pozostawał w pozycji siedzącej na wygiętym drzewie. – Nie sądziłem, że są klanowi wyglądający… tak – mruknął po krótkiej chwili, bo kotka chyba nie była szczególnie rozmowna i to on musiał tutaj zająć się kontynuowaniem rozmowy, a z tym akurat nie miał większych problemów. Szylkretka nie wyglądała zbyt pewnie, ale w sumie może się go obawiała, bo był dla niej kimś obcym, a takie drobne kotki często bały się innych. Co prawda dziwnym zjawiskiem było odczuwanie strachu przed Aleksandrem, bo on sam był chudy jak patyk, żylasty i łykowaty, wyciągnięty w pion jak sosenka. – Jest was tam więcej? Takich… pokręconych? – zapytał i przekrzywił na bok smukłą głowę niczym zainteresowany jedzeniem piesek, wpatrując się z przymrużeniem oczu leśnej. Ciekawe, czy jej towarzysze byli podobni do niej. Końcówka długiego ogona zadrżała lekko, a przednia część ciała białego kocura znowu ułożyła się wygodnie na zimnej korze. Nie czuł potrzeby schodzenia na zaśnieżoną ziemię. Ciekawe, czy nieznajoma zdecyduje się podejść bliżej.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
To raczej ty wyglądasz jak ja. Podniosła wzrok, by na niego spojrzeć. No... Można i tak. Wystarczyło by po prostu powiedzieć, że wyglądają tak samo. A najlepiej gdyby w ogóle się nie odzywała i panowała nad językiem. Może wtedy nie wyszłoby tak... Dziwnie. Czy tylko ona czuła się niezręcznie? Tak się jej wydawało. Po nieznajomym nie było widać, że jest w jakimś stopniu spięty. Siedział sobie w najlepsze, na tym dziwnym drzewie, ubrany w dziwne, czerwone... Coś. Spojrzała na dziwną rzecz i skupiła na niej uwagę na krótki czas, starając się jakoś to nazwać. Bezskutecznie.
- Tak właściwie to... Nie ma - odpowiedziała krótko, znowu przenosząc wzrok na złote oczy kocura. Nie przypominała sobie, by w Klanie Wichru były koty takie jak ona i Owieczka. W innych klanach zapewne też takich nie ma. No, ale nic w tym dziwnego. Zazwyczaj leśne koty są duże, odziane prostym, dłuższym futrem. Przybłędy da się rozpoznać już z daleka... - Jestem tylko ja i moja siostra. Może w innych klanach ktoś by się znalazł, ale... Szczerze mówiąc bardzo w to wątpię. - powiedziała z namysłem. Czy powinna mu mówić, że wcale nie pochodzi z klanu? Czy to w jakimś stopniu wpłynie na rozmowę? Czy chciała... Ryzykować, jeżeli w ogóle można to tak nazwać? Wpadła na pomysł. Powie kocurowi o swoim pochodzeniu tylko jeżeli sam o to zapyta, o! Najlepsze z możliwych rozwiązań. Zamilkła więc i zdecydowała się usiąść. Nie wzięła jednak pod uwagę faktu, że na ziemi leży pełno śniegu. W momencie w którym jej zadek spotkał się z zimnym podłożem, wstała gwałtownie i starała się jakos otrzepać. Kurde, zimno...
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Przyglądał się nieznajomej z niezwykłym zaciekawieniem, ale co się dziwić, koty kędzierzawe widywał niezwykle rzadko, właściwie… chyba tylko parę razy, przelotnie, ale zazwyczaj były szczelnie zamykane w domach i ich ludzie nie pozwalali im wychodzić na zewnątrz nawet na momencik. Smutne było ich życie, nie dało się ukryć, natomiast on nie miał takich problemów. Jego człowiek nie miał problemów z wypuszczaniem go na zewnątrz, mógł chodzić gdzie chciał i doskonale wiedział, że swoim poukładaniem i grzecznością zyskał dużo zaufania, dzięki czemu jego eskapady stawały się coraz dłuższe, aż w końcu zaczął nocować poza domem, choć nigdy na więcej, niż jakieś dwie noce, nie chciał nadszarpnąć tego złotego zaufania, bo ciężko byłoby je potem odzyskać. Zamrugał kilka razy, słysząc jej niezbyt pewną odpowiedź. Kącik ust po jednej stronie pyska uniósł się w subtelnym, wdzięcznym uśmiechu. – O… a to ciekawe, myślałem, że taka kręcona sierść jest dziedziczna, czy coś… – stwierdził otwarcie, znów podnosząc się i przy okazji przeciągając, tylne łapy kierując do tyłu, co wyglądało jak bardzo elegancka gimnastyka. Otrzepał się z wszelkiego brudu, przy okazji pozwalając swojemu czerwonemu sweterkowi prawidłowo ułożyć się na jego smukłym, chudym ciałku. Ziewnął przeciągle i zeskoczył zwinnie na pokrytą śniegiem ziemię. Biały puch zaskrzypiał pod jego patykowatymi łapami. Biały kocur zrobił dwa, może trzy zwiewne kroki, skracając odległość między sobą, a szylkretką. Oczywiście nie robił nic, co mogłoby spowodować jakąkolwiek agresję z jej strony… choć kto wie, może za bardzo się bała? Możliwe. – Jestem Aleksander, a ty? Jak na ciebie wołają? – zapytał, przedstawiając się jednocześnie, spoglądając na nią spod uchylonych powiek, pod którymi błyszczały złote ślepia.
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Może i jest, a może nie jest. Kusa nie miała pojęcia jak to z tym kędzierzawym futrem jest. Raczej jest dziedziczne, w końcu jej matka miała takie samo... Chyba? Nie pamięta... Miała tylko takie przeczucie. Gdyby było inaczej, zapewne ona i Owieczka byłyby... Normalne. Podobne do każdego klanowego kota, a wtedy żaden okrutnik nie mógłby jej zarzucać, że jest przybłędą dla której w klanie nie ma miejsca. Na pewno żyłoby jej się łatwiej i nie potrzebowała dużo czasu, by to zrozumieć.
- Może jest. Szczerze to nie mam pojęcia. - skomentowała krótko i wlepiła wzrok w białego kocura. Wstał, przeciągnął się, a następnie otrzepał z kurzu. Ziewnął i zeskoczył na śnieg, aby następnie zrobić kilka kroków w stronę chimery. Nie ruszyła się. Wpatrywała się tylko w ruchy samotnika, by w razie potrzeby zacząć uciekać. Nigdy nie przyszłoby jej na myśl, by podjąć się walki. Nie miałaby szans i tyle. - Wierzbowa Łapa albo Kusa. Zdecydowanie bardziej wolę to drugie imię - odpowiedziała nawet siląc się na lekki uśmiech. Kusą była odkąd tylko pamięta. Imię po ojcu Szyszki, w dodatku ładne, pasujące do jej futra, krótko brzmiące. Wierzbą została po ceremonii. Dlaczego akurat Wierzba? Nigdy nie spytała o to Lawendowej Gwiazdy. Może przywódczyni ma co do niej jakieś plany w przyszłości? Wierzbowe co? Sama nie miała pomysłu na swoje wojownicze imię.
- Co to jest to... Czerwone? To... Futro? Czemu je nosisz? - spytała tak nagle, z zaciekawieniem, wpatrując się w Aleksandra. Nie widziała nic pożytecznego w tym... Czymś. Pewnie widać to z daleka, na tle białego śniegu. Zawsze to jakaś szansa, że można w taki sposób zbawić drapieżnika albo wrogo nastawionego samotnika.
Wygląda bardzo atletycznie i choć łapy mają grubość patyka, a pod skórą rysują się żebra, tak kocur wcale nie wygląda na zabiedzonego. To, co rzuca się w oczy najbardziej, to kręcona niczym owcze runo sierść w kolorze czystej, mlecznej bieli. Powykręcane są także jego wibrysy, które są dość krótkie, a niektóre wyglądają, jakby były połamane. Uszy są ogromne i szerokie, łeb klinowaty, nos długi i nieco garbaty, a oczęta okrągłe i błyszczące w kolorze miodu. Wątłe z pozoru ciało jest jednak zręczne i szybkie, a sam Aleks ma doskonałe predyspozycje do przeciskania się przez wąskie szczeliny i otwory. Wygląda z daleka niczym owieczka, choć zdawać by się mogło, że słaba i głodzona, choć prawda jest taka, że standardy jego rasy i odpowiednia dieta stosowana przez jego właściciela robią swoje. To, po czym można go jednak poznać w szczególności wśród tłumu innych kotów, poza oczywiście kędzierzawym futrze, to różnego rodzaju i koloru ubranka, obroże i apaszki, w których ubóstwia chodzić.
Jedno jest pewne - nie przywiązuje się do innych kotów, choć tak naprawdę wcale nie stroni od towarzystwa i nie przeszkadzają mu losowe pogaduszki. Jest dosyć leniwy i gnuśny, a jego styl życia luźny i pozbawiony jakiejkolwiek presji czy stresu, bo tak naprawdę nigdy tych czynników nie odczuwał w swoim życiu. Niepodległy jest nikomu i niczemu, prostolinijny, pozbawiony elegancji czy zasad savoir vivre. Chłopak lubi się czasami zabawić i wtedy okazuje się, że bardzo z niego zabawny typek, z którym można łatwo dojść do porozumienia i w pewnym sensie zaprzyjaźnić się, choć on sam nie traktuje swoich znajomych stricte jako przyjaciół. Odwagi ma za dwóch, choć zaczepia ona o głupotę, bo Aleksander najpierw robi lub mówi, a potem dopiero myśli i analizuje konsekwencje swoich czynów. Rzadko kiedy zmienia zdanie na dany temat i ciężko jest przekonać go do swoich racji, bo uważa, że to on najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Pomimo lenistwa, czasem włącza mu się tryb włóczęgi, przez co można go spotkać naprawdę w wielu przeróżnych miejscach, od miasta aż po gęsty las.
Cofnął uszy, słysząc jej odpowiedź na temat dziedziczenia kręconego futerka. Postanowił nie kontynuować tego tematu, choć teoretycznie mógły, ale zauważył już, że kotka nie należała do szczególnie rozmownych osobników, więc i tak nie udałoby mu się wyciągnąć z niej czegokolwiek ciekawego i interesującego. – Czemu Łapa? Nie masz drewnianych łap – zauważył niezwykle błyskotliwie, przenosząc spojrzenie na smukłe kończyny młodej terminatorki, z uwagą próbując doszukać się tam jakiejś kory, sęków czy innych wystających gałęzi i listków - nie znalazł nic. O wiele bardziej podobało mu się imię “Kusa”, było krótkie, dźwięczne i ładne, w pewnym sensie pasowało do szylkretki, ale tą uwagę pozwolił sobie zostawić dla samego siebie. Z drżeniem wąsów usłyszał jej pytanie i wyprostował się, spoglądając w dół, na swoją pierś, którą teraz przykrywał przyjemny materiał. – To nie futro, to sweter – stwierdził w końcu, z lekkim uśmiechem. Dziwne, że nigdy nie widziała kota z jakimiś ozdobami na sobie. – Superancko wygląda i dzięki niemu nie jest ci aż tak zimno. W domu mam takich więcej, niektóre wyglądają inaczej i mają inne kolory – dodał jeszcze, chcąc dokładniej wytłumaczyć znaczenie tego, jak to szylkretka określiła “futra”, co to może faktycznie przypominać futro, ale nim nie było. Swoją drogą, ciekawe, czy jego człowiek kupi mu kiedyś wdzianko z imitacją sierści, fajnie by to wyglądało.