O... o! O! Do oczu białego kocura doleciał widok czegoś iście ciekawego. Podłużne, dwukolorowe, czerwono-niebieskie narzędzie zagłady leżało wśród trawy. Miało pęknięty materiał w niektórych miejscach. Połyskiwało mimo to, choć było obdrapane i widać, że stare. Doczepione do tego było coś okrągłego, z kolejnymi podłużnymi elementami w środku. Rzecz się nie ruszała, wyglądała trochę jak niektóre patyki o śmiesznych kształtach. Czasami, jak kot nie uciekł z płaczem, dało się widzieć dwunożne dzieci biegające z tymi rzeczami, z których jedna tu teraz leżała, a kiedy ich nie miały, to służyły im za to patyki. Czy coś to robiło czy tylko wyglądało - dobre pytanie.
U Tęczowej Łapy wszystko w porządku i elegancko. Zeszła z drzewa bez problemu, ba, nawet pazurek jej się nie omsknął. Może to znak, żeby Korzenna Woń spojrzał przychylnie na swą terminatorkę? W końcu poprawne schodzenie z drzewa to było... coś na pewno.
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Mord mruknął pod nosem, kiedy nagle przed nim znalazło się jakieś dziwne coś czym bawiły się młode -a czasami również i nie młode, z tego co udało mu się zaobserwować na Osiedlu- kociaki Dwunogów. Szczerze powiedziawszy to nie za tym się rozglądał i pewnie by ominął dziwny przedmiot, dla którego on sam nie miał zastosowania, gdyby nie pomysł, który mu nagle wpadł do głowy. On może i nie miał, ale Tęczowa Łapa była raczej z tych ciekawskich, nie? To pewnie jej by się spodobało.
Tak więc po krótkim zastanowieniu Mordercza Łapa złapał dziwny przedmiot za jedną z nóżek, a potem zaczął ciągnąć go po ziemi w stronę gdzie ostatnio widział swoją towarzyszkę. O dziwo kiedy do niej dotarł ta dalej jeszcze była przy drzewie, ale to może lepiej dla niego, bo przynajmniej nie musiał jej długo szukać.
-Znalazłem coś takiego, chcesz? -zapytał swoim standardowym bezemocjonalnym tonem po tym jak już wypuścił z pyska nóżkę przedmiotu, a potem przesunął go łapą w stronę drugiej terminatorki. Jak nie będzie chciała to najwyżej się to po prostu zostawi i pójdzie dalej, dla niego to w sumie rybka. Ważniejsze były ślady, po które tutaj przyszedł.
Siedziała na ziemi dłuższą chwilę. Obserwowała uważnie drzewo, z którego udało jej się zejść, obejrzała się dokładnie dookoła, sprawdziła swoje łapy i ogon, wyprostowała i zgięła parę razy kręgosłup, sprawdzając, czy faktycznie jest cała. Do tej pory jej próby wspinaczki kończyły się bolesnymi upadkami, siniaki towarzyszyły jej na porządku dziennym, gdy akurat to musiała ćwiczyć z Korzenną Wonią, ale z ulgą zdała sobie sprawę, że nie musiała robić z siebie idiotki na oczach tych głupich piszczek, lub też Morderczej Łapy. Mord zresztą pojawił się na miejscu chwilę później, co tym bardziej zachwyciło Tęczę. Szczególnie, że nie przybywał z pustymi łapami.
— Och! To dla mnie, naprawdę? — zamrugała parę razy, próbując zrozumieć, czym w ogóle jest ta...rzecz, którą trzymał. Nie zamierzała jednak odmawiać prezentu, szczególnie, że widać było, że podarowywał jej to z miłością. Jakże mógłby nie? Równie dobrze mógł to zostawić lub wyrzucić w kąt! — Tak, tak, bardzo ci dziękuję, Mord — uśmiechnęła się słodko, przysuwając do siebie dziwaczny przedmiot. Podotykała jego powierzchnię uważnię łapami, ale nie ułatwiło to jej zrozumieniu tego, czym to w ogóle było. Nie miało to jednak znaczenia. Był to prezent i był piękny.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Morderczej Łapie udało się przenieść dziwną rzecz bez problemu, wręcz jak profesjonaliście. Ciągnięte po ziemi znalezisko wydawało momentami dziwne, chrupiące dźwięki, ale na tyle krótkie i rzadkie, że kto by się tym przejmował? Koniec końców dwunożny cud natury został ułożony w jednym miejscu, a następnie podeszła do niego zadowolona, obdarowana nim kotka. Przysunęła go, ten obrócił się lufą w stronę jej lewej nogi. Dotknęła raz, drugi... a za trzecim poczuła nagły poczuła ból, ale było to dziwne, bo nie w łapie, którą dotykała, a w łapie, którą nawet nie ruszała! To było niespodziewane. Okrągła część z podłużnymi elementami obróciła się, a z niej wystrzelił pocisk, który przeleciał przez długie ramię jej własnego, osobistego, niesamowitego prezentu! Pocisk trafił w mały palec u stopy... ajć! Nie robiąc jej co prawda większej krzywdy, ale przez chwilę będzie czuła dyskomfort.
Przyglądała się jeszcze chwilę przedmiotowi, zafascynowana, czym to w ogóle było. Było zadziwiająco twarde, więc albo było martwe, albo nigdy nie było żywe. Było też bardzo gładkie i...aj, gryzie! Tęcza podskoczyła jak oparzona w górę, czując nagłe uderzenie w tylną stopę. Instynktownie wręcz wyciągnęła jedną z łap, by szybkim ruchem pobić wierzch przedmiotu i odskoczyła szybko do tyłu.
— Zabij to! Zabij to! — pisnęła w stronę Morderczej Łapy, chowając się całkowicie za drzewem z nadzieją, że terminator obroni ją przed najwidoczniej żywym stworzeniem. Czy to była jakaś dziwna odmiana węża? Spojrzała szybko na swój palec, szukając śladów krwi. Nie było jednak żadnego.
WHENICLOSEMYEYES,IT'SA❀F A N T A S Y❀ Perfect plastic lifeˋ°•*⁀➷ . ✦from a magazine✦ . Then when I wake up,it's reality(prettygirls) I━c a n━have it all,live MYBarbie dreams ❤︎❤︎❤︎ Glitter nirvana,m a s c a r aon my eyes Can't see꒰the d r a m a꒱under my sequin sky Pink primadonna,I'MFEELINGHOTTONIGHT THAT PRETTY. ✦state of minds✦ .
Księżyce: 39 Mistrz: Traszkowy Grzbiet Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Traszkowy Grzbiet, Truflowy Nosek, Morze Ojciec: Zatopiona Wyspa (Bonawentura) Partner: jak komuś się uda to hulaj dusza Trwałe urazy: brak
całkowicie biały, krótkowłosy, masywny, trochę wyższy od przeciętnej, standardowy pysk, trójkątne uszy, różowy nos, długie łapy, heterochromia - lewe oko niebieskie, prawe zielonkawo-żółte
milczący, małomówny, poważny, spokojny, neutralny, obojętny, sztywny, kierujący się (swoją) logiką, skupiony na zadaniu, ma problemy z okazywaniem emocji
Na krzyk Tęczowej Łapy biały kocur zareagował odruchowo. Bez zastanowienia rzucił się na rzecz, która przed chwilą jeszcze nic nie robiła a nagle postanowiła czymś rzucić w drugą terminatorkę. Mord przygniótł łapami do ziemi dziwną rzecz, jednak kiedy pierwszy instynkt, żeby bronić współklanowicza przed niebezpieczeństwem zamienił się znowu w stan chłodnej analizy syn Traszkowego Grzbietu spojrzał się na rzecz, którą przyniósł i właśnie miał teraz pod łapami, bo nie wyglądała jakoś specjalnie groźnie.
-Coś ci się stało? -zapytał Tęczy, nie odwracając wzroku od przedmiotu, tak na wszelki wypadek jakby ten znów próbował coś odwalić.
Tęczowa Łapa jednak nie odpowiedziała, wyszła jedynie zza drzewa i przykleiła się do niego niczym rzep. No cóż, najwidoczniej rzecz jej się chyba nie podobała, albo może się podobała tylko się na początku przestraszyła. Hmmm. Po chwili przemyśleń Mord wziął rzecz ostrożnie ze sobą i zaczęli iść razem z drugą terminatorką do obozu. Szczura niech weźmie ich niechciany towarzysz, albo ewentualnie zaraz się Mord po niego wróci, bo nie miał tyle pyszczków, żeby zabrać wszystko na raz.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wojna nie zatrzymywała się w swych staraniach, łaziła nie tylko po granicach, ale też po terenach niczyich. Czasami wracała do obozu nie poznawszy nawet jednego kota, innym razem udawało jej się z kimś pogadać, ale uznawała, że spotkała jakieś słabe chuchro, które do niczego się nie nadaje.
Po raz kolejny opuściła tereny swojego klanu i zatrzymała się przy krzywym drzewie zastanawiając się czy chce jej się iść dalej. Ostatecznie stwierdziła że nie, usiadła sobie przy pniu wyprostowana i czekała aż ktoś jej się napatoczy. Może będzie warty uwagi. Wojna wygladała na pewną siebie, jak gdyby czekała na kogoś konkretnego, chociaż było zgoła inaczej.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Mustang raczej nigdy na nikogo nie czekał. Miał kilka kotów, które był w stanie szanować... całe dwa, może trzy? Ale nie sądził, że te będą się kręciły w tych okolicach. Z tego też powodu - raczej po prostu się błąkał i jedynie odprężał, z myślą co mógłby zrobić dla zabicia czasu. Och, ależ to brzmi... gdyby jego matka słyszała, że ma tyle czasu że chce go zabić, pewnie szybko znalazłaby mu dobre zajęcie. Pewnie w postaci treningu!
Inną sprawą jest to, że kocur niespecjalnie interesował się innymi. To jest - bez najmniejszego problemu wyczuł i zauważył obcą, która była w okolicy, szybko ją zlustrował, ale nie było szans, że zagada. Nie był tym typem! Zamiast tego, po prostu sunął dalej przed siebie.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wojna zmierzyła wzrokiem jakiegoś przechodzącego nieopodal niej kota. Miał ładne błękitne oczy i niecodzienne futro z rozetami zamiast zwykłymi tygrysimi pręgami do widoku których była przyzwyczajona. Nie musiała nawet niuchać powietrza by stwierdzić, że to samotnik - raczej nie pieszczoch, co takowe robiłyby tak daleko od siedlisk dwunogów?
Córka Kraśnej Klaczy zmierzyła go wyniosłym spojrzeniem. Prędzej spadnie na łeb z krzywego drzewa u stóp którego siedziała nim zagada do kogoś obcego jako pierwsza. Nieważne jakie miała plany na życie i czego potrzebowała ani myślała poniżyć się poprzez okazanie komuś atencji, dlatego wpatrywała się w niego znudzona zainteresowana nim o tyle, by nie dać się zaskoczyć na wypadek gdyby coś kombinował.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Czy Mustang coś kombinował? Nie. Wiedział, że nie ma się czego bać. Może to błędne przekonanie, ale nie potrafił się bać kogoś... po prostu. Wiedział, że dałby sobie radę. Co innego, gdyby słyszał jej myśli. Wówczas pewnie już wyobrażałby sobie jak rozcina jej gardziel i patrzy jak ta próbuje raz jeszcze powiedzieć, że rozmowa z nim jakkolwiek by ją poniżyła. Aż drżał na myśl, że mogłoby się coś takiego zadziać. Na szczęście - nie słyszał jej myśli.
Zauważając, jak ta się w niego wpatruje, w końcu się zatrzymał, wbijając w nią równie znudzony wzrok. O cholerę może jej chodzić? Nic nie powiedział, nadal - nie miał powodów. Nie obchodziła go. Może się jej podobał? Chyba tak. Po co innego by się gapiła. Tym mniej miał ochotę się odezwać. Ona jemu... w ogóle nie wpadła w oko. Była zwykła! Zbyt zwykła. Zresztą, co miał powiedzieć? Nie, aby obawiał się odrzucenia - nie znał jej, wisiała mu koło ogona - ale irytowanie się niewiele mu da.
Patrzyli się więc na siebie w niezręcznej ciszy. Mustang chyba aż zbyt bardzo, bo łeb przechylił nieco w dół, tak że gapił się spod byka. Wyraźnie zirytowany jej głupim patrzeniem się!
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wojna też się na niego gapiła, tym intensywniej od kiedy pochylił leb. W ślepiach błysnęła jej ostrzegawcza iskra. Obcy zwrócił na nią uwagę w czym nie było nic niezwykłego, Wojna w końcu zasługiwała na całą uwagę tego głupiego świata, za to jego postawa niezbyt jej się podobała. Czy on coś kombinował? Miał wrogie zamiary? Po samotniku mogła spodziewać się wszystkiego, nie bez powodu byli tym kim byli i nie należeli do żadnej grupy, dlatego nie spuszczała z niego wzroku gotowa zareagować w razie czego. Poruszała jedynie uszami nasluchując czy ktoś nie podkrada się do niej z boku lub od tyłu.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Chwila ciszy. Kolejna. Jeszcze jedna. Mustang wyciągnął pazury. Dość. - Czego się gapisz? W ryj chcesz? Czy tak bardzo ci się podobam? He? - słaby tekst na.... cokolwiek to miało być, ale już ustalono - nie była w jego stylu. Nie miał zamiaru jej podrywać i jedyne co miał w głowie, to zmusić ją do przestania wbijania w niego wzroku. Bo to prowokowało. Zbyt, zbyt bardzo. Przemilczał jeszcze moment, ale tuż po tym - nim ta odpowiedziała, czy nie, spróbował się na nią rzucić i uderzyć ją łapą w pysk. Niech ma.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Wojna podniosła się i zjeżyła futro na karku, mrużąc dwubarwne oczy. Jej puchaty ogon ze świstem przeciął powietrze, gdy kocica wygięła się w łuk i ostrzegawczo podwinęła wargi.
- Na to mam oczy, zapchleńcu - fuknęła. Zasyczała ostrzegawczo, ale samotnik już nacierał i celował prosto w jej pysk - bardzo niedobrze. Wojna próbowała odskoczyć w bok nie chcąc dać się trafić jakiemuś agresywnemu wariatowi, chociaż... chyba nie wysunął pazurów.
krótkowłosy, wysoki, umięśniony, snow lynx, czarny point bengal z rozetkami
arogancki, wywyższający się, manipulacyjny, nieempatyczny, oschły, a to tylko początek zalet
James [S], Mewia Łapa [KW], Wąż [KG]
Poszło jej słabo. Tak, jak się spodziewał że pójdzie. Świetnie. Teraz byli na tyle blisko, że mógł spróbować rzucić się na jej szyję i wgryźć się w nią. Niezbyt mocno - wiadomo - bardziej chciał ją postraszyć, żeby wiedziała gdzie jej miejsce. O ile mu w ogóle pójdzie!
Rolling 1d10+2: 4 +2 = 6
- Widzisz, zapchleniec ciągnie do byle pchły - parsknął, niemal ją opluwając. Bo... czemu by nie. Bo skoro jest taka mądra, i w ten sposób może jej pokazać, że się nie liczy. Że jest... z Klanu. Krew mu się zagotowała, a adrenalina sprawiła, że łapy go aż łaskotały. Obrzydliwe, że był tak blisko.
Księżyce: 26 Mistrz: Skażona Woda, Kraśna Klacz Płeć: Kotka Matka: Kraśna Klacz Ojciec: Wielki Ch [Chrzęszczący Chrabąszcz] Trwałe urazy: Słabo widoczna blizna na prawym policzku
Wysoka, smukła kotka z długim czarnym dymnym futrem i zanikającymi klasycznymi pręgami widocznymi wyłącznie na pysku. Ma dwukolorowe oczy: lewe błękitne, prawe bursztynowe, oraz biel widoczną na pyszczku, szyi, piersi oraz w postaci skarpetek na łapach.
Nosi się tak, jakby świat już zgiął przed nią kolano. Do przesady dumna i tryskająca samozadowoleniem, ma o sobie wysokie mniemanie. Jest szczera do bólu, mówi to co jej ślina na język przyniesie, a jednocześnie źle znosi krytykę i łatwo się o nią obraża.
Co za dno, dała się trafić. Co prawda nie jakoś mocno, ale tamtemu się udało a teraz jeszcze capnął ją w szyję. Rozwścieczona nie na żarty wyrwała mu się, uniosła łapę i próbowała go strzelić w szyję żeby mu dech zaparło i żeby zaczął się krztusić kolejnymi obelgami.
Rolling 1d10+4: 8 +4 = 12
- Nie zapluj się przypadkiem, frrrajerze jeden - odsyknęła w odpowiedzi między wymianą ciosów.