Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No i niestety dla biednej Sarniej Łapy – nim zdążyła uskoczyć w bok, starannie wyselekcjonowana garść ziemi, wylądowała centralnie na jej pyszczku. Niewiele różniła się od czekoladowych plam, jak tak na to spojrzeć, ale zdecydowanie przybrudziła te białe fragmenty. No i raczej w oczach nie należała do najprzyjemniejszych.
– Dużą popularnością cieszy się przewracanie przeciwników, ale do tego trzeba podejść, albo z brutalną siłą, o którą trudno w moim czy twoim przypadku, albo ze sposobem. Jak będziesz w ruchu, a twój przeciwnik nie będzie jedynie za tobą podążał wzrokiem, a uczciwie się obracał to czasem uda się zachwiać jego równowagą przez uderzenie w bark. Bo nie będzie stał stabilnie. No a z tego prosta droga do wywalenia na grzbiet. Wiadomo. – wyjaśnił, bez żadnych wygibasów i podstępów, dając jej uczciwie czas na pozbycie się grudek błota z oczu. Nie był przecież potworem by się znęcać nad biedną terminatorką, nie? I jakkolwiek była drobniejsza od niego, więc nie potrzebował stosować żadnych podstępów, to kimże by był bez zaprezentowania chociaż częściowo co miał na myśli? Skoczył po skosie, by mieć dostęp do łaciatego boku, a następnie skoczył w jej stronę z jego stronę, celując łapami w żebra młodej.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Chyba nie posiadała takiego szczęścia co do bicia się z doświadczonym Wojownikiem, jak posiadała z niedoświadczoną siostrą, więc naprawdę potrzebowała nauczyć się walki oraz jej podstaw. Szczęście było takie, że nie ośmieszała się tak przed matką, a jedynie przed miłym ziomkiem pogrzebowym.
– Oślepianie i przewrrracanie przeciwników – powtórzyła niemrawo wycierając przy tym oczy z błota jakie dostało jej się do oczu. Szczypało ją lekko, ale nie powiedziała nic odganiając przy tym łzy, które pewnie jeszcze by pomyślał cynamonowy, że były z bólu, czy zranienia jej delikatnego serduszka. A prawdą było, że po prostu za długo pocierała oczy łapą i aż niechcący się dokopała do jakiejś wody, fuj.
Cieszyła się, że naprawdę ją uczył, a nie tylko się pastwił, bo już widziała jak inni skoczyliby na nią bez zastanowienia, chociaż ledwo widziała mając błoto w gałkach. Teraz przynajmniej miała szansę zareagować i zamierzała to zrobić odskakując od łapy lecącej w stronę jej żeber, a następnie wylądować pyskiem do orientala.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No dobra, ewidentnie widział starania ze strony młodej, ale poza dobrą wolą nie mógł jej nic przypisać. Żadnego sukcesu przynajmniej w zakresie uników, o atakach jeszcze nawet nie mówiąc. Więc może nawet poczuł się odrobinę źle, gdy kotka fiknęła łapami do góry. Chociaż więcej w tym było współczucia dla samego siebie, bo dla postronnych kotów to wciąż mogło przypominać raczej pastwienie się nad dwukolorowym wypłoszem (jeśli chcieli się go doszukiwać). Ale nie znęcał się przecież, bo zamiast dopaść leżącego żuczka i wcisnąć w glebę to odczekał aż ten się przewróci z pancerzyka na odnóża. I nie leciał jeszcze dalej z materiałem. Może potrzebowała nieco wolniejszego tempa, a Oriona nie zabije jeśli nie przekaże jej wszystkiego w trzy uderzenia serca by kontynuować spacer.
– Jeszcze raz. – zarządził, jednocześnie uprzedzając o swoich zamiarach nim powtórzył manewr. Chociaż tym razem rzucił się w przeciwną stronę, na wypadek gdyby kotka znowu zaliczyła glebę. Niech się symetrycznie posiniaczy.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Efektownie wywaliła się na głupi pyszczek, a raczej wylądowała na grzbiecie po tym jak jej unik był na tyle słaby, że chyba nawet ptaki po drugiej stronie lasku właśnie wybuchnęły śmiechem. Frustrowało ją to. Może nie była super wyćwiczona i zaprawiona w bojach, ale przecież się starała, by jej uniki jakoś wyszły! Czy ktoś mógłby przestać sobie z niej żarty robić i dać jej pokazać się od lepszej strony, niż frajerstwo?
Skinęła głową słysząc polecenie, a potem wstała z westchnieniem frustracji, by przygotować się na - tym razem miała nadzieję, że jednak nie porażkę. Nie chciała znowu wylądować w ziemi, nawet jeśli ją lubiła. Miała więc tym razem nadzieję odskoczyć w stronę przeciwną od kocura, który znowu był gotowy zasadzić jej kopa, by nauczyć ją czegoś. O ile by się jej udało, miała nadzieję wylądować przodem do przeciwnika.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Za drugim podejściem czekoladowo-biała kotka poradziła sobie lepiej z uniknięciem wywrócenia. To znaczy niestety nie mieli do czynienia z zapierającym dech w piersiach skokiem, który pozwolił młodej terminatorce zupełnie rozminąć się z lecącymi w jej stronę łapami, ale skoro koniec końców nie leżała jak smutny żuczek to...
– No, coraz lepiej. – pochwalił z asymetrycznym uśmiechem, zupełnie ignorując, że być może poszło jej teraz lepiej, bo wiedziała czego się spodziewać i za trzecim razem unik byłby pełny. Na dłuższą metę to nie jego problem, ale teraz zależało mu na utrzymaniu motywacji młodej. – Dalej. W sparingach to nie jest aż tak istotne, ale w prawdziwych starciach uszy płasko przy sobie. Łatwo je urwać, mocno krwawią i nie odrastają. – kolejny punkt programu i jakkolwiek oriental dopiero co zapowiedział, że w przypadku walk treningowych to nie aż takie istotne, tak wciąż skoczył w jej stronę by ją strzelić po uszach jeśli wciąż sterczały w górze.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Udało jej się! Naprawdę jej się udało! Może nie jakoś wyśmienicie, ale przynajmniej nie skończyła na glebie, a jedynie zachwiała się na patykowatych nogach, na których raz podskoczyła ze szczęścia. W sumie nie sądziła, że szczęście mogła tak prosto uzyskać, a tu proszę! Starczyło jedynie nie zjeść więcej piachu.
Odwzajemniła uśmiech starając się jeszcze przyswoić resztę podanej wiedzy, która wydawała się dosyć… istotna, nawet jeśli takowa nie była w sparingach to ewidentnie słyszała coś o walkach!! A to wydawało się już ważne. No i punkt o nie odrastaniu też ją trochę przeraził, bo chwilę później zobaczyła cynamonową łapę lecącą w stronę jej głowy. Miała zamiar nie tylko obniżyć się na łapach, ale również położyć po sobie uszy jak najbardziej tylko mogła, normalnie tak bardzo, że aż jej fikołka zrobią!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Mruknął z uznaniem, gdy kotka w porę uchroniła swoje uszka. I z lekkim rozbawieniem, umówmy się, bo włożyła w ten unik przynajmniej sto dwadzieścia procent, skoro też od razu ugięła łapy. Ewentualnie coś w tej główce zaczynało sprawniej pracować i podejrzewała, że to nie będzie sam atak na uszy, a ogólnie na głowę i jak się nie schyli to oberwie w skroń. Nie żeby miał taki zamiar akurat, ale przezorność można było tylko szanować (przynajmniej w tych warunkach).
– Tak poza tym ważne jest oczywiście gdzie się celuje. Biłaś się już, gdzie bolało najbardziej jak obrywałaś? – to prostsze pytanie niż gdzie są słabe punkty na ciele przeciwnika, więc większe szanse, że monochromatyczna terminatorka sobie przy nim móżdżka nie przepali. Tym bardziej, że nie zamierzał czekać w miejscu na jej odpowiedź, miała być przecież czujna cały czas, więc krążył trochę, dając jej czas na wstępne zebranie myśli, a po chwili skoczył w jej stronę, by zderzyć się barkami i ją przewrócić.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
– Chyba w głowę? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Ale też brzuch… tak mi się wydaję – dodała ostatecznie po chwili ciszy, kiedy to naprawdę intensywnie myślała. Praktycznie nie zwracała uwagi na cynamonowego pointa, dlatego atak wykonany przez niego wybił ją z rytmu przez co cichy pisk wydobył się z jej pyszczka. Łapy jednak ruszyły się szybciej, niż mózg miał zamiar zareagować. Próbowała ponownie odskoczyć od zagrożenia i nieprzyjemnej wywrotki jaka mogła ją czekać, ale na tyle sprawnie by wylądować jednak pyszczkiem do kocura.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W gruncie rzeczy miała rację, chociaż przydałoby się sprecyzować pierwszą odpowiedź chociażby i ogólnie uzupełnić zagadnienie, ale podstawy mieli, bardzo korzystnie. Szkoda że zamierzał kontynuować temat już po tym jak terminatorka uniknie zaliczenia gleby. A leżała jak ten żuczek.
Zmiana planów.
– Wybacz. – mruknął, bo chyba nieco mocno walnęła. A może dlatego że już uderzenie serca później skoczył w jej stronę by przycisnąć kotkę do ziemi. W poprzek, by jej nie zgnieść za bardzo, bo nie miała teraz walczyć o życie tylko się skupić. – Jak już leżysz to przeciwnik z reguły będzie szukał szansy do unieruchomienia ciebie. W prawdziwych walkach często też będzie próbował sięgnąć pazurami twojego brzucha, albo zębami dopaść do gardła, zamiast się bawić w zgniatanie. Więc jak już się przewracasz to jeszcze zanim wstaniesz najlepiej na wszelki wypadek podciągnąć tylne łapy jak najbliżej miękkiej części brzucha. By móc kopnąć przeciwnika jak się zbliży. A jak będzie ciebie powali to żeby kopnąć go w brzuch. Bo zwykle jak powalają już to chcą zgnieść drugiego kota tak by nie mógł poruszyć łapami, nie? Ty masz łapy wolne, więc nie wiem, zaskocz mnie pomysłowością.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie zdążyła nawet zareagować na lekkie przeprosiny z ust kocura, ale mimo to na jej mordkę wleciał delikatny uśmiech, mimo iż skrzywiony od bólu. Ktoś ją przeprosił! Chociaż nie musiał, brzmiało tak abstrakcyjnie, że poczuła się ważna, nawet jeśli chwilę później została jeszcze przyszpilona do podłoża.
– Brzuch i garrrdło… – powtórzyła sobie, by zapamiętać, bo no naprawdę chciała to pamiętać! Do takiego stopnia, że jutro obudzi się i nadal będzie wiedzieć, a nie zapomni. Musiała umieć się bronić, bo zbyt dużo kotów potrafiło patrzeć na nią z góry i robić jej krzywdę, nie chciała skończyć pobita bardzo bez zadania chociaż jednego ciosu. – Czyli muszę się bronić jak już wyląduje na ziemi, dobra-- odpowiedziała pewnie, a słysząc ostatnie polecenie mózg zaczął jej pracować. Tak na tyle ile potrafił. Wyrzuciła tylne łapy do góry chcąc trafić w pierś kocura i odrzucić go od siebie. Może dzięki temu mogłaby wstać?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Technicznie zawsze, ale wtedy jesteś najbardziej bezbronna, wszystko co ważne podane przeciwnikowi jak na tacy. – dodał mimochodem, traktując słowa terminatorki raczej jako powtarzanie do siebie niż początek dialogu, ale warto by nie myślała, że obrona ją dotyczyła jedynie w momencie, gdy plecami przywalała o grunt.
Jej plan na obronę był... był to dobre słowo, bo Orion nie miał pewności co chciała osiągnąć oprócz tego, że zamachnęła się tylnymi łapami. Ok, jego wina, za dużo zwracał jej uwagę na kopniaki w swoim wykładzie, nic dziwnego że właśnie tym torem poszła. Poprawił nieco pozycję, wbijając lekko łokcie w jasny bok i odwracając lekko łeb w lewo by spojrzeć na dwubarwną mordkę.
– Druga próba, dajesz. Zrób użytek też z przednich łap. Wicie się jak robal też nie zaszkodzi. – zarządził i dla motywacji spróbował ją strzelić lekko końcem cynamonowej kity w pyszczek.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Zrozumiała z wypowiedzi starszego kocura tyle, że nie powinna dać się nigdy wywrócić na plecy, ale patrząc po tym jak jej nic nie wychodzi to mogła już zacząć zastanawiać się nad nowymi technikami wyswobadzania się spod uścisku śmierci.
Nie żeby wiedziała o co chodziło koledze pogrzebowemu z tym użyciem przednich łap, ale skoro polecał to niech mu będzie, spróbuje! Tak więc z całej siły zaczęła się wiercić, a następnie wystrzeliła wszystkimi czterema kopytami w górę, by odepchnąć od siebie cynamonowego.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Może jednak rzucił czekoladowo-białą kotkę na zbyt głęboką wodę ze swoimi wymaganiami w tym momencie. Może jednak niewiele różniła się od kociąt przesiadujących obecnie w Splątanych Korzeniach i jak się nad tym zastanowić to Orion nie powinien oczekiwać, że uda jej się uwolnić, nawet jeśli nie trzymał jej jakoś wybitnie mocno. Dlatego już nie wspominał nic o trzeciej próbie, bo przy kolejnej porażce jeszcze wszelka motywacja ulotniłaby się z młodej jak z przedziurawionego balonika, a bez słowa ją uwolnił i po podniesieniu na cztery łapy wrócił do przerwanego wykładu.
– Mówiłaś o głowie i brzuchu wcześniej. I faktycznie, delikatne punkty, które trzeba chronić. W sparingach, bo zwyczajnie bolą, w prawdziwych walkach, bo nie chcemy twoich flaczków rozlanych na ziemi, kocia medycyna jeszcze nie poznała sposobów na ponowne ułożenie ich w środku, ani żebyś straciła jedno z oczu. W walkach musisz też uważać na gardło, niefortunna rana w tym miejscu i medyk nie zdąży ciebie odratować nim się wykrwawisz. Łapiesz? W walkach chronisz priorytetowo gardło, brzuch, oczy, uszy. W tej kolejności, w zasadzie, jeśli byś walczyła ze stadem szczurów chociażby i musiała decydować czy większym zagrożeniem jest ten co chce ci się uwiesić na uchu czy na gardle. – to tyle z przestrzegania przed zagrożeniami świata, resztą mogła się zająć jej matka, jeśli uważała że istniało więcej informacji niezbędnych do przetrwania. Sam oriental zataczał okręgi dookoła kotki, jeśli ta tkwiła w miejscu, a jeśli szła tą samą trasą co on to nawet lepiej. – Ale wracając do samej głowy, bo jak cała boli, tak szczególnie w przypadku sparingów, warto wyróżnić przynajmniej dwa punkty. Po pierwsze, uderzenia w nos. Są niezawodne, bo nawet nie trzeba mocno trafić żeby przeciwnikowi oczy zaszły łzami. Po drugie, uderzenia w czoło, które już wymagają więcej siły, ale jeśli je prawidłowo wyprowadzisz to drugi kot przez chwile nie będzie wiedział gdzie jest i jak się nazywa. I to by było na tyle jeśli chodzi o podstawowy kurs ze sztuki mordobicia. – miał nadzieję, że faktycznie coś z tego wyniosła poza paroma siniakami. – A teraz, proszę bardzo, na zakończenie, zaatakuj. Cały wykład unikałaś, więc możesz teraz zastanowić i spróbować wprowadzić zdobytą wiedzę w życie. – zarządził jeszcze, nie zmieniając swojego kroku ani trochę. Uważnie obserwował terminatorkę i jej poczynania, chcąc uskoczyć przed jej kolejnym pomysłem, ale starał się zachować chociaż pozory, że jego czujność się nie wzmogła.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie wyszło jej ponownie, ale jakoś nie zwróciła na to już większej uwagim szczególnie kiedy ciężar kocura przestał istnieć w jej przestrzeni osobistej, a ona mogła się podnieść i otrzepać jak bezpański pies. Cała ta nauka wydawała się jedną wielką abstrakcją i mimo iż docierało do niej, że przegrywa to wszystko z kretesem to jakoś nieszczególnie to pojmowała na dłuższą chwilę. Działo się po prostu za dużo, więc i też szybko się rozpraszała, jedna porażka w te czy wewte - no cóż. Szczególnie, że jak jej raz wyszło to nawet usłyszała pochwałę! W sumie najbardziej zapadło jej to w pamięć.
– Garrrdło, brzuch, oczy, uszy… no dobrra. Ma to sens, nie chce mieć flaków na zewnątrz – stwierdziła inteligentnie przytakując przy tym energicznie. Nie było z czym się tu nie zgodzić, prawdą było przecież, że chodzenie z bebechami na wierzchu to nie brzmiało za przyjaźnie, a nawet - strasznie. Chociaż cynamonowy point przedstawiał wszystko w świetle dosyć zabawnym lub na tyle cynicznym, że biało-łaciato-czekoladowej to nie ruszało. – Sztuka mordoicia!! – wykrzyczała rozbawiona cały czas idąc obok orientalnego kolegi. Bardzo spodobało jej się to określenie, które zaczęła powtarzać sobie w główce, by mieć pewność, że nie zapomni. Nie wiedziała czemu właściwie potrafiła zapomnieć jakieś istotne rzeczy, ale prawdopodobnie było to spowodowane brakiem umiejętności skupienia się na tu i teraz, a nie błądzeniu oczami po okolicy, czy odlatywaniu w ciszą przestrzeń. Sarna nawet nie myślała kiedy tak zagapiała się w konkretne miejsce, po prostu… jej nie było i tyle, urwane wspomnienie. – Spróbuję, przygotuj się! – odpowiedziała ostatecznie i musiała się chwilę zastanowić nad tym co by miało sens. Korciło ją klepnąć kocura w nos, bo miało boleć nieważne co, ale też… nieważne. Wyskoczyłą w stronę wielkouchego z łapą lecącą prosto w cynamonową mordkę, którą miała nadzieje zahaczyć jeszcze prosty nos orientalna.
Rolling 1d10+2: 3 +2 = 5
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No to zgodnie z życzeniem koteczki przygotował się i gdy ona rzuciła się przed siebie z wyprostowaną łapą wycelowaną w ceglastoczerwony nosek, oriental zrobił płynny krok w tył, usuwając się poza zasięg jej ataku. Znaczy nie żeby planował umyślnie dać się pobić terminatorce, byle milej zapamiętała dzisiejszą lekcję, bo tyle altruizmu w jego idealnie ułożonym futerku się nie ukrywało, ale przynajmniej nie mogła mieć mu za złe, że faktycznie jej uniknął, prawda?
– No wiesz co? – zaczął z teatralnym oburzeniem. Nawet uniósł na krótki moment łapę do czoła. – To ja ci zdradzam, w największym sekrecie, niemalże zakazane techniki, a ty je próbujesz obrócić przeciwko mnie. I ty Brutusie? – westchnął w głębokim rozczarowaniu, a następnie, zamiast odstawić uniesioną łapę na ziemię, poklepał nią najpierw kotkę po czole. O ile ta nie usunęła się w popłochu, spodziewając się podstępu. Tak czy inaczej, pochwalił ją krótko. – Świetne podejście, tak trzymaj, popieram.