Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
Szorstka Łapa, jak gdyby nigdy nic się nie stało, relaksował się na kamieniu, normalnie czilera utopia. Nie był zainteresowany tym, co się dzieje w jego otoczeniu, zupełnie odciął się od świata zewnętrznego, można by wręcz powiedzieć że odnalazł spokój i otworzył trzecie oko. Był już o krok od osiągnięcia nirwany, gdy nagle serce podskoczyło mu do gardła, poderwał się na nogi, cała sierść stanęła dęba i kręgosłup wygiął się w łuk. Serce waliło mu jak oszalałe, a ogon wściekle uderzał w kamień pod kocurem. Szybko jednak rozpoznał pyszczek przed nim, jak i charakterystyczny rechot. Lisi Wrzask we własnej osobie!
- A dzień dobry - odparł, jakby wcale nie odstawił większej szopki niż klan Wichru na widok Pstrej Chmury w obozie. Nikt nic nie widział, tutaj nic nie zaszło, wszystko jest w najlepszym porządku. Usiadł na kamieniu i owinął napuszony jeszcze ogon wokół łap, po czym uśmiechnął się do wojowniczki.
- Hola hola, zwolnij trochę bo się jeszcze pogubię - zaśmiał się na falę pytań, jaką został zasypany - Więc tak: można powiedzieć, że stare dzieje, trochę wieje nudą, tak, przyjęli mnie do Wichru i niestety dalej jestem łapą - odpowiedział na wszystkie pytania po kolei, na razie szczędząc nudnych (czasem niewygodnych) szczegółów. Jak będzie drążyć - to się dowie. Nie można przecież tak od razu wszystko zdradzać, no nie? - A co u ciebie? Jakiś nowi terminatorzy, albo jakieś nowe blizny? - zapytał - A może sama powaliłaś stado borsuków by ocalić młodego terminatora o łapach wątłych jak wierzbowe gałązki - dodał po chwili, dramatycznie przechylając się na jedną stronę, kładąc łapę na skroni; wyglądałoby to bardziej dramatycznie, gdyby siedział przy fortepianie - niestety miał do swojej dyspozycji jedynie kamień.
Ciało kotki, niezmiennie pokryte jest rudym, pręgowanym tygrysio, krótkim futerkiem. Na pyszczku, piersi, brzuchu i łapach, oraz spodzie ogona, delikatnie się przejaśnia, wpadając bardziej w kremowy odcień. Mimo upływu księżyców, nie uległo ono wielkiej zmianie poza tym, że na jego długości pojawiło się kilka szczególnych blizn takich jak; blizna na piersi, barku oraz tylnej, lewej łapie. Córka Traszkowego Grzbietu wyrosła, stając się wysoką i smukłą, a przede wszystkim dorosłą kocicą. Ma długie łapy, które pozwalają jej na sprawne pokonywanie sporych dystansów, kształtny łepek do którego wrócimy i długi, biczowaty ogon zakończony charakterystyczną białą plamką. Posiada żywo-pomarańczowe ślepia, ciemny, drobny nosek w kolorze cegiełki, nieco pożółkłe kły oraz uszy w tym jedno dość mocno poszarpane. Można łatwo stwierdzić, nie będąc geniuszem, że zmieniła się nie do poznania i chyba tylko najbliższe jej niegdyś koty, będą w stanie ją sklasyfikować jako Lisek z dawnych lat.
Ostra, pewna siebie i szczera wręcz do bólu. Nie kryje się ze swoim niezadowoleniem, mówi wszystko wprost tak jak to widzi i czuje. Często można ją przyłapać na nadmiernym używaniu sarkazmu czy cóż...obelg. Totalne przeciwieństwo tej, którą być może zapamiętali starsi wojownicy Klanu Cienia. Teraz? To jedynie cień jej charakteru, skryty pod taką a nie inną maską. Wewnątrz kryje się ta wesoła kotka, jednak ktoś musi ją wydobyć. Zapowiada się długie kopanie!
Obserwowałam z narastającym rozbawieniem jak Szorstka Łapa prawie wypluwa na mój widok swoje wnętrzności. Stałam chwile cicho, powstrzymując śmiech, jednak - ups - nie wytrzymałam. Wybuchłam głośnym rechotem uderzając parokrotnie łapą o podłoże. - A żebyś widział swoją minę! - parsknęłam kręcąc łbem, wracając spojrzeniem an jego pysk, który zdążył się już wygładzić. Nie chciałam jednak aby on przez to, że sam nie mógł na siebie spojrzeć został pozbawiony tego wspaniałego widoku! Spróbowałam powtórzyć wyraz jego pyska, jednak na pewno nie był tak zabawny i zniewalający jak ten jego, ten oryginalny znaczy się! Chwile jeszcze rechotałam, po czym oblizałam wargi i uniosłam się na palcach, strosząc wąsy. - Dobra, nie umiem jak ty! Ale musisz uwierzyć mi na słowo, że był zabawny, jasne? Poza tym, jakbym chciała byś coś mi wypluł to bym poprosiła. Serio, płuca możesz sobie zostawić! Mam własne, hehe - rzuciłam, przeciągając się leniwie i kapnęłam zadem naprzeciwko niego oczekując odpowiedzi na swoje pytania co jakiś czas rechocząc w najlepsze. Oczywiście nie siedziałam spokojnie, bo co jakiś czas bujałam się na boki czy też w przód i w tył. Musiałabym być chora aby siedzieć w miejscu i to spokojnie! Gdy też wielki i mocarny panikarz uraczył mnie odpowiedziami, mlasnęłam cicho z wyczuwalnym zawodem. - Ale do bani ten Wicher. Myślałam, że coś ciekawszego mi opowiesz i nie wiem, będziesz Szorstkim Zadem, czy coś. A tu taki zawód! Może ja się cofnę do obozu i wrócę za dwa księżyce, to powiesz mi coś więcej, co? - westchnęłam, po chwili chichocząc w rozbawieniu. Szorstki Zad...dobre imię! Ciekawe czy ta Lawendowa Gwiazda uznaje tego typu karne-imiona, chociaż w przypadku mojego groźnego kolegi, to tylko takie żarty. On zasługuje co najmniej na jakiegoś Szorstkiego Kwiatka! Albo...Cokolwiek co mogłoby być szorstkie. Na gwiezdny klan, kto go tak nazwał? A...chyba już to z nim omawiałam, hm. - A gdybym ci tak powiedziała, uwierzyłbyś mi? - uniosłam brew, wyszczerzyłam pożółkłe kły i chwile się w niego wpatrywałam by gwałtownie wygiąć się i zacząć gryźć się w nasadę ogona, wygryzając z niego parę kołtunów. Splunęłam nimi na bok i wróciłam do wyprostowanej pozycji. - A tak serio to u mnie też szczurze flaki! Jeden terminator zwiał, przywódczyni i dwóch wojów poszło wąchać kwiatki od spodu...O, ale mam innego terminatora, nawet go lubię nadajemy na tych samych falach, czaisz bazę? FALACH! - parsknęłam, trącając kocura łapą, na końcu cicho rechocząc. Nie no, ten żart to mi się udał, serio! Jak go nie doceni, to jego strata. Lis jeden, Szorstki Zadek 0! - Aaaaa no i tyle w sumie, nie lepiej niż u ciebie kwiatuszku złoty. Ale chociaż ciebie spotkałam! Powiedzmy, że jesteś najciekawsza rzeczą od...parunastu uderzeń serca. Jak się z tym czujesz?
cut outthe thingsthat Idon't need and Idon't careif youdisagree ̖́- IDON'TNEEDNOSYMPATHY! winningthe gameon myown
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Mistrz: i'm a bitch, i'm a boss Płeć: kocur Ojciec: Sokoli Cień, Zajęczy Sus Trwałe urazy: rozerwane na pół prawe ucho, głęboka blizna przechodząca przez lewy łuk brwiowy
Dość wysoki, szczupły kocur o jasnoniebieskich oczach, z długim futrem barwy białej lekko przełamanej beżem z jasnorudymi syjamskimi znaczeniami na policzkach, nosie, czole, uszach, ogonie i łapach.
narcystyczny pajac
szyszkowy ogon [kw] artemis [p]
Wcale się nie spodziewał, że ktoś go podejdzie w taki sposób, ale jeszcze bardziej się nie spodziewał tego, że w taki sposób zareaguje. Pech chciał, że prawie dostał zawału akurat przed Lisim Wrzaskiem, a to... no, był wstyd i w ogóle. Jakby to był ktokolwiek inny, to może kocur by się aż tak tym nie przejął. W tym wypadku, gdyby koty naprawdę mogłyby się rumienić, cały pysk miałby zlany czerwonym rumieńcem. Jaki wstyd! Ale musi zachować spokój. Tak miało być. Nie zmyślam wcale. Wystarczy obrócić to w żart, prawda? Wtedy trochę zamaskuje zażenowanie?
Parsknął śmiechem na nieudolne próby wojowniczki naśladowania jego wyrazu pyska, na szybko starając się wymyślić jakąś zgrabną ripostę... czy coś?
- A, no, racja, racja. Trochę w końcu zużyte te płuca, no, trochę by głupio było... - wydukał, zaraz teatralnie uciekając wzrokiem gdzieś w dal, co jakiś czas patrząc kątem oka na rudą. To było specjalnie, mówiłam przecież. Poza tym - warto było chociaż spróbować swoich sił w aktorstwie po raz kolejny. Po chwili ruda kontynuowała, a Szorstki zaśmiał się pod nosem. Troszkę jej wcześniej oszczędził szczegółów, ale musiał przyznać, że w Wichrze aż tak nudno mu ostatnio nie było.
- Szorstki Zad! Tego jeszcze nie było, tak byś mnie nazwała? No proszę, takich rzeczy się kot dowiaduje w biały dzień! A Wicher to aż taki nudny nie jest, trochę przesadzam. Mieliśmy niedawno zbiorowy pogrzeb - przywódca, wojowniczka i obydwu moich ojców. Takie kwiatki, takie atrakcje mamy - odparł, wzruszając lekko barkami, jakby wcale nie przekazywał komuś informacji, że właśnie został sierotą po raz drugi. No cóż, bywa. Szorstka Łapa nadal trochę pluł sobie w brodę, że nie spędził z ojcami więcej czasu, ale wiedział, że są szczęśliwi na Srebrnej Skórce. Nie chciałby teraz widzieć jednego z nich szwendającego się po obozie, zupełnie załamanego śmiercią swojego partnera. Stracenie obydwu ojców na raz było trochę przytłaczające, ale cóż. Życie toczy się dalej, a myśl, że jest im lepiej, trochę pomagała uśmierzyć ból. Teraz rzepem na tyłku Szorstkiego w tym momencie był jego nowy mistrz, ale o tym wolał nie wspominać. Trzeba zachować tę nutę tajemniczości.
- A to już jest kwestią sporną. Może - zaśmiał się, unosząc brew. Nie wiedział, czy by uwierzył, czy nie. Zależało to od tak wielu czynników: warunków pogodowych, ułożenia gwiazd na niebie i takich tam. Raczej skłaniał się do tego, że by nie uwierzył, ale nie chciał ujmować zdolnościom rozmówczyni. Może byłaby do tego zdolna? Kto wie, widzi ją dopiero drugi raz na oczy. Słuchał, jak wojowniczka opowiada o nudnych perypetiach klanu Cienia, cały czas unosząc lekko brew. I szczerze, nie załapał żartu. Uśmiechnął się tylko krzywo w reakcji.
- Co za czasy. Młodziki zwiewają z klanów, przywódcy umierają. Klęska, czy klątwa jakaś na nas spadła - odpowiedział, wywracając oczami. Nie chciał w żadnym wypadku wykazać się brakiem szacunku do zmarłych kotów. Po prostu to było dziwne, że na raz tyle kotów padło, w dodatku jeszcze młodzi przywódcy. - Och? Cóż to za zaszczyt mnie spotkał - uśmiechnął się zawadiacko, po czym wyprostował plecy i zatrzepotał rzęsami. No, niech ma.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Ostatnio wycofał się z życia na widoku. Większość czasu spędzał na nauce, zwłaszcza że Lśniąca Sadzawka zaczęła mniej poświęcać się jego treningowi, więc musiał radzić sobie samodzielnie. Swoją drogą, dobra lekcja! Mógł dzięki temu nauczyć się odpowiedzialności, a przynajmniej na wyższą skalę, ponieważ nigdy nie należał do bezmyślnych. Oczywiście, był troszkę zmartwiony, bo jeszcze trochę zostało mu do ukończenia treningu, ale medyczka musiała mieć dobry powód, żeby przystopować… tak przynajmniej starał się sobie wmówić. A ze względu na to, że dopiero co przeszli pożar i suszę, musiało być w tym ziarno prawdy, a on nie miał powodu do się zniecierpliwienia – wszystko powinno wkrótce wrócić do normy. Bez wątpienia.
Tego dnia wyruszył na dłuższy spacer. Od jakiegoś czasu było znacznie spokojniej, ale wciąż musiał trzymać się na baczności. Wkrótce znalazł się niedaleko klanu Cienia, skąd nie miał okazji nikogo poznać. Zdawał sobie sprawę, że ich sąsiadów też dotknęła tragedia, ale miał nadzieję, że już wszystko u nich w porządku. Tragedie to ostatnie, czego innym życzył, szczególnie że miał niejako szansę sam posmakować nieprzyjemnych zdarzeń. Wskoczył na skałki i z beztroską przyglądał się krajobrazowi. Było cicho i przyjemnie. I, przede wszystkim, chłodno, co bez dwóch zdań wszyscy teraz doceniali.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Czuła się dobrze, gwoli prawdy - lepiej, niż zazwyczaj. Skończyła już trening i była o krok od otrzymania imienia wojowniczego (!), co więcej - osiągnęła to jako w tym samym czasie, co Nietoperzowa Łapa, pomimo swojego późnego mianowania. Nie trzeba było nawet wspominać o tym, że wreszcie przełamała się i wyznała Białemu Puchowi, że nie czuje i nigdy nie czuła się kocurem, a ta podeszła do tego faktu w zaskakująco pozytywny sposób. Do tego wszystkiego dochodziła też sprawa świeżych jeszcze w jej pamięci wrażeń ze Zgromadzenia; tego, jak Gwiezdni bezpośrednio się do niej zwrócili, jakoby zsyłali na nią łaskę, pozostawiali w niej stałego łącznika pomiędzy światem żywych a zaświatami. Czyż to nie był wielki zaszczyt?
Z takimi mniej więcej myślami Kropla bladym świtem znalazła się w okolicy Kamienistej Przełęczy. Rzadko wybierała się na samotne polowania, ale teraz wydawało się jej logiczne, że - jako dojrzała już terminatorka - powinna wybierać się na obowiązkowe polowania.
Znalazłszy się tutaj, ustawiła się w pozycji łowieckiej - nogi ugięte, głowa, grzbiet i ogon na równej linii, ściszony oddech - i skupiła się na poszukiwaniu zwierzyny.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Ukończenie treningu, owszem wydawało się być dobrym pomysłem na zaczęcie praktykowania samotnych polowań. Na razie było dosyć spokojnie na Wichrowych terenach. Przynajmniej w okolicy, gdzie znajdywała się Deszczowa Łapa. Śnieg topniał, a pora młodych liści niedługo miała nadejść. Gdy tak ruda terminatorka zaczęła poszukiwać w pozycji łowieckiej jej oczom ukazał się bury piszczek. Idealnie normalny, idealny. Była to mysz, która czaiła się przy drzewie poszukując wśród topniejącego śniegu czegoś co z chęcią by zjadła. To była szansa dla kotki.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Już na początku się jej powiodło: mysz wydawała się bardzo obiecującą zdobyczą. Od początku była w pozycji łowieckiej, aczkolwiek teraz jeszcze ją poprawiła, przenosząc ciężar ciała na ugięte, tylne łapy i zrównując głowę z ogonem oraz linią grzbietu. Ugięła łapy, ułożyła głowę na równej linii z ogonem i grzbietem - stara formułka, której stosowanie w praktyce przychodziło jej teraz zaskakująco łatwo. Starając się stąpać jak najmiękcej, ściszając oddech i skradając się pod wiatr, podkradła się do myszy od tyłu. Oczywiście, pamiętała też o uważaniu na podłoże. Gdy znalazła się już w odpowiednim miejscu, rzuciła się skokiem na zwierzątko, zamierzając przygwoździć ją do podłoża i złamać jej kark swoim ciężarem.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Deszczowa Łapa dobrze podeszła do myszki. Wszystko zakończyłoby się sukcesem, gdyby nie niefortunna zmiana kierunku wiatru. Takie rzeczy się zdarzają, nie ma co tutaj winić Kropli. Piszczek spostrzegł się błyskawicznie o obecności rudej kotki i uciekł tuż przed jej nosem. Miał tyle zapału w sobie, że szybko zniknął z zasięgu wzroku Wichrzaczki. Nie dało rady go już dogonić ani znaleźć. Trzeba szukać czegoś nowego.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Z cichym sykiem obserwowała uciekającą mysz. Powinna była poradzić sobie lepiej, jako niemal już wojowniczka. Jak, skoro tak żałosne piszczki uciekały jej spod łap, mogła uczynić cokolwiek dla Klanu Wichru?
Ponownie ugięła łapy, pilnując przy tym, by brzuch nie szurał po ziemi, a głowa, grzbiet i ogon znalazły się na równej linii. Ściszyła oddech, zmrużyła oczy i ponownie rozpoczęła swoje mozolne poszukiwania zwierzyny. W końcu musiało się udać!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
No nie udało się z myszką, nie ma co nad nią płakać. Takie sytuacje zdarzają się i doświadczonym wojowniczką. Ruda córka Trawiastej Polany ruszyła więc dalej po nieudanym spotkaniu z piszczkiem. Zdawać by się mogło jednak, że okolica po której zaczęła wędrować Kropla była pusta. Po przejściu jakiegoś kawałka na jej drodze nie stanęła żadna zwierzyna. Musi szukać dalej.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Trzeba było szukać, więc szukała dalej, nie tracąc cierpliwości. Starała się iść jak najciszej i jak najmniej zwracać na siebie uwagi. Być może, gdyby przychodziła tutaj częściej, zdołałaby się zachwycić jakimś pięknem tego miejsca i przesiadywać tu godzinami, kontemplując skalną przełęcz będącą zaledwie nędznym odbiciem prawdziwych gór.
Nie czas było jednak na zachwyty, kiedy trzeba było polować. Szła naprzód, starając się znaleźć jakąś zwierzynę.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Deszczowa Łapa szła więc dalej nie zniechęcona chwilowym brakiem zwierzyny. No i dobrze bo pustka w jej okolicy nie trwała tak długo jak mogła trwać. Daleko przed sobą mogła ujrzeć kicające zwierze tak lubiane przez Wichrzaków. Zając, bo o nim mowa skakał sobie po ziemi lekko pokrytej śniegiem chcąc wykopać coś co mogłoby mu podpasować na posiłek. Orał błotniste podłoże pazurami, nie był zbyt przejęty otoczeniem w tym momencie. To dobry moment dla rudej terminatorki.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Jak przystało na przedstawicielkę Ścigaczy Zajęcy, w której żyłach płynęła czysta krew pokoleń długonogich, smukłych wojowników (i której przy tym poskąpiono tych cech), serce Kropli ucieszyło się na widok zająca. Musiał, musiał być jej! Po raz kolejny maksymalnie koncentrując się na potencjalnie hałaśliwych obiektach na podłożu i ściszając oddech do minimum, stanęła w odpowiedniej pozycji; łapy ugięły się, ogon zrównał z głową i linią grzbietu, brzuch nie szurał po ziemi. Szła pod wiatr, co jakiś czas zatrzymując się, tak, by zając - spoglądając w jej stronę - nie nabrał żadnych podejrzeń. Starała się stąpać miękko, przenosząc ciężar ciała na tylne łapy; zamierzała podejść długouche zwierzę od tyłu i szybkim skokiem przygnieść je do ziemi, gdzie nie miałaby już problemu z zakończeniem jego życia.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mistrz: Pszczeli Jad > Płonący Las > Mknąca Zawierucha Płeć: nonbinary (zapach kocura) Matka: Modliszkowy Zagainik Ojciec: Świergot Partner: problemy i deszcz
Nie dba o siebie. Jego futro to była katastrofa. No w miarę. Nadal jest długie i na ogół nie takie złe, gdyby nie to, że nie jest tak jakoś puchate. Jego włosie opada na dół bez kompletnego szału. Tak smutne jak jego wnętrze. Oczy nadal niby tak kolorowe jak wcześniej, bo żółte i błękitne, ale bez blasku. Małym dzieciom nadal będą zapierać dech w piersiach, bo O MATKO DWA KOLORY, ale na ogół smutne takie te ślepia. Bez siły. Gdy ktoś ma okazję widzieć ich białka to z łatwością zauważy lekką czerwień. Jak duży był tak i jest. Kwadratowy i chudy. Czy to to się komuś spodoba? No nie za bardzo. Jego barki i ogólnie wszystko jest takie kościste i ostre. Uwaga nie pokłóć się. Ale w miarę maskuje to futerko na szczęście. Łapy ma spore i bardzo takie miziu miziu. Przy opuszkach ma gęste kłębki futerka, które czasem potrafią irytować, ale lubi to. Jego ogon jak miotłą był tak jest. Długi i strasznie puchaty. Kocięta mogą się w nim chować do woli, tylko właściciel dostanie zawału. (kp)
Czy problemy się skończyły? Absolutnie nie. Więc co zatem jest inaczej hmm? Pan Promyk nadal jest smutny, nadal nie umie odnaleźć się w społeczeństwie i tyle. Emocjonalne wybuchy się skończyły co prawda i biały terminator jest trochę uspokoił, ale hm. Może trochę bardziej uchyla swoją maskę. Nie potrafił wytrzymać hamując wszystko, więc wypuszcza poszczególne cechy, w konkretnym momencie. Nie potrafi jednak tak jak sobie obiecał otworzyć się do końca. Jedno się nie zmieniło. Jest duchem tak jak zawsze. Smutnym i zmęczonym. Częściej przebywa teraz z kociętami i próbuje się do nich przyzwyczaić. Nie jest aż tak źle, ale nie najlepiej. Martwi się o wszystko. O przyjaciela z Klanu Rzeki, o siostrę, o matkę, o wszystkich mu bliskich w jakimś sensie... Lubi deszcz. Uspokaja go. Wtedy czuje się lepiej. Jakby świat też płakał, też się stresował, też przeżywał...
Jasna Kropla (KC) Żurawinowy Nos (KG) Mysia Łapa (KW) Rybka (KRZ) | Bogatka (S)
Zając dalej był w pełni skupiony na grzebaniu w ziemi. Dzięki idealnemu podejściu rudej kotki tłuściutki zwierz nie zauważył jej do ostatniej chwili. Deszczowa Łapa skoczyła na długouchego łamiąc mu kark z łatwością. Zajączek więc padł nieżywy nie wydając ani jednego odgłosu.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Pozbawiła zwierzę życia, czując nieprzyjemny dreszcz przechodzący po kręgosłupie, gdy pod jej łapami pękły kości zająca. Nie lubiła zabijać nawet bezrozumnych zwierząt, ale przecież Klanu nie dało się wyżywić ziołami.
Można byłoby już wrócić do Klanu z tą całkiem okazałą zdobyczą, ale jaki byłby w tym sens; lepiej było zaopatrzyć się bardziej. Zakopała zatem zwierzynę, dziękując przy tym Gwiazdom za jego egzystencję, po czym ponownie stanęła w pozycji łowieckiej - kładąc głowę, ogon i grzbiet na jednej linii, uginając łapy i pilnując tego, by brzuch nie szurał po ziemi - i kontynuowała poszukiwanie zwierzyny.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔