Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
* * *
Wypadła z obozu, jak to miała w zwyczaju i po prostu pobiegła przed siebie, ot, zobaczyć coś, czego jeszcze nie widziała. Nie obrała żadnego konkretnego kierunku, po prostu chciała zobaczyć, co jest na ich ziemiach, przekonać się, jakie jeszcze cudowności się tutaj kryją. Po rozmowie z Fiołkiem czuła się nieco lepiej, poza tym tak naprawdę niewiele było ostatecznie rzeczy, jakie mogły zniszczyć wciąż jeszcze kocięcą radość, jaka żyła w niej samej. Była jej nieodłącznym elementem i choć do jej głowy dotarło w końcu, że każdy traci bliskich, że prędzej czy później jej rodzice również odejdą, jak mama Zająca, to uznała, że czas ten jeszcze nie nadszedł, że to jeszcze nie ta chwila. Całym swoim sercem wierzyła w to, że jest bezpieczna, niczym zamknięta w jakiejś mydlanej bańce, do której zło i występek nie miały wstępu, a ona nawet nie chciała na nie patrzeć. Zamierzała to wszystko, co nieodpowiednie porządnie uderzyć w nos, by przekonało się, że nie ma sensu z nią zadzierać!
W każdym razie pognała w stronę Starego Kasztana sprawdzając, czy jej patykowate łapy aby na pewno nie są w stanie nieść jej jeszcze dalej. Może od poprzedniego wieczoru nieco urosły i teraz miała szansę dopaść aż do granicy z Klanem Rzeki bez zadyszki? A może mogła znaleźć ten niesamowity Dąb, o którym kiedyś opowiadał jej Imbir? Miała tyle możliwości! Ale na razie zasuwała, jakby miała motorek w zadku i starała się nie dyszeć jak ranny bawół.
//Wilk
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk zdecydował się wybrać na patrol przy granicach z Klanem Rzeki i właśnie z niego wracał gdy na swej drodzę zobaczył pędzącą przed siebie Raczą Łapę. Znał ją jedynie z imienia i z tego, że to córka Fiołka i Maliny. Szybko zszedł jej z drogi stwierdzając, że jej pęd w łapach jest za szybki co może grozić zdeżeniem. Postanowił ją zatrzymać mówiąc: - Dokąd tak pędzisz? - Musiał jednak krzyknąć, bo kotka była jeszcze daleko. A gdyby nie krzyknął w odpowiednim momencie to kotka pewnie by przebiegła obok nakręcana żądzą nowych przygód. Usiadł czekając aż córka Malinowej Gwiazdy zdecyduje się zatrzymać. Czekał. Może się dowie coś na temat Żabiej Łapy? W końcu od ceremonii trochę czasu już minęło, a jego terminator nawet nie pojawił się aby zacząć trening. Nie miał zamiaru jednak wykonywać pierwszego korku decydując iż to Żaba musi jako pierwzy podjąć decyzję, że jednak będzie trenować z gorszym mistrzem. Lub poprosić Malinę o zmianę jednak na miejscu przywódczyni Wilk by nie pozwolił na to chcąc nauczyć nowego terminatora, że nie wszystko jest kolorowe i czasem należy pogodzić się z pewnymi rzeczami, a wtedy może być całkiem ciekawie.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek właściwie nie patrzyła dokąd dokładnie biegnie. Jej mistrzyni miała rację nazywając ją w myślach narowistą młodą klaczą, dokładnie taka była córka Maliny i Fiołka, i trudno było powiedzieć, czy kiedykolwiek się to zmieni. Nie umiała się przed niczym powstrzymać, swoje plany zawsze wprowadzała w czyn, chyba że uznała je ostatecznie za zbyt nudne. Na razie jednak, w tym szaleńczym biegu, nie znajdowała nic, co byłoby niestosowne albo nieprzyjemne. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i jej ogon odleci, poszybuje gdzieś w dal i zacznie własne życie, uszy przytuliła do czaszki, bo stwierdziła, że nie powinny jej za bardzo łopotać na wietrze i nawet schowała język za zębami, bo obawiała się, że w innym wypadku byłaby w stanie odgryźć sobie jego końcówkę. Tak czy inaczej minęła w pędzie młodego wojownika, który był bardzo podobny do wujka Sokoła, a potem okrążyła dookoła Stary Kasztan powoli wytracając prędkość, jak koń na wyścigach, który przebiegł już metę i w końcu znalazła się przed Wilkiem w jednym ze swoich słynnych skoków sprężynkowych, po których mogła być rozpoznawana przez inne koty.
- A nie wiem! Bo nasze tereny to są takie duże, a Igła mi powiedział, że żeby je przejść to chyba trzeba z pół dnia, więc sprawdzam, czy aby na pewno nie da się szybciej. Może ty umiesz? - wyrzuciła przyglądając mu się, a następnie wystawiła nieco język, jak zawsze, kiedy była dość podekscytowana, a dokładnie tak było w tej chwili. Poruszyła nieznacznie nosem. - A czy ty nie jesteś dzieckiem wujka Sokoła i wujka Zająca, co? Bo wyglądasz jakbyś był! - zakomunikowała zaciekawiona, a jej oczy pewnie gdyby tylko mogły zabłyszczałyby niczym dwie latarki.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk spoglądał na kotkę, która biegła szybciej od wiatru. Już myślał, że się nie zatrzyma, ale Raczek na szczeście zawróciła bieg skacząc przy tym. Dość... specyficznie, "po swojemu". Wilkowi spodobało się to, że kotka jest tak energiczna. - Cóż, biegnąc na pewno da się zrobić to szybciej, ale po co? Nasze tereny są naprawdę ładne, można powoli je zwiedzić, doceniać. - Uśmiechnął się lekko spoglądając na kotkę. Wstał zapraszając ją skinieniem łba na spacer. Wiedział, że to córka Maliny i Fiołka. Ciężko byloby nie. I wiedział, że może mu powie jak dotrzeć do Żaby. W końcu kocur był dość nieugięty w swych postępowaniach, a to finalnie mogło przedłużyć trening - o ile ten zdecyduje się go zacząć. - Ja? Skądże. Moimi rodzicami są Czajkowy Lot i Wilgotny Nos. Sokoli Cień jest moim mistrzem, ale nie rodzicem. Zresztą jakbym był nawet ich dzieckiem to nie... hm... rodzonym. Dwa kocury nie mogą mieć przecież kociąt. - Zastanowił się przez chwilę spoglądając na kotkę i czekając aż ta dołączy do spaceru. Wydawała się mu łagodna, a do tego energiczna i ciekawa świata. Przypominałą mu jak wyglądał świat jego w jej wieku. Całkiem podobnie. Wyzwania - chęć przebiegnięcia wszystkim terenów klanu w czasie krótszym niż pół dnia? Oprócz Raczek na coś takiego na pewno mógłby wpaść Wilk.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek zachowywała się dalej jakby była na jakiejś sprężynce i widać, że wcale się tym nie męczyła. Była wciąż jeszcze kocięciem, które nie do końca znało zmęczenie, była energiczna, a treningi, jakie zaczęła odbywać pod okiem Zawilec jedynie mocniej ją rozgrzały i spowodowały, że świat stanął przed nią otworem. Była gotowa zwiedzić go cały, na dokładkę najlepiej jak najszybciej, bo chciała pochwalić się reszcie rodzeństwa, czego to ona już nie widziała i czego nie wiedziała! Dotarła na pola treningowe, teraz znalazła Stary Kasztan, wiedziała już, gdzie są Płaczące Wierzby, że gdzieś w lesie jest sadzawka, wpadła do Czarnego Ogona, a teraz paliła się, by przekonać się, co tutaj jeszcze może znaleźć.
- E tam! Doceniać to będę, jak już wszystkie je obskoczę, zobaczę, no i powiem, że już tam byłam, aha! Nie żeby mi Kijanka to wygrał, mowy nie ma. To ten, idziesz ze mną? Pokażesz mi coś ciekawego po tej stronie naszych ziem? Gdzieś tutaj chyba jest granica z, eee, Klanem Rzeki? - wypaliła na to i nawet pokazała Wilkowi język, jakby to miało podkreślać jej słowa. Była tak zapalona do swoich planów i pomysłów, że zdawała się aż płonąć z ekscytacji. Poza tym faktycznie zamierzała znowu być pierwsza, nie chciała, żeby jej brat dowiedział się, co się gdzie znajduje, zanim ona to znajdzie, mowy nie ma.
- Jak nie?! No co ty gadasz! Przecież mają dzieci, Mokrego, Szorstkiego i Splątaną, no, a ona to w ogóle chyba ma takiego jednego kocura, co go bardzo, bardzo lubi - zakomunikowała jeszcze Raczek, z początku oburzona, a potem aż zachichotała ubawiona, jak to mała dziewczynka, która odkryła jakąś miłostkę. Miała tylko, no ile ona tam miała, jakieś osiem księżyców, więc nie było co się dziwić, dla niej jeszcze takie sprawy były zabawne, ekscytujące, ale pewnie sama by się speszyła, gdyby ktoś chciał jej uczucie wyznawać. Ewentualnie walnęłaby go w nos! Chyba że zakochałby się w niej jakiś starszy, przystojny kocur, jak chociażby Chłodek. Tak czy inaczej dołączyła do Wilka, dość radośnie, rozglądając się prędko i starając się wyłapać jakieś rewelacje w okolicy.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Wilk zaśmiał się przez chwilę słysząc natłok słów od młodej kotki. - Spokojnie, spokojnie. Tak, zaraz obok jest granica z Klanem Rzeki, a teraz jesteśmy przy Starym Kasztanie. To to drzewo przed nami. - Uśmiechnął się. - Coś ciekawego? Stary Kasztan to jedno, samotne drzewo. Jednak nie jest byle jakie! Nie dość, że stare, a jego pień jest gruby to tkwi w nim ogromna tajemnica! - Chcąc zainteresować jakoś kotkę zrobił krótką pauzę. - W tym drzewie jest pewna, malutka dziupla. Mało kto o niej wie, bo dobrze kryje się pomiędzy gałęziami! Mieszka tam para dzięciołów od dawien dawna i co pełen obrót księżycy można obserwować ich życie. Zbierają gałązki do gniazda, potem wychowują młode - słychać ich pierwsze piski jak się dobrze trafi, potem można z ukrycia obserwować jak próbują latać. I wiesz co jest najlepsze? Nikt o tym nie wie! Nikt kto by chciał je zranić. Moja mama je odkryła jakiś czas temu i często przychodzi sobie tu na nie zwyczajnie popatrzeć. I mówiła żeby nikomu nie mówić, ale wydaje mi się, że ty nie powiesz nikomu, kto uzna je za posiłek, hm? - Uśmiechnął się choć może ostatnie słowa nie były najmilsze pod względem estetyki i całości opowiadania. Niemniej nie chciał aby ta para ptaków skończyła w cudzym brzuchu. Te niech zostaną, dla mamy. - No mają ale takie.... przygarnięte kociaki. Rozumiesz? Dwa kocury nie moga mieć takich swoich kociaków. Do tego trzeba kotki i kocura. - Uśmiechnął się lekko. Nie wiedział czy uświadamiać kotkę czy robi z siebie idiotę i ta już wszystko wie.
Zdecydował się zmienić temat. - Chciałaś zobaczyć granicę z Rzeką? To chodź! - Krzyknął i zaczął biec przed siebie rwąc podłoże, które już prawie pozbyło się zimnego śniegu. - Jak powiem żebyś się zatrzymałą to będzie granica! - Krzyknął do kotki odwracając łeb przed siebię i kuląc uszy biegł dalej. Wyprostował ogon z grzbietem aby susy i bieg był bardziej jednostajny. Omijał przeszkody sprawnie i całkiem szybko jak na tak masywnego kocura. Nie oglądał się za siebie, wiedział, że kotka jest tuż tuż.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Pod pewnymi względami Raczek mogła spokojnie uchodzić za potomkinię babki Wilka. Mówiła jak najęta, zachowywała się, jakby ktoś ją nakręcił i wręcz emanowała niespożytymi pokładami energii. Była jednak wierną kopią swojego taty, którego kochała ponad życie i wręcz oczywiste było, że prędzej czy później będzie równie wysoka, co on. Miała już łapy, które umożliwiały jej szaleńcze biegi, miała w sobie tę samą ciekawość, jaką miał Fiołek i zdaje się, że niewiele było w niej z tej cudownej kobiecości, jaką reprezentowała jej mama. Raczek była jak na razie typową chłopczycą wchodzącą na szczyty drzew, zdzierającą sobie kolana i wycierającą gile z nosa o rękaw koszulki. Było jej wszędzie pełno i zdaje się, że zupełnie nie wiedziała czym jest takt, nic zatem dziwnego, że gdy tylko usłyszała, co ma jej do powiedzenia starszy kocur, to wywaliła na niego gały i stała poruszając końcówką ogona z całkowitą niecierpliwością.
- O ja cię! A wysoko to? Dałabym tam radę wejść, żeby je zobaczyć? A stąd to je widać? I czy ona już mają te małe dzięcioły? I w ogóle? - wypaliła zaczynając się kręcić z wystawionym czubkiem języka i próbując zobaczyć to, o czym mówił kocur. Bo chyba jej nie wkręcał, prawda? Nie była pewna, w końcu Igła i Kijanka często stroili sobie z niej jakieś żarty, na dokładkę ta Ropucha, która opowiadała jej, że nie straciła ani jednego zęba! Też coś! Raczek miała więc nadzieje, że nie robi z siebie właśnie mysiego móżdżka próbując zobaczyć tę cudowną dzięciolą parę, która z jakiegoś względu tak fascynowała młodego wojownika, zaraz jednak spojrzała na niego z miną świadczącą, że opowiada jej jakieś dyrdymały!
- Jak nie mogą! Żeby mieć kocięta, to trzeba się bardzo, bardzo mocno kochać! Więc wujkowie na pewno się mocno kochają, o właśnie! Ale heca, jak zostaną dziadkami! - powiedziała na to zupełnie nie rozumiejąc jeszcze kwestii związanych z tym skąd dokładnie biorą się kocięta. Nie pytała o to mamy, wiedziała doskonale, że bardzo kochała tatę i właśnie tak powstali oni, cudowni, piękni i na pewno wspaniali. I była również przekonana, że Sokół i Zając sprowadzili na ten świat swoje potomstwo, więc Wilk na pewno będzie musiał się nieco nagimnastykować, jeśli chciał ją naprowadzić na właściwą drogę.
- Tak, tak, tak! Ale super! - rzuciła, kiedy złożył jej propozycję, a następnie wystrzeliła za wojownikiem jak z procy. Łapy miała już naprawdę dość długie, szybka była, tego się ukryć nie dało i skłonna była lecieć na łeb na szyję, byle tylko dotrzeć do miejsca, o jakim mówił. Ciekawa była, co to dokładnie był ten Klan Rzeki i jaka to była granica. Widziała już Czarny Ogon, na którym kończyły się ich ziemie, więc zamierzała teraz dowiedzieć się, co znajduje się po drugiej stronie. Nie przejmowała się tym, czy wyprzedzi wojownika, czy nie, w końcu miał jej dać znać, że powinna się zatrzymać!
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
Oh Wilk nigdy nie okłamałby Raczek, nie miał powodu. Po prostu tę tajemnicę trzymał głęboko w sobie dlatego, że Czajka prosiła. Te dzięcioły jednak potrafiły się ukryć, a w Porę Nagich Drzew zazwyczaj siedzą w dziupli lub szukają pożywienia. - Teraz ciężko je będzie jednak dojrzeć, młode mają mniej więcej na przełomie Pory Nowych i Zielonych Liści. I raz do roku je mają. Niedługo nadejdą ciepłe dni to na pewno je zobaczysz! Tylko trzeba się ukryć i dobrze patrzeć! - Uśmiechnął się nadal biegnąć. Na kolejne słowa kotki zmarszczył nieco brwi. Wujkowie na pewno się mocno kochają. Na początku pomyślał, że oni naprawdę są parą, ale... przecież tu młoda kotka mogła pomyślić przyjaźń z miłością taką romantyczną więc... chyba o to chodzi. Nie wiedział jednak jak kotkę z błędu wyprowadzić. Zdecydował jednak spróbować w momencie kiedy zatrzymają się na granicy.
Kotka już niemal wyprzedzała Wilka, ale należało się zatrzymać aby nie wbiec na tereny obcego klanu. Gdyby ich bieg miał trwać dłużej to Raczek chyba nawet by Wilka przegoniła! - STOOOOP! - Krzyknął hamując i ryjąc łapami w ziemii tworząc lekkie koleiny. Ziemia była twarda i ubita więc zatrzymanie się było łatwiejsze do zrobienia. Przed nimi ukazały się tereny Klanu Rzeki - podmokłe, a w oddali widać było rzekę. - Jesteśmy! - Zaśmiał się. Naprawdę uwielbiał biegać, a teraz nabrał dwa głębokie wdechy aby nieco uspokoić organizm. - A co do tych kociąt... to... widzisz nie zawsze trzeba miłości aby z tego były kocięta. Bo tu chodzi o różnicę pomiędzy kotką i kocurem - każdy ma co innego pod ogonem. - Zaczął spoglądając na Raczek. Nie wiedział czy to odpowiedni wiek na takie rozmowy, ale z Wilkiem Czajka rozmawiała o wiele wcześniej, a i sam Wilk podejrzewał jak to działa. Poza tym Raczek powinna wiedzieć - jej ciało już jest zdolne począć młode choć wszystko tak naprawdę pojmie w wieku dwunastu księżycy. Mniej więcej. - Przykładowo ty nie mogłabyś mieć kociąt na przykład z... jakąś kotką, bo macie to samo pod ogonem. Tak samo to działa z Sokolim Cieniem i Zajęczym Susem. Nie mogą mieć kociąt, bo mają to samo pod ogonem. A poza tym tylko kotka rodzi kocięta, a żaden z nich nią nie jest. - Uśmiechnął się pod nosem. Jakoś tak to mu Czajka tłumaczyła chociaż Wilk nie był święcie przekonany, że dwójka kocurów może mieć dzieci. Dlatego w przypadku Raczek jest inaczej. Może Malina powinna z nią porozmawiać jednak na ten temat? Kto wie, Wilk odbiera teraz jej jakieś tam przywileje do uświadamiania, ale no cóż... Wilk jeszcze zastanawiał się nad słowami kotki, ale... to chyba niemożliwe żeby Zając i Sokół... nigdy ich nie widział żeby się obnosili z tym, albo źle patrzył? Wilk w każdym razie nie jest świadom więzi łączącej ów zastępcę i wojownika.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- E, i teraz będę musiała tutaj przychodzić codziennie, żeby je zobaczyć! W sumie to nawet nie wiem skąd będę wiedziała, że to one, i że mam ich nie jeść - powiedziała zaraz na to kręcąc się w miejscu i starając się wypatrzeć coś pomiędzy gałęziami wielkiego drzewa. Była teraz w pełni zajęta tym poszukiwaniem, nic zatem dziwnego, że nie dostrzegła, iż młody wojownik jest nieco skonfundowany jej wyjaśnieniami i obwieszczeniem, że wujkowie się bardzo mocno kochają, co dla niej było rzeczą wręcz oczywistą. Rodzice nigdy nie ukrywali przed nimi, że wujek Sokół związał się z wujkiem Zającem i mają kocięta, poza tym znajdowała od najmłodszych księżyców potwierdzenie tych słów u innych kotów z Klanu, nic zatem dziwnego, że dla niej było to normalne. Nie skupiała się na tym zresztą, kiedy zaczęli biec, bo miała nieco ciekawsze rzeczy do roboty, chciała dowiedzieć się, jakie są te tereny Klanu Rzeki i czym się różnią od ich własnych. I poczuła się niesamowicie rozczarowana! Bo, no rany, były dokładnie takie same! I ta granica. Skąd niby Wilk właściwie wiedział, że jest w tym miejscu?
Raczek wyhamowała z piskiem łap i klapnęła na zadku rozglądając się dookoła, jakby chciała przekonać się, jak wygląda ta granica, ale nie było tutaj nic, co by na nią wskazywało, znaczy, żadnych znaków ostrzegawczych. No, może nieco inaczej pachniało, ale nie była przekonana, jak na podstawie czegoś takiego miałaby się zorientować, ze nie należy iść dalej. Wciągnęła głęboko powietrze poruszając nosem, a potem aż się zapowietrzyła, gdy syn Czajki zaczął jej opowiadać jakieś bzdury.
- No co ty w ogóle gadasz? To powiedz mi, skąd wujkowie mają kocięta, hm? Splątaną, Mokrego i Szorstkiego? Gwiezdny Klan ich im zesłał? - spytała przebiegle mieląc jego słowa na papkę. Miała coś innego pod ogonem? Coś innego, niż Kijanka? W sumie nigdy nie patrzyła, co on ma pod ogonem, a skoro Wilk to wiedział, to chyba to nie było najładniejsze z jego strony, czy coś! Zerknęła więc na niego nieco podejrzliwie, bo mimo wszystko ta cała jego gadka szmatka była dla niej kosmicznie abstrakcyjna, tym bardziej w kontekście wujków i ich potomstwa.
- No, a ten, w ogóle, powiedz mi, skąd ty wiesz, że dokładnie tutaj jest granica? A co się stanie, jak tam wstawię paluszek? - zapytała niemalże prowokacyjnie i spojrzała się na tereny Klanu Rzeki, które były niesamowicie nudne i nic nie odróżniało ich od ziemi Klanu Wichru.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
- Nie wiem, ja to po prostu czuje. Poza tym nie jestem miłośnikiem polowania na ptaki. A dzięcioły nie chodzą po ściółce zazwyczaj. Żeby upolować takiego trzeba wejść na drzewo, a zanim to zrobisz... to ucieknie. Nie myśl na zapas, po prostu jak już zrobi się ciepło na dobre to na pewno je zobaczysz! - Uśmiechnął sie siedząc przed granicą i spoglądając na tereny Rzeki. Cóż... to prawda, że nie było tu nic ciekawego. Teren leniwie i mozolnie zmienia się w bardziej... wodny. W oddali widać jedynie rzekę - a dokładnie jej słaby zarys. Woń jednak była mocno wyczuwalna. - Jak to skąd? Znaleźli je i przygarnęli. Ot co. - Wzruszył ramionami. Zdawało mu się, że jakkolwiek by nie mówił to i tak nie da rady dotrzeć do kotki. - Wiesz co? Zapytaj Sokoła i Zająca skąd mają kocięta to oni Ci wyjaśnią jak to działa. Może lepiej niż ja. - Zaśmiał się delikatnie. - No, ale w ich słowa uwierzysz bardziej niż w moje, a ja bym dał sobie łapę odgryźć, że jest tak jak mówię. - Dodał po chwili rozglądając się. Cisza, spokój. - Po zapachu. Trzeba nauczyć się go wyczuwać. Każdy klan pachnie inaczej. Tak samo samotnicy czy pieszczochy pachną inaczej. I trzeba oznaczać granicę żeby zapach nie znikł. Niech Gwiezdni Cię chronią! Nie wolno wkraczać na tereny obcego klanu! Jest to jedna z zasad Kodeksu Wojownika: Nie można polować i wkraczać na tereny innych klanów. Wten sposób unikamy wojen i rozlewu krwi. Poza tym każdy kot z Rzeki ma obowiązek wyciągnąć Cię z ich terenów jeśli je naruszysz. A uwierz, nie chcesz tego robić. - Niemal się przeraził. Nie mogła wkraczać na obce tereny, nie po to wiele księżycy temu Gwiezdni dali przywódcą dziewięć żyć i swe mądrości aby teraz to zniweczyć. Po prostu... nie wolno. I koniec, kropka.
Wilk zamyślił się na chwilę zastanawiając się jak spędzić czas z Raczek. Jakoś produktywnie. - Lubisz wspinać się na drzewa? - Zapytał spoglądając na nią z ukosa, a na pysku ujawnił się mu uśmiech, który świadczył tylko o jednym - o planie, o czymś ciekawym, fajnym.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- A dlaczego nie siedzą na ziemi? - zapytała właściwie od razu Raczek, bo to chyba była dla niej najciekawsza informacja ze wszystkich, jakie przekazał jej w tej chwili wojownik, cała reszta była powiedzmy, że istotna, ale w jej głowie zapisała się raczej jako jedno wielkie "bla bla bla", o co Wilk nie powinien się obrażać, bo córka Maliny taka już była. To, co uznawała za ważne, zachowywała. A co było dla niej jedynie dodatkami nie wpływającymi na całokształt twórczości - spychała na dno świadomości. Istniał cień prawdopodobieństwa, że pewnego dnia wyłowi to gwałtownie w czasie rozmowy z kimś, kto jej tę wiedzę przekazał i będzie to niczym as z rękawa, czy coś podobnego.
- No, zapytam, żebyś wiedział - stwierdziła buntowniczo, jakby koniecznie musiała postawić na swoim, albo chciała mu pokazać, że i tak to ona ma rację, a nie ktoś inny, bo co to w ogóle miało być, a? To znaczy Raczek wiedziała, ze nie ma dostatecznej wiedzy, by robić niektóre rzeczy, ale jednocześnie była przekonana, że nie jest znowu takim głupkiem i mysim móżdżkiem, żeby pewnych spraw nie rozumieć, dlatego też musiała koniecznie droczyć się z Wilkiem, bo jakżeby to inaczej, potem zaś nachyliła się w jego stronę i przyglądała mu się niesamowicie uważnie.
- No czekaj, czekaj, powoli! To co się z tą granicą robi? Mam na nią nasikać, czy jak? I właściwie dlaczego nie mogę wchodzić na ziemie innego Klanu? Nie, żebym chciała, bo tam mają takie same krzaki jak u nas, ale chodzi o to, że jestem bardzo ciekawa, czemu nie można tego robić! Bo tam śmierdzi inaczej? - zarzuciła go zatem pytaniami, bo była bardzo ciekawa, co się za tym wszystkim kryje i strasznie ją korciło, żeby wsadzić chociaż jeden palec za tę mityczną granicę i tym samym przekonać się, co się stanie i jak to się skończy, bo nie wiedziała, czy za chwilę nie nadbiegnie jakiś patrol, który oznajmi jej, że teraz muszą jej ten palec niestety, ale odgryźć.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
- Bo bezpieczniej jest na drzewach. Poza tym jedzą żyjątka pochodzące z drzew. Nie stukają swoimi dziobami w pnie dla przyjemności. - Uśmiechnął się lekko spoglądając na Raczek. Zaborcza i ciekawa świata. Jedno z tych cech było bliskie sercu Wilkowi jednak... czy on był zaborczy w czasach młodości? Można rzec, że wobec Lśniącej owszem jednak zazwyczaj był ugodowym kotem i stronił od ostrych wymian zdań choćby. Jednak w momencie gdy ktoś ranił mu bliskiego kota Czarny nie wahał by się nawet uderzenia serca. - Granice się oznacza. Moczem, swoim zapachem - ocierając się o krzaki choćby nawet. Robimy to aby granica była dobrze wyczuwalna, aby nikt nie wchodził na nasze tereny. - Odparł spoglądając na kotkę. Niby miał ją nauczyć tego mistrz, ale skoro już pyta... - Aby nie było rozlewu krwi. Słuchaj, dawno dawno temu koty żyjące w lesie non stop rywalizowały o piszczki i terytoria. Zabito wtedy wielu naszych pobratymców. Gwiezdni się bardzo rozłościli i powiedzieli aby wybrano przywódcę. Zgłosiły się cztery koty: Cień, Wicher, Grom i Rzeka. Zaczęła się między nimi kłótnia jednak Gwiezdni powiedzieli aby wybrali sobie koty najbardziej podobne im, podzielili krainę na cztery częsci i władali swoimi ziemiami. Wtedy Gwiezdni dali przywódcom dziewięć żyć i wyznaczyli kodeks. Jeden z jego punktów mówi aby nie wstępować na tereny innych klanów i nie polować na nich. Dzięki temu żyjemy w zgodzie, nie ma rozlewu krwi, nie giną istnienia bezsensownie. Trzeba jedynie dziękować za przychylność i mądrość Gwiezdnym. Gdyby nie oni nie wiadomo co byłoby teraz. - Może w ogóle by nas nie było? Może nie było by wojowników, klanów? Wilk wolał nie myśleć. - Rozumiesz już teraz jakie to ważne? - Zapytał rozglądając się po terenach Rzeki, które faktycznie przez pierwsze susy nie wyglądała inaczej od Wichru. Spojrzał na Raczek zastanawiając się czy będzie mieć jakieś inne pytania. - Co Cię interesuje jeszcze? Chciałabyś coś wiedzieć? Może coś zobaczyć? Nasze tereny może nie są centrum wspaniałości, ale wystarczy jedynie trochę wyobraźni aby wszystko było inne. - Uśmiechnął się. Do niedawna sam tak robił, wyobrażał sobie różne rzeczy, najróżniejsze. Że walczy z lisem, że ratuje piękną kotkę, że poznał kotka z plemienia. Możliwości jest wiele.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Jedzą robaki? Takie jak dżdżownice? - zapytała nie tylko zszokowana, ale również dość obrzydzona. Kiedy tylko to wszystko wyszło w końcu na powierzchnię, a ona miała okazję złapać pierwszą ospałą muchę stwierdziła, że poza tym, iż jest zabawna, jest również paskudna w smaku i zdecydowanie wolałaby nie powtarzać swoich eksperymentów kulinarnych. Z tego względu zupełnie nie mogła zrozumieć, co w tym wszystkim może podobać się dzięciołom, ale ostatecznie to nie ona ustalała im dietę. Ważne, że po tych wszystkich owadach ptaki były całkiem apetyczne.
Na kolejną odpowiedź Wilka Raczek spojrzała w stronę granicy i zrobiła taką minę, jakby chciała powiedzieć, że to paskudnie nieładne sikać na granicę. W końcu to potem jednak było czuć! Och, no tak, niby o to chodziło, ale ktoś mógł w to wejść. Ugh! Nie, ta wizja jakoś nie bardzo przypadła jej do gustu i zdecydowanie uznała, że woli już ocierać się o krzaki albo kulturalnie załatwiać się gdzieś pod nimi, gdzie nie każdy będzie wsadzał swój nos. Nastawiła również uszu na to, co kocur miał jej jeszcze do powiedzenia, ale znała już tę opowieść, Czajka przedstawiła jej ją w czasie, gdy miała pilnować rezolutnej córki Maliny i koteczka zmarszczyła teraz nos w zamyśleniu. Czy to oznaczało, że sporą część swojego życia opierali o bajkę! O rany, to dopiero była myśl, nie ma co!
- No, ale to trochę głupie jest. A co jak się zaprzyjaźnię z kotem z Rzeki? To jak mam się z nim spotykać? - wypaliła w ogóle nie zastanawiając się nad tym, czy nie powinna przypadkiem ugryźć się w język. Rozumiała, że każdy Klan miał swoje ziemie do pilnowania i polowania, ale jakoś nie wiedziała czemu nie można było chodzić po terenach innych, w końcu nie było tam nic, czego nie byłoby w Wichrze, czy coś, nie? Nie zamierzała nikogo atakować, nie zamierzała łapać ich myszy, bo sami mieli całkiem tłuściutkie, więc o co całe to halo i jedno wielkie wow?
- Ej, a skąd ty dokładnie wiesz, że to należy do nas, ale tamta, o, trawa, to już nie? Bo przecież to wszystko śmierdzi tak samo. No i powiedz mi, co to jest na tej granicy, żebym wiedziała dokąd ona biegnie, co nie? - rzuciła na to wiercąc się wyraźnie, bo chyba siedzenie w miejscu nie do końca jej służyło, co nie było wcale takie dziwne, była w końcu niesamowicie żywiołową jednostką i nie umiała usiedzieć za długo w jednym miejscu.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Sokoli Cień Płeć: kocur Matka: Czajkowy Lot Ojciec: Wilgotny Nos Partner: Zaśnieżona Ścieżka
Wilk stał się większy niż ktokolwiek mógł by pomyśleć i bardziej muskularny. Dzięki długim wędrówkom od najmłodszych czasów i wspinaczkach masa mięśniowa urosła. Smoliste futro zostało na swym miejscu jednakże stało się o wiele bardziej szorstkie jak... wilcze. Wibrysy są również czarnego koloru, a jedyne co wyróżnia się i kontrastuje z ciemnym kolorytem są oczy, które od czasów młodości wyblakły i stały się jasno niebieskie, przypominające lód. Łapy umięśnione mają ślady wszelkich obdarć i zarysowań, a poduszki zgrubiałe i szorstkie również mają kolor czerni.
Śmierć brata odbiła się na Wilku. Zawsze pogodny, pełen chęci do zabaw i wszelkiego rodzaju rozrywki teraz woli spędzać czas w samotności, przebywając poza większymi skupiskami kotów, rozmawiając niewiele. Stał się bardziej ponury i mrukliwy. Ponadto przez stratę bliskiego mu kota jeszcze bardziej chce zostać wojownikiem i w jakiś sposób położyć kres śmierci i zniknięciom w klanie choć w jakiejś części. Wilk pożegnał się zatem z pozytywną stroną życia coraz bardziej zatapiając się w swoich myślach, bo Czarny ostatnim czasy rozmyśla wiele. I na każdy temat.
Lwi Zew ; Krucza Łapa; Lisica
- Robaki, pajaki, owady. Dżdżownice chyba nie, ale raz widziałem jak taki zjadł na raz całą gąsiennice. To takie dżdżownice tylko... żyją na drzewach, są kolorowe i dziwnie się poruszają. Widziałaś je? Straszne dziwaki! - Zaśmiał się przypominając sobie jak jedna tylną część ciała przesuwała do przodu, a potem przednią. Naprawdę zdziwiło to Wilka. Dopiero mama go uświadomiła, że to gąsiennice. Zapamiętał je dobrze bo bardzo spodobał się mu ich kolor. - A jak się je dotknie to zwijają się w kłębek! I mają takie dziwną... sierść? Krótkie włoski, które nie przylegają do ich ciała. - Aż wzdrygnął się na tę myśl. Przyglądał się ów gąsiennicy dość długo, a po jakimś czasie włoski zaczęły go aż brzydzić. I niektóre miały takie kłujące włoski. Nie wiedział do czego może im to służyć. Na pewno nie chroni przed zimnem. Może ciężej je wtedy zjeść? Ale dzięciołowi jakoś to nie przeszkodziło w obiedzie. - Możesz zawierać przyjaźnie poza klanem, ale lojalność musi pozostać przy Wichrze. Nie można wchodzić na tereny innych klanów, ale możesz... przykładowo spotkać się z kimś na granicy. Można swobodnie rozmawiać nie przekraczając ów. Jak zostaniesz wojownikiem będziesz mogła wychodzić poza tereny klanu na Ziemie Niczyje i tam się spotykać z przyjaciółmi z innych klanów. Jednak takowe chyba rzadko się zdarzają. Raczej każdy woli mieć pewność co do... kota. Nigdy nie wiadomo co w planach ma taki kocur z Rzeki czy Cienia. - Mruknął patrząc poważnie na kotkę. Sam jakoś nigdy nie czuł ochoty zawierać przyjaźnie poza klanem, ale czasem ma ochotę wyjść poza granicę. Zazwyczaj brakuje mu czasu lub chęci. I gdzie ta ciekawość Wilka z młodzieńczych lat? - W swoim czasie zaczniesz rozpoznawać zapachy innych klanów. Ja przykładowo czuję iż o ten krzak jest po naszej stronie, a tamten w oddali już należy do terenów Klanu Rzeki. - Odparł i wzruszył barkami. Teraz nie było to takie trudne, ale pamiętał jak na treningu musiał mocno się wysilić aby znaleźć różnicę między zapachami. - Dla mnie na przykład zapach Rzeki kojarzy się z ... wodą, błotem, rybami... no coś w tym stylu. Przez ich tereny przepływa Rzeka z tego co widać w oddali i żywią się rybami. Stąd pewnie moje porównanie zapachu. - Kolejnego pytania kotki... nie zrozumiał. Jak to co jest na granicy? W sensie terytoria? - Teraz jesteśmy mniej więcej w Kotlince na zachodzie. Gdyby iść na wschód dojdziesz do Podmokłego Brzegu, a dalej już są Ziemie Niczyje i... Grzmiąca Ścieżka. - Mruknął przypominając sobie opowieści o drodze, która była czarna jak noc, a w gorące dni niemal lepka. I śmierdziała okropnie, a po jej nawierzchni biegły potwory... Brrr. Spojrzał w końcu na Raczek zastanawiając się nad kolejnym pościgiem. - Ale jak będziesz blisko tej Grzmiącej Ścieżki to uważaj, proszę. - Dodął uważając za stosowne ostrzec kotkę przed niebezpieczeństwem.
<table><center><tr><td><img src="https://i.imgur.com/cyU3um7.png"></td><td><center>*** I look insidemyself and see my heart is black
I see my red door and must have it painted black Maybe then I'll fade away and not have to face the facts
It's not easy facing up when your whole world is black</center> </center></table>
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Nie! No co ty? Owłosione dżdżownice?! - rzuciła rozwierając szeroko pyszczek, a jej oczy zabłyszczały, gdy usiłowała sobie to wyobrazić, obiecała sobie zresztą, że postara się coś takiego znaleźć, bo chciała się przekonać, co to właściwie jest, jak wygląda i czy w ogóle przypomina to, o czym mówił Wilk. Poza tym ciekawa była, co to za żyjątko, skoro podobno było jakimś robakiem. Nie widziała jeszcze takiego, który miałby na sobie futerko. Ciekawe w jakich kolorach? Może były rude, tak jak ona? Uznała, że koniecznie musi się przekonać, że musi się dowiedzieć, jak wyglądają te całe gąsienice, ale po chwili jej ucho odwróciło się w stronę Wilka, gdy zaczął poważnie przemawiać i zaczęła się zastanawiać nad tym, co próbuje jej przekazać. To chyba był Kodeks? Tak, zdaje się, że tak, bo wydawało jej się, że podobne słowa przedstawił jej tatuś w czasie nauk. Nie do końca jej się to wszystko podobało, bo była mimo wszystko niesamowicie otwartą duszą, nie lubiła zamykać się w jakiś ramach, czy coś podobnego, dlatego też jedynie prychnęła cicho i zapytała, dlaczego na Ziemie Niczyje może wyjść dopiero jak zostanie wojownikiem, bo to zdecydowanie się jej nie podobało i już na pewno ją ograniczało. Że co, że niby sobie nie poradzi?
-E? A co niby mógłby mieć w planach? - zapytała i gdyby to było możliwe, to z całą pewnością nad jej głową właśnie zaczęłyby błyszczeć niezliczone liczby znaków zapytania, których nie była w stanie powstrzymać. Bo o co właściwie chodziło Wilkowi? Był jakiś taki tajemniczy i mówił nie wiadomo o czym i właściwie nie wiadomo po co, jakby ona miała być głupia albo za słaba, żeby sobie z czymś poradzić. Chociaż z drugiej strony po co ją próbował, nie wiem, wystraszyć? To jedynie Raczka denerwowało i pewnie na swoisty sposób podkręcało.
- To nos nam jakoś rośnie albo coś podobnego? Albo się zmienia? - spytała jeszcze nieco rozbawiona, ale zaczęła węszyć próbując wyłapać wszystko to, o czym mówił jej młody wojownik, ale na razie nie szło jej to niestety najlepiej, w końcu od niedawna była terminatorką i pewnie nie miała takiego doświadczenia, by być w stanie na zawołanie rozróżniać zapachy wszystkiego, co ją otacza. Potem nastawiła uszy słuchając tego, gdzie się znajduje i rozglądając prędko, by zorientować się co i jak i co dokładnie ich otacza, a jej oczy zabłyszczały bardzo mocno, gdy usłyszała o Grzmiącej Ścieżce.
- To ONA tu jest? Chcę ją zobaczyć! Proszę! - powiedziała niemalże podskakując w miejscu. Nie wiedziała, czy jest w niej coś fascynującego, ale wszyscy mówili o niej w tak cichy i nieco przerażony sposób, ze Raczek nie mogła w miejscu usiedzieć i koniecznie chciała wiedzieć, co dokładnie się w niej kryje! Może była w jakiś sposób magiczna, czy coś podobnego?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see