Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Trafił. Nie zastanawiał się zbyt długo nad tym, co powinien robić dalej i jak właściwie się zachować, bo to nie podlegało w ogóle dyskusji. Skoro udało mu się zacisnąć szczęki na szyi lisa, zamierzał spróbować objąć ją teraz łapami, by przyciągnąć przeciwnika jeszcze bliżej, jednocześnie zaś pogłębiając ranę, jaką zadał mu zębami, nic zatem dziwnego, iż starał się zacisnąć mocniej szczęki. Domyślał się, że przeciwnik skupi się na nim, ale to go ani nie przerażło, ani nie przeszkadzało. Chciał po prostu pokonać drapieżnika i pozbyć się jego ciała, by nikomu nie zagrażał.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Walka trwała... zaskakująco krótko. Zajęczy Sus, tak jak planował, ugryzł lisa prosto w bok, ale to Sokoli Cień okazał się być gwiazdą wieczoru. Wgryzł się jeszcze mocniej w miejsce, które uprzednio zaatakował i nie dość, że doprowadził tym do śmierci lisa, to jeszcze najprawdopodobniej uszkodził mu jakąś kość, która wcześniej była chroniona przez mięsień szyi, o czym świadczyło dość głośne chrupnięcie. W każdym razie, rudzielec padł na ziemię, a z jego szyi zaczęła sączyć się krew w niewyobrażalnych wręcz ilościach. Nie było wątpliwości, co do jest stanu.
Lis
S: 11(14) | Zr: 5(9) | Sz: 6(8) | HP: 25 - 12 - 45 - 3 - 3 = ŚMIERĆ| W: 39/40
⚬ zr i sz obniżone o 2 z powodu walki 2:1
⚬ od następnej tury statystyki obniżone o 1/4 z powodu spadku HP
• rana 2. stopnia: głębsze zadrapanie na boku, krwawi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
• rana 2. stopnia: poważne uszkodzenia mięśnia szyi (-3HP w pierwszej turze, potem -2HP do końca walki)
Zajęczy Sus + 15exp
Sokoli Cień +25exp
whenthis worldisno more ★them o o nis allwe'll see★ I'll ask youtofly awaywith me untilthe starsall falldown they emptyfrom thesky but Idon't m i n d if you'rewith me ≡theneverything'salright≡
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Umarł. Cóż, to było zadziwiająco szybkie, nawet Sokół nie spodziewał się, że tak prędko zdołają pokonać lisa, że po prostu poślą go na tamten świat bez większego problemu, że rozgryzie mu szyję, natrafi nawet na kość i zmiażdży go, nim przeciwnik zdoła zadać im jakikolwiek cios. Nic zatem dziwnego, że Sokół zamrugał nawet, zastanawiając się usilnie nad tym, jak to w gruncie rzeczy było możliwe, ale ostatecznie jedynie podziękował Gwiezdnemu Klanowi za łaskę, jakiej mu, im, udzielił i odsunął się na moment od truchła, by oblizać pysk, cały skąpany w krwi drapieżnika. Spojrzał na Zająca i uśmiechnął się do niego, nieco krzywo, jak to już miał w swym zwyczaju, po czym ostrożnie skinął łbem.
- Już - mruknął. - Nikomu nie zagraża. Powinniśmy zakopać jego truchło, a później wracać do obozu. Chyba że chcesz szukać dalej jakichś ciekawostek... - rzucił spokojnie, choć z jego strony taka odzywka spokojnie mogła być potraktowana jako forma zaproszenia do dalszej zabawy, jak również próba rozładowania atmosfery.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Poszło szybko, wręcz niesamowicie szybko, a gdy lis padł martwy na ziemię i wkrótce wyzionął ducha przez samą utratę krwi, kocur odetchnął z ulgą. Zerknął szybko w stronę Sokoła, żeby upewnić się, że ten też jest cały i zdrowy, tak jak on, ale okazało się, że faktycznie, nic mu się nie stało, na co poczuł kolejną falę ulgi, bo oznaczało to, że nie tylko pozbyli się zagrożenia, ale i przy okazji wyszli z tego bez szwanku, jedynie poza zmęczeniem, które wiązało się z każdą walką.
– Wiesz co, chyba już mi na dzisiaj wystarczy. Łasica, kruk, a teraz lis… wolałbym po prostu z tobą odpocząć – mruknął, podchodząc bliżej i ocierając się lekko o bok partnera. Oboje byli we krwi lisa, więc dotyk był ulotny: najpierw powinni zresztą zająć się pochowaniem truchła. Buro-biały był co prawda zmęczony, zarówno walkami, jak i wycieczką do obozu i z powrotem, ale trzeba było to załatwić, najlepiej szybko, więc zaczął kopać dół.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Nieoczekiwane. Dokładnie takie było to wydarzenie, a Sokół nie wiedział jak do tego podejść. Był w gruncie rzeczy zadowolony, ale jednocześnie odnosił wrażenie, że poszło zbyt łatwo, jakby coś jeszcze ich czekało, aczkolwiek nie był w stanie powiedzieć co. Oddychał dość prędko, bo jednak posłanie na śmierć takiego przeciwnika nie było takie łatwe, a zapach krwi dość mocno go drażnił, uśmiechnął się jednak do Zająca na znak, że wszystko jest dobrze i nie mają się czym zupełnie przejmować, niemniej, jednak gdy jego parter się odezwał, wojownik aż poruszył niespokojnie uszami.
- Łasica? I kruk? Zdaje się, że masz zdecydowanie zbyt wiele przygód, jam na dzisiejszy dzień. Pozbądźmy się go, a później znajdziemy spokojne i odosobnione miejsce - mruknął zatem, gdy Zając się do niego zbliżył i tracił go lekko łbem, starając się nie usmarować kocura krwią. Zaraz też zabrał się za pomoc w kompanii dołu, by wrzucić tam truchło lisa i zakopać je starannie. Próbował wziąć większą część pracy na siebie, bo doskonale rozumiem wiedział, że jest mimo wszystko mniej zmęczony od Zająca i nie chciał, żeby ten przypadkiem się nadwyrężył. - A teraz powiedz, dokąd idziemy - rzucił, gdy otrzepał się i zlizał cześć krwi z pyska.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Może nie słaniał się na łapach i nie padał ze zmęczenia, ale zdecydowanie wolał sobie już na dzisiaj odpuścić i po prostu się zrelaksować. Zmęczenie nie sprzyjało skupieniu, szczególnie w walce, o czym oboje doskonale wiedzieli, i wolałby po prostu uniknąć ryzyka, dlatego kiwnął lekko głową. Kopanie dołu nawet dla tak sporego zwierzęcia, jakim był lis, w dwójkę poszło im całkiem szybko, tak samo jak przysypanie truchła ziemią, po czym buro-biały odetchnął ciężko. Otrzepał się lekko z ziemi i schnącej krwi, świadom jednak był, że musiał po prostu się porządnie oczyścić, szczególnie łapy, którym przyjrzał się nieco krytycznie.
– Płaczące Wierzby? – zaproponował pytającym głosem, przenosząc wzrok na partnera. Drzewa były najbliżej, a o ile później musiał jeszcze zebrać kruka i mysz, które zabił, by zanieść je na stos, to nie będzie musiał iść zbyt daleko. Jeżeli Sokołowi to pasowało, ruszył w milczeniu w tamtą stronę.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Odpoczynek. Należał się każdemu, a zgodnie z tym, co powiedział Zając, miał już dostatecznie przygód, jak na dzisiejszy dzień. Sokół był w o wiele lepszym stanie, ale jedynie z uwagi na to, iż dołączył do walki na sam koniec i nie był zmuszony do biegania z miejsca w miejsce tylko po to, by powiadomić innych o niebezpieczeństwie. Dlatego też uśmiechnął się lekko do swojego partnera, a następnie skinął łbem na znak, że jak najbardziej zgadza się na wybór miejsca, po czym ruszył za nim i ułożył się w korzeniach jednej z wierzb, by przesunąć językiem po własnym gardle. Kiedy Zając do niego dołączył, wyciągnął się, by pomóc mu oczyścić futro z miejsc, do których było mu ciężej sięgnąć. To był zdecydowanie gest miłości i troski z jego strony, tak samo jak to, że przysunął się do partnera, by dawać mu swoje ciepło. Był mimo wszystko większy, więc Zając z całą pewnością mógł z tego czerpać.
- Niebezpiecznie... - mruknął, nim ponownie przesunął językiem po sierści, by pozbyć się brudu. - Nie spodziewałem się o tej porze tak licznych zagrożeń. Zdaje się, że nasze ziemie robią się coraz ciekawszym terenem łowieckim. Ale dość, cieszę się, że tak doskonale sobie poradziłeś. Powiedz mi, czy usłyszę od ciebie coś dobrego? - dodał zaraz, a w jego tonie dało się wyraźnie wyczuć nutę troski, którą kierował ku Zającowi. Ich ostatnia rozmowa nie należała do najłatwiejszych i mimo wszystko liczył na to, że dzisiaj dowie się czegoś przyjemniejszego, czegoś, co być może podniesie go na duchu albo uczyni coś podobnego. Oczywiście, nie licząc spektakularnego zwycięstwa Zająca.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Szedł w milczeniu, niespiesznym krokiem, żeby jednocześnie trochę odpocząć. Drzewa nie były daleko, ale przynajmniej nie musieli przebywać w smrodzie lisa i krwi, który siłą rzeczy unosił się w miejscu, które opuścili. W końcu położył się obok Sokoła i zaczął towarzyszyć mu w czyszczeniu futra, na zmianę zajmując się własną sierścią i sierścią partnera.
– Chociaż pora nagich drzew jest tym razem dość łaskawa, to zwierzyny i tak jest mniej, jak zawsze. Mam nadzieję, że tylko dlatego pojawia się tu więcej drapieżników – odparł, poruszając lekko ogonem. Wolał nawet nie myśleć o tym, co by się stało, gdyby to była kolejna inwazja drapieżników… w końcu to już było, już to widzieli, na dawnych terenach, gdzie oprócz rysia czy nawet rysi grasujących w pobliżu zaczęło pojawiać się więcej innych zwierząt, sprawiających niebezpieczeństwo. Teraz przynajmniej mieli prawdziwy obóz, nie to, co wtedy. Zamruczał cicho na komplement partnera i otarł się głową o jego kryzę. – Coś dobrego? Czyyyy ja wieeem… – mruknął z nutą rozbawienia.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Spokój. Chociaż dopiero co zamordowali lisa i pochowali jego śmierdzące truchło, Sokół nie czuł się jakoś źle, nie był przybity, czy przerażony, miał się w gruncie rzeczy całkiem dobrze, a świadomość wykonanej pracy, która nie należała do najłatwiejszych, podobała mu się jeszcze bardziej. Tak samo, jak obecność Zająca, całego i zdrowego, jedynie zmęczonego i chętnego do tego, by po prostu wspólnie nieco odpocząć, nim wrócą do obozu. Nie sprawialiby najlepszego wrażenia, gdyby tak wmaszerowali teraz do bezpiecznego schronienie i kto wie, czy ich własna córka nie pogoniłaby ich z miejsca do Lśniącej albo nie wpadłaby w przerażenie na myśl, że coś mogło się im stać. Poza tym w obozie nie znaleźliby dla siebie tak naprawdę tak spokojnego i intymnego miejsca, w którym mogliby być tylko we dwójkę, bez konieczności dzielenia przestrzeni z ciekawskimi wnukami, czy resztą Klanowiczów, która przecież nie tylko żyła życiem własnym, ale i życiem innych. Nic zatem dziwnego, że syn Czyżyka traktował tę chwilę jako coś wyjątkowego i na swój własny sposób na pewno podniosłego. Z czułością przesunął językiem pomiędzy uszami Zająca i na moment ułożył łeb na jego łbie, jakby w ten sposób chcąc go uspokoić i dodać mu otuchy, bo ta najwyraźniej była mu jednak w tej chwili również potrzebna.
- Tak. Jestem pewien, że tutaj w gruncie rzeczy chodzi o zwierzynę, a nie o coś więcej. Wcześniej nie było ich tak wielu, więc podejrzewam, że Pora Nagich Drzew nie jest dla nich zbyt łaskawa - odparł spokojnie. Takie ewenementy, jak pies na terenach Klanu, zdarzały się zaś właściwie zawsze, nie przywiązywał do nich zatem aż tak wielkiej uwagi, zdecydowanie trudniejsze było zagadnienie kruków albo lisów, ale chwilowo Sokół nie czuł potrzeby, by jakoś mocno się tym zamartwiać, nie dostrzegał bowiem wielkiego niebezpieczeństwa, jakie mogłoby im grozić, uznał jednak, że warto byłoby podwoić patrole, by mieć pewność, że przypadkiem niczego nie przeoczą. Wkrótce całkiem sporo kociąt miało stawać się terminatorami, trzeba było zatem dawać na nich baczenie.
- Może...? - mruknął na to, a jego ton stał się o wiele łagodniejszy, bardziej miękki i kryła się w nim czułość, jak również rozbawienie. Coś, co mógł właściwie oglądać jednie Zając, coś, co było zarezerwowane dla jego oczu i uszu. Sokół chwycił go lekko zębami za ucho, bardzo delikatnie, by nie zrobić mu krzywdy, a później trącił nosem jego policzek.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Uniósł lekko łeb, praktycznie bezwiednie, by przedłużyć kontakt fizyczny z partnerem, jednak nie odpowiedział mu, jedynie lekko kiwnął głową i przymknął oczy, po prostu korzystając z jego bliskości. Można by się dziwić, że po tak wielu księżycach spędzonych razem nie popadli w swoistą rutynę, w której wiodącym uczuciem, jakie by ich łączyło, zamiast miłości byłoby przyzwyczajenie; zamiast tego cieszyli się każdą chwilą, którą mogli ze sobą spędzić, choćby to była chwila cichej rozmowy w zakątku legowiska wojowników, w którym spali; nie wspominając już o takich momentach, jak ten, gdy znajdowali się poza obozem i mogli przez jakiś czas niczym się nie martwić, nawet jeżeli trochę wcześniej stoczyli walkę z drapieżnikiem.
– Hm, co ja mogę powiedzieć dobrego… ładna dziś pogoda – odparł beztrosko, z rozbawieniem widocznym w ślepiach, po czym ułożył się wygodniej, napierając na Sokoła ciężarem swojego ciała. Przez chwilę mościł się, jakby miał zamiar znaleźć najlepsze ułożenie, po czym westchnął z zadowoleniem. – I okazuje się, że znalazłem całkiem wygodne legowisko. Ciekawe, że akurat tutaj – dodał niewinnie.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Rutyna. Owszem, pojawiała się w każdym chyba związku, ale to nie oznaczało jeszcze, że go zabijała. Byli do siebie przywiązani, ale to nie oznaczało wcale, że po tak wielu księżycach nie potrafili okazać sobie miłości, jaka wciąż ich łączyła. Ta już zapewne, w pewnym sensie, ostygła, stwardniała i stała się niemalże kamienna, Sokół nie sądził, by było cokolwiek, co mogłoby ich w tej chwili rozłączyć, coś innego niż śmierć. I nie miał potrzeby cały czas o tym opowiadać, dla niego najważniejsze było to, że Zając wciąż był blisko, że spędzał noce u jego boku i dzielił się z nim swoimi przemyśleniami i wątpliwościami, to było dla niego najcenniejsze, tak samo jak takie chwile, jak ta, która właśnie ich łączyła. Syn Czyżyka nie przejmował się zmęczeniem, nie przejmował się zapachem śmierci i krwi, jaki jeszcze się za nimi ciągnął, bo tak naprawdę to nie liczyło się w tej prostej chwili bliskości, liczyło się to, że byli tutaj obaj.
- Owszem. Całkiem przyjemnie, niezbyt ciepło, ale i nie za zimno, powiedziałbym, że w sam raz - burknął niby to poważnie, ale i w jego głosie dało się usłyszeć tę rozbawioną nutę, wskazującą wyraźnie, że Sokół traktuje to nieco jak małą, niezbyt znaczącą przepychankę, taką przekomarzankę na poziomie godnym terminatorów, a nie dojrzałych i poważnych wojowników, którymi przecież byli obaj od wielu już księżyców.
- Służę! - dodał również zaraz, śmiejąc się głośno i otulił Zająca własnym ogonem, po czym ponownie przyłożył łeb do jego łba i wydał z siebie niski warkot, który okazał się być mruczeniem. Sokół nie robił tego zbyt często, nie brzmiało to w jego wypadku jakoś szczególnie ładnie, ale mimo wszystko dzielił się zadowoleniem ze swoim partnerem. - Wiesz? Ostatnio... jestem naprawdę szczęśliwy - mruknął.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Kocur zaczął cicho mruczeć, po prostu ciesząc się obecnością Sokoła i z niej korzystając. Może w pewnych kwestiach zachowywali się jak terminatorzy, dopiero poznający uroki miłości i związku z drugim kotem, ale jemu to wcale nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie; chwile takie jak ta były oderwaniem od całej reszty – od zmartwień, od stresów, od negatywnych myśli i od wszystkiego innego.
– To dobrze. I wiesz… ja też. Nawet jeśli… Kusowąsy nie robi się młodszy, a Borsuk wciąż jest cieniem samego siebie – przyznał z cichym westchnięciem, poniekąd wracając na ziemię. Mieli dobre życie. Długie, owocne, pełne ważnych momentów, które czegoś ich nauczyły; nawet jeżeli stracili wiele, w tym swój pierwszy dom i trójkę przybranych kociąt, to wciąż w tym wszystkim mieli siebie… a teraz również i dużą rodzinę. W końcu nie tylko zostali dziadkami: siostra Zająca była matką, podobnie jak kocięta miała dwójka z rodzeństwa Sokolego Cienia, nie wspominając już o dalszej części rodziny, czyli kociętach Malinowej Gwiazdy i całą linią wywodzącą się od Kusowąsego. W klanie też dobrze się działo, a przynajmniej tak to oceniał – po pierwsze pomimo zaginięć, które zawsze były czymś… dosyć powszechnym, po drugie zaś jako nieświadomy wydarzeń związanych z chociażby Lśniącą Sadzawką i kociętami, które powiła, miał do tego pełne prawo. Choć miał swoje zmartwienia, obiektywnie i subiektywnie miał… dobry czas w życiu.
Zanim jednak zaczął sobie psuć humor negatywnymi myślami, przekręcił się w stronę Sokoła, zarzucając na jego szyję i bok łapy.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Młodość. Wtedy na pewno byli zupełnie inni, a ich uczucia wyglądały odmiennie, ale Sokół nie narzekał. Coś, co kiedyś było wybuchem fajerwerków i niekończącym się powodem do spoglądania w stronę Zająca, czy byciu dla niego nieco niemiłym, dzisiaj przerodziło się w coś, co niektórzy nazwaliby stagnacją. Dla niego to była jednak cudowna pewność, poczucie, że życie jest trwałe i stałe, że choć wieje w nim mocny wiatr, który niszczy na swej drodze wiele rzeczy, to inne jednak pozostają i zapewne pozostaną z nimi jeszcze na długo. Wierzył również niezmiennie w to, że ich przybrane kocięta znalazły własne szczęście, własne miejsce, a Splątana, jako jedyna, czuła się dobrze w Klanie, w który wrosła w sposób, jakiego nie mogli nigdy doświadczyć jej bracia. Teraz jeszcze obdarzyła ich wnukami, a oni zaznawali kolejnego, nieopisanego wręcz szczęścia, innego znowu rodzaju, ale jednak pięknego.
- Wiem. Ale tak jest w życiu, myślę jednak, że mamy sporo powodów do radości. Czy mówiłem ci, że szukałem z Miodek żuków? Mam wielką nadzieję, że wkrótce będzie mogła nauczyć się polować na coś więcej, niż te robaki. O, no i ten mysi bobek zachowuje się całkiem jak na ojca przystało - stwierdził i posłał Zającowi ten swój krzywy uśmiech, w którym jednak było wiele miłości, a także coś na kształt zaczepki. Ciekaw był bardzo, jak partner spogląda na towarzysza życia Splątanej, bo Sokół, co by nie mówić, prezentował postawę godną zazdrosnego ojca jedynaczki. Był jednak w stanie dostrzec dobre cechy wojownika, aczkolwiek z całą pewnością już do końca życia miał pozostać tym przerażającym teściem, który uważnie patrzy na łapy zięciowi, jakby spodziewał się nie wiadomo czego. To jednak, w dziwny sposób, powodowało, że się cieszył, było dodatkowym elementem ich życie, do tego całkiem eleganckim i zadziwiająco ciepłym.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Parsknął lekkim śmiechem, słysząc, w jaki sposób Sokół nazywa Gładkiego. W gruncie rzeczy on nigdy nie miał nic do zarzucenia partnerowi Splątanej. Wiedział, że o nią dba, stara się, nigdy by nie podniósł na nią głosu, a co dopiero łapy, a na dodatek spisywał się dobrze jako ojciec… ale jego partner pomimo upływu księżyców wciąż miał w sobie coś, co kazało mu w pewnym sensie wciąż bronić przed Gładkim swojej „małej córeczki”. Zająca to w jakiś sposób bawiło, ale i rozczulało. Dmuchnął ciepłym powietrzem w szyję zastępcy, jakby chciał go tym małym gestem uspokoić.
– Już niedługo. Chyba sporo poluje na robaki, widziałem parę razy! A Gładki… No, całkiem całkiem – odparł z lekkim rozbawieniem w głosie, jednak zaraz odezwał się bardziej poważnie: – Daj spokój, jest dobrym ojcem i partnerem dla Splątanej. Wiem, że nie chcesz tego przyznawać, ale dobrze sobie oboje radzą. Tylko szkoda, że Zimno i Chybot są tacy… wycofani – odezwał się po chwili. Wydawali się wręcz negatywnie nastawieni do kogokolwiek i czegokolwiek, gdyby miał to oceniać… już pomijając chorobę Wietrzyka i Grzmota. W zasadzie przez to, że dwójka była wycofana, a dwójka chora, to na ten moment tylko o Locie i Miodek potrafił powiedzieć trochę więcej, co lekko go martwiło.
Mistrz: Malinowy Nos Płeć: kocur Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*) Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*) Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Jego. Jego mała dziewczynka, dokładnie tak traktował Splątaną i chociaż umiał docenić Gładkiego, chociaż widział, że ten stara się o rodzinę, dba o nią i zasadniczo usiłuje pokazać się z jak najlepszej strony, uparcie grał rolę tego teścia, który nieco marszczy brwi i ukrywa się za płachtą gazety, odsyłając biednego kocura do swojego partnera. Doceniał jednak Gładkiego, uważał, że wyrósł na całkiem dobrego wojownika, widać było również, że przykłada się do swoich obowiązków rodzicielskich, ale przede wszystkim, co było dla Sokoła najważniejsze, Splątana wydawała się szczęśliwa, kiedy z nim przebywała i o nim mówiła, nic zatem dziwnego, że wojownikowi pozostawało jedynie pocałować córkę w czoło i życzyć jej dalej szczęścia. Nie zmieniało to jednak faktu, że był burkliwy i nie do końca przystępny, chociaż kiwał poważnie łbem w pochwale do Gładkiego, gdy ten wywiązał się należycie ze swoich obowiązków.
- Ha! - rzucił wojownik, całkiem zadowolony z tego, że nauczył wnuczkę czegoś ciekawego, a później parsknął ubawiony, kiedy Zając się do niego znowu zwrócił, po czym poruszył ogonem, jakby chciał podkreślić, jak mocno zastanawia się nad tym tematem, później zaś spojrzał na partnera z lekkim uśmiechem. - Przecież wiem, ale nie umiem tak do końca powiedzieć sobie, że przecież Splątana jest dorosła i doskonale sobie ze wszystkim radzi, wyrosła, jest mamą, a Gładki jest dobrym partnerem - rzucił, już nieco burkliwe, a następnie pokiwał łbem na znak, że zgadzał się z Zającem. On również nie był do końca w stanie powiedzieć nazbyt wiele o wnukach i liczył na to, że wkrótce się to zmieni, ale Chybot i Zimno martwili go szczególnie. - Może chcą brać przykład ze mnie, tylko do końca im to nie wychodzi... - rzucił, co zabrzmiało jak zawiedzione burczenie i niepewność, czy przypadkiem nie zrobił czegoś złego, co doprowadziło do sytuacji, w jakiej nie chciał się znajdować.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫