Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Lśniąca Sadzawka wyszła z obozu z zamiarem znalezienia jakiś ziół, bowiem składzik powoli wołał o pomoc, a Gwiezdni raczej jej nie udzielą. Płaczące Wierzby na pewno skrywały na swoim terenie wiele ziół, które mogłyby się córce Zawilec przydać - jednak Lśniąca nie mogła ich znaleźć. Zamiast ziół, kawałek przed sobą, medyczka spostrzegła coś innego. Na niskiej gałęzi było coś dziwnego, czerwonego i delikatnie prześwitującego. Od przewiązanego przedmiotu dało się wyczuć stary zapach dwunogów. Te stworzenia nie mają chyba ciekawych zajęć skoro ozdabiają drzewa...wstążeczkami!
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Cóż, na żaden medykament natrafić nie mogłam, ale zamiast tego trafiłam na... ślad po dwunogach. Stary, nie świeży, ale zdecydowanie będę musiała poinformować o tym patrol. Co prawda był to jedynie wywietrzały zapach i dziwne coś powieszone na drzewie, ale lepiej ich o tym poinformować, niż potem mieć na sumieniu porwanych wojowników.
W każdym razie nie zwracałam na to większej uwagi i ruszyłam dalej przed siebie, poszukując ślazu. Potrzebowałam go, bardzo.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Dwunogów brak, ślazu też brak...Zamiast tego jednak Lśniącej Sadzawce udało się odnaleźć, co? Miód. Gdzieś na bok od Wichrowej medyczki, na jednej z niższych gałęzi znajdowało się gniazdo pszczół. Nie było to zdecydowanie to czego oczekiwała, jednak dzięki Porze Nagich Drzew miała większe szanse na pozyskanie miodu bez licznych użądleń.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Ślazu nie było, ale dwunogów na szczęście też nie. Był za to... miód. Na który się, rzecz jasna, pokusiłam. Wspięłam się na drzewo, na którym to znajdował się ul sięgając do niego starałam się zebrać jak najwięcej plastrów. Pszczoły o tej porze roku jeszcze były zaspane, więc szanse na to, że mnie ukąszą były dość marne, o czym zdążyłam się już przekonać podczas poprzednich wypraw.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
1, 3, 4, 6 – bez użądlenia; 2, 5 – użądlenie
Wypada 4, brak użądleń
No i proszę, może to nie był poszukiwany ślaz, ale i tak skusił medyczkę, która sprawnie wspięła się na drzewo i zaczęła zbierać miód. Tak jak przewidziała; pszczoły o tej porze były zaspane, nawet jak Pora Nagich Drzew zaskoczyła brakiem wielkich mrozów. Obeszło się więc bez użądleń, a Lśniącej udało się zdobyć aż 9 plasterków miodu!
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Tak jak podejrzewałam - obyło się bez użądleń. Nawet jeśli się spodziewałam, całkiem miło, nie powiem. Dobrze, że nie będę musiała chodzić z opuchniętą łapą przez następne... cóż, długo i mogę w pełni skupić się na roślinach.
Zeszłam ostrożnie z drzewa, a zebrane plastry miodu ostrożnie owinęłam w jakieś liście i ukryłam, by po nie później wrócić, po czym ruszyłam dalej, rozglądając się dokoła. Modliłam się o ślaz, ale na tym etapie chyba nie zamierzałam pogardzić niczym.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Ślazu nadal nigdzie nie było widać, za to po krótkim spacerze w oczy medyczki rzuciło jej się na pewno coś znajomego. Dokładnie przed kotką, w nieco wyższej trawie, ponad nią wznosiła się całkiem spora roślina o czerwonawej, pustej i nieowłosionej łodydze. Może ona jakkolwiek zadowoli Lśniącą Sadzawkę?
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Ślazu nie znalazłam, ale natknęłam się na nawłoć, co... w gruncie rzeczy też nie było takie złe. Zresztą, nie zamierzałam pogardzać żadnym medykamentem, nawet jeśli miałam go dużo. Nigdy nie wiadomo, co się stanie, prawda?
Bez zbędnego rozmyślania, zabrałam się za zbieranie liści rośliny, starając się rzecz jasna robić to jak najbardziej precyzyjnie i jak najdelikatniej, aby nie uszkodzić ich za bardzo.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
To okazało się jeszcze prostsze niż zbieranie plastrów miodu. Medyczka podeszła, zebrała liście i...Koniec! Nie było wielkiego problemu a i zbiory okazały się całkiem owocne, bowiem Lśniąc Sadzawka zyskała nie jeden, nie pięć a aż dziesięć liści nawłoci.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Zbiory były doprawdy owocne, nie było co tu dużo mówić. Czternaście liści nawłoci było obiecującym wynikiem, jednakże nie zamierzałam na tym poprzestawać. Ukryłam je gdzieś i jakby nigdy nic ruszyłam na dalsze poszukiwania, licząc na to, że w końcu znajdę to, czego szukałam w ilościach podobnych do tych teraz.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Tym razem nie poszło już tak kolorowo jak wcześniej. Lśniąca Sadzawka musiała się troszkę nachodzić nim ujrzała długie kłącza brunatnego koloru wyróżniające się w trawie. Roślina miała drobne liście otaczające charakterystyczny pęd. Ponownie na pewno nie był to ślaz...Ale bez dwóch zdań znajdzie się na to ziółko miejsce w lecznicy. Nie ma co marnować możliwie obfitej okazji! Nigdy nie wiadomo kiedy hm..to się przyda.
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124 Mistrz: Każdy po kolei Płeć: kotka Matka: Zawilcowa Skórka Ojciec: Chmielograb Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Szłam, dość długo nie dostrzegając na swojej drodze nic, co mogłoby zasilić składzik. Już zaczynałam tracić nadzieję i zamierzałam wrócić do obozu, gdy natknęłam się skrzyp, bo bez dwóch zdań właśnie tym była ta roślina. Było to coś, czego w składziku miałam raczej zdecydowanie więcej, niż mieć powinnam, ale wolałam mieć za dużo, niż za mało, toteż bez zastanowienia zbliżyłam się do roślinki i zaczęłam zbierać jej liście, starając się uszkodzić ich możliwie jak najmniej.
Potem wróciłam po wszystkie zebrane zioła i wróciłam do obozu.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
I tym razem nie przyszło się Lśniącej Sadzawce namęczyć. Podeszła do rośliny i zerwała tyle ile mogła. Jak już skończyła, okazało się, że uzbierała aż 16 liści skrzypu! Skoro i tak miała go pod dostatkiem, to teraz będzie miała go jeszcze trochę więcej. Nigdy nie wiadomo kiedy cały klan postanowi hm...Nie stosować się do rad związanych z utrzymaniem rany w czystości i nabawi się nieprzyjemności. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Księżyce: 150 Mistrz: Barwna Ścieżka Płeć: kotka Matka: wydziedziczona Ojciec: legenda Partner: dobra zabawa
Przeciętnej postury kotka o długim, białym futrze z rudą plamą pyszczku i karku, burą plamką na pyszczku oraz rudo-burym ogonem. oczęta mają barwę oliwkową. Szyję zdobi brokatowa, widoczna z kilometra różowa obróżka.
Szylkretka, choć jest jeszcze kociakiem to zdecydowanie można ją nazwać istotką dość rozumną. Nie zadaje ona masy pytań jak każdy maluch - jeśli już, to robi to tylko wtedy, gdy uznaje to za konieczne, gdy czegoś naprawdę nie rozumie. W gruncie rzeczy, nie interesuje jej bardzo dużo rzeczy. Nie jest jakoś szczególnie ambitna. Wiele rzeczy jej powiewa. Nie marzy jej się bycie najlepszą wojowniczką, tak w sumie to nawet niespecjalnie jej zależy na tym, by kiedykolwiek awansować z rangi kociaka. Zasad przestrzega tak długo, jak tylko jest to dla niej wygodne. Jeśli bardzo zapragnie zrobić coś, co okaże się być zakazane, nawet się nie zawaha. Nie omieszka także kłamać, jeśli okaże się to konieczne - na przykład po to, by uratować swój tyłek, by uniknąć konsekwencji za swoje czyny. Poza tym jest raczej szczera i bezpośrednia, ale nie jest w tym wszystkim chamska i nieprzyjemna. Lubi rozmawiać z innymi kotami, jest raczej towarzyska i nie powinna mieć problemu z nawiązaniem przyjaźni.
Nudziło jej się w obozie, niemiłosiernie. Zresztą, jak zawsze. Chciała się zastosować do rady Miodowej Łapy i zdobyć nowych przyjaciół, ale do tego... musiała się przygotować. Musiała mieć pewność, że zagada do kota, który nie będzie taki jak Sójka a bardziej taki jak córka kocicy, do której to terminatorka była tak uderzająco podobna. Swoją drogą, miała to wykorzystać już dawno do zrobienia na kimś żartu, ale wszystkie te wydarzenia sprawiły, że nie miała ochoty siedzieć w obozie, a jak włóczyła się po graniach to ciężko było o to, aby kogoś kręcić, gdyż przeważnie była sama. Ale może już wkrótce coś na tej płaszczyźnie ulegnie zmianie...?
niski wzrost, szczupły, długie łapy; krótkowłosy; bury, pręgowany tygrysio, z białymi znaczeniami; brązowooki; parę blizn
Podobny do dawnego siebie, jednak znacznie mniej ufny. Nie zacznie rozmowy z samotnikiem, a prędzej ucieknie, gdy tylko pojawi się podejrzenie, że napotkany kot ma zamiar go zaatakować. Mniej odważny, omijający ryzyko szerokim łukiem. Czasem niekontrolowanie drży mu powieka, szczególnie w sytuacjach napięcia, choć niekiedy również poza nimi.
Często ogarnia go rozpaczliwa chęć porzucenia czujności, ale zdaje sobie sprawę, że byłoby to bardzo niebezpieczne. Zdarza mu się zagłębić w marzeniach, szczególnie przed snem - teraz wirują one głównie wokoło powrotu do Klanu Wichru, do rodzeństwa i rodziców, dzieci Zaśnieżonej (których prawie w ogóle nie pamięta, bo gdy ostatni raz je widział, były maleńkie), ale też życia wojownika, które zapewnia więcej stabilizacji niż żywot samotnika, nawet jeśli wiąże się czasem z ryzykiem, zapewnia sens. Wytrwale zmierza w kierunku klanowych ziem, choć jednocześnie rozsądnie. Nie pędzi na łeb na szyję, a posuwa się dość powoli, choć systematycznie. Szuka jakichś kryjówek, poluje, na wypadek, gdyby dziś jednak nie był dzień, gdy trafi do obozu.
ni ma || gwiżdżący wiatr [kw/nkt]; porośnięta łapa [kc/nkt]; hucząca łapa [gk/kr]; zmrok [nkt/kg]
Ostatnio stało się prawie to, co niedorzecznie wciskało się do mózgu burego za każdym razem, kiedy klan zwoływał głos, który nie należał do Gwiazdy. Orlik zdążył stracić już wielu bliskich; ich rodzeństwo zdziesiątkował upływ księżyców, część wysyłając na Srebrną Skórkę, część ganiając gdzieś po świecie, Gwiezdni raczą tylko wiedzieć, gdzie. Fortuna nie była jednak na tyle miła, żeby oszczędzić młodych i zabrać starych – przynajmniej nie od razu. Kazała przeżyć Chłodnemu śmierć syna oraz zniknięcia paru córek tylko po to, by w końcu porwać i jego, a w zamian sprezentować resztce jego dzieci i partnerce ból i pustkę.
Orlik od zawsze, a przynajmniej od momentu powrotu, odrobinę bał się zapuszczać bliżej granic w pojedynkę. Ba, gdy już musiał pójść na polowanie sam, starał się poruszać w obszarach Wyjących Wzgórz, Kolczastych Krzewów czy Kwitnących Zarośli. Od porwania taty czuł jeszcze większy lęk, wychodząc z obozu. Nie miał pojęcia, jak rozwiąże problem pokazania Migoczącej Łapie granic i terytoriów bardziej oddalonych od obozu. Wstyd byłoby ciągnąć na trening całe stado wichrowych wojowników, a iść we dwójkę, gdy ponosił za terminatora odpowiedzialność, było niebezpiecznie – przynajmniej tak mu się zdawało. I co tu robić?
Teraz polował w okolicy, żeby wypełnić wojownicze obowiązki. Wziął ze sobą obstawę w postaci Żółtookiego oraz Gładkiego Grzbietu, wałęsających się aktualnie gdzieś po okolicy. Czuł się odrobinę pewniej, nawet jeżeli nie widział teraz swoich towarzyszy, a łapy delikatnie drżały mu przy każdym kroku. Orlik zdołał już upolować co nieco i zakopał to w tylko jemu wiadomym miejscu, a gdy miał zamiar szukać następnego celu, zauważył jasną postać Płatek, zmierzającą ku Płaczącym Wierzbom. Niewiele myśląc, potruchtał w jej stronę.
— Płatek — miauknął cicho na przywitanie, stając w pewnej odległości przed nią. Uświadomił sobie, że chciał się dowiedzieć, co tu robiła, żeby odwieźć ją bezpiecznie do obozu. Niesłyszalnie przełknął ślinę, uspokajając się trochę. Nie chciał po sobie dać znać, że podbiegł do niej nie po to, by pogadać, a po to, by ją ochronić przed czymś, czego sam się bał, a nawet wiedział, że nieco przesadnie. — Co robisz? — zagaił, krzywiąc mordkę w lekkim, trochę słabym uśmiechu. Nigdy nie należał do dobrych aktorów, jednak obawiał się, że straci w oczach szylkretki, jeśli wyjawi, że chciałby zabronić jej chodzenia po granicach tylko dlatego, że się boi. Zależało mu zarówno na jej bezpieczeństwie, jak i sympatii, więc nie miał wyboru – musiał być rozdarty między tymi dwiema opcjami, starając się jakoś je pogodzić.