Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
No niestety przekonanie kociaka do tego, że matka nie wróci mogło się okazać ciężkim wyzwaniem. Niebieska nie była pewna, jak mu to powiedzieć tak, żeby uwierzył i żeby zabrzmiało to na tyle delikatnie, że nie złamie mu to serca. Nie czuła w pobliżu zapachu jego matki, więc zapewne nie zostawił go w tym konkretnym miejscu - nie mogła go też zostawić jakoś daleko stamtąd, ponieważ sam raczej nie dałby rady przejść zbyt wiele i nie zostać zjedzonym. - Hm, to może zmienimy trochę zasady gry. Pokażesz mi, gdzie konkretnie zostawiła cię mama i jej poszukamy. Ale - tutaj zrobiła dramatyczną pauzę i wzięła głęboki oddech. Raz się żyje. - Jeśli jej nie znajdziemy, pójdziesz ze mną do mojego klanu, żebyśmy się zastanowili, co zrobić. Wiesz, nie mogę cię tu tak zostawić samego. A może wiesz, gdzie twój tata? - powiedziała. Nie miała pojęcia, jak ugryźć tę sytuację, ale próbowała najbardziej, jak mogła. Nie codziennie znajdywała kocięta porzucone przez matkę.
Młodzik zawahał się, słysząc propozycje Lnianej. Cały czas wpatrywał się w nią uważnie turkusowymi ślepkami, próbując dać jej do zrozumienia, że nie powinien się stąd ruszyć. Z drugiej strony to, co proponowała wojowniczka brzmiało dosyć...sensownie. Poszukają razem mamy i wróci z nią i rodzeństwem do domu. Buras najwyraźniej w ogóle nie przyjmował do wiadomości faktu, że mogliby jej nie znaleźć. Przeszedł z łapki na łapkę.
- Dobze - mruknął i uśmiechnął się do kocicy, ponownie ukazując szereg mlecznych ząbków. - Um...tata...no, ne. Mama unikaua rozmofy o nim. - kociak odrobinę posmutniał, ale podniósł się i podszedł do córki Czosnkowego Nosa. Dopiero wtedy, gdy buro-biały musiał przejść kawałek odległości, Len mogła dostrzec, że coś jest nie tak z jedną z jego kończyn. Prawa przednia łapka kocurka była...odrobinę dłuższa od pozostałych, przez co maluch trochę kulał. Mógł nie nadążać za matką i rodzeństwem.
- Iziemy? - spytał, zerkając na kotkę z dołu, zadzierając łebek.
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Nie musiał przyjmować do wiadomości, że mogli nie znaleźć jego rodziny - przynajmniej jeszcze nie. Może w trakcie poszukiwań to do niego dotrze. Może zrozumie, że pójście z kocicą to jego najlepsza opcja, jeśli matka rzeczywiście go porzuciła. Niebieska skinęła lekko głową na informację o ojcu kociaka. Niestety nie wszystkie kocury brały odpowiedzialność za to, co zrobiły. Niestety niektórzy po prostu mieli pszczoły zamiast mózgów i nic nie mogła na to poradzić. Nawet kiedy kociak podniósł się z miejsca i zaczął iść - wojowniczka nie od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Zajęło jej to kilka dłuższych uderzeń serca, a i wtedy nie od razu połączyła ze sobą fakty i nie domyśliła się, że mogło to być powodem porzucenia go przez matkę. Była zbyt skupiona na znalezieniu kocicy - a raczej zapewne jej nie znalezieniu, ponieważ szczerze wątpiła w to, iż uda się zwrócić jej malca. - Idziemy. - powiedziała, próbując posłać kociakowi pocieszający uśmiech i pozwalając mu się poprowadzić. Jeśli tylko zaczął iść, to ruszył za nim, starając się go nie wyprzedzić. - Możesz mi powiedzieć, jak wygląda twoja mama? Żebym mogła ją rozpoznać - stwierdziła, zerkając raz na kocurka, raz gdzieś indziej, aby zauważyć ewentualne zagrożenie. Jakby nie patrzeć była sama, poza obozem, a jej jedynym towarzystwem był kulejący kociak, do tego należała do kotów drobnych i niepozornych. No po prostu idealna, łatwa zdobycz dla drapieżników.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kociak posłał Lnianej pełne nadziei spojrzenie po czym ruszył do przodu, powoli, nieco utykając ze względu na dziwnie wydłużoną łapkę i skierował się żwawo w stronę płytszej części Czarnego Ogona, przy Dzikim Sadzie. Zajęło im to dłuższą chwilę, bo buras co chwilę przystawał, potykał się czy po prostu zapominał, gdzie miał iść.
- No, taka - zamyślił się na moment, próbując dokładnie przypomnieć sobie każdą pojedynczą plamkę na ciele matki. - taka carna, z pomarańziowymi ciapkami, o! I ma teź biaue ciapki na bzuhu, i na jednej uapce! - miauknął po chwili, machając ogonkiem na wspomnienie mamy. Miał szczerą nadzieję, że wojowniczka pomoże mu ją znaleźć.
Rozejrzał się w milczeniu i podszedł do rzeki, tam, gdzie była najpłytsza - zamoczył w wodzie białe łapki i zniżył łepek, wciągając powietrze w drobne płuca.
- O tu - tupnął łapką w wodzie kilka razy, żeby pokazać dokładne miejsce. Spojrzał na wojowniczkę. - tu mje mama zostafiua. Kazaua mi se schofać i pofieziała, ze z rezto bęzie mje zukać.
W okolicy czuć było samotniczy zapach, bardzo słaby, jakby kocica próbowała go ukryć, ale po Wichrowej jak i po samotniczej stronie Czarnego Ogona Lniane Futerko wyraźnie mogła wyczuć woń matki kulasa. Miejmy nadzieję, że jego matki.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Niebieska podążała powolnie za kocurkiem, zwalniając i zatrzymując się, kiedy była taka potrzeba - z każdym jego krokiem coraz bardziej zauważała problemy, jakie powodowała mu jego łapa i powoli zaczynała się domyślać, czemu matka postanowiła zwyczajnie zostawić kociaka samopas. Chociaż nie do końca to rozumiała - łapy mogły mu się wyrównać z wiekiem, a jeśli nie, to zawsze mógł się nauczyć poruszać z takimi, jakie miał. Koty uczyły się w końcu żyć z najróżniejszymi rodzajami dziwacznych uszkodzeń. Skinęła lekko głową na opis matki kociaka. Teraz już wiedziała za kim się rozglądać. - Zostawiła cię w wodzie? - zapytała, jakby nie do końca mogąc w to uwierzyć. Jeśli znajdzie tę kocicę, to chyba rozmówi się z nią porządnie zanim odda jej syna. Teraz zaczynała myśleć, że chciała go zwyczajnie utopić, a malec źle ją zrozumiał i pobiegł schować się nie pod wodą, a pod drzewem, gdzie później znalazła go wojowniczka. Córka Mknącego Ptaka uniosła wysoko głowę, niemal stając na tylnych łapach i starała się wyłapać samotniczy zapach. Kiedy już się jej to udało, zaczęła węszyć jeszcze dokładniej, starając się zlokalizować miejsce, z którego dobiegał on najintensywniej. Kiedy - i jeśli - jej się to udało, szturchnęła lekko kociaka i ruszyła w tamtym kierunku, choćby oznaczało to zmoczenie futra i przejście przez Czarny Ogon z kociakiem na plecach.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Buro-biały usiadł i potuptał chwilę łapkami w miejscu, po chwili zerkając kątem oka na Len, jakby niepewnie.
- Wzuciła w sume do wody - wymamrotał, przygryzając lekko wargę i spuszczając głowę. - A-Ale byuo fajnie! Latauem! A tu jes puuytko wiec nic se ne stauo! - wybuchnął po chwili śmiechem, jakby próbował szukać pozytywów w zaistniałej sytuacji. - No i wceźniej jus ucyła nas puywać, tak, jak ona! - na potwierdzenie swoich słów kociak bez wahania wskoczył do płytkiego nurtu Czarnego Ogona i zaczął radośnie płynąć na drugi brzeg, trochę krzywo, co jakiś czas zwalniając, wyglądał, jakby miał zaraz pójść na dno, ale po chwili się wynurzał i pełen determinacji parł dalej przez wodę, aż dotarł na drugą stronę. Otrzepał się i odetchnął, zerkając na kocicę z uśmiechem...kocicę, która zapewne w tym czasie już też była na drugim brzegu.
- O, zybka jesteź! - zachichotał uroczo, dalej otrzepując długie, skołtunione futerko z resztek wody, wydając przy tym donośne "brrrrrrr". Rozejrzał się, zerkając to na trawę, to na Lniane Futerko obok. Wichrowa wojowniczka po drugiej stronie nieco wyraźniej czuła samotniczą woń, prowadzącą w kierunku Szuwaru Turzycy. Może tam kocica postanowiła się osiedlić? Albo to był zupełnie inny kot, a nie matka malucha? Kto wie, warto sprawdzić.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Wojowniczka ledwo powstrzymała się od rzucenia kilku nieprzyjemnych słów na temat matki malca, który jej towarzyszył. I pewnie właśnie tylko ze względu na tego kociaka była w stanie ugryźć się w język, nie chcąc go do siebie zrazić i poniekąd rozumiejąc jego naiwność - chodziło w końcu o kocicę, która dała mu życie. Nic jednak nie zmieniało faktu, że najchętniej splunęłaby jej teraz w pysk. Westchnęła cicho, widząc, co robił młodzik. Przynajmniej tyle dobrego, że nie musiała go przenosić przez strumień na grzbiecie i mogła go sama spokojnie przekroczyć, jednocześnie mocząc większość swojego futra. Jednak chyba był to dobry pomysł, ponieważ zapach po drugiej stronie był zdecydowanie mocniejszy. Niebieska otrzepała się nieco z wody, po czym spojrzała na buro-białego. - Chodź, sprawdzimy czy nie ma tam twojej mamy - powiedziała, wskazując głową w kierunku, z którego najwyraźniej czuła samotniczy zapach. Po kilku uderzeniach serca ruszyła wolno w tamtą stronę, w razie czego zwalniając, żeby malec mógł za nią nadążyć. - Dojście tam może nam chwilę zająć. Może chcesz posłuchać co nieco o tych milszych, silnych wojownikach z mojego klanu? - zapytała na tyle delikatnie, na ile potrafiła. Prawda była taka, że zwyczajnie nie chciała dreptać w kompletnej ciszy, skoro miała młodego rozmówce obok siebie. I może troszeczkę chciała się popisać tym, że jej klan był najlepszy, mimo tego że nie potrafią wytrzymać ostatnimi czasy bez plucia w siebie jadem. Ale poza zebraniami, ceremonia i niektórymi pogrzebami uważała, że jest dobrze. Powiedzmy.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Kociak zdecydowanie ożywił się na myśl, że faktycznie idzie szukać z kocicą swojej matki. Uśmiechnął się od ucha do ucha i ruszył za niebieską bez słowa, jedynie kiwając przemoczonym ogonkiem na prawo i lewo ze szczęścia. Kroczyli w kierunku Szuwarów, kiedy Wichrzaczka znowu się odezwała. Buras spojrzał na nią z dołu.
- O! Barzo chentnie! - oparł szczerze, dalej z szerokim uśmiechem na buro-białej mordce.
W międzyczasie, gdy młoda wojowniczka opowiadała młodzikowi o swoich współklanowiczach, gdy już byli nieco bliżej jeziora otoczonego szuwarami, do uszu obu dotarły syki i pomrukiwania niezadowolenia, jakieś pluski i piski. Buro-biały kociak schował się za jedną z łap Lnianego Futerka. Jeszcze kilka kroków bliżej, zapach zrobił się zdecydowanie silniejszy i wyraźniejszy. Kocica i jedno młode - taki widok zastała niebieska. Między szuwarami siedziała drobna, niesamowicie drobna i młoda szylkretowa kotka, z białymi kosmykami na brzuchu i jednej z przednich łap, przeżuwając między zębami rybę. Obok siedziało kocię, równie puchate, co buro-biały maluch z którym cały czas miała do czynienia Len, tylko pokryty wszem i wobec czernią. Kocica obok co jakiś czas wydawała ostrzegawcze syknięcie w kierunku młodego, wysuwając pazury i ukazując pożółkłe kły. Sama samotniczka była nastroszona, wychudzona, w kiepskim stanie fizycznym...jak i zapewne psychicznym. Wyglądała na przerażoną i obrzydzoną faktem, że musi siedzieć z czarną kulką futra. Nie widziała Lnianego Futerka i drugiego z kociąt. Jeszcze nie.
- To mama - mruknął buras do wojowniczki, cichutko, z nutą ekscytacji. Powinien pobiec do mamy, czy zostać? Widząc, jak syczy na czarnego brata... Nie wiedział.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Drogę kocica umilała kocurkowi opowiadaniami na temat jakże dzielnych wojowników z jej klanu, czasami odrobinkę przekręcając opowieści na korzyść głównych ich bohaterów - na przykład opowiadała o Borsuczym Futrze, który osłabiony chorobami opuścił obóz i zgubił drogę powrotną i po księżycach samotnego przetrwania natrafił na nią i dzięki swojemu bratu wrócił do klanu, do reszty rodziny czy o tym, jak ich medyk Szałwia wykazał się zaradnością i w miarę ogarnął spanikowany klan po tym, jak stracili dom. Pominęła w tym wszystkim Kruczą Gwiazdę, ponieważ nie wiedziała, co na jego temat myśleć po ostatnim zebraniu, a nie chciała mówić o nim nic złego. Dorzuciła też coś o Malinowym Nosie i tym, jak kocica uratowała ją w trakcie polowania przed lisem, gdy Lniana była jeszcze tylko terminatorką. Nim się obejrzała, zapach samotniczki zaczął stawać się coraz bardziej intensywny, aż wreszcie zobaczyła kocicę wraz z drugim kocięciem. Widząc jej zachowanie wobec drugiego z młodych przycisnęła uszy mocno do czaszki. Czyli widocznie kociak z problematyczną łapą nie był jedynym, którego matka nie tolerowała. Odwróciła się do syna szylkretki i liznęła go pocieszająco za uchem, po czym skinęła głową w stronę kocicy i sama ruszyła powolnie w jej stronę. - Przepraszam - powiedziała niebieska, dumnie się prostując i wbijając bladozielone ślepia w kocicę. - Znalazłam twoją zgubę. Znalazł się na terenach mojego klanu. Mogę wiedzieć, co się stało? - dodała zaraz, wyciągając szyję, aby spojrzeć na drugiego kociaka. Nawet przez puchate futro widać było, że nie jest w najlepszym stanie.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Podeszła powoli do kocicy, dumnie wyprostowana i chociaż była jedną z niższych w Klanie Wichru - szylkretowa była jeszcze niższa. Niższa, chudsza i młodsza, bo wyglądała jak przerośnięta terminatorka. Widząc, że nie jest już sama, natychmiast się podniosła i wysunęła pazury. Buro-biały kociak, który najpierw szedł z uśmiechem za Len, już prawie się rozpędzając, żeby podbiec do matki, teraz się zatrzymał i usiadł w miejscu. Nie będzie interweniował. Czarny maluch jedynie cofnął się głębiej w szuwary, znikając wojowniczce z pola widzenia. Matka maluchów przecięła biczowatym ogonem powietrze i najeżyła futro na grzbiecie, wyginając go w łuk.
- WON - wycharczała wściekle, lustrując sylwetkę Lnianego Futerka bladożółtymi ślepiami, rozbieganym wzrokiem, przerażona. - ODEJDŹ ODE MNIE KLANOWY SZCZURZE! I ZABIERZ TĄ WYPLUWKĘ ODE MNIE JAK NAJDALEJ - ryknęła, cofając się jeszcze kawałek, a w jej oczach zalśniły łzy. Mówiąc "wypluwka" miała na myśli kociaka z wydłużoną kończyną, bo wyraźnie na niego wskazała łapą, gdy wypowiadała te słowa. Serce biło jej jak szalone, z gardła wydobywały się zdesperowane, gniewne syki i warkoty, dyszała przerażona, jakby Lniana była nie wiadomo jakim zagrożeniem i właśnie chciała wydrapać jej oczy. Kątem oka, kawałek za wściekłą kotką, gdzieś w szuwarach Len mogła wyłapać jakiś nieruchomy kształt. Ciało kociaka.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
A więc tak będziemy się bawić. Niebieska cicho westchnęła, a jej biczowaty ogon trzepnął mocno o ziemię - jedynie tym okazała złość, jaka aktualnie się w niej kotłowała. Nie wiedziała, co spotkało tę kocicę, ale wątpiła, żeby dawało jej to prawo do takiego traktowania jej dziecka. - Powściągnij języka, bo jest tak ostry, że jeszcze się nim skaleczysz - zaczęła, przechylając lekko głowę w nieco kpiącym akcencie, choć jej głos pozostawał równie chłodny, co zawsze. Dała krok przed siebie w stronę młodszej kocicy. - I uspokój się, moja droga, nie zamierzam ci zrobić krzywdy. - dodała zaraz, dając kolejny krok w stronę szylkretki. Nie spodziewała się, że natrafi na kota o mniejszych rozmiarach od niej. Może właśnie to dawało jej dodatkową pewność siebie - fakt, że dawała sobie radę z większymi przeciwnikami, a ta wkurzona, wychudzona kula kłaków była od niej mniejsza i zapewne nie miałaby najmniejszej szansy, gdyby spróbowała ją zaatakować. Jakby nie patrzeć miała do czynienia z wytrenowaną wojowniczką, która spędziła z tym tytułem już prawie cały obieg pór. - Mówisz o swoim kocięciu, więc się wyrażaj. Co z ciebie za matka? - ostatnie pytanie niemal wysyczała, w tym wypadku nie powstrzymując niezadowolenia. Trudno było jej na to patrzeć, nie jako klanowiczce podążającej za Kodeksem, a jako kocicy, która od dawna chciała zostać matką, a przed nią nie było widać takiej szansy - żadnego kocura, który mógłby zostać jej partnerem i ojcem takich kociąt, do tego odsunięta od klanu przez swój nie najlepszy stan psychiczny na kilka księżyców. A ta młoda kocica miała to, na co ona nie widziała żadnych szans - miała kocięta, a zachowywała się, jakby były to najobrzydliwsze z żywych stworzeń albo inne pomioty z Ciemnego Lasu. Czemu?
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Nie zrozumie. Nikt nie zrozumie, zapewne przewijało się przez myśl szylkretowej kocicy. Z jej gardła wydobyło się ponowne ostrzegawcze syknięcie w kierunku Wichrzaczki, gdy ta tylko się zbliżyła.
- NIE PODCHODŹ - huknęła i zamachnęła się łapą z białymi znaczeniami w kierunku pyska Lnianej, ale przecięła jedynie powietrze i odskoczyła gwałtownie, niemalże wpadając do jeziora za szuwarami. - STUL PYSK I SPIE###LAJ! KAŻDY MI TAK MÓWIŁ, I ZOBACZ JAK WYGLĄDAM TERAZ! - spojrzała żółtymi ślepiami w bladozielone oczy Lnianego Futerka. Obłęd i przerażenie, obrzydzenie, gniew, to wszystko odbijało się w jej oczach z tak zwężonymi źrenicami, że prawie nie było ich widać. - SPIEPRZAJ STĄD I NIE WŁAŹ MI Z ŁAPAMI W ŻYCIE SZARA POKRAKO! WEŹ SOBIE TE WYPLUWKI JAK CHCESZ! ŻAŁUJĘ, ŻE ICH NIE ZABIŁAM OD RAZU, ŻE ICH TAM NIE ZOSTAWIŁAM, SZKODA, ŻE TAK SZYBKO NAUCZYŁY SIĘ PŁYWAĆ! MOGŁAM JE PO PROSTU UTOPIĆ! CZEMU TEGO NIE ZROBIŁAM! - głos jej się załamał a pstrokate łapy zadrżały. Opuściła nisko głowę i zaszlochała, cofając się jeszcze bardziej - tylne kończyny szylkretki były już w wodzie jeziora. Cała się trzęsła. Nad głową samotniczki Lniana mogła teraz lepiej zobaczyć kształt, który widziała wcześniej, martwego czarnego kociaka na brzegu zbiornika wodnego, gdzieś między szuwarami. Nie tego, którego widziała wcześniej - ten miał krótkie futro, poprzecinane rudymi i białymi plamami gdzieniegdzie. Sam zmarł, czy matka się go pozbyła? Ciężko było stwierdzić. Tak czy siak, wyrodna matka kociąt nie była w stanie w tej chwili nawet ruszyć się z miejsca. Stała tak, jak wcześniej, roztrzęsiona i zapłakana. Mamrotała coś do siebie.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Wojowniczka natomiast nie odpuszczała i postąpiła kolejny krok, sprawnie pokazując młodszej kocicy, że się jej nie boi, a jej chłodny wyraz pyska jedynie potwierdzał to, że nie miała złych zamiarów. Słysząc, jakie słowa padały z jej pyska, spojrzała w kierunku, w którym był buro-biały kociak, a potem czarny malec, który zniknął chwilę temu. Westchnęła cicho. - A jednak nie mam interesu w tym, by cię krzywdzić. Nie jesteś na moich terenach, tylko ja na twoich. - mówiła spokojnie, nie podnosiła głosu, starała się nie okazywać złości, która w niej tkwiła, choć teraz nie była pewna czy jest bardziej wściekła na tę kocicę czy na tego, kto doprowadził to - jakby nie patrzeć -dziecko do tego stanu. - Chodzi mi tylko o dobro tych kociąt. Jeśli ich nie chcesz, wezmę je. - powiedziała, patrząc szylkretce prosto w oczy. Trzepnęła ogonem o ziemię, po czym znów spojrzała w stronę syna kocicy, który towarzyszył jej w drodze tutaj i skinęła łbem w stronę, w którą pobiegł czarny młodzik, po czym sama tam ruszyła, jeszcze tylko na chwilę zatrzymując się obok kocicy. - Cokolwiek się stało, to nie ich wina. Nie powinnaś ich ciągnąć na dno ze sobą. - mruknęła do niej cicho, po czym ruszyła szukać czarnego kociaka. - Maluchu, chodź - zawołała jeszcze buro-białego syna szylkretki i poczekała na niego, nawet już nie oglądając się na jego matkę. Jej nie dało się już pomóc, oszalała do reszty.
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Młodsza kocica już nawet nie reagowała. Stała tak, ze spuszczonym łbem cały czas i po prostu przyjmowała na siebie wszystkie słowa Lnianego Futerka. Tyle. Nie miała siły. Ani fizycznej, ani psychicznej, żeby ciągnąć tą rozmowę i jakąkolwiek dyskusję. Pozwoliła, aby kolejne zdania wypowiadane przez wojowniczkę po prostu po niej spłynęły, jak po kaczce. Gdzieś miała, co niebieska z nią zrobi i co powie. Już jej to nie obchodziło. Uderzyła jedynie ogonem o ziemię i fuknęła coś pod nosem, nie obdarowywając Len ani jednym spojrzeniem.
Buro-biały tak szybko, jak potrafił, potykając się o własne łapy pobiegł za wojowniczką, ale...zatrzymał się na chwilę, kawałek od matki i w tamtym miejscu usiadł.
- Ale...ale mama - wymruczał, na tyle głośno, aby niebieska zdołała go usłyszeć.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
I nastał moment, którego się w duchu bała. Kocięca naiwność wzięła w buro-białym górę i musiała wymyślić coś, żeby przekonać go do pójścia ze sobą. Podeszła do kociaka i polizała go szorstkim językiem po głowie. - Widzisz, mama jest zmęczona i musi pobyć trochę sama. Wiesz, najlepiej dla was obojga będzie, jeśli pójdziesz ze mną, dobrze? Odwiedzimy ją kiedyś razem, co ty na to? - mówiła spokojnie, a po wszystkim posłała kocicy jedynie spojrzenie, które mówiły wszystko to, co powinno. Jeśli chcesz się pozbyć problemu, współpracuj. Ona pozbywała się kociąt, a wojowniczka nie będzie musiała się martwić o stan jej młodych. - Chodź, pójdziemy po twoje rodzeństwo - ponownie skinęła głową w kierunku, gdzie wcześniej zniknął czarny kociak. Jeśli tylko nie dyskutował, to wolno ruszyła we wskazaną wcześniej stronę z nadzieją znalezienia malucha, który był bratem lub siostrą jej buro-białego towarzysza. I oby tym razem udało się go przekonać za pierwszym razem.