Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
- Zjeżona Łapa. Kim ą twoi rodzice? - miała pewne przypuszczenia, nie zdradzała ich jednak, aby nie wyjść na durnia. Prawdopodobnie dobrze myślała, ale kto wie? I dlaczego Zjeżona Łapa, jest terminatorem? Jest NAPEWNO starszy, jednak chyba zaczął go później. Zapewne jednak kończy już trening. - J-jak idzie trening? Pewnie go kończysz, hm? Czy już czekasz na ceremonię i tylko ćwiczysz z eee z kim? - pierdoła-Ważkowa nic nie wie, ale się dowie. - A! No i tak, to moja siostra. Teraz została terminatorką, jestem z niej dumna, była długo chora... - i ostatnio, gdy była zdrowa bawiły się z Ćmą, kiedy miały pewnie ze trzy księżyce. Wszystkie siostry, wraz z Ważką, żyjące teraz w klanie są szylkretowe, zaś Pchełka była innego koloru, trudno byłoby je połączyć. Ona i Ćma wyglądały najpodobniej z rodzeństwa, oraz tak jak Żmija, nie licząc oczywiście bliźniaków. Bo Chrząszczyk i Żuczek? Chyba niezbyt.
-M-motyl... Chrząszczyk, Żuczek, Pchełka... i reszta? A-a SKĄD MAM WIEDZIEĆ!?!? - krzyknęłam, w oczach Ważki zrobiło się mokro i na trawę kapnęła łza. SKĄD MA TO WIEDZIEĆ?!
- No wiesz, nie jestem WSZECHWIEDZĄCA! Mo-moja rodzina nie miałą czasem okazji MI POWIEDZIEĆ. NIE ZGADNĘ. - dorzuciła jeszcze, aby wrzucić jakieś emocje do dość neutralnego początku rozmowy. - To tak, jakbym cię spytała, DLACZEGO KTOŚ Z TWOJEJ RODZINY UMARŁ. - a tak sięskłada, że Jeżyk powinien coś o tym wiedzieć. Może Ważka nie wiedziała, ale jej słowa miały kolejne znaczenie.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
- Łaciata Skórka jest moim ojciec - rzucił imię kocura, jednak nie umiał wydusić z siebie imienia matki. Wojownik nie był dobrym rodzicem, jeżeli Igła umiała się do nich jeszcze przyczepiać o jakieś drobiazgi, tak Skórka bardzo często ich po prostu olewał.
- Z moim bratem. Wiewiórczy Ogon - odpowiedział i przytaknął na pytanie o tym, czy już go kończy. Przynajmniej miał taką nadzieje, że to już robi, ale może rudy mógł uznać, że jeszcze nie jest gotowy na nowe imię.
Ważka i Ćma faktycznie były bardzo podobne i już nie raz zdarzyło mu się pomyśleć o jednej kiedy wiedział drugą. Z Modliszką nie było takiego problemu, przez jej biały pigment była dość charakterystyczna w Klanie Cienia, gdzie właściwie co druga kotka była szylkretką.
Na wybuch Ważki jego złote ślepia rozszerzyły się. Przyglądał się jak kotka zaszkliły sięoczy, przez złość przez jego durne pytanie czy może ze smutku, bo jego ojciec i rodzeństwo zostawili ją w klanie, czy może z obu rzeczy. Zaczęła się na niego wydzierać i Zjeż bardzo niechętnie zdał sobie sprawę, że ma deja vu, z spotkaniem z Modliszką. Tylko, w przeciwieństwie do terminatorki, on miał język.
- Moja matka zdechła przez swoją własną głupotę! - Syknął lustrując pyszczek Ważki, w końcu mówiąc co mu ciążyło na duszy. Kotka zdecydowanie trafiła w jego czuły punkt. - Była wrednym rzepem i do tego upartym mysim bobkiem, bo nie mogła poczekać, żeby zapolować kiedy słońce w końcu zejdzie! - ciągnął i o dziwo czuł się lepiej, bo w końcu mógł powiedzieć co siedziało mu w głowie. - Ale nie można uciec od śmierci... Czy tego chcesz czy nie, Gwiezdny Klan cię w końcu powita na cię Srebrnej Skórce - miauknął już ciszej, czując się jakby cała siła z niego uszła. - Ale czemu ktoś chciałby odejść od rodziny? - Rzucił głosem ledwo głośniejszym od szeptu, jednak nie skierował tego pytanie do Ważki. Już odpowiedziała mu, że nie zna odpowiedzi. Motyl miał tu wszystko, dzieci, przyjaciół i dom, czemu zostawił to wszystko? Czemu tak wiele wojowników również zaginęło? Jeż zmrużył oczy, kiedy zdał sobie sprawę, że w sumie też jest na tej drodze. Kiedy był ostatnio w obozie dłużej niż tylko kilka uderzeń serca? Jego grono znajomych ograniczało się tylko do rodziny i nawet z nimi nie chciał za bardzo rozmawiać. Nie podobało mu się to, musi się zmienić, musi coś zrobić, bo jak tak dalej pójdzie to popełni jakiś kolosalny błąd.
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
- M-moja mama... Żmijowy Ogon i tta M-motyli Lot. - trudno było się powstrzymać od "wszyscy mnie opuścili". Ehhhh. Łaciata Skórka... przypomniał jej się inny kot. Grzybowa Polana? - Jesteś więc... Bratem Grzybowej Polany, tak? - aby się upewnić, zapytała się. Równie doprze mogło jej się coś pokiełbasić. Był też bratem Wiewióra. Heh.
Tak, nie były podobne tylko do siebie, ale do mamy po której to futro odziedziczyły. Czarno-rude futra posiadały trzy na cztery córki Żmijowego Ogona.
- ... - otworzyła pyszczek, ale nie miała kompletnie jak czegoś powiedzieć. No tak, nie było jej na jednym zebraniu. Pewnie wtedy był jej pogrzeb. - P-przykro mi... Moja mama też mieszka z Gwiezdnym Klannir, obserwuje moją rodzinę, gdziekolwiek teraz jest reszta mojej rodziny. I cieb-bie też mama obserwuje. N-na pewno jej tam dobrze! - próbowała go pocieszyć. Czy jej się udało czy nie, to już nie Wazka jest od zgadywania, tylko Zjeżona Łapa. - Tak. Każdy potem będzie taką gwiazdą na Srebrnej Skórce. Cz-czemu? Ja wiesz, Zjeżona Łapo nie mam pojęcia. Mogę jedynie przypuszczać... że nie czuli się tu dobrze? - ton Żjezonej Łapy opadł, ten Ważkowej Sadzawki też.
Tak, jej tata był dość często spotykanym kotem. A potem... zniknął. Po tym jak utraciła dwójkę swoich braci i siostrę. Została z rodzeństwa ona, Ćma, Modliszka(w końcu wiadomo, że jest!) oraz bliźniacy. Oh, oh. Skąd Ważka ma wiedzieć, czemu tak jest?
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Na pytanie kotki przytaknął wykrzywiając się nieco. Chciał porozmawiać z Grzybem już dawno, dawno temu ale jakoś nigdy mu się nie udało. Nie wiedział czy mają w ogóle jakieś wspólne tematy, co nie zmienia faktu, że mógł przynajmniej spróbować.
- Nie wątpia w to, że u Gwiezdnych jest im dobrze - mruknął z goryczą na słowa Ważki. Jeż wierzył w przodków, może nawet silniej niż niejeden przeciętny klanowy kot, może nie. Jednak miał do nich często mieszane uczucia pod względem dobroduszności. Z jednej strony czuwali nad czterema klanami, poprowadzili ich na nowe tereny i nie opuścili ich ale z drugiej; koty ginęły, koty chorowały, koty traciły swoje kocięta. Umiał zrozumieć, że życie jest pełne niespodzianek i niesprawiedliwość ale to nie zmieniło faktu, że miał silne odczucia do kotów ze Srebrnej Skórki. - Ale jednak lepiej byłoby jakby byli tu. Mogliby obserwować nas z ziem lub najwyżej z drzewa. A nie z gwiazd - wytłumaczył i spojrzał w niebo. Ano, fajniej by było. - Może - mruknął i znowu przeniósł spojrzenie na kotkę. Jeż mógł tylko gdybać czemu Motyl ulotnił się z klanu, mimo iż posiadał tu wszystko. - Wybacz nie powinnienem być takim gburem i pytać o takie rzeczy - przeprosił kotkę a na jego mordce pojawił się cień, bladego uśmiechu. Czuł się zmęczony i wyczerpany ale jakoś lżej. Może nie tyle słowa szylkretki podniosły go na duchy ale ta cała rozmowa była dobrą terapią.
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Grzybowa Polana i Ważka poznały się jeszcze chyba jako Ważka i Grzybowa Łapa, gdy terminatorka była już jakiś czas terminatorką. Zaś z innymi kotami z jej rodzeństwa tak niezbyt rozmawiała. Tutaj napatoczył się Jeż, znała też brata tej dwójki, Wiewióra, który nie przypadł jej zbytnio do gustu ze względu na to, co się stało z Króliczym Pląsem z jego łapy
- M-mam nadzieję, że tak jest. - odpowiedziała starszemu kocurowi. Ważka bardzo wierzyła w przodków, głównie ze względu na tatę, który zawsze im opowiadał, a po pogrzebie mamy resztę nocy Ważka spędziła wtulona w futro taty obserwującego Srebrną Skórkę. Czy Żmijowy Ogon oraz Świerkowa Igła są którymś z tych punkcików? Gdyby ta pierwsza była, to dlaczego jeszcze nie odwiedziła wojowniczki?
- Oni wszyscy... tu są. Czasem na pewno tu przychodzą i obserwują. Czasem... to czuć, jakby ktoś był blisko ciebie. A tak na prawdę nikogo tu nie widzisz. - odpowiedziała na tłumaczenie Zjeżyka.
- To nic. Ja też nie powinnam była tak odpowiadać. - spojrzała w oczy kocura. Był naprawdę miłym kotem, z chęcią Ważka by rozmawiała z nim częściej. Był dobrym kotem.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Wyższy niż przeciętny dachowiec. Jeż ma półdługie futro które pomału odrasta. Nie posiada już łysych placków, jednak nadal jest nieregularne. Od nasady czaszki aż po tyłek włosy rosną w inną stronę. Jest czarno-białym tuxedo. Ma złote oczy.
Życie nigdy nie było miłe dla Jeżyka sprawiając, że można je było porównywać z serią niefortunnych zdarzeń. Co odbiło się na kocurku, nawet bardzo. Panika, wstyd, strach, niepewność kumulowała się w nim od kiedy tylko pamięta. Po każdej małym zwycięstwie; po dwóch krokach na przód następował krok do tyłu i niczym taniec tańczył tak z życiem przez kilka księżyców. Z deszczu pod rynnę, a potem mordą w jezioro. Jeż zaczął kumulować wszystkie emocje w środku, pod skorupą z cierpkiego humoru i ironii. Nie jest typem, który wskakuje do akcji w uderzenie serca - wręcz przeciwnie. Zjeż analizuje, jest bystrym i spostrzegawczym kocurem. Chętnie szuka alternatyw. Kieruje się raczej uczuciami niż zasadami, choć i te bierze pod uwagę. Uczy się wielu rzeczy, jak na przykład być facetem.
Krzemienna Łapa, Ropucha [W]
Rozważył słowa szylkretki. Chciał w to wierzyć w to co Ważka mu teraz powiedziała, to co rudy raz powiedział mu na trening. Obserwują ich z srebrnej skórki? Maił nadzieje, że tak. Że Igła widziała jego ceremonię i w końcu mogła być z niego dumna. Jednak od pogrzebu nigdy nie odczuł żadnej zmiany w powietrzu, która miała świadczyć o tym, że Gwiezdni obserwowali go. Może musi jeszcze poczekać? Albo może był takim gburem, że nawet tego nie poczuł? Hm, kto wie? - Jesteśmy na granicy - mruknął z chęcią zmieniania tematu. - Szybki patrol? - Zaproponował i wstał z trawy. Kiedy Ważka zgodziła się, trzepną ogonem i żywym krokiem zaczęli iść przez las w stronę Kamiennego Stróża.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk miał już na tyle dużo księżyców na karku oraz wędrówek po Cienistych terenach za sobą, że potrafił się jako tako orientować w lesie. Nie umiał jeszcze co prawda polować, ale nie przeszkadzało mu to w przechadzkach z kimś, czy też samemu. To drugie rzadziej, bo było mało zabawne. Tym razem nie był sam, bo podróżował z Łasiczym Futerkiem, której całkiem lubił towarzyszyć, pomimo tego, że nie była kotem, któremu on sam powierzyłby własne życie. Była jednak dobrą towarzyszką, z którą można było pogadać i trochę ponarzekać. Gdy jednak do jego nosa dotarła znajoma woń, postanowił zakończyć z nią rozmowę i się pożegnać, by następnie pójść w kierunku znajomej sylwetki o długim, rudym futrze. Huh, a więc tutaj ojciec się w tej chwili skrywał. Bury terminator średnio się przejmował tym, czy Wiewiórczy Ogon w tej chwili polował, czy patrolował. Był... zaciekawiony? Chyba tak można by opisać to uczucie, które się w nim pojawiło. Uniósł ogon do góry i zgrabnym truchtem nadgonił swojego rodziciela, który w tej chwili był sam.
- No cze - mruknął, wyrównując krok z masywnym kocurem. - Jak tam? Słyszałem od pewnych kotów, że matka nie pozwala ci się zbliżać do kociąt - zagaił, nie próbując nawet ukrywać celu, w jakim zdecydował się zagadać do ojca.
//wjór
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór był akurat w trakcie samotnego polowania, co ostatnio zdarzało mu się dość często. Właśnie czaił się na mysz, która znajdowała się lisią długość od niego, kiedy przeszkodził mu Szop, podchodząc do niego i płosząc piszczka. Rudzielec podniósł się z pozycji łowieckiej i zbliżył do syna, stojąc na przeciwko niego. Był bezczelny.
- Nie mów mi o waszej matce - mruknął, z trudem powstrzymując się od wysyczenia tych słów prosto w pysk burego terminatora. Oczywiście, nadal kochał Krogulec i cierpiał z powodu rozstania, jednak był coraz bardziej przekonany co do tego, że była to słuszna decyzja. Odkąd przyszła i zabrała kociaki z jego dziupli, tak po prostu, bez żadnego powodu, ignorując tym samym ich umowę... wściekł się.
- Miałeś rację. Na treningu, to była jej wina. Nie powinienem był jej wtedy bronić. Przepraszam - rzucił, a na samo wspomnienie tego wydarzenia spiął mięśnie. Krogulec była dumna. Za dumna. A Wiewiór był w nią zapatrzony jak w obrazek, nie chciał się z nią kłócić, przytakiwał jej prawie na każdym kroku... był głupi. Szkoda, że zauważył to dopiero po czasie.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Bury kocur nie poświęcił uwagi uciekającemu gryzoniowi, który najpewniej był celem jego ojca. Zatrzymał się, gdy ten zdecydował się wyjść mu naprzeciw zamiast oddalić się szybkim krokiem czy cokolwiek, co mógłby zrobić w tej sytuacji. Nie wyglądał jednak jakby lada chwila miał mu się rzucić do gardła za bezczelne przerwanie polowania, toteż Plusk nie przejął się takim obrotem spraw. Stał wyprostowany, unosząc brodę do góry i patrząc prosto w oczy rudego kocura, jakby samą postawą próbować rzucić mu wyzwanie, choć wyraz jego pyska pozostawał zrelaksowany, tylko cień lekkiego uśmiechu błądził gdzieś w kącikach jego ust. Zastrzygł uszami, gdy padły pierwsze słowa, których... cóż, prawdę mówiąc się nie spodziewał. Brwi terminatora uniosły się na moment w wyrazie niedowierzania, jakby miał wrażenie, że nie do końca zrozumiał przekaz Wiewiórczego Ogona. Czyżby kocur się rozchorował? Nie, wyglądał na całkiem zdrowego. Najwyraźniej uderzył się łbem o jakieś drzewo i wreszcie wlało się do niego trochę rozsądku.
Na wspomnienie dawnej sytuacji z treningiem z Krogulec i przeprosiny Plusk uniósł prawą brew w sceptycznym wyrazie. Spodziewał się kłótni i zatykania uszu przez ojca, więc taki obrót spraw naprawdę go zaskoczył i nieco zbił z tropu, ale tylko na chwilę. Nie myślał, że kiedykolwiek będzie miał okazję pogodzić się z rudym kocurem, który nie starał się nawet istnieć w jego życiu, czego bury terminator absolutnie od niego nie oczekiwał i nie chciał, jednak w tamtym czasie uważał również, że kochał swoją matkę, więc... może warto byłoby mieć jednego rodzica po swojej stronie? Być może to była dobra okazja do wbicia Krogulec w ziemię, albo pokazania jej przysłowiowego środkowego palca. Plusk jednak postanowił podejść nieco z dystansem do tej sytuacji, bo nie wiedział czy słowa ojca nie wynikały tylko z jakiejś chwilowej depresji, która go dopadła po zderzeniu się z rzeczywistością. Wolałby nie znaleźć się w sytuacji, kiedy wojownik po chwilowym złożeniu broni stwierdziłby, że jednak dalej woli być frajerem.
- Och. Kto by pomyślał - mruknął, uśmiechając się kwaśno, choć gest ów bardziej przypominał krzywy grymas. - Jesteś ostatnim kotem, od którego spodziewałem się takich wyznań. Wiesz, potrzebuję trochę czasu, by sobie to wszystko przetrawić. Jednak dobrze wiedzieć, że wreszcie postanowiłeś przestać stać przed nią murem. Nie warto - stwierdził, pozwalając mięśniom twarzy rozluźnić się do wyrazu zbliżonego do neutralnego, z tym samym cieniem uśmiechu, który tak często widniał w jego oliwkowych oczach i na pysku, że Plusk nie musiał się nawet wysilać, by go zakładać niczym maskę.
To nie tak, że wszystkie jego gesty były wymuszone, ale z całą pewnością ich intensywność już tak. Jednak już dawno przekonał się, że obojętność i uciekanie od towarzystwa nie pomagały zabijać nudy. Lubił obserwować, ale robił to od kiedy otworzył oczy i czynność zdecydowanie mu się przejadła przez te wszystkie księżyce. Początkowo było dość trudno zacząć rozmawiać, ale Cieniste wojowniczki i matki go nauczyły wszystkiego co trzeba, mniej lub bardziej świadomie. A później już poszło z górki, aż znalazł się w tym miejscu, w którym był teraz. Całkiem dobrze się tu bawił, obserwując koty z bliska i samemu wywołując u nich reakcje.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Postawa Szopa wskazywało na to, że zdecydowanie szukał zaczepki, że chciał ojcu za wszelką cenę dopiec, sprowokować go. Wyraz pyska jednak zdradzał coś zupełnie innego. Zresztą, Wiewiór i tak nie miał ochoty na żadne awantury. Nie teraz i raczej nie w najbliższym czasie.
Czy był chory? Nie. Nie w tego słowa znaczeniu, jednak można rzecz, że dokładnie tak się czuł. Jego pierwsza i jedyna miłość, ktoś, o kogo starał się przez właściwie całe życie nie chce mieć z nim nic do czynienia. Zasłużył sobie, sam się z nią rozstał, sam podjął taką decyzję. Później chciał się pogodzić, naprawić to wszystko, lecz nadaremno. Było już za późno. Wiedział, że przyczynił do tego stanu rzeczy, że sam to zepsuł, ale z tyłu głowy miał też świadomość, że Krogulec nie była bez winy. Że nigdy nie usłyszał od niej przeprosin, choć wielokrotnie na nie zasługiwał. Utrudniała mu kontakt z dziećmi... Miał mieszane uczucia co do jej osoby. Z jednej strony nadal ją kochał, chciał chronić, być przy niej, ale z drugiej strony, czuł się tak jak kiedyś, nie chciał jej znać, wolał jej unikać, nie myśleć o niej, być może wolałby jej nigdy nie poznać... To było ciężkie. Po prostu.
Jedyne co mu pozostało to dzieci. Dzieci, z którymi powinien spróbować się pogodzić, zanim będzie za późno, o ile już nie jest. Wcześniej był pewny, że poza Krogulec i tą garstką kociąt, która go szanuje nie potrzebuje nikogo. Mylił się i uderzyło to w niego ze zdwojoną siłą, kiedy został całkowicie sam. Bez partnerki, bez potomstwa, wszakże byli przecież zajęci swoimi sprawami. Musiał coś zmienić.
- Rozumiem - odparł. Chciał upomnieć syna, żeby tak nie mówił. Że nie powinien się tak wypowiadać o własnej matce, jednak nie był w stanie się do tego zmusić. - Masz rację - mruknął po chwili, wzdychając głośno. Nie potrafił się nie zgodzić. Rozum mówił - prawda, serce mówiło - wcale że nie. Tym razem jednak serce było zdecydowanie za słabe i za ciche, by przebić się przez krzyk rozumu. Ten pierwszy raz i miejmy nadzieję, że nie ostatni.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Aż dziwne, że rudy kocur nie zareagował na podprogową zaczepkę Pluska, choć jeszcze parę księżyców temu niemal skakali sobie do gardeł. Jednak najwyraźniej życie uderzyło w niego za mocno, kiedy Krogulec odgrodziła go od pociech, które razem stworzyli. Aż dziwne, że nie robiła tego samego w przypadku burego terminatora. Może jeszcze nie dotarła do jej uszu wiadomość, że zdążył już poznać parę kociąt, a nawet się z nimi zaprzyjaźnić. Ha!
Plusk obserwował spod przymrużonych powiek każdy drobny gest wojownika, jakby testował jego reakcję na słowa, które padły pod adresem Krogulczej Łapy. Poruszył uszami, usłyszawszy, że miał rację, jednak tym razem zaskoczenie nie było widoczne na jego pysku. Nie miał nic przeciwko kopaniu leżącego, ale w tej sytuacji nie przyniosłoby mu to niczego. Rudy kocur był wielki, masywny i silny. Niewątpliwe, że gdyby Plusk dostatecznie długo testował jego nerwy, w końcu by oberwał. Wiewiórczy Ogon był żałosny i był frajerem, ale nie był gałązką, którą dało się tak łatwo złamać. Lepiej nie testować swojego szczęścia w tej kwestii. Terminator poruszył leniwie końcówką uniesionego wysoko ogona.
- Skoro wreszcie się z czymś zgadzamy, wypadałoby to uczcić. Co powiesz na spacer, tato? Chyba że zamierzasz szukać tego tam co ci uciekło sprzed nosa. - Poplątane wąsy kocura zadrżały, a z jego gardła wydostał się cichy pomruk przypominający cichy śmiech. - Oczywiście, jeśli nie masz nic lepszego do roboty. Bo ja w tej chwili nie - dodał, wzruszając lekko barkami, jakby mu było wszystko jedno jaką decyzję zamierzał podjąć rudy kocur, albo jakby wręcz dawał mu furtkę do wycofania się, w końcu nie wiadomo co tam ojcu po głowie chodziło, może tak naprawdę chciał tylko się pogodzić i wrócić do tego, co było wcześniej - czyli w gruncie rzeczy do niczego, które istniało pomiędzy nimi do czasu, gdy długowłosy kocur postanowił robić za pieska Krogulec i zmusił Pluska do wstąpienia na wojenną ścieżkę z obojgiem rodziców.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Parę księżyców temu być może Szop i by dostał po pysku, jednak teraz... mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Życie go po prostu uderzyło za mocno. To bardzo dobre określenie na to, jak aktualni czuł się Wiewiór. Już wcześniej miał pod górkę, z trudem zabiegając się o uwagę kocicy, która miała go pod ogonem, a kiedy już coś się w ich relacji zmieniło... to równie szybko wróciło do pierwotnego stanu, nie mówiąc, że jest nawet gorzej. Fajnie.
Rudzielec uważne obserwował syna, a właściwie w jego oliwkowe oczy. Miał taki nawyk, że kiedy prowadził bardzo poważną konwersację, patrzył się swojemu rozmówcy w oczy. Łatwiej było mu wtedy wyczuć, kiedy ktoś kłamał, łatwiej odczytywał emocje innych, przynajmniej tak było w przypadku Krogulec. Tylko z nią jak dotąd prowadził takie poważne rozmowy, ale z nią działało, więc z resztą pewnie też, prawda?
- Jeśli proponujesz, to czemu nie. Miałem udać się na polowanie, ale chyba sobie odpuszczę. Priorytety - odpowiedział. Zdążył złapać już trochę zwierzyny, zatem nie było żadnych przeciwwskazań, aby z synem się nie przespacerować, zwłaszcza jeśli sam to zaproponował. Może w końcu uda im się zakopać topór wojenny i żyć w zgodzie? Chociażby tej względnej?
- Odpowiada ci trening z Bezsenną Nocą? Na pewno jest lepiej niż z matką, tego się domyślam, ale czy nie dzieje ci się tam krzywda? - zarzucił temat, żeby szło się przyjemniej. Tak na początek może coś o treningu. To taki dość przyziemny temat, raczej neutralny dla każdego.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk nie przerywał kontaktu wzrokowego, wręcz przeciwnie - bez najmniejszego problemu patrzył się prosto w żółte oczy ojca. Dopóki krew w nim nie wrzała, niemal w stu procentach panował nad swoją mimiką. Nawet te cienie uśmiechu, drżenie wąsów i tym podobne drobne gesty były w większości zabiegiem celowym. Oczywiście, nie zawsze w pełni świadomie wkradały się na jego pysk, ale wszystko zależało od sytuacji, w której się znajdował. W większości sytuacji mógł pozwolić sobie na większą swobodę w okazywaniu emocji, nieraz je dodatkowo wyolbrzymiając. Nie był typem cały czas silnie czującym to co się działo w jego wnętrzu, ale nie wynikało to z żadnych skrzywień, może poza izolowaniem się od innych za kociaka. Poza tym jednak potrafił nazwać po imieniu uczucia, które się w nim pojawiały, a także umiał je poskromić... dopóki nie paliły go od środka, oczywiście. Jak gniew na matkę, gdy "trenował" pod jej okiem. Mimo wszystko miał swoje limity, o czym się dobitnie zdążył przekonać.
Bury terminator był umiarkowanie zadowolony z odpowiedzi kocura. Najwyraźniej nie zamierzał tylko odbębnić przeprosin i zaszyć się w kącie zawstydzony, że musiał przyznać rację swojemu synowi, z którym się ostro pokłócił kilka księżyców temu o sytuację z Krogulec. To był całkiem dobry sygnał, a także dostatecznie dobry początek do tego, by przekonać do siebie burego terminatora. Mimo wszystko prowadzenie wojenek było męczące, włącznie z gniewem wypalającym trzewia, który im towarzyszył. Nie przynosiło mu to żadnej satysfakcji, a jedynie psuło nerwy. A skoro tata się tak dobrze zachował, to można mu było dać szansę. Ale tylko jedną. Choć Plusk był skłonny wybaczyć, gdy widział, że mu się to zwyczajnie opłacało, to urazę nosił długo. Mimo wszystko był kotem całkiem dumnym i butnym... ale także skłonnym do negocjacji, jeśli nie było innej drogi. Tak jak wtedy, kiedy Wężowa Gwiazda pozwolił mu na zmianę mistrza, ale tylko z Krogulec na Bezsenną Noc - albo w ogóle.
Prawa brew kocura uniosła się do góry, jednak po jednym uderzeniu serca wróciła na swoje miejsce, a z jego gardła wydostał się cichy pomruk aprobaty. Priorytety, huh. Najwyraźniej ojcu naprawdę całkiem zależało na zakopaniu topora wojennego. Taki dobór słów zadowolił Pluska, przynajmniej tak długo jak rudy wojownik nie zamierzał go głaskać pod włos. Terminator ruszył u jego boku lekkim krokiem, pomimo niedbale zwichrzonego futra poruszając się elegancko, jak przystało na długołapego, zgrabnego kocura. Z czasem zaczął doceniać dobre strony swojego wyglądu i musiał przyznać, że to było dużo lepsze niż bycie topornym osiłkiem. Na szczęście z pewnych rzeczy się z czasem wyrastało. Choć temperatura powietrza była niezbyt przyjemna dla kota o krótkim futrze, dookoła było całkiem przyjemnie. Plusk doceniał leśne dźwięki, wśród których się wychował. Może i nie był wielkim fanem ciszy, ale w niektórych momentach zupełnie mu ona nie przeszkadzała.
Pytanie o trening było dość bezpiecznym rozpoczęciem rozmowy ze strony Wiewiórczego Ogona, choć terminator osobiście preferował bardziej interesujące tematy. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że rudy w jakiś sposób próbował. Ha, skoro tak, to można spróbować pójść do przodu małymi kroczkami. Zobaczyć jak to wyjdzie ostatecznie, bo kto wie, może kocur gdzieś tam podświadomie był gotów wrócić do czekoladowej szylkretki przy pierwszej lepszej okazji.
- Czemu miałaby mi się dziać krzywda? - zapytał, unosząc brwi w geście zdumienia. - Trening idzie trochę wolno, ale nie narzekam. Trenuję razem z Pustułką. Aktualnie ćwiczymy walkę i trochę teorii - powiedział, mimochodem wykonując gest mający być w zamyśle wzruszeniem barkami, ale poruszanie się odrobinę utrudniło sprawę. - Jeśli chodzi o Bezsenną Noc, to jest ona dość spokojna i opanowana, chociaż widać po niej, że nie da sobie zbyt łatwo wejść na głowę - powiedział, marszcząc brwi jakby się zastanawiał czy mógłby coś jeszcze dopowiedzieć, jednak zrezygnował.
Podane ojcu przemyślenia na temat kocicy były jak najbardziej szczere, jednak kocur mógł niewiele więcej powiedzieć mu na jej temat. Wojowniczka poza treningiem zdawała się być dość nieuchwytna, toteż nie miał okazji wciągnąć jej w luźną rozmowę i sprawdzić jak się mogła zachować w takiej sytuacji. W gruncie rzeczy jednak nie miał na co narzekać tak długo, jak nie działała mu na nerwy.
- Słyszałem, że trenujesz Pies - powiedział, zerkając na kocura w oczekiwaniu, aż ten rozwinie temat.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Szop przypominał trochę ojca, gdy ten był młody. Wiewiór zachowywał się podobnie, mając osiem, czy tam dwanaście księżyców, z tym że on nie okazywał absolutnie żadnych emocji. Nieważne, z kim rozmawiał, jego pysk zawsze miał taki sam, obojętny wyraz, a głos miał chłodny, niewyrażający żadnych uczuć. Nie robił tego jednak dlatego, żeby ukryć przed światem swoje prawdziwe emocje, jakby się tego wstydził. Po prostu nic nie odczuwał, był jak skała. Uważał, że nikogo nie potrzebuje do szczęścia i sam, dzięki samodzielnej pracy, stanie się jednym z najlepszych wojowników w czterech klanach. Niestety, po drodze jego życie delikatnie się skomplikowało i pod wpływem spotkania, a później coraz to bliższej relacji z Krogulec zakochał się, przez co nieodczuwanie niczego stało się niemożliwe. Czasem żałował, że nie może do tego wrócić, do bycia skałą, której nic nie rusza i dla której najważniejszą rzeczą jest kodeks. Z wiekiem rudzielec nabrał innych priorytetów, zaczęła się dla niego liczyć głównie rodzina, obowiązki i choć zasady panujące w lesie nadal były dla niego ważne, to gotów był je nagiąć, gdyby uważał to za słuszne. Niesamowite, jak losowe i pozornie nic nie znaczące wydarzenia mogą mieć wpływ na dalsze życie i poglądy, doprawdy.
Absolutnie. Wojownik nie zdecydował się podjąć rozmowy z synem jedynie po to, by grzecznie przeprosić i z podkulonym ogonem wrócić do obozu, licząc na to, że ten mu wybaczy. Musiał udowodnić, że nie jest taki zły, jak bury myślał, że jest, a do tego potrzebował rozmowy, chwili czasu spędzonej ze swoim dzieckiem. Jeśli już coś robić, to na sto procent, a nie po łebkach, żeby odwalić i mieć z głowy, co to, to nie. Wiewiór był typem, który zawsze dawał z siebie wszystko, nawet jeśli chodziło o tak banalną rzecz jak przeprosiny. Cieszył się, że Szop postanowił dać mu szansę, że nawet jeśli nie wybaczył, to zdecydował się zaprosić ojca na spacer i sprawdzić, czy ten w rzeczywistości czegoś się nauczył i zrozumiał swój błąd. Kocur to doceniał.
- Nie wiem, tak pytam. Nieważne - westchnął, spuszczając na uderzenie serca wzrok na swoje łapy. Wiedział, że to głupie, ale z jakiegoś powodu zrobiło mu się wstyd. Wstyd, że znowu przed swoimi dziećmi wyszedł na idiotę, że zadał tak głupie pytanie. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie był najlepszym ojcem, chociaż bardzo się starał. Zależało mu na szacunku ze strony potomstwa, chciał być dla nich autorytetem, a zamiast tego nie reprezentował sobą niczego, co warto byłoby naśladować. Było mu z tego powodu... źle. Nie tak miało być. - Rozumiem. To dobrze, że ci się podoba. Pustułka też chyba nie narzeka w takim razie, hm? Jesteście dość blisko, z tego co zauważyłem - mruknął w odpowiedzi. Chciał się pokazać jakoś z lepszej strony. To, że nie brał czynnego udziału w życiu swojego potomstwa, nie oznaczało, że się nimi nie interesował, że całkowicie go ono nie obchodziło. Wręcz przeciwnie. Obserwował ich z boku, na ceremoniach, czy innych zebraniach, a nawet gdzieś w obozie, jeśli akurat znajdują się w pobliżu. Po prostu nie zawsze miał odwagę podejść. Bał się, że zobaczy rozczarowanie w ich oczach, gdy tylko zobaczą, że się zbliża, że pomyślą: "o nie, to znowu on". Dlatego zdecydował się rezygnować, być gdzieś na uboczu. Po prostu zajął się Krogulec. Pielęgnował ich relację, bo tylko ona dawała mu w jakiś sposób satysfakcję, nie bał się, że zobaczy w jej morskich oczach zawód, pomimo tego, że było między nimi różnie. To było strasznie głupie i nie miało najmniejszego sensu, ale czasu się nie cofnie, prawda? Ale może jeszcze nie było za późno na to, by naprawić niektóre błędy. Może była jeszcze szansa. Nawet jeśli nie wszystkie kocięta zdecydują się mu wybaczyć, może przynajmniej z częścią uda się dogadać.
- Tak. Spotkałem ją podczas patrolu w towarzystwie Bóbr, która... no wiesz, też za mną nie przepada. Myśli, że przestaliśmy z Krogulec szukać waszej siostry, kiedy cały czas to robiliśmy. Nie mieliśmy po prostu czasu, żeby robić to non stop. Nie chciała pozwolić Pies się do mnie zbliżyć, ale ostatecznie ona sama podjęła decyzję. Wężowa Gwiazda powiedział, że mianuje ją na najbliższej ceremonii, ale do tego czasu może trenować ze mną. Mam nadzieję, że mi jej nie odbierze - odpowiedział, domyślając się, że samo "tak" nie wystarczy. Streścił pokrótce historię tego, jak do tego wszystkiego doszło, cały czas idąc przed siebie, człapiąc swoimi masywnymi łapami. Słychać było, jak liście szeleszczą przy każdym kroku. Zagłuszały inne leśne odgłosy.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
To nie do końca tak, że Plusk próbował ukryć swoje prawdziwe emocje. Prędzej je wyolbrzymiał, czasem trochę udawał. Tak było lepiej i ciekawiej, na dodatek jemu samemu to nie przeszkadzało. Nawiązywanie relacji było lepszym zajęciem niż żadnym, a znajomość z kotami we własnym klanie była co najmniej przydatna i opłacalna. Nie wspominając już o tym, że niektóre z nich były całkiem interesujące.
Kocur kątem oka obserwował Wiewiórczy Ogon, pierwszy raz widząc go z tej strony. Nie ukrywał swojego umiarkowanego zainteresowania. Nie było mu przykro z powodu stanu, w jakim znalazł się ojciec, nie zdecydował się również dać mu szansy z litości. Ot, był ciekaw co się stanie. Nie miał zbyt wiele do stracenia tak czy siak, w przeciwieństwie do wojownika, któremu najwyraźniej zależało. Trochę późno, ale lepiej niż wcale.
- Nie wiem co Pustułka o tym myśli. Chyba niezbyt lubi Bezsenną Noc przez to, że na początku nie prowadziła jej treningu. - Wzruszył barkami, sygnalizując, że obojętne mu było zdanie siostry. - Masz rację, jesteśmy całkiem blisko. Lubię jej towarzystwo - odparł, uśmiechając się krótko.
Poszukiwania Pies były tematem obojętnym Pluskowi. Teraz, gdy wróciła, doceniał jej towarzystwo i uważał za dostatecznie ciekawą osobę, jednak wcześniej nespecjalnie przejął się jej zaginięciem. Świat nie kończył się na zaginięciu jednego kota. Nie wyraził jednak swojej opinii w tej kwestii, zamiast tego kiwnął głową.
- Czemu miałby jej zmieniać mentora? Przecież już się zajmujesz jej treningiem - odparł, zerkając na ojca, którego kroki były głośne, ale zdecydował się to zignorować.
Nie zależało mu na pocieszeniu wojownika, ale równie dobrze mógł spróbować. Żeby pokazać mu, że naprawdę był skłonny wybaczyć, czy coś. Możliwości dogryzienia takiej Krogulec by nie przepuścił, ale w kopaniu leżącego - Wiewiórczego Ogona, który dostał już solidną lekcję od życia - nie widział satysfakcji.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx