Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Nic dziwnego. Ciężko jest lubić kogoś, kto hamuje twój rozwój, ale skoro ty nie narzekasz to dobrze - odparł. Nie dziwił go to, że Pustułka nie lubiła Bezsennej Nocy, w końcu ta zaniedbywała trening, na którym czarno-rudej zależało. To było dość normalne. Najważniejsze jednak, że już sytuacja jest opanowana i skoro Pluskająca Łapa nie narzeka, to jego siostra zapewne też. - To dobrze. Cieszę się, że jako rodzeństwo trzymacie się za sobą, chociaż w części - on za to z rodzeństwem ma zerowy kontakt i było tak od zawsze. Jeżowi prowadził trening i od tamtej pory w zasadzie z nim nie rozmawiał, o reszcie rodzeństwa nie wspominając. Od zawsze wystarczała mu tylko Krogulec, której aktualnie... no, nie było już w jego życiu. Pszypał. - Ja za to mam trochę urwanie głowy ostatnimi czasy. Trening Miodowej Łapy i Tchórza idzie sprawnie, z Pies też jest w porządku, a Puchacz... Puchacz chyba się źle czuje, albo po prostu unika treningów. Nie przeszkadza mi taka ilość obowiązków, ale muszę przyznać, że jest to trochę męczące - przyznał. Lubił mieć dużo na głowie, nie miał wówczas czasu, żeby myśleć o nieprzyjemnych rzeczach, ale był za to zmęczony fizycznie. Wracał z wieczornych treningów wykończony i jedyne na co miał siłę, to sen.
- Nie wiem. Zawsze mógłby uznać, że jednak jest dla niej ktoś inny, jakiś lepszy mistrz - odparł, wzruszając ramionami. Kto tam wiedział, co Wężowej Gwieździe chodziło po głowie. Wiewiór miał jednak nadzieję, że w tym wypadku nic i Pies zostanie przy nim. Nie chciał oddawać jej treningu nikomu.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Złość Pustułki była zrozumiała, ale niezbyt obchodziło to Pluska, który nie miał na pieńku z Bezsenną Nocą. Z jednej strony miło byłoby zostać pierwszymi wojownikami z rodzeństwa wraz z szylkretową kotką, byłoby się czym chwalić, ale z drugiej... jakoś tak nie zawsze mu zależało. Miewał spadki motywacji, niespecjalnie garnął się do walki. O tyle dobrze, że przy walce trzeba było się ruszać. Nie była to jego ulubiona aktywność, ale zdecydowanie lepsza niż ciągłe wkuwanie teorii. Wydał z siebie cichy pomruk, gdy ojciec stwierdził, iż cieszy się z tego, że trzymali się razem z Pustułką. Siostra była dobrym towarzyszem, więc nic dziwnego, że bury terminator lubił z nią spędzać czas.
Kocur zastrzygł uchem, gdy wojownik wymienił swoje obowiązki. To było całkiem dużo jak na jednego kota, choć Plusk sam do końca się nie orientował jak męczące dla mistrza były treningi. Prawdę mówiąc, średnio go to obchodziło. Przekazywanie wiedzy brzmiało jak coś nudnego, czyli nie najlepsze zajęcie dla niego. Miał nadzieję, że Wężowy nie zamierzał dawać mu zbyt wielu terminatorów... jeśli już w ogóle. Chyba by go szlag trafił jakby otrzymał ucznia podobnego charakterem do, powiedzmy, Krogulec.
- Organizujesz im wszystkim treningi codziennie? - zapytał, pozwalając swojej prawej brwi drgnąć nieznacznie. - A co do Wirka, może po prostu gdzieś się szwenda. Ale zawsze możesz później zerknąć do lecznicy i zapytać Ciernistego Kwiatu czy go tam nie ma, albo czy nie udzielała mu ostatnio pomocy medycznej. Ewentualnie podpytać inne koty. Ja nie rozmawiam za dużo z Wirkiem, więc niezbyt się orientuję co się z nim dzieje. - Wzruszył barkami mimochodem, a przynajmniej spróbował wykonać ów gest na tyle, na ile było to możliwe podczas poruszania się.
Jeśli rudy wojownik tak się męczył, to zdecydowanie to nie było zbyt zdrowe. Plusk skrzywił się wewnętrznie na myśl, jakby to on sam musiał prowadzić tyle treningów. Chyba rzuciłby to wszystko albo odmówił przyjęcia kolejnego ucznia. Nie lubił niepotrzebnie robić sobie problemów, ale konieczność zajmowania się terminatorami miała większą wagę niż publiczne odmówienie przyjęcia danego kota pod swoje skrzydła. Choć zawsze mógł spróbować pogadać z Wężowym na osobności. Nie był tylko pewien, czy przywódca faktycznie by się go posłuchał. Bury kocur nie potrafił do końca zrozumieć jego toku myślenia.
- Może. Ale to trochę bez sensu, moim zdaniem. Myślę jednak, że jak tak ci zależy i chcesz mieć stuprocentową pewność, że dostaniesz Pies na ucznia, to po prostu pójdź do Wężowej Gwiazdy i mu o tym powiedz. Jak będziesz tak smętnie siedział na uboczu i czekał jak skazaniec na swój wyrok, to niczego nie osiągniesz - powiedział, na parę uderzeń serca przenosząc spojrzenie oliwkowych oczu z trasy na rudego kocura. - No chyba, że nie chcesz jej trenować i skrycie liczysz na to, że przywódca zdecyduje się odciążyć ciebie z obowiązku robienia tego, jeśli nic mu nie powiesz. - Plusk zmrużył oczy, po czym jego wzrok powrócił na ścieżkę, którą szli, by uniknąć potknięcia się o jakiś wystający korzeń czy wejścia w krzak.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór jak dotąd nawet nie zaprzątał sobie głowy faktem, że którekolwiek z jego kociąt mogłoby w niedalekiej przyszłości zostać wojownikiem. Dla niego nada to były małe kociaki, ewentualnie starsi terminatorzy, dlatego też ciężko mu było sobie wyobrazić, jak miałyby składać przysięgę. Na pewno byłby bardzo dumny i zszokowany, jak ten czas szybko leci, tak. Nie miał jednak konkretnego typu. Kto najszybciej mógłby skończyć trening? Z Tchórzem szło coraz lepiej, jednak minie jeszcze trochę czasu, nim stanie się on gotowy do zostania wojownikiem. Puchacz nadal musiał nauczyć się pokory i obowiązkowości, a sprawę jego ostatnich nieobecności rudzielec wybada już niebawem.
- Owszem. Mam tak zaplanowany dzień, żeby móc spędzić jak najwięcej czasu z każdym ze swoich uczniów i móc jeszcze potrenować samemu. Nie przypuszczałem jednak, że mogę mieć pod swoją opieką tak wielu terminatorów i chyba powinienem coś zmienić. Tylko nie wiem co, nie chcę żeby ktokolwiek był pokrzywdzony - odparł, drepcząc równo z synem. Tak, prowadził treningi codziennie, żeby jak najlepiej przygotować swoich terminatorów do zostania wojownikami, jednak powoli zaczynał rozmyślać, czy to aby na pewno dobre rozwiązanie. W końcu nie powinno być tak, że nie ma właściwie wcale czasu dla siebie, prawda? - Zapytam się Cierń, czy może go nie widziała, jak już wrócimy - mruknął jakby do siebie. Tak, lepiej upewnić się, czy z nim wszystko w porządku. Tak dla pewności.
- Chciałem tak zrobić, tylko nie chciałem o tym mówić. Nie wiem, jak możesz odebrać informację, że idę coś załatwiać z przywódcą, skoro, jak twierdzi twoja matka, to przeze mnie została zdegradowana - również wzruszył barkami na tyle, na ile pozwalał mu chód i wbił wzrok w ziemię na parę uderzeń serca. Plusk nie był dobrze nastawiony do matki, ale kto wie, może zdążyła mu już coś nagadać?
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Kocur parsknął cicho, otrzymawszy potwierdzenie w kwestii codziennego trenowania terminatorów. Ciekawe gdzie on miał ten czas dla siebie, skoro dziennej dawki treningu nie załatwiało się w pięć minut. Nabranie wprawy czy nauczenie się czegoś zajmowało trochę czasu, nim można było uznać, że koniec na dany dzień. Plusk nie sądził, by strategia obrana przez ojca była szczególnie mądra, ale nie był nawet zbyt zdziwiony. Nigdy nie uważał rudego kocura za kogoś, kto grzeszył inteligencją. Jednak skoro zdecydował się na zawieszenie broni, postanowił nie robić żadnych uwag w tej kwestii. Pozostawało mu zaakceptować Wiewiórczy Ogon takim, jakim był.
- Nie lepiej trenować, powiedzmy, dwójkę jednego dnia i resztę drugiego? I tak na zmianę. Na nic się nie przydasz swoim terminatorom jak przez wyczerpanie organizmu wylądujesz u Ciernistego Kwiatu. Nie sądzę, by pozwoliła ci ona zajmować się treningami w lecznicy będąc półmartwym trupkiem. - Wąsy terminatora zadrżały lekko, jakby w tłumionym rozbawieniu, które z trudem powstrzymywał, choć brakło w owym drobnym geście złośliwości.
Rudy wojownik nie powinien myśleć o tym, czy jego uczniowie czuliby się pokrzywdzeni koniecznością treningu co dwa dni zamiast codziennie. Nawet jeśli tak by faktycznie było, to ktoś powinien ich uświadomić, że jak kot trafi do lecznicy to z reguły musi tam spędzić trochę czasu, nim będzie mógł wyjść. Przemęczenie nie było szczególnie przyjemne i z całą pewnością wymagało jakiejś uwagi ze strony Ciernistej. Na informację, że wojownik zamierzał zapytać rzeczoną kocicę po powrocie, jedynie kiwnął głową. Niespecjalnie przejmował się stanem Wirka, choć ów również nie był taki zły, raz nawet przysiadł się do niego na ceremonii i zaczął normalną rozmowę. Jednak poza tym nie udało mu się jeszcze nabrać większego znaczenia w życiu Pluska, nie na tyle, by bury terminator o białych palcach próbował na własną łapę go odszukać.
Kocur uniósł wysoko brwi na wyznanie ojca, znów zawieszając na nim spojrzenie, tym razem na dłuższą chwilę. Zabawne, że on kiedyś podejrzewał ojca o to, że matka mu czegoś nagadała, a teraz sam był najwyraźniej o to podejrzewany. Plusk prychnął cicho i przewrócił oczami.
- Niezbyt mnie obchodzi przez kogo matka została zdegradowana. Zasugerowałem tylko, byś pogadał z przywódcą, jeśli tak ci zależy na trenowaniu Pies. Ja sam załatwiałem z nim moją zmianę mistrza. Publicznie, na ceremonii. Ty przynajmniej możesz to zrobić prywatnie, chyba że zamierzasz czatować w obozie w oczekiwaniu na najbliższą ceremonię, by tuż po zwołaniu kotów przez przywódcę przekazać mu, że chcesz kontynuować ten trening. Co kto lubi - odparł, unosząc kąciki ust w krótkim uśmiechu.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
To nie tak, że Wiewiórczy Ogon był głupi. On po prostu... miał swoje momenty i czasem nie do końca był w stanie przewidzieć konsekwencje swoich działań, a już w szczególności nie przyszłoby mu do głowy, że mógłby się zahartować. Uważał się w końcu za dość sprawnego fizycznie kota i nie nie uważał, żeby taka ilość obowiązków mogła go wykończyć, choć ostatnimi czasy czuł się mocno obciążony i poważnie myślał nad zmianą swojego rozkładu dnia. Nie wiedział tylko od czego zacząć.
- Nie przewidziałem tego, że mógłbym mieć aż tylu terminatorów, ale masz rację, powinienem coś zmienić. Chociaż niektórych zapewne ucieszyłoby, gdybym był "półmartwym trupkiem" - mruknął w odpowiedzi, a jego wibrysy również zadrgały w lekkim rozbawieniu. Gdyby parę księżyców temu ktoś powiedział mu, że będzie spacerował i żartował sobie z Szopem, tak PO PROSTU, zapewne by go wyśmiał. Teraz jednak czuł się nadzwyczajnie dobrze i żałował, że tak bardzo zaniedbał relację z synem, że był tak ślepo zapatrzony w Krogulec i nie dostrzegał oczywistych rzeczy.
Kocur martwił się o swoje potomstwo, cały czas, tylko że często wypadało mu z głowy, by poszukać Puchacza, bo wracał wykończony z treningu. Zaczął to dostrzegać dopiero teraz i po raz kolejny było mu za siebie wstyd. Wolał zahartowywać się na treningach, bez ani chwili wytchnienia, by spędzić trochę czasu ze swoją rodziną, by ich lepiej poznać, dowiedzieć się czegoś o nich. Naprawdę nie był dobrym rodzicem, ale chciał to zmienić. Zamierzał to zmienić, nie patrząc na Krogulec.
- Wiem, jak się załatwia sprawy z przywódcą, synu, ale dziękuję za radę. Swoją drogą, poznałeś już kogoś z młodszego rodzeństwa? Wiesz może jacy są? - zapytał, chcąc jakoś zmienić temat na coś... względnie przyjemniejszego. No, oczywiście że bolało go to, że sam nie miał za bardzo jak dotąd możliwości, aby poznać swoje młodsze potomstwo, jednak liczył na to, że dowie się czegoś od burego kocura. Tak żeby coś o nich wiedział podczas pierwszego spotkania.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
No tak, nie spodziewał się takiego obciążenia, bla bla bla. Plusk przewrócił dramatycznie oczami, co oznaczało nieme "dobra, dobra, ale i tak mam własne zdanie na ten temat". W końcu Wiewiórczy Ogon mógł pomyśleć nieco szybciej i wymyślić nowy rozkład zajęć dla swoich uczniów w momencie, kiedy się ich zrobiło więcej. Ale cóż, bury terminator nie był szczególnie zmartwiony o stan ojca, po prostu nieco irytował go taki niemądry, strasznie niewygodny brak organizacji, gdy dało się to naprawdę łatwo poprawić. On sam nie należał do szczególnie uporządkowanych kotów, ale doceniał wygodę i starał się nie robić sobie pod górkę tam, gdzie nie trzeba. Choć to może kwestia punktu widzenia, bo dla Pluska perspektywa uczenia innych była co najmniej męcząca.
- Och, oczywiście. Już widzę oczami wyobraźni tłumy wiwatujące nad twoim ciałem. I ten zawód, gdy okazuje się, że jednak jeszcze trochę dychasz - odparł, przez dwa uderzenia serca zachowując w miarę neutralny wyraz pyska, po czym parsknął cicho, rozbawiony owym wyobrażeniem.
Nie sądził, że ta rozmowa tak szybko nabierze luźniejszego tonu, ale nie przeszkadzało mu to. W gruncie rzeczy nie było tak źle jak myślał, że będzie, gdy podszedł do ojca. Chciał go trochę podkopać, a zamiast tego próbował go niemal pocieszać, choć niezbyt mu to wyszło, bo najwyraźniej kocur od początku miał w planach pójść do Wężowego. Cóż, bywa i tak. Plusk może i trzymał urazę długo, ale nie zrażał się zbyt szybko. Nie przeszkadzała mu aktualna sytuacja, i choć sam do końca nie mógł w to uwierzyć i wciąż zachowywał w środku nieco bardziej sceptyczne podejście niż to pokazywał na zewnątrz, w gruncie rzeczy był skłonny pogodzić się z rudym wojownikiem, jeśli ten nie zamierzał odwalać niczego naprawdę głupiego.
Na pytanie o młodsze rodzeństwo uśmiech Pluska stał się nieco szerszy, na moment odsłaniając nawet białe zęby.
- Mhm, poznałem Ostrą, Żądło i Kieł. Ta pierwsza jest całkiem urocza i energiczna, lubi być w ruchu. Aha, i jakbyś jeszcze nie umiał ich rozróżniać po wyglądzie, to jest buro-rudo-biała i ma puchate futerko. Zamierzam ją wziąć na nauki, to nasza umowa. A umów nie wolno łamać. - Kocur był ewidentnie zadowolony z siebie. - Żądło jest też puchata, ale rudo-biała. Trochę spokojniejsza od Ostrej, z naciskiem na trochę. Też się lubi bawić. Kieł jest, yyy... odrobinę specyficzna? Najlepiej od razu jej powiedz, że jesteś z jej rodziny, chyba że już to wie. Jeśli nie wie, to może być nieco nieprzyjemna, sam się o tym przekonałem. Jednak poza tym nie jest źle, mimo wszystko wciąż jest energicznym, chętnym do zabawy kociakiem. Chociaż woli jak zabawy są praktyczne. A, i jest czarno-rudo-biała, też puchata. Widać, że tym razem kocięta wdały się bardziej w ciebie. Z Igłą i Kolcem się jeszcze nie widziałem, więc niewiele ci mogę o nich powiedzieć poza tym, że Kolec jest rudo-biały i puchaty, a Igła jako jedyna wdała się w matkę, bo jest brązowa z białym i ma krótką sierść - powiedział, zerkając na ojca.
Stwierdzenie, że kocięta tym razem wdały się w Wiewiórczy Ogon, było zaledwie faktem. Miot, w którym urodził się Plusk, częściowo był podobny do Krogulec, czyli wszystkie te czekoladowe śmieszki, częściowo do nikogo - Plusk, Puchacz - oraz w jakimś stopniu do rudego wojownika, ale równie dobrze do Krogulec: Pustułka i Pies. Najwyraźniej na świecie musiała istnieć jakaś równowaga. Jeśli chodzi o dwa ostatnie kocięta, Plusk dowiedział się jak je odróżnić od siebie dzięki Złotookiej, która wciąż siedziała w kociarni i zajmowała się własnym miotem, więc miała okazję usłyszeć to i owo, czy też sama się zapytać - ważne, że udało jej się zdobyć informacje i teraz bury kocur o białych palcach nie miał szans na pomylenie dwójki kociąt, których nie miał jeszcze okazji poznać bliżej.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Na czele widzę Krogulec z Bóbr u swego boku, zadowolone z takiego obrotu spraw, gdy na ich pyskach pojawia się rozczarowanie na wieść, że jednak przeżyję. Koszmar - odpowiadając równie poważnym wyrazem pyska co Szop. Miał w takim udawaniu o wiele większą wprawę, tak więc wytrzymał trochę dłużej, ale ostatecznie również zaśmiał się pod nosem. W jakiś sposób poczuł się lepiej. Żartowanie z tego może nie pomogło i nie pomoże pogodzić mu się ze stratą ukochanej, ale na pewno poprawi humor chociaż na kilka chwil, co w obecnej sytuacji było dla kocura dość cenne. Zresztą jak każda chwila spędzona z rodziną.
Wiewiór wysłuchał uważnie opisu każdego z kociąt, o którym opowiadał Szop i czuł, jak rozpiera go duma. Podobne do niego! I takie cudowne! Może nie do końca podobał mu się fragment o Kieł, która jest nieprzyjemna dla kotów spoza rodziny, ale hej, wszystko da się naprawić! Zdał sobie również sprawę z tego, że spotkał dokładnie te same maluchy, co buro-biały. Huh.
- Kieł, Żądło i Ostra wparowały do mojego legowiska jakiś czas temu. Kieł od razu poznała, że jestem tatą, choć stwierdziła to jedynie dlatego, że jej rodzeństwo jest do mnie podobne. Zawsze to coś, prawda? Niestety, wlasciwie od razu przyszła twoja matka i je zabrała. Rozmawiałem również z Żądło jakiś czas temu i muszę przyznać, że jest przeurocza i będę próbował jakoś ją wziąć na nauki. Tak wiesz, w tajemnicy. No i cieszę się oczywiście, że tak duża część tego miotu wdała się we mnie. Zawsze marzyłem o rudym potomstwie - mruknął w odpowiedzi, a po ostatnim zdaniu jego wibrysy drgnęły z rozbawienia. Marzył o rudym potomstwie, to prawda. Marzył też o synach, silnych i wytrzymałych, a zamiast tego dostał zgraję córek. Oczywiście, bardzo je kochał, ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk nie skupiał się szczególnie na udawaniu, że go ta sytuacja nie bawiła chociaż trochę. Gdyby chciał, jego reakcje mogłyby być dużo bardziej ograniczone. Często tak robił, gdy chciał zachować neutralny wyraz i nie dać się ponieść. Jednak aktualnie nie miał w tym żadnego celu, a przez zrażanie do siebie rudego wojownika z pewnością nie dałby mu sygnału, że zamierzał się z nim pogodzić. Oczywiście, bury terminator nie był mimo wszystko idealnym aktorem, bo gdy w grę wchodziły silne emocje, z trudem panował nad sobą, albo w ogóle tracił kontrolę, jak w trakcie kłótni z Krogulec i Wiewiórczym Ogonem. Choć nigdy nie powiedziałby tego a głos, sytuacja ta męczyła go psychicznie i wprawiała w zły humor, dlatego możliwość zdjęcia z siebie chociaż połowy ciężaru - w postaci pogodzenia się z rudym wojownikiem - była całkiem dobrą opcją. Poza tym, z kocurem jak widać był w stanie dojść do konsensusu, gdy odsunął się od szylkretowej kocicy. Z matką była nieco inna sytuacja. Dwa księżyce męki i pewnie jeszcze za kilka kolejnych księżyców Plusk będzie chętnie pluł jadem pod jej adresem w ten czy inny sposób.
- Na twoim miejscu uważałbym w takiej sytuacji i nie przyjmował żadnego jedzenia od kotów, którym nie ufasz. Jeszcze by tam podłożyły coś trującego, żebyś się na pewno przekręcił - mruknął, mrużąc oczy i rozciągając usta w uśmiechu.
Bury terminator wydał z siebie cichy pomruk, gdy Wiewiórczy Ogon zaczął mówić. A więc naprawdę Krogulec nie pozwalała kocurowi zbliżać się do kociąt. Dość dziecinne z jej strony. Rudy wojownik nie był żadnym zagrożeniem i wątpliwe, by próbował w jakikolwiek sposób przeciągnąć młode na swoją stronę. To brzmiało dużo bardziej jak zagrywka zdegradowanej do rangi terminatora szylkretki. Chociaż Plusk nie znał ojca na tyle, by mieć stuprocentową pewność. Uśmiech na jego pysku wykrzywił się, jakby kocur próbował stłumić uśmiech.
- Masz dziwne marzenia, tato. W takim razie musiałeś się na nas nieźle przejechać. Tylko Bóbr, Pustułka i Pies, które mają trochę rudego. Ja osobiście się cieszę, że jestem po prostu buro-biały. Przynajmniej nie przypominam matki, a także nie muszę być obiektem twojej fantazji - odparł, kręcąc głową dramatycznie. - Aha, i na twoim miejscu bym nie "próbował" wziąć Żądło na nauki. Jak zrobisz to bez przekonania i nie postawisz na swoim, to matka cię z pewnością wygryzie z roli nauczyciela. Z resztą, sam powinieneś o tym wiedzieć najlepiej, co ja ci będę mówił. Jak ona zachowuje się nie w porządku wobec ciebie, to nie widzę powodu, dla którego ty byś miał chodzić z nią na ugodę. To tak samo twoje kocięta jak jej. - Wzruszył lekko barkami.
Jeśli ojciec naprawdę planował zgarnąć Żądło na nauki, Plusk był bardziej niż chętny by dodać mu jeszcze kopa na rozpęd, coby nie zrezygnował, gdy Krogulec na niego wyskoczy i zacznie się wydzierać, że co on sobie wyobraża, spędzać czas z własną córką!!! Bury terminator wciąż widział Wiewiórczy Ogon jako psa gończego czekoladowej szylkretki, stąd jego odgórne nastawienie w stosunku do rudego wojownika i porady, które najpewniej nawet nie były potrzebne, ale nigdy nie wiadomo. Pozostawało mu obserwować rozwój sytuacji, aż wydarzy się coś, co pozwoli mu zaufać, że ojciec nie zamierzał wracać do matki. To nie tak, że chciał ich rozdzielać na siłę, ale... bądźmy szczerzy, Krogulec była jaka była, a w opinii Pluska nie zasługiwała nawet na najbardziej irytującego kocura jaki istniał w obrębie czterech klanów. Powinna zostać sama do końca życia, dostać jakąś karę za bycie tak paskudnym kotem. Jednak to było osobiste zdanie burego terminatora, które wolał zachować dla siebie. Mimo wszystko nie od niego zależało to, czy była wojowniczka zejdzie się z kimś innym, czy postanowi spróbować wrócić do Wiewiórczego Ogona.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Nikt nie troszczy się o mnie na tyle, żeby przynosić mi jedzenie, ale będę uważać - mruknął, a jego wibrysy zadrżały w rozbawieniu po raz kolejny. Nikt nie przynosił mu pożywania, nawet Krogulec, kiedy jeszcze byli razem, stroniła od takich gestów, co najwyżej to on obdarowywał ją zwierzyną, także... cóż, tutaj nie miał się o co martwić, bo zagrożenia w zasadzie nie było. Wręcz przeciwnie, zacząłby się poważnie zastanawiać, gdyby jednak ktoś zdecydował się to zmienić!
- Czy ja wiem, czy dziwne... Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko miało z niego jak najwięcej. Zrozumiesz jak będziesz duży. A z wyglądu przypominasz najbardziej babcię Świerkową - Szop po prostu musi dorosnąć i założyć swoją rodzinę. Wtedy zobaczy, jakie to uczucie, kiedy twoje potomstwo jest do ciebie podobne i jakie to fajne uczucie! Na ten moment był jeszcze za młody żeby to pojąć i nie było sensu mu tego bardziej tłumaczyć, bo... bo i tak by nie zrozumiał. Po prostu.
- Pewnie tak zrobię. Jak nam przerwie w połowie, powiem Żądło żeby sama podjęła decyzję, z kim wolałaby mieć nauki, bo podejrzewam, że jak tylko poczuje mój zapach w pobliżu kociarni, to nie omieszka zrobić mi na złość - odparł, wzdychając głośno. Krogulec była niesamowicie złośliwa i kocur przekonał się o tym nieraz. Ciekawe, jak wyjdzie przy naukach ich kociąt.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Bury terminator westchnął ciężko, kręcąc głową z niedowierzaniem. Zdecydował się jednak dać sobie chwilę na przemyślenie odpowiedzi, by nie rzucić niczego zbyt kąśliwego. To samo w sobie pokazywało, że był skłonny wybaczyć ojcu. Nie próbował szukać okazji do dogryzienia kocurowi czy doprowadzeniu do kłótni pomiędzy nimi, tym razem nie spowodowanej przez Krogulczą Łapę.
- Jak będziesz leżał brzuchem do góry w Korzennej Jamie to ktoś nie będzie miał wyboru. Najpewniej Ciernisty Kwiat lub jej terminatorka - powiedział, a po chwili pozwolił zawadiackiemu uśmieszkowi wpełznąć na jego pysk. - Lepiej przed zjedzeniem czegokolwiek dopytuj, czy same wzięły ze stosu. Chyba że wolisz kusić los i próbować o własnych siłach wychodzić z lecznicy, ale wtedy mogłaby cię spotkać śmierć z łapy medyczki. Nie wygląda na taką, co pozwala chorym na samowolkę - dodał.
Plusk spojrzał z ukosa na kocura, gdy ten kontynuował temat kociąt i insynuował, że terminator nie był duży. Czarnopręgi kot skrzywił się i pokręcił z niedowierzaniem głową, co ten ojciec za farmazony prawił! Absolutnie karygodne, terminator nie potrafił tak tego zignorować.
- Wątpię, bym kiedykolwiek chciał mieć kocięta, podobne czy nie. Wychowywanie ich to niewdzięczna i nieopłacalna robota. Poza tym, tato, jestem już duży. Dorosły, i myślę, że dostatecznie dojrzały. Szczególnie jeśli porównamy mnie do matki, która zachowuje się jak nowo mianowany terminator, przez co została zdjęta z rangi wojownika, ale nie sądzę, by to był dobry przykład. Myślę, że trudno jej dorównać w poziomie niedojrzałości. No ale nie ważne. Nie ukończyłem treningu tylko i wyłącznie przez moich mistrzów - odparł na swoją obronę. - A jeśli chodzi o babcią Świerkową, to jednak Pies jest do niej bardziej podobna, bo jest rudo-bura. Ja jestem tylko bury - naprostował, wzruszając barkami mimochodem.
Ha, własna rodzina! Plusk jeszcze zupełnie nie myślał o takich rzeczach. W ogóle nie był zbyt zainteresowany związkami, ale też nie czuł szczególnej presji w tej kwestii, bo nikt z jego rodzeństwa nie próbował swoich sił jako czyiś partner, a przynajmniej bury terminator nic takiego nie zauważył. Coraz częściej nie miał tylu okazji do obserwacji obozu, bo zaczynał się skupiać na konkretnych kotach, jak Pustułce, Pies, Bluszcz, nie wspominając już o paru wojowniczkach, z którymi utrzymywał pozytywne relacje.
Plusk wypuścił powietrze przez nos. Nie zdziwiłby się, gdyby Krogulec teleportowała się z drugiego końca świata, by uniemożliwić Pluskowi i Wiewiórowi prowadzenie nauk najświeższym kociętom z ich rodziny. A dlaczego? Bo tak! Dla zasady, żeby pokazać im jak bardzo obrażona była i do czego była w stanie się posunąć przez to. Cud, że nie podbiła do burego terminatora, gdy on bawił się z młodszym rodzeństwem, ale najwyraźniej była wtedy dużo bardziej zajęta. Poza tym, Plusk nie podchodził do grupy kociąt, tylko rozmawiał z nimi na osobności, w różnych częściach obozu. Może to dzięki temu Krogulec nie miała możliwości mu przerwać nawiązywania relacji z młodszym rodzeństwem.
- Dlatego nie idź do kociarni. Poczekaj aż Żądło znajdzie się poza nią i do niej zagadaj. Kocięta nie lubią z reguły siedzieć w jednym miejscu, a ona wygląda na energiczną kotkę i pewnie trudniej ją znaleźć w Liściastym Gąszczu niż gdzieś w okolicy środka obozu - poradził ojcu, w razie gdyby sam na to nie wpadł.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Wiesz, nadal jestem dość młody, przyda mi się trochę dreszczyku emocji w życiu, żeby mieć co opowiadać potomnym, czy wnuczętom, jeśli się jakichś doczekam - odparł, uśmiechając się delikatnie, mrużąc przy tym oczy. Podobała mu się taka luźna, humorystyczna pogawędka z synem. Od razu poczuł się lepiej. Na moment nawet zapomniał o całej tej nieprzyjemnej sytuacji z Krogulec i cieszył się chwilą, spokojem, mile spędzonym czasem z potomstwem, co ostatnio nie miała miejsca dość często. Żałował, że tak długo kazał Szopowi czekać na to, by spędzić z nim parę chwil w przyjemnej atmosferze. Ale błędy można naprawiać, prawda? Może uda im się to jakoś nadrobić.
- Nie każdy musi chcieć zakładać rodzinę, ale masz rację. Opieka nad maluchami to bardzo ciężka robota, chociaż, nie wiem czy niewdzięczna. Czasami proste: "kocham cię, tatusiu" potrafi poprawić humor. Chociaż może tylko ja tak mam. Nie wiem - mruknął, wzruszając barkami. Nie zamierzał nikogo zmuszać do zakładania rodziny, bo nie miało to najmniejszego sensu, ale rudzielec chciałby w przyszłości zostać dziadkiem, pomagać przy wnuczętach. Oczywiście, jeszcze nie teraz, był na to zdecydowanie za młody, podobnie jak jego maluchy, ale w przyszłości byłoby naprawdę fajnie.
- I to jest kolejna rzecz, której nie pojmiesz, dopóki nie doczekasz się swoich kociąt. Dla mnie cały czas będziecie tymi samymi, małymi kociakami, którymi byliście te kilkanaście księżyców temu. Nawet kiedy razem z rodzeństwem zostaniecie już wojownikami i będziecie mieć swoich terminatorów. To trochę głupie, ale cały czas mam wrażenie, że wszyscy jesteście tacy mali i nieporadni - wyjaśnił. Wiewiórowi ciężko było pogodzić się z tym, że już niebawem część jego potomstwa z pierwszego miotu mogło lada moment zostać wojownikami, że są już dorośli. Przecież dopiero co się urodzili, otwierali oczy, zaczynali mówić. Kiedy to wszystko minęło, kiedy tak wyrośli?
- To prawda, Pies jest do niej najbardziej podobna, ale ty też coś z niej masz. Podobnie jak Puchacz. Za to Tchórz i Wydra wdali się w matkę - odpowiedział. Cóż, pierwszy miot był zdominowany przez geny Krogulec. Spora część maluchów była krótkowłosa, kolorystycznie też raczej były podobne do niej. Na całe szczęście wojownik odwdzięczył się za drugim razem i utarł nosa byłej partnerce, płodząc garstkę uroczych rudzielców. I bardzo dobrze!
- To prawda, Żądło jest bardzo energiczna. Będę musiał ją złapać i o tym porozmawiać.
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Kocur zaśmiał się cicho na odpowiedź ojca i przewrócił oczami, decydując się nie ciągnąć tematu. Niech sobie ma swoje ostatnie słowo w tej kwestii, skoro tak mu odpowiadała wizja życia na krawędzi. Plusk nie zamierzał się do tego mieszać, w końcu: co kto lubi. On osobiście byłby dużo ostrożniejszy, ale nie była to na tyle poważna rozmowa, by w jakikolwiek sposób wyrażać swoje zdanie. W końcu głównie sobie żartowali. Wiewiórczemu Ogonowi było daleko do leżenia brzuchem do góry w Korzennej Jamie, skoro jeszcze miał siły na humorystyczne pogawędki ze swoim synem. Brak kłótni wynikał tylko i wyłącznie z tego, że był zmuszony przyznać rację Pluskowi, co mimo wszystko zostało docenione przez terminatora, bo nie każdy byłby w stanie do czegoś takiego.
Z jednej strony Plusk rozumiał tok myślenia rudego wojownika. Dostatecznie dużo czasu spędzał z klanowymi matkami i wojowniczkami, które odchowały własne kocięta, by pojąć jak się sprawy miały. Jednak niezbyt go ciągnęło do zakładania rodziny. To nie tak, ze nie doceniał piękna niektórych kotek, po prostu nie był zainteresowany. Nie czuł niczego szczególnego, gdy na nie patrzył. Z resztą, nie wiązał zbyt wielkich emocji z innymi kotami ogólnie, choć niektóre z nich darzył sympatią.
- Cóż, w takim razie najpewniej się nigdy nie dowiem. Nie kręci mnie posiadanie kociąt - podsumował krótko. - Ale myślę, że trochę rozumiem twój punkt widzenia. Trochę rozmawiam z niektórymi matkami i wojowniczkami, i wydaje mi się, że przynajmniej część z nich podziela twoje nastawienie - dodał jeszcze, decydując się na pokazanie kocurowi, że mimo wszystko to nie tak, że nie zauważał pewnej logiki w tym, co myślał.
Nie podobało mu się co prawda bycie postrzeganym jako ktoś nieporadny, ale był w stanie zrozumieć o co chodzi, nawet jeśli sam nie podzielał tego zdania. Poza tym, taka luźna pogawędka była w porządku i nie chciał jej zepsuć potencjalnym urażeniem kocura. Nie znał go jeszcze na tyle dobrze, choć zdarzało mu się go obserwować. Jednak był trochę inny niż oczekiwał. Mniej sztywny, skłonny do luźniejszych rozmów czy też zmiany własnego myślenia, gdy dostrzegł w nim błąd, w ten czy inny sposób. Nie było idealnie, ale mogło być gorzej.
- No, niewątpliwie ja i Wirek mamy z babci te bure elementy - odparł, posyłając ojcu zębaty uśmiech.
Jak o tym dłużej pomyśleć, to odrobinę bawiło Pluska to, że drugi miot okazał się bardziej wdać w ojca. Najwyraźniej geny Krogulec coś osłabły po tym pierwszym miocie. I dobrze, niech ma te chodzące miniaturki Wiewiórczego Ogona, które jej będą zawsze przypominać, kto jest ich ojcem. Na stwierdzenie odnośnie Żądła Plusk kiwnął lekko głową.
- Mhm, najlepiej jeszcze przed naukami z nią ustal, że będziesz je prowadził, bo jeszcze cię później ktoś uprzedzi. Kto wie, może matka sama sobie porozdziela własnych nauczycieli, albo spróbuje wziąć całe stadko na nauki. - Kocur skrzywił się lekko, licząc po cichu, że Ostra go nie wystawi, gdy Krogulec tupnie nóżką i powie "nie", w końcu mieli umowę.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
- Może jeszcze ci się odwidzi. W twoim wieku również nie myślałem o zakładaniu rodziny, ale możliwe że już uganiałem się za waszą matką. To było tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy to wszystko się zaczęło - odparł. Nie zamierzał zmuszać Szopa do tego, by zakładał rodzinę. Nie każdy w końcu musiał sobie znaleźć partnera, czy spłodzić potomstwo. Poza tym, mają te czternaście, czy szesnaście księżyców, Wiewiór również nie myślał o zakładaniu rodziny. Owszem, latał już za Krogulec i po cichu się w niej podkochiwał, jednak nie myślał o tym, żeby mieć z nią dzieci. Po prostu chciał ją mieć blisko i na wyłączność. Ups, coś nie wyszło. - Dobrze wiedzieć, że jednak nie postradałem zmysłów, UFF - rzucił po drugiej części wypowiedzi syna, żartobliwym tonem. Podobała mu się taka luźna pogawędka i żałował, że była to ich pierwsza. Przez te wszystkie księżyce mogli się zakumplować, nawiązać jakąś więź, jak ojciec z synem, tak naprawdę, ale cóż... pozostało jedynie nadrobić stracony czas, czyż nie?
- To też ma swoje plusy. Mam taką jej namiastkę w was. Co prawda ani Ty, ani Puchacz nie wdaliście się w nią, jeśli chodzi o charakter, za co po dziś dzień dziękuję Gwiezdnym, ale wizualnie brakuje wam jedynie rudych plam - mruknął, trącając burego terminatora w bark. Po odejściu Świerkowej Igły rudy wojownik nie tyle się załamał, co odczuł swego rodzaju pustkę. Cieszył się jednak, że jakaś część jego matki żyje, chociażby w genach jego potomstwa.
- W waszym wypadku oboje przydzielaliśmy wam nauczycieli, kto wie, może w przypadku drugiego miotu również zdecyduje się na takie posunięcie. Szkoda tylko, że nie będzie mnie to obchodziło. Jako ojciec mam pierwszeństwo - rzucił kolejnym żartem. W ten sposób było mu to wszystko lepiej znieść. Ukrywając to pod pretekstem żartu.
Dalej sobie tak spacerowali i rozmawiali, aż oboje się zmęczyli i wrócli do obozu. I żyli długo i szczęśliwie,
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Plusk uśmiechnął się krzywo, gdy ojciec wspomniał, że w jego wieku prawdopodobnie już uganiał się za matką. Długo sobie rujnował życie, nie ma co. Nic dziwnego, że stał się taki frajerowaty. Dobrze, że bury kocur nie postrzegał większości kotek jako szczególnie atrakcyjnych, a nawet jeśli były ładne, to zwyczajnie nie czuł potrzeby się za nimi uganiać. Nie potrzebował takich rzeczy. Starczało mu paru interesujących znajomych, z którymi mógł sobie pogadać i spędzać z nimi czas. Nie uważał, że nie był w stanie czuć czegoś takiego jak miłość, ale przy okazji nie sądził, by nawet to podobno silne uczucie zawróciło mu w głowie na tyle, by postradał zmysły i uganiał się za kimś pokroju Krogulec. Terminator parsknął cicho na żartobliwy komentarz Wiewiórczego Ogona.
Bury kocur skinął lekko głową. To fakt, on i Wirek wizualnie byli całkiem podobni do babci. Wirek trochę mniej, ponieważ miał długie futro i więcej białego, ale Pluskowi faktycznie brakowało tylko rudych plam, i może braku bieli na palcach. Co prawda niezbyt rozumiał sentymentalnego nastawienia ojca, ale być może wynikało to z tego, że nie miał kota, za którym mógłby tęsknić. Raczej nie nawiązywał z innymi mocnej więzi, nawet jeśli lubił spędzać czas w jakimś towarzystwie.
Cichy pomruk wydostał się z gardła Pluska. Ha, a więc Wiewiórczy Ogon również potrafił walczyć o swoje. Plusk był z tego całkiem zadowolony, szczególnie jeśli miało to w jakiś sposób utrzeć nosa jego matce. Zaśmiał się krótko. Dalsza część spaceru minęła im bez żadnych zgrzytów, aż wreszcie wrócili razem do obozu, by odpocząć. W gruncie rzeczy bury terminator nie żałował, że ich spotkanie poszło w tym kierunku. Rudy kocur okazał się nie być taki zły, gdy nie robił za pieska Krogulec.
zt.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
Istota na wskroś pragmatyczna. W dużym stopniu pozbawiona wyobraźni, twardo stąpa po ziemi i skupia się na rzeczywistości, a nie marzeniach i mrzonkach. Do przesady czujna i nerwowa, bardzo uważnie obserwuje otaczający ją świat. Ma poczucie, że niesie na swoich barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich bliskich, a zaniżone poczucie własnej wartości każe jej nieustannie szukać aprobaty u innych, a od siebie wymagać więcej. Słaby z niej rozmówca, za to wierny przyjaciel.
Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
~***~
Spotkanie z Księżycowym Pyłem nadało poszukiwaniom Śliskiego Brzegu dokładniejszego kierunku. I chociaż Ślizg była przekonana, że spotkanie z Gwiezdnym Klanem może być najlepszym wyjściem, zadecydowała, że zanim ponownie przekroczy Grzmiącą Ścieżkę i uda się w stronę Szepczącej Sadzawki, sprawdzi jeszcze, czy nic się nie zmieniło na ojczystych ziemiach. Nie miała pojęcia jak przebiegnie rozmowa z Przodkami i czy w ogóle uda się jej do niej doprowadzić. Ponadto już raz okazało się, że była bliska celu i zawróciła, przez co teraz miała do pokonania podwójną drogę. Nie chciała, by okazało się, że gdy ona błąka się w kółko po okolicy, ktoś z poszukiwanych sam odnalazł drogę do Klanu i podjął próbę powrotu, albo nawet został do niego ponownie przyjęty.
Dlatego też, z zaciśniętym gardłem obeszła Klanowe tereny od wschodu i zbliżyła się do granic swojego dawnego domu. Liczyła się z każdą ewentualnością - mogli nie chcieć z nią rozmawiać, przegnać, albo potraktować jako zwykłego obcego. W Klanie zapewne już dorosło pokolenie, które nigdy nie widziało jej pyszczka na oczy... Jednak musiała chociaż spróbować liczyć na łut szczęścia. Może akurat Lamparci Płomień będzie na patrolu... ? Obręcz na szyi zacisnęła się mocniej jak tylko pomyślała o tych, których mogła tutaj spotkać. Bijąc ogonem po bokach, niespokojnie pokonywała kilka lisich długości w tę i z powrotem wzdłuż Czarnego Ogona, którego nie śmiała przekroczyć. Czarne uszy kręciły się na boki jak radary, a wzrok przeczesywał drugą stronę brzegu, próbując wyłapać cień jakiejkolwiek sylwetki.
/ Pies!
「 it'sso quiethereandifeel so cold ...this housenolongerfeelslikeHOME 」