Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
A ja czekałem, aż Olcha skończy tą dziwną rozmowę. Z każdą chwilą czułem coraz więcej emocji, często sprzecznych i niezrozumiałych dla mnie. Nie wiedziałem, co dokładnie bury chciał osiągnąć tymi manewrami. Ale wyglądało na to, że on sam wie co robi, po co i dlaczego. Tylko dla mnie wciąż była to tajemnica - nie rozumiałem. Mimo bycia na świecie już 27 księżyców, nadal wiedziałem tak mało o życiu. O kotach. O wszystkim, tak naprawdę. A siódmy syn Lamparciego Płomienia nadal zadziwiał mnie swoim charakterem - często niepokojącym, a jednak tak przyciągającym do siebie.
- Jesteś. Ale...każdy kot nadszarpnąłby moje zaufanie, jeżeli nakłaniałby mnie do rzeczy, które mi się nie podobają bez powodu - wytłumaczyłem, mówiąc nadal niepewnym głosem, delikatnie drgając ogonem. Do czego on dążył?
Czy mi to przeszkadza? Ni drapie ni kuje, moja negatywna reakcja raczej była spowodowana zdziwieniem...Choć i tak dalej uważałem to za dziwne. Przełknąłem ślinę, pozostawiając przez chwilę Olchę bez odpowiedzi, po czym wymamrotałem:
- Nie...n-nic. Nieważne.
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Chrząszcz mu w końcu odpowiedział, ale słowa kocura nawet w najmniejszym calu nie spodobały się królewiczowi, co sprawiło, że fala irytacji w nim wezbrała, a szczęki na moment zacisnęły się ze złości. Pazury skryte w gęstym futrze na łapach Olchy wysunęły się z pochewek i wtopiły zarówno w biały śnieg, jak i w futro jego rozmówcy, ale nie pozwolił, aby długo to trwało. Prędko schował je z powrotem, po czym wrócił spojrzeniem do srebrzystego, patrząc mu prosto w oczy.
- Wiesz, że wszyssstko, co przed "ale" nie ma znaczenia? Nie zależy ci na mnie, a ja pomogłem ci wrócić do klanu, pomimo tego, że zdradziłeś - odezwał się w końcu głosem pełnym zawodu, mrużąc zielone, chłodne ślepia. Pierzasty, długi ogon przeciął powietrze, ale smoliście czarny królewicz wciąż nie puszczał jego barku. Zamiast tego złapał go mocniej, lekko dociskając. Jego mamrotanie było jak miód na złość, która chwilę temu się wzbudziła, ale nie sprawiło to, że irytacja tak po prostu mu zeszła, oj nie. Zwyczajnie połączyła się z satysfakcją, którą dostarczała mu uległość Chrząszcza.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Wyglądało na to, że Olsze nie spodobało się to, co powiedziałem. Gdy z jego palców na jedynie krótką chwilę wysunęły się pazury, moje źrenice zamieniły się w małe szparki, a ja sam byłem sparaliżowany strachem. Futro na moim grzbiecie delikatnie podniosło się - może z nerwów, a może ze złości. Sam nie wiedziałem. Nie wiedziałem też, o czym myśli Olcha, co chce zrobić, dlaczego tak agresywnie zareagował. Wstrzymałem na chwilę oddech i dopiero, gdy bury skończył mówić wypuściłem powietrze.
I przez chwilę bałem się cokolwiek powiedzieć. Ze świadomością, że przed chwilą jego pazury wtopiły się w moje futro, subtelnie zahaczając o skórę. Co, jeżeli moja odpowiedź spowoduje coś gorszego. Przez chwilę jedyne, co słyszałem to mój oddech, szybki i płytki. Wszystko odpłynęło w fali stresu. Nawet nie wiedziałem, ile czasu minęło - może trzy, a może trzydzieści uderzeń serca. Zacisnąłem wargi.
- Za...zależy mi - odparłem cicho, jednak na tyle, by Olcha to usłyszał. Ponownie przełknąłem ślinę i cofnąłem się o mały, nieznaczny kroczek. Łapa, coraz mocniej dociskana do mojego barku wywoływała u mnie przerażenie. Bo zawsze mogły pojawić się pazury, które równie dobrze jednym pociągnięciem mogłyby mi poważnie rozciąć skórę. - I je-stem ci wdzięczny za pomoc w pow-wrocie. Przepraszam, jeżeli moje poprzednie słowa źle zabrzmiały - dodałem równie cicho i niepewnie. Co teraz zrobi syn Lamparciego Płomienia? Znowu zdenerwuje się, wysuwając niebezpiecznie pazury? Nie wiedziałem. Nic nie wiedziałem.
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Patrzył na niego nieprzerwanie, od czasu do czasu mrugając w celu zwilżenia oczu, a mroźny wiatr dmuchał w jego bok, kierując futro królewicza na bok Chrząszcza. Co teraz mu powie? Kocur nie zdradzał teraz żadnych emocji, a jego pysk wyglądał tak, jakby zamienił się w niewzruszony niczym kamień, kryjąc wyczekiwanie, które było widoczne jedynie w jego oczach, nad którymi nie miał władzy ani on, ani żaden inny kot.
Srebrzysty wycofał się ze swojego wcześniejszego stwierdzenia i nawet przeprosił. Siódmy syn Lamparciego Płomienia zmierzył go wzrokiem, szukając podstępu. Tyle, że Chrząszcz był zbyt niewinny; zbyt łagodny, żeby w takiej chwili go okłamać. Tak przynajmniej podpowiadała mu intuicja.
- Boisz sssię mnie, Chrząszczu? - odezwał się zdecydowanie łagodniej. Jego głos był miękki i aksamitny, ale łapa nadal pozostawała na barku srebrzystego kocura, jakby do niego przywarła i już nigdy nie zamierzała się stamtąd ruszać.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Czy w ciągu tej podróży naprawdę aż tak zmiękłem? Zwykle samotnicy są o wiele obojętniejsi z charakteru, wrogo nastawieni. A ja...spędziłem kilka księżyców żyjąc w ten sposób i stałem się tylko bardziej podobny do beksy Żuczka. Trudno nazwać tą ewolucję dojrzewaniem, skoro z kota otwartego i przyjacielskiego przy Olsze zamieniłem się w tego tchórza. Który właśnie stał tuż przy synu Lamparciego Płomienia, przerażony i onieśmielony. Chciałem być pewny siebie, jak kiedyś. Jednak bałem się, że zbudzę tym wrogość Olchowego Szeptu. A kiedyś rozmawiałem z nim jak z każdym innym przyjacielem. Co się stało?
Przecież nic mi nie zrobił, nie nadszarpnął moim zaufaniem. Może to ja tu zawiniłem? Zachowuję się dziwnie, bardzo dziwnie, w końcu pozwoliłbym bez słowa przyjacielowi oprzeć o mnie łapę. Bury po prostu chciał się dowiedzieć, czemu stałem się takim głupcem, a ja nie potrafię odpowiedzieć. Coraz więcej pytań i mniej odpowiedzi.
Czy się go boję? Boję się, zdecydowanie. Sparaliżowany tu stoję w bezruchu, a oczy lśnią strachem. Ale...dlaczego? Wysunięte pazury to naturalna reakcja niezadowolenia, co? Ponownie zacisnąłem wargę. I Olchowy po raz kolejny musiał czekać chwilę na odpowiedź.
- Trochę? - powiedziałem niepewnie - Znaczy...no wiesz, jesteś ode mnie silniejszy i mądrzejszy, nic dziwnego że się ciebie boję, tak... - dodałem, próbując jakoś ratować swoją sytuację. Mhm, świetnie, zdradzam słabość przed innymi...ale co taki królewicz może mi zrobić, skoro podobno mnie lubi?
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Tak po prawdzie królewicz wiedział doskonale o tym, że srebrzysty się go lękał. Strach był wyczuwalny w powietrzu, a atmosfera tak gęsta i napięta, że można by ją ciąć pazurami, więc nic dziwnego, że Chrząszcz wręcz śmierdział przerażeniem, choć Olcha nie był z tego powodu do końca zadowolony. Darzył sytuację raczej ambiwalentnym stosunkiem: z jednej strony czerpał zadowolenie z powodu uległości srebrzystego wojownika, który dopiero wrócił do klanu, a z drugiej irytowało go to, że z Chrząszcza, który był jedynie jemu podległy, w czasie, gdy żył poza klanem, zrobił się miękki, delikatny kwiatuszek.
- Przecież nie zrobię ci niczego złego - mruknął w końcu prosto do ucha młodszego kocura. Głos miał obniżony i mruczący, a na koniec... chwycił go zębami za ucho i przygryzł delikatnie. Po wypuszczeniu przejechał jeszcze szorstkim językiem po policzku Chrząszcza i szturchnął go łapą, którą wcześniej tak długo trzymał na jego barku. Właściwie to włożył w to trochę więcej siły, niż powinien, ponieważ chciał go przewrócić na bok, albo chociaż zachwiać na łapach.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Nie chciałem się bać. Nie chciałem bać się kogoś, kto przecież był i nadal jest mi bliski. Boimy się raczej o zdrowie czy samopoczucie bliskich, a nie ich samych. Wziąłem głęboki wdech, próbując się uspokoić. Wszystko jest w porządku, Olcha nie zrobi mi żadnej krzywdy...raz, dwa, trzy, cztery, pięć - wydech. Powoli futerko na moim grzbiecie przestało się jeżyć w przerażeniu. Przecież to tylko mój przyjaciel, tak? Przymknąłem na chwilę powieki, gdy bury odpowiedział. Wraz z kolejnym wdechem je otworzyłem, już trochę spokojniej patrząc na syna Lamparciego Płomienia. Przez chwilę szukałem słów, jednak przez tą chwilę Olcha zdążył delikatnie przygryźć mi ucho. Czy bolało? Niezbyt. To bardziej przyjacielski gest, najwyżej tak mi się wydaje...tym bardziej, że po chwili polizał mnie po policzku. Próbuje tym chyba pokazać, że powinienem mu ufać, a ja ciągle stresuję się w takim sytuacjach. Przecież Lisek też lizałem po pyszczku. To zwyczajne, miłe zachowania.
Nie spodziewałem się co prawda tego, co wydarzyło się potem - albowiem zielonooki szturchnął mnie z delikatną dozą siły. Normalnie tylko bym się zachwiał, ale zaskoczony...upadłem? spadłem? W każdym razie skończyłem leżąc na brzuchu. Na początku nie byłem pewny, co się stało. Dopiero potem odwróciłem się głową do Olchy.
- Hah, może naprawdę nie ma się czego bać - wymamrotałem. Byłem troszkę zdenerwowany sytuacją, ale może wystarczy wyluzować, tak? W końcu Olcha lubi bardziej takiego mnie - pewnego siebie i spokojnego.
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Królewicz lubił, jak koty się przy nim stresowały. Mógł wtedy czuć się lepszy jeszcze bardziej niż zazwyczaj, a, jak wiadomo, jego ego było przerośnięte, choć nie można było jeszcze nazwać tego granicami, bowiem trzeba sobie wyobrazić, co by było, gdyby... został zastępcą, albo przywódcą. Na szczęście niektórych kotów akurat tego los mu poskąpił, chociaż we wszystkim innym przodkowie go wspierali, a przynajmniej królewicz od kociaka tak uważał. Chrząszcz miał to szczęście, że jako jedyny z bękartów zaskarbił sobie niejaką sympatię Króla Olch, który, mimo bycia teoretycznie podrzędnym wojownikiem, znaczył w klanie zdecydowanie więcej, niż większość.
Wystarczyło szturchnięcie, aby Chrząszcz padł na ziemię. Wyglądał na okropnie zakłopotanego, a jego wyraz pyska był tak niewinny, że skojarzył się Olsze z Ciemną wtedy, gdy chciała udowodnić mu swoje uczucie. Właściwie jeszcze nigdy tego nie robił, hm. Zielone spojrzenie zalśniło dziwnym, iskrzącym się blaskiem.
- W rzeczy sssamej, Chrząszczu - mruknął mu prosto do ucha, nachylając się nad srebrzystym. Ciepły oddech Olchowego Szeptu z pewnością był wyczuwalny dla Chrząszcza. A później... królewicz stanął tuż obok, przełożył lewą łapę przez kocura i dmuchnął mu ogrzanym powietrzem w kark, który liznął powoli i delikatnie.
- Rozluźnij ssssię - szepnął mu do ucha swoim przyjemnie niskim głosem. Pierzasty ogon królewicza miękko zawirował w powietrzu, by po chwili znaleźć się nad grzbietem srebrzystego, jak właściwie i cały siódmy syn Lamparciego Płomienia, który lada moment przykucnął, zbliżając swoje rozgrzane ciało do chrząszczowego grzbietu. Po raz kolejny liznął go po karku powoli, jakby namiętnie, mrucząc gardłowo. Teraz wystarczyło jedynie delikatnie złapać go zębami za futro i przycisnąć do siebie, trzymając boki przednimi łapami, zaś później przejść do rzeczy (...). Zawsze brał to, co do niego należało.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Cóż, leżąc tak nie spodziewałem się niczego innego, niż podniesienia się po chwili i dalszego ciągu rozmowy. Co prawda na razie nie przychodzi mi to z naturalną łatwością i gracją, jednak rzeczywiście powinienem się otworzyć. Jestem w klanie, gdzie mogę wszystkim zaufać. To nie obcy las ni osiedle, gdzie za rogiem czają się nieznajome koty. Które przecież nie będą prowadzić z tobą przyjacielskiej dyskusji, kończąc paluszkową obietnicą. Tam każdy dba o siebie i jest to jak najbardziej zrozumiałe. Niektórym to bardziej pasuje, a niektórzy - jak ja, wolą towarzystwo, gdzie czujesz się bezpieczny.
Miałem już wstawać, otrzepywać się i kontynuować patrol, jednak Olcha podszedł i nachylił się nade mną. Byłem już mniej przestraszony - orientowałem się w tym, co się dzieje i oswoiłem się z burym będącym blisko. To, czego zaś mogłem się nie spodziewać to to, na co syn Lamparta zdecydował się później. Ciepły dech Olchowego grzał mi kark (co było całkiem przyjemne, zważając na Porę Nagich Drzew), a następnie szorstki język królewicza sunął po mojej srebrnej sierści. Delikatnie napiąłem mięśnie, wciąż niepewny do czego Olcha dąży. Zielonooki najwyraźniej to wyczuł, bo polecił rozluźnienie się, na co odpowiedziałem skinieniem głowy. Nie ma się czego bać, w końcu nie zrobi mi żadnej krzywdy. To rozsądny kot, wie co robi. Po raz kolejny poczułem, jak wojownik liże mnie po karku. To było...całkiem przyjemne? Z każdą chwilą brak zaufania do Olchy jakby ulatywał, gdy byliśmy blisko. (...) Bury mruczał, na co odpowiedziałem tym samym. Z jednej strony dziwne, a z drugiej tak miłe i relaksujące. Z mojej piersi jakby wyparował stres, gdy oddałem się chwili.
Wszystko, co czułem do Olchy było skomplikowane. Popaprane, powiązane w supły, jednak nie myślałem o tym. Na takie zastanawianie się był czas potem, nie teraz. Teraz liczył się ten moment, który dzieliłem z pręgowanym królewiczem.
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Srebrzysty oddał mu się bez żadnego sprzeciwu, a Olchowy Szept wziął to, czego w danym momencie pragnął, jakby mu się należało. Cóż, oddanie się chwili było jedną z tych rzeczy. Ciepło bijące od Chrząszcza przyjemnie ogrzewało ciało królewicza, mimo grubej warstwy ciemnego, pregowanego futra, o które Olcha tak dbał. Po wszystkim leżał jeszcze jakiś czas na grzbiecie swojego ulubionego bękarta Żmii, dmuchając mu ogrzanym powietrzem prosto w szyję. Nawet się tym wszystkim zmęczył, czego się w sumie nie spodziewał, i czuł, że sam okropnie grzał. W pewnym momencie otworzył oczy i z zadowoleniem spojrzał na wymemłane futro na karku Chrząszcza. Musnal go parę razy szorstkim językiem, żeby jakoś to ułożyć, choć nie miał zamiaru doprowadzać go do pełni świeżości. Bądź co bądź, był to jego pośredni podpis, oprócz... innej rzeczy, której niedawno się oddawali. Po tym królewicz zsunął się z jego grzbietu i położył obok, kładąc ogon na zadzie kocura.
- Mówiłem, że nic ci nie zrobię - mruknął nisko do Chrząszcza, zerkajac na niego pewnie swoimi zielonymi oczyma, a na groteskowym pysku królewicza pojawił się cwany uśmieszek. To było przydatne doświadczenie. Przyjemne i właściwie chętnie by to powtórzył, ale nie dzisiaj.
- Na czym ssstanęliśmy? Na twoim zepsssutym rodzeńssstwie. W czassssie twojej nieobecności zaginął również też bezużyteczny bobek, Szepczący Pył, a Wiewiórczy Ogon zosssstał zassstępcą - odezwał się ponownie, wracają do sedna ich wcześniejszej rozmowy, zanim zeszła na samego srebrzystego i pełną uciech chwilę namiętności. Leżał sobie wygodnie obok żmijowego bękarta, patrząc mu prosto w piwne oczy.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Szczerze? Nawet nie zauważyłem, kiedy przeminęła mi ta chwila. Olcha jeszcze chwilę na mnie leżał, grzejąc swoim ciepłem. Potem dostałem kilka razy przyjemnym językiem, na co odpowiedziałem mocniejszym mruczeniem. I..bury zszedł ze mnie, pojawiając się za to obok mojego boku, nadal jednak zostając ogonem na zadzie. Zimno szczypnęło mnie gwałtownie, w końcu kilka uderzeń serca temu byłem ogrzewany gęstym futrem królewicza.
- Najwyraźniej niepotrzebnie się bałem - odparłem, delikatnie się uśmiechając. Nadal czułem pewną niepewność, przecież nie wyleci ze mnie, ot tak, bo Olcha pozwolił sobie na chwilę przyjemności. I tak byłem teraz o wiele mniej przestraszony. Rozluźniłem się, moje mięśnie nie były napięte, jakby gotowe do ucieczki. Wręcz przeciwnie, podobało mi się leżenie tutaj. Może to nie cieplutkie legowisko, ale zawsze coś.
- Mhm. Chyba lepiej byś się sprawdził na tej pozycji, ale co ja tam wiem, decyzje należą do Wężowej Gwiazdy - odpowiedziałem. Może nie miał wytrenowanego terminatora, czy coś. W każdym razie, Wiewiór mnie chyba średnio lubi. Z tego co pamiętam pokłóciłem się z nim jako kociak. Z tego też względu nie mam do niego za pozytywnych odczuć, ale z drugiej strony byłem jeszcze głupim dzieckiem. Cóż.
/ojojoj gniot ale jest
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Leżeli sobie wygodnie obok siebie, grzejąc się własnymi ciałami i kontynuując rozmowę jak gdyby nigdy nic. Jakby do niczego przed chwilą między nimi nie doszło. Właściwie obie te rzeczy według królewicza przyszły im całkiem naturalnie. W tym momencie chętnie powtórzyłby taki spacerek ze wszystkimi jego elementami. Przypadło mu to do gustu, jak i sam Chrząszcz.
- Czasssami okropny mysssi móżdżek z ciebie, Chrząszczu - mruknął do srebrzystego rozbawiony, szturchając go łokciem w żebra. Przyszło mu przenieść spojrzenie na niebo, ponieważ powoli zaczęło się ściemniać. Zaskoczył go fakt, że byli zajęci sobą aż tak długo. Miał wrażenie, że to była jedynie krótka chwila. Cóż, przynajmniej satysfakcja, którą odczuwał była wprost proporcjonalna do czasu, jaki ze sobą dziś spędzili.
- Oczywiście, że bym ssssię sssprawdził. Nie rozumiem, dlaczego Wężowa Gwiazda mianował ten pusssty pień ssswoim zastępcą - odpowiedział pewnie. Nawet uśmiechnął się do Chrząszcza, ale nie był to uśmiech przyjemny, a raczej pełen drwiny. Widać w nim było stosunek smoliście czarnego pręgusa do całej sprawy i może nawet zazdrość, jeśli Chrząszcz byłby na tyle bystry, aby to zauważyć.
- A kiedy w końcu zosssstałbym przywódcą, to z pewnością ty byłbyś moim zassstępcą, mój wierny przyjacielu. - Chwilę później siódmy syn Lamparciego Płomienia dźwignął się na równe łapy i położył łapę na karku Chrząszcza, szczypiąc go przy okazji w ucho. Interpretację owego gestu trzeba było pozostawić srebrzystemu.
- Powoli wracajmy do obozu. Sssłyszałeś może o tym, że Krogulczy Szpon zossstała zdegradowana i teraz jessst moją terminatorką? - zagaił na koniec. Wolnym krokiem ruszył w stronę obozu Klanu Cienia, mając wręcz stu procentową pewność, że młodszy kocur za nim podąży.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Właściwie to sam też byłem całkiem zadowolony z tego spaceru. Na samym początku byłem strasznie niepewny siebie i spięty, a rozmowa jak i moment przyjemności z synem Lamparciego Płomienia nieco mnie rozluźnił i...uspokoił, jakkolwiek dziwnie brzmiało by to słowo w obecnej sytuacji. Mój bok ogrzewany był ciałem Olchy i czułem, jakbym chciał zostać tu na zawsze.
- Chyba każdy czasem jest! - odparłem, również rozbawionym tonem. Szturchnąłem burego w odpowiedzi na jego gest, a gdy ten wzniósł wzrok na niebo, również po chwili spoglądając w górę. Hm, już trochę ciemno. Nawet nie zauważyłem, jak się ściemniło.
Na określenie "pusty pień" parsknąłem tylko cicho. Może nie widziałem tego po Olchowym Szepcie, ale domyśliłem się, że musiał mu zazdrościć - utalentowany wojownik, mądry i rozsądny, a odrzucony przez przywódcę na rzecz jakiegoś rudego frajera.
- Och, to...miłe, Olchowy Szepcie. Chociaż nie wiem, czy sprawdziłbym się na tak odpowiedzialnej roli... - mruknąłem. Potem zielonooki wstał i mając łapę na moim karku, szczypnął mnie w ucho. Odebrałem to jako...przyjacielski gest, chociaż kto wie, co miał na myśli Olcha. - Serio? Pewnie zrobiła coś głupiego, nie? - zapytałem w odpowiedzi, szybko doganiając wojownika, a następnie razem z nim ruszyłem w stronę obozu.
/zt
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Polowanie.
Szłam śladem sporego ptaka, bażanta lub kuropatwy – trop wydawał się świeży, a ja liczyłam na trochę szczęścia. Wiedziałam, że miałabym marne szanse, gdyby przyszło mi za nim gonić, ale zachowywałam tak dużą ostrożność, że była spora szansa, że uda mi się po prostu do niego zakraść. Ptaszysko kluczyło pomiędzy drzewami, coraz bardziej zbliżając się do Czarnego Ogona, a przynajmniej to podpowiadał mi nos… ale wciąż nie mogłam go znaleźć. Wreszcie dotarłam do strumienia, w miejsce, gdzie ten był płytszy i można było prawie w ogóle nie dotykając wody przejść na drugą strony z uwagi na nagromadzenie większych kamieni, zarośli i gałęzi. Marszcząc nieco nos, przeskoczyłam strumień, jednak po chwili tropienia po drugiej stronie… zorientowałam się, że ślad zniknął, jakby ptak postanowił wzbić swoje tłuste ciało do lotu i zniknąć. Skrzywiłam się i porzuciłam pozycję łowiecką, by rozejrzeć się swobodniej po otoczeniu. Niespecjalnie przepadałam za opuszczaniem terenów klanu, a jednak przypadek chciał, że znowu to zrobiłam.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Chód ma zawsze stonowany, elegancki. Nigdy mu się nie śpieszy, dumnie kroczy przed siebie, z wysoko podniesioną głową. Można odnieść wrażenie, że nie kroczy, a płynie w powietrzu. Po ojcu odziedziczył piękne ciemnobrązowe włosie, które lekko wpada w heban. Z niewiadomych przyczyn staje się kredowe na żuchwie, podbródku oraz bokobrodach. Mleczną biel da się również zauważyć na klatce piersiowej, brzuchu, palcach przednich łap tudzież tylnich, aż do stawów skokowych. W słońcu skrzy się oślepiająco, a mimo to nadal przyciąga wzrok. Mimo, iż rodziciele posiadają złote ślepia, Żołądź przejął po którymś pradziadku niebieską tęczówkę.
Niedoświadczony obserwator uzna go za wyjątkowego zgorzknialca, który jest wiecznie niezadowolony ze swojego żywota, zniechęcony do wszystkiego i wszystkich. I poniekąd jego słowa posiadałyby trochę racji - na pierwszy rzut oka kot to nad wyraz tajemniczy osobnik zgrywający niemowę, a jak już doda komentarz do pewnej dyskusji, najpewniej jest to bezpośredni cynizm rzucony bez ogródek. Sam uważa jednak, że jest wybitnym słuchaczem i nie ględzi bez potrzeby, jako iż wtedy gdy milczy dowiaduje się wielu ciekawych informacji na dany temat. Wypowiadane sarkazmy wynikają najczęściej z głupoty rozmówcy bądź i też najzwyklejszej irytacji nim. Poza tym, charakteryzuje się niezwykłą przebiegłością - z daleka rozpozna, czy ktoś łże, nie da się wykorzystać, acz sam umie wyeksploatować jakąś sytuację dla swoich korzyści pod zmyślnymi argumentami. Mimo wszystkich wymienionych wyżej negatywnych cech, Żołądź ma też dobrą stronę. Kocha naturę i pod każdym względem ją respektuje - nie uszkodzi flory, gdy nie chce stworzyć z niej maści, nie upoluje młodego bezbronnego zwierzęcia, a zajmie się tym starym lub schorowanym, by nie egzystował cierpiąc.
Kontynuował przechadzkę, która zajmowała większość jego wolnego czasu. Nie posiadał póki co żadnych obowiązków - ominął ceremonię, nie został terminatorem medyka, nie miał żadnych treningów tudzież nauk z teorii. Kto więc mógł mu zabronić? A musiał coś robić, między innymi dlatego, by się nie nudzić bądź w skrajnym przypadku nie popaść przez to w paranoję. Podziwiał opiekunki, które całymi dniami przebywały w legowiskach i zajmowały się młodymi, nie wyściubiając nosa z kryjówek choćby na chwilę. Ba, niektórym to wręcz odpowiadało. On nie mógłby tak prosperować. Zdecydowanie wolał piesze wędrówki od wizji ciągłej rutyny i odleżyn.
Brnął przed siebie niestrudzony. Przez głębokie rozmyślania nawet nie zauważył, kiedy minęła połowa dnia. Nie czuł zmęczenia, nie czuł odrętwienia w palcach. Raz dziarsko szedł przed siebie, z wysoko uniesionym łbem, za drugim razem spuszczał czerep i wyrzucał bezwiednie łapy przed siebie, niczym kocię. Nie zauważył również, jak w miarę upływu czasu zmienia się krajobraz. Rzeki i stawy powoli zdawały się zanikać, by ustąpić miejsca czterem nader dużym drzewom. Później, gdy stracił je z pola widzenia, zaczęły pojawiać się wysokie trawy, szuwary i błotniste kałuże. I tak oto nieświadomie przekroczył granice własnego klanu, przebrnął przez kawałek ziem niczyich, by znaleźć się na pograniczu ziem Cienistych. Ocknął się dopiero wtedy, gdy do jego nozdrzy zaczęły docierać obce zapachy. Nigdy wcześniej nie miał z nimi styczności. Ciekawość przezwyciężyła chwilową niepewność. Wziął rozbieg i pokonał strumień pełen mułu, lądując daleko od linii brzegu. Wcześniej prawie go nie zauważył i wylądowałby w nim po uszy. Cieniści na pewno znali te tereny i wiedzieli, jak stawiać kroki. Pokonał kawałek i położył się przy skraju potoku, na tyle niskim, by zanurzyć przednie łapy w cieczy. Turzyce idealnie go zasłaniały. Odpocznie chwilę i zawróci. Mącił jedną z łap w wodzie, dostrzegając w niej ryby, jednak były na tyle małe, że nie opłacało się ich wyciągać. Nie zaspokoiły by głodu, a złapanie takich maleństw zajęłoby zdecydowanie za dużo czasu. Były dużo zwinniejsze od swoich większych braci. Póki co oprócz nich i pojedynczych żab nie widział w okolicy niczego stosownego do konsumpcji. A przecież nie chciał jeść byle czego.
Nagle zza wysokiej trawy ujrzał parę rudo-czarnych uszu. Nie usłyszał wcześniej kroków, ani nie wyczuł zapachu. Był zbyt nieostrożny. Ty idioto. Dopiero teraz mógł sklasyfikować charakterystyczną woń. A nie należała ona do żadnego z rzecznych kotów. Ta była inna, z niewiadomych przyczyn mocno kuła go w nozdrza. Przywarł jeszcze mocniej do ziemi, nie wydając z siebie najmniejszego szmeru. Jeśli przyjdzie do konfrontacji, zmierzy się z tym zadaniem, ale póki co wolał się ukrywać. Może kotka go ominie i pójdzie dalej? Było to dość tchórzliwe podejście, całkiem do niego niepodobne, lecz czasem trzeba wiedzieć, kiedy należy położyć po sobie uszy i nie zgrywać hardego, zwłaszcza znajdując się w domu rychłego przeciwnika.
tell me .h o w.is itfeelsittingup there f e e l i n g.so highbut toofar away.t o.hold me you knowi'm the one.w h o.put you up.t h e r e name in the sky,.d o e s.it ever get.l o n e l y? thinking you could.l i v e.without me