Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Zawieja poczuł się nieco zawiedziony, że Biedronkowa Łapa nie spotkała żadnego Samotnika czy kota z Klanu Pożogi, choć może to i lepiej. Wyliniałby z zazdrości, jeśli ta miałaby okazję przegonić jakiegoś intruza z Granic. Sam bardzo chce tego doświadczyć, ale nie jest mu to dane. Może gdyby częściej wybierał się na Granicę, a nie tylko podczas patroli to jego szansę byłyby dużo większe? - To ja też nie potrzebuje żadnych znajomości. Nawet bym nie chciał widzieć na oczy żadnego rybojada czy ścigacza królików lub gorzej Samotnika albo Pieszczocha! Mnie najbardziej interesuje czy jakiś kot próbował przekroczyć Granice. Ja to bym bardzo chciał takiego pogonić. Raz przegoniłem Samotniczkę oraz ścigaczkę królików i mam ogromny niedosyt!- rozgadał się. Oczywiście, musiał wspomnieć o swoich bohaterskich czynach, które mijały się z prawdą. Owa samotniczka o mało go nie pobiła i odeszła obrażona, a z Wichrową kotka urządził sobie sparing przy Czterech Dębach, więc nigdy nikogo z Granic nie przepędził.
Średniego wzrostu, długowłosa, ma czarno-rude futro ze sporą ilością bieli i jasnozielone oczy // kp
Pewne jest, że kotce nie brakuje odwagi i pewności siebie. Jest bardzo ciekawska i nie boi się wciskać nosa w nie swoje sprawy. Uważa się za lepszą od większości innych kociąt, ale to nie oznacza, że zupełnie nie wie czym jest szacunek. Po prostu nie zawsze pokazuje swoim zachowaniem, że ma pojęcie co te słowo oznacza. Jak już zacznie coś robić to będzie dążyć do ideału. Jest też towarzyska, zależy jej na dobrych relacjach w klanie. Kocha pochwały i bycie w centrum uwagi. Nie lubi być traktowana gorzej od innych i gdy dojdzie do takiej sytuacji, jest gotowa oznajmić wszystkim dookoła, że coś tu się nie zgadza. Głośno i wyraźnie. Często ma swoje humorki, które wyładowuje najczęściej krzykiem. Nie lubi przemocy, ale nie unika bójek, no chyba że uzna je za serio zbędne. Wtedy woli użyć sensowych argumentów. Mimo wszystko jest też łagodna i czuła, nie potrafi zostawić innego kota w potrzebie. Ma poczucie humoru, ale tylko wtedy gdy żarty nie są o niej.
Oczywiście, zauważyła jego komentarz, że samotnicy byli jego zdaniem najwyraźniej gorsi od kotów klanowych, ale nie skomentowała tego. Po części... Sama tak uważała, nawet jeśli jej ojciec był jednym z nich. A może głównie dlatego?
-oh, w pełni rozumiem... Sama bym chciała kiedyś kogoś przegonić. W końcu Klan Cienia musi pokazać swoją siłę. Nie żeby musiał to udowadniać, ale każda okazja na udowodnienie tego jest moim zdaniem dobra. Niech wiedzą. - podzieliła się swoim zdaniem. Podobała jej się myśl jej klanu jako silnego. Jako klanu z którym byle kto nie chce zadzierać. -ale to, że tobie się udało... Na pewno musiało być fascynujące i pewnie nawet tego niedosytu, jesteś z siebie dumny. W końcu jest z czego. - skomentowała. Nie miała skąd wiedzieć, że jego słowa mijają się z prawdą. Sama pewnie by była z siebie dumna gdyby jej się udało. W końcu chciała udowodnić swoją wartość. Wierność. Jeszcze nie miała okazji, ale... Ale może kiedyś? Oby. Na to liczyła. Nie lubiła bezsensownych walk, ale nie miała zamiaru wahać się ani przez chwilę gdyby chodziło o klan i jego obronę.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Tnącemu podobały się słowa Biedronkowej Łapy. Po bękarcie się czegoś takiego nie spodziewał. Trochę to dla niego dziwne, że kot, który według jego teorii jest gorszy i słabszy chce, aby Klan był silny mimo, że to on jest tą czarną owcą. Musi to jeszcze wszystko na spokojnie przeanalizować i podzielić się swoimi spostrzeżeniami z Mech. Mają oni misję obserwowania kotów nieczystej krwi, aby znaleźć jakieś zależności i wyciągnąć pewne wnioski. - Jestem, tylko chciałbym więcej! Chce wiele osiągnąć!- powiedział z pozytywną energią w głosie. Jego plany są ambitne, gdyż pragnie zostać Zastępcą, Przywódcą, sprawić, aby Klan był silny oraz mieć potomstwo. Niestety, na razie jest daleko w polu ze swoimi ambicjami i nie ma widoków, że w najbliższej przyszłości coś osiągnie. - Fajnie, że chcesz, aby Klan był silny. Znaczy jest, to wiadomo, ale żeby był jeszcze lepszy! Masz jakieś pomysły jak można by było to osiągnąć?- zapytał badawczo patrząc na Biedronkę. Był ciekaw jakie kroki podjęłaby kotka, aby Cień był lepszy.
Średniego wzrostu, długowłosa, ma czarno-rude futro ze sporą ilością bieli i jasnozielone oczy // kp
Pewne jest, że kotce nie brakuje odwagi i pewności siebie. Jest bardzo ciekawska i nie boi się wciskać nosa w nie swoje sprawy. Uważa się za lepszą od większości innych kociąt, ale to nie oznacza, że zupełnie nie wie czym jest szacunek. Po prostu nie zawsze pokazuje swoim zachowaniem, że ma pojęcie co te słowo oznacza. Jak już zacznie coś robić to będzie dążyć do ideału. Jest też towarzyska, zależy jej na dobrych relacjach w klanie. Kocha pochwały i bycie w centrum uwagi. Nie lubi być traktowana gorzej od innych i gdy dojdzie do takiej sytuacji, jest gotowa oznajmić wszystkim dookoła, że coś tu się nie zgadza. Głośno i wyraźnie. Często ma swoje humorki, które wyładowuje najczęściej krzykiem. Nie lubi przemocy, ale nie unika bójek, no chyba że uzna je za serio zbędne. Wtedy woli użyć sensowych argumentów. Mimo wszystko jest też łagodna i czuła, nie potrafi zostawić innego kota w potrzebie. Ma poczucie humoru, ale tylko wtedy gdy żarty nie są o niej.
-oh, wcale ci się nie dziwię - przyznała. Może i z wiekiem jej ambicje nie były tak duże gdy była młodsza, ale nadal... W jakimś stopniu były. Ona też chciała coś osiągnąć. Może nie marzyła już o zostaniu zastępcą, a potem przywódcą, ale chciała zrobić coś przydatnego dla klanu. Udowodnić jakoś swoją wartość. Jeszcze nie była do końca pewna jak by mogła to zrobić by wyszło dobrze, ale uznała, że ma czas. Bo miała. Wystarczająco. Na jego następne słowa trochę się zamyśliła. Nie miała nic wymyślonego, dlatego musiała się przez chwilę zastanowić co by mogło być... Odpowiednie.
-wiemy, że klan już teraz jest silny. Tak właśnie powinno być. Jeśli jednak są okazje, moglibyśmy to pokazywać. Przykładowo właśnie wtedy gdy ktoś przekracza granice. Kot który się boi i uważa kogoś za silniejszego nie będzie ryzykował bez wyraźnego powodu przez strach. - zaczęła i znów na krótką chwilę zamilkła, ale trwało to tylko moment. -ale można też spróbować go wzmocnić. Starać się jakoś dobrze dobrać mistrzów do terminatorów. Nie ma takiej gwarancji, ale to by mogło trochę przyspieszyć treningi, a sprawniejsze treningi to więcej wojowników. Oczywiście, nie każdy się nadaje. Takie koty by mogły iść na przykład na medyków, jeśli by się do tego nadawały, albo na matki, w końcu kocięta są przyszłością klanu. - powiedziała i zmarszczyła trochę nos. Nie była do końca pewna czy te pomysły na pewno były takie dobre, ale... Były na szybko. Nie miała już tego gotowego, wymyślonego. Musiała to zrobić na bieżąco. - właściwie to wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, bo jestem tylko terminatorką, nie mam na to wpływu. Gdybym musiała podjąć jakąś ważną decyzję, najpierw bym się dłużej zastanowiła, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw. Te pomysły, które podałam były wymyślone na szybko.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Z pierwszym pomysłem Tnący się absolutnie zgadzał. Z chęcią demonstrowałby swoją siłę, ale okazji ku temu jest niewiele. Również podoba mu się pomysł z odpowiednim dobieraniem mistrzów i terminatorów, bo ma wrażenie, że czasem jest to zupełnie nie przemyślane i łapy same opadają. Wiadomo, że on jako kot doskonały powinien otrzymywać więcej podopiecznych, a nie ciągle tylko 1, który lada moment znika bez śladu z nie jego winy. On chce dobrze, a terminatorzy zapadają się pod ziemie. Traci tylko swój cenny czas i energię na uczenie takich osobników. Kolejne rozwiązania Biedronki niekoniecznie przypadły mu do gustu, ale rzeczywiście lepiej jak jakiś kot zostanie Medykiem czy Matką niż miałby być beznadziejnym Wojownikiem przynoszącym wstyd Klanowi. To już lepiej jakby siedział z tyłkiem w Obozie i się obcym na oczy nie pokazywał. - Może i na szybko, ale za to te pomysły wcale nie są głupie - powiedział i machnął ogonem w lewą stronę i w prawą, po czym położył go znów na ziemię. Czuł się dziwnie, że pochwalił bękarta. Dobrze, że nie użył słowa ,, mądre", bo wtedy czułby się bardzo nieswojo. Zawieja westchnął głośno i stwierdził, że już czas na niego. Nawet dobrze rozmawiało mu się z Biedronkową Łapą. Nie przypuszczał, że spędzi dobrze czas z kotem o nieczystej krwi. - Będę wracał do obowiązków. Trzymaj się i do następnego!- pożegnał się, po czym wstał i ruszył w stronę Paprociowego Pła, aby tam zapolować. Nie chciał wracać do Obozu z pustymi łapami.
Średniego wzrostu, długowłosa, ma czarno-rude futro ze sporą ilością bieli i jasnozielone oczy // kp
Pewne jest, że kotce nie brakuje odwagi i pewności siebie. Jest bardzo ciekawska i nie boi się wciskać nosa w nie swoje sprawy. Uważa się za lepszą od większości innych kociąt, ale to nie oznacza, że zupełnie nie wie czym jest szacunek. Po prostu nie zawsze pokazuje swoim zachowaniem, że ma pojęcie co te słowo oznacza. Jak już zacznie coś robić to będzie dążyć do ideału. Jest też towarzyska, zależy jej na dobrych relacjach w klanie. Kocha pochwały i bycie w centrum uwagi. Nie lubi być traktowana gorzej od innych i gdy dojdzie do takiej sytuacji, jest gotowa oznajmić wszystkim dookoła, że coś tu się nie zgadza. Głośno i wyraźnie. Często ma swoje humorki, które wyładowuje najczęściej krzykiem. Nie lubi przemocy, ale nie unika bójek, no chyba że uzna je za serio zbędne. Wtedy woli użyć sensowych argumentów. Mimo wszystko jest też łagodna i czuła, nie potrafi zostawić innego kota w potrzebie. Ma poczucie humoru, ale tylko wtedy gdy żarty nie są o niej.
Uśmiechnęła się lekko na jego pochwałę co do jej pomysłów. No, nie były takie złe, ale kotka miała świadomość, że mogły być lepsze. Mimo wszystko.. Jak widać jemu też odpowiadały.
-nie są głupie, ale zawsze mogły być lepsze - przyznała szczerze. Mogła udawać, że są lepsze niż faktycznie są, ale nie była taka. Miała świadomość, że pomysły wykonane na szybko nie były tak dobre jak mogły być, ale nadal... Nie takie złe.
-trzymaj się - odpowiedziała mu, gdy się pożegnał. Nie miała nic przeciwko dalszej rozmowie, ale z drugiej strony trochę już sobie rozmawiali, więc perspektywa zakończenia nie była taka zła. Poza tym z jego "do następnego" mogła wywnioskować, że chyba był zainteresowany jakąś rozmową jeszcze kiedyś. To też nie taka zła perspektywa. Gdy odszedł, została tak jeszcze trochę w samotności, a potem wróciła do obozu.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Wychodził z obozu coraz częściej samotnie, ufając swojemu ciału w pełni. Do kikuta po ogonie zdążył się przyzwyczaić, a rany na gardle nie dawały mu aż tak w kość i nie sprawiały już trudności przy poruszaniu łbem. Przedzierał się przez Cieniste tereny pokryte białym puchem.
Niestety nie był ani smukły, ani lekki, toteż jego łapy zapadały się w głębokim śniegu. Unosił je wysoko, trzymając łeb w górze, próbując przedostać się do Czarnego Ogona, był nieco zmęczony, dlatego kiedy tam dotarł, usiadł na kamieniu tuż nad brzegiem strumyka i niczym strażnik zaczął rozglądać się po terenach leżących poza granicami Klanu Cienia, jakby szukał wzrokiem ewentualnych zagrożeń. Siły witalne przywódcy w pełni powróciły i nawet, jeśli ruchy nie były w pełni skoordynowane, a bardziej chaotyczne, z pewnością stanowił niemałe zagrożenie.
Wbrew wszystkiemu, ten konkretny Ogórek wcale nie ma w sobie ani grama zielonego. No, może okazjonalnie, gdy podczas podróży, czy lenienia wytarza się w trawie – ale tylko wtedy! Nawet jego oczy nie są za specjalnie ogórkowe, zamiast zielonych, wybarwiając się w oliwkowe. Futerko kocura jest krótkie, sterczące i trochę białe. Dodatkowo posiada burą czapeczkę z płaszczykiem, ciągnącym się od łopatek poprzez pręgowane tygrysio boki po sam czubek ogona, omijającym za to przednie łapy, a u tylnych sięgając jedynie do pięt. Całkiem przeciętnie, prawda? Ale, ale! Poza tym ma w asortymencie zupełnie normalny wzrost (chociaż jest raczej dłuższy i szerszy, niż wyższy), powywijane na wszystkie strony wąsy pod różowym nosem i zadziwiającą gibkość, tak potrzebną w odkrywaniu świata.
Ogórek jest kotem, którego bardzo trudno uchwycić. Lubuje się w znajdowaniu kryjówek i już od najmłodszych księżyców chętnie uciekał spomiędzy opiekuńczych łap rodziców. O dziwo, nie jest przy tym zbytnim rozrabiaką; nie sprawia kłopotów innych, niż znikanie na całe godziny, a potem wracanie z burczącym brzuchem do klanowego stosu (chociaż i to zdarza się teraz rzadziej, gdy może polować sam dla siebie, OCZYWIŚCIE NAJPIERW bardzo kodeksowo wrzucając na niego parę kąsków). Unika bezpośrednich kontaktów z innymi, preferując obserwację, słuchanie co mają do powiedzenia, bądź też zwyczajnie siedząc cicho w ich towarzystwie. Przypomina w tym snujący się z kotami cień, nie wnoszący nic do rozmowy, ale zdecydowanie zauważalny. A gdy się znudzi… puf! I po Ogórku! W końcu ile można słuchać biadolenia innych, gdy można zwiedzać tereny Klanu Cienia.
Gołąbek [w], Sroczy Ogon [gk], Modrzewiowa Kora [gk]
Od kiedy został terminatorem nie musiał już kombinować, żeby ukrywać się przed innymi. W obozie nie było zbyt wielu kryjówek, tym bardziej takich, które w końcu nie zostałyby przez kogoś odkryte, a, Gwiezdni, Ogórek nienawidził być odkrytym. Nieważne, czy to starsze koty ("Co ty tutaj robisz? Chyba nie powinno cię tu być, co?"), czy młodsze, durno pytające o zabawę, wywoływało to w kocurze takie samo niezadowolenie. NIE WIEM, Agrestowy Krzewie, co mogę robić w dziupli z dala od innych kotów? Zdenerwowany kopnął w bok losową szyszkę, która napatoczyła mu się pod łapy. Nie miał nic przeciwko rudawej kotce - nic personalnego, przynajmniej. Po prostu dzisiaj natrafiła na jeden z humorków burasa, który jak zwykle zakotłował się w nim, jak patyk w wodnym wirze.
Wkrótce cienka warstwa śniegu zaczynała przybierać na grubości, a on sam musiał przeskakiwać susami do przodu, żeby nie drążyć w nim tunelu. Mógłby to zrobić, ale wyglądałoby to głupio, a on sam nie miał nastroju na zabawę w zająca. Miał za to ochotę zobaczyć zamarznięty Czarny Ogon, może nawet wejść na lód przy samym brzegu.
Oh! Musiał przyznać, że na samym początku wziął potężną sylwetkę Polnej Gwiazdy za pniak. Siedział do niego plecami, z pewnością słysząc chrupanie jego skoków, więc Ogórek nie zaprzątał sobie głowy krzyczeniem powitania z daleka. Brakowało mu też trochę tchu, a nie chciał tego przyznawać przed samym przywódcą, wolał więc poczekać, aż trochę odpocznie. Zwolnił kroku, powoli podchodząc.
— Dzień dobry, Polna Gwiazdo — przywitał się, stając obok.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Jego czujne uszy dość szybko wychwyciły skrzypanie śniegu pod naporem czyjegoś ciała, spojrzał w kierunku źródła dźwięku, a kiedy dostrzegł terminatora Lamparciego Kroku, wyprostował się. – Witaj, Ogórkowa Łapo – przywitał się z synem Bluszczowego Pnącza serdecznym, pełnym ciepła głosem, kiwając mu jednocześnie masywnym łbem. Przyjrzał mu się nieco dokładniej, jego futro uwalone było śniegiem. – Wyglądasz na wycieńczonego, odsapnij sobie trochę – stwierdził, zapraszając go do siebie. Po takim wysiłku konieczny był odpoczynek, bo ciągła praca w takich warunkach jedyne, czym mogła się skończyć, to przepracowaniem lub, co gorsza, jakąś chorobą. Pora nagich drzew to nie przelewki i należało respektować pogodę, bo ta potrafiła dać w kość. Polny otrzepał kark z drobinek śniegu osiadłych na ciemnych kosmkach, a jego wibrysy zadrżały, połaskotane zimnymi płatkami. – Już po treningu? – zapytał, odwracając już wzrok od lasu po drugiej stronie Czarnego Ogona, całą swoją uwagę skupiając na młodziku, który był bratem Sosnowej Łapy, byli w sumie bardzo podobni jeśli chodziło o umaszczenie, dopiero teraz to zauważył. Z tym, że Sosna samą budową przypominała swojego ojca, którego uszy były większe, aniżeli standardowego kota.
Wbrew wszystkiemu, ten konkretny Ogórek wcale nie ma w sobie ani grama zielonego. No, może okazjonalnie, gdy podczas podróży, czy lenienia wytarza się w trawie – ale tylko wtedy! Nawet jego oczy nie są za specjalnie ogórkowe, zamiast zielonych, wybarwiając się w oliwkowe. Futerko kocura jest krótkie, sterczące i trochę białe. Dodatkowo posiada burą czapeczkę z płaszczykiem, ciągnącym się od łopatek poprzez pręgowane tygrysio boki po sam czubek ogona, omijającym za to przednie łapy, a u tylnych sięgając jedynie do pięt. Całkiem przeciętnie, prawda? Ale, ale! Poza tym ma w asortymencie zupełnie normalny wzrost (chociaż jest raczej dłuższy i szerszy, niż wyższy), powywijane na wszystkie strony wąsy pod różowym nosem i zadziwiającą gibkość, tak potrzebną w odkrywaniu świata.
Ogórek jest kotem, którego bardzo trudno uchwycić. Lubuje się w znajdowaniu kryjówek i już od najmłodszych księżyców chętnie uciekał spomiędzy opiekuńczych łap rodziców. O dziwo, nie jest przy tym zbytnim rozrabiaką; nie sprawia kłopotów innych, niż znikanie na całe godziny, a potem wracanie z burczącym brzuchem do klanowego stosu (chociaż i to zdarza się teraz rzadziej, gdy może polować sam dla siebie, OCZYWIŚCIE NAJPIERW bardzo kodeksowo wrzucając na niego parę kąsków). Unika bezpośrednich kontaktów z innymi, preferując obserwację, słuchanie co mają do powiedzenia, bądź też zwyczajnie siedząc cicho w ich towarzystwie. Przypomina w tym snujący się z kotami cień, nie wnoszący nic do rozmowy, ale zdecydowanie zauważalny. A gdy się znudzi… puf! I po Ogórku! W końcu ile można słuchać biadolenia innych, gdy można zwiedzać tereny Klanu Cienia.
Gołąbek [w], Sroczy Ogon [gk], Modrzewiowa Kora [gk]
Kiwnął głową na słowa Polnej Gwiazdy, patrząc się przed siebie, na Czarny Ogon. Zupełnie nie zauważył - może zignorował? - zapraszający gest kocura, zahipnotyzowany przykrytą śniegiem taflą. Mógłby jej zupełnie nie zauważyć. Z brzegów wystawały krótkie patyki, pozostałość połamanych szuwarów, wszystkie brązowe, zeschnięte, pod puchem. Było mu trudno uwierzyć, że płytkim wąwozem odznaczającym się na tle reszty otoczenia płynęła woda. Ha, rzeka! Podszedł parę kroków do przodu, obniżając głowę z zaciekawieniem.
— Tak — potwierdził, niuchając jeden z bliższych patyczków. Niósł ledwo wyczuwalny, wymrożony zapach stęchlizny. Fuj! — Jak z Sosnową Łapą, Polna Gwiazdo? — zapytał, odwracając głowę do przywódcy. Natura rozmowy, którą najwyraźniej chciał zacząć starszy kocur, dyktowała mu uprzejmie odpowiadać i starać się ją pociągnąć. Ostatnio Ogórkowi przychodziło to z trudem, niemal fizycznym ciężarem, nie chciał jednak wyjść na kompletnego buca. Bo o ile Warzywku było rybka, czy spędzi czas w ciszy, tak Polnej Gwieździe już nie. Dlatego zapytał, mając nadzieję, że to drugi kocur będzie opowiadał.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Obserwował młodą latorośl swojego przyjaciela, który podziwiał pokryty śniegiem krajobraz i Czarny Ogon. Najwyraźniej po to tu przyszedł, poznać tereny trochę bardziej, na własną łapę. Z jednej strony trochę było to lekkomyślne i niebezpieczne, ale z drugiej - był ciekawy i odważny, a to dobre cechy. – Sprawnie idzie – odpowiedział, z lekką chrypą od tego zimnego, przeszywającego powietrza, odchrząknął cicho. – Na początku trochę się obawiała świata poza obozem, ale jest coraz bardziej otwarta i pewna siebie, co bardzo dobrze rokuje. Zapowiada się na naprawdę rozsądną wojowniczkę – odpowiedział, nie kryjąc zadowolenia w głosie. Terminatorzy byli naprawdę różni i niektórzy potrzebowali trochę więcej czasu, aby oswoić się z nowymi zapachami i otwartym lasem. Nie było to łatwe, skoro dotychczas jedyne, co znali do ściany obozu, do którego byli przyzwyczajeni, w pełni więc rozumiał początkowy strach i obawę Sosnowej Łapy, ale i tak poczyniła duże zmiany na plus. Powoli, a do celu. – Czemu pytasz? – zagaił. Chciał może porównać swój postęp, do postępu siostry? Nie wątpił w umiejętności Lamparciego Kroku, nie miał na niego ani jednej skargi, więc pewien był, że ten dobrze poprowadzić trening Ogórkowej Łapy.
Wbrew wszystkiemu, ten konkretny Ogórek wcale nie ma w sobie ani grama zielonego. No, może okazjonalnie, gdy podczas podróży, czy lenienia wytarza się w trawie – ale tylko wtedy! Nawet jego oczy nie są za specjalnie ogórkowe, zamiast zielonych, wybarwiając się w oliwkowe. Futerko kocura jest krótkie, sterczące i trochę białe. Dodatkowo posiada burą czapeczkę z płaszczykiem, ciągnącym się od łopatek poprzez pręgowane tygrysio boki po sam czubek ogona, omijającym za to przednie łapy, a u tylnych sięgając jedynie do pięt. Całkiem przeciętnie, prawda? Ale, ale! Poza tym ma w asortymencie zupełnie normalny wzrost (chociaż jest raczej dłuższy i szerszy, niż wyższy), powywijane na wszystkie strony wąsy pod różowym nosem i zadziwiającą gibkość, tak potrzebną w odkrywaniu świata.
Ogórek jest kotem, którego bardzo trudno uchwycić. Lubuje się w znajdowaniu kryjówek i już od najmłodszych księżyców chętnie uciekał spomiędzy opiekuńczych łap rodziców. O dziwo, nie jest przy tym zbytnim rozrabiaką; nie sprawia kłopotów innych, niż znikanie na całe godziny, a potem wracanie z burczącym brzuchem do klanowego stosu (chociaż i to zdarza się teraz rzadziej, gdy może polować sam dla siebie, OCZYWIŚCIE NAJPIERW bardzo kodeksowo wrzucając na niego parę kąsków). Unika bezpośrednich kontaktów z innymi, preferując obserwację, słuchanie co mają do powiedzenia, bądź też zwyczajnie siedząc cicho w ich towarzystwie. Przypomina w tym snujący się z kotami cień, nie wnoszący nic do rozmowy, ale zdecydowanie zauważalny. A gdy się znudzi… puf! I po Ogórku! W końcu ile można słuchać biadolenia innych, gdy można zwiedzać tereny Klanu Cienia.
Gołąbek [w], Sroczy Ogon [gk], Modrzewiowa Kora [gk]
Pokiwał głową, nie spodziewając się innej odpowiedzi. Jego wielkoucha bliźniaczka nie była typem urwisa, czy przestraszonej myszki. Może nie szlajała się po terenach tak jak on, ale nie sądził, by uciekła gdzieś głęboko do nory, chowając się jak zając przed drapieżnikiem. Jeszcze bardziej zbliżył się do brzegu, stając przed Czarnym Ogonem, z zaciekawieniem go obwąchując. Szczerze mówiąc, postępy jego rodzeństwa nie miały dla niego znaczenia. Wszelki czar wyścigu o posadę wojownika prysł, zanim jeszcze się zaczął. Może nie dla Mleczyk, ona uwielbiała konkurencję, chociaż tylko wtedy, gdy była na szczycie, ale Ogórek miał ją... gdzieś. Po pierwsze: przykra, ale prawdziwa natura treningu uderzyła w niego wraz ze zniknięciem jego brata. Uczył się nie dla wyższej rangi, nie dla nowego, świetnego imienia, nie. Uczył się, żeby przeżyć. Bo inaczej nie da sobie rady. Po drugie: Lamparci Krok miał chorą nogę. Nerwowo poruszał końcówką ogona, gdy na ułamek sekundy jego pyszczek wygrymasił się.
— Z ciekawości — miauknął, wyciągając łapę i stawiając ją ostrożnie na lodzie. Był gruby, nie powinien się zmoczyć. Nie na brzegu. — Lamparci Krok jest trochę chory. Ćwierkająca Łapa nie wyglądała na zadowoloną, że ją uczy. Chyba jest całkiem zaangażowana w swój trening — zauważył, opierając większą siłą na pokrywę. Nieruchoma, zatem - bezpieczna.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Cieszył się, że jego córka ma opinię zaangażowanej w trening. Na samym początku psioczyła na swojego nowego mistrza, jakiego jej przydzielił, ale wyglądało na to, że się zakolegowali, a przynajmniej zaczęli znosić swoją obecność. To dobrze. Polny co prawda uważał, relacja mistrz-terminator powinna być na poziomie koleżeństwa zahaczającego o przyjaźń, ale jeśli byłoby to niemożliwe, to chociaż powinna pozostać w stosunkach pozytywnych. – Słyszałem o problemach z raną Lamparciego Kroku, mam nadzieję, że szybko stanie na nogi. A Ćwierk jest pewnie niezadowolona z opóźnień w treningu, to całkiem normalne, wiele terminatorów chce jak najszybciej zostać wojownikami, myśli, że to takie proste, że nauka wszystkiego potrwa maksymalnie jeden księżyc i już żadna zwierzyna nie będzie im uciekać spod łap, a każdy pojedynek będzie zwycięski – odpowiedział, przyglądając się młodemu, buro-białemu kocurowi, który próbował chodzić po zamarzniętej części Czarnego Ogona. Nie wyglądał mu na ciężkiego, więc lód nie powinien się załamać. Co innego, gdyby Polny próbował tak sobie potruchtać. – Też tak kiedyś myślałem, ale życie szybko mnie zweryfikowało – podsumował, podnosząc łapę mokrą od śniegu i z przyzwyczajenia zaczął ją wyczesywać szorstkim językiem.
Wbrew wszystkiemu, ten konkretny Ogórek wcale nie ma w sobie ani grama zielonego. No, może okazjonalnie, gdy podczas podróży, czy lenienia wytarza się w trawie – ale tylko wtedy! Nawet jego oczy nie są za specjalnie ogórkowe, zamiast zielonych, wybarwiając się w oliwkowe. Futerko kocura jest krótkie, sterczące i trochę białe. Dodatkowo posiada burą czapeczkę z płaszczykiem, ciągnącym się od łopatek poprzez pręgowane tygrysio boki po sam czubek ogona, omijającym za to przednie łapy, a u tylnych sięgając jedynie do pięt. Całkiem przeciętnie, prawda? Ale, ale! Poza tym ma w asortymencie zupełnie normalny wzrost (chociaż jest raczej dłuższy i szerszy, niż wyższy), powywijane na wszystkie strony wąsy pod różowym nosem i zadziwiającą gibkość, tak potrzebną w odkrywaniu świata.
Ogórek jest kotem, którego bardzo trudno uchwycić. Lubuje się w znajdowaniu kryjówek i już od najmłodszych księżyców chętnie uciekał spomiędzy opiekuńczych łap rodziców. O dziwo, nie jest przy tym zbytnim rozrabiaką; nie sprawia kłopotów innych, niż znikanie na całe godziny, a potem wracanie z burczącym brzuchem do klanowego stosu (chociaż i to zdarza się teraz rzadziej, gdy może polować sam dla siebie, OCZYWIŚCIE NAJPIERW bardzo kodeksowo wrzucając na niego parę kąsków). Unika bezpośrednich kontaktów z innymi, preferując obserwację, słuchanie co mają do powiedzenia, bądź też zwyczajnie siedząc cicho w ich towarzystwie. Przypomina w tym snujący się z kotami cień, nie wnoszący nic do rozmowy, ale zdecydowanie zauważalny. A gdy się znudzi… puf! I po Ogórku! W końcu ile można słuchać biadolenia innych, gdy można zwiedzać tereny Klanu Cienia.
Gołąbek [w], Sroczy Ogon [gk], Modrzewiowa Kora [gk]
Opinia zaangażowanej... w pewien sposób. O ile zaangażowaniem można nazwać odmawianie trenowania z przypisanym sobie nauczycielem, to tak. Ogórek nie mógł wiedzieć, jak dokładnie Polna Gwiazda odebrał jego słowa, jednak patrząc na jego reakcję musiał przyznać, że chyba niezbyt gniewnie. I dobrze. Opinia Warzywka o córkach przywódcy była co najmniej niepochlebna, najpierw doświadczając niemal pobicia ze strony jednej, później obserwując wybryki pozostałych na ceremonii, nie miał jednak zamiaru się tym dzielić. Może nie w ten sposób, raczej podprogowo, jak zrobił z uwagą na temat foszków Ćwierkającej Łapy. Zaangażowana - jeśli chodzi o najwyższej jakości mistrza. Ale każdy klan miał swoje smaczki i najwyraźniej w Cieniu była to młodziutka szlachta Polnej Gwiazdy, lśniąca niczym gwiazdy na niebie na tle przeciętnych kotów. Wślizgnął się na powierzchnię lodu, na parę uderzeń serca zostawiając kocura w ciszy, zbierając myśli. Zimno w łapy, ale nie mniej niż na normalnym śniegu.
— To chyba całkiem niemądre. Lamparci Krok zaczął trening szybko, wyszliśmy z obozu i opowiedział mi o polowaniu. Ale poza obozem jest niebezpiecznie, więc rozumiem. — Odsunął się parę kroków od brzegu, na ostatnim pozwalając się pociągnąć rozpędowi na lodzie. Dobra zabawa. Może kiedyś uda mu się kogoś wyciągnąć na coś takiego. Odkręcił się do Polnej Gwiazdy w czas, gdy zaczął czyścić prawą łapę. Rzeczywiście. Zabliźniona. Jak zresztą cały on, widocznie poturbowany przez życie - taka cena obrońcy klanu. — No tak...
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Siedziała, wpatrując się pusto w wodę. Nie mogła tego przeciągać w nieskończoność. Pasożytować na klanie, nawet, jeśli się tu urodziła, i teoretycznie miała zostać wojowniczką, trenować kolejne pokolenia. Nie wyobrażała sobie przyjmować tytuł wojowniczki, przysięgać przed klanem lojalność, bo mimo że mogłaby udawać że wypełnia obowiązki, to źle by się z tym czuła. Już teraz, mimo że niczego nie przysięgała, źle się czuła gdy wymigiwała się od obowiązków w obozie, od patroli, czy od polowania dla całego klanu.
Dlatego właśnie poprosiła Tońka, żeby się z nią tu spotkał. Tu, gdzie nie będą obserwowani przez niczyje oczy, tu, gdzie blisko już było do granicy, gdzie mogliby odbyć ostateczną rozmowę na ten temat i... pożegnać się z klanem. Na zawsze, prawdopodobnie, chyba że okaże się, iż życie samotnicze nie jest aż tak kolorowe, że jej dusza zapragnie jednak częstszego kontaktu z kotami i... cóż, zabraknie jej jednak tego, co tak bardzo kochała; życia w towarzystwie, wśród innych kotów. Możliwości otwarcia pyska do kogokolwiek... do zawiązywania przyjaźni... choć do tego chyba się nie nadawała biorąc pod uwagę, że gdy tylko się do kogoś zbliżyła, to ten ktoś... ginął. Tsk.