Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Rozgrywająca się sytuacja była...no, dziwna. Olcha jednak zastosował się do jego prośby, na co zareagował skinięciem głowy, a Wężowa Gwiazda zaczął mówić coś do tej szylkretowej, tępej szczotki. Jak można być tak głupim, by dbać o swoje futro bardziej, niż o życie? Olchowa Łapa, mimo, że trochę przegiął, miał rację dając jej nauczkę. Była teraz samotnikiem, którego należy wypędzić, przegonić, zaatakować, a nawet zabić. Bo można. W końcu była na ich terenach, na cienistych terenach, chociaż zdecydowała się z nich odejść. Niech się zdecyduje, flądra jedna, a nie zmienia zdanie jak baba z okresem. Niech się nieco ogarnie i przyzwyczai do klanowego życia w lesie. Albo wypad do dwunogów, oni mają te wygodne, "czyste" życie.
Wszyscy mieli się rozchodzić, w tym i on. W sumie mógł pójść z burym królem olch, czemu nie, to jego dobry znajomy. I wydawało się, że królewicz czytał w jego myślach, bo właśnie wręcz rozkazał mu to zrobić. Nie przeszkadzało mu to, przecież chciał. Postawił kilka kroków w przód, chętny do pójścia z Olchową Łapą.
— Już id-! — miał wesoło powiedzieć, ale nagle wtrącił się...jego tata? Czemu? "Rozkazywać to ty możesz swojej rodzinie. Od mojej wara". Przepraszamco.exe. Syn Drobnej nic mu nie zrobił przecież. Dlaczego nie mógł sobie pójść gdzieś z przyjacielem. Gdzie się podziało nasze bezstresowe wychowanie, Motyl. Nagle srebrzysty wojownik podszedł do niego i powiedział mu...że co. Że ma się do niego nie zbliżać? Trzymać z daleka? Przecież to jego kolega. Dlaczego ma się trzymać z daleka od kolegi. Co ojciec widział w nim złego? Stłukł Jałowiec na kwaśne jabłko i bardzo dobrze. Zasłużyła na coś takiego, a Wężowa Gwiazda wydawał się nic nie mieć do tego, nawet siedział i oglądał. Nie jest dla niego dobrym towarzyszem? Pszczoły ci weszły do głowy jak spałeś, czy co.
— Ale...ja lubię Olchową Łapę — powiedział szybko, nieco marszcząc brwi. — I nazywam się Chrząszczowa Łapa — dodał pewniej, może nawet bezczelnie? Zwykle pozwalał do siebie mówić Chrząszcz, tym bardziej tacie. Teraz po prostu szukał jakiegoś dobrego odpyskowania. Był grzeczny, nie widział nic dobrego w złym zachowaniu...ale Motyl przegina. Olcha nie zrobił nic złego i mimo więzi rodzinnych z żółtookim, zamierza bronić przyjaciela. Zaczął iść w stronę, w którą zmierzał Olchowa Łapa. A jak tata go zatrzyma, to będzie iść dalej, pokonując taką przeszkodę. Bokiem, ucieczką, cokolwiek.
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
Czy Chrząszczowi uda się ominąć Motyla:1k6
Uda się ominąć ▷ Parzyste
Nie uda się ominąć ▷ Nieparzyste
Wypada: 3 ▷ Chrząszczowi nie udaje się ominąć Motyla
Młody Terminator postanowił zbuntować się i próbować ominąć swojego ojca. Czy to była dobra decyzja? A co najważniejsze - czy powiedzie się? Na pewno Motyl był większy i bardziej doświadczony od swojego syna, przez co miał przewagę. Tego chyba srebrzysty nie przewidział. Mimo iż starał się na wszystkie możliwe sposoby wyminąć Wojownika, to w prawo, to w lewo, to na szybko, to i tak jak na złość zawsze partner Żmijowego Ogona zagradzał mu drogę ucieczki. Chrząszczowej Łapie nie udało się dotrzeć do Olchowej Łapy i jak widać był skazany na swojego przybranego ojca.
Mistrz: Żmijowy Ogon Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo [NPC] Ojciec: Chrzanowy Korzeń [NPC] Partner: Najjaśniejsza z gwiazd [Żmijowy Ogon]
Motyl, chociaż nie jest największy i nie może poszczycić się masywną sylwetką, ma inne atuty: długie łapy, pozwalające mu szybko biegać. Jego sierść jest krótka, tak jak matki, Kukułczej Łapy, i ma barwę srebrnoniebieską. Kocur posiada również pręgi i białe znaczenia obejmujące łapy i brzuch. W żółtych ślepiach często widać radosne iskierki, kiedy siedzi zamyślony i zapomina o całym świecie.
Marzyciel, wiecznie chodzący z głową w chmurach. Potrafi przez długi czas siedzieć w ciszy i obserwować lecące ptaki, poranną rosę czy płynącą wodę. Obserwowanie świata przez długi czas mu wystarczało - po co komu treningi, po co obowiązki, nie lepiej leżeć i odpoczywać? W końcu jednak opamiętał się z chęcią nadrobienia zaległości - gotów ruszyć do nauki ze zdwojoną siłą i zostać wojownikiem, jakiego świat jeszcze nie widział!
Nie uszło uwadze wojownika, że Chrząszcz zdawał się nie przejmować rozkazującym tonem Olchy. Motyl nie mógł pozwolić, aby ten bury kłaczek zrobił z niego małego żołnierzyka. Dla syna Drobnej w ogóle byłoby najlepiej, gdyby nie zbliżał się do jego rodziny, a już tym bardziej do srebrnego kocurka, którego najwyraźniej próbował omamić czy co jeszcze. Na dodatek sposób, w jaki syn udzielił mu odpowiedzi, nie spodobał się wojownikowi. Trzeba było jak najszybciej wyplenić z niego złe nawyki, podobnie jak z Osą, który czasem miał chyba nieco za długi język i wyrażał się w sposób nieodpowiedni, za co już raz kocur zwracał mu uwagę.
Nie miał najmniejszego zamiaru przepuścić terminatora, który chyba pozwalał sobie na trochę za dużo. Naparł na niego barkiem, jeżąc sierść i posyłając mu gniewne spojrzenie, mające stanowczo ukrócić taką samowolkę i ignorowanie poleceń.
– Więc, Chrząszczowa Łapo, skoro chcesz być traktowany jak dorosły, to tak też się zachowuj. Wyraźnie powiedziałem, czego od ciebie oczekuję i nie życzę sobie żadnych awantur. To nie czas ani miejsce. Porozmawiamy w obozie. Nie przy niej – powiedział wyraźnie i z naciskiem na ostatnie zdanie. Był nieco Chrząszczem rozczarowany, co było słychać po jego głosie i spojrzeniu. Następnie Motyl wskazał głową na Jałowcową Łapę, chociaż wciąż wwiercał ostrzegawcze spojrzenie w syna. Kończyła mu się cierpliwość, bo te głupie pędraki Drobnej ją nadwyrężyły.
– A teraz odprowadzimy Jałowcową Łapę do obozu – oświadczył, uderzając gniewnie ogonem o pięty. Sztywnym krokiem podszedł do swojej terminatorki, nakierowując w jej stronę Chrząszcza, jeżeli potrzebował on przypomnienia, jak się chodzi, powiedział, co miał powiedzieć, a potem skierował swoje kroki w stronę obozu. Pilnował tej dwójki, nie spuszczając z nich oka, aby nie zrobili czegoś głupiego. Odstawił Jałowiec do lecznicy i odszedł dopiero wtedy, gdy była już pod opieką Cierń. Wtedy udał się do swojej nory, a jego syn przodem – kocur nie chciał zostawiać go samego, aby przypadkiem nie przyszło mu do głowy złamać zakaz.
Może i z charakteru nie jest czarujący, ale z wyglądu - jak najbardziej. No, może ma nieco smętną twarzyczkę, ale wyrósł na dużego, smukłego kocura. Zapowiadał się na kogoś tłustego i raczej grubego, ale księżyce spędzone jako samotnik dały się we znaki. Jego ciało pokrywa długie, srebrzyste futerko zdobione klasycznymi, czarnymi prążkami. Od pyska, przez szyję, pierś i brzuch, a kończąc na czubku ogona ciągnie się białe znaczenie. Ma również białe skarpetki na każdej z łap. Na końcu uszu ma raczej krótkie, czarne pędzelki. Jego oczy zaś w większości są jasno-brązowe, ale gdzieniegdzie znajdują się zielone "nitki". Jego nosek jest czerwony, z czarną otoczką.
Chrząszcz na pewno się zmienił. Uciekło z niego jakiekolwiek młodzieńcze szczęście czy motywacja - większość dnia spędza w swojej dziupli, głównie leżąc. Lisi Wrzask sprawiła, że kocur czasami wyjdzie i posiedzi w obozie dłużej niż kilka uderzeń serca, i chociaż zaczyna czuć się już coraz bardziej komfortowo wśród kotów, nadal mózg mówi mu...różne rzeczy. Że go nie lubią, że oceniają, że każdy śmiech to nabijanie się z niego. Szybko się stresuje i ma w sobie wiele emocji, które boi się okazywać w publice. A Chrząszczyk cały czas jest jak tykająca bomba i potrafi płaczem wybuchnąć w każdym momencie, dlatego tak unika wychodzenia z dziupli. Jest raczej miły i uległy, nie chce narażać się innym kotom, ale w środku często buzuje zirytowanie czy zazdrość. Ma niską samoocenę i uważa, że kompletnie nie nadaje się na kocura...albo w ogóle na wojownika. Nie jest samodzielny i do wszystkiego potrzebuje drugiej osoby, której często mu brakuje. Bardzo chciałby się zmienić, ale z natury jest leniwy i szybko się poddający - cóż, czas pokaże, czy wyjdzie kiedyś z tego żałosnego dołka.
Małego żołnierzyka, pfft. To tylko przyjaciel i przy takim myśleniu pozostawał Chrząszcz, a on był oddany przyjaciołom, więc nawet jeśli ojciec uważał inaczej, on nie będzie tolerował braku sprawiedliwości w stosunku do jego przyjaciół. To i tak było mało – gdyby obraził w tej sposób Lisek, którą zna dłużej, to jego zachowanie byłoby na pewno gorsze. Olcha był mu znany jedynie z kilku rozmów, ale znajdywali wspólny język i Olcha wcale go nie wykorzystywał, więc srebrzysty nie wiedział do czego znowu pije Motyl. To, że bury kazał mu iść za sobą nie odbierał jako rozkaz, tylko zwykłą prośbę, której wypełnienia był tak pewny, że mówił to niczym polecenie dla posłusznego psa. Syn Żmijowego Ogona może i był takim pieskiem, ale w niczym to mu nie przeszkadzało ani szkodziło.
— Skoro jestem dorosły to mogę iść gdzie chce, bez głupich rozkazów taty — odburknął z tupnięciem. Zachowywał się jak rozwydrzony bachor z fochem, ale tutaj mu to nie przeszkadzało. Srebrny w niebieskie prążki obraził jego kolegę i to nie było do zaakceptowania. Ma się do niego nie zbliżać, bo co. I tak po tej całej rozmowie pójdzie do Olchy i z nim pogada.
Mimo wszystko, machając puszystym ogonem na wszystkie strony i celowo bijąc nim lekko pięty taty, poszedł obok niego. Lepiej teraz odpuści, potem się to załatwi. Odwrócił się na chwilę i idąc tyłem odparł:
— Pogadamy później, Olchowa Łappo, przepraszam — i odwrócił się znowu przodem w kierunku spaceru, czy może lepiej - wymuszonego marszu.
/zt
<div class='chrzo'> <span class='tekst1'>s i t b a c k , r e l a x , e v e r y t h i n g a t t a c k s</span>
<span class='tekst2'>anxious, your heart rate is in a state</span> sunshine is too bright for your eyes
you lay wide awake 'cause sleep never came
<span class='tekst3'>there's a panic in you</span> there's a panic in myself
talkin' heads, inside our heads
and they try to bring me
<span class='tekst3'>DOWN</span>
</div>
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
***
Zbieranie ziół przez medyka nie było niczym nadzwyczajnym, w końcu był to jeden z ich obowiązków. Jednak tym razem wyprawa miała też nieco inny cel - dziwnooka postawiła sobie za cel znalezienie również brzozy nadającej się do zebrania z niej kory i liści. No, tak więc wycieczka w las zawiodła ich drużynę aż nad Czarny Ogon, gdzie kocica zatrzymała się i zwróciła do swojej ekipy. - Na sam początek. Jeśli znajdziecie krzew lub drzewo z czerwonymi jagodami i igłami, wysoki krzew z białymi kwiatami, szarą korą i jasnymi od spodu liśćmi lub kolczasty krzew z ciemnozielonymi, błyszczącymi liśćmi i czerwonymi owocami, nie dotykajcie jeśli wam życie miłe. Są silnie trujące. - rzecz jasna każdą przygodę z roślinkami należy zacząć od ostrzeżenia, czego nie wolno ruszać. - Wiecie, jak wygląda pajęczyna. Nawija się ją na gałązki. Łopian. Duże liście, szarawe od spodu, kwiaty przypominają oset, są fioletowo-różowe. Zbiera się liście i korzenie. Ogórecznik. Owłosiony, przyjemny zapach, duże, zwisające kwiaty. Zbiera się liście. Gwiazdnica. Drobna, niska z białymi kwiatkami. Również liście. W pozostałych przypadkach przychodźcie do mnie, powiem co zbierać. Zrozumiano? - mówiła dość wolno, więc zapamiętanie informacji nie powinno być dla nikogo problemem. Po jakichkolwiek pytaniach ruszyła wzdłuż rzeki w poszukiwaniu różnych przydatnych roślinek.
/Ćma, Tygrys, Ważka i Trawka-MG
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Ważkowa Sadzawka poszła za białą kotką, jej uczennica, a zarazem siostrą oraz burym kocurem. Przez zakończeniem treningu na wojownika, spytałam się taty, jak zbierać różne medykamenty. Nie udało się nam jednak i teraz miałam szansę. Szliśmy trochę, aż doszliśmy to rzeki. Czarny Ogon był granicą z Ziemiami Niczyimi. Ostatnio spotkałam w pobliżu białą samotniczkę, byłam ciekawa, co spotkam tu dziś, już jako wojowniczka. Starałam się zapamiętać wszystkie słowa, wchłonąć wiedzę, którą przekazała nam Ciernisty Kwiat. Zakodowałam co i jak zbierać. W razie czego ją zawołam - tak jak też powiedziała - gdybym nie wiedziała, czy mogę i/lub jak to zebrać. Gdy kotka odeszła, zrobiłam to samo, kiwając wszystkim głową, życząc powiedzenia.
Nigdy nie zbierała ziółek, było to dla mnie nowością. Miałam nadzieję, że nic nie zepsuję. Powoli szłam, pod wiatr, chociaż nie aby zaraz zapolować. Po prostu, z przyzwyczajenia. I też chciałam wiedzieć, jakby zaraz ktoś luć coś miało być przedemną. Wyczułabym to. Szukałam roślin, właściwie wszystkich nie licząc trawy i kwiatków, które wiedziałam, że nie będą przydatne. Wzrokiem też szukałam przydatnej pajęczyny. Może coś się uda i znajdę coś ciekawego.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Ciemno-bury klasycznie pręgowany, krótkowłosy, wysoki kocur z nadwagą. Ślepia ma zielone. Jego prawe ucho jest oderwane w połowie, natomiast lewe lekko rozerwane. Ma też małą bliznę ciągnąca się znad brwi aż po oko. [KP]
[KP]
Pszeniczny Kłos, Kolczasta Łapa, Słoneczna Łapa
Kto by pomyślał, że pewnego pięknego dnia Tygrysiopręgi uda się w poszukiwaniu ziół. Na pewno nie on. I sam był zdziwiony, gdy medyczka zaczepiła akurat jego szukając kogoś do robienia za ochroniarza. Prawdodopobnie akurat nie miała lepszego kandydata pod łapą i pech trafił na najmniej nadającego się do tego zadania wojownika. No, może nie aż tak. Był całkiem silny, z pewnością da radę pomóc, gdyby zza jakichś chaszczy miał wyskoczyć lis czy inna jenocia paskuda. Gorzej się sprawa miała chyba z tym, że miał również... pomagać. Uh... Podejrzewał, że nie zda się na zbyt wiele, bo szczerze powiedziawszy te wszystkie medykamenty dla niego pachniały i wyglądały jednakowo... Może oprócz kilku dość charakterystycznych jak kora czy miód, wiadomo. Najwyżej zajmie się polowaniem, jeśli będzie mu szło fatalnie.
Dreptał z tyłu całej drużyny, żeby mieć oko na każda z kocic i bezzwłocznie ruszyć z odsieczą, jeśli taka byłaby wymagana. Wysłuchał też uważnie tego co zakomunikowała dziwnooka, gorzej z zapamiętaniem. Z tego wszystkiego zrozumiał głównie to, że ma nie dotykać wszystkiego co czerwone. Logiczne, prawda? Ciernisty Kwiat chyba nawet nie musiała dawać tego dość oczywistego ostrzeżenia, bo wojownik z całą pewnością nie chwytałby się za nic co ma tak podejrzanie i agresywnie wyglądające owoce. Zaś co do następnych wskazówek, to... już się trochę pogubił. Za dużo tego wszystkiego, a jego mały rozumek niemal wyczerpał limit pojemności. Pajęczyna. Ok, z tym na pewno da sobie radę choćby miał wcześniej stoczyć bój z armią pająków. No i ten cały łomian też nie brzmiał ciężko do zapamiętania – duże liście, szarawe od spodu z kwiatami podobnymi do tych co się czasem przyczepiają do futra. I... to by było na tyle.
Nie będą jednak tak łazić w milczeniu nie? Zielsko nie królik, nie usłyszy ich. Mogli chyba trochę pogawędzić. Była z nimi Ćma, aktualna terminatorka medyka – Tygrys miał okazję ją poznać jak była jeszcze kociakiem i nawet polubił. Tylko... która z nich to ona? Niepewnie przerzucał spojrzenie z jednej z szylkretek na drugą. Nawet gdyby miał z tą dwójką lepszy kontakt to i tak pewnie miałby problem je rozróżnić, eh. - Jak ci idzie trening, Ćmia Łapo? - rzucił w końcu, nie kierując tych słów do żadnej z kotek a... tak po prostu przed siebie. Może nikt nie zwróci uwagi. W końcu był za nimi i ciężko w takiej sytuacji utrzymać kontakt wzrokowy. To też powinno mu pomóc w ustaleniu, która z sióstr to która.
Czekając na odpowiedź skupił się na poszukiwaniu srebrnych niteczek. Węszył i rozglądał się za podejrzanie pachnącymi lub wyglądającymi chabaziami, choć nie spodziewał się cudów.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Dla Ćmy poszukiwanie ziół wciąż było frajdą, której nie mogła się doczekać. Nie pchała się na takie wycieczki samotnie tylko dlatego, że miała świadomość, iż nie było to do końca bezpieczne, a poza tym jej trening trwał i wciąż nie poznała wszystkich ziół. Przynoszenie niepotrzebnego zielska albo, co gorsza, trującego nie było mile widziane, dlatego wolała poczekać aż dziwnooka wygospodaruje czas. Wiele księżyców minie nim zbieranie roślinek jej się znudzi albo stanie się równie monotonne co zwyczajne polowanie i zabije jej entuzjazm.
Wysłuchała tego, co ciotka miała im wszystkim do powiedzenia, chociaż dla niej nie było to nowością. Już to słyszała i zapamiętała. Modliła się jedynie do Gwiezdnego Klanu, żeby tym razem nie spotkać kolejnej skretyniałej pieszczoszki, która zajmie jej większość wyznaczonego przez medyczkę czasu.
Gdyby szylkretowa wiedziała o rozterkach Tygrysiopręgiego i miała o kilka księżyców mniej pewnie skakałaby po same chmury z radości. Do dziś pamiętała, jak niegdyś zależało jej na upodobnieniu Ważki do siebie, aby mogły uchodzić za bliźniaczki i wszyscy ich mylili, tak jak Pszczołę i Osę. Przez jakiś czas było to jeszcze możliwe jeśli ktoś był nieuważny, lecz szybko ich oczy wybarwiły się i nie było już tak kolorowo. Te czasy jednak minęły i na chwilę obecną Ćmia Łapa byłaby z tego powodu co najwyżej lekko zmieszana.
- Wydaję mi sssię, żże w porzządku, podoba mi ssię. Jessst trochę trudniej niżż przedtem, trening na wojowniczkę wydaje ssię łatwiejsszy, ale mnie to nie przzesszkadza, przzeciwnie - wymruczała w odpowiedzi i zerknęła krótko na wojownika, jednakże szybko skupiła się na otoczeniu. Była tutaj, żeby odnaleźć zioła i nie zamierzała tego spartaczyć tak jak ostatnio. Tym razem pozbiera o wiele więcej medykamentów i zapcha spiżarnie ciotki pod sam sufit. Ćma węszyła, rozglądała się i sprawdzała rośliny, które przykuwały jej uwagę z nadzieją, że szybko trafi na coś przydatnego. Rozglądała się także za pajęczymi sieciami, których powinno być tu pełno.
Cierń pomimo swoich siedemnastu w zmysłach natrafiła na coś innego niż ziółka, niezbyt przyjemny początek, czyż nie? No ale w gruncie rzeczy - Medyczka zamiast wyczuć w powietrzy medykament, to wyczuła woń zwierzyny, a dokładniej przeciwnika. Niedługo musiała czekać aż to coś pojawi się przed jej oczami. Jakieś kilka lisich długości od niej wylądował na ziemi czarny jak smoła ptak. Dość duży oczywiście, ale raczej większego problemu nie powinien sprawić. Otóż był to kruk - chodził sobie jakby nigdy nic po tym małym kawałku, co prawda zauważył już białą kotkę i czasami na nią zerkał, ale było widać po nim iż nie ma jakoś ochoty do walki. Ciekawe czy Cierń będzie innego zdania.
Ważka miała podobne szczęście co jej ciocia, przypadek? Któż to wie, ale w gruncie rzeczy - Wojowniczka w powietrzu również szybko mogła wyczuć jakąś interesującą woń zwierzyny. Albo raczej przeciwnika? W sumie na jedno wychodzi, tak czy siak to zwierzę, tylko nie takie na hita. Gdyby córka Żmijowego Ogona spojrzała się przed siebie, to także jakieś dwie-trzy lisie długości od niej zauważyłaby dość masywnego ssaka. Szare, puszyste futro z ciemną pręgą wzdłuż grzbietu oraz bardzo charakterystycznymi odstającymi paskami włosów po bokach głowy. Niedługo trzeba było zastanawiać się nad tym co to jest, gdyż był to zwykły jednot. Spojrzał się na Ważkę, lecz nie wyglądał na zainteresowanego walką, po prostu tu chodził
Ostatnie dwie pary miały nieco więcej szczęścia niż Ci poprzedni, przynajmniej udało im znaleźć się coś innego niż takiego przeciwnika. Co prawda Wojownik rozglądał się za srebrnymi niteczkami, ale po niedługiej chwili jakąś lisią długość od siebie mógł dostrzec inną roślinę. Rozgałęziająca się, szorstko owłosiona łodyga, liście duże, zaostrzone oraz białe kwiaty - tak właśnie wyglądał owy medykament który pojawił się przed Wojownikiem. Ciekawe tylko czy Tygrysek wie co to jest, czy nie.
Ćma podobnie jak jej poprzednik nie znalazła srebrnych niteczek, pech? Albo może za miało skupiała się na tym medykamencie? Któż to wie, ale w nagrodę udało jej się dostrzec coś innego. Tuż przed kotką rosła średniej długości roślinka, łodyga kanciasta, liście podwójnie lub potrójnie pierzaste oraz białe kwiaty zebrane w baldaszki. Była dość charakterystyczna, tylko pytanie czy Terminatorka Medyka wiedziała jaki to medykament i czy to nie trucizna, czy raczej coś dobrego.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Pajęczyny gdzieś wyparowały, ale za to trafiła na... serio, trybula? Znów? To jakaś klątwa? Ćma poznała roślinkę, gdyż miała z nią do czynienia już dwukrotnie, a o jej przydatności dowiedziała się co nieco na treningu. Córka Motylego Lotu wolałaby trafić na coś innego, może dla odmiany na jakiś ogórecznik albo gwiazdnicę, lecz nie zamierzała niczym gardzić. Najwyżej zrobi ciotce Cierni zapas trybuli na dwie pory roku. Dziwnooka nie powinna marudzić, kto wie czy za niedługo ten medykament okaże się bardzo potrzebny, jak niegdyś pajęczyny, których zaczęło brakować.
Bez wahania przystąpiła do ostrożnego odrywania listków od łodyżek. Nie spieszyła się, nikt jej w końcu nie gonił, a Ćma wolała uzbierać stosik listków za cenę paru minut, niż połowę lub nawet większość z nich poniszczyć przez niepotrzebny pośpiech. Gdy zerwała ich tyle ile mogła odsunęła łapą znaleziska, po czym zaczęła kopać, aby dostać się do korzeni i wyszarpać je na powierzchnię.
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Ważkowa Sadzawka wolała nie walczyć na śmierć i życie w przeciwnikiem chwilę po staniu wię wojowniczką. Gdy więc poczuła dziwny zapach oraz zobaczyła przeciwnika, przestraszyła się. Przez chwilę chciała też na niego skoczyć, zabić lub wypłoszyć, aby opuścił cieniste tereny... ale on siętylko patrzał. Nie atakował Sadzawki, tylko spoglądał na jej ładne futerko i smukłą sylwetkę. Skoro jej nie atakował, ani nie uciekał, postanowiłam po paru oderzeniach serca, że oddalę się od jenota, wolałam go jednak mieć na oku i iść tak, aby nadal go widzeć. Chciałam go okrążyć, bojąc się, że gdyby się odwróciła zaatakowałby. A nuż na nim chował się przydatny medykament, jakiś, o którym mówiła Ciernisty Kwiat? Cóż, warto spróbować. Ciągle lustrując drapieżnika, aby nie zaatakował pstrokatej. Skręciła pierwsze na lewo, na jakieś dziesięć długości lisiego ogona, rozglądając się raz za medykamentami, raz za jenotem. Potem powoli skręcała w prawo i na długości drapieżnika przestała driftować i szła dalej prosto, pod wiatr. Była nadal w pozycji łowieckiej, na wypadek, gdyby jakieś zwierze wpadło jej pod pazury, albo zauważyłaby ruch w kępie traw czy za drzewem.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Cóż. Nie znalazła żadnego zioła, pomimo że była w tym dość doświadczona. Ale mówi się trudno, racja? Miała za to coś innego, zdecydowanie ciekawszego. Kiedy kocica zauważyła kruka, coś w niej przeskoczyło. Może to znudzenie w obozie, ponieważ cieniści nie byli ranni jakoś bardzo często, do tego nie mieli starszyzny, więc nie miała się często kim zajmować. Może to księżyce spędzone na ignorowaniu zwierzyny, mimo tego że czasami miała chęć zapolować, a zamiast tego szukała pożytecznych roślinek. Może po prostu miała na to ochotę. Jakikolwiek nie byłby powód... Wyrwała w stronę ptaka z wyciągniętymi pazurami, chcąc wbić je w jego skrzydła i przyszpilić do ziemi - jeśli ucieknie to trudno, średnio robiło jej to różnicę. Skoro Gwiezdny Klan dawał jej okazję, to miała zamiar z niej skorzystać i odkurzyć nieco swoje umiejętności, których jeszcze przed zostaniem medykiem nie miała zbyt wiele okazji używać. Raz się żyje, prawda?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Atak Cierń:
Atak udany! [100%] Unik Kruka:
Unik słaby! [50%] Ostateczny Atak Cierń:
100% - 50% = Atak słaby! [50%] ▷ [ 8 + 11 ] - [ 8 + 9 ] = 2*0,5 = 1HP
Cóż...kruk nie spodziewał się iż nagle Ciernisty Kwiat postanowi go zaatakować. Dlatego też zwierzę nie miało dużo czasu na reakcję, a mimo to postawiło na unik, czyli coś najsensowniejszego w tej sytuacji. Gdy tylko Medyczka wybiła się z tylnych łap i chciała uderzyć kruka w skrzydła, ten czym prędzej rozwinął je i spróbował wybić się w powietrze. Teoretycznie udało mu się to, ale nie do końca - gdy ten startował i już prawie leciał do góry, to białej kocicy udało się tylko zahaczyć pazurami o prawe skrzydło, wskutek tego wyrwała stamtąd klika piór i nic poza tym. Czarne stworzenie bez problemu później wybiło się w powietrze i szybowało nad Medyczką, ewidentnie szykując się tym razem do ataku.
Ważce może udało się bez problemu odejść od jeona, który jak było wcześniej wspomniane to patrzył się na nią, ale nie atakował. Ale cóż...widać Wojowniczka nadal bała się pokojowo nastawionego zwierzęcia i postanowiła go okrążyć, by znów szukać ziół. Oczywiście udało jej się odejść od Przeciwnika by skupić się całkowicie na polowaniu, lecz nie znalazła tego co chciała. Krocząc po tym skrawku lasu nie mogła wyczuć żadnego zapachu zwierzyny bądź medykamentu - pustka. Jedynie wiatr wiał w jej kolorowe futerko, a tak to cisza jak makiem zasiał.
Widać Ćma dziś miała szczęście, nawet jak natknęła się na roślinę, którą dobrze już znała, to przynajmniej udało jej się pozyskać dużo medykamentów z niej. Najpierw listki - dzięki swojej ostrożności i precyzji zerwała ponad 7 listków trybuli, co do małych wyników nie należało. Oczywiste kilka medykamentów uszkodziło się przy tym, ale przynajmniej miała aż 7 w bardzo dobrym stanie. Następnie Ćma zabrała się za korzenie, wykopała ostrożnie roślinę, a potem zerwała aż 6 korzeni trybuli, co także było dobrym wynikiem.
Ćmę można opisać za pomocą dwóch słów: kopia Żmii. Jej sierść jest krótka i szylkretowa czyli czarno-ruda ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego koloru. Rude cętki i znaczenia pojawiają się głównie na pyszczku, piersi, grzbiecie i ogonie. Od matki wyróżniają ją tylko oczy, które są bladozielone. Już jako kociak była spora, teraz widać to podwójnie. Ćmia Łapa jest wysoka, znajduje się w grupie najwyższych kotów w Cieniu. Szczupła, lecz nie chuda. Nie jest tak mocno umięśniona jak przeciętny wojownik, gdyż od dawna większość czasu spędza w Korzennej Jamie, jednakże nie jest też kluską. Wciąż bije od niej pewna dobrze widoczna siła, tyle że szylkretowa nie ma okazji jej wykorzystać.
Od kiedy została terminatorką Ciernistego Kwiatu mimowolnie zaczęła upodabniać się do niej oraz do Pszczoły, jako że także z nim spędza dużo czasu. Wyciszyła się, jest bardziej zdystansowana i obojętna, a nawet ponura, chłodna. Bardzo rzadko się uśmiecha i okazuje głębsze emocje. Po tym jak dowiedziała się, że Motyli Lot nie jest jej prawdziwym ojcem mało co potrafi ją już zaskoczyć. Jeśli ktoś nie przypadnie jej do gustu lub narazi się w jakiś sposób, Ćma poda mu fałszywe imię i okłamie w paru innych sprawach dla własnej satysfakcji, z tego też powodu niezwykle rzadko przedstawia się jako pierwsza. Kotka jest lojalna wobec swojego klanu i stara się dbać o niego jak najlepiej, zwłaszcza o resztki swojej rodziny, które jej pozostały, choć w głębi duszy często odczuwa obrzydzenie i niechęć w stosunku do Cienistej władzy, aczkolwiek nie ukazuje swych uprzedzeń, kryjąc je pod maską obojętności.
Po skończonej robocie zrobiła krok do tyłu i oceniła swoje dzieło spojrzeniem. Sterta listków i nie mniejsza garstka korzeni prezentowała się przed dumną szylkretką, która zgarnęła swoje łupy i skryła je pod jednym z krzewów, żeby nie zwiał ich wiatr. Zapamiętała sobie dokładnie lokalizacje kryjówki, po czym ruszyła przed siebie w poszukiwaniu roślinek. Kto wie, może trafi na coś naprawdę przydatnego i rzadkiego. Byłoby miło. Ziółek było tyle, że mogła je wyliczać przez pół dnia, a tutaj bez przerwy trafiała na jedną jedyną trybulę. Trybulę. A później znów trybulę. Klątwa jakaś, czy co? Chociaż z drugiej strony lepiej, iż znajdywała cokolwiek, a nie same nieprzydatne śmieci i chwasty, to byłoby jeszcze gorsze.