Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Ding Ding diiing! Mamy to.
Teraz tylko przydałoby się zostać niezauważonym przez sporej wielkości ptaka, co nie? Tak więc z ugietymi łapami, na tyle by jeszcze nie szurać brzuchem po mokrym poszyciu Cienistych terenów, z głową, grzbietem i ogonem w jednej linii, patrząc pod łapy i oczywiście - idąc pod wiatr, kotka zaczęła zbliżać się do zwierzyny. Szylkretka starała się zatrzymywać, gdyby bażant miał się odwrócić i ją zauważyć, że względu na mało rzeczy za którymi mogłaby się ukryć. Jeśli jednak pomiędzy nią, a ptakiem (którego podchodziła od tyłu, by jeszcze bardziej z mniejszych prawdopodobieństwo zobaczenia) znajdowało się cokolwiek, za czym mogła ukryć smukłe ciało - czy byłoby to drzewo, czy krzew, albo nawet zagłębienie w ziemi - kotka starała się je wykorzystać. Gdy była już wystarczająco blisko, by móc rzucić się na ptaka, kotka napięła mięśnie, aby z jeszcze mocniejszym impetem wyskoczyć w przód i zaatakować ptaka pazurami przednich łap, ewentualnie używając też kłów, jeśli byłaby taka potrzeba. Chciała przyszpilić go do ziemi, aby nie był w stanie odlecieć (nawet jeśli był słabym lotnikiem, to kocica wiedziała, że jest w stanie szybko od odszybować w bok), ale chciała też zrobić tak, by ptaszor jej nie był w stanie pocharatać. Jaki sens jest kończyć polowanie, by tylko wrócić z jakimiś ranami zrobionymi przez ptaka?
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Cały opis się nie zmieścił więc skrót.
Kotka masywnej budowy lecz o niskim wzroście posiadająca czarno-białe futro które przez gruby podszerstek wygląda na pół długie. Czarne są plamy, jedyną inną barwą jest, tylna lewa łapa, która jest ruda. Za to blado miętowe oczy patrzą z dystansem na otaczający ją świat.
W KP
Szumiąca Łapa (KR), Szybujacy Puchacz (KG), Kaczka(KC) i Chudy (nkt)
Gronostaj:
Najwidoczniej odbicie w innym kierunku oraz dodatkowe skupienie nie wiele dało w tej sytuacji. Las milczał jak zaklęty, a jedyne dźwięki jakie dochodziły do uszu burej należały do jej własnych cichych kroków oraz wiatru, który nie przynosił żadnej świeżej woni. Ziema, świerki, wilgoć, ale nic co wskazywałoby na jakiegokolwiek ptaka czy futerkowca przechodzącego tutaj w ostatnim czasie. Może co najwyżej zwietrzała woń bażanta, która im dalej szła wydawała się starsza - ptaka w każdym razie od dawna tutaj nie było. Może była szansa że należał do tego, którego sama złapała - ale kto wie?
Ważka:
Dzwony zadzwoniły niczym w amerykańskim teleturnieju, gdy kotka wychwyciła kolorową postać bażanta... może nie dosłownie ale wciąż. Krótka sierść Ważki była idealnie stworzona do poruszaniu się na ugiętych łapach, żeby brzuch szurał jej po podłożu musiałaby się chyba wręcz położyć na glebie, tak więc jej postawa pozostała niezachwiana. Wszystko zostało spełnione, Ważkowa Sadzawka nawet zagrała w ''babajaga patrzy'' z dużym ptakiem! Gdy ten przesuwał nerwowy wzrok po okolicy gdzie się owa kotka znajdowała - ta zastygała bez ruchu. I poszłoby wszystko pięknie, gdyby sam ptak nie zauważył poruszenia kątem oka i szybko odwrócił głowę w jej stronę... a potem wziął nogi za pas z krzykiem, widząc jak blisko jest zagrożenie. W tym przypadku nie było nor, wiec tą zwierzynę miala jeszcze szanse upolować, ale rakcja musiała być niemal natychmiastowa
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Natychmiastowa? Taka więc będzie. Kocica rzuciła się w pogoń za ptaszyskiem, przyspieszając znacznie w bardzo krótkim czasie. Zmarszczyła brwi, podirytowana, że bażant wychwycił jej szylkretowe futro. Jednak goniła go dalej, uważając, by na niczym się nie przewrócić. Żaden patyczek lub kamyk jej w tym nie przeszkodzi. Miała nadzieję, że zwierzak będzie wolniejszy od niej, więc długo nie zajmie jej ta gonitwa. Gdy była już wystarczająco blisko, rzuciła się, po wyliczeniu gdzie musi trafić, mając nadzieję unieruchomić ptaka pod swoimi łapami uzbrojonymi w pazury. Celowała w skrzydła, by utrudnić mu ucieczkę, miała też w gotowości kły, gdyby pazury nie wystarczyły do zabicia bażanta.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Może Gronostaj powinna okazać większą wdzięczność za te parszywe ptaki, które dotąd rzucali jej pod łapy Gwiezdni? Rywalizacja między wojowniczką a upierzoną zdobyczą ciągnęła się odkąd tylko została terminatorem Bobrzego Kła, ale były zdecydowanie lepszą alternatywą, niż... absolutnie nic.
Kotka poprawiła futro na barku, westchnęła i ruszyła dalej, szukając chociażby najsłabszego tropu.
Cały opis się nie zmieścił więc skrót.
Kotka masywnej budowy lecz o niskim wzroście posiadająca czarno-białe futro które przez gruby podszerstek wygląda na pół długie. Czarne są plamy, jedyną inną barwą jest, tylna lewa łapa, która jest ruda. Za to blado miętowe oczy patrzą z dystansem na otaczający ją świat.
W KP
Szumiąca Łapa (KR), Szybujacy Puchacz (KG), Kaczka(KC) i Chudy (nkt)
GRONOSTAJ:
Najwidoczniej pojęcie "wdzięczności" do ptaków, które zostawały jej zesyłane było tutaj kluczowe. Bo gdy tylko kotka ruszyła dalej, po chwili , dosłownie przed nią wylądował siwy ptak z czarną głową. Chwile temu nawet mogła zobaczyć jak ten macha skrzydłami, składając je coraz bliżej ciała, by ostatecznie wylądować na jednym z wystających minimalnie ponad powierzchnię ziemi - korzeni, po to by odchylić czarne skrzydło i przebrać dziobem po wewnętrznych piórach.
WAŻKA:
Gorzej się sprawy miały u wspołklanowiczki burej. A przynajmniej taki miały koniec, bo wszystko poszło jak powinno. Ścigali się dłuższą chwile, bażant skrzeczął gniewnie jakby przeklinając kotkę by ta zostawiła go w spokoju starając się ją zgubić na wszelkie sposoby. Nieskutecznie, bo co i rusz jego gwałtowne skręty skutkowały tym że Ważka była coraz bliżej.
Wszystko szlag zaczął trafiać gdy ta wykonała sus mający na celu mający w założeniu spowodować że wyląduje na ptaku. Mogła tylko poczuć jak tylna łapa odjeżdża jej w bok, a całe ciało leci zaraz za kończyną jadąc barkiem po wilgotnej glebie. Zaraz co prawda podniosła się, ale Bażant już znikał między krzewami, gubiąc parę piórek za sobą
__
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Mistrz: Motyli Lot Płeć: kotka Matka: Żmijowy Ogon [*] Ojciec: Motyli Lot [?] (Łabędź/Zachodząca Łapa[*]) Partner: - Trwałe urazy: podłużna blizna na boku i szyi oraz przycięte, nadszarpane lewe ucho
Brązowooka kocica o trochę wyższym niż średnim wzroście, czarno-rudym futrze z tygrysimi pręgami przecinającymi te drugie, z podłużną blizną na boku i szyi oraz przyciętym i nadszarpanym lewym uchem.
Kocica jest przez większość czasu dość spokojna, opanowana, czasami zdarzało się jej podejmować impulsywne decyzje, ale zwykle ma dobrze przemyślany plan w głowie. Czego jednak nie można o niej powiedzieć, to to, że jest najwięszą optymistką. Czasem tak, pewnie, ale w ostatnim czasie tylko się zamartwiała złymi wersjami wydarzeń, jakie mogłyby się wydarzyć, gdyby chciała wrócić do Klanu po tak długiej nieobecności. Może powiedzieć, że została porwana, ale czy ktokolwiek jej w to uwierzy, czy może uzna to za wymówkę? Mimo że tak nie jest, często zwala na siebie winę, wtedy gdy jej rodzina powoli znikała, a teraz gdy została porwana przez Dwunogów. Jest jednakże dość cierpliwa, czeka na najlepszy moment zamiast biec na oślep, woli być czegoś pewna niż potem popełnić błąd. Ma swoje przekonania i jeśli ktoś ją o coś osądza, to będzie się bronić kłami i pazurami, by tylko pokazać, że mówi prawdę. Co tak na prawdę niezbyt się sprawdza...
Wydmowy Wiatr [KR], Aura [Nś]
Mogłaby gonić go dalej. Ale kiedy ptak zniknął jej kompletnie z pola widzenia zdała sobie sprawę z tego, że już nie ma sensu. Może jeszcze go później znajdzie? Tymczasem jednak wróciła do swojej poprzednie pozycji i, jako że już była ustawiona pod wiatr, po prostu parła przed siebie, próbując złapać jakiś zapach zwierzyny. Chyba, że pierwsze zdoła coś dostrzec lub usłyszeć. Tym też nie pogardzi. Nadal lekko zdyszana pościgiem, Ważka szła trochę wolniej, przełożyło się to jednak na większą uwagę na otoczenie i cichsze kroki. Powietrze z jej płuc z lekkim świstem opuszczało ciało i raz za razem zmieniało się z świeżym, który miejmy nadzieję, niósł za sobą ślad zwierzyny.
boję się tej melodii że przyniesie cię znowu kiedy już pamięć zapomni to co we mnie jest tobą
boję się tej melodii że zmąci tą ciszę która mi kiedyś pozwoli xxxxxxxxxxxxxxxxxxnareszcie xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxnie słyszeć
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
...Ach. Oczywiście.
Gdyby nie obawa przed spłoszeniem zdobyczy, wojowniczka pokręciłaby teraz z niedowierzaniem głową. Zamiast tego jedynie skryła się pomiędzy wyrastającymi z podszycia roślinami. Powoli, na ugiętych łapach i z wyprostowanym ogonem, zaczęła piąć się po najbezpieczniejszej trasie w kierunku ptaka. Wciągnęła brzuch, sprawdziła kierunek wiatru, zrezygnowała z nerwowego przełknięcia śliny - jak gdyby tak nieznacznym ruchem była w stanie wprawić wiszący u jej szyi dzwonek w ruch - i wreszcie...
Odbiła się przed siebie, uznając dzielący ją od ptaka dystans za wystarczający. Chciała złapać go za skrzydło, które tak uważnie czyścił i przyszpilić go do ziemi. Reszta przyjdzie łatwo.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPo nocnej warcie, na jaką sam się zgłosił i odespaniu jej przez cały ranek, postanowił wybrać się na polowanie, jako, że zaczynało mu powoli burczeć w brzuchu. Nienawidził tego uczucia, dlatego powiedział Świerszczowi, że jego trening odbędzie się po południu, a sam ruszył truchtem przez las, szukając idealnego miejsca na rozpoczęcie. Zwierzyny było o tej porze mnóstwo, więc nie martwił się, że nic nie znajdzie i wróci z pustymi łapami. Kiedy dotarł w okolice Pustego Drzewa, obniżył się na łapach i zaczął węszyć ostrożnie, zachowując bezwzględną ciszę, wsłuchując się w każdy, nawet najcichszy dźwięk otoczenia.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Wojownik znalazł się po chwili w pobliżu Pustego Drzewa, nie był jednak w stanie znaleźć żadnego zapachu, który by oznaczał, że w pobliżu kryła się jakaś zwierzyna. Nie było też widać żadnego puchatego (lub mniej) stworzonka, a jedynie zieloną ściółkę wokół spróchniałego pnia. A tym bardziej nie było niczego słychać.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXAch, no tak. Normalne, że musiał się trochę nałazić tu i tam, aby w końcu wyczaić zwierzynę. Może jakiś patrol przechodził tędy niedawno i spłoszył część zwierzaków, całkiem prawdopodobne. W każdym razie, Tonący Kamyk nawet na chwilę nie przestał węszyć i rozglądać się. Musiał się w pełni skupić na polowaniu i wyłączyć umysł od innych myśli, jakie zaprzątały mu łeb.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Jeśli wcześniej przechodził tutaj patrol, to prawdopodobnie zwierzę, które teraz zobaczył Tonący Kamyk, się nie przestraszyło. Sporawej wielkości bażant chodził dumnie w pobliżu, zatrzymując się raz na jakiś czas aby skubać w ziemi. No to co, łapiemy ptaka?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPrawdziwym grzechem byłoby, gdyby olał bażanta. Miał na niego smaka, nawet, jeżeli nie przepadał za oskubywaniem ptaków z piór. Obniżył się na łapach, przyjmując postawę łowiecką i rozpoczął proces skradania się w jego stronę, pilnując, aby non stop wiatr wiał mu w pysk i niósł ze sobą zapach zwierzyny, która już za chwilę miała wylądować w jego szczękach. W miarę możliwości figurował między krzewami i pniami drzew, ukrywając się przed wzrokiem przyszłej ofiary, a kiedy dotarł na odpowiednią odległość - wystrzelił przed siebie z zamiarem przygniecenia ptaka do ziemi i strzaskania mu karku.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Pomimo starań Tonącego Kamyka, bażant na czas spostrzegł zagrożenie i rzucił się do ucieczki. Czarnofutry wojownik był blisko, jeśli zareaguje dostatecznie szybko, powinien z łatwością dogonić uciekającego ptaka i go złapać.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXOczywiście, że zamierzał go gonić. Wystrzelił tuż za nim, długimi susami biegnąc za ptaszyskiem, które zamierzał złapać jak najszybciej, zanim rozłoży skrzydła i odleci mu na dobre sprzed nosa. Taki świetny obiad miałby mu uciec? Niemożliwe! Biegł ile miał tylko sił w łapach, chcąc, jak tylko będzie blisko niego, przywalić mu łapą, by stracił równowagę, a potem złapać w zęby i dobić.
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Tonący Kamyk nie był najszybszym kotem, ale nadal był w stanie gonić bażanta. Biegł, biegł, pokonywał dystans długimi susami, ale nie zbliżał się dystansem do ptaka. Musiał trochę przyspieszyć, a wtedy powinno się udać. Miejmy taką nadzieję...?