Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
"Uspokój się", łatwo mówić, trudniej zrobić. Świat Czosnek został właśnie wywrócony do góry nogami. Część słów Czaszki miała perfekcyjny sens, a inna część zupełnie nie, zupełnie nie pokrywała się z tym, czego była pewna. Nie wiedziała, co myśleć. Bolała ją głowa, bolały ją łapy od wyrywania sobie z nich sierści i przede wszystkim bolało ją roztrzaskane serce. Zwiędła Łodyga przepadła jak kamień w wodę, bez żadnego tropu, bez pożegnania. Co miała czuć? Jak miała się uspokoić? Z dnia na dzień straciła matkę.
A miała nadzieję, że będzie lepiej. Że Ciernisty Kwiat miała rację, że to nie ona jest problemem, ale gdy tylko cokolwiek w jej życiu szło ku dobremu, to wszystko musiało z powrotem runąć, roztrzaskać się, zepsuć. Nie poradzi sobie w Klanie Cienia bez matki. Nie poradzi sobie bez bezwarunkowego wsparcia Zwiędłej Łodygi. I choć Czaszka miał rację i swoim płaczem może co najwyżej zwabić drapieżniki, nie potrafiła teraz być spokojna. Nie płakała już, ale to tylko dlatego, gdyż bolała ją głowa.
Dźwignęła się na łapach do pozycji siedzącej i żałośnie mokrymi oczyma spojrzała na Lisią Łapę. Rozejrzała się jeszcze raz, jakby liczyła, że jednak zobaczy gdzieś sylwetkę matki między drzewami. - ... zawsze była tak... zestresowana. Chodziła po obozie zestresowana. Była tak delikatna i wrażliwa, ale kochała nas... ona wróci, prawda, Czaszka? - nie wróci, mysi móżdżku. Zostawiła cię tutaj, bo jesteś beznadziejna i bezużyteczna. Nie, musi wrócić. Nie zostawiłaby jej, kochała ją.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
A więc, ta druga opcja. Gdyby mógł wcisnąć Czosnek do głowy cokolwiek, to chyba posłuch absolutny do samego siebie byłby tą rzeczą. Nie musiałby się mierzyć... z tym. Po prostu by coś powiedział, ona by machnęła głową, a potem byłoby okej. Niestety, tak się nie dało. A gdyby można było tak zrobić, pewnie ktoś by gadał, że nią manipuluje. Może trochę tak by było - ale hej, nie byłoby jej wtedy milej, łatwiej żyć, jakby ktoś za nią myślał?
Podniósł lekko łeb do góry, gdy ta usiadła. Była wyższa. On od jakiegoś czasu już nie rósł, nie wiedział nawet czemu. Pewnie za jakiś czas... "podskoczy", i będzie wyższy. Póki co, jedynie piekielnie jej zazdrościł wzrostu. Na zadane pytanie, najchętniej odpowiedziałby, że "nie wie". Bo taka była prawda, nie wiedział. - Pewnie tak. Patrz, ile kotów znika i wraca. Może ma swoją sprawę poza obozem. Może musiała gdzieś iść. Może po prostu potrzebuje czasu dla siebie. Czosnek, trochę samolubnie myśleć, że świat kręci się wokół tego co się dzieje nie tak z tobą - mówi to on, Czaszka, który uważa że jest pępkiem świata. - Nawet jak to twoja mama, to ona ma swoje własne życie. Poza tobą i resztą twojego rodzeństwa. Wiesz o tym, co nie?
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Czaszka był dla niej ogromnym wsparciem całe jej życie, ale niektóre rzeczy, które mówił, sprawiały jej ból. Dziwne poczucie dyskomfortu. Teraz było podobnie - bo nigdy, przenigdy nie chciała zostać odebrana jak kot samolubny. Może i taka była, może miała samolubne pobudki, może czasem myślała o tym, że och, tak bardzo chciałaby, aby świat kręcił się wokół niej, ale było to niemożliwe. I gdy już tak się działo, wpadała w szał, bo wszystkiego było za dużo.
Komentarz kocura ukłuł ją bardzo boleśnie; strzepnęła ogonem.
- Ja- ja nie... nie to miałam na myśli - pisnęła, cienko, choć w jej tonie było coś defensywnego. Jakaś frustracja i irytacja tym, co Czaszka jej insynuował, jednak przede wszystkim dalej był to cienki głos kocięcia, które straciło swoją matkę i nie umiało sobie z tym poradzić. Zacisnęła wargi w cienką linię, uciekając wzrokiem, pociągając nosem kilka razy. To, co mówił dalej, miało sens i sprawiało, że Czosnek nie wiedziała już zupełnie, jak zareagować. - ... mija piąty dzień, Czaszka, a ona dalej nie wróciła. M-Ma prawo chcieć czasu dla siebie, jak nikt inny to ro-rozumiem, ale... ja... tak się boję. Nie dam rady bez niej, rozumiesz? Nie dam.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Starała się postawić? Nie wyszło. Zauważył w jej głosie defensywę, zareagował podniesieniem obu brwi do góry, jakby zachęcał ją do rzucania kolejnych słów. Malutka debata na temat tego czy była samolubna, czy też nie, byłaby chyba najlepszym co mogłoby się tutaj stać. Pomijając ubaw Czaszki, Czosnek może by zauważyła, że serio jest okej, będzie okej.
Ale nie. Zawiódł się. - Dasz radę - powtórzył po niej. - Rozumiem, że może ci jej brakować.
Łajno prawda, ale o tym już było wspominane... - Ale jesteś niemal dorosłym kotem, przyszłością Klanu. Chcesz, by była z ciebie dumna? Dbaj o swoje, o siebie i myśl o tym co będzie, a nie co jest. Łapię, że może ci być trudno, ale mówiłem, to że będziesz tu siedzieć i płakać nie zwróci ci matki, nie sprawi że będzie dumna, ani nic. No, bo tego się bałaś, nie? Że uciekła ze wstydu. To logicznie, pomyśl, rób wszystko żeby była dumna - o ile wróci... ale wróci, na pewno, kiedyś. Wszystkie koty wracały. - Pogadam z Psem, o ile chcesz. Nie boję się go, a może on będzie wiedział coś więcej.
Dodał zaraz. I tak... musi z nim pogadać. Wspomnienie o zaginionym kocie nie zmieni nic. Co najwyżej, Kundel wyszczerzy kły. Przerażające... - Zresztą, masz mnie.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
... i kolejne słowa, które miały sens. Słowa, które musiały przepłynąć przez kakofonię w umyśle Czosnek dwa razy, zanim w pełni je zarejestrowała, zanim w pełni zrozumiała ich znaczenie. Na początku paskudny głos w jej głowie, mówiący jaka jest beznadziejna i że to wszystko jej wina wziął górę, był głośniejszy niż słowa zdrowego rozsądku Czaszki. Musiała to przeanalizować drugi raz, przemyśleć. Co by Zwiędła Łodyga powiedziała, gdyby tu była, gdyby widziała ją w takim stanie? Byłaby tylko bardziej rozczarowana i smutna. Zawsze była smutna widząc ją w takim stanie.
Płakanie nie zwróci jej teraz Zwiędłej Łodygi, tak, Czaszka miał rację. Powinna coś zrobić, ze sobą. Coś, aby sprawić, że będzie lepsza, że matka byłaby z niej dumna gdy już wróci, bo kiedyś wróci, musi wrócić, tak, na pewno, na pewno kiedyś wróci, och, a co jeśli nie wróci? Nie, Czosnek, przestań tak myśleć.
Natrętne, okropne myśli powróciły, Czosnek znowu zaczęła się nakręcać. Oddech jej przyspieszył, łapy się trzęsły. Nic teraz nie chciała bardziej niż płakać za matką jak przerażone kocię, ale Czaszka miał rację. To było głupie i niebezpieczne w takim miejscu. Zrobiła krok do przodu, aby oprzeć brodę na czubku lisiej głowy, objąć drobną, czarno-białą sylwetkę kościstymi łapami. Jak dobrze, że miała jego. Nie zawsze rozumiał, ale gdy rozumiał - był najlepszym wsparciem.
Zaraz po Zwiędłej Łodydze. Ale ona już nie mogła jej wspierać.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Nie odpowiedziała nic. Trochę nuda, liczył na to, że będzie mógł jej dalej prawić jakże mądre rzeczy, ale... niech będzie. Uzna, że po prostu doszedł do niej jego przekaz, że jest okej, a tutaj mazała się bez większego powodu, że wszystko się ułoży. Malutkie poczucie dumy zostało zgniecione, gdy podparła się o jego łeb swoim. Usiłowała mu pokazać, że jest mniejszy?
Napiął się, marszcząc pod nią brwi. Z dumy nie mógłby się upomnieć o odrobinę przestrzeni, bo wtedy sam by przyznał, jak wiele mniejszy jest. Podłe! - Już lepiej? - mruknął ostatecznie. Bo jakby tak było, mogliby... jakoś inaczej się ułożyć, żeby książątko czuł się komfortowo. W końcu jak ma być mądry, kiedy jedyne o czym myśli to to, że mu teraz... no, źle?
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Lepiej? Może trochę. Trybiki w głowie Czosnkowej Łapy kręciły się na najwyższych obrotach, w jej umyśle kłębiło się multum myśli. Przeróżnych. Próbowała wziąć sobie do serca to, co powiedział Czaszka, bo to co mówił było mądre - powinna teraz skupić się na tym, aby być jak najlepsza, tak, żeby Zwiędła Łodyga miała powód do dumy gdy już wróci. Nie jeśli, tylko gdy wróci, tak, na pewno wróci, musi kiedyś wrócić, musi, nie zostawiłaby ich na zawsze, jej, Wikliny, Pietruszki, Lisówki, wszystkich pozostałych...
Po chwili przytulania się do Lisiej Łapy, Czosnek padła z powrotem na ziemie, kładąc łeb na własnych łapach. Wyglądała źle. Jak siedem nieszczęść, wyglądała smętnie, na zmęczoną i niekoniecznie przekonaną co do tego wszystkiego, co Czaszka jej powiedział. Patrzyła na niego jak zbity pies, nie mając siły się odezwać.
Co teraz? Zostaną tu, wrócą do obozu? Czegokolwiek Czaszka teraz nie powie i nie zrobi, to Czosnek pójdzie za nim.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
Nadal cisza. Jeśliby mógł, to po prostu zarzuciłby jej jakimś "waa, waa, waa", tak dla podkreślenia, że nadal się mazała. Po co? Przecież już wszystko ogarnęli. I nawet nie mówiła nic. Nie mówiła gdzie jest jakaś luka, co może dobrze byłoby dopowiedzieć... no, nic, zupełnie, zero! Przynajmniej już nie był podpórką na brodę... - To idziemy czy? - pociągnął, spojrzeniem rzucając w stronę obozu. - Wiesz, nie umiem się domyślić co teraz...
Dorzucił, znów spoglądając na nią. To już nie kwestia nawet próby udowodnienia jej czegoś. Nie lubił ciszy. Irytowała go.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Tak długo się znali, toteż była przekonana, że Czaszka wiedział, że czasem po prostu... potrzebowała chwili ciszy. Potrzebowała ciszy aby wszystko przeanalizować, przyswoić. Że czasem słowa nie miały dla niej żadnego sensu, nie potrafiła znaleźć takich odpowiednich. Ta chwila była jedną z tych sytuacji, kiedy nie wiedziała, jakie słowa będą odpowiednie. Żadne nie były, żadne nie miały sensu, nie chciała żadnych słów z siebie wyrzucać. Bo po co?
Zerknęła wielkimi oczyma na Czaszkę i po chwili tejże wymownej, dla niego pewnie niezręcznej ciszy znowu dźwignęła się na łapy. Uszy niemal jej wisiały po bokach głowy, ogon ciągnęła za sobą po ziemi. Szła krzywo, jakby zaraz miała się wywrócić, ale faktycznie zaczęła wracać... w kierunku, w którym myślała, że jest obóz.
Zamruczała cicho, chrapliwie. To była jej forma niemego podziękowania dla Czaszki. Nie umiała się teraz odezwać, ale chociaż tyle mogła zrobić, tak mogła mu wyrazić wdzięczność.
zt???
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Czarny, długowłosy kocur o niebieskich oczach. Od lewej strony pysku biel - plama nachodzi mu na oko, mordkę, ciągnie się aż do czoła, a potem przechodzi na pierś. Biel pojawia się także na palcach jego tylnych łap.
Manipulant, arogant, narcyz, cham, zawsze musi być po jego myśli, a jak nie to problem, ale przy okazji tchórz
I... to tyle. Podniosła się, wracają. Nadal, w pewnym sensie, miał jej za złe tę ciszę. I gdyby nie to, że serio zaczęła się ruszać za nim do obozu, oficjalnie by jej powiedział, że jeśli tak ma się zachowywać, to nie może jej pomóc. Na szczęście, chyba dla nich obu, można było odrzucać takie scenariusze. Odprowadzi ją do obozu. A potem... pewnie wyjdzie jeszcze, rozejrzy się czy gdzieś Łodygi nie ma. Z ciekawości, albo i dla pewności, że po prostu patrol jej nie przeoczył. Z Czosnek, spokojniej, pogada innym razem. Takie podejście było nie na jego nerwy...!
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
To tutaj... to tutaj wtedy szukała swojej matki, gdy ta zniknęła bez zapowiedzi, bez słowa. Co znowu tu robiła? Nie lubiła przebywać poza obozem, tym bardziej sama, a jednak przyszła tu. Jakby łudziła się, że może trop Zwiędłej Łodygi jednak dalej gdzieś tu jest, wisi w powietrzu, że jej zapach osiadł się na paprociach i korze drzew. Czuła tutaj jej obecność, bo to było ostatnie miejsce, w której czuła jej woń.
Tęskniła za matką, bardzo.
Uszy miała cofnięte, ogon nastroszony i czujna była jak ważka. Nie wiedziała nawet, czemu tu przyszła, ale chyba wolała już, z dwojga złego, być tak głęboko w lesie niż w obozie Klanu Cienia. Tam czuła się jeszcze gorzej od... incydentu ze Zmarzniętym Nosem.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
A trop, na który wpada Czosnek, trop, który wbija się w jej zmysł powonienia jak ostry nóż, nie ma w sobie nic ze znajomego zapachu matki. Woń potu, zaschniętej krwi, pleśni, butwiejącego drewna, polnych kwiatów i chwastów.
Śreżoga dotarło i tutaj podczas długiej, całonocnej tułaczki. A teraz, zmęczone, obolałe, leży na boku, oddycha miarowo, bolące łapy wyciąga przed siebie. Patrzy tępo w przestrzeń, jeszcze nie wyłapuje obecności Czosnek.
last night I dreamt that somebody loved me no hope, no harm, just another false alarm
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
Kundel zabiłby ją za interakcje z kotem z poza Klanu Cienia, wiedziała o tym. Sama Czosnek się do tego nie rwała, nigdy w swoim życiu, nie interesowało ją, co dzieje się poza Klanem Cienia, miała wystarczająco problemów na głowie. Zbaraniała zatem na widok obcego, pstrokatego samotnika pod samą ich granicą. Sierść na karku jej się uniosła, zareagowała, jak zwierzyna chowająca się przed drapieżnikiem - ukryła za krzakiem obok. Obserwowała, gotowa do ucieczki.
Przyjrzała się chuderlawej, zabiedzonej postaci - widok wykończonego samotnika, choć straszny, poruszył ją, zagrał na strunach jej serca. Delikatnego, czułego, dobrego serca biednej, przerażonej Czosnek. Był ranny? Chory? Czy mogła mu jakoś pomóc? Czy powinna mu jakoś pomóc? Czy chciała?
Po dłuższej chwili analizowania za i przeciw, z kołatającym sercem, wychyliła się zza krzewów. Postawę miała uległą, poruszała się ku obcemu powoli. - Zna-znajdujesz się na... granicy z Klanem Cienia - zadeklarowała tak głośno, na ile jej skurczone strachem płuca pozwalały. Czosnek oblizała nos, przyglądając się jeszcze raz obcemu. - ... potrzebujesz... pomocy? Nie wyglądasz n-najlepiej...
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk
Księżyce: 114 Płeć: amab Matka: tsunami Ojciec: czarnowron Trwałe urazy: zespół Kilifenera, co wiąże się z zakrzepicą i bezpłodnością
smukłej budowy krótkowłosy szylkret o
niemal szkarłatnych oczach
Właściwie to nie wiadomo, co siedzi Śreżodze w głowie. Ono też nie wie. Łatwo popada w ekstremalne stany emocjonalne; zdarza się mu doświadczać derealizacji i ma problemy z nawiązywaniem poprawnych relacji. Odczuwa stałą potrzebę zaznaczania swojej obecności wszędzie, gdzie się znajduje, co czyni poprzez figlarstwa i odgrywanie ról.
Księżyce: 45 Mistrz: psie serce, huraganowy szept Płeć: transpłciowy kocur (intensywny zapach ziół) Matka: zwiędła łodyga Ojciec: huraganowy szept. || orli szpon (biologiczny), grad (domyślany) Partner: lisia czaszka Trwałe urazy: chimeryzm; fobia społeczna; urazem jest w ogóle to, że żyje
kościsty, o długich łapach, trochę ponad przeciętną wzrostu | krótkowłosy; z przerzedzonym futrem | chimera (niebieski z bielą x rudy z bielą) | nieregularne łaty bieli na całym ciele | heterochromia: prawe oko błękitne, lewe oko brązowe
W oczach obcego kota Czosnek widzi samą siebie. Dosłownie i w przenośni - widzi swoje odbicie w wielkich, szkarłatnych ślepiach i widzi w nich strach, który sama odczuwa. Robi krok do tyłu, spłoszona nagłym ruchem samotnika, jak sarna zrywająca się do biegu. Ale nie biegnie. Stoi. Coś ją tu trzyma. Zaraz ucieka wzrokiem od zranionego obcego.
- Nie- nie skrzywdzę - miauknęła, równie bełkotliwie, co obcy. Głos puchnie jej od przeróżnych emocji, które czuje w tej chwili. Nie powinna z nim rozmawiać, chciała stąd uciec i wrócić do bezpiecznych (bezpiecznych?) ścian znanego jej obozu. Ale nie mogła się ruszyć, widok wykończonego kota trzymał ją w miejscu. - Nie skrzywdzę - powtarza. - Obiecuję. Jestem... medykiem. Przyszłym medykiem. M-Może... zdołam jakoś- pomóc. Chcę... chcę pomóc - oblizała nos.
Pół kroku do przodu. Nie powinna spoufalać się z samotnikiem. Nie mogła jednak przejść obojętnie, nie potrafiła tak go tu zostawić. - J-Jestem Czosnek.
i woke in the middle of the night
he spoke with his eyes half closed
can you get me something else to eat?
got a hole in my chest
i can't take it anymore
put my pillow to the desk