Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Kąsająca Łapa tymczasem bez skrępowania i ograniczeń hasała po terytorium klanu od kilku dobrych księżyców, za nic mając potencjalne niebezpieczeństwa – tym bardziej, że do tej pory na terenach klanu nie spotkało ją nic złego, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że ma prawo czy wręcz OBOWIĄZEK, żeby szlajać się, jak tylko chciała, i poznawać lepiej te ziemie. Zachowywała czujność, oczywiście, to nie tak, że chodziła głośno i się wydzierała, czy coś podobnego; wręcz przeciwnie.
Tego dnia wyszła z obozu wcześnie rano, czując, iż potrzebuje pobyć w samotności. Oczywiście to nie było zawsze możliwe nawet na terenach klanu, na przykład gdy jakiś czas temu miała nieprzyjemność i nieszczęście natknąć się na dwa zakochane gołąbeczki, Popielny Żar i Dębowy Cień, niech ich Miejsce Gdzie Brak Gwiazd pochłonie. Teraz jednak ochłonęła, ba, zdrzemnęła się nawet na drzewie w zachodniej części Szumiącego Lasu, i nawet z ciekawością przemieszczała się po okolicy. Początkowo planowała udać się na granicę z klanem Gromu i tam poszukać ciekawego towarzystwa, ale w okolicach Syczącego Dołu złapała zapach… swojego brata, za którym podążyła lekkim krokiem.
W końcu, zauważywszy sylwetkę brata kawałek dalej, zaczęła się… skradać. Nieudolnie, bo nieudolnie: wciąż nie wiedziała, jak się poluje, więc jedynie polegała na instynkcie, który to kazał jej unieść lekko ogon ponad grzbiet i ugiąć łapy. Szła tak za bratem, stopniowo przyspieszając kroku, aż w końcu rzuciła się w bieg, żeby… skoczyć na brata od tyłu i popchnąć go na ziemię. A przynajmniej taki miała zamiar.
Syn Olchowego szeptu, z biegiem czasu, zaczął coraz bardziej przypominać ojca nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. Jest na pewno jednym z najwyższych kocurków w miocie. Cechuję go mocna sylwetka, o szerokich barkach oraz długim, puchatym ogonie i długie, atletyczne łapy. Futro Szrona jest wyjątkowo puszyste i gęste, czasami nawet potargane w niektórych miejscach, a jego odcień to bury. Przepasają je również smolisto-czarne, tygrysie pręgi, które tworzą charakterystyczne "M" na głowie. Jeżeli już mowa o głowie, to na pysku widnieją piaskowe przejaśnienia, a powyżej pyszczka można ujrzeć parę ślicznych blado-zielonych ślepi w których kryję się tajemniczość. Jeszcze wyżej można dostrzec duże uszy z jaśniejszymi pędzelkami na końcach.
Zapraszam do KP : )
Fiołkowe wzgórze [Krz], Jeżynowy Jar [KG], Burzowa Łapa, Śnieżyczka [KW]
Szron spokojnie spacerował i eksplorował Cieniste ziemie, dopóki nie usłyszał cichego szelestu, co sprawiło iż zastrzygł uchem. Miał zamiar uskoczyć, myśląc iż to jakiś głupi dzieciak, który wymknął się z obozu na samotny trening polowania, ale po zapachu umiał ocenić iż to jego siostra - Zimno. Z tego też powodu jedynie odwrócił lekko łeb w jej stronę, dając tym samym znak iż zauważył jej obecność a następnie runął na ziemię pod ciężarem Zimna. Zmarszczył na początku lekko brwi i zrobił poważną minę, udając poruszonego.
- nigdy nie sssłyszałem aby ssiostry były takie niedobre - mruknął teatralnie i uniósł jedną z brwi. Szczerze mówiąc ucieszył się dosyć iż Zimno go tutaj znalazła. Lubił jej obecność tak samo zresztą jak rozmowy z nią na ciekawe tematy. Ostatnio trochę brakowało mu takich rodzinnych ploteczek, to znaczy niby rozmawiał z Zawieją ale brat nie miał niczego ciekawego do zaoferowania. Albo raczej niczego co mogłoby zainteresować Oszronioną Łapę.
- Zimno, czy matka uczyła cię już polowania? - spytał zaraz unosząc kącik pyska. Z tego co słyszał i widział to pozycja łowiecka siostry miała pewne... niedoskonałości, dlatego zastanawiał się iż to był błąd matki czy w ogóle jeszcze nie przerobiła polowania z burą kotka.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Gdyby była inna, roześmiałaby się teraz – z autentyczną radością lub z triumfem. Zimno jednak była o wiele bardziej stosowana i jedynie uniosła jeden kącik pyska w górę na jego słowa.
– O, to mało słyszałeś – odparła z lekką nutką satysfakcji, dołączając do tego teatrzyku. Doskonale wiedziała, że ją zauważył – nic dziwnego, nie miała za bardzo pojęcia, co robi – ale było za późno na wycofanie się. Odsunęła się od brata i stanęła na równe łapy, by otrzepać się z ewentualnego pyłu, choćby i niewidocznego.
– Nie – odparła, krzywiąc się na pysku.
Doskonale wiedziała, skąd wynika to pytanie, a nawet jeżeli brat nie miał zamiaru z niej kpić i zapewne zaproponowałby jej pomoc w nauce, gdyby poprosiła, to i tak dotknął tam, gdzie ją bolało. Trening. Trening z Ciemną Tonią, wiecznie przedłużającą proste rzeczy, które miała już dawno opanowane… i od pewnego czasu smarkającą w mech w lecznicy, podczas gdy ona była pozostawiona sama sobie. Na początku zapowiadało się na to, że matka wyzdrowieje szybciej, teraz z kolei wyglądało na to, że faktycznie już jej stan się polepsza, ale gdyby Kąsająca Łapa wiedziała, ile to potrwa, to już dawno znalazłaby się w legowisku Płomykówkowej Gwiazdy z gorącą prośbą o zmianę mistrza. Może i tak powinna to zrobić.
– Nie jest dobrze, wiem. Ale jak matka powrróci do zdrrowia, a zapowiada się na to, że będzie to już zarraz, w końcu, to zamierzam ją o to od rrazu poprosić. To śmieszne, że w tym wieku prraktycznie nic nie umiem – parsknęła z lekką irytacją w głosie. Lekką… bo im więcej księżyców mijało, tym bardziej obojętniała. Nic już nie mogło zmienić jej opinii na temat Ciemnej Toni, przynajmniej jako o mistrzyni, a fakt, że matka nawet nie załatwiła jej nikogo na zastępstwo, dodatkowo pogłębiał jej niechęć i budził jej niesmak. – Ale nie mówmy o tym. O wiele barrdziej ciekawi mnie, co u ciebie, brraciszku.
Syn Olchowego szeptu, z biegiem czasu, zaczął coraz bardziej przypominać ojca nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. Jest na pewno jednym z najwyższych kocurków w miocie. Cechuję go mocna sylwetka, o szerokich barkach oraz długim, puchatym ogonie i długie, atletyczne łapy. Futro Szrona jest wyjątkowo puszyste i gęste, czasami nawet potargane w niektórych miejscach, a jego odcień to bury. Przepasają je również smolisto-czarne, tygrysie pręgi, które tworzą charakterystyczne "M" na głowie. Jeżeli już mowa o głowie, to na pysku widnieją piaskowe przejaśnienia, a powyżej pyszczka można ujrzeć parę ślicznych blado-zielonych ślepi w których kryję się tajemniczość. Jeszcze wyżej można dostrzec duże uszy z jaśniejszymi pędzelkami na końcach.
Zapraszam do KP : )
Fiołkowe wzgórze [Krz], Jeżynowy Jar [KG], Burzowa Łapa, Śnieżyczka [KW]
Kiedy Zimno podniosła się i wstała, Szron zrobił podobnie. Otrzepał jeszcze troszkę futro z pyłu i ziemi a następnie usiadł przed siostrą, przybierając już poważniejszą minę. O treningu z Ciemną Tonią już słyszał wiele. Przeważnie słyszał o nim same negatywne opinie i nawet postanowił sobie gdzieś kiedyś złapać matkę i pomówić z nią na temat treningu. Nie żeby wtrącał się pomiędzy matkę i siostrę, ale chciał tą pierwszą po prostu trochę sprawdzić. Kiedy Zimno odparła iż polować również nie umie, bury pokręcił tylko lekko głową i cicho westchnął. Niby Ciemna Toń nie ubzdurała sobie choroby ale w takim wypadku powinna załatwić jakieś zastępstwo lub kogoś kto przygotowałaby Kąsającą Łapę do wojowniczego życia.
- Powinna zaplanować ci chociaż zasstępczego missstrza, albo powiadomić Płomykówkową Gwiazdę o ssswojej chorobie. Jeśli chcesz to mogę opowiedzieć ci coś o polowaniu - odparł. U niego nigdy nie było podobnego problemu i chyba nie zdarzyło się aby Wirek nie przyszedł na jakiś trening.
- Ukończyłem trening. Prócz tego zaobsserwowałem kilka niepokojących rzeczy w klanie, albo raczej interessujących - stwierdził wzruszając barkami. Na pewno miał w planach poruszyć sprawę Zawieruchy i Jasnej Kropli ale zauważył jeszcze coś prócz tego. Chciał jednak wpierw poczekać na odpowiedź Zimna.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
– Owszem, powinna. Powiem jej to zrresztą, bo to śmieszne. I barrdzo doceniam oferrtę, Szrronie, ale chyba po prrostu poczekam. Przestało mi się spieszyć do zdobywania wiedzy i umiejętności; matka wie, jak zabić ambicje terrminatorra – odparła, przy czym lekko wzruszyła barkami. Przysiadła naprzeciwko brata, a jej ogon owinął się wokół jej łap, gdy kocica rozejrzała się krótko po okolicy, jakby sprawdzała, czy na pewno są tu sami i czy nic nie czyha za drzewem, by wrócić w końcu wzrokiem do pyska burego terminatora.
– No prrroszę! – wymruczała z zadowoleniem. Tak, ta wieść zdecydowanie ją pocieszała. Co prawda miała wrażenie, że jednak Zawierucha będzie pierwszy, ale chyba jednak Płomykówkowa Gwiazda nie spieszyła się z jego treningiem tak bardzo, jak z nauczaniem Topniejącego Lodu… ale i tak zawsze obstawiała, że Szron, Zawierucha i Chłód zostaną wojownikami jako pierwsi z miotu. Tego ostatniego już nie było w klanie, ale może jeszcze ci pierwsi mieli szansę mieć ceremonię w tym samym czasie. – Świetnie. Zamierzasz poprrosić Płomykówkową Gwiazdę o jakieś konkrretne imię wojownicze? – zapytała z zainteresowaniem. – O? – podchwyciła temat, strzygąc uszami. Kąsająca Łapa uwielbiała wszelkie ploteczki, lubiła wiedzieć, co się dzieje, a to brzmiało intrygująco.
Syn Olchowego szeptu, z biegiem czasu, zaczął coraz bardziej przypominać ojca nie tylko z charakteru, ale i z wyglądu. Jest na pewno jednym z najwyższych kocurków w miocie. Cechuję go mocna sylwetka, o szerokich barkach oraz długim, puchatym ogonie i długie, atletyczne łapy. Futro Szrona jest wyjątkowo puszyste i gęste, czasami nawet potargane w niektórych miejscach, a jego odcień to bury. Przepasają je również smolisto-czarne, tygrysie pręgi, które tworzą charakterystyczne "M" na głowie. Jeżeli już mowa o głowie, to na pysku widnieją piaskowe przejaśnienia, a powyżej pyszczka można ujrzeć parę ślicznych blado-zielonych ślepi w których kryję się tajemniczość. Jeszcze wyżej można dostrzec duże uszy z jaśniejszymi pędzelkami na końcach.
Zapraszam do KP : )
Fiołkowe wzgórze [Krz], Jeżynowy Jar [KG], Burzowa Łapa, Śnieżyczka [KW]
- Masz rację, to wszystko jest co najmniej śmieszne - mruknął tylko krótko, poruszając końcówką ogona. Miał nadzieję, iż za jakiś czas Zimno odzyska zapał do nauki. Może po zamianie mistrza, a może Ciemna Toń ogarnie się trochę i w końcu należycie poprowadzi trening siostry oszronionego księcia? Nic bardziej mylnego. Prędzej dojdzie do zmiany niż rodzicielka burasa w końcu zrobi coś na poważnie.
- Jeszcze księżyc temu nie przypuszczałbym iż ssskończę trening jako pierwszy z naszego rodzeństwa, ale Wirujące Pióro wyjątkowo się possstarał i trenowaliśmy więcej niż zazwyczaj. Teraz pozossstaje mi czekać do ceremonii - mruknął, widocznie zadowolony. W końcu miał dobre relacje ze swoim mistrzem. Wirek obiecał, że pomoże mu skończyć trening szybko i dotrzymał słowa czym sporo zyskał w oczach Szrona. Muszą jeszcze kiedyś pójść na jakieś pogaduchy.
- Possstanowiłem iż zossstawię to w jej łapach. Prawda jesst taka, że jakiś czass temu bym tego nie zrobił i z pewnością podszedłbym z propozycją, ale teraz chyba nie ma takiej potrzeby. - To prawda, jakiś czas temu Szron sceptycznie podchodził do Płomykówki i zastanawiało go czy kocica była dobrym wyborem na przywódcę. Miał tak samo wątpliwości co do imion, bo taka Sowiooka to mu akurat nie podeszła. Zdecydowanie lepszy byłby Sowi Szpon czy Sowiopióra. Po jakimś czasie jednaj uznał, iż przywódczyni ma większy staż oraz doświadczenie, toteż spróbuje powierzyć jej wymyślenie dla niego imienia. Spojrzał następnie na siostrę i zaczął wymieniać różne nowinki klanowe. Te najciekawsze postanowił jednak zostawić na następny raz, co aby userka miała pomysł co poruszyć w kolejnej sesji. Ogólnie Szron posiedział tam jeszcze trochę a następnie postanowił wrócić do obozu wraz Zimnem jeśli ta chciała, a jeśli nie no to samotnie.
---
Oszroniona Łapa zwany już teraz Oszronionym Szczytem ostatnimi czasy przyzwyczajał się do nowych obowiązków oraz sumiennie je wypełniał, wiedział iż nie jest już terminatorem a pełnoprawnym wojownikiem Klanu Cienia, więc ma przewagę nad na przykład pomiotami Modliszki, które albo niestety powymierały albo nadal noszą terminatorskie imię chociaż są od niego starsze. Z nowym imieniem szły w parze też inne rzeczy, takie jak pilnowanie terminatorów, doglądanie czy nakarmili starszyznę oraz kocięta przed sobą oraz oczywiście najważniejsze czyli trening Lwiej Łapy. Szron miał po kocicę przyjść... kiedyś. Nie powiedział jej dokładnie kiedy, bo po co? Miała być gotowa na trening w każdej chwili, a nie żaby Szron miał dodatkowo mówić jej o której ma przyjść do Wstężykowego Gaju. Dzisiejszego dnia, wojownik wybrał się na samotną przechadzkę po terenach. Może to patrol, może zwykła przechadzka, zależy co postanowi. Przechadzał się jak zwykle obok Syczącego Dołu i układał w swojej głowie plan treningu oraz inne rzeczy, które wiedział jedynie on sam.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
– Ja w ciebie nie wątpiłam, chociaż podejrzewam, że Zawierrucha będzie przysięgał rrazem z tobą… Chłód także powinien – mruknęła w odpowiedzi. Choć nie była z czarnofutrym bratem bardzo blisko, a przynajmniej nie tak, jak z pozostałymi (za wyjątkiem Kry i Zawiei), to jednak był jednym z nich i za nim tęskniła. Spędzili jeszcze jakiś czas dalej, jednak Zimno później udała się na dalszy spacer, zamiast wracać wspólnie z Oszronioną wtedy Łapą do obozu.
---
Tym razem Zimno nie złapała zapachu brata, nie podążała za nim, nie skradała się w jego kierunku. Zamiast tego… siedziała wysoko wśród gałęzi jednego z drzew niedaleko, nie robiąc nic konkretnego. Obserwowała okolicę i leniwie czyściła sobie futro, siedząc na gałęzi niczym sowa, gdy w dole przyuważyła znajomą burą sylwetkę. Przez chwilę rozważała, czy znowu brata nie zaskoczyć, ale w końcu jedynie zawołała z drzewa:
– Szrron! – Nie dodawała nic więcej, jednak ruszyła w kierunku pnia, by zacząć schodzić w dół w stronę ziemi. Gdy już znalazła się na dole, otrzepała się lekko i pokonała dzielącą ich odległość. – Oszrroniony Szczycie – odezwała się, nieco satyrycznie machając w jego stronę łapką i kiwając głęboko łapą. W końcu miała do czynienia z poważnym wojownikiem, będąc jedynie marną terminatorką, czyż nie?
Z początku, drobna i nad wyraz delikatna, Żądełko była posiadaczką straszliwie najeżonej, długawej sierści. Każdy włos żył swoim życiem i sterczał na wszystkie strony świata. Z czasem urosła i była odrobinę wyższa od przeciętnego kota, a sierść zaczęła się stopniowo przygładzać, a granice między rudym a bielą stała się bardziej wyrazista. Biały pyszczek, tuż nad pomarańczowymi oczami, przechodzi w rudy, pręgowany kolor. Ciągnie się przez uszy, by chwilę za nimi znów zostać przysłonięty przez śnieżnobiałą sierść. Rudy powraca dopiero na łopatkach, rozciąga się przez cały grzbiet kotki, spływając na lewy bok, jak i prawy bok, przy którym jednak pozostało więcej bieli. Ruda barwa dochodzi aż do końcówki puszystego ogona, pzostawiając wszystkie cztery łapki białe.
Gaduła z niej. Swój optymizm wyładowuje na różne sposoby, albo zamęcza rodzeństwo, albo wychodzi w teren i zaczepia napotkanych cienistych, by opowiedzieć im najmniejszą drobnostkę, z której jest nad wyraz dumna. Charakter ma prosty, chociaż wiadomo, że dopiero co stanęła na łapy, więc nie ma czym tu się zamartwiać, jeszcze kilka księżyców minie, a nasza Żądełko zajdzie za skórę nie jednemu. Na obecną chwilę każdego, ale to KAŻDEGO, uważa za swojego przyjaciela. Cóż, kociaki bywają naiwne.
Żmijowy Ogon GK | Czarny Bez KRz | Bajka P | Łasicza Łapa KG
***
Gdy ktoś w tej chwili przechodził, jedyne co mógł dostrzec do kuperek Ciepłej Łapy, wystający z krzaczka, w którym znajdowała się cała reszta kotki. Ogon terminatorki trzymany był wysoko i co jakiś czas wykonywał energiczne ruchy, by znów zastygnąć, a po chwili ponownie się poruszyć. Słychać było chichot i ciche słówka, które Ciepła najwyraźniej mówiła do siebie. Co ciekawego tam znalazła? Otóż mrówki! Tak MRÓWKI! Małe stworzona miały tam swój ruj i właśnie zanosiły do niego swoje skarby! Córka Wiewióra uniosła łapą jedną z gałązek, by przypadkiem nie przeszkodziła mróweczką w podróży. - No szybciutko, szybciutko! Bo zaraz zmykać muszę - zachichotała unosząc gałązkę jeszcze wyżej, choć nie było to aż tak potrzebne.
[size=67]/Ostra
Śmiej się – niech resztaświata zastanawiasiędlaczego♥
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Dowiadując się, że jej siostra Ciepła wróciła do domu, Ostra nie za bardzo się ucieszyła, zwłaszcza po ceremonii gdzie kręciła się wokół swojego mentora. Na samą myśl o tym miała nieprzyjemne ciarki. Nie lubiła Topniejącego. Czemu? Bo się zachowywał jak buc i z jakiegoś powodu on jej wręcz nienawidzi a nie raczy nawet powiedzieć czemu. Zasrany władca świata phi! Przechodząc, wojowniczka zauważyła właśnie znajome rude futro, które kucało przy ziemi. Podeszła bliżej i zauważyła, że Ciepła trzyma gałąź dla... mrówek by swobodnie sobie szły dalej. Poczuła lekkie zrzenowanie widząc co kotka w jej wieku wyczynia. Czy naprawdę nie dorosła? Rozumiała, że jako kociak mogła sobie coś takiego robić bo Ostra też się wydurniała ale, że nadal to robi? Oczywiście Ostra też ma jakieś hobby po lubi różne pierdółki zbierać ale nie zachowuje się przy tym jak kociak, zwłaszcza w obozie. Wzdychnęła ciężko widząc to wszystko. - Siostro... Co ty robisz? - spytała by się upewnić w przekonaniu, że to jest kolejna zabawa Ciepłej Łapy.
/srry że dopiero teraz
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Właśnie odbywał swój standardowy, samotny patrol, wzdłuż granic z gromem. Nie żeby jakoś uważał ten klan za taki, co to może im zaszkodzić, no chyba że wiecznie zmieniającą się tam u nich władzą, ale dość często przebywał na tej konkretnej granicy. Czemu? Tego nie wiedział nawet on. Ot, wyszedł z obozu, zapolował chwilę, póki nie zrobiło się niebywale gorąco, a teraz, gdy słońce już przekroczyło najwyższy punkt i było całkiem gorąco, usiadł sobie w cieniu, pod jakimś krzewem, niedaleko syczącego dołu, zerkając nieufnie w tamtą stronę. Jego długie futro niezbyt pomagało w taką pogodę jak ta, która, jak co roku, w Porę Zielonych Liści, radośnie dawała z siebie wszystko, by spalić go na wiór przy każdej możliwej, nadarzającej się okazji. I, najpewniej nie tylko jego, ale równocześnie każdego innego kota, z trochę dłuższym niż krótkie futrem. Doprawdy, czy matka natura nie mogła sprawić, by koty w porę nagich drzew miały długie futra, a w porę zielonych krótkie? Czy to było dla niej takie ciężkie do wymyślenia, że musiał to dla niej zrobić cienisty wojownik?
Wsunął się nieco bardziej w cień, ignorując to, że jakaś gałązka zaczęła mu się haniebnie wbijać w grzbiet, po czym zmrużył nieco oczy, uważnie obserwując teren i nasłuchując, w razie jakby albo jakiś wąż się nim zainteresował bardziej, albo gdyby jakiś kot tędy przechodził. Czy to gromowy, czy cienisty, bo od granicy nie było tutaj daleko, i jakby jakiś gromiak się napatoczył o krok za daleko, to Wirek chętnie by mu nakopał, o.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Wyszedłem z obozu ze Zwichrzonym Ogonem, lecz z każdym uderzeniem serca zostawiałem go coraz bardziej w tyle. To, że nie mogłem wyjść sam z obozu jak normalny, dorosły kot, było chore. Jakby nagle i niespodziewanie każdy poniżej czterdziestego księżyca życia był głupim i nieporadnym kociakiem, którego trzeba prowadzić za łapę. Krogulczy Szpon nawet nie zdążyła otrzymać daru dziewięciu żyć od Gwiezdnych, a już się panoszy i wprowadziła jakieś głupkowate zasady. A co będzie dalej! Chyba pozostało jedynie czekać, aż ktoś lepszy zajmie jej miejsce. Wcale nie myślałem tu o sobie.
Na szczęście ten śmieszny zakaz udawało mi się jakoś omijać i mieć chwilę dla siebie na klanowych terenach. Wystarczyło, że umawiałem się na spacerek - lub też patrol, jeśli ktoś zapyta - ze starszym od siebie wojownikiem, lecz później nieco się rozchodziliśmy. Czepiać nikt się nie powinien, a ja miałem spokój, chwilę na przemyślenie tego... Wszystkiego. Śmierć siostry i ojca naprawdę mną wstrząsnęła. Na ich pogrzebie po raz pierwszy okazałem tyle słabości. I choć pierwszy szok minął i mogłoby się wydawać, że moje życie wróciło do normy, to nie do końca tak było. Nakładałem maskę, by nikt nie myślał, że jestem słaby, lecz w środku cały czas to przeżywałem. Olchowy Szept był zbyt silny na taką śmierć.
Pogrążony w myślach dotarłem nad Syczący Dół, gdzie się zatrzymałem i wyciągnąłem szyję, patrząc podejrzliwie w dół. Gdy jednak wydało mi się, że słyszę poruszenie, natychmiast się wycofałem. Nie miałem zamiaru zostać pożarty przez żmije czy coś. Po chwili dostrzegłem chowającego się nieopodal w cieniu Wirujące Pióro. Nieco oddaliłem się od niebezpiecznego miejsca i krzyknąłem mu na przywitanie, jednak nic więcej. Nie wiedziałem, czy miał ochotę na pogawędki, czy nie, a że sam też nie miałem wyśmienitego nastroju, to nie podchodziłem. Znów na chwilę zatopiłem się w odmętach swych myśli.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Sam Puchacz, ponieważ nie miał co robić, niż tylko leżeć i odpoczywać i ładnie pachnieć (albo raczej nie, bo w jego futrze było tyle śmieci, że może już coś nawet zaczęło gnić), więc zauważył Chłodną Łapę już wcześniej i zwrócił na niego swoje złociste spojrzenie jak przechodził obok.
Według niego słowa jego matki o tym, iż z obozu nie mogą samodzielnie wychodzić koty poniżej 40 księżyca również były głupie, uważał to za totalne wymysły. Co to niby znaczyło, że poniżej tego wieku koty są jakieś głupsze? Nie potrafiące myśleć racjonalnie? Że to niby przychodzi z wiekiem? Jakoś nie zauważył po większości kotów, bo choćby, taki Olchowy Szept, który zmarł, na pewno nie był młodszy od niego, taka Płomykówka, która radośnie straciła wszystkie życia - również nie była najmłodsza i na pewno spokojnie miała 40 księżyców. Dlatego też, mimo iż orientował się w tym, ile miot Olchowego Szeptu ma mniej więcej księżyców, bo mimo wszystko szkolił z niego dwójkę wojowników, to niespecjalnie miał zamiar zareagować, zapytać gdzie się szlaja, bo miał to w nosie. Może wyszedł z jakimś wojownikiem, a potem się rozdzielili, może wymknął się z obozu, by samemu się przejść - nie Wirka interes. To były słowa jego matki, nie jego, on był tylko szarym wojownikiem i, mimo że miał pilnować porządku w obozie, to cóż, nie miał zamiaru naskakiwać na każdego jednego wojownika, który nie spełnia wymagań wychodzenia z obozu - głupota.
Dlatego też, co jakiś czas zerkał w stronę czarnego kocura, strzygąc delikatnie uszami, szczególnie gdy nachylił się on nad syczącym dołem, jakby zastanawiał się, czy radośnie tam wskoczyć, czy może jednak nie, ale się rozmyślił.
Gdy zaś syn Ciemnej Toni dostrzegł go, i przywitał się, Puchacz zrobił to samo. Jednak, nie był by sobą, gdyby nie zagadał i, od razu niemal, rzucił radosnym żartem.
- Jeśli myślałeś by do nich wskoczyć i się z nimi pobawić, to nie polecam. Niegdyś widziałem, jak prawie pożarły Topniejącego Loda - rzucił, z całkowicie poważną miną, tylko z delikatnym wygięciem kącików pyska w uśmiechu. Jednak tak naprawdę absolutnie nie mówił prawdy, chociaż, bardzo chętnie by zobaczył, jak niebieski tam wpada i zostaje otoczony przez węże. Chyba musi to kiedyś zaaranżować...
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Nieco się zdziwiłem, gdy Wirujące Pióro postanowił nie kończyć na zwykłym przywitaniu i do mnie zagadał. Znaczy, nie uważałem rozmów między kotami za coś zaskakującego i niespotykanego, ale jakoś tak... Po prostu się tego nie spodziewałem, no. Nie znałem za dobrze starszego ode mnie wojownika, nie miałem pojęcia, jaki on jest, ale wystarczyły te dwa zdania, bym stwierdził, że chyba się dogadamy. Nieco starszawy, że tak powiem, a kija pod ogonkiem? Ani śladu. Wiele kotów z mojego otoczenia mogłoby się od niego uczyć. Do tego zażartował sobie z mojego, pożal się Gwiezdny Klanie, mistrza! Genialnie. Szkoda, że doskonale wiedziałem, że Topniejący Lód nie zbliżyłby się do tego miejsca na jakkolwiek niebezpieczną odległość. A jeśli faktycznie taka sytuacja miałaby miejsce, to wątpiłem, by ktokolwiek - no może poza mną - przeżyłby taką zabawę. - Oj tak, marzyłem o tym odkąd pamiętam. Szkoda, że tak odciągasz mnie od tego pomysłu. - odrzuciłem z uśmiechem. Kimże bym był, gdybym odpowiedział w inny sposób. - Rozumiem, że skoro prawie go pożarły, to w końcu zdecydowałeś się pomóc koledze, tak? - dodałem, niemalże z udawaną dezaprobatą w głosie. No jak to tak pomagać takiemu gburowi.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Wirek, cóż, nie był co prawda specjalnie towarzyskim typem, bo większość dnia raczej spędzał we własnym towarzystwie. Wszelkie bliskie mu koty raczej rozpływały się w powietrzu, a nie należał do kotów, które robią sobie przyjaciół z każdego, kogo spotkają - na to trzeba sobie było zasłużyć, o. Zresztą, lubił własne towarzystwo. Był typem samotnika, często zwyczajnie wybywał z obozu, zwiedzał sobie trochę, chadzał po terenach niczyich i czasami zdarzało mu się wracać do obozu po paru dniach. A, skoro nie miał bliskich sobie kotów, a czasami nawet brakowało mu zajęcia w formie trenowania kogoś to zazwyczaj nikt nie widział różnicy i klan jakoś niespecjalnie orientował się w tym, czy wyszedł znów na patrol, czy nie ma go od kilku dni. Ale nigdy nie miał problemu z zagadaniem, jeśli ktoś go mijał, czy coś. Dlatego też, gdy syn Olchowego Szeptu zatrzymał się przy syczącym dole, a potem odwrócił się w jego stronę i się przywitał, Puchacz nie miał oporów, żeby zatrzymać go na moment i zagadać, a przy okazji poobrażać i poobgadywać jego ulubionego kota! Jaka szkoda, że nie zorientował się, iż czarny kocur przed nim był jego terminatorem, bo i nie orientował się kto kogo szkolił, bo i niespecjalnie słuchał tych wszystkich mianowań. Raczej rzadko go dotyczyły, przynajmniej za czasów Węża i Płomykówki, ale kto wie, może tym razem, jak już Krogulcza Gwiazda wróci z mianowania na przywódcę, to będzie go to dotyczyło troszkę częściej?
Uśmiechnął się, słysząc odpowiedź kocura, bo usatysfakcjonowała go. W takim sensie, że kocur nie należał do tych burkliwych, co to się oburzają na każdy rodzaj żartu, czy nie śmieszy ich dosłownie nic, bo wielki kij w tyłku zablokował im możliwość odczuwania radości.
- Wiesz, ja ci nie bronię tam wskakiwać - odparł, wzruszając delikatnie barkami. - Tylko nie polecam. Zresztą, jakby cię tam pożarły, to jako świadek, który nie udzielił pomocy dostatecznie szybko mogłoby być ze mną krucho - rzucił, wyszczerzając się w swoim standardowym, radosnym uśmieszku, delikatnie poruszając ogonem i zezując w stronę dołu, z którego dobiegło radosne syczenie, jakby węże bardzo chętnie przywitałyby smaczny kąsek, czy coś.
- Oczywiście - odparł na pytanie o pomoc, z jakże poważną miną, po czym wyszczerzył się wesoło. - Wepchnąłem go tam z powrotem, gdy już udało mu się wydostać na górę. - On pomagający Topniejącemu w inny sposób raczej nie miało racji bytu, ha.
Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
Czy rozpoczęcie treningu jakkolwiek zahamowało wygórowane ambicje kocura? W żadnym wypadku, ba! Apetyt Chłodnej Łapy na zostanie przywódcą tylko rósł. Starał się jak mógł, próbował się wykazywać i nie znosił porażek. Choć w jego mniemaniu on w ogóle ich nie ponosił. Nawet jeśli nie zawsze po sobie to pokazywał, bo nie chciał wyjść na gbura i narcyza, to zdecydowanie tak myślał. On był najlepszy i nieomylny, szkoda, że nikt tego nie zauważał! Nie był już tak energiczny jak za czasów kociaka, stał się nieco poważniejszy i dorosły, lecz dalej lubił zawierać nowe znajomości. Starał się być wesoły i optymistyczny, jego lico często zdobił szarmancki uśmieszek - uważał, że przyjaznym usposobieniem zjedna sobie klan i stanie się przywódcą będzie jeszcze łatwiejsze! Jego największym problemem było zachowywanie spokoju. Chłodną Łapę bardzo łatwo wytrącić z równowagi, nienawidzi krytyki, lubił głupie, niegroźne bójki. Musiał udowadniać swoją wyższość na każdej płaszczyźnie. Krytyczne słowa? Niewiele wystarczyło, by zdjął swoją przyjazną maskę. Na pewno był kotem inteligentnym, ale jego wygórowane ambicje i mniemanie o sobie mogły go kiedyś zgubić.
Jagodowa Gałązka [GK]
Gdy Wirujące Pióro mówił, na moim pysku cały czas błądził nieznaczny, nieco nonszalancki uśmieszek. Podobało mi się, że cały czas brnął dalej w tę rozmowę, nie poważniał, mogliśmy sobie spokojnie pożartować. Mało było kotów, z którymi mogłem w taki właśnie sposób rozmawiać - żartobliwy i nasycony ironią - a właśnie tego teraz potrzebowałem. Czasem zasłaniałem swoje prawdziwe emocje maską takiego, a nie innego kocura. W tym okresie, po śmierci ojca i siostry, musiałem odreagowywać w ten, a nie inny sposób. Nie lubiłem okazywać słabości, i tak uważałem za ośmieszające moje zachowanie na pogrzebie, ale zwyczajnie nie spodziewałem się czegoś takiego, dobra. Mogłem się usprawiedliwiać, lecz nie miałem zamiaru powtarzać tego nigdy więcej. Choćby nagle wybili mi wszystkich braci. - Mi byś nie udzielił pomocy? - zapytałem z udawanym oburzeniem, cały czas jednak się przy tym uśmiechając. - Myślę, że gdyby ktoś taki, jak ja potrzebował wyciągania z dołu pełnego węży, to niemal z radością byś się tam rzucił. - zaśmiałem się poruszając przy tym lekko barkami. Podążyłem za spojrzeniem wojownika i skupiłem się na Syczącym Dole oraz dźwiękach z niego się wydobywających. Tak, skok w dół to było moje największe marzenie. - Naprawdę? - spytałem wielce zdziwiony, mało się przy tym nie zaśmiewając. Rany, jak dobrze, że znalazłem kota, który uwielbiał Topniejącego równie mocno, co ja! Od razu jakoś tak lepiej się gada! - Trzeba było mnie zawołać, chętnie bym ci w tym pomógł. - zadeklarowałem i również błysnąłem białymi ząbkami w uśmiechu. Jak coś to na przyszłość powinien już wiedzieć, gdzie się zgłaszać.