W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Zaśmiał się na żart kotki.
- Oj, spokojnie, mnie się nie tszeba bać... chyba - odpowiedział, nadal uśmiechając się zawadiacko. Maczek też zdawał sobie sprawę z tego, że przez kolor futra i pręgi może przypominać te niemal mityczne istoty o których opowiadała mu matka, jednak wydawało mu się, że na tym podobieństwa się kończyły. Z pewnością nie był ani tak silny, ani tak postawny jak tygrysy, bo w gruncie rzeczy nawet jeśli rudas sporo urósł, to wciąż pozostawał chucherkiem, które byle wiatr mógłby zdmuchnąć.
- Całkiem... całkiem w posządku - przyznał. W końcu Imbirowy Pył nadal był dobrym mistrzem, nawet jeśli okazało się, że nie do końca jest w stanie zaspokoić jego głód wiedzy i odpowiedzieć na pytania, zamiast tego odsyłając do by dopytał u innych kotów. Ale to nic. W końcu potrafi zdobyć wiedzę na własną chudą łapkę. - A tobie? - Wiedział, że terminatorka była do niego trochę starsza, więc pewnie była już o wiele dalej z materiałem niż on sam. Może nawet zbliżała się do zostania wojowniczkom?
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Wesoły uśmiech nie schodził z pyszczka Jagódki, gdy usłyszała odpowiedź kocurka. Dobrze było spotkać kogoś wesołego, z kim można pożartować i na chwilę zapomnieć o... Tym, co niedawno się wydarzyło i co całkiem nieźle odbiło się na córce Zaćmienia. Uwagę kotki zwróciła wada wymowy Maczka. Nie była ona typowa dla kociaka - nie było to zmiękczanie głosek czy niewypowiadanie głoski rr - i prawdopodobnie tak już mu zostanie. No, a przynajmniej takie miała zdanie, przecież medykiem nie była. - Chyba? - zapytała, unosząc brew ku górze. Czyli może jednak powinna nieco bardziej mieć się na baczności... Nie obchodziło jej to, że to tylko żarty i jej towarzysz jest ciut... Zbyt chuderlawy, żeby wzbudzać jakiś respekt. Jak się bawić, to się bawić! Uwielbiała czasami sobie pożartować i rozmawiać na luźne, niezobowiązujące tematy; wtedy nic innego ją nie obchodziło.
Na odpowiedź Makowej Łapy lekko zmarszczyła brwi. Niby powiedział, że trening dobrze mu idzie, ale jakoś nie słyszała w jego głosie przekonania. Gdyby naprawdę dobrze mu szło i miał takie odczucia, jak na przykład Jagódka wobec własnego treningu, to na pewno nie wcisnąłby do wypowiedzi tego całkiem. Niebieskiej to nie umknęło i jako, iż dalej nie do końca nauczyła się, że ciekawskość nie jest najlepszą cechą charakteru, bez zastanowienia zapytała: - Całkiem w porządku? Czyli jednak nie jest najlepiej? - cóż, może z czasem takie wtykanie nosa w nie do końca swoje sprawy jej przejdzie, ale Jagodowa Łapa teoretycznie była już dorosła i w sumie z każdym księżycem szanse na to malały. No, chyba, że kotka po prostu dojrzeje i zacznie zachowywać się poważniej, choć tego nie chciała. Dobrze jej było tak, jak jest teraz! Na zapytanie o jej trening poszerzyła swój promienny uśmiech. Nie lubiła się przechwalać, ale gdy ktoś już zapytał, to... Nie zwlekała z odpowiedzią. - Bardzo dobrze! Właściwie to skupiamy się już tylko na powtórkach, chyba to powoli zmierza ku końcowi. - powiedziała wesoło. Cieszyła się, że trafiła na tak dobrą mistrzynię, jaką była Miętowy Pąk i że wszystko poszło tak sprawnie. Oby równie dobrze pracowało jej się z jej przyszłym terminatorem!
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
- No wiesz, mosze wyglądam niegroźnie, ale kto wie.. - odpowiedział, mrużąc lekko swoje brązowe oczy i nadal uśmiechając się. Maczek też lubił się czasem pośmiać i powygłupiać, zwłaszcza jeśli miał do tego odpowiedniego kompana, najlepiej takiego w podobnym wieku co on. W końcu został terminatorem dopiero kilka księżyców temu, więc wciąż było w nim jeszcze sporo z radosnego i wiecznie skorego do zabawy kocięcia. Nie wydawało mu się jednak, by miał z tego wyrosnąć. Trochę spoważnieć? Jasne, może kiedyś, w jakiejś dalekiej przyszłości, jednak być takim całkowicie Poważnym - i przez to okropnie sztywnym - kotem? Nie, dziękuję. Przecież życie w taki sposób musiało być strasznie nudne!
- Nie, nie, wszystko dobsze! - zapewnił terminatorkę szybko. W końcu wiedział, że Imbirowy Pył stara się jak może, a Maczek w żaden sposób nie chciał podważać jego kompetencji ani nic w tym stylu! Jego starszy brat był dobrym wojownikiem i dobrym mistrzem. To młodszy z dzieci Lnianego Futerka miał zbyt wygórowane oczekiwania i potrzeby. To prawie tak, jakby to była jego wina. Szybko jednak odegnał te niezbyt wesołe myśli, koncentrując się na o wiele weselszych aspektach życia, takich jak to, co właśnie powiedziała jego nowa znajoma. - To świetnie! - powiedział radośnie, uśmiechając się do kotki wesoło. Pewnie musiała być z siebie bardzo dumna, że udało jej się dotrzeć do końca treningu. Maczek miał nadzieję, że za parę księżyców też przekona się, jakie to uczucie. - A myślałaś jusz nad swoim wojowniczym imieniem? - zapytał.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Na ripostę Maczka, starsza terminatorka wybałuszyła dwukolorowe oczy w udawanym przerażeniu. Znał się na żartach, nie ma co! I bardzo dobrze, Jagódka ceniła sobie takie jednostki i zwykle najlepiej dogadywała się właśnie z tymi wesołymi kotami, które miały w sobie tą lekkość ducha. W końcu dużo lepiej jest się otaczać optymistami, którzy zawsze dobrze ci doradzą, niż tymi, co zawsze zakładają najczarniejsze scenariusze. Ona sama starała się żyć właśnie takim życiem, dlatego też starała się ukrywać nieprzyjemne emocje na niej ciążące od pogrzebu Jesionowej Łapy. W każdym razie, kotka ledwo powstrzymując śmiech powiedziała: - Oh, naprawdę? Wiesz, chyba na mnie już pora... - po czym przez kilka uderzeń serca nerwowo rozglądała się na boki. Może kiedyś zostanie aktorką? Bo ta zabawa wychodziła jej perfekcyjnie! No, a przynajmniej z jej punktu widzenia, nie wiedziała, jak to wygląda z perspektywy Maczka czy kogokolwiek innego, kto mógłby być świadkiem całej tej sytuacji. W sumie ciekawe, jak to wyglądało. Pewnie niektóre koty, które połknęły przysłowiowego kija pomyślałyby, że rzuciło im się na łby, ale czy terminatorzy nie mogli czasami się rozerwać? Z resztą, gdy Jagódka będzie wojowniczką i tak nic się nie zmieni!
Na zapewnienia kocurka pokiwała lekko głową, nie dodając już nic więcej. Pewnie wyobraźnia za bardzo ją poniosła i wyobraziła sobie nie wiadomo jakie problemy z treningiem rudego - w sumie to nic nowego, Jagódka jako kociak dzięki sile wyobraźni potrafiła wręcz przenosić się do innego uniwersum i pewnie zostały jej jeszcze resztki tej, hm, umiejętności. Porzuciła więc temat jego treningu i skupiła się na swoim. Dla niej mimo wszystko to był nieco ciekawszy temat, no bo jednak... Zaraz będzie wojowniczką! Zadumała się na chwilę nad pytaniem Makowej Łapy, którego szczerze mówiąc się nie spodziewała. Rozmawiała z innymi kotami na ten temat za czasów kociaka, minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz nad tym myślała! - Chyba nie za bardzo... Gdy byłam mała miałam kilka pomysłów, Zaśnieżona Ścieżka również co nieco mi podpowiedziała, ale chyba zdam się na Malinową Gwiazdę. Ona wymyśla bardzo ładne imiona! - powiedziała pogodnie po chwili namysłu, no i nie pozostała koledze dłużna. - A ty? Masz już jakiś pomysł na swoje?
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Och, jeśli Jagodowa Łapa chciałaby zostać aktorką, to z pewnością czekałaby ją świetlana przyszłość i wielka kariera, bo teraz, kiedy tak się wygłupiali, to udawanie i granie wychodziło jej perfekcyjnie, aż sam Maczek pewnie dałby się nabrać na jej przerażenie, gdyby cały czas nie miał świadomości, że to wszystko ich głupia zabawa. Miał ochotę parsknąć śmiechem, bo to wszystko naprawdę było bardzo zabawne, przynajmniej dla niego, i bawił się równie świetnie, co jego nowa koleżanka (no, a przynajmniej miała nadzieję, że ona też się świetnie bawi), jednak powstrzymał się. Skoro ona mogła grać, to on też - przybrał zmartwiono-smutną minę, jego uszka cofnęły się nieco. Nie był pewien, czy idzie mu aż tak dobrze jak Jagodzie, jednak nie przejmował się tym za bardzo. W końcu to tylko zabawa, a nie jakiś konkurs talentów czy coś w tym rodzaju.
- O nie, nie, zostań - powiedział, starając się brzmieć na zasmuconego. - W końcu nic złego się jeszcze nie stało. - Jego jasne wąsy drgnęły kiedy próbował powstrzymać się od śmiechu. W końcu miał być smutny, a nie rozbawiony! Tyle że paradoksalnie im bardziej starał się udawać smutnego, tym bardziej chciało mu się śmiać. Chyba jednak nie nadawał się na aktora.
- O tak, Malinowa Gwiazda jest w tym dobra - zgodził się, kiwając lekko głową. - Właśnie nie bardzo, nie jestem za dobry w wymyślaniu imion. - Wzruszył lekko barkami. - Więc pewnie tesz poczekam na to, co wymyśli Malinowa Gwiazda.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
A ona nawet nie myślała o tym, by grać jakoś perfekcyjnie i udawać wielką aktorkę. Jagódka teraz świetnie się bawiła przekomarzając się tak z nieco młodszym kolegą, zapominając jednocześnie o wszystkich trapiących ją problemach. Teraz byli tylko oni, ta głupia, ale jakże relaksująca zabawa i... Tyle. Nic więcej. Żadnych trupków, żadnych smutnych kotów dookoła, zero presji i obowiązków. Po prostu chwila dla nich. Kotka przyjrzała się badawczo Maczkowi, który nie zamierzał kończyć tej zabawy, a wręcz przeciwnie! Szedł dalej w zaparte, bawił się w aktora razem z córką Ćmy i trzeba przyznać, szło mu całkiem nieźle! Ciekawe, kto pierwszy się znudzi i skończy to małe przedstawienie. Odpowiedź była jasna: na pewno nie Jagoda! Usłyszawszy zasmucony głos rudego kocura, zaczęła udawać, że rozważa jego prośbę, jednak gdy dotarła do niej kolejna część jego wypowiedzi, uniosła wysoko brwi i rozdziawiła lekko pyszczek w jakże realistycznie wyglądającym zaszokowaniu. Właściwie gdyby nie ta zawadiacka iskierka tańcząca w dwukolorowych oczach kotki, może ktoś naprawdę pomyślałby, że to wszystko jest prawdą? Kto wie! Na pewno jednak zdolności aktorskie przydadzą jej się w życiu; dobrze, że udało jej się to odkryć. - Jeszcze? - powtórzyła zmartwionym głosem. - Ale wiesz, że niewolno robić nic złego biednym, bezbronnym kotkom? - zapytała iście niewinnym tonem, patrząc tym razem nieśmiało na Makową Łapę. Jej wąsy również lekko drgnęły, gdyż za wszelką cenę próbowała powstrzymać śmiech, ale dalej wbijała w niego spojrzenie niewiniątka. Nie ma tak łatwo!
Pokiwała głową na odpowiedź terminatora. Najwyraźniej nie tylko ona miała problemy z wymyślaniem imion, ale co się przejmować! W końcu od tego była Malinowa Gwiazda, jej ta umiejętność na niewiele się zda. - To tak, jak ja! Pozostaje więc tylko czekać na nasze ceremonie i no, pożyjemy, zobaczymy! - zaświergotała i przejechała kilkukrotnie językiem po swojej białej piersi. Jagódka z czasem zaczęła nieco bardziej zwracać uwagę na higienę, a pierś była dla niej priorytetem. Nie dość, że była wystawiona najbardziej na przód, to jeszcze barwę przybrała białą! Gorzej być nie mogło.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Maczka trochę pocieszył fakt, że Jagódce też drgały wąsy, zdradzając, że nawet tak dobra aktorka jak ona miała swoje słabe strony, takie jak problem z zachowaniem powagi. No ale z drugiej strony, jak tu zachować powagę, kiedy odgrywali aż tak absurdalny scenariusz, jakim było spotkanie wielkiego, groźnego tygrysa (który wyglądał jak młode drzewko, to jest - był wysoki i szczuplutki, jednak podatny na wpływy wiatru) wpadającego w jakichś trawach (a może w lesie? Jasne, przecież byli skryci wśród traw, jednak nic nie stało im na przeszkodzie, by wyobrazić sobie, że są w gęstym, ciemnym lesie, gdzie kocia łapa rzadko kiedy stawała) na niewinną, bezbronną koteczkę (która prawdopodobnie była silniejsza od tego niby-tygrysa), która zamiast uciekać gdzie pieprz rośnie, tak, jak zrobiłby to każdy rozsądny kot, to wolała co?, wdać się z nim w dyskusję, licząc, że wykupi swoją wolność na piękne oczy? Znaczy, oczy może faktycznie miała ładne - dwukolorowe! - jednak nie zmieniało to faktu, że cała scenka, którą z takim zapałem odgrywali, była mocno kuriozalna. Nie, żeby to któremukolwiek z nich to przeszkadzało - tu w końcu chodziło tu o dobrą zabawę, a nie o sens!
- Nie wyglądasz mi na tak bezbronną - odpowiedział Maczek, obrzucając terminatorkę spojrzeniem. Faktycznie był pewien, że w walce pewnie by go pokonała, zwłaszcza, że skoro według tego co mówiła, kończyła już trening, to pewnie miała walkę już za sobą, w przeciwieństwie do rudasa, który wciąż był w tym temacie zupełnie zielony.
- Dokładnie - zgodził się z kotką, uśmiechając się. - Nie ma co się pszejmować teraz, pszywódczyni na pewno wymyśli nam coś ładnego. - W końcu chyba jeszcze nie zdarzyło się, by jakiś wojownik narzekał na imię, które nadała mu Malina, a przynajmniej Maczek o czymś takim nie słyszał.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Faktycznie, zachowanie powagi w tak dziwnej sytuacji było nie lada sztuką. Normalni terminatorzy, w momencie spotkania normalnie rozmawiają, poznają się, ewentualnie sprawdzają swoje umiejętności w jakiejś żartobliwej bójce. A oni? Oni stali tu sobie, bawili się w aktorów, odkrywając przy okazji całkiem niezłą umiejętność. Najlepsze jest to, że Jagoda w momencie, w którym skomentowała futro Maczka wcale nie myślała o tym, by zacząć jakąś absurdalną zabawę w tygrysa i bezbronną kotkę! Mimo wyglądu rudego, terminatorka wcale nie była pewna, czy jest on od niej silniejszy. W końcu siła zdecydowanie nie była mocną stroną niebieskiej, za to Makowa Łapa był samcem, więc siłą rzeczy bardziej prawdopodobnym było, że dominacja będzie leżeć po jego stronie. No, a przynajmniej Jagódka tak myślała. Inną sprawą rzecz jasna było, że mimo wszystko była ona bardziej doświadczona. Na słowa młodszego kolegi, córka Lodowej Skóry podniosła łapę i zaczęła teatralnie przyglądać się swoim pazurkom. - Wiesz, czasami pozory mylą. - powiedziała enigmatycznie, oczywiście ledwo co powstrzymując się od śmiechu. Jej słowa miały w sobie więcej prawdy, niż sama Jagódka przypuszczała. Należało uważać na każdego spotkanego kota i nie ufać nikomu tak od razu, ale koteczka była zbyt wesoła i boleśnie nieświadoma tego, jak złe były niektóre koty. Niewykluczonym było, że jeszcze kiedyś się na tym przejedzie.
Skinęła lekko głową na słowa kocura, uważając ten temat za zamknięty. Co będzie, to będzie, poznają swoje wojownicze imiona, gdy nadejdzie na to czas! Szybko jednak wleciało jej do głowy kolejne pytanie - w jej towarzystwie ciężko było długo siedzieć w ciszy, ona zawsze coś wymyśli! - A wiesz może, jak trzymają się Żbik i Czermień? Poznałam ich, gdy byliście jeszcze kociakami i ich też bardzo polubiłam, jednak ostatnio nie miałam za bardzo okazji do rozmowy z nimi. - zapytała, wyjaśniając od razu, skąd ta ciekawość. Maczek raczej powinien wiedzieć, co u nich - w końcu był ich bratem - no, chyba, że... Nie był. O rany, jeśli ona się pomyliła i rudy nie ma nic wspólnego z wymienionymi kotami, to będzie wstyd! Teraz jednak nie było odwrotu, musiała po prostu patrzeć jak gdyby nigdy nic na kolegę i czekać na jego reakcję.
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Oj tam, zwyczajne przedstawianie się sobie, poznawanie się czy próby sił w żartobliwych przepychankach były dla nudziarzy, którzy po prostu nie mieli lepszego pomysłu na spędzanie czasu, a ani Makowa, ani Jagodowa Łapa nudziarzami nie byli, woląc wygłupiać się jak dwa kociaki, które przed Splątanymi Korzeniami bawią się w przywódców. No, tyle, że ich zabawa była nieco dziwniejsza niż standardowa zabawa w przywódców.
- No ja nie wiem - odpowiedział Maczek, a jego wąsy dalej drgały od tłumionego śmiechu. Jego ciemne oczy też zdradzały jego prawdziwy nastrój, błyszcząc radością i rozbawieniem. - Te pazury to wyglądają mi całkiem groźnie. - Zerknął wymownie na łapę, której tak pieczołowicie przyglądała się terminatorka. - A mosze to ja powinienem zacząć się bać? - zapytał, przybierając nagle zmartwioną minę, a jego uszy cofnęły się nieco. Czyżby teraz role faktycznie miały się odwrócić i to bezbronna kocica miała zaatakować tygrysa?
Na pytanie o rodzeństwie rudy syn Lnianego Futerka wyraźnie się przygarbił, nagle o wiele mniej wesoły niż wcześniej. Przez to, że nie miał z nimi takich relacji jakich chciał, jego bracia i siostry byli dla niego dosyć trudnym tematem, zwłaszcza Żbik z którą nie lubił się niemal od początku, chociaż ich obopólna niechęć do siebie zaczęła się tak dawno, dawno temu, kiedy byli jeszcze mniej świadomymi kociętami, a która ciągnęła się nadal, mimo że od tamtej pory praktycznie nie rozmawiali.
- Czermień chyba dobsze się tszyma, chociasz nie rozmawiamy duszo. Pszynajmniej nie chowa się jusz w jednym miejscu, tak jak wtedy, kiedy byliśmy kociakami. - Maczek bardzo dobrze pamiętał, jak przestraszony był jego brat w dzieciństwie, do tego stopnia, że właściwie nie opuszczał kociarni, do momentu, aż rudas go z niej nie wyciągnął, pokazując, że może w Obozie wcale nie jest tak strasznie. - A co do Szbik to nie wiem, nie lubimy się za bardzo - przyznał, uciekając wzrokiem w bok. Generalnie Maczek był nieco zaskoczony faktem, że ktoś tak fajny jak terminatorka z którą właśnie rozmawiał polubiła się z kimś takim jak Żbik. Ale może to po prostu Żbik przy innych zachowywała się inaczej. Może tylko do swojego rodzeństwa była taka okropna.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Phi, oczywiście, że Jagódka nie była żadnym nudziarzem! A zabawy w przywódców, mimo, że kotka była w głębi duszy rozbrykanym kociakiem, były dla niej zbyt proste i dziecinne. Ona miała trzynaście księżyców i to był najwyższy czas, by zabawy, jak już do takich dojdzie, były bardziej... Wyszukane. O ile da się to tak nazwać. W każdym bądź razie, na pewno nie tak oklepane, jak te typowe zabawy młodszych kociąt w obozie. - Jakie pazury? - zapytała z miną oraz tonem niewiniątka, z satysfakcją stwierdzając, że Maczek załapał, iż teatralne oglądanie łapki wcale nie pojawiło się tutaj bez przyczyny. Oczywiście, wplotła ten ruch do zabawy po to, by pozbyć się łatki bezbronnej koteczki. Przecież to tylko zabawa, role w każdej chwili mogą obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni! A może w prawdziwym życiu to wyglądało zupełnie tak samo...? - O te? - dopytała po chwili ciszy i wysunęła pazurki na mniej niż uderzenie serca, ale tyle czasu chyba wystarczyło, by rudy kolega zauważył, jak ostre i długie one są. Jagoda dodała do tego jeszcze uśmieszek, dzięki któremu jej kiełki również ujrzały światło dzienne. W zamyśle miał być on chytry i przebiegły, ale że kotka... Nie praktykowała na co dzień czegoś takiego, prawdopodobnie wyglądał on po prostu na wesoły. Ups.
Patrząc na mowę ciała Makowej Łapy, jego nieco starsza koleżanka natychmiast zrozumiała, że popełniła błąd. Widocznie nie tylko dla niej temat rodzeństwa nie był zbyt łatwy... Dlaczego ona zawsze musiała coś palnąć? Czasu jednak nie cofnie, więc trzeba było po prostu brnąć w to dalej, szybko, byle do brzegu. - To dobrze! Też pamiętam, jak bardzo bał się treningu, ale znam Węgielka i jestem pewna, że dzięki niemu Czermień zyska trochę wiary w siebie. - powiedziała optymistycznie, lecz jej entuzjazm nieco zelżał, gdy usłyszała słowa Maczka na temat Żbik. To nie był pierwszy kot, który nie miał zbyt dobrego zdania o kotce, a Jagodowa Łapa za nic nie mogła zrozumieć, dlaczego. Młoda nie zachowała się źle wobec niej, kotki dobrze się dogadały, ale córkę Zaćmienia trochę martwiły te wszystkie opinie na jej temat. Może teraz była szansa na dowiedzenie się czegoś więcej? - A dlaczego? W sensie... Nie tylko ty nie masz o niej dobrego zdania i chciałabym wiedzieć, dlaczego. - przyznała. Oczywiście nie miała zamiaru sugerować się opiniami Maczka i innych - dopóki Żbik nie zrobi nic złego jej bądź jej najbliższym, Jagódka nie będzie miała powodu do gorszego traktowania jej - ale może mogłaby być ostrożniejsza?
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Cała ta zabawa, przypominająca nieco improwizowaną sztukę teatralną, była czymś raczej nowym dla obojga z nich, a już na pewno była czymś, co nie miało prostych i jasno ustalonych zasad oraz sztywnego podziału ról, których każde z nich musiało się trzymać, tak, jak gdyby było to przedstawienie wystawiane przez młodych dwunożnych. Całą zaletą ich zabawy tak naprawdę było to, że zamiast omówić zasady i role wcześniej, wymyślali je ot tak, już w trakcie gry, przez co wszystko było wyjątkowo płynne i zmienne niczym w kalejdoskopie. I tym właśnie sposobem role które grały zdawały się właśnie odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni i nagle to ta niby bezbronna kotka zaczynała prawie że grozić wcześniej groźnemu tygrysowi. Maczek spróbował przybrać minę mającą wyrażać coś pomiędzy lękiem a szokiem, że ta podobno bezbronna koteczka właśnie błysnęła mu pazurami przed nosem. Czy faktycznie mu to wyszło? Sprawa dyskusyjna, jak i wszystkie jego aktorskie popisy do tej pory, jednak nikt tu przecież nie miał zamiaru wystawiać mu za to ocen.
- Ojej - mruknął. - Nie wolno tak komuś machać pazurami przed pyszczkiem! - zaprotestował. Chciał powiedzieć to z wyraźną przyganą, jednak zamiast tego jego głos zabrzmiał o wiele bardziej piskliwie niż zwykle, co niesamowicie go rozśmieszyło. Właściwie, w tym momencie Maczek z trudem powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem, jednak wiedział, że to w sumie tylko kwestia czasu.
- To naprawdę super - przyznał. Nie znał co prawda mistrza Czermienia, jednak skoro Jagódka mówiła, że jest on w porządku, to Maczek postanowił jej uwierzyć. W końcu nie miał powodów, by zrobić inaczej. - Mosze nawet niedługo zostanie wojownikiem? Mama na pewno byłaby dumna. - Do tego momentu Maczek był zwykłym, wesołym sobą i dopiero przy pytaniu o Żbik znów wyraźnie przygasł. - Raz, jak byliśmy kociętami, to chciałem się z nią pobawić, a ona na mnie nakszyczała i chciała mnie udeszyć - wyjaśnił, garbiąc się nieco. Łatwo było zauważyć, że nie jest to dla niego przyjemny temat. - Ja wiem, sze to trochę głupie tak nadal być na siebie obraszonym o coś, co się stało, jak byliśmy mali, ale.. ale ona powiedziała wtedy, sze jusz nie chce, szebym był jej bratem - dodał jeszcze, wodząc przy tym wzrokiem po swoich rudych, utytłanych nieco ziemią palcach u łap, tak, jak gdyby widział je po raz pierwszy.
Jagodowa Gałązka dorosła i wreszcie przestała rosnąć. Jest zdecydowanie jedną z najwyższych kotek w klanie, o ile nie w całym lesie! Jest szczupła i sprężysta, a bardzo długie, stosunkowo grube łapy sprawiają, że szybkość jest jej najmocniejszą stroną. Futro wojowniczki jest zawsze zadbane i lśniące, czego brakowało, gdy była młodsza; dodatkowo może pochwalić się jego grubością i gęstością, co przysparza jej wiele kłopotów podczas upalnych dni. W barwie szaty przeważa niebieski, z białymi znaczeniami w okolicach pyszczka, pod brodą, na piersi i przednich łapach. Kotka ma heterochromię - lewe oko ma barwę soczystej zieleni, a prawe pozostało takie, jak w pierwszych księżycach życia - niebieskie.
Jagodowa Gałązka zaczęła radzić sobie z trudnościami. Co prawda nie była już tak energiczna i rozgadana, jak kiedyś, lecz na jej pyszczku znów gościł szczery uśmiech. Sympatyczna i zawsze chętna do pomocy, starała się myśleć pozytywnie i zaczęła doceniać to, co ma. Lubi zawierać nowe znajomości. Bardzo chciała udowodnić swoją wartość, dlatego stała się bardzo pracowita i sumienna. Spoważniała, do tego po porwaniu zrozumiała, jakie niebezpieczeństwa mogą na nią czyhać, dlatego jest dużo bardziej ostrożna i przewidywalna, niż za młodu.
Chłodny Szept [KC]
Makowa Łapa na pewno chciał słowa te wymówić bardziej... Pewnie, groźnie, lub cokolwiek innego, wszedł mu jednak zwykły pisk, na co Jagódka już ledwo powstrzymała się od śmiechu. Jej wąsy zaczęły drgać jak szalone, tak samo jak jej puchaty, szary ogon! Kotka nie mogła jednak pozwolić sobie na tak łatwe poddanie się, zwłaszcza teraz, gdy odkryła w sobie najprawdziwszą duszę aktorki! Kocur musiał się jeszcze odrobinę wysilić, by ją złamać. Co z tego, że ten dźwięk wcale nie był zamierzony. - Bezbronnym kot..kom wszystko wolno! - miauknęła dramatycznie, wyraz jej pyszczka wyrażał prawdziwą desperację, a głos... Załamał jej się w połowie, co sprawiło, że to wszystko wcale nie wyglądało tak idealnie, jak miało. Cóż, to pewnie kwestia wyćwiczenia, na pewno! - Byłoby wspaniale! - odpowiedziała wesoło. Naprawdę uważała, że Czermień mógł wyrosnąć na wspaniałego wojownika, jeśli tylko uwierzyłby trochę w siebie. Może nawet to już nastąpiło? Kto wie, Jagódka nie miała z nim kontaktu od jakiegoś czasu, a ostatnio kotka przekonała się, że sytuacja może bardzo szybko zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni...
Gdy zaś Maczek zaczął mówić jej o Żbik, mina zaczęła jej rzednąć. Czy ona śni? Ta przeurocza kotka, która tak dobrze dogadywała się z Jagódką... Była tak okropna? Próbować uderzyć własnego brata?! Terminatorka czuła, że dobry humor powoli z niej ulatuje, lecz gdy usłyszała kolejne słowa rudego, automatycznie położyła po sobie uszy i wbiła pazury w ziemię. Nie chce, by już był jej bratem? Czy ona była świadoma tego, co mówi? Żbik nie miała pojęcia, jak to jest, gdy nagle połowa rodzeństwa gdzieś znika i nie ma po nich śladu! Nie miała pojęcia, jak straszne dla niej było oglądanie Węgorza ze szramą na pysku i słuchanie tego, jak ledwo uszedł z życiem! Nie miała pojęcia, jak to jest stracić kogoś bliskiego, bo nie raczyła zjawić się na pogrzebie Jesion! Czuła, że pod wpływem tych wszystkich myśli jej sierść powoli się jeży, co Jagódce zdarzało się... Nie zdarzało się. Ktoś tu ma słaby punkt. Szybko więc odetchnęła i pozwoliła, by jej ciało się rozluźniło. Nie warto było przejmować się jakimś szczylem. - To naprawdę okropne z jej strony! Nie dziwię się, że nie chcesz po tym wszystkim mieć z nią kontaktu. - mruknęła siląc się na niemrawy uśmiech i udawanie, że wszystko jest w porządku. Nawet jeśli nie było. Od kiedy ona zrobiła się taka przewrażliwiona?
┍━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┑ Iknowit'shardtokeepan.o p e n.heart Whenevenfriendsseemouttoharmyou ♡Butifyoucouldhealabrokenheart♡ Wouldn'ttimebeoutto ????? you ┕━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━┙
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Mistrz: Korzenny Pył Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka Ojciec: Północny Podmuch Partner: Malinowy Nos Trwałe urazy: całkowicie zamglone oczy; cztery rozcięcia na pysku; duża, stara blizna na grzbiecie i lewej pięcie
Bardzo wysoki, atletycznie zbudowany kocur o długich łapach. Krótkowłosy, rudy, klasycznie pręgowany, z białymi znaczeniami na pysku, szyi i przednich łapach. Siwe włosy zaczynają oprószać jego pysk i grzbiet. Duże, zielone oczy coraz wyraźniej pokrywa mgła. Najbardziej widoczne blizny: rozcięcia na nosie, duża blizna na lewej pięcie i grzbiecie.
Często zdarzało mu się wychodzić z wojownikami czy starszymi terminatorami na polowanie. Z całą pewnością polowanie ze świadomością, że gdzieś blisko jest starszy, doświadczony kot, który zdąży przybyć, gdy zrobi się gorąco, było przyjemniejsze niż polowanie w pojedynkę. Dla Fiołkowego Świtu była to także okazja do tego, by choć trochę zintegrować się z młodszymi kotami, z którymi, jak miał wrażenie, w ogóle nie potrafił załapać kontaktu. Być może był już po prostu za stary i to była ta naturalna kolej rzeczy, że tacy jak on schodzili na dalszy plan. A być może po prostu dramatyzował jak zwykle.
Tym razem przyszło mu wybrać się na polowanie z Owsianą Łapą. Wyszedł z kocurem przed obóz i po chwili wspólnie ustalili, że udadzą się na Świszczące Trawy, bo to było jedno z lepszych miejsc do poszukiwania zwierzyny.
- Obiło mi się o uszy, że niebawem masz zostać wojownikiem - oznajmił lekkim, konwersacyjnym tonem, wcale nie nawiązując do tego, że ma wtyki i orientuje się, na kiedy mniej-więcej zaplanowane są klanowe imprezy pokroju ceremonii. - No, w każdym razie - powodzenia! - uśmiechnął się do terminatora, a jeżeli nie miał mu już niczego do powiedzenia, to odbił lekko w lewo, by tam po przejściu kilku lisich długości zacząć węszyć i rozglądać się, posuwając się powoli pod wiatr.
قالوا:تموتبهاحبـاًً؟قلـت:ألاآذكروهاعلـىقبـريلتحيينـي they asked:"do youloveher todeath?"
I said "speakof herover my graveand
watchhow shebringsme backtol i f e"
Księżyce: 50 Mistrz: Na co wojownikowi mistrz? Płeć: kocur Matka: Zwinna Łapa. Ojciec: Pszeniczny Grzbiet.
Owsiana Łuska jest długofutrym białym kotem z kremowym ogonem i tyłem uszu. Kremowe plamy poprzecinane są ciemniejszymi pręgami. Jest chudy, wysoki i dość długi. Jego pysk i jest podłużny, a na nim znajduje się różowy nos z ciemniejszymi kropkami. Poduszki łap kocura są w tym samym kolorze co nosa. Uszy są długie, równocześnie wąskie, zakończone pojedynczym, białym frędzlem. Oczy ma w kolorze złotym z ciemniejszą otoczką wokół. Prawe oko jest zamglone i nie widzi przez nie prawie kompletnie.
Krótko można o nim powiedzieć tyle, że jest niecierpliwy, złośliwy, oraz władczy. Nie lubi poznawać nowych kotów, a te, które u się nie spodobają, może pożegnać obrazą i pogardą. Woli działać szybko, jednak dostatecznie dokładnie. Niestety te dwie rzeczy nie chodzą w parze i często wybiera, co jest dla niego korzystniejsze. Nie liczy się zbytnio z opinią innych oraz woli zrobić coś dla siebie niż kogoś innego. W środku jednak ma inne uczucia, które ukrywa, aby nie pokazywać swoich wad i by koty go nie mogły oceniać po tym, co ma wewnątrz.
Fiołkowy Świt był jednym z najstarszych kotów w Klanie Wichru. Może też we wszystkich Klanach. Istniał ten dziwny przeskok pomiędzy młodszymi a starszymi kotami. Jakoś tak tylko część kotów przechodziła w wiek powyżej 60 księżyców. Dużo tych kotów w wieku 40-50 księżyców umierała, o ile nie wcześniej.
Owies pewnie poszedłby samotnie na polowanie, ale to w sumie dobrze mieć przy sobie kogoś, kto mógłby pomóc w walce czy złapaniu jakieś większej zwierzyny.
- Racja - odpowiedział, mając nadzieję, że tyle chciał mu rudy wojownik przekazać. Wolał się skupić na polowaniu, a nie pogaduszkach. Mruknął krótkie "powodzenia" a następnie ruszył pod wiatr w pozycji łowieckiej. Obserwował, nasłuchiwał i uważał, aby nie potknąć się o żaden kamień, czy nie zacząć szurać futrem po podłożu. Miał nadzieję, że tym razem trochę łatwiej będzie mógł coś znaleźć niż ostatnim razem.
<table><td><p align="left">XXXXXXXXXX iXXw a sXXm e a n tXXt oXXb eXXy o u r s!
Wrzask jest masywnym, krępym kotem o przykrótkich, potężnych łapach. Na szerokiej, pełnej blizn głowie znajdują się nieduże uszy, z których pozostały już jedynie strzępy. Ma krótki, gruby ogon, który rzadko pozostaje w bezruchu dłużej niż kilka sekund, o ile kocica nie śpi. Jej futro jest nieco zaniedbane, krótkie i rude, pełne podłużnych pręg rozłożonych na całym ciele. Jedynymi białymi elementami są nastroszone wąsy, pyszczek i gardło, a także kilka pręg przy końcu ogona. Charakterystycznym elementem wojowniczki są intensywnie pomarańczowe oczy, z czego na lewe niedowidzi, a także masa blizn. W jej arsenale zębów brakuje lewego dolnego kła.
Wrzeszczący Pysk jest obojętnym na wszystko, skupionym na wykonywaniu swoich obowiązków kotem. Gardzi przepychankami słownymi, woląc uciekać się do przemocy niż niepotrzebnie strzępić język. Uznaje jedną rację - swoją. Łatwo wpada w gniew, prawie cały czas towarzyszy jej irytacja. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Stara się jednak postępować rozważnie, aby nie sprowadzić kłopotów na koty, na których jej zależy. Jej lojalność od zawsze leży po stronie Klanu Gromu, choć wobec samych jego członków przyjmuje postawę obojętną i szorstką. Nie uznaje władzy i działa według własnych zasad, chcąc jak najlepiej dla klanu. Nie boi się własnymi łapami wymierzać kary innym, gdy widzi, że na nią zasługują. Gdy widzi niebezpieczeństwo, eliminuje je, myśląc przyszłościowo - gdyby jakiś słabszy wojownik lub terminator na nie natrafił, mógłby zginąć. Wojowniczka jest silna, i chętnie z tej siły robi użytek. Nie brak jej przy tym pewności siebie i zdecydowania. Do kociąt podchodzi z dystansem, uznając je za nieco upośledzone i zupełnie bezbronne.
Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]; Czosnek[S]
Rudego wojownika spotkało szczęście w nieszczęściu. Na jego drodze, zamiast zwierzyny, stanął sporawy psowaty o puchatym futrze. Z wyglądu przypominał szopa. Jenot przemierzał Wichrowe ziemie, najwyraźniej poszukując czegoś do jedzenia, albo zwyczajnie idąc w kierunku swojej nory. Nawet jeśli zauważył polującego kocura, zwyczajnie go zignorował, nie mając ochoty na walkę.
Owsianą Łapę spotkała podobna sytuacja co towarzyszącemu mu wojownikowi, tylko zwierz był inny - pokryty brązowym futrem i ze spłaszczonym, łysym ogonem. Bóbr zmierzał właśnie ku Czarnemu Ogonowi, nie przejmując się znajdującymi się w okolicy kotami. Miał lepsze rzeczy na głowie niż atakowanie ich, jednak nie oznaczało to, że nie zamierzał się bronić w razie potrzeby.